PBF - Ach, ci przeklęci korsarze!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wyspy Baracha, okolice miasta piratów
Wzmianka o porozumiewaniu się za pomocą myśli wygłoszona przez Nehahera przyprawiła uzdrowiciela o kolejny dreszcz. Złośliwość bogów sprawiła, że nieszczęsny Garro popadał w coraz większe kłopoty, trafiając pomiędzy życzliwych mu, ale przecież gwałtownych z natury i bezlitosnych ludzi. Talenty takie jak rozmawianie w myślach wydawały się Zingarczykowi do tej pory wyłącznie domeną bogów i demonów, a Stygijczyk nie przypominał mu w najmniejszym stopniu demona.
Akwilonka w pałacyku Menkary po prawdzie również nie.
- Myślicie, że oni mogą nas sprzedać w niewolę? - spytał przerywając w pewnej chwili ucieranie proszków. Po części zaskoczone, po części pełne pobłażliwości spojrzenia towarzyszy uświadomiły uzdrowicielowi w jednej sekundzie naiwną naturę swego pytania - No tak...
Wzmianka o porozumiewaniu się za pomocą myśli wygłoszona przez Nehahera przyprawiła uzdrowiciela o kolejny dreszcz. Złośliwość bogów sprawiła, że nieszczęsny Garro popadał w coraz większe kłopoty, trafiając pomiędzy życzliwych mu, ale przecież gwałtownych z natury i bezlitosnych ludzi. Talenty takie jak rozmawianie w myślach wydawały się Zingarczykowi do tej pory wyłącznie domeną bogów i demonów, a Stygijczyk nie przypominał mu w najmniejszym stopniu demona.
Akwilonka w pałacyku Menkary po prawdzie również nie.
- Myślicie, że oni mogą nas sprzedać w niewolę? - spytał przerywając w pewnej chwili ucieranie proszków. Po części zaskoczone, po części pełne pobłażliwości spojrzenia towarzyszy uświadomiły uzdrowicielowi w jednej sekundzie naiwną naturę swego pytania - No tak...
Garro będzie czekał niecierpliwie na efekty zwiadu, ale raczej nie zaryzykuje zbliżenia do miasteczka własnej osoby!
Czas dłużył się wszystkim niemiłosiernie. Minęło sporo czasu, odkąd Galvat wyszedł i nie wrócił. Gwar miasta nie ucichł, zaś barbarzyńcom zaczęła doskwierać nuda. Wilgotne i ciepłe powietrze a także mnóstwo owadów nie poprawiały sytuacji. Co prawda maść Garro całkiem nieźle sobie radziła z pogryzieniami i schładzała przyjemnie pogryzione członki, to mimo to Sigurd czuł, że jeszcze trochę a sam wejdzie do miasta i zasiądzie w porządnej oberży, niż da się zeżreć żywcem przez komary i muszki.
Garro: wytworzyłeś oba specyfiki. Skreślam zioła z ekwipunku i dodaje te mikstury.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wyspy Baracha, okolice miasta piratów
Sporządziwszy mikstury, Garro pochował swe utensylia do torby i usiadł w dogodnym miejscu na skraju tropikalnego lasu spoglądając w kierunku odległego miasteczka. Tknięty ni stąd, ni zowąd dziwnym przeczuciem, zingariański uzdrowiciel postanowił zdobyć jak najwięcej informacji na temat pirackiej siedziby. Nadzieja podpowiadała mu, że prędzej czy później wydostanie się z tego wilgotnego skwarnego miejsca, a wówczas dobrze będzie odnaleźć kogoś, kto zechciałby sowicie zapłacić za tak delikatne informacje.
Garro nigdy dotąd nie parał się szpiegostwem jakiegokolwiek rodzaju, ale natchniony swym pozornie doskonałym pomysłem, poczuł się prawdziwie niczym jeden z noszących czarne maski zauszników władcy Nemedii. Mrużąc oczy mężczyzna przyglądał się uważnie portowym zabudowaniom oraz kotwiczącym na płyciźnie statkom, w szczególności ich banderom.
Sporządziwszy mikstury, Garro pochował swe utensylia do torby i usiadł w dogodnym miejscu na skraju tropikalnego lasu spoglądając w kierunku odległego miasteczka. Tknięty ni stąd, ni zowąd dziwnym przeczuciem, zingariański uzdrowiciel postanowił zdobyć jak najwięcej informacji na temat pirackiej siedziby. Nadzieja podpowiadała mu, że prędzej czy później wydostanie się z tego wilgotnego skwarnego miejsca, a wówczas dobrze będzie odnaleźć kogoś, kto zechciałby sowicie zapłacić za tak delikatne informacje.
Garro nigdy dotąd nie parał się szpiegostwem jakiegokolwiek rodzaju, ale natchniony swym pozornie doskonałym pomysłem, poczuł się prawdziwie niczym jeden z noszących czarne maski zauszników władcy Nemedii. Mrużąc oczy mężczyzna przyglądał się uważnie portowym zabudowaniom oraz kotwiczącym na płyciźnie statkom, w szczególności ich banderom.
Garro postanowił zgromadzić jak najwięcej strategicznych informacji na temat pirackiego portu, bo może w przyszłości ktoś zechce za nie zapłacić!
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Wyspy Baracha, okolice miasta piratów
Zamorańczyk nie chciał się spóźnić, tak więc wracając nie dawał sobie chwili na wytchnienie. Gdy dotarł do obozu swoich towarzyszy przystanął na chwilę, by złapać oddech. Nagle wyszedł z gęstej dziczy, tak by każdy mógł go zauważyć.
- Jestem, trochę mi to więcej zajęło, bo trudno się poruszać w tej dziczy - powiedział łapiąc kolejny oddech.
- Więc tak... W mieście najwięcej jest domów handlowych, magazynów i tawerny, połączone z szulerniami i zamtuzami. Nie ma ani dzieci, ani starców, podobnie z niewolnikami, czy galernikami. Wydaje mi się, że mieszkańcami miasta są głównie piraci, korsarze na służbie króla Argos oraz kupcy handlujący kradzionym towarem...
- W porcie podsłuchałem rozmowę, że dokuje tu między innymi statek "Pertel", "Zielony Smok", "Duma Messancji" oraz "Tygrys", dowodzony przez najstraszniejszego kapitana na morzu wschodnim. W mieście też jest Arma, legendarny najemnik i powiadają, że jest wściekły. Wiecie coś o tym najemniku? - pytanie Galvata zawisło w powietrzu.
Zamorańczyk nie chciał się spóźnić, tak więc wracając nie dawał sobie chwili na wytchnienie. Gdy dotarł do obozu swoich towarzyszy przystanął na chwilę, by złapać oddech. Nagle wyszedł z gęstej dziczy, tak by każdy mógł go zauważyć.
- Jestem, trochę mi to więcej zajęło, bo trudno się poruszać w tej dziczy - powiedział łapiąc kolejny oddech.
- Więc tak... W mieście najwięcej jest domów handlowych, magazynów i tawerny, połączone z szulerniami i zamtuzami. Nie ma ani dzieci, ani starców, podobnie z niewolnikami, czy galernikami. Wydaje mi się, że mieszkańcami miasta są głównie piraci, korsarze na służbie króla Argos oraz kupcy handlujący kradzionym towarem...
- W porcie podsłuchałem rozmowę, że dokuje tu między innymi statek "Pertel", "Zielony Smok", "Duma Messancji" oraz "Tygrys", dowodzony przez najstraszniejszego kapitana na morzu wschodnim. W mieście też jest Arma, legendarny najemnik i powiadają, że jest wściekły. Wiecie coś o tym najemniku? - pytanie Galvata zawisło w powietrzu.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Nic wam nie mówią nazwy "Zielony Smok", "Tygrys", "Arma". "Duma Messancji" to duży okręt handlowy, którego ścigaliście niedawno... i który wciągnął was w pulapkę.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Wyspy Baracha, okolice miasta piratów
Stygijczyk przez czas jakiś przyglądał się Garro, który spoglądał na niego z dość dziwnym wyrazem twarzy. Uzdrowiciel ucierał coś pracowicie w swym moździerzu, jego wzrok jednak zdradzał, iż stara się ukryć pewne obawy. Stygijczyk podejrzewał, iż sam stał się ich przyczyną. Miał zresztą wrażenie, że bywa nią dość często. Uśmiechnął się uspokajająco i rzekł:
- Jak mówiłem, wśród mego ludu to dość naturalne zdolności. Nie ma potrzeby obawiać się tego co płynie z natury. Czy bowiem porzucanie swych talentów i nie rozwijanie ich nie byłoby dowodem na brak wdzięczności względem bogów?
Garro mruknął coś w odpowiedzi i przeniósł wzrok na widoczne w oddali pirackie miasto. Najwyraźniej nie był w nastroju do dyskusji. Nehaher westchnął więc i czekając na powrót Galvata zajął się medytacją...
[center]***[/center]
Pojawienie się Zamorańczyka wyrwało czarodzieja z stanu kontemplacji. W milczeniu wysłuchał przyniesionych przez niego wieści. Wydawało się, iż los im sprzyja, bowiem dowodziły one, iż wpisanie się w koloryt lokalny nie będzie nastręczało trudności.
- A na cóż ci docierać do niego, Sigurdzie? - zdziwił się po ostatnich słowach Aesira. - Cóż z tego, że jest tam jakiś Cymeryjczyk i to najwyraźniej w kiepskim humorze? Chcesz mu dać okazję do rozładowania się? Najpierw dowiedziałbym się więcej o tym, kim jest, co go tutaj sprowadza i dlaczego przepełnia go gniew. Później zaś zdecydowałbym, co czynić dalej. Skąd wiesz bowiem, czy nie jest on na przykład kapitenem Dumy Messancji i ostatnio nie poczuł irytacji w wyniku ataku korsarzy? Najpierw zbierzmy informacje, a działajmy później.
- Z tego co mówisz Galvacie wnoszę, iż łatwo nam będzie zgubić się w tłumie. Musimy tylko popracować nad poprawą naszego wizerunku - uśmiechnął się z lekką ironią. - Nigdy nie sądziłem, że zostanę korsarzem, ale cóż... Niezbadane są wyroki bogów. Tak więc proponowałbym nie tuczyć więcej komarów w tych krzakach, jeno udać się do miasta i zobaczyć, jaką korzyść możemy wynieść z naszego aktualnego położenia. Pożyczyłeś może jakieś rzeczy, abyśmy mogli odziać się zgodnie z panującą tutaj mogą? - ostatnie pytanie zadał do łotra, z najniewinniejszą miną na świecie.
Stygijczyk przez czas jakiś przyglądał się Garro, który spoglądał na niego z dość dziwnym wyrazem twarzy. Uzdrowiciel ucierał coś pracowicie w swym moździerzu, jego wzrok jednak zdradzał, iż stara się ukryć pewne obawy. Stygijczyk podejrzewał, iż sam stał się ich przyczyną. Miał zresztą wrażenie, że bywa nią dość często. Uśmiechnął się uspokajająco i rzekł:
- Jak mówiłem, wśród mego ludu to dość naturalne zdolności. Nie ma potrzeby obawiać się tego co płynie z natury. Czy bowiem porzucanie swych talentów i nie rozwijanie ich nie byłoby dowodem na brak wdzięczności względem bogów?
Garro mruknął coś w odpowiedzi i przeniósł wzrok na widoczne w oddali pirackie miasto. Najwyraźniej nie był w nastroju do dyskusji. Nehaher westchnął więc i czekając na powrót Galvata zajął się medytacją...
[center]***[/center]
Pojawienie się Zamorańczyka wyrwało czarodzieja z stanu kontemplacji. W milczeniu wysłuchał przyniesionych przez niego wieści. Wydawało się, iż los im sprzyja, bowiem dowodziły one, iż wpisanie się w koloryt lokalny nie będzie nastręczało trudności.
- A na cóż ci docierać do niego, Sigurdzie? - zdziwił się po ostatnich słowach Aesira. - Cóż z tego, że jest tam jakiś Cymeryjczyk i to najwyraźniej w kiepskim humorze? Chcesz mu dać okazję do rozładowania się? Najpierw dowiedziałbym się więcej o tym, kim jest, co go tutaj sprowadza i dlaczego przepełnia go gniew. Później zaś zdecydowałbym, co czynić dalej. Skąd wiesz bowiem, czy nie jest on na przykład kapitenem Dumy Messancji i ostatnio nie poczuł irytacji w wyniku ataku korsarzy? Najpierw zbierzmy informacje, a działajmy później.
- Z tego co mówisz Galvacie wnoszę, iż łatwo nam będzie zgubić się w tłumie. Musimy tylko popracować nad poprawą naszego wizerunku - uśmiechnął się z lekką ironią. - Nigdy nie sądziłem, że zostanę korsarzem, ale cóż... Niezbadane są wyroki bogów. Tak więc proponowałbym nie tuczyć więcej komarów w tych krzakach, jeno udać się do miasta i zobaczyć, jaką korzyść możemy wynieść z naszego aktualnego położenia. Pożyczyłeś może jakieś rzeczy, abyśmy mogli odziać się zgodnie z panującą tutaj mogą? - ostatnie pytanie zadał do łotra, z najniewinniejszą miną na świecie.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Wyspy Baracha, okolice miasta piratów
Po słowach Stygijczyka, Galvat przykucnął przy swojej torbie, po czym zaczął wyciągać z niej znalezione fanty.
- Oczywiście nie zapomniałem o was, przecież nie poszedłbym z wami tam, bez przebrania. Mam co nieco dla was... z tym, że na barbarzyńców będą za krótkie, a na ciebie Nehaherze, odrobinę za długie. Zabrałem najbardziej pospolite, abyśmy nie zostali złapani na tym, że to nie nasze - Galvat uśmiechnął się.
- Butów nie mam, więc jak ktoś się czepi że mamy lądowe, to miejcie dobrą gadkę w pamięci - tutaj spojrzał wymownie na osiłków drużynowych.
- Ktoś życzy sobie mały retusz ryja? - Galvat zapytał towarzyszy z typowym dla siebie poczuciem humoru, po czym sięgnął po swój zestaw do kamuflażu.
Po słowach Stygijczyka, Galvat przykucnął przy swojej torbie, po czym zaczął wyciągać z niej znalezione fanty.
- Oczywiście nie zapomniałem o was, przecież nie poszedłbym z wami tam, bez przebrania. Mam co nieco dla was... z tym, że na barbarzyńców będą za krótkie, a na ciebie Nehaherze, odrobinę za długie. Zabrałem najbardziej pospolite, abyśmy nie zostali złapani na tym, że to nie nasze - Galvat uśmiechnął się.
- Butów nie mam, więc jak ktoś się czepi że mamy lądowe, to miejcie dobrą gadkę w pamięci - tutaj spojrzał wymownie na osiłków drużynowych.
- Ktoś życzy sobie mały retusz ryja? - Galvat zapytał towarzyszy z typowym dla siebie poczuciem humoru, po czym sięgnął po swój zestaw do kamuflażu.
Ubrania bardzo pospolite: czarne/beżowe spodnie, pas/szarfa, lniana koszula. W zasadzie ubiera się tak połowa mieszkańców zatoki... oczywiście z różnymi akcesoriami i kolorami, ale na ogół podobnie.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Charakteryzacja na mieszkańców zatoki trwała jeszcze dobrą chwilę. Słońce już niemal zrównało się z horyzontem, tworząc ognistą kulę wpadającą do morza. Garro mimo chęci nie dostrzegł więcej bander, aniżeli z sąsiednich królestw oraz tajemniczej Stygii. Piracka drużyna w końcu zebrała manele i po krótkiej chwili weszła na udeptany szlak prowadzący do miasta.
Gwar miasta był coraz głośniejszy, zaś jego zapach... Cóż, ten to za bardzo nie różnił się od kordawskiego posmaku życia.
Pierwszy napotkany budynek był drewnianym, jednoizbowym domem z niewielką zagrodą z kurami. Aktualnie wszystkie kurki były już w kurniku, zaś w chacie zapaliły się pierwsze świece.
Zaraz obok stało jeszcze kilka podobnych chat o zbliżonych, lub większych rozmiarach. Wszystkie zaś - co do jednej - miały z tyłu kurniki oraz porządnie - o dziwo - zrobione ogrodzenie.
Ścieżka powoli zamieniała się w brukowaną ulicę, a drużyna wciąż nie przyciągała niczyich ciekawskich spojrzeń. Budynki zaczęły przypominać porządne domy rodem z cywilizowanych stolic - były nawet szklane okna z drewnianymi okiennicami zamykanymi na noc, zaś na ulicach pojawiali się pierwsi latarnicy z drabinami, odpalający pochodnie rozświetlające brudny od błota i piasku bruk.
Na ulicach było tłoczno od ludzi, którzy widocznie wracali na swoje kwatery albo do tawern: cała ich mieszanina - od czarnych jak atrament murzynów, po jasnoskórych barbarzyńców z północy. Istny tygiel ludzki, zaś każdy rozmawiał w swoim języku, co potęgowało uczucie zmieszania. Choć języki zingarski i argossański dominowały, to Galvat, Garro i Nehaher bez trudu rozpoznali dialekt akwiloński, czy dziwną mowę ophirskich kupców. Z kolei tutejsze tawerny miały swoje stoliki nie tylko wewnątrz, ale i na zewnątrz budynku: głównie były to zadaszone drewniane tarasy. W zasadzie dało się zauważyć, że lwią część budynków stanowiły domy handlowe, magazyny i karczmy tudzież oberże i tawerny, zresztą w większości połączone z szulerniami i zamtuzami. Widać nielegalny interes kwitł tu na dobre. Kurtyzany i inne panie lekkich obyczajów, które zalotnie się uśmiechały w stronę nowo przybyłych, oczyma duszy dobierając się do ich sakiewek.
Adothowi zaburczało głośno w brzuchu i przystanął na chwilę. Słońce schowało się za horyzontem, gwar miasta jakby przycichł, zaś niektórzy mężczyźni z zaciekawieniem spoglądali na dziwną piątkę awanturników. Jak Galvat wspominał: w przystani nikt nie zauważył dzieci ani starców. Co prawda niektóre kurtyzany wydawały się nieco za młode, ale efekt taki osiągały prawdopodobnie dzięki dziwnym specyfikom nakładanym na twarz, znanym w Akwilonii wśród arystokracji jako makijaż.
- Może wstąpisz do mnie, przystojniaczku? - Garro odwrócił się niemal przestraszony, gdy jedna z kobiet niespodziewanie go zagaiła, zalotnie się uśmiechając.
Gwar miasta był coraz głośniejszy, zaś jego zapach... Cóż, ten to za bardzo nie różnił się od kordawskiego posmaku życia.
Pierwszy napotkany budynek był drewnianym, jednoizbowym domem z niewielką zagrodą z kurami. Aktualnie wszystkie kurki były już w kurniku, zaś w chacie zapaliły się pierwsze świece.
Zaraz obok stało jeszcze kilka podobnych chat o zbliżonych, lub większych rozmiarach. Wszystkie zaś - co do jednej - miały z tyłu kurniki oraz porządnie - o dziwo - zrobione ogrodzenie.
Ścieżka powoli zamieniała się w brukowaną ulicę, a drużyna wciąż nie przyciągała niczyich ciekawskich spojrzeń. Budynki zaczęły przypominać porządne domy rodem z cywilizowanych stolic - były nawet szklane okna z drewnianymi okiennicami zamykanymi na noc, zaś na ulicach pojawiali się pierwsi latarnicy z drabinami, odpalający pochodnie rozświetlające brudny od błota i piasku bruk.
Na ulicach było tłoczno od ludzi, którzy widocznie wracali na swoje kwatery albo do tawern: cała ich mieszanina - od czarnych jak atrament murzynów, po jasnoskórych barbarzyńców z północy. Istny tygiel ludzki, zaś każdy rozmawiał w swoim języku, co potęgowało uczucie zmieszania. Choć języki zingarski i argossański dominowały, to Galvat, Garro i Nehaher bez trudu rozpoznali dialekt akwiloński, czy dziwną mowę ophirskich kupców. Z kolei tutejsze tawerny miały swoje stoliki nie tylko wewnątrz, ale i na zewnątrz budynku: głównie były to zadaszone drewniane tarasy. W zasadzie dało się zauważyć, że lwią część budynków stanowiły domy handlowe, magazyny i karczmy tudzież oberże i tawerny, zresztą w większości połączone z szulerniami i zamtuzami. Widać nielegalny interes kwitł tu na dobre. Kurtyzany i inne panie lekkich obyczajów, które zalotnie się uśmiechały w stronę nowo przybyłych, oczyma duszy dobierając się do ich sakiewek.
Adothowi zaburczało głośno w brzuchu i przystanął na chwilę. Słońce schowało się za horyzontem, gwar miasta jakby przycichł, zaś niektórzy mężczyźni z zaciekawieniem spoglądali na dziwną piątkę awanturników. Jak Galvat wspominał: w przystani nikt nie zauważył dzieci ani starców. Co prawda niektóre kurtyzany wydawały się nieco za młode, ale efekt taki osiągały prawdopodobnie dzięki dziwnym specyfikom nakładanym na twarz, znanym w Akwilonii wśród arystokracji jako makijaż.
- Może wstąpisz do mnie, przystojniaczku? - Garro odwrócił się niemal przestraszony, gdy jedna z kobiet niespodziewanie go zagaiła, zalotnie się uśmiechając.
Stoicie pod karczmą "Trzy czaszki". Nie wygląda na to, że ktokolwiek przejął się waszą obecnością w mieście.
Garro: gromadzisz informacje na temat portu. Na razie zapamiętałeś układ miasta, kilka flagowych okrętów i przybliżoną liczbę mieszkańców i nacji, jakie reprezentują.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wyspy Baracha, pirackie miesteczko
Stając w obliczu namiastki cywilizacji oferowanej przez portowe miasteczko, Garro rozluźnił się nieznacznie. Uzdrowiciel był wcześniej przeświadczony o barbarzyństwie mieszkańców Wysp Baracha, a to jednoznacznie kojarzyło mu się z prymitywnymi szałasami, brudem, głodem i chorobami. Krocząc po zdumiewającym swą obecnością bruku portowej ulicy, Zingarczyk zmuszony został do szybkiej zmiany swego surowego osądu.
Lecz wrodzona ostrożność podpowiadała mu, by bardzo zważać na swe słowa i czyny. To nie była Zingara czy Argos ani tym bardziej cywilizowana Nemedia. Mieszkańcy bezimiennego miasteczka mogli sprawiać pozory zwyczajnego i bogobojnego ludu, ale Garro świadomy był tego, że na Wyspach Baracha rządziło prawo pięści i kordu. W miejscu takim jak to bez wątpienia łatwo było postradać życie.
Stając w obliczu namiastki cywilizacji oferowanej przez portowe miasteczko, Garro rozluźnił się nieznacznie. Uzdrowiciel był wcześniej przeświadczony o barbarzyństwie mieszkańców Wysp Baracha, a to jednoznacznie kojarzyło mu się z prymitywnymi szałasami, brudem, głodem i chorobami. Krocząc po zdumiewającym swą obecnością bruku portowej ulicy, Zingarczyk zmuszony został do szybkiej zmiany swego surowego osądu.
Lecz wrodzona ostrożność podpowiadała mu, by bardzo zważać na swe słowa i czyny. To nie była Zingara czy Argos ani tym bardziej cywilizowana Nemedia. Mieszkańcy bezimiennego miasteczka mogli sprawiać pozory zwyczajnego i bogobojnego ludu, ale Garro świadomy był tego, że na Wyspach Baracha rządziło prawo pięści i kordu. W miejscu takim jak to bez wątpienia łatwo było postradać życie.
Garro będzie unikał kontaktów z miejscowymi do odwołania, trzymając się za plecami bardziej rosłych członków drużyny. I ustalmy zawczasu, co będziemy mówić jeśli ktoś będzie dociekał naszego pochodzenia!
Garro zbył dziewoję milczeniem, a ta nie naciskała. Widocznie to nie był jej pierwszy dzień w fachu i nie zrażała się odmowami. Gdy tylko podeszła do innego mężczyzny wychodzącego z tawerny "Trzy Czaszki", ktoś zagadał do drużyny w dziwnym języku. Po chwili postać rosłego murzyna wynurzyła się z cienia budynku mieszkalnego i powtórzył to, ale w zingarskim języku.
- Na jakim statku służycie, szczury lądowe, eh? - zapytał, zawadiacko kiwając głową. Mężczyzna był szczapowaty; długie ręce i nogi były chude. Ubrany był w brudną, czerwoną apaszkę, lnianą koszulę w czarno-białe pasy, potargane szorty. U boku zwisał mu kindżał, zaś buty zupełnie nie pasowały do stroju: wyglądały, jakby były żywcem ściągnięte z oficera królewskiej marynarki.
Sigurd dyskretnie rozejrzał się po okolicy. Murzyn był sam, ale jego kompani mogli być w okolicy, gdyż ta sprzyjała ukrywaniu się.
- Na jakim statku służycie, szczury lądowe, eh? - zapytał, zawadiacko kiwając głową. Mężczyzna był szczapowaty; długie ręce i nogi były chude. Ubrany był w brudną, czerwoną apaszkę, lnianą koszulę w czarno-białe pasy, potargane szorty. U boku zwisał mu kindżał, zaś buty zupełnie nie pasowały do stroju: wyglądały, jakby były żywcem ściągnięte z oficera królewskiej marynarki.
Sigurd dyskretnie rozejrzał się po okolicy. Murzyn był sam, ale jego kompani mogli być w okolicy, gdyż ta sprzyjała ukrywaniu się.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)