Keth: masz kamienny moździerz, glinianą misę i trzy flakony. Możesz zrobić z tych składników co masz następujące rzeczy (jeden zestaw z tych 4):
1. 2x mikstura odkażająca.
2. 1x mikstura na ostre zatrucia pokarmowe, gorączkę i duszności.
3. 1x mikstura przyśpieszająca regenerację zdrowia (przyśpiesza leczenie ran, ale nie usuwa zmęczenia).
4. 2x mikstura regenerująca (zmniejsza zmęczenie, działa pobudzająco, ale nie leczy ran).
Ogólnie jesteś w stanie wykonać powyższy zestaw w niecałą godzinę. Jeżeli się na coś zdecydujesz to daj znać, po prostu uznam, że jest to zrobione i masz to w ekwipunku. Choć z drugiej strony warto by się zastanowić, bo niektóre składniki mogą być bardzo cenne na lądzie...
Awanturnicy po szybkim śniadaniu złożonym z owoców i paru wędzonych ryb jeszcze z zapasów "Szelmy", ruszyli w stronę tajemniczej osady położonej na drugim końcu jeden z Wysp Baracha - okrytych ponurą sławą wysp należących do piratów Morza Wschodniego. Liany i ogromne liście drzew opadały przy precyzyjnych cięciach mieczami Sigurda i Adotha. Nehaher i Garro co jakiś czas na chwilę znikali w gęstwinie, by zerwać parę drogocennych ziół. Galvat wciąż przeklinał jak szewc, odpędzając się od much i komarów. Tutejszy klimat niezbyt sprzyjał zamorskiemu łotrowi.
W końcu, po kilku godzinach forsownej wędrówki, kiedy słońce było już w połowie wędrówki powrotnej do morza, drużyna wspięła się na lekkie wzgórze, skąd rozciągał się widok na całą zatokę. Widok zapierający dech w piersiach.
Osada to było lekkie niedopowiedzenie. W zatoce w kształcie sierpa księżyca stacjonowało kilkanaście większych i mniejszych okrętów pod różnymi banderami: głównie widać było flagi Argos, Zingary, Kush, a także - flaga Stygii - Czerwona kobra szykująca się do ataku na czarnym tle. Nehahera bardzo zdziwiła obecność stygijskiej floty w pirackiej przystani - wszak jego pobratyńcy nie należeli do nacji specjalnie utalentowanej w żegludze i rzadko zapuszczali się na otwarte morze. Zwykle używali w tym celu niewolników albo najemników.
Przystań była doskonale zaplanowana: kamienne i drewniane domy stały w nienagannych rzędach prostopadle do portu: szerokie ulice umożliwiały przejazd dwóch, trzech wozów obok siebie, zaś bogatsze budynki, pałacyki i iglaste wieże stały na obrzeżach miasta, górując nad nim i jakby pilnując go. Brak bram, czy widocznych straży uspokoił nieco awanturnicze zapędy barbarzyńców; za to ruch na ulicach miasteczka zdawał się być wierną kalką życia małego mrowiska. Nawet tutaj, kilkaset metrów od miasta, słychać było krzyki mew i przyciszony gwar rezydentów przystani.
Dochodzi wczesny wieczór, u waszych stóp rozciąga się piracka zatoka. Na pierwszy rzut oka przystań liczy kilkaset mieszkańców, około 14 okrętów, kilkadziesiąt budowli. Nie jest otoczona murem, nie widać też strażników. Pierwsze zabudowania zaczynają się około 300 metrów od was.
Garro, Nehaher: zebraliście parę liści koki, mięty, tymianku, oraz żeń-szeń.