Wyspy Baracha, dziwne ruiny, wieczór
- Tysiącleci - poprawił odruchowo Stygijczyk. - Martwych od tysiącleci. Nie ma więc takiej możliwości, aby przetrwali w tych ruinach, Adohu... Chociaż jeśli wolisz zostać i popilnować bagaży, oczywiście zrozumiem. Strach jest ludzką rzeczą... Choć przyznam, iż miałem o wiele wyższe mniemanie o twojej odwadze, przyjacielu. - ostatnie zdania nie miały tonu wymówki, lecz przebijało z nich autentyczne zatroskanie.
- Galvacie - odezwał się po chwili do Zamorańczyka poważnym tonem. - Twój entuzjazm zaiste czyni ci zaszczyt, niemniej pozwól, że przypomnę ci, iż nie jesteśmy złodziejami lecz archeologami. My tutaj badamy zabytki, a nie plądrujemy je. Zbieramy dawne artefakty dla dobra ludzkości i rozwoju wiedzy, mam nadzieję, że rozumiesz, że to się poważnie różni od kradzieży?
Łotr wymamrotał coś o tym, że w pełni rozumie. Choć jego uśmieszek, mówił zebranym, iż nomenklatura nie czyni mu różnicy, dopóki można na tym zyskać. Czarownik jednak wydawał się tego nie zauważać. Przeciągnął ręką po szczęce i odezwał się w zamyśleniu:
- Mam pewien plan. Możemy odejść nieco od ruin i spróbuję dzięki mocy świętych ziół uzyskać jakąś wizję, na ich temat. Mam oczywiście na myśli Szałwię Wieszczą... Zioło to potrafi bowiem zesłać mądrość na tego, który umie się z nim obchodzić i szanuje jego moc...
- Nie martwcie się, nie zajmie to więcej niż pół godziny - dodał po chwili widząc ich niewyraźne miny. - a może uda mi się dzięki temu zdobyć jakieś cenne informacje... Myślę, że jeśli mój stan będzie niepokojący Garro z łatwością przywróci mnie do rzeczywistości. Wiec jak, spróbujemy?
Plan z szałwią chcę wcielić w życie, gdy już obejrzę sobie ruiny od zewnątrz i nie wyczuję wkoło nich żadnej wrogiej magii. Chciałbym zapalić ją jednak w jakiejś w miarę bezpiecznej odległości od ruin, tak, by ewentualne fluktacje magiczne nie wpływały na jakoś mego tripu. Mam zamiar w wizji cofnąć się do czasów, gdy ten budynek był w użyciu i sprawdzić czym był...