@Nanatar - masz rację, pomyliłem się/przejęzyczyłem - chodzi oczywista o Gothmeda, zaraz poprawię. A co do herbu, to jest żelazny, nie złoty. Cuś może jednak mu dorysuję z lewej i prawej, aby bardziej go odróżnić.
Połączony z 25.11.2018 22:20:51:
Tymczasem obiecywane rytuały Morglitha. Zaczynam z grubej rury.
Rytuał Skradzionego Życia
Krótkie wyjaśnienie idei:
Aby przeżyć w otoczeniu martwiaków, albo nie zostać zombie podczas dosiadania martwiaczego wierzchowca, potrzebny jest duży zapas energii życiowej. Najlepiej jak największy. Najwięcej takiego potencjału życiowego ma nienarodzone jeszcze dziecko, przed którym dopiero całe nierozpoczęte jeszcze życie. Istotą tego rytuału jest pozyskanie tego potencjału.
Rytuał jest wielofazowy i długotrwały, nie da się go też przeprowadzić w pojedynkę, potrzeba do tego przynajmniej 7 osób władających magią astrologiczną oraz czarnoksięską (od poziomu 10+). Może zostać odprawiony jedynie w świątyni Morglitha.
Przygotowania:
Należy odnaleźć młodą ciężarną dziewczynę, która po raz pierwszy jest w ciąży.
Następnie astrolog za pomocą odpowiednich czarów (coś na kształt "Przepowiedni Losu" oraz "Wzroku Prawdy" określa stan dziewczyny oraz płodu, a także dokładnie wyznacza datę urodzin dziecka, a potem sprawdza jego przeznaczenie (przydatny tu może być lekko zmodyfikowany czar z IX kręgu "Wyznaczenie gwiazdy życia/śmierci". Poród musi przypaść na czas nowiu księżyca, a jeszcze lepiej - na dzień zaćmienia słońca (jest wtedy wielokroć potężniejszy efekt rytuału).
Jeśli matka jest zdrowa, a nienarodzonemu jeszcze dziecku przeznaczone jest długie życie, kwalifikuje to ich do następnego etapu.
Przez czas pozostały do porodu, matka otaczana jest iście królewską opieką (i być może zahipnotyzowana lub magicznie uspokajana, aby nie domyślała się, jaki los ją czeka, bo stres negatywnie wpływa na płód).
Najlepiej, jeśli kobieta jest ochotniczką. Wiem, że trudno to sobie wyobrazić, ale są (baaardzo nieliczne, ale są) fanatycznie oddane Morglithowi kobiety od dzieciństwa indoktrynowane odpowiednio.
Rytuał rozpoczyna się dzień przed rozwiązaniem.
Przebieg rytuału:
Etap 1: Kobietę umieszcza się na ołtarzu Morglitha, a na dziecko w łonie matki rzucane oraz podtrzymywane są zaklęcia "Zmrożenie istnienia" oraz "Psychiczna tarcza".
Etap 2: Zabiezpieczywszy tak dziecko, uwalnia się kobietę od zaklęć otumaniających, aby teraz była w pełni świadoma swojego losu i nakłada zaklęcia paraliżujące, aby nie rzucała się i aby poród nie mógł się rozpocząć.
Etap 3: Na kobietę oraz dziecko rzucane są zalkęcia w stylu "Zachowanie życia".
Etap 4: Kapłan Morglitha rozcina kobiecie brzuch i wyciąga dziecko razem z łożyskiem oraz pępowiną, po czym wkłada je do kryształowego słoja. Słój kładzie się pod ołtarzem w specjalniej niecce.
Etap 5: Kobietę zawiesza się nad ołtarzem głową w dół i podrzyna się jej gadło. Krew ścieka na ołtarz i zbiera się w niecce, gdzie stoi słój. Na słój z kryształu rzucane jest w tym czasie zaklęcie "Krwawy Kamień" oraz - w momencie śmierci kobiety - "Uwięzienie duszy".
Na tym rytuał się kończy.
Efekty rytuału
Ze skóry ofiarowanych Morglithowi ciężarnych kobiet wyrabia się doskonałe uprzęże i siodła, chroniące jeźdźca przed nekro-aurą martwiaczego wierzchowca.
Utworzone podczas Rytału Skradzionego Życia filakterium zawiera bimbalion punktów energii życiowej i w zupełności wystarcza, aby przetrwać długi czas wśród nieumarłych.
Aby mieć prawo do używania filakterium, trzeba je zapieczętować własną krwią. Używa się go na dwa sposoby:
- wystarczy nosić je przy sobie, aby po prostu pochłaniało nekro-aurę; w zupełności wystarcza to do dowodzenia martwiaczymi armiami; .
- czarnoksiężnicy mogą użyć filakterium jako "kroplówki" - ze słoja wydobywa się pępowinę, którą za pomocą igły wbija się w tętnicę maga, który dzięki temu zostaje napełniony potężną mocą i może za jednym zamachem przyzwać cały legion nieumarłych (ot, jakieś 6000-7000 tysięcy szkieletów). Cały ten zabieg musi odbyć się w świątyni Morglitha.
Rozbicie filakterium uwalnia duszę matki oraz dziecka, z których tworzą się dwa potężne monstra. Matka zostaje niematerialną upiorzycą, dziecko zaś materialnym porońcem. Nie można ich ani odesłać, ani kontrolować. Można je pokonać "konwencjonalnie". Oba monstra nie ustaną, dopóki nie zostaną zniszczone, albo dopóki nie zabiją właściciela filakterium - wtedy odchodzą w niebyt.
Czasami najłatwiejszym sposobem pozbycia się owych monstrów jest zabicie właściciela filakterium, gdyż bywa on przez chwilę oszołomiony po jego utracie. Jego śmierć odsyła monstra w niebyt.
Statystyki Upiornej Matki oraz Porońca sami sobie wymyślcie, ale powinny one równoważyć bluźnierstwo rytuału, zmagazynowanej wściekłości i żądzy zemsty, więc raczej wysokie w pip.
DOPISANE:
W razie fiaska rytuału (nieważne na którym etapie) przebiega on bez zakłóceń do samego końca, tyle tylko, że zamiast napełnienia filakterium, efektem jest przyzwanie Upiornej Matki i Porońca, którzy chcą zabić wszystkich uczestniczących w rytuale.
Połączony z 26.11.2018 02:48:15:
A tymczasem nocnego rysowania efekty:
Może nie takie ładne, jak te kolorowe, ale IHMO bardziej w klimacie.
Połączony z 26.11.2018 19:49:54:
Mapa zmierza ku ukończeniu:
A tymczasem:
Życie codzienne na Orkusie Świętym, część 1
Grafomański wstęp
Kiedy zdechła jego ostania koza, Krosta z wściekłości pobił żonę, oskarżając ją, że źle opiekowała się zwierzakiem. Siedział teraz przed chałupą i wolno żuł kawałek tłustej skóry i popijał kwaśne wino. Z chaty dobiegało go pochlipywanie córki. Trzyletni berbeć płakał, nie wiadomo, czy z głodu, czy też użalając się nad matką. Krostę znowu ogarnął gniew. Wolałby, żeby to córka zdechła, a nie koza. Bezużyteczny darmozjad, który jeszcze na dodatek ma dwie lewe ręce. Nie dalej jak wczoraj gówniara stłukła dzban pełen żętycy. Gdyby ją wtedy dorwał, zabiłby, ale mała schowała się pod ławę, a żona zasłoniła ją własnym ciałem. Pobił więc babę do nieprzytomności, żeby się wyładować.
Ot, nie miał Krosta szczęścia. Żona nie dała mu syna, przez wiele lat myślał, że baba ma jałowe łono, a kiedy nieoczekiwanie zaszła w ciążę, marzył o chłopaku, który by mu pomógł w gospodarstwie i przy pańszczyźnie. A tu złośliwe babsko urodziło mu córę. Pech. No i od narodzenia małej wszystko zaczęło się sypać. Żona zaniemogła i nie krzątała się przy obejściu jak kiedyś, zwierzaki zaczęły chorować i zdychać, plony były coraz gorsze. Głód stał się czymś powszechnym w Krostowej zagrodzie.
Zauważył ruch we wsi. Do chałupy Czyaraka przyjechał wóz Zbieraczy Umarłych. Ot, poszczęściło się Czyrakowi, poszczęściło - pomyślał Krosta. Teśćiowa mu się pochorowała i ledwie po trzech dniach zmarła. On nie miał takiego farta, jego ojciec żył długo, panoszył się w zagrodzie jak u siebie, chociaż już nawet motyki nie mógł z trzęsące się łapska brać i cały czas marudził. Ech. Ale kiedy w końcu zdechł i Krosta oddał go Zbieraczom, dostał od nich sakiewkę miedziaków i pił przez tydzień zakąszając słoniną. Ech! Jakby mu baba padła, albo jeszcze lepiej baba i córa, znów byłby wolny.
Dopił resztkę wina. Nie miał już więcej, co go rozdrażniło. Widział, jak Zbieracze ładują trupa na wóz i ruszają dalej. Będą musieli przejechać koło jego chałupy, a on co? Kozę może im dać. Za kozy jednak nie płacą.
Znowu dobiegł go płacz dziecka. Rozdrażniony rzucił pusty gąsior na stertę kompostu i wszedł do chałupy. Chwycił córkę za włosy, wywlekł przez próg i pociągnął za sobą ku drodze.
- Ej! - krzyknął ku Zbieraczom. - Może ją weźmiecie, co? Za piątaka!
Wóz zatrzymał się, a jeden z mężczyzn siadł z kozła i podszedł ku Kroście, który poczuł przypływ nadziei wymieszanej ze strachem. Zbieracz obrzucił spojrzeniem ojca i córkę, po czym pokręcił głową. Pijany Krosta znalazł jednak w sobie na tyle odwagi, by spróbowac ponownie.
- To może za trójkę?
Mężczyzna nie odpowiedział, tylko zdzielił go w łeb pałą. Krosta upadł ogłuszony na ziemię, dzieciak uciekł, wóz odjechał. Po pewnym czasie chłop otrząsnął się z zamroczenia i powlókł do obórki, gdzie uwalił się na stercie siana.
Rankiem zbudził go głos rogów. Wiedział, co to oznacza - do wsi przybył Czarny Pan. Czym prędzej wstał i wyszedł na gumno. I od razu padł na kolana, wlepiając oczy w klepisko. Czarny Pan z orszakiem zmierzał do jego chałupy. Słyszał zbliżający się stukot kopyt, brzdękanie ostróg, gwar.Jeźdźcy zsiedli z koni.
- Krosto, synu Liszaja - usłyszał głos karbowego. - Powstań.
Chłop wstał, ale wzrok cały czas kierował ku ziemi, nie śmiąc podnieść głowy. Paraliżował go lodowaty strach.
- Spójrz na mnie - usłyszał głos Pana. Usłuchał. Rycerz przyglądał mu się uważnie, a Krosta czuł, jak po plecach i pod pachami spływają mu grube krople potu. - Przyprowadź córkę.
Krosta poszedł do chałupy, przed którą leżały plackiem na ziemi jego żona i córę. Poderwał dzieciaka i zaniósł do Pana. Jeden z członków orszaku,
sądząc po szatach mag, odebrał od niego córkę i obejrzał ją dokładnie, po czym skinął głową.
- Czy chcesz oddać córkę w objęcia śmierci? - zapytał Pan. Kroście zaschło w ustach, język mu skołowaciał i nie był w stanie wykrztusić ani słowa. Zobaczył, że Pan uśmiecha się kącikiem ust i mówi do swoich gwardzistów - Biedakowi zaschło w ustach, dajcie mu coś do picia.
Jeden ze zbrojnych podał Kroście manierkę. Chłop odruchowo przytknął ją do ust i łyknął. Wódka. Zakrztusił się i charknął, ale ognisty płyn
spełnił swoje zadanie, rozluźnił mu język. Pan powtórzył pytanie.
- Tak - wycharczał chłop. Pan podszedł do niego i spojrzał mu głęboko w oczy.
Krosta miał wrażenie, że zamienia się w kamień. Nie był w stanie nawet drgnąć.
- Mówisz szczerze - rzekł w końcu Pan. - I nie pozostanie to bez nagrody.
Następnie obrócił się, wsiadł na konia i odjechał razem ze swoim orszakiem zabierając dziewczynkę. Na gumnie został tylko karbowy i kilku zbrojnych. Żona Krosty cicho szlochała.
Czarny Pan nie kłamał, Krosta został wynagrodzony. Ogłoszono, że odtąd Krosta syn Liszaja jest człowiekiem wolnym. Pan nadał mu kilka mórg żyznej ziemi zaraz przy strumieniu i pastwiska na wzgórzach oraz ofiarował mu sakiewkę srebrnych monet, a także zwolnił z czynszu na lat pięć. Pierwsze, co zrobił Krosta, to przegnał swoją babę i za pośrednictwem karbowego uzyskał zgodę pana na ślub z młodą Rutewką, córką Kulawca. Wybudował też nową chałupę, zakupił stado kóz, a kiedy pierwsza koza się ocieliła, własnoręcznie zarżnął młode na ołtarzu Morglitha, który postawił na honorowym miejscu obejścia.
Rzecz jasna we wsi znaleźli się ludzie, którzy pragnęli pójść w ślady Krosty. Pierwszym cwaniakiem był Czyrak, który już tydzień później chciał oddać swoją córkę Zbieraczom. Następnego dnia Czyraka odwiedził jednak karbowy i kilku oprawców. Rozciągnęli go na głównym placu wsi i wlepili mu 100 batogów, po czym zostawili przywiązanego do pala, aby zdechł. Więcej cwaniaków nie było.
Wyjaśnienia
Zbieracze Umarłych
Jak sama nazwa wskazuje, zbierają oni umarłych, którzy są następnie chowani w wielkich nekropoliach, będącymi rezerwuarami martwiaków. Zmarłych niewolników po prostu się zabiera. Poddani mają obowiązek oddawać swoich umarłych, ale wypłacana jest im skromna nagroda (ukrywanie zmarłych jest poważnym przestępstwem). Ludzie wolni mogą zaś sprzedać swoich zmarłych (lub też sami siebie, jeśli podpiszą odpowiedni pakt) za pewną kwotę, zależną od pozycji społecznej.
Cudzoziemcy, którzy zmarli na terenach Czarnych, mogą zostać wywiezieni z wyspy i pochowani u siebie (bardzo wysokie opłaty za balsamowanie i zezwolenie na wywóz) albo skremowani (bardzo wysokie opłaty). Jak kogoś nie stać, Zbieracze zabierają zwłoki i wypłacają rekompensatę.
O obrządkach pogrzebowych Czarnych Rycerzy przy innej okazji
Naznaczone przez Morglitha
Na Orkusie Świętym wierzy się, że dziewczynki urodzone pod pewnym szczegółnym układem gwiazd i planet, są naznaczane przez Morglitha. I rzeczywiście mają one pewne szczególne moce (jakby takie słabe echo mocy awatara Morglitha - wszystko wokół nich powoli więdnie i choruje). Bardzo wiele z nich umiera zaraz po pierwszym miesiączkowaniu.
Naznaczone są poszukiwane przez kapłanów Morglitha i umieszcza się je przy świątyniach, gdzie spełniają różne funkcje. Ponieważ we wsiach i miastach prowadzone są szczegółowe zapisy narodzin i zgonów, w miarę łatwo jest odszukać dziewczynki urodzone pod odpowienią konfiguracją gwiazd i sprawdzić, czy jest Naznaczona. Odbiera się ją rodzicom, kiedy kończy siedem lat.
Najcenniejszą i najbardziej przez Morglitha umiłowaną Naznaczoną jest taka, którą rodzice sami chcą poświęcić bogu śmierci. Powiadają, że to sam Morglith podsuwa takie myśli. Takie dziewczyny, pod warunkiem, że nie ukończyły 7 roku życia, zabiera się do Domu Odroczonej Łaski w Aron-Warn.
Rzecz jasna Rody Czarnych bardzo często starają się, aby tak spłodzić dziecko, aby urodziło się pod właściwym układem planet, rzadko jednak to się udaje.
Domy Odroczonej Łaski
To właściwie złote klatki, w których wychowuje się Naznaczoną (bardzo rzadko się zdarza, aby była więcej niż jedna) w kulcie Morglitha, przygotowując dziewczynę do tego, aby była gotowa do dobrowolnej ofiary ze swojego życia. Kiedy Naznaczona zaczyna pokwitać, odprawiany jest rytuał mający wzmocić jej witalność - dziewczyna składa wtedy w ofierze codziennie jedną swoją rówieśniczkę.
Oblubienice Śmierci
Kiedy kapłani uznają, że naznaczona jest gotowa - zwykle kiedy kończy ona 13 lat/rok po pierwszej miesiączce u innych ras niż człowiek - zostaje Oblubienicą Śmierci. Wtedy do Domu przybywa jeden z Czarnych Rycerzy (zazwyczaj z tego rodu, którego Naznaczona była poddaną) i odbywa stosunek z dziewczyną, aby ją zapłodnić (składając ze swojego nasienia ofiarę Bogu Śmierci).
[Notabene: Naznaczoną może zapłodnić jedynie ktoś ze zdolnością "Ukrycie witalności"]
Jeśli dziewczyna zostanie brzemienną, zabiera się ją z Domu Odroczonej Łaski i umieszcza w głównej świątyni Morglitha, gdzie przez kilka następnych miesięcy pełni jakby funkcje arcykapłanki (to ona przewodniczy wszystkim rytuałom i składa najważniejsze ofiary), a jednocześnie przygotowuje się ją do Rytuału Skradzionego Życia (patrz post wyżej).
Utworzone podczas takiego Rytuału filakterium oraz uprząż do martwiaczych wierzchowców otrzymuje Czarny Rycerz, który dokonał aktu zapłodnienia. Oba te przedmioty są znacznie potężniejsze, a co najważniejsze - robicie filakterium nie przywołuje Upiornej Matki i Porońca, tylko wywołuje Huragan Śmierci - potężny nekrotyczny wiatr, wysysający energię życiową na znacznym obszarze.
I to by było na tyle.