[center]
Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
- Ładny masz kamyczek, chłopcze - rzekła babcia, nie przerywając mieszania zupy. - Bacz jeno, by ci do polewki nie wpadł i takoż uważaj, by co go jakaś sroka nie porwała. Wielu zali chciałoby mieć takowe świecidełko, nawet jeśli mieć go po prawdzie nie powinni.
Uśmiechnęła się, a Rodan przez chwilę miał wrażenie, iż pod wpływem światła, padającego z kamienia jej oczy zalśniły szmaragdowym blaskiem - jak gdyby od wewnątrz rozświetlała je jakaś dziwna, nieznana mu moc. Po chwili jednak to dziwaczne wrażenie zniknęło i leśna starowinka wyglądała równie zwyczajnie, jak poprzednio. Nie rzekła zresztą nic więcej i zdawało się, że całkiem straciła zainteresowanie klejnotem, co po prawdzie wprowadziło młodych w lekką konsternację. Nie wyobrażali sobie bowiem, iżby ktoś z taką łatwością mógł przejść nad Gwiazdą Olfenu do porządku dziennego!
Niemniej tak było. Babcię najwyraźniej bardziej interesowało, czy będą mieć pełne brzuchy. Nagotowawszy bowiem zupy, kazała im siadać przy pniu, na którym postawiła pięć drewnianych misek. Za czym wspólnie z Nętką rozlała do nich smakowicie parującą polewkę. Skądś wydobyła tez nieco placków owsianych i słój miodu. Przeto przez kilkanaście kolejnych minut słychać było jeno szczęk łyżek i siorbanie zupy, tudzież odgłosy przeżuwania - wszyćcy bowiem woleli przeznaczać gęby do lepszych, niż gadanie celów. Dopiero gdy pojedli sobie należycie, Rodan sięgnął po lutnię, by zgodnie z obietnicą umilić im czas pieśnią. Trącił delikatnie struny, pozwalając, by pierwsze dźwięki obiegły polanę i zadrżały wśród liści. Za czym zaśpiewał, głosem czystym i pełnym wezbranej młodości:
[center]Wynijdź, lesie, z swej głębi! Wynijdź z legowiska
Zaczajonych rozkwitów, zieloną drzemotą
Wpartych w ziemię, po ciemku zapatrzoną w znój!
Wynijdź nagle z nor wszystkich, z jarów bez nazwiska,
Z kniej zapadłych w moczary z trzcin wrosłych tęsknotą
W wód zwierciadła, by zdwoić sen nad wodą swój!
Wynijdź z woniejącego na wiatr pogmatwania
Macierzanek z pokrzywą, zaszytą w cień rowu,
Gdzie pełno czarnoziemnych, zwilgotniałych cisz!
I z gniazd ptasich, skąd radość słońcu się odsłania,
Beznamysłem świegotu, dająca moc słowu,
Zbiegłemu z ust niczyich w zmierzch zielonych nisz!
Wynijdź! Wałem zieleni spadnij na mą duszę,
Przynagloną do śmierci spełnieniem zachwytu,
Wyszłego na spotkanie tobie w dal i w czas!
Zjaw się szumny i wielki w słońca zawierusze,
Pełen jeszcze na oczach zgrozy i błękitu,
Z sercem, w piersi ciążącym, jak rozgrzany głaz!
Uchyl nagle przede mną zielonej przyłbicy,
Ukaż twarzy nieznanej boskość i zaklętość,
Co wiecznie spoza krzewów niepokoją mnie!
Niech odbiję się cały w twej sępiej źrenicy,
Niech zobaczę tych odbić czar i niepojętość,
Niech się dowiem, czym byłem dla ciebie w twym śnie?* [/center]
[center]

[/center]
Ostatnie pytanie zawisło, wśród końcowych akordów, by po chwili przebrzmieć wraz z wiosennym wiatrem. Jeszcze przez moment zebrani siedzieli w ciszy, wspominając słowa pieśni, które odbijały się echem wewnątrz ich serc. Nawet Kallan i Vagar zdawali się nieco bardziej rozluźnieni, jakby opuściła ich część czarnych myśli. Zaraz jednak przypomnieli sobie o niebezpieczeństwie, a oczy ich pobiegły w kierunku leśnej baby. Czy i jej się podobało granie Rodana? Czy też rozzłościło ino leśnego ducha, który zechce ich tera pożreć, pewnikiem gotując wcześniej w swym ogromnym kotle?
Wszelako staruszka siedziała spokojnie, z przymkniętymi oczyma. A jej pogodny uśmiech pozwalał mniemać, iż nie kryje chwilowo żadnych krwiożerczych zamiarów. Kallan więc westchnął jedynie z ulgą, Vagar zaś opuścił dłoń, która odruchowo zbliżyła się do głowni miecza, udając, że chciał ino strzepnąć okruchy ze spodni. Jeno Amasis nic nie zauważył, wielce zajęty przemyśliwaniem, jak by się dostać do wnętrza kotła, by wychłeptać resztkę smakowitej zupy.
- Zacna śpiewka - odezwała się w końcu babcia, chwaląc barda. - Ot, dawnom ja nie słyszała takowej dźwięcznej nuty... A piękniejsze od ptaszkowego to śpiewanie, a granie takoż zręczne, do driadowego podobne, a zali inne... - zamyśliła się na chwilę, po czym rzekła.
- My tu w boru nie walczymy ni ze Światłem, ni z Mrokiem. Zieloność starsza jest bowiem, niźli ludzkie i elfie bogi. Przeto puszcza dla wielu istot jest ostoją i wszyćkich w pokoju przyjmuje, którzy jej praw przestrzegają i życie szanują... Tedy możecie znaleźć w niej i pikne, radosne duchy, a takoż i upiory, krwi niesyte. Tak to już jest i wżdy zawsze tak było. Nie mieszamy się do wielkich bitew między Światłem i Ciemnością. I nie chcemy, by obce siły mieszały się w nasze sprawy... Jeno tak myślę sobie tera, że może i nie zaszkodzi, jak wam nieco pomożemy tą razą? Wszak ci, co za wami idą, lękają się oni gniewu lasu, lecz przecie i sama ich obecność osłabia Sieć Życia... A to wielu driadom gwałt czyni... Przeto szepnę ja słówko jasnym duchom, które pieczę nad lasem za dnia sprawują, iżby czyniły drogę waszych wrogów ciężką, a odpoczynek trudnym. I takoż szepnę upiorom, co w cieniach boru się kryją, iżby od was odstąpiły. Tyla uczynić mogę. O więcej nie proście, bowiem wasza walka nie jest moją.
Wstała ciężko, jakby brzemię wieku ciążyło jej bardziej, niż zazwyczaj, po czym z westchnieniem i poczęła zbierać miski ze stołu. Widząc to Nętka zerwała się, by jej nieco dopomóc.
- A dziękuję, dziecko - uśmiechnęła się do niej starowinka, pozostałym zaś poleciła:
- Możeta tu odpocząć do rana, będziecie tu bezpieczne. Jeno polany nie opuszczajcie. Nie wszyćko bowiem jest tu takim, jakim się jawi...
Rodan: Test Artyzmu: zdane z trzema przebiciami. Piosenka wyszła Ci naprawdę bardzo przyzwoicie, możesz być z siebie w pełni zadowolony. Nie popełniłeś żadnego technicznego błędu i udało CI się oddać nastrój utworu. Całość zrobi całkiem pozytywne wrażenie na słuchaczach. Udana pieśń pozwoli takżę przekonać Babę Jagę do tego, by wam pomogła (wymagało to minimum trzech przebić).
Wszyscy: Nie wiem skąd niektórzy wzięli pomysł, że znajdują się w chacie - ja cały czas mówię, że wszystko dzieje się przed chatą, na polanie!
Jeśli chcecie coś jeszcze robić tego dnia, zawrzyjcie deklarację w postach. Jeśli nie, to dajcie znać i przeskoczymy od razu dalej.
* Fragment wiersza Zielona Godzina, autorstwa Bolesława Leśmiana.