PBF - Ach, ci przeklęci korsarze!

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 28 maja 2015, 22:27

Wycieńczeni awanturnicy wracali po swoich śladach na dużą polanę z wodospadem, leżącą jakieś 30 minut drogi w dół od szczytu wzgórza, na którym niedawno stoczyli heroiczną walkę z żywym posągiem. Szum leniwie opadającej wody tryskającej z wnętrza góry do niewielkiego strumyka znikającego w dżungli działał kojąco na strudzone umysły. Wszyscy wspólnie uradzili, że odpoczynek będzie do świtu - czyli jakieś 5 godzin, podczas której każdy obejmie godzinną wartę.

Tak też się stało. I pomimo tej niedogodności, jaką była warta w środku snu, wszyscy zdołali wypocząć. Nehaher stojący na warcie nudził się nieco: obserwował ogromnego pająka, który stał nieruchomo, zjadając niewielkiego ptaka. Ptasznik ten mienił się różnymi odcieniami fioletowego koloru i był wielkości dłoni Sigurda czy Adotha.
Spoiler!
Kamień wydaje się być rubinem, ale z pewnością nie został wydobyty i oszlifowany przez człowieka: ludzie nie wytworzyli jeszcze takiej technologi do tak dokładnego szlifowania twardych klejnotów.
Noc minęła bez niespodzianek: nikt ani nic, prócz owadów nie niepokoiły strudzonych wędrowców. Świt zapowiadał ciepły dzień o bezchmurnej pogodzie; czerwona tarcza słońca leniwie wynurzała się zza horyzontu, a ptaki zaczynały swoje poranne pieśni. Awanturnicy wstali i sprzątający swoje obozowisko, uradzali co czynić dalej.

Wodospad, przy którym obozujecie:
Obrazek
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 29 maja 2015, 12:03

Wyspy Baracha, polana przy wodospadzie, poranek

- Mamy dwie możliwości - odezwał się Nehaher, jedząc śniadanie złożone z ananasa i mango. - Możemy powrócić na plażę, by przyglądac się jak zacni druchowie z Szelmy budują łódkę, lub udac się do owej osady, o której mówił Adoh.

- Co do pierwszego, to chociaż uwielbiam ciężką pracę i mógłbym patrzeć na nią godzinami, to uważam, że szanse odpłynięcia łódką z wyspy mielibysmy tylko w nocy. Wiemy już, że miejsce to jest zamieszkane, przez grupę obytych z morzem piratów. Trzeba się liczyć z tym, iż w dzien zauważą nas niechybnie i z łatwością dościgną. Zważcie, iż na tratwie nie będziemy mieli wiekszych szans obrony.

- Druga opcja oznacza większe ryzyko, ale może się opłacić. Piraci muszą dysponowac jakimiś jednostkami morskimi, które moglibyśmy postarać się im ukraść... Chciałem powiedzieć pożyczyć - poprawił się szybko. - Ponadto, chciałbym zauwazyć, iż znaleziona przez Galvata bransoletka wskazuje, iż jakiś czas temu ktoś splądrował tą świątynię. Zapewne złożył przy tym wymaganą ofiarę, a więc była to osoba biegła w kunszcie czarnoksięskim. Być może bransoleta należała do jakiejś niewiasty, zamordowanej na tym ołtarzu. Trudno mi bowiem wyobrazić sobie piękną Akwilonkę, zwiedzającą z własnej woli tego rodzaju zabytki, skryte w środku dżungli... Tak więc powracając do tematu: w osadzie piratów może znajdować się jakiś czarnoksięznik, paktujący z pradawnymi siłami. Jest wysoce prawdopodobne, iż będzie on w posiadaniu skarbów zagrabionych z tego stanowiska archeologicznego... Których dla ogólnej korzyści i rozwoju nauki należałoby go pozbawić... Mam nadzieję, że rozumiecie, iż niedobrze się dzieje, gdy pewne artefakty wpadają w nieodpowiednie ręce...

Przerwał na chwilę, by pokroić małym nożykiem ananasa.

- Niemniej nie wiemy nic o piratach na wyspie i radziłbym zachować ostrożność... Oni znaja teren, a my nie. Można się zastanowić, czy istnieje jakiś sposób, który pozwolołby nam się z nimi dogadać? Bez rozlewu krwi? W końcu mają z pewnością przewagę liczebną... Może ktoś z was ma jakiś pomysł? - wzócił się z uprzejmym usmiechem do pozostałych członków drużyny.
Ostatnio zmieniony 29 maja 2015, 18:21 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 29 maja 2015, 15:28

Wyspy Baracha, polana przy wodospadzie, poranek

Galvat po przebudzeniu zastanawiał się, co powiedzieć nowym towarzyszom. Z jednej strony był szczęśliwy, że nie zginął spadając w przepaść, a z drugiej wiedział jak dużo zaryzykował wczoraj. Głupio zrobiłem, kurwa, jak mogłem tak przestrzelić w ocenie przeciwnika...On był z kamienia i nie miał prawa być tak szybki...Ale był magiczny idioto i dlatego cie prawie dopadł. Następnym razem zapytaj Stygijczyka o magiczne stwory i inne tego typu sprawy. Nie licz na siebie tutaj Galvat, bo jak widać chuja ogarniasz. Jak Nehaher się pomyli to wtedy nie będzie to twój błąd, tylko jego... - rozmyślania Galvata przerwał monolog Nehahera.

- Chciałbym wam podziękować, żeście mnie wciągnęli, ratując tym samym z objęć śmierci. Przeliczyłem się, myśląc że kamienny posąg będzie powolny. Skoczył na mnie jak dziki kot, ćwa mać. Przynajmniej mój plan zadziałał i to jest najważniejsze, bo żyjemy. Dziękuje Nehaherze za dobre słowo. Może i jestem z Zamory, ale mam swoje zasady. Nie jestem typem, który jęczy, stęka i piszczy jak mu się źle dzieje. Mogłem was zostawić i zniknąć w cieniach czekając na rozwój sytuacji... - Zamorańczyk zrobił chwilową pauzę.

- Gardzę tchórzami, którzy pakują się w tarapaty i nie potrafią zmierzyć się z problemem - mówiąc przegryzał kolejne owoce, które jadł tylko wtedy, gdy je ukradł. - Następnym razem potrzebowałbym więcej informacji na temat przeciwników, którzy nie są ludźmi...

- Za budynkiem znalazłem ludzki szkielet w ziemi. Na moje oko był bardzo stary. Nie powiedziałem o nim, bo nie wydało mi się to dziwne na wyspie piratów. Może wy - spojrzał na uczonych w drużynie - moglibyście coś więcej powiedzieć o kościach.

Galvat wskazał ręką w stronę miasta piratów:

- Ciężka sprawa z tym miastem. Ja się kompletnie nie znam na ich zwyczajach, ale z nowo przybyłych prędzej zrobią niewolników. Gościny tam nie znajdziemy, chyba że ktoś bardzo poważany w tym mieście mógłby za nas poświadczyć. Złoto i kamienie sprzedane z dobrą gadką załatwią każdy problem, lepiej niż groźby i stal.

Zamorańczyk przejechał dłonią po guzie mieszczącym się z tyłu głowy, badając jak bardzo boli przy dotknięciu.

- A tak w ogóle to co z tym okiem stwora? Pamiętam, że wybiłem mu jedno. Magikowe jest jakieś? Przeklęte, czy można sprzedać? - zapytał Stygijczyka.
Ostatnio zmieniony 29 maja 2015, 19:01 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

adamwl
Reactions:
Posty: 163
Rejestracja: 21 stycznia 2015, 20:38

Post autor: adamwl » 29 maja 2015, 20:09

Adoth

Mi pomysł z tratwą w ogóle się nie podoba, Szelma poszła na dno to taka tratwa od pierdnięcia zatonie. A co do wioski najlepszą gadką z piratami jest stal. Jak będzie ich za dużo można o jakimś podstępie pomyśleć. Według mnie wioska to Nasza jedyna szansa, a i co to są te arche....coś
Co do podstępu to jakiś dywersyjny pożar czy coś

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 30 maja 2015, 06:43

Sigurd

Pożyczenie statku od miejscowych piratów to najlepsze na co wpadłeś Stygijczyku, Zamoranin na pewno zna wiele określeń na taką pożyczkę i jej usprawiedliwienie w naszej sytuacji, by nie obciążać naszych sumień zanadto. Trzeba zrobić solidny zwiad, a marynarze niech budują tratwę dalej, mają zajęcie. Trzeba ich uprzedzić by nie łazili po wyspie.

adamwl
Reactions:
Posty: 163
Rejestracja: 21 stycznia 2015, 20:38

Post autor: adamwl » 30 maja 2015, 09:45

Adoth

A po co ich uprzedzać, niech robią, hałasują, odciągną część piratów i ułatwią Nam zadanie, w sumie nie potrzebujemy wszystkich ocalałych, tylko paru co Nam łajbę obsłużą hehe

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 maja 2015, 12:32

Garro trochę się obawia zwiadu w okolicach wypatrzonej wcześniej sadyby, ale nie będzie oponował, jeśli reszta drużyny zechce się tam zapuścić. W międzyczasie odszuka swój zgubiony w nocy miecz oraz weźmie się za spożytkowanie ziół, które wpadły mu w ręce poprzedniego dnia. Czy uzdrowiciel zachował z katastrofy jakieś gliniane / ceramiczne fiolki, w których mógłby przechowywać pozyskane mikstury? I ile czasu zajmie mu przygotowanie chociaż jednej porcji specyfiku?

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 30 maja 2015, 12:56

Keth: masz kamienny moździerz, glinianą misę i trzy flakony. Możesz zrobić z tych składników co masz następujące rzeczy (jeden zestaw z tych 4):
1. 2x mikstura odkażająca.
2. 1x mikstura na ostre zatrucia pokarmowe, gorączkę i duszności.
3. 1x mikstura przyśpieszająca regenerację zdrowia (przyśpiesza leczenie ran, ale nie usuwa zmęczenia).
4. 2x mikstura regenerująca (zmniejsza zmęczenie, działa pobudzająco, ale nie leczy ran).

Ogólnie jesteś w stanie wykonać powyższy zestaw w niecałą godzinę. Jeżeli się na coś zdecydujesz to daj znać, po prostu uznam, że jest to zrobione i masz to w ekwipunku. Choć z drugiej strony warto by się zastanowić, bo niektóre składniki mogą być bardzo cenne na lądzie...
Awanturnicy po szybkim śniadaniu złożonym z owoców i paru wędzonych ryb jeszcze z zapasów "Szelmy", ruszyli w stronę tajemniczej osady położonej na drugim końcu jeden z Wysp Baracha - okrytych ponurą sławą wysp należących do piratów Morza Wschodniego. Liany i ogromne liście drzew opadały przy precyzyjnych cięciach mieczami Sigurda i Adotha. Nehaher i Garro co jakiś czas na chwilę znikali w gęstwinie, by zerwać parę drogocennych ziół. Galvat wciąż przeklinał jak szewc, odpędzając się od much i komarów. Tutejszy klimat niezbyt sprzyjał zamorskiemu łotrowi.

W końcu, po kilku godzinach forsownej wędrówki, kiedy słońce było już w połowie wędrówki powrotnej do morza, drużyna wspięła się na lekkie wzgórze, skąd rozciągał się widok na całą zatokę. Widok zapierający dech w piersiach.

Osada to było lekkie niedopowiedzenie. W zatoce w kształcie sierpa księżyca stacjonowało kilkanaście większych i mniejszych okrętów pod różnymi banderami: głównie widać było flagi Argos, Zingary, Kush, a także - flaga Stygii - Czerwona kobra szykująca się do ataku na czarnym tle. Nehahera bardzo zdziwiła obecność stygijskiej floty w pirackiej przystani - wszak jego pobratyńcy nie należeli do nacji specjalnie utalentowanej w żegludze i rzadko zapuszczali się na otwarte morze. Zwykle używali w tym celu niewolników albo najemników.

Przystań była doskonale zaplanowana: kamienne i drewniane domy stały w nienagannych rzędach prostopadle do portu: szerokie ulice umożliwiały przejazd dwóch, trzech wozów obok siebie, zaś bogatsze budynki, pałacyki i iglaste wieże stały na obrzeżach miasta, górując nad nim i jakby pilnując go. Brak bram, czy widocznych straży uspokoił nieco awanturnicze zapędy barbarzyńców; za to ruch na ulicach miasteczka zdawał się być wierną kalką życia małego mrowiska. Nawet tutaj, kilkaset metrów od miasta, słychać było krzyki mew i przyciszony gwar rezydentów przystani.
Dochodzi wczesny wieczór, u waszych stóp rozciąga się piracka zatoka. Na pierwszy rzut oka przystań liczy kilkaset mieszkańców, około 14 okrętów, kilkadziesiąt budowli. Nie jest otoczona murem, nie widać też strażników. Pierwsze zabudowania zaczynają się około 300 metrów od was.
Garro, Nehaher: zebraliście parę liści koki, mięty, tymianku, oraz żeń-szeń.
Ostatnio zmieniony 30 maja 2015, 13:08 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

adamwl
Reactions:
Posty: 163
Rejestracja: 21 stycznia 2015, 20:38

Post autor: adamwl » 31 maja 2015, 11:08

Adoth

Popatrzył na Galvata I co radzisz, Ty chyba najlepiej odnajdziesz się w tym miejscu

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 31 maja 2015, 22:00

Wyspy Baracha, okolice miasta piratów

- Miasto wygląda na ludne - rzekł z namysłem Stygijczyk, obserwując ulice i poruszające się po nich figurki ludzi. Z tej odległości wydawały się niewielkie, niczym dziecięce zabawki. Uśmiechnął się do tej myśli.

- Możliwe, że uda nam się, przy odrobinie szczęścia wpisać w lokalny klimat. Powinniśmy postarać się jednak wyglądać bardziej jak autochtoni... - przerwał na chwilę i popatrzył na Sigurda i Adoha, których miny jednoznacznie wskazywały na to, iż nie zrozumieli ostatniego słowa. - Powinniśmy wyglądać bardziej jak piraci, rozumiecie?

- Dobrze byłoby się dostać jakoś niepostrzeżenie do miasta i udawać kogoś, kto przypłynął na jakimś statku. Jeśli będziemy mieć szczęście to nie trafimy na prawdziwą załogę tego statku. Sądzę, że lepiej nie pokazywać piratom zbyt dużo kosztowności, bo nim się zorientujemy wrażą nam puginał pod żebro i okradną nasze zwłoki... Więc postarajmy się być dyskretni... Może warto byłoby najpierw przesłuchać kogoś z rezydentów miasta? Dowiedzieć się jakie tam mają zwyczaje i pożyczyć od niego trochę odzienia? Co wy na to?
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 02 czerwca 2015, 08:33

Sigurd

Myślę, że do zwiadu najlepiej by się nadał Galvat. On się wtapia w takie szumowiny jak w rodzinę.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 02 czerwca 2015, 13:48

Wyspy Baracha, okolice miasta piratów

- Dobra pójdę tam sam i zobaczę, co można zdziałać. Wrócę za godzinę, a gdybym nie wracał to znaczy że coś poszło nie tak. Popytam kiedy ktoś odpływa z tej wyspy i w jakim kierunku. Sprawdzę kogo najbardziej będziemy musieli unikać - Galvat pogłaskał się po szczęce.

- Wielki i muskularny Sigurdzie i Adothu, macie mylne wyobrażenie na mój temat. Nie jestem szumowiną za jaką mnie uważacie - uśmiechnął się pokazując białe zęby.

- No chyba, że właśnie zasugerowaliście bym nim został i sprzedał was, potrzebującemu niewolniczej pracy na galerach kapitanowi? Hmmm? Aż dziw mnie bierze, że aż tak mi ufacie - Galvat nie przestawał się uśmiechać, jakby w środku cieszył się niczym małe dziecko z pierwszej zabawki.

- Szumowiny, łachudraki, bandziory, oprychy i co jeszcze? Jestem Galvat Nieuchwytny, jestem lepszy od całej tej hałastry i macie szczęście, że puszczacie mnie tam pierwszego. Moc w muskułach macie, ale naiwni jesteście jak ćma co w ogień się pcha - to powiedziawszy Zamorańczyk rozpoczął przeszukiwanie swojego worka.

- Myślę, że wypadałoby się trochę podrasować przed wypadem. Pomożecie mi ocenić jak mi wyszło i ewentualnie coś dodać, bym pasował do mieszkańców tego miasta.
Wyciągam z tobołów prosty zestaw do kamuflażu. Chce się tak ucharakteryzować, bym bardziej pasował do pirackiego miasta.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 02 czerwca 2015, 22:11

Bez problemu ucharakteryzowałeś się na typowego mieszkańca/bywalca takiej zatoki. Nawet Sigurd gwizdnął z podziwu.

Więc, jakie macie dalsze plany?
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 czerwca 2015, 22:26

Wyspy Baracha, okolice miasta piratów

Chcąc usunąć się nieco na ubocze dyskusji, Garro skończył ucierać w moździerzu gotową do zaparzenia miksturę, zerkając co chwila niespokojnie w kierunku pirackiej osady. Miasteczko wywarło na uzdrowicielu ogromne wrażenie, wcześniej Zingarczyk był bowiem szczerze przekonany, że piraci z Wysp Baracha mieszkali w jaskiniach lub na domkach na drzewach, a załatwiali się do dziur w ziemi.

Całkiem spore i wyraźnie zadbane portowe miasteczko zupełnie tym wyobrażeniom przeczyło, ale Garro już się z tym pogodził - świadomy faktu, że w niedawnych czasach nie takich pomyłek zaznał, choćby w przypadku pięknej akwilońskiej niewolnicy.

Na wspomnienie lubieżnego demona przez plecy uzdrowiciela przebiegł lodowaty dreszcz, który wprawił w ciarki również jego przyrodzenie. Przesypując drobny proszek do jednego z flakonów wziął się czym prędzej do rozcierania innych liści, mrucząc pod nosem słowa mitriańskiej modlitwy.
Przygotuję chętnie po jednej miksturze przyśpieszającej zdrowienie, pobudzającej oraz odkażającej (jeśli wystarczy czasu).

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 03 czerwca 2015, 14:49

Wyspy Baracha, okolice miasta piratów

- Oczywiście, że teoretycznie mógłbyś nas sprzedać, Galvacie. - Stygijczyk uśmiechnął się do łotra. - Lecz sądzę, że jesteś na to zbyt inteligentny. W końcu wszyscy twoi przyjaciele na tej wyspie siedzą razem z tobą w tych krzakach. Można więc powiedzieć, że jedziemy w jednej lektyce... Jak mówiłem, przyjaciele to skarb. A tylko głupiec sprzedawałby swój skarb za marną perspektywę zdobycia kolejnego, gorszej jakości... Niezwykle marną, pozwolę sobie dodać - sam wiesz, że nikt nie ceni zdrajców.

Pokiwał głową dla podkreślenia ostatnich słów, obserwując jednocześnie reakcję Zamoranczyka. Przyjazny uśmiech nawet na moment nie przygasł, gdy kontynuował:

- Tak więc patrząc na ciebie i mając na względzie twoją i moją inteligencję, sądzę, że w zaistniałych warunkach głupotą byłoby nie zaufać sobie nawzajem. Nie przejmuj się przy tym słowami mych przyjaciół, są oni bowiem szczerego i prostego serca, więc wprost wyrażają swoje wątpliwości. Co oczywiście przynosi im chlubę.

Spojrzał na obu barbarzyńców, po czym przeniósł wzrok ku rysującemu się w oddali miastu. Zamyślił się przez chwilę, po czym dodał:

- Jeśli nie wrócisz w ciągu godziny, skontaktuję się z tobą za pomocą myśli. Mam nadzieję, że nie będzie to dla ciebie wielkim szokiem? Mój lud posiada tego rodzaju talenta i są one wśród nas dość rozpowszechnione. Pamiętaj jednak, że będziesz musiał mocno się skoncentrować, aby być w stanie mi odpowiedzieć. Skup się wtedy na myśli którą chcesz przekazać. To nie powinno być trudne.

- A teraz, nie traćmy dłużej czasu - westchnął. - Powodzenia i niech Bogowie mają cię w opiece.
Ostatnio zmieniony 03 czerwca 2015, 15:24 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

ODPOWIEDZ