PBF - Cedar Creek by Night

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 04 czerwca 2018, 22:44

[center]Plac Eisenhowera, drugi dzień[/center]

Albinos nie pierwszy raz spotykał się z ignorancją i niechęcią. Nie był pewien czy mężczyzna w czerni zastygł wskutek jego słów, czy tych bredni z megafonów. Chciał przecież pomóc, ale życie uczyniło go szorstkim w obyciu. Patrzył jeszcze przez chwilę za oddalającymi się agentami, wodząc wzrokiem za tym, co tak bardzo ich zaaferowało. Oszczędnymi ruchami skierował się w stronę, gdzie w tłumie zniknął mu przyjaciel. Nauczył się, że będąc spokojnym można zniknąć w tłumie. Rozpływał się zatem w tłumie, jak piaskowo-bury duch. Intuicyjnie omijał ledwo pachnące resztki po zebranych przez Śmierdziela artefaktach. Spostrzegł kompana w zaułku przy celebracji znaleziska. Podszedł i delikatnie położył dłoń na jego ramieniu, wzrokiem omiatając jeszcze miejsce wypadku.

-Nie ma tu Gury. Nas też tu nie chcą. Powinniśmy pójść.

Mimo intuicyjnego niepokoju, który pchał go do szukania przyczyn pożaru bliżej, chciał już wracać. Do Slammera po rzeczy i do dziury. Ognista kula powoli wygrywała ze słabościami jego ciała, w istocie stracił zbyt dużo cennej wody.

W uszach zaś dźwięczały mu jeszcze słowa dobrotliwego pastora o wstępie do Królestwa Niebieskiego. On mógł wejść do ich raju, ale oni nie mieli wstępu na jego Zielone Łąki. Ale zielone łąki przerodziły się w jego głowie w szeroką autostradę.

Do głowy weszło mu nawet kilka chwytów na gitarę, i dzikie wycie: Highwey to Hell. Uśmiechnął się do tej myśli w Duchu.

https://www.youtube.com/watch?v=l482T0yNkeo
Duch poszukuje wzrokiem i węchem wskazówek o przebiegu i przyczynie pożaru, lub może coś usłyszy. Jeśli toksyk nie ma innych planów proponuję powrót do Slammera.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 czerwca 2018, 22:47

Cedar Creek Commons, drugi dzień

Kontrole przy bramie wciąż nie utraciły niczego ze swej surowości, ale diakon z Thompsonem zapamiętał rudowłosą dziewczynę i nie robił jej dalszej kłopotów, odprawiwszy tropicielkę na przedmieścia krótkim machnięciem dłoni. Wsadzając ręce w kieszenie spodni, Osa pomaszerowała skrajem ulicy w kierunku knajpy wuja, bijąc się z myślami i próbując poukładać w głowie wydarzenia ostatnich godzin.

Przedmieścia tętniły życiem, dorośli zajmowali się codziennymi obowiązkami, dzieci uganiały się ze śmiechem za zmutowanymi szczurami, karawaniarze pili i pokrzykiwali na tanie dziwki mając sobie za nic plakaty przestrzegające przed syfilisem. Ze zdezelowanych radiowych głośników płynęły dalsze wywody pastora Goodwilla, ale rudowłosa nie zwracała na nie większej uwagi próbując zdecydować w myślach, co zrobić z kurierską przesyłką.

Weszła do knajpy tylnym wejściem, przemknąwszy niczym duch przez zamaskowaną dziurę w ogrodzeniu tylnego dziedzińca i drzwi sąsiadujące z siłownią Gury. Śmierdziela nigdzie nie było widać, toteż dziewczyna coraz bardziej przychylała się do pomysłu, by zabezpieczoną paczkę wrzucić po kryjomu do jego gnojownika - Osa naprawdę nie sądziła, by komukolwiek tam właśnie przyszło do głowy jej szukać.

Wuj stał za kontuarem rozmawiając z kimś półgłosem. Dźwięki konwersacji z jakimś klientem uświadomiły dziewczynie jak bardzo była właściwie głodna. Pod kontuarem zawsze leżały jakieś przekąski po nocnej libacji, toteż Osa przeszła z zaplecza do sali gotowa zjeść wszystko, co tylko wpadnie jej w ręce.

- Witam panienkę - rozmawiający ze Slammerem miejski szeryf wychylił się zza kontuaru przykładając palce do ronda kapelusza i lustrując dziewczynę uważnym spojrzeniem - Może ona wie, gdzie go szukać? Gadaj, Slammer, bo tracę cierpliwość.

Wzrok stróża prawa przeskoczył z powrotem na krewnego Osy, toteż rudowłosa pojęła, że pytanie raczej nie było skierowane do niej, ale i tak zmroziło jej krew w żyłach.
Pojedynczy miejski szeryf, w starannie uszytej replice przedwojennego policyjnego uniformu, w kapeluszu i pod bronią (w kaburze przy pasie ma Colta 1911). Wyraźnie wypytuje o coś Slammera, chociaż Osa nie dosłyszała całej konwersacji. Poza nią, wujem i gliniarzem w knajpie nie ma nikogo innego.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 czerwca 2018, 22:57

Butcher's Best, drugi dzień

W głębi ciemnego tunelu coś się poruszyło, coś zaszurało kopytami po sypkim gruncie, zazgrzytało kostnymi naroślami po metalowych ścianach. Słysząc te dźwięki Gura oblizał odruchowo wargi, a jego rozpłaszczeni o ścianę areny bracia wymamlali jakiś niezrozumiały bełkot.

Wielki rogaty łeb wychynął na światło dzienne, żółtawe ślepia osadzone w grubokościstej czaszce spojrzały podejrzliwie na wciąż podrygujące w agonalnych konwulsjach cielsko powalonej przez mutanta krowy.

Ciężki młot zaświszczał w powietrzu spadając pomiędzy zakręcone groźnie rogi. Gruba czaszka zwierzęcia pękła z głośnym chrzęstem. Jedno oko wyskoczyło z oczodołu bestii, zawisło na pęku nerwów. Uginając się w kolanach wielkie zwierzę upadło przed siebie, z jego gardzieli popłynął ochrypły wizg.

cdn.

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 04 czerwca 2018, 23:26

Cedar Creek Commons, drugi dzień

Nie dając po sobie poznać, że w ogóle usłyszała pytanie czy zrozumiała, że chodziło w nim o nią, Osa sięgnęła po stojący pod kontuarem talerz z kawałkiem sera i kilkoma kromkami dosyć czerstwego chleba i nie zatrzymując się wyszła zza lady na salę siadając przy jednym ze stolików. Miejsce wybrała tak by siedzieć dokładnie za plecami przesłuchującego wuja szeryfa. Udając, zainteresowanie jedynie leżącym przed nią talerzem Osa wyjęła zza paska trzydziestkę ósemkę i położyła na ławie obok nogi tak by nie miał jej szansy zauważyć przedstawiciel stróżów prawa...
Tjaaaa... robi się ciekawie. Zobaczymy - może nie trzeba będzie zabijać szeryfa i wiać z miasta... Swoją drogą czy tu obowiązuje jakieś prawo przez P czy taki pies może sobie zastraszać ludzi ewentualnie zastrzelić wuja ??
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 05 czerwca 2018, 20:59

Knajpa wuja, drugi dzień

Owczy ser wydawał się całkowicie pozbawiony smaku, ale Osa nie zwracała na posiłek najmniejszej uwagi, całkowicie zaprzątnięta konwersacją pomiędzy wujem i stróżem prawa. Nie znała tego szeryfa i nie miała pojęcia jak zdołał wpaść na trop Coltraina, ale jej determinacja sięgnęła zenitu. Położony obok nogi rewolwer leżał w takiej pozycji, by w razie potrzeby rudowłosa mogła po niego błyskawicznie sięgnąć.

Colt przybysza spoczywał w kaburze u jego boku - w zapiętej kaburze, co sprawiało, że stróż prawa niejako na starcie znalazł się na spalonej pozycji.

- Nie udawaj, że się nie przyjaźnicie - ciągnął szeryf przechylając się ponad kontuarem w stronę Slammera - Ludzie go tutaj widzieli i to nie raz. Przychodzę w ważnej sprawie, to rzecz natury urzędowej.

- Naprawdę nie mam pojęcia, gdzie on się podziewa - wzruszył ramionami wuj - Ostatni raz widzieliśmy go z Megan rano jak wychodziliśmy do miasta. Dziecko, widziałaś gdzieś Śmierdziela?
Stróże prawa w Cedar Creek nie mogą do nikogo strzelać bez uzasadnionego powodu, ale potrafią w razie konieczności uprzykrzać niepokornym obywatelom życie - miasto funkcjonuje w strefie przyfrontowej, zawsze znajdzie się jakiś paragraf na sowieckiego wichrzyciela!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 05 czerwca 2018, 21:22

Butcher's Best, drugi dzień

Ciężki młot zaświszczał w powietrzu spadając pomiędzy zakręcone groźnie rogi. Gruba czaszka zwierzęcia pękła z głośnym chrzęstem. Jedno oko wyskoczyło z oczodołu bestii, zawisło na pęku nerwów. Uginając się w kolanach wielkie zwierzę upadło przed siebie, z jego gardzieli popłynął ochrypły wizg.

Nie zamierzając tracić ani sekundy na ponowny zamach młotem, Gura chlasnął zwierzę po gardle trzymanym w drugiej ręce srebrzystym nożem. Wykonane z pozaziemskich stopów ostrze przecięło gładko skórę stworzenia uwalniając z jego tętnicy kaskadę gorącej ciemnej krwi.

Publiczność w górze wyraźnie zgęstniała, wśród rzeźników pojawili się nowi gapie. Do uszu rozzłoszczonego perfidnym fortelem kolegów cargo dobiegły okrzyki entuzjazmu i gromkie brawa. Starając się nie zwracać uwagi na to jak mile łechtały one ego mutanta, olbrzym zajrzał ostrożnie do wnętrza przeciwnego tunelu, a potem bez ostrzeżenia wcisnął się do niego ku zdumieniu obserwatorów.

- Gdzie on polazł?! - krzyknął ze zdumieniem niski i żylasty przełożony rzeźników. Gdzieś w dole rozległ się ostry trzask rozwalanego metalu, potem narastający tupot. Kilka sekund później niewielkie aluminiowe drzwi osadzone w nadbudówce areny ponad tunelem wyleciały z hukiem z zawiasów.

Uzbrojony w rzeźnicki młot i ksenonóż, Gura wychynął na widownię areny niczym posępny bóg krowiej apokalipsy.

- Stary, byłeś zajebisty! - jeden z groteskowych cargo w poplamionych krwią fartuchach zaczął walić w ręce na znak aplauzu - Prawdziwy zakropiator!
Ubiwszy z zaskoczenia drugą krowę, Gura odnalazł we wnętrzu przeciwnego tunelu drzwiczki, a za nimi schodki prowadzące na gurę.. przepraszam, na górę!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 05 czerwca 2018, 22:01

Butcher's Best, drugi dzień

Cargo wtargnął do środka niczym okrwawiony bóg wojny. Niczym barbarzyńca z młotem i nożem w dłoni. Pochylony, spocony i wyraźnie zmęczony, ale nadal zabójczo niebezpieczny. Gotowy jednym ciosem roztrzaskać czaszkę kolejnego głupiego bydlęcia na swej drodze. Grupka zaskoczonych zakładowiczów patrzyła się przez chwilę na niego, nic nie rozumiejącym cielęcym wzrokiem.

Pearl Jam - ALIVE!

- Noooo... dobraaa... - wysapał Gura, łapiąc z coraz większym trudem powietrze.

Miał wrażenie, że coś mu przeszkadzało oddychać od uderzenia kilkuset kilogramowego bydlęcia. Coś w środku. Pękło. Instynkt podpowiadał mu, że należało wiać stąd do nory, by wylizać rany. Potoczył wzrokiem po obecnych wypatrując czy aby jaki głupol nie sięga po broń przypadkiem.

- Gdzie... jest... ten jebany St..Eroll, czy jak mu tam.... - wycedził z gniewem - gdzie je moja dniówka... gdzie je moje przeszkolenie z BHP w pracy.... A może mi powiecie, że ten głupawy sposób jest normalny dla pracy dla was. Rzucam te jebano robote w takim razie! Gdzie Pay-Roll, nie zapytam o niego po raz drugi - powiedział, chociaż właśnie to zrobił.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 05 czerwca 2018, 22:30

Knajpa wuja, drugi dzień

- Nie wuju, nie widziałam - Osa nie przerywała jedzenia i nie podnosiła wzroku znad talerza - Byłam w szpitalu oddać krew potrzebującym. Straszna tragedia ten pożar. A Śmierdziel pewnie polazł gdzieś z indiańcem. Widziałam ich z samego rana, wtedy gdy Gura wybierał się do nowej pracy.

Skubiąc prawie pozbawiony smaku za to okropnie śmierdzący ser Osa rozmyślała intensywnie. Nie słyszała pocztku rozmowy, ale była prawie przekonana, że szeryf przyszedł pytać o Coltraina. Tymczasem wuj pytał się o Śmierdziela. Po jaką cholerę stróżom prawa potrzebny był ten babrzący się w odchodach degenerat ? Czyżby ma posterunku szeryfa zatkał się kibel ? Mają tam jednak chyba do cholery w mieście własnych ludzi od gównianej roboty ? Dziwne to wszystko - pomyślała Osa wolno żując kawałek sera śmierdzący tylko nieco mniej od samego poszukiwanego...
??? Śmierdziel ? A ten co znów nawywijał ? :P
Ostatnio zmieniony 05 czerwca 2018, 22:51 przez Kargan, łącznie zmieniany 1 raz.
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 czerwca 2018, 21:54

Butcher's Best, drugi dzień

Coś w głosie Gury sprawiło, że radosny nastrój w jednej sekundzie opuścił wszystkich rzeźników. Nawet mający czasami problemy z szybkim myśleniem cargo tym razem pojęli w mig, iż dziwna nuta dźwięcząca w pomruku mutanta zdradzała jego ledwie trzymaną na uwięzi furię.

- To była tylko zabawa - powiedział jeden z nich, olbrzym dorównujący Gurze wzrostem, chociaż mniej imponująco umięśniony - Siądź na chwilę na tej ławeczce. Gaston, przynieś migiem wody, dwukrotnie filtrowanej.

Chociaż niski i żylasty mężczyzna rozmawiający wcześniej z Tuckerem sprawiał dotąd wrażenie przełożonego rzeźników, na widok miny Gury natychmiast pierzchnął za plecy spokojnego olbrzyma. Inny z normalnych mężczyzn pobiegł czym prędzej do sąsiedniej nadbudówki, najpewniej po wzmiankowaną przez cargo wodę.

- Nikt nie chciał cię wkurwić - przemawiał dalej spokojnie olbrzym, obdarzony groteskowymi naroślami na twarzy i sterczącą spod fartucha trzecią ręką - Jestem Grzmot i pilnuję tu porządku. Siadaj jak ci mówię, bo jak zemdlejesz, niektórzy przegrają swoje zakłady... chrzanić innych, ja przegram zakład, bo wszystko na ciebie postawiłem.

Gaston powrócił na krawędź areny dźwigając z wysiłkiem wielki plastikowy baniak, w którym coś chlupotało.

- Usiądź, napij się, porozmawiamy - zaproponował trzyręczny olbrzym - A wy wracajcie do roboty, koniec zabawy. Nowy pokazał zajebistość pierwszej klasy, a teraz musi odpocząć.

Obrzuciwszy wciąż stojącego nieruchomo Gurę bacznym wzrokiem, Grzmot obejrzał się znacząco na wyglądającego zza jego pleców szefa.

- Pan skoczy na dół i powie Erollowi, żeby tu na razie nie właził, dobrze? I niech przygotuje nowemu jego dniówkę, sam mu ją wydam.

- To jak będzie, nowy? Pogadamy?
Nie wszyscy cargo są mniej lub bardziej opóźnieni w rozwoju, wielu z nich to bystrzy ludzie, tylko potwornie zdeformowani. Ten sprawia wrażenie całkiem rozgarniętego i opanowanego osobnika.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 czerwca 2018, 22:05

Knajpa wuja, drugi dzień

Drzwi osadzone we frontonie karczmy otworzyły się ze zgrzytem kiepsko naoliwionych zawiasów, do wnętrza sali wpadło jasne słoneczne światło oraz charakterystyczny fetor. Osa odruchowo wypluła przeżuwany bez większego powodzenia kawałek sera, skuliła się jeszcze bardziej nad swoim talerzem.

Szczelnie zawinięty w luźne ubranie Duch oraz towarzyszący mu toksyk weszli szybkim krokiem do ziejącej jeszcze pustkami knajpy, zamknęli za sobą drzwi, po czym znieruchomieli zaskoczeni widokiem umundurowanego stróża prawa.

- Wreszcie! - wypalił szeryf celując palcem prosto w Śmierdziela - Myślałem, że się nie doczekam. Stój, gdzie się cofasz?! Chodź tu bliżej, sprawa jest.

Roztrzęsiony z wrażenia Śmierdziel zagulgotał coś niezrozumiale, być może próbując negować jakoby był tym poszukiwanym Śmierdzielem. Szeryf rzecz jasna kompletnie to zignorował.

- Mam cię doprowadzić na zewnętrzny posterunek strażniczy przy międzystanówce - oznajmił stróż prawa - Ten przy drodze na Hedlar. Tam dowiesz się wszystkiego.

Przez głowę skulonej nad talerzem Osy przemknęły gorączkowe myśli. Nie miała pojęcia, dlaczego ktoś chciałby spotkać się ze Śmierdzielem na posterunku na przedmieściach Cedar Creek, ale wyobraźnia podsunęła jej natychmiast wspomnienie kanibala przywiezionego do miasta przez zmotoryzowany patrol Ligi. Chociaż graniczyło to z niemożliwym, teoretycznie istniało ryzyko, że ktoś zdołał powiązać Śmierdziela z krwawymi zajściami w silosie w Hedlar...
Osa, Duch - chcecie towarzyszyć nieszczęsnemu toksykowi czy ulatniacie się cichaczem i następny postój robicie dopiero w San Francisco?

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 06 czerwca 2018, 22:51

Butcher's Best, drugi dzień

Złość opuściła Gurę, zastąpiona zdziwieniem i rosnącą ciekawością. Nigdy do tej pory nie spotkał nikogo kto by miał trzy sprawne ręce.
Szczęka otworzyła się mimowolnie ze z zaskoczenia tą niezwykłą sytuacją.

- Łoooo... masz trzy graby, ale zajebiaszczo. Jakbym ja miał trzy to bym mógł jeszcze oprócz tego walić z colciszona, i to na raz! - zrobił odkrycie Gura.

Odstawił młot na bok, a dziwne niebieskawe ostrze obcych tylko świsnęło chowane do pochwy z bydlęcej skóry. Pochwycił galon z wodą.

- ....gulp... gulp... gulp... Ahhhhh! - Wytarł usta wierzchem dłoni. Była nieco śliska od krwi. Krwi bydlęcia czy jego, trudno było powiedzieć. Rozsiadł się wygodnie, przykrywając dłonią ranę po nożu która mu się otworzyła w trakcie walki. Obserwował uważnie ruchy nieznajomego.

- No w sumie, jak i tak se czekam na wypłatę to możemy pogadać....
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 07 czerwca 2018, 08:09

Szeryf zapraszał tylko Toksyka :P Osa zostaje w knajpie... trzeba schować tę cholerną przesyłkę
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 07 czerwca 2018, 11:20

Zaraz po porwaniu przez obcych, osuszeniu gnojownika, utraty przyjaciół i zbiorowym gwałcie przez zmutowane delfiny rzeczą, której toksyk obawiał się najbardziej było zdemaskowanie jego osobliwego apetytu. Toteż kiedy znudzonym krokiem przestąpił próg jak się wydawało pustej jeszcze o tej porze knajpy Slammera, wycelowany w niego palec obcego zidentyfikowanego dość lotnie jako stróża prawa zdawał się wystrzelić w umyśle toksyka przeszywając jego serce niewidzialną kulą.

- Stój, gdzie się cofasz?! Chodź tu bliżej, sprawa jest.

Roztrzęsiony z wrażenia Śmierdziel zagulgotał coś niezrozumiale, próbując negować jakoby był tym poszukiwanym Śmierdzielem. Szeryf rzecz jasna kompletnie to zignorował. Jednakże intruz nie rzucił się na mutanta od razu, nie sięgnął też po broń, ani nie wykrzyczał jakichkolwiek zarzutów. Toksyk jednak na okoliczność aresztowania zmitrężył kiedyś sporo czasu przed lustrem. Wiedział, że w takich chwilach znaczenie ma pewność siebie i charyzmatyczna postawa i chociaż nie miał w sobie nic z tych obu, to starał się owym aktorskim treningiem nadrobić braki, a teraz właśnie nadeszła chwila weryfikacji nabytych umiejętności. Trudno powiedzieć jak długo trwał pojedynek spojrzeń między mężczyznami, ponieważ z punktu widzenia toksyka było to pewnie kilkadziesiąt minut zawziętej walki twardych, niewzruszonych spojrzeń, dla szeryfa zaś ten moment upłynął w nierejestrowalnych nanosekundach. Tak, czy owak Śmierdziel przegrał ową batalię z kretesem, westchnął i z poczuciem klęski opuścił wzrok na podłogę.

- Mam cię doprowadzić na zewnętrzny posterunek strażniczy przy międzystanówce - oznajmił stróż prawa - Ten przy drodze na Hedlar. Tam dowiesz się wszystkiego.

Wychudzony opiekun wonnych mieszanin zgarbił się jeszcze bardziej po czym wskazał na wiaderko i kierunek, w którym znajdowała się jego szopa, mimo że z tego punktu była niewidoczna. Błagalnym gestem wytłumaczył dość zrozumiale, że potrzebuje tylko chwili na zabranie kilku drobiazgów. Choć cierpienie zdawało się być wyrazem twarzy, który mutant nosił naprzemiennie z ekstatycznym rozentuzjazmowaniem dla znających go dłużej obecny grymas wskazywał na głęboką rozpacz.

- Masz trzy minuty- bez szczególnych emocji zgodził się szeryf- Tylko, żebym Cię nie musiał za kark z tego Twojego kiblo-basenu wyciągać. Będę Cię miał na oku młody.

Mimo ponurej sytuacji Śmierdziel musiał sam przed sobą przyznać, że funkcjonariusz okazał się bardziej miły, niż można by się tego w tej sytuacji spodziewać. Generalnie większość obcych, nawet Ci, którzy zdawali się nie zwracać najmniejszej uwagi na rozrysowany regulamin zazwyczaj uprzejmie i grzecznie stosowali się do jego punktów. Szambiarz nie lubił, jak się jacyś nie będący personelem obcy (czyli wszyscy za wyjątkiem jego) kręcili w okolicy gnojówki, lecz rozwieszony wszędzie wokół Śmiergulamin wyraźnie wskazywał jak należy się zachowywać, jeśli ktoś się tam już znalazł w wypadku niezaprzeczalnej i najwyższej konieczności. Tudzież w wypadku przyjacielskiej wizyty, do jakiej to kilka osób posiadało upoważnienie. Niemniej jednak nawet niepiśmienne przybłędy wiedziały, że całkowicie szubrawe i złodziejskie w swej naturze byłoby wchłaniać unoszące się w powietrzu bezcenne aplikacje, toteż znakomita większość zatykała nos lub starała się oddychać przez jakąś szmatę, czy chustkę, którą niejeden z gości porzucał potem przy płocie złorzecząc przy tym głośno (najpewniej ze wstydu, że coś w postaci suchego półproduktu mogliby przypadkiem wynieść z posesji). Co bardziej wrażliwi na prawo własności nadto mrużyli podczas takowych wizyt oczy, najwyraźniej rozumiejąc, że najszlachetniejsze i zarazem trudne do wyekstraktowania wonie potrafiłą przeniknąć głęboko do spojówek i nawet usilne wyciskanie ich za pomocą silnej woli i łez mija się potem z celem albowiem nie do końca przywraca uprzednie właściwości.

Toksyk przeglądał swoje graty na szybko. W zasadzie wrzucał do wiaderka dowody własnej winy, opróżniając z pamiątek wszelkie skrytki. Kolejno leciały do pojemnika wstydu elementy kolekcji, jak urwany palec pewnej wdowy, amputowana stopa sparaliżowanego bezdomnego, słoiczek z tym, co zostało z zaginionych bliźniaczek Olsen, pierś pewnej gnijącej na prerii damy, kilka jeszcze trochę już nieprzydatnych z racji przeterminowania pozostałości po nieostrożnych klientkach Slammera, ręka odcięta awanturującemu się....

Co?!?!- gdyby Śmierdziel miał się kiedykolwiek w życiu przełamać i przemówić byłby to zapewne ten moment. Zamknął oczy, po czym powoli je otworzył. Zaimpregnowana ręka wciąż tkwiła w skrytce, co nasuwało ocean (chociaż zasrany- poprawił się w myślach mutant) możliwości. Czyżby Osa się zawstydziła rozlaniem zawartości rondelka i przyniosła z powrotem rękę? Czyżby nie ukradziono nigdy ręki? A może Gura doniósł na złodzieji i dostarczono odszkodowanie? Czerwony od napływającej do głowy krwi mutant pochylił się nad znaleziskiem. Nie musiał długo myśleć, by rozpoznać swój styl oporządzania ludziny. Co robić? Co robić?!

- Ej Ty tam. Zagęszczaj ruchy!- z zewnątrz dało się słyszeć zniecierpliwiony ton stróża prawa, który najwyraźniej zapędził się jednak za nim na posesję. Głos pozostawał nieco zgłuszony, co niejako wzbudziło chwilowe uznanie mutanta, bowiem najwyraźniej szeryf przestrzegał Śmiergulaminu krzycząc przez jakiś materiałowy izolator. Tymczasem toksyk sterczał pośrodku szopy ze wszystkimi (prawie) dowodami swoich przewinień w dłoni. Czyżby wszystko to było ukartowaną pułapką? Czyżby dał się tak łatwo przyłapać? Niewiele dłużej myśląc ubił i ugniótł szpadlem całą zawartość wiaderka nie zważając na kilka oderwanych przy tej gwałtownie wykonywanej czynności drobiazgów. Objął wiadro dwoma rękami, mocno przytulił do piersi i z impetem wybiegł na podwórko rzucając się wraz z całą zawartością wprost do gnojowiska. Dał nura najgłębiej, jak tylko potrafił w krytycznym zanurzeniu starając się wytarmosić pod powierzchnią zawartość wiaderka. Wierzył, że gęstość mieszanki zagwarantuje pozostanie owych dowodów rzeczowych poniżej poziomu widoczności. Chwilę później usatysfakcjonowany wykazaną przebiegłością wynurzył się tuż przy odległej od miejsca ukrycia pamiątek krawędzi, niezdarnie wygramolił się na brzeg. Otrzepawszy się z nadmiaru wszędobylskiej teraz zawartości zbiornika stanął na baczność i zasalutował przed trzymającym się w dziwny sposób za głowę szeryfem sterczącym nieopodal.
Zakładam, że się szeryf za łeb w szoku trzyma, bo przyjdzie mu eskortować gównianego golema. Tak po prawdzie to musiał gość coś nielicho przeskrobać, że dali mu taką misję.
Na egzekucję Śmierdziel zabiera ze sobą tylko puste wiaderko. Wyrysowany testament znajdziecie przetrząsając chatkę.
Ostatnio zmieniony 07 czerwca 2018, 20:26 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 07 czerwca 2018, 12:57

[center]Knajpa Slammera, dzień drugi[/center]

Słońce wysuszyło Indianina na wiór, tak że przypominał własną stuletnią prababkę, wysuszyło również jego pelerynę pozostawiając sztywną plamę soli. Nie robiło za to żadnego wrażenia na jego kompanie, który co raz sprawdzał zawartość wiaderka, a upewniwszy się, że skarby wciąż tam spoczywają podskakiwał radośnie, do gwizdanej cicho melodii.
Kiedy dotarli do lokalu Slammera, Duch myślał już tylko o łyku wody i udaniu się do swego podziemnego schronu. Nieoczekiwane spotkanie stróża prawa i niejasne zainteresowanie tegoż toksykiem wzbudziły w nim podejrzenia. Uważnie przyglądną się mundurowi, odznace i broni szeryfa. Obszedł lewym bokiem. zauważywszy Osę skiną ledwo zauważalnie na przywitanie. Chciałby coś powiedzieć, ale w ustach miał całkiem sucho, język przylepił się do podniebienia. Skupił się na wyprodukowaniu odrobiny śliny. W tym czasie szeryf obcesowo zapraszał Śmierdziela do współpracy. Ani ton, ani brak wyjaśnień nie spodobały się albinosowi. Kiedy nieco zastraszony toksyk pobiegł przygotować się do swego lokum, Indianin zdołał ochrypłym, słabym głosem zapytać.

-To nie powiecie człowiekowi wcześniej do czego potrzebny? Taki naukowiec potrzebuje sprzętów, żeby pracować. Szeryfie...?? Nie słyszałem jak pana wołają.

Po czym ruszył nie odpuszczając mundurowemu, za nim, na tyły lokalu, tam usłyszał ciche zassanie, a po chwili zobaczył przyjaciela wyłaniającego się z maskującej kąpieli. Pokiwał z uznaniem głową, będąc przekonanym, że toksyk poradzi sobie w trudnej sytuacji.

W gruncie rzeczy to mechanik chciałby się już położyć, może wieczorem trafi się jakaś robota, bo stan skarbca ocenia na nędzny. może dowie się jednak jak nazywa się stróż prawa, jaki nosi nr, czy co tam mają.
Chyba że Śmierdziel życzy sobie jego towarzystwa specjalnie, wtedy nie odmówi, ale poprosi o wodę. W przeciwny razie zabiera resztki węży, wyschnięte skórki, oraz worek z szeklą w którym spoczywają jego rzeczy.
Ostatnio zmieniony 07 czerwca 2018, 13:14 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 czerwca 2018, 22:26

Butcher's Best, drugi dzień

Grzmot spojrzał wymownie w dół widowni, na dwa leżące na piachu krowie cielsko, pokiwał z uznaniem głową.

- Jakbym nie wiedział, żeś jest świeżak w tych klimatach, to bym pomyślał, że od dawna rąbiesz byki, a nie zwykłe krowy - oznajmił, a ton jego głosu napełnił Gurę ciepłym wrażeniem dumy z własnych dokonań.

- Większość nowych ucieka przed szarżującą krową, ale nie ty - ciągnął dalej Grzzmot - Tego nikt się nie spodziewał, nawet ja, chociaż na ciebie postawiłem dwie dychy. Gaston mało się nie zesrał z wrażenia jak ją wziąłeś na klatę. Jeszcze nie mieliśmy tutaj takiego swojaka, który wziąłby bez mrugnięcia na klatę krowią szarżę.

Rzeźnicy wychynęli na arenę, szybko wywlekli z niej zwierzęce truchły ciągnąc je do hali, w której Gura rozmawiał wcześniej z Tuckerem. Rozlegające się sporadycznie wystrzały z Browninga umilkły w międzyczasie wieszcząc zakończoną egzekucję byków.

Wspominając wygląd i zachowanie krów Gura poczuł znienacka głęboko skrytą ulgę, że jednak postawiono go naprzeciwko krowy, a nie byka.

- Nie denerwuj się na chłopaków, brakuje nam tutaj rozrywki - Grzmot sięgnął wyrastającą spod lewej pachy trzecią ręką do kieszeni fartucha, wyciągnął z niej niewielką tubkę maści.

- Medex z mojego prywatnego zapasu - powiedział podając tubkę Gurze - Rozsmaruj po klatce i po tej ranie, co ci tak krwawi na brzuchu. Naprawdę byś nam się tutaj przydał i to nie z powodu ubojni.

Obracający w palcach lekarstwo Gura uniósł pytająco brwi, co przydało jego obliczu jeszcze bardziej odstręczającego wyrazu.

- Chodzą słuchy, że pan Barnes chce otworzyć własną szkołę gladiatorów - Grzmot ściszył nieco głos, przeszedł na bardziej konspiracyjny ton - Ma zamiar wystawiać zaprawionych w rzezaniu cargo w Carnivorze, w walkach wolnych obywateli. Takie walki to szansa na kupę kasy, przyjacielu, zwłaszcza grupowe. Gdybym miał wystąpić na Carnivorze, przed kardynałem Moonem, senatorem Blackburnem i całą tą resztą, chciałbym mieć obok siebie kogoś takiego jak ty. Co powiesz? Nie chciałbyś spróbować?
Pomyśl, Gura, pomyśl! Nieśmiertelna chwała, tysiące puszek darmowej wołowiny, obściskujące Cię piękne córki bogatych mieszczuchów, wierny i dzielny Grzmot u boku, a naprzeciwko Was jakieś tam pokurcze z Boise.

ODPOWIEDZ