PBF - Ach, ci przeklęci korsarze!

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 16 maja 2015, 16:28

Wyspy Baracha, wczesne południe. Ognisko na plaży przy wschodnim wybrzeżu.

Sigurd drążył temat, ale Morda niechętnie odpowiadał. Wszyscy zgromadzili się przy ognisku, które rozpalono na plaży. Palono drzewami, które rosły nieopodal. Były wysokie, ale dosyć wąskie i paliły się całkiem nieźle. Duże liście idealnie nadawały się na budowę dachu, albo jako talerz, z którego to chętnie korzystali korsarze, posilając się wyłowionymi zapasami.

- Wyspy Baracha to głównie kryjówki piratów, napadających zingarskie wybrzeża, statki handlowe. Czasem zapuszczają się nawet w głąb Stygii, płynąć do Luxoru, gdzie sprzedają zrabowane dobra i wymieniają je na inne. To tutaj stacjonują najgorsze załogi, dowodzone przez jeszcze straszniejszego, tajemniczego kapitana. Powiadają, że to sam diabeł w ludzkiej skórze dowodzi tymi piratami - Morda pociągnął rumu z flaszki. - Biedny nasz los, jeżeli zorientują się, że ktoś przybił do ich wyspy. Niewolnicy zwykle kończą jako galernicy, karmieni szczurami i resztkami ze stołów. Wiodą żywot gorszy, niż niewolnicy w Stygii.

- Nie strasz ich. Może uda nam się zbudować łódź i odpłynąć stąd, zanim się zorientują. Wyspy Baracha to dziesiątki wysepek i wątpie, by na każdej była kryjówka piratów - powiedział łagodnym tonem nawigator, przeżuwając kęs suszonej wołowiny.
Reasumując, raczej nie ma co czekać na pomoc. Możecie pomóc zbudować łódź i dopłynąć nią do jednego z portów Argos (według Mordy, to jakieś dwa dni spokojnej żeglugi stąd), albo zbadać wyspę i sprawdzić, czy jest jakieś inne wyjście...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

adamwl
Reactions:
Posty: 163
Rejestracja: 21 stycznia 2015, 20:38

Post autor: adamwl » 16 maja 2015, 18:24

Adoth

Nie ma co trząść portkami, ja bym chętnie zbadał jakieś kryjówki piratów i skarbów poszukał

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 16 maja 2015, 18:42

Wyspy Baracha, wczesne południe. Ognisko na plaży przy wschodnim wybrzeżu.

- Myślę, że mój zacny przyjaciel, Adoh, na swój prosty sposób ujął w słowa to, co należy uczynić. - odezwał się powoli Nehaher, rysując patykiem dziwne zawijasy na piasku. - Owszem, popieram pomysł wyruszenia stąd co rychlej, jednakże uważam także, że powinniśmy najpierw zbadać wyspę. Potrzebujemy zaopatrzenia, zwłaszcza słodkiej wody. Co więcej, możliwe że natkniemy się na porzucone zapasy piratów, lub nawet na ich niewielki posterunek, który może być wyposażony w łódź. Przecież teoretycznie istnieje możliwość, że z drugiej strony wyspy stoi na kotwicy jakaś jednostka morska. Zdobycie jej zaoszczędziło by nam pracy i czasu.

Przerwał na chwilę i w zamyśleniu przyozdobił rysowany wzór w kilka fal i spiralkę.

- Jeśli zaś Bogowie nie będą dla nas łaskawi i siła wroga okaże się zbyt wielka, przynajmniej rozpoznamy niebezpieczeństwo, i będziemy mogli się do niego należycie przygotować... Dlatego proponuję, by wyruszyć na zwiad cichcem i skrycie, mając oczy i uszy szeroko otwarte... Dobrze byłoby znaleźć wysoko położone miejsce, z którego będziemy mogli się rozejrzeć po okolicy...
Ostatnio zmieniony 17 maja 2015, 12:07 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 maja 2015, 16:30

Wyspy Baracha, wczesne południe

Garro starannie ukrywał bezmiar wstrząsu, jakim okazała się dla niego katastrofa statku. Wyrzucony na dzikie wybrzeże w towarzystwie nieokrzesanych prostaków, najpewniej mających ręce zbroczone aż po łokcie krwią niewinnych, uzdrowiciel nie potrafił się do końca pozbierać. Władcze zapędy człowieka zwanego przez innych za plecami Mordą tylko medyka w tym przeświadczeniu utrwalały, przyprawiając Zingarczyka o czarne myśli. Adoth i Sigurd przelali dość argosańskiej krwi, by żaden z korsarzy nie odważył się ich dotknąć, a Nehaher roztaczał wokół siebie nienaturalną aurę zniechęcającą do popędzania i ubliżania. Tylko Garro, przynajmniej we własnym przeświadczeniu, skazany był na oczywistą poniewierkę.

Lecz zrozpaczony zingariański uzdrowiciel nie zamierzał poddać się bez walki. Krążąc pomiędzy złorzeczącymi rozbitkami oglądał ich obrażenia, oczyszczał rany, usztywniał złamane ręce i nogi, nastawiał ponownie wybite ze stawów kończyny. Rozmawiając z ożywieniem o swoich diagnozach kładł szczególny nacisk na ewentualne komplikacje oraz konieczność ustawicznego doglądania poważniej poszkodowanych przez kogoś posiadającego odpowiednią wiedzę.
Czy ja uratowałem cokolwiek z tej katastrofy? Mam na myśli przede wszystkim młynek do ziół. Jeśli tak, chciałbym poszukać wzdłuż linii brzegowej czegokolwiek, co może posłużyć do stworzenia łagodzącego ból naparu.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 17 maja 2015, 17:30

Wyspy Baracha, wczesne południe

Galvat kompletnie nie znał się na budowaniu łodzi, czy tratwy. W jego mniemaniu zabierało to za dużo czasu i było pewnie szalenie skomplikowane. Nie bał się piratów, wiedział bowiem, że dobra gadka i wrodzony spryt potrafią zadziałać cuda w najbardziej parszywej części świata. Trzeba znaleźć jakiś kompanów, którzy znają się na jakiś ziołach i żarciu. Zdechnę tutaj sam, albo zjem coś co mnie wykończy szybciej niż zamorański kat. Łotr rozejrzał się po plaży. Morda na szczęście dał mu spokój i na dobre się odjebał. Ucieszył, go obrót spraw. Garro... Tak, ten facet coś potrafi, a Nehaher jakoś za dobrze tutaj ma. Dobra Garro będzie pierwszy, jabłka się kiedyś kurwa skończą i Morda będzie chciał mnie zjeść. Chuj, trudno! Bądź miły, bądź miły i nie pierdolnij czegoś z dupy - powtarzał w myślach Galvat, po czym skierował swe kroki w stronę opatrującego nogę jednego z piratów, Garro.

- Dobry w tym jesteś. Kurde, doceniam to. Galvat jestem - przedstawił się zamorańczyk. - Potrafisz może znaleźć coś do żarcia w tej dziczy? - zadał pytanie z nadzieją. - Dobrze będzie jak ruszymy dupę z tego miejsca, bo mam przeczucie, że budowanie łajby to zły pomysł. To jak okradanie króla na weselu jego córki. Pfff... Nie ważne...

Przerwał na moment by skupić się na temacie i opanować niesforny jęzor.

- Za zdobyte żarcie będę miał na ciebie oko - dodał po chwili. - Morda to pojeb, ale jak widać można z nim normalnie pogadać. Jak będziesz mieć problemy to pomogę. Masz moje słowo, bo kurwa jak braknie słodkiej wody, zamienimy się w dzikusów gorszych niż trzyma się w lochach Zamory. Co ty na to? - Galvat uśmiechnął się przyjacielsko odsłaniając szeroką bliznę na gardle. U szyi wisiał symbol Mitry.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 maja 2015, 18:50

Wyspy Baracha, wczesne południe

Garro omal nie zemdlał z wrażenia, kiedy wyjątkowo paskudny z wyglądu nożownik wdał się z nim w podejrzanie przyjazną konwersację. Demonstrujący liczne blizny Zamorańczyk bluźnił wulgarnymi słowami niczym dziwka usługująca w najgorszych portowych dzielnicach, raniąc samym dźwiękiem przekleństw wrażliwą z natury duszę uzdrowiciela. Starając się nie zwracać uwagi na nagłą, a wszechobecną gęsią skórkę medyk zmienił natychmiast swą pozycję, tak się sadowiąc na wilgotnym piasku, aby pomiędzy nim samym, a nożownikiem przez cały czas znajdował się pełniący rolę nieświadomej żywej tarczy korsarz z pokiereszowaną nogą.

- Umiem gotować strawę - wybąkał nieskładnie uzdrowiciel, strzelając oczami to na Galvata, to na poszkodowanego w katastrofie rozbitka - Zupę z trawy i wodorostów... kozę wydoję jak trzeba, królika oprawię. Znam się na anatomii, bezbłędnie wycinam woreczki żółciowe. Jak znajdziesz jakieś owoce, przynieś i pokaż, znam się trochę na tych trujących...

Szukający naprędce w myślach nastepnych przymiotów i cennych umiejętności, Garro ścisnął poranioną nogę korsarza tak mocno, że ten pod wpływem przemożnego bólu bez słowa stracił przytomność.

- Ten tego... znieczulać potrafię, bez ziół jak trzeba - wyrzucił z siebie rozpaczliwie - Usypiam cierpiących, coby nie cierpieli... jak ten tutaj. Och, Mitro!
W trosce o własną skórę Garro gotów jest wejść w sojusz z każdym chętnym, ale podejrzliwość będzie jego cnotą!

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 17 maja 2015, 19:13

Wyspy Baracha, wczesne południe

Galvat ucieszył się słysząc słowa Garro. Patrząc jak opiekuje się rannymi, ciężko było uwierzyć w to, że medyk próbuje go oszukać. Dobrze, że on nie jest kapłanem Mitry. To byłby prawdziwy pech, choroba. Ale nieważne, bo jak zawsze Mitra tu, Mitra tam, słowa Mitry otuchy dodadzą nam... - myślał sobie, Zamorańczyk, po czym kontynuował:

- No no... zaimponowałeś mi. Jak coś znajdę to pokarzę, ale uwierz mi... - Galvat rozejrzał się po tych co przetrwali - Granica między człowiekiem, a kanibalem zaciera się z każdą godziną tutaj. Ta wyspa, korsarze, piraci, czy sam Morda nie jest naszym wrogiem. Nasz wróg to czas. Trzeba myśleć już teraz, a ty wyglądasz na takiego, co ma łeb nie ciosany kamieniem od urodzenia. Jest jeszcze Nehaher, co sprawia podobne wrażenie. Ale na Mitrę, znasz go? - zadał pytanie łapiąc się za symbol boga wiszącym na rzemieniu.

- Morda, coś za szybko zrezygnował z tarmoszenia tego gościa. Mają razem jakiś układ? - pytanie zawisło w powietrzu.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 17 maja 2015, 19:53

Zamorańczyku, my się chyba nie znamy? czy aby nie grozisz mojemu znajomkowi Garro, wojownik z niego marny, ale łata takich zabijaków jak ja i Adoth. Masz jaja, postawiłeś się temu całemu mordzie. Na razie musimy się trzymać razem i wymyślić jakiś plan, oraz dogadać się z Mordą.

Rozpoznanie to podstawa, mam pewne zdolności w tropieniu, może coś tutaj upoluję, ale nim się za to zabiorę musimy ustalić jak duża jest ta wyspa i kto tu jest oprócz nas, bo wątpię by była bezludna. Garro, jesteś z nami i jak coś mów kto Cię zaczepia.


Piraci z Wysp Baracha są uznawani za okrutnych nawet wśród innych piratów i korsarzy tych mórz, musimy uważać.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 18 maja 2015, 00:14

Wyspy Baracha, wczesne południe

Gavlat odwrócił głowę w stronę Sigurda. O cholera, Garro już ma obstawę ciosanych na surowo ludzi - pomyślał.

- Galvat jestem i w życiu nikomu nie groziłem - odpowiedział z widocznym skrzywieniem na twarzy łotrzyk. - To cały czas mi ktoś lub coś grozi wielki wojowniku. Trzymajmy się razem, taaa. Nie mam wyjścia. Doskonale, ten dzikus coś potrafi nawet upolować - pomyślał.

- Ja mam ręce zawsze przy swojej dupie i dwa razy nie trzeba mi powtarzać. Wiedzcie, że dla Galvata nie ma rzeczy niemożliwych, tak więc wydostaniemy się z tego zadupia.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 18 maja 2015, 00:15

Wyspy Baracha, plaża, wczesne południe

Nehaher czas jakiś nie wtrącał się w rozmowę Garro z nowo poznanym Zamorańczykiem. Rysując leniwie wzory na piasku obserwował, słuchał i oceniał. W końcu wstał, starł butem namalowany szlaczek i zbliżył się do dyskutujących.

- Słyszałem, że chciałeś pomocy od mojego drogiego przyjaciela, Garro. Jest on wielkiego serca i chętnie wspiera potrzebujących, jednakże nie musi tego czynić aby zdobyć twoje wsparcie - uśmiechnął się niewinnie do Galvata. - Mam nadzieję, że nie denerwowałeś go sugerując coś podobnego? Widzisz, Garro jak wspominałem jest mi druhem, tak jak i obecnego tutaj Sigurda. A przyjaciele to skarb w tym świecie. Dlatego nie musi się martwić o swoje bezpieczeństwo ani zabiegać o twoją pomoc... Jak zrozumiałem, to raczej ty potrzebujesz jego pomocy, prawda?

- Przyjaźń to piękna rzecz - kontynuował z szczerym westchnieniem. - Równowaga między dawaniem i braniem. Więc jeśli chciałbyś znaleźć w nas przyjaciół sugerowałbym, abyś zastanowił się, co sam nam możesz zaoferować. Albowiem wspieranie innych jest prawdziwą radością i wzbogaca duchowo człowieka. Myślę, że wszyscy się ze mną zgodzą...

- Ponadto, wydaje mi się iż pochodzisz z Zamory. Zaiste... Wielu twych rodaków ma dość kiepską opinię złodziei i szubrawców. Ubolewam nad tym. Oczywiście, my tutaj jesteśmy ponad takimi sprawami i nie oceniamy bliźnich za pomocą krzywdzących stereotypów. Ufam, że potrafisz to docenić, prawda? - ostatnie pytanie wygłosił patrząc głęboko w oczy Galvata.

Przez chwilę milczał, pozwalając, by całość wypowiedzi dotarła do świadomości Zamorańczyka.

Może się przydać - pomyślał. Jeśli umie przeżyć z tak niewyparzonym językiem, to znaczy, że umie o siebie zadbać i jest na tyle obrotny i inteligętny, by już teraz widzieć potrzebę stworzenia sojuszy z innymi. Rozsądek w tym świecie to rzadki klejnot...

- Sigurdzie - zwrócił się po chwili zamyślenia do wielkiego Aesira. - Co sądzisz o tym, byśmy wyruszyli zbadać wyspę? Mogą tutaj być jacyś piraci, więc lepiej wybrać się mniejszą grupą. Sugerowałbym, byśmy poza nami oczywiście, wzięli ze sobą tylko takich, którzy potrafią poruszać się cicho i którym nie brak czujności. Zbyt duża grupa może zostać łatwo odkryta przez wroga. Jak się na to zapatrujesz?
Ostatnio zmieniony 18 maja 2015, 00:35 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 18 maja 2015, 01:22

Wyspy Baracha, plaża, wczesne południe

No i się doczekałem. Zawsze jak zaczynam gadać, to zaraz w mig pojawia się banda typów, co chcą czegoś ode mnie. Przylazł najbardziej wygadany. Jest lepiej niż myślałem - analizował sytuację Galvat.

- Ja tylko pytałem szanownego Garro o kilka istotnych spraw. Skąd mogłem wiedzieć, że jesteście jak rodzina kupiecka? To nic złego zapytać prawda? Mogłeś od razu powiedzieć jak się sprawy mają, a nie czekać i malować coś w piachu. Robaków, czy innych krabów tam nie ma.

Galvat spojrzał prosto w oczy Stygijczyka i kontynuował:

- Szukam pomocy? Kurwa tutaj wszyscy jej potrzebują! Chyba jasna sprawa, że sami niczego nie zdziałamy tutaj. Jak nie macie nic przeciwko, to polezę z wami. Potrafię zobaczyć wrogów zanim oni nas wyczają. No i skubać węża też umiem - uśmiechnął się szelmowsko, po czym dodał:

- Tak jak na łajbie wolę wspierać w bitce i kroić nerki. Potrafię golić nawet po pijaku i nigdy mi się paluchy nie trzęsą. Lubię też cycki i pograć w karciochy, ale to nie fucha na ten teren. No i jestem z Zamory, czarnej jak dupa Kushyty, ale to chyba ślepy by zauważył. Od Galvata wróżba na dziś brzmi: Jeśli się nie ruszasz, to jesteś trup - spojrzał wymownie na Mordę i pozostałych.

- Wiec ruszmy się panowie...
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 18 maja 2015, 10:28

Podczas przyjaznej, acz najeżonej rynsztokowym językiem konwersacji, Morda wraz z nawigatorem imieniem Astro uradzali jak wydostać się z pirackich wysp. Inni zaś korsarze, którzy odpoczęli nieco i poskładali wyłowione rzeczy z morza, dziękowali Garro za opiekę, zapewniając, że ani on, ani jego kompani nie mają wśród nich wrogów. Medyk na bezludnej wyspie, który dodatkowo umie gotować i posługiwać się sprawnie ziołami był tu na wagę złota. Prawdopodobnie lepiej byłoby tylko wtedy, gdyby zielarz miał bujny biust, szerokie uda i w ogóle był urodziwą kobietą.

- Uwaga, psubraty, mamy plan! - ryknął Morda, wstając i otrzepujac się z piachu. Jego twarz była brzydka i wykrzywiona, zaś wielokrotnie złamana szczęka nadawała mu jeszcze nieco komiczny wyraz twarzy. W pełnym słońcu wczesnego popołudnia wyraźnie było widać, dlaczego osobnik ów dostał nowe imię wśród korsarzy.

- Zbudujemy prostą łódź! - zwrócił się do swych kamratów po fachu. - Wy zaś możecie zbadać wyspę w poszukiwaniu jedzenia lub innych, przydatnych rzeczy. Baczcie jeno, by nie sprowadzić na nas kłopotów - dodał łagodniej, po czym klasnął w dłonie dając znać, by zabierać się do roboty.
Garro: masz cały ekwipunek, z ziołami włącznie. Nawet nie są przemoczone, gdyż zostawiłeś je w zabezpieczonej skrzyni.
Ostatnio zmieniony 18 maja 2015, 10:49 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 18 maja 2015, 10:47

Sigurd szedł z przodu, rąbiąc ogromne liście i liany zwisające z drzew. Torować drogę pomagał mu Adoth, docinając resztę roślinności. Za nimi szedł Garro, zafascynowany fauną wokoło: gdzieś w oddali, na wysokich drzewach, biegały dziwne owłosione stworzenia. Były wzrostu 5 letniego dziecka, z długimi rękami i śmiesznymi, małymi mordkami. Zielarz czytał, że stworzenia te nazywano małpami wełnistymi. Stworzenia te wydawały dziwne, acz fascynujące dźwięki i żywiły się roślinnością. Z zaciekawieniem obserwowały przebijających się przez dżunglę mężczyzn.

Po kilku kilometrach forsownego marszu, drużyna wyszła na niewielkie wzgórze, skąd roztaczał się zapierający dech w piersiach widok.

Obrazek

Nehaher zasugerował, by iść w prawo i wspiąć się na szczyt tamtej góry, by stamtąd obserwować okolicę. Reszta ochoczo przytaknęła na tą propozycję. Ptaki śpiewały dziwną pieśń, zaś robactwo zdawało się wypełniać ciężkie, wilgotne powietrze. Dla Nehahera temperatura była niemal taka, jak w rodzinnym kraju. Jedynie ta wszechobecna wilgoć... Za to nie trzeba było zawracać sobie głowy posiłkami. Niemal co krok rosło owocodajne drzewo, zaś owoce te kojarzyły się głównie z luksusami i wystawnymi ucztami. Tu zaś były pod dostatkiem dla każdego. Wśród nich były ananasy, mango, pomelo czy kokosy, ale także cuchnące niemiłosiernie duriany, uchodzące za prawdziwy rarytas wśród arystokracji. Adoth stwierdził, że ktokolwiek zje duriana w jego obecności dostanie w łeb, a więc nikt nie próbował.

Późnym wieczorem drużynie udało się wspiąć na szczyt. Stygijczykowi za to bardzo niepodobał się zapach węży i cisza, która od pewnego momentu górskiej wspinaczki dawała się we znaki. Na szczycie drużyna zobaczyła duży, czarny gmach o mniej więcej sześciennym kształcie, lecz jego boki nie są gładkie: składają się z mnóstwa nieregularnych krzywizn i płaszczyzn bez jakiejkolwiek symetrii, jak gdyby każdy element budowli został zaprojektowany przez innego architekta lub złożono ją z części dziesiątków innych gmachów z rozmaitych krajów lub wieków. Takiej budowli nikt ze zgromadzonych dawno nie widział.

Słońce powoli kończyło swą wędrówkę, zaś wokół było słychać głośną, wołającą ciszę.

Sigurd rozejrzał się wokoło. Z tego miejsca faktycznie było widać całą wyspę: jej niewielkie wzgórza, wodospady i liczne drzewa, przysłaniające plażę. Ciężko było określić, skąd drużyna wyruszyła i czy wyspa jest zamieszkała. Jedynie nikła strużka dymu z ogniska zdradzała, gdzie wylądowali korsarze.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 18 maja 2015, 11:00

Wyspy Baracha, dziwne ruiny, wieczór

Droga pod górę dała się Stygijczykowi we znaki. Zdawało mu się, iż parne i ciężkie od wilgoci powietrze wysysa z niego resztki sił, ucieszył się więc gdy wzgórze po którym się wspinali wzniosło się ponad poziom dżungli. Wiatr na tej wysokości był chłodny i pachniał przestrzenią. W górze, nad głowami wędrowców zapalały się pierwsze gwiazdy.
Nehaher z niemałym trudem osiągnął szczyt. Zwykle nie był przyzwyczajony do tak długotrwałego wysiłku. Stanąwszy na grani oparł się dłońmi o kolana i przez chwilę oddychał spazmatycznie. Później zaś spojrzał przed siebie...

To, co ujrzał , sprawiło, iż jednej chwili zapomniał o zmęczeniu i bólu mięśni. Jego oczy otworzyły się szeroko chłonąc każdy szczegół obserwowanego obiektu. Emocje na twarzy czarownika przeszły płynnie od wyczerpania, przez zaskoczenie, aby zacząć oscylować gdzieś w pobliżu zachwytu i ekstazy. A więc nie pomylił się! Właściwie odgadł ścieżki przeznaczenia... Tak! Wiedział, oczywiście że wiedział, iż ich przybycie na tą wyspę nie było dziełem przypadku... A teraz stał tutaj, przed budowlą która była namacalnym dowodem na to, że wszystko co spotkało ich wcześniej miało wyższy sens...

- Fascynujące... - wyszeptał prostując się gwałtownie. - Niesamowite, niewiarygodne, fantastyczne! - ostatnie słowo właściwie wykrzyczał do reszty grupy. Spojrzał na nich płonącym wzrokiem.

- Wiedziałem, że tu będzie! Ha ha! Musiało coś być! Cudowne, to jest cudowne! W najstarszych bibliotekach Stygii nie ma o tym wzmianki! Wiecie co to znaczy? Że dokonaliśmy epokowego odkrycia! - Nehaher w zachwyceniu gestykulował zapamiętale, wskazując to na świątynię, to na noszoną na ramieniu torbę, to na swych towarzyszy. - Tylko pomyślcie, jakie to ma znaczenie dla rozwoju nauki. Same szkice byłyby warte majątek... Ta architektura...! Eklektyczna, albo... Czy to możliwe, iż byłaby starsza...? Niepojęte...! Widzieliście ten glif? - wskazał zebranym jakiś niewyraźny kleks wyryty w ścianie. - Przypomina pewne znaki Cro Magan, ale jest jakby bardziej pierwotny w formie. Ha! A tamten łuk? Widziałem coś podobnego na południu Stygii w dawnych ruinach, jednak to nie jest dokładnie to samo... Choć na pewno widać podobieństwo... Muszę zrobić szkice... - spojrzał z żalem na zachodzące słońce, konstatując, iż w tym świetle raczej mu się to nie uda.

- Musimy to zbadać. Kto wie, jakie cuda mogą być w środku? - zawołał, na przemian chowając to wyciągając jakieś szpargały ze swojej torby. W końcu jednak dał za wygraną i przestał się z nimi szarpać. - Niemniej bądźcie ostrożni! Takie miejsca mogą w sobie skrywać zapomnianą magię. Któż wie, co to za budowla? Grobowiec, czy świątynia? Dawne zaklęcia zabezpieczające mogły pozostać aktywne, lub też wypaczyć się i zadziałać chaotycznie... Trzeba nam najpierw obejrzeć budynek z zewnątrz... - podbiegł kilka kroków w prawo, jakby zamierzał go okrążyć, po czym zatrzymał się nagle.

- Ostrożnie... - wymamrotał. - Tak, musimy być ostrożni... Nie dotykajcie na razie niczego! Jeśli poczujecie lub zauważycie coś dziwnego, dajcie mi natychmiast znać. Ja muszę pomyśleć... - klapnął na ziemię niemal w tym samym miejscu, w którym stał i zamyślił się...
Czy jakakolwiek z dziedzin Wiedzy, które znam, może mi pomóc określić z czym mam tutaj do czynienia? Poza tym staram się dzięki Wiedzy: Okultyzm ocenić, czy widzę na tym budynku jakieś glify magiczne etc.
Ostatnio zmieniony 18 maja 2015, 17:33 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

adamwl
Reactions:
Posty: 163
Rejestracja: 21 stycznia 2015, 20:38

Post autor: adamwl » 18 maja 2015, 13:13

Adoth

I co tak się cieszysz Nehaherze, ja nawet nie mam zamiaru się do tego zbliżać. Jeszcze tego brakowało, żeby do kłopotów jakie mamy doszły jakieś demony czy inna zaraza. Nasze główne zmartwienie to zapasy i wydostanie się z tej wyspy, a nie wałęsanie się po ruinach, pełnych zapewne pułapek wygłosił zadziwiająco długą jak na Cymeryjczyka tyradę

ODPOWIEDZ