Lokacja - Sorte Kirke

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 11 czerwca 2018, 11:24

[center]Wewnątrz Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Claus przyglądał się czynom hrabiego z pewnym zainteresowaniem, nie tracąc jednocześnie z oczu strażników. Badał ich reakcję w oczekiwaniu na zdecydowaną odpowiedź, ta jednak nie nastąpiła.

Unoszący się w powietrzu zapach spalającego się wosku świec działał w jakiś sposób uspokajająco, choć to odczucie nie przesłaniało atmosfery wszechobecnego mroku i zagrożenia. Każdy mięsień w ciele był w gotowości do natychmiastowego odparcia jakiegokolwiek ataku skierowanego w kierunku koterii. Małym pocieszeniem był fakt, iż druga koteria mogła spokojnie zginąć. W sumie dla Dzikusa byłoby to nawet lepsze rozwiązanie - mniej czynników ryzyka dookoła. Wiedział jednak, że Algol z pewnością będzie chciał ich wykorzystać w odpowiednim momencie.

A oni nas... zobaczymy, kto będzie sprytniejszy.
Spoiler!

Po wszystkim zwrócił się do Boszorkany szeptem, tak, by tylko on to usłyszał:

- Jak myślisz, złapią się na tę sztuczkę? Trochę szkoda by było stracić całe mięso armatnie na samym początku...

- Jest mi to obojętne - hrabia wzruszył ramionami, chowając do torby czarę i sztylet rytualny. - Na razie jak widzisz biedne żuczki przewróciły się na grzbiety i nie bardzo wiedzą jak wstać. Może więc będą tak stali, aż pokryją się kurzem? Osobiście nie dbam o to. Wy jednak trzymajcie się z daleka od ołtarzy. To niezwykle paskudna pułapka.

Gangrel po tych słowach spojrzał w stronę Krzykacza upewniając się, że ani on, ani Toreadorka nie wpadli na pomysł skorzystania z tej "wspaniałomyślnej" oferty, po czym znów zapytał czarownika:

- A Co się stanie, jeśli ktoś odda jednak krew? Będziemy mieć na głowie trupy uwolnione z torporu?

- Też - odparł lakonicznie czarownik - Choć sądzę, że to byłby tylko jeden z problemów... Nieroztropnie jest rozmawiać tutaj - potrząsnął głową.

Medyk zrozumiał i w milczeniu przytaknął.
- Chodźmy na wieżę - odezwał się z nagła Algol - Pasjami lubię podziwiać nocne widoki!

Z obudzonym znienacka animuszem skierował się ku schodom. Johansen natychmiast ruszył za nim, kiwając jednocześnie głową do pozostałej dwójki z koterii, by poszli w jego ślady.

Teraz w głowie wojownika kołatała się jedna myśl: Obyśmy wszyscy wyszli stąd cało...
Claus cały czas idzie obok Algola w gotowości do obrony jakiegokolwiek ataku.
Obecni: Karen, Kapitan Galaktyka, Michelle, Bradley, Algol, Claus, Morten, Isabela, Scipione, Oscar
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Gohan
Reactions:
Posty: 81
Rejestracja: 29 listopada 2016, 15:24

Post autor: Gohan » 11 czerwca 2018, 22:53

[center]Wewnątrz Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Po wejściu do budowli Osa rozejrzała się bardzo dokładnie i utwierdziła w przekonaniu, że taka domena to nie dla niej.

Niby miejsca dużo, ale klimat zbyt prehistoryczny. I te świece, a fuj. To gorsze niż futrzaste pokrowce na kierownice.

Widok dwóch postaci sprawił, że skrzywiła się i nieco zniesmaczona powiedziała w sumie do nikogo:

- Jednemu zbili reflektory, a drugiemu zdarli karoserię, ciekawe jaki złom będzie dalej.


Algol zaczął odprawiać swoje hokus-pokus i przez chwilę obserwowała to w skupieniu jakby licząc, że stanie się coś spektakularnego, ale ponieważ nic takiego się nie działo to sięgnęła do kieszeni i sprawdziła czy ma zasięg w telefonie.
Widząc wyświetlacz zmarszczyła brwi, otworzyła tylną klapkę i chwilę grzebała przy baterii, a później przy klawiszach. Z wciąż niezadowoloną miną usiadła po turecku na posadzce, zdjęła plecak, położyła go między nogami i zaczęła w nim grzebać, pilnując tylko by nikt spoza jej koterii nie zaglądał do środka. Najpierw wyciągnęła z niego latarkę. Po chwili testowania włącznika, wyjęła z niej baterie, po czym jedną przyłożyła do języka.

No fajnie...

Przez chwilę sprawdzała jeszcze walkie-talkie i inne rzeczy próbnikiem, a jej mina robiła się coraz bardziej kwaśna. Wreszcie wyjęła słuchawkę z ucha, wstała, założyła plecak i cisnęła ściskaną w ręku baterią R9 w ciemność, marząc by trafiła tego co to uczynił w martwy łeb.

Pieprzone ruiny. Pieprzona magia.


Zbliżyła się do reszty koterii, a Bradley czuł, że tym razem Karen zdecydowanie bliżej do jego wspomnień o Ray'u niż by chciał. Wysłuchała jednak słów Kapitana dość spokojnie, aczkolwiek Nosferatu i Tremerka mieli wrażenie, że jak tylko wspomniał o Venomie, przestała się starać usłyszeć resztę jego wypowiedzi i jak tylko skończył zwróciła się do Czarodziejki cicho:
Spoiler!
- Wiesz gdzie Man... - ucięła - no wiesz kto, zostawił te wskazówki? Mamy szukać czegoś konkretnego czy jakoś je wyczuwasz czy coś? Tych dziwnych mamy zostawić? Unieruchomić? Ten makaroni bez reflektorów to już chyba nie jest sobą? Rozumiesz coś więcej z tego wszystkiego czy jedziemy dalej przed siebie?
Obecni: Karen, Kapitan Galaktyka, Michelle, Bradley, Algol, Claus, Morten, Isabela, Scipione, Oscar, gdzieś tam Cezar?

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 12 czerwca 2018, 00:35

[center]Wewnątrz Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Gdy koteria Algola zniknęła na schodach prowadzących na wieżę, Michelle zbliżyła się do Karen, Kapitana Galaktyki oraz Bradley'a. Przez chwilę obserwowała każdego z nich, marszcząc w zamyśleniu brwi. Jej przenikliwe spojrzenie i błyszczące oczy lśniły, odbijając blask dziesiątek płonących wokoło świec. Tremere przyłożyła palec do ust, a następnie wyciągnęła z kieszeni zakorkowany flakon, zawierającą szkarłatną gęsta vitae.

[center]Obrazek[/center]
- Tak, Giovanni jest opętany i lepiej się do niego nie zbliżać - przyznała rację Malkavianowi - Na pewno jest groźny i niebezpieczny. Razem stanowimy siłę większą, niż miecz jaki oferuje sługus ciemności.

- Truposz upewni mnie w mych wnioskach i wieloletnich badaniach. Muszę mieć pewność... Dlatego zamierzam oddać krew - powiedziała tonem podekscytowanego uczonego. W jej źrenicach zapłonął gorączkowy blask poszukiwacza tajemnic, gotowego na kolejne odkrycie.

- Mam w rękach coś co mi pomoże - wskazała wzrokiem na flakon trzymany w prawej dłoni.

- Nie martwicie się. Doskonale wiem co robię. Muszę mieć pewność, bo przez mój błąd w obliczeniach, możemy zostać tutaj na sto lat. Jeżeli zada się pytanie składające się z właściwych słów, będziemy bardzo blisko sukcesu! - powiedziała z werwą, gotowa do działania.

- A wy co zmierzacie robić? Lepiej zacznijmy działać już teraz... - powiedziała na koniec odwracając się od grupy, a następnie skierowała swe kroki w stronę Truposza.
Michelle idzie wlać krew do pucharu. Co robicie?
Obecni: Karen, Kapitan Galaktyka, Michelle, Bradley, Scypione, Oscar, Gustavo oraz Truposz
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 12 czerwca 2018, 15:44

[center]Wieża, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Czarownik minął zdezorientowaną gromadę przewróconych na grzbiet żuczków, w które chwilowo przemieniła się druga koteria. Być może, gdyby miał więcej czasu, potrafiłby odnaleźć nieco przyjemności obserwując ich niezborne działania. Teraz wszakże zajęty był o wiele bardziej istotnymi sprawami, nie miał więc głowy do podobnie trywialnych rozrywek. Idąc pogwizdywał cicho pod nosem. Dziwaczna, niepokojąca melodia miała swoje znaczenie i moc. Na razie pozwolił jej wzrastać.

Wstępując na schody zadrżał lekko, czując chłód spływający z górnych pięter wieży. Jeszcze kilka kroków i światło świec pozostało za nim. Jego ostatnie rozbłyski dogorywały wśród głodnych cieni, wypełzających z każdego załomu starożytnych murów. Algol zwolnił nieco, przystosowując wzrok do panujących wokoło warunków. Jego palce, błądzące od kilku chwil w odmętach kieszeni, zacisnęły się wreszcie na niewielkiej kości. Melodia, którą wygwizdywał zmieniła się lekko, tkając pętlę duszącą, niczym sznur wisielca. W zasadzie jednak wzbudzanie dreszczy wśród przypadkowych słuchaczy nie było jej głównym zadaniem. Powtarzający się zew wzywał moc, której Starszy potrzebował. Czarownik uśmiechnął się lekko, czując jak kolejne nuty rozchodzą się delikatnym drżeniem po ściskanym w dłoni kawałku ludzkiego żebra. Ich melodia budziła mieszkający w nich cień - upiora dziecka, utopionego na bagnach ponad dwa wieki temu. Pamiętał, to była zimna noc...

Znienacka podrzucił kość w górę, kończąc gwizdaną melodię. Z głośnym trzaskiem, który przyprawił o nerwowy odruch pozostałych członków koterii, gnat zapłonął błękitnym ogniem. Niczym upiorna pochodnia, zawisł w powietrzu, przekształcając się w ciągu kilku sekund w kulę widmowego światła.

- Błędny ognik - wyjaśnił czarownik, nie odwracając się - Będzie nam służył. Teraz...

[center]Obrazek[/center]
Wypowiedział kilka niezrozumiałych słów, a światło rozdzieliło się na cztery części, przyjmujące postać wijących się, widmowych płomieni. Każdy z nich zawisł nad głową jednego z towarzyszy czarownika, rozświetlając panujący wokół mrok. Paliły się w całkowitym milczeniu, rozsiewając dookoła bladą, niesamowitą poświatę, w której wszystko zdawało się jeszcze bardziej martwe, niż powinno. Algol jednak nie wydawał się tym przejmować.
Spoiler!
- Musimy znaleźć pieczęć - powiedział, ruszając ponownie w górę. - Najłatwiej będzie odszukać tę na wieży. Pozostali nie mogą nas w tym ubiec. Nie marnujmy więc czasu.
Wykonuję powyższy rytuał (kość mam przygotowaną). Używam też Nadwrażliwości:1 (podkręcam zmysł wzroku by widzieć w tym świetle).
Obecni: Algol, Claus, Morten, Isabela
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 12 czerwca 2018, 22:41

[center]Wieża, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Kamienne schody poprowadziły koterię Algola ku górze. Każdy kolejny krok zbliżał ich do szczytu wieży, do wiszącego nieruchomo dzwonu, który zabrzmiał dzisiejszej nocy po wiekowym spoczynku. Schody były wąskie i zakręcały w lewą stronę. Delikatny powiew świeżego powietrza uderzył w nozdrza Spokrewnionych, gdy znajdowali się w połowie drogi. Ruch wiatru wydawał się naturalnym zjawiskiem w tym miejscu, lecz nawet tak prosta rzecz sprawiła, iż cała czwórka weszła w stan podwyższonej gotowości. Ich zmysły działały na najwyższych obrotach.

Gdy w końcu dotarli na szczyt, magiczne płomienie oświetliły pomieszczenie z masywnym dzwonem, zawieszonym w centralnej części. Zakamarków i ukrytych skrytek mogło tu czaić się całe dziesiątki. Algol siłą woli rozproszył magiczne światła. Widmowe płomyki rozdzieliły się na jeszcze mniejsze cząstki i niczym rój robaczków świętojańskich obsiadły całe pomieszczenie. Dzięki temu każdy z miał więcej światła. Wszyscy wiedzieli co mają robić. Od razu zabrali się do poszukiwań. Algol i Isabela wyostrzyli zmysł wzroku mocą Nadwrażliwości, a pozostali zostali zmuszeni do wykorzystania naturalnych talentów. Przeszukiwania trwały dość długo, albowiem nikt wiedział dokładnie jak wygląda pożądana rzecz. Powoli studiowali więc każdy element otoczenia, kawałek po kawałku, dbając o to, by nie ominąć żadnego miejsca. Dzwon również stał się obiektem obserwacji, lecz po dłuższych oględzinach okazało się, że nie kryje niczego prócz zardzewiałego serca.

I wtedy Algol zwrócił uwagę na potłuczone gliniane naczynia i ich walające się tu i ówdzie skorupy. W kątach można było jednak zauważyć kilka pękatych, pokrytych kurzem dzbanów i urn, które to właśnie przykuły uwagę Czarnoksiężnika. Wszystkie były pokryte brudem, jeden jednak różnił się wyraźnie od pozostałych. Gdy Algol wziął wysoką flaszę do ręki i obrócił, jego oczom ukazało się to czego szukał. Morten i Isabela natychmiast zorientowali się że Hrabia osiągnął cel. Kilkanaście sekund później Gangrel również zauważył znalezisko i podszedł bliżej, aby mu się przyjrzeć.

[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Przedmiot jest owinięty pogniecionym i naruszonym przez czas czarnym papierem. Pieczęć wydaje się być przyklejona do papieru. Waga przedmiotu około 2 kg.
Test Percepcji ST: 8:
Algol -2ST = 3 sukcesy.
Morten = 2 sukcesy.
Isabela - 2 ST = 2 sukcesy
Claus = 1 sukces.
Obecni: Algol, Claus, Morten, Isabela
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 15 czerwca 2018, 18:10

[center]Wieża, przed północą, 14 maj 1996[/center]
- No proszę... Tu się schowałaś... - mruknął hrabia, obracając znalezisko w dłoniach w taki sposób, by pozostali także mogli się mu przyjrzeć. Odczekał chwilę, by zdołali również zrozumieć i zapamiętać, na co patrzą. Rój błędnych ogników zerwał się ze ścian i stropu, wirując połączył się w cztery większe płomienie, które zawisły nad dłońmi czarownika. Algol ostrożnie zważył butlę w dłoni, jego wyostrzone zmysły odbierały nie tylko fizyczną naturę przedmiotu ale i emanującą z niego subtelną aurę, która otaczała naczynie na kształt mglistej aureoli. Wciąż jednak była zbyt efemeryczna by zdołał uchwycić jej kolor i temperaturę.

- To jest to, czego szukamy - oznajmił wreszcie. - Choć przyznam, że spodziewałem się czegoś bardziej hmm... spektakularnego. No cóż, jeśli ta pieczęć wygląda jak wygląda, pozostałe mogą mieć podobne gabaryty. A to może trochę utrudniać sprawę... Mam jednak pewne rozwiązanie tego problemu, więc nie ma się co martwić na zapas.

- Na razie nie zamierzam jej usuwać z flaszy - stuknął paznokciem w butlę, owijający ją stary pergamin stłumił jednak wszelki dźwięk. - Czymkolwiek jest to naczynie, posiada całkiem konkretną zawartość, zarówno na fizycznym jak i magicznym poziomie. No cóż, rozwiązanie tej zagadki będzie musiało trochę poczekać. Na razie sugeruję skupić się na dalszych poszukiwaniach.

Z niesionej na ramieniu sakwy wyjął płócienny worek i owinął nim znalezisko, po czym ostrożnie schował je do torby.
Spoiler!
- Tam - wskazał dłonią podłogę, najwyraźniej mając na myśli główną nawę kościoła - będzie wiele elementów, które mogą nas rozproszyć. Poza tym ci dwaj przy wejściu próbują zdobyć pionki do swej gry. W czasie jaki tu spędziliśmy mogli zebrać już ładną kolekcję. Nie dajcie się w to wciągnąć. Nasz cel jest jasny. Uważajcie na wszystkich, spoza naszej koterii. I na wszystko, co wyda wam się dziwne. Jest tu jeszcze coś... W tym kościele... Coś potężniejszego niż Strażnicy, co pozostaje ukryte przed naszym wzrokiem. Dlatego strzeżcie swojej krwi i myśli. Im szybciej będziemy działać, tym mniej czasu pozostawimy na reakcję temu, kto jest naprawdę naszym przeciwnikiem...
Obecni: Algol, Claus, Morten, Isabela
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 15 czerwca 2018, 18:59

[center]Wieża, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Mimo tego, że droga po schodach nie była jakoś szczególnie długa, Claus miał wrażenie, jakby trwała wieczność. Obserwowanie otoczenia w poszukiwaniu niebezpieczeństw sprawiało, iż czas spowolnił prawie do zera. Umysł Dzikusa próbował skoncentrować się jednocześnie na każdym możliwym bodźcu odbieranym przez zmysły, a mimo to, gdyby ktoś mógł widzieć jego zawartość - ujrzał by go niby czystą i niezmąconą taflę jeziora. Paradoksalnie lubił takie chwile - jasny i konkretny cel to było to, co go nastrajało we właściwy sposób. Po wejściu na górę ujrzał, jak Algol tworzy ognik i głośny trzask tejże czynności sprawił, że medyk momentalnie przyjął pozycję do ataku nie wiedząc, czego się właściwie spodziewać. Na szczęście wróg nie nadszedł. Tym razem. Boszorkany kazał znaleźć pieczęć, ruszył toteż do działania starając się nie stracić go z oczu, a i chwilami zerkał na wejście na wypadek, gdyby druga koteria zapragnęła jednak iść w ich ślady.

Zadanie nie było jednak łatwe - odnalezienie pieczęci wśród tylu świec i innych drobiazgów jawiło się koterii niczym syzyfowa praca, podjęli ją jednak natychmiast. Podzielność uwagi sprawiała jednak, że Gangrelowi szło dość mozolnie. W pewnym momencie jednak Algol podniósł jakiś ciemny przedmiot i przywołał do siebie latające światełka, toteż zmiennokształtny ruszył ku niemu z nadzieją w głowie. Nie p[omylił się - butelka w rękach czarownika, sądząc po jego minie, zdawała się być tym, czego szukali. W półmroku przyjrzał się na zaś pieczęci starając się ją zapamiętać w nadziei, iż kolejne będą takie same lub chociaż podobne, co ułatwi poszukiwania. Po chwili zwrócił się do Algola:

- Czy wiemy już, kto właściwie jest tutaj głównym wrogiem?

Hrabia spojrzał na Gangrela nie kryjąc zadumy, w której, niczym osa uwięziona w kryształowej karafce, brzęczała uporczywie nuta szczerego zdumienia:

- A wiemy? - odpowiedział, po chwili konsternacji, pytaniem na pytanie. - Bo jeśli tak, to najwyraźniej coś mi umknęło. Z pewnością był to ten moment, w którym nasza erudycja połączyła się tworząc jakiś byt zbiorowy. Nie wiem, której części mej wypowiedzi nie zrozumiałeś, młodzieńcze, bo jak dla mnie wyraziłem się jasno. Zwłaszcza gdy mówiłem o rzeczach ukrytych przed wzrokiem, a więc zagadkowych, nieznanych i niepojętych... Zechciej więc łaskawie wrócić do nich pamięcią, zanim zadasz kolejne pytanie. I, na duchy potępione, zaprzestań używania tej irytującej liczby mnogiej. Bowiem aktualnie dotyczy nas jedynie wspólnota interesów - nie zaś wiedzy.

Cóż, nie takiej odpowiedzi Claus się spodziewał, jednak zrozumiał aluzję i odpowiedział tylko:

- Dobrze. W takim razie chodźmy dalej. Jeśli mamy przewagę, trzeba ją wykorzystać jak najlepiej, choćby była drobna.

Po czym skupił się z powrotem na swym zadaniu.
Obecni: Algol, Claus, Morten, Isabela
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Ferre
Reactions:
Posty: 60
Rejestracja: 14 czerwca 2015, 19:42

Post autor: Ferre » 15 czerwca 2018, 23:12

[center]Wieża, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Isabela cieszyła się, że ruszyli dalej, nie zniosła by chwili dłużej w nawie głównej. Strażnicy, druga koteria, to wszystko wzbudzało w niej zbyt wiele rozpraszających i odciągających od głównego zadania myśli. Nie wspominając o tym, że wcześniejsze wyruszenie daje niewielką przewagę nad resztą.

Używanie mocy nadwrażliwości wymagało sporego skupienia. Wyostrzone zmysły pozwalały więcej zobaczyć i usłyszeć, jednak łatwo było się rozproszyć. Wystarczył hałas. Na szczęście było ich mało w wieży, dodatkowo drużyna nie utrudniała przeszukiwania. Wszyscy w skupieniu wypełniali swoje obowiązki. Działanie pozwalało jej się skupić na bieżącym zadaniu oszczędzając jej tony zmartwień. Sprawna koordynacja drużyny szybko przyniosła owoce.

- Mogę to zbadać swoimi zmysłami - powiedziała wskazując na przedmiot - Jest szansa, że dowiem się czegoś więcej o tym, o osobie, która miała z tym największy kontakt. Może trafię na jakąś wskazówkę.

- Przednia idea - zgodził się hrabia, wyciągając ponownie butlę i podając ją Torreadorce. - Proszę jedynie nie naruszyć pieczęci, madame. Nie jestem pewien jeszcze jakie mogłoby to mieć skutki, mniemam jednak, że jakieś na pewno...
Spoiler!
Test Nadwrażliwości 3, Astralny Dotyk ST:9 = 1 sukces.
Przez większość czasu nic nie czujesz, jakby przedmiot przeleżał tutaj bardo długo i wszelki emocjonalny ślad na nim zatarł się. Jednak w pewnym momencie zobaczysz migawkę, obraz kogoś skrywającego twarz pod czarnym kapturem.
[center]Flashback:[/center]
[center]Obrazek[/center]
Isabela bada flaszę dotykiem astralnym.
Obecni: Algol, Claus, Morten, Isabela
Ostatnio zmieniony 17 czerwca 2018, 21:11 przez Ferre, łącznie zmieniany 1 raz.
Sanity is for the weak!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 17 czerwca 2018, 20:20

Wewnątrz Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996

Westwood był kompletnie skołowany. Czuł się tutaj zupełnie nieswojo. To nie były wilgotne kanały, modne miejscówki, czy sieć. Tam czuł się jak ryba w wodzie. A tu? Stał jak dziecko we mgle nie mając pojęcia co robić. Zdecydowanie to nie był jego klimat ani miejscówka. Tutaj jego talenty były warte funta kłaków. Mógł zdać się jedynie na intelekt i szczęście.

Tremerka zdawała się wiedzieć co robi, oddając krew Truposzowi, ale Bradley był do tego nastawiony sceptycznie. Pytanie musiałoby być perfekceyjnie ustawione, aby nie pozostawiać żadnego pola do niedomówień. W innym, razie był pewien, że odpowiedź będzie wymijająca. No ale cóż, laska wiedziała co robi, skoro potrafi uważa, że potrafi przechytrzyć staszego, to spoko. Wzruszył tylko ramionami patrząc za oddalającą się Michelle. Wiedział tylko, że o ile nie będzie innego wyjścia, to nie odda swej krwi żadnemu z rezydentów Sorte Kirke.

- To co? Skoro tamci skoczyli na wieżę, to możemy pójdziemy do katakumb? - zaproponował nieśmiało, niekoniecznie przekonany do swojego pomysłu, dodając po chwili: - Przynajmniej nie będziemy sobie deptać po piętach.
Bradley zaczeka na Michelle. Samemu nie udaje się katakumb. W grupie siłą:)

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03

Post autor: Fobetor » 17 czerwca 2018, 21:52

[center]Główna nawa, Wewnątrz Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Kapitan zdziwił się reakcją Zatanny, ujrzał w jej oczach ogień trawiącej ciekawości wiedzy, którą może otrzymać od tajemniczego Truposza. Huntress ubezpieczając Czarodziejkę nie opuszczała jej ani na krok, co uspokoiło w pewien sposób Świra. Druga koteria poszła pewnym krokiem zaś do wieży.

- Coś wymyśle, by nie stać jak kołek. - Kapitan miał wrażenie, że dziewczyny już myślami były przy Truposzu.

Tamci wyglądają jak by wiedzieli co mają robić, mają plan. Pomyślmy nie mogę stać tu bezczynnie, bo spędzę tu jeszcze sto lat z nimi.

Spojrzał w stronę opętanego Giovanniego. Po czym szybko skierował swoją uwagę na Nosferatu, jednak ten stał zbyt blisko był swoich nowych kolegów, więc jego wzrok powędrował w ciemność przednim.

Albo kilka nocy, nim ten mnie zje na podwieczorek i zabierze mi dusze. Albo inny Samuel zrobi zemnie kolacyjkę. Musze kombinować szybko. Czytałeś książki o starych kościołach. Myśl! Gdzie by mógł być przedmiot który mógł by być odpowiedzialny za klątwę. Jeśli to w ogóle wina przedmiotu. Gdybym był przeklętym przedmiotem, to gdzie bym się schował. To aż nad oczywiste i zarazem niebezpieczne.

Wtedy do głowy Kapitana wpadł szalony pomysł. Który w jego mniemaniu tylko on mógł zrealizować. Rozpiął swój płaszcz i zaczął iść w stronę ciemności. Najpierw sprawdził czy zapalniczka jest w kieszeni płaszcza. W końcu od tego mogło by zależeć jego życie.

Jest. Gotowy bardziej nie będziesz.


Deadpool zaproponował wtedy katakumby. Na co Kapitan rzekł już zdecydowany do działania obracając się w stronę Nosferatu.
- Sprawdźmy najpierw to miejsce w końcu najciemniej pod latarnią.

Po czym sięgnął za przedmioty przy pasku, sprawnie jak gdyby robił to już tysiąc razy. Wyciągnął latarkę przypominającą miecz świetlny z Gwiezdnych Wojen i pistolet na flary.

[center]Obrazek[/center]
[center]Obrazek[/center]

Jesteś szybki niczym kometa, masz w sobie światło gwiazdy dasz rade rozjaśnić ciemność

Wycelował w środek otchłani, tam gdzie jak miał nadzieje będzie ołtarz główny. Zapalił latarkę by dopomóc sobie w lokalizacji celu. Po czym wystrzelił świecącym pociskiem. Nim ten zdołał dotrzeć do ołtarza, Świr szybko schował pistolet i zaczął energicznie biec w stronę światła. W podświadomości czuł, że od tego może zależeć jego życie. Światło latarki zmieniało ciągle położenie pod wpływem biegu. Nim dotarł do celu, na którym ujrzał świece, zdążył wyjąć kolejny z swych artefaktów.

[center]Obrazek[/center]

Kiedy dotarł do ołtarza położył na nim latarkę nie zwracając uwagi nawet na co świeci dalej, interesowały go jedynie świece. Rozpoczął szybkie rozpaczliwe zapalanie zapalniczki. Za pierwszym razem nie odpaliła się, co lekko przestraszyło Szaleńca. Za drugim razem jednak uspokoiła jego nerwy. Szybko rozpalał jedną świece za drugą.

Szybciej zaraz się dopali flara


Nim to jednak nastąpiło, miał już sześć świec odpalonych. Dających mu tym optymalne psychiczne i fizyczne bezpieczeństwo.

[center]Obrazek[/center]

Dobra biorę się do pracy. Strzał w ciemno, jednak z niezłym rozbłyskiem światła muszę przyznać.
Najpierw rozejrzę się za pomocą latarki z drugim pistoletem czy coś nie chce mnie zjeść. Potem zamierzam przeszukać ołtarz, jeśli trzeba będzie zajrzeć pod niego to go przesuwam. Szukając jakiś relikwii. Jak znajdę coś innego ciekawego to też się tym zainteresuję.

UWAGA OD MG:
Kapitan Galaktyka ma zwidy na temat działającej latarki, tym bardziej że nie jest ona mieczem świetlnym. Po protu jedynym światłem jest czerwona flara rozświetlająca mrok. W miejscach w których Malkavian opisuje działanie latarki, należy przyjąć działanie Nadwrażliwości 1.
Obecni: Karen, Kapitan Galaktyka, Michelle, Bradley, Scipione, Oscar, Truposz, Giovanni.
Ostatnio zmieniony 18 czerwca 2018, 00:02 przez Fobetor, łącznie zmieniany 1 raz.

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 18 czerwca 2018, 08:30

[center]Wieża Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

- Ładna flasza, nie ma co - cmoknął z uznaniem Krzykacz wykonując przy tym skomplikowany grymas uznania. Przez chwilę pomyślał, że może rzuci jakiś żarcik, co by się tu może napić tego wina, ale nim myśl zdążyła się uformować w jego głowie, skonstatował jej głupotę. Taaa, taki czerstwy suchar jeszcze bardziej zasuszy hrabiego, nie ma co...

Tempo akcji nie było jakoś zabójcze, a bladobłękitne światełka powoli zaczynały mu się nudzić. Z ciekawości zbliżył dłoń do tego wiszącego nad jego skroniami i obserwował reakcję. Delikatne niebieskie refleksy przebijały się spomiędzy palców...

- Waćpanna, i co jest z tą butlą? - na poły warknął nie przerywając zabawy z ognikiem - Zaszczyć nas co tam wyczułaś, bo jak na razie to głównie wyglądasz, a niewiele robisz.

Obecność Torreadorki drażniła go już więcej niż tylko marginalnie. Taka oh, taka ach i nawet niewiele powie, poza wytrzęsaniem się nad losem mięczaków. Szlag by to. W oczekiwaniu na odpowiedź powrócił do poszukiwań, a nuż jeszcze znajdę jakiegoś fajnego fanta.
Morten wraca do przeszukiwania pomieszczenia, zachowując przy tym czujność i pozostając w gotowości na wypadek nagłego zwrotu akcji czy niebezpieczeństwa. Poproszę o rzut na Percepcję.
Obecni: Algol, Claus, Morten, Isabela
Ostatnio zmieniony 19 czerwca 2018, 00:26 przez Mystic, łącznie zmieniany 1 raz.
"Kors i roven" - bo czemu by nie obrazi? kogo? jednocze?nie profanuj?c krzy?? - Morten Madsen

Ferre
Reactions:
Posty: 60
Rejestracja: 14 czerwca 2015, 19:42

Post autor: Ferre » 19 czerwca 2018, 22:24

[center]Wieża Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Isabela trzymając flaszę w ręku zaczęła jej się dokładnie przyglądać i badać swoją mocą. Wymagało to od niej nie lada skupienia, tak mocnego, że całkowicie zignorowała co do niej mówiono. Nic poza tą flaszą się w tej chwili nie liczyło. Zamknęła oczy i trzymając przedmiot jedną ręką muskała zaledwie palcami drugiej ręki. Po paru minutach rzekła.

- Jest bardzo stara i leżała tu bardzo długo, toteż nie ma na niej praktycznie żadnego śladu emocjonalnego ale zaraz... - chwyciła dłonią butlę mocniej - przez chwilę widziałam jakiegoś mężczyznę - szybko powiedziała oddając flaszę w ręce hrabiego - zakapturzonego, nie widziałam twarzy. Przypominał mnicha ale raczej nim nie był. Za nim dwa portrety, nie jestem w stanie powiedzieć, kto na nich był. W rękach trzymał coś w rodzaju różańca i księgę na której był pentagram u góry i jeszcze jakiś symbol, znacznie większy... zaraz postaram się go narysować na podłodze.

Kucnęła i zaczęła palcem szybko kreślić symbol, aby nie zapomnieć, jak wyglądał. Po kilkunastu sekundach przestała. Przyglądała się jeszcze przez chwilę, po czym kiwnęła ręką gestem zapraszającym towarzyszów do zbliżenia się.

- Panowie pozwólcie - rzekła - Coś wam to mówi? - wskazała na symbol na podłodze.

Przynajmniej kurz na podłodze się na coś przydał.
Spoiler!
[center]tylko symbol na księdze
Obrazek[/center]
Obecni: Algol, Claus, Morten, Isabela
Spoiler!
Poproszę o rzut na okultyzm, może jakimś cudem coś mi to powie na temat tego symbolu. Po zakończeniu badania flaszy znów używam nadwrażliwości by wyczuć niebezpieczeństwo.
Sanity is for the weak!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 21 czerwca 2018, 23:39

Nawa Głóna Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996

Niespodziewana akcja Malakviana zaskoczyła Bradley'a, ale jego uwadze nie umknął szczegół, że niedziałająca latarka Kapitana wyglądała prawie jak miecz świetlny z jego ulubionej serii Star Wars.

Niezły gadżet. Będę sobie musiał taki sprawić do kolekcji...

Nie miał jednak czasu na dalszą konteplacje ekwipunku wariata. Rozświetlona nawa główna kościoła była kuszącą okazją. Zresztą i tak nie miał zamiaru wybierać między kimkolwiek stał się Giovanni a Truposzem. Nie czekając na Michelle i jej pytanie ruszył w kierunku interesujących go regałów ze starymi rupieciami i książkami. Zaczął szybko wertować zebrane na półkach modlitewniki prychając co chwilę z niezadowoleniem.

Na chuj wszystko piszą po łacinie? Naprawdę nie mogli drukować w duńskim albo angielskim? Porażka po prostu... To chyba jakieś psalmy albo inne pierdoły... Chociaż...

Szczur wyrwał kilka kartek, schował do kieszeni i wrócił do swoich.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 25 czerwca 2018, 20:08

[center]Wieża Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Algol pochylił się nad rysunkiem Torreadorki studiując w skupieniu zakrzywione linie. Przez chwilę milczał, szukając w pamięci wszelkich skojarzeń z wykreślonym w kurzu symbolem.

- To pieczęć Czarnej Sztuki - odezwał się po chwili. - Sigil, stanowiący talizmaniczne zabezpieczanie osobistego grimuaru. Mógł zostać stworzony przez każdego kto para się demonolatrią, a więc zarówno przez Baali, jak i Lasombra lub Tzimisce - ostatnie słowo wymówił z dziwnym akcentem, bardziej jako "zimicej" i zebrani, dopiero po dłuższej chwili zrozumieli, kogo miał na myśli.

- Mógł go nawet stworzyć jakiś bystrzejszy Uzurpator - mruknął, jakby do siebie - chociaż... Oni zazwyczaj nie są na tyle wykształceni w Kunszcie... - wzruszył ramionami, głośniej zaś dodał - Nie jestem w stanie powiedzieć wiele więcej. Znaczenie pieczęci zna ten, który ją zaprojektował.

- Jednak to zastanawiające - kontynuował po chwili, podnosząc głowę i spoglądając na pozostałych członków koterii. - Pieczęcie miały zostać stworzone przez członków Inkwizycji, a oni z pewnością byli dalecy od kumania się z demonami. Tak więc znalezisko to pozostaje na razie zagadką. Cóż, może odpowiedzi udzielą nam kolejne elementy układanki. Chodźmy na dół. Nie chcemy przecież by Tremerskie pachołki znalazły to, co my chcemy znaleźć...
Jeśli nie ma żadnych ale, proponuję przenieść się do Nawy Głównej. Chyba, że macie jakieś pytania, to dawajcie je teraz, póki nikt nas nie podsłucha. ;)
Obecni: Algol, Claus, Morten, Isabela
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 27 czerwca 2018, 21:01

[center]Wieża Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]

Koteria Algola skupiła swe wysiłki na próbach rozpracowania zagadki nowego znaleziska. Morten jednak nie poddawał się i w czasie gdy Isabela badała flaszę, zabrał się do przeszukiwania gruzowiska jakie mieli pod swoimi stopami. Czas mijał powoli, a każda minuta przynosiła nową wiedzę i kolejne pytania.
Obecni: Algol, Isabel, Morten, Claus
Spoiler!
Test Przeszukiwania ST:8 = 4 sukcesy.
Przeszukiwanie zajmie Ci około 10 minut. Jedyny obszar jaki w tej chwili jest oświetlony, to okolica, gdzie Algol znalazł czarną flaszkę. Są tutaj porozrzucane różne stare naczynia. Większość jest kompletnie zakurzona, lub przywalona odłamkami popękanych naczyń glinianych. Przerzucisz praktycznie wszystko co tam można było znaleźć i nagle w rękę wpadnie Ci zakurzona butelka. Gdy ją oczyścisz dłonią zobaczysz że ma trzy litery K=M=D oraz datę 1766. W środku znajduje się przezroczysty płyn. Flasza jest dobrze zakorkowana, ale łatwo ją otworzyć.
[center]Obrazek [/center]
[center]***[/center]
[center]Nawa Główna Sorte Kirke, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Karen nie opuszczała Michelle, idąc tuż obok Czarodziejki. Tremerka trzymając szklane naczynie w prawej dłoni, podeszła pewnym krokiem do pucharu stojącego na ołtarzu za Truposzem, następnie zaś poczeła wlewać do niego zawartość flakonu. Czerwony, gęsty płyn kapał powoli w głąb metalowej czaszy. Truposz odwrócił się do do dwójki Kainitów, patrząc na nich swym zimnym, przenikliwym wzrokiem. Nie odezwał się jednak, najwyraźniej czekając, aż ofiara zostanie spełniona. Gdy tylko ostania kropla życiodajnego płynu została przelana, vitea zaczęła powoli znikać z naczynia. Michelle widząc ten efekt, szybko odwróciła głowę w stronę Truposza i zmrużyła oczy. W tym czasie Kapitan Galaktyka oraz Bradley zajęli się szperaniem w zakamarkach, szukając czegoś wartościowego.

Michelle zrobiła krok do przodu i z zdecydowaniem w głosie zadała pytanie:

- Jak będzie wyglądał graficzny obraz przedstawiający najbezpieczniejszą i najszybszą drogę poprzez katakumby, prowadzący przez ciemności bezpośrednio do pieczęci Świętego Ludolfa Sarkoving'a?

Truposz przez chwilę stał nieruchomo jakby był sparaliżowany, zastanawiając się najwyraźniej nad odpowiedzią.

- Na tak postawione pytanie... Chyba... Najlepszą odpowiedzią, będzie mapa jaką pani narysuję. Jeżeli poda mi pani pergamin i pióro nakreślę drogę o jaką pani pytała.

Michelle była przygotowana. Gdy tylko Truposz skończył mówić, Czarodziejka wyjęła notes z długopisem, podając go Truposzowi, a ten pospiesznie zaczął rysować odpowiedź.

W tym czasie Giovanni powrócili do nawy głównej i skierowali swe kroki w kierunku Kapitana Galaktyki, który był w trakcie przeszukiwania głównego ołtarza. Scypione i Oscar co jakiś czas wymieniali pojedyncze, krótkie zdania w języku włoskim kompletnie nie zwracając uwagi na członków Camarilli i ich wysiłki.
Spoiler!
Test Przeszukiwania ST: 9 - 2 Nadwrażliwość = 7. Wypadają 2 sukcesy.
Znajdziesz dwa stare kielichy, cztery krucyfiksy, księgę z modlitwami po łacinie i całe mnóstwo figurek przedstawiających Jezusa. Wszystko jest stare i zakurzone. Czas przeszukiwania to 15 minut.
Spoiler!
Słyszysz pytanie Michelle, ale nie znasz odpowiedzi jakiej udzielił Truposz.
Obecni: Karen, Kapitan Galaktyka, Michelle, Bradley, Scipione, Oscar, Truposz, Gustav Giovanni.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

ODPOWIEDZ