Terry z uwagą słuchał słów Horacego. Co jakiś czas kiwał głową, notując w niej wszelkie obawy i wyrzuty towarzysza. Kiedy ten skończył, bez zwłoki zabrał głos. Rozumiał co go gryzło i miał szczerą nadzieję, że uda mu się go uspokoić. Ponownie więc obrał spokojny ton, starając się by jego słowa nie brzmiały jak atak ni handlowanie się.
- Mogę tłumaczyć, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wolałbym jednak, żebyś chociaż spróbował. Bo naprawdę wierzę, że wbrew temu co powiedziałeś, można porozumieć się z nim w prosty sposób. No i oczywiście pragnę również odnieść się do pewnych kwestii, które właśnie poruszyłeś. Poczekaj tylko chwilkę, zajmijmy go czymś - skinieniem głowy wskazał czekającego na motorze Assamitę. Następnie uchylił okno i podał mu zdobyte dopiero co wydruki korespondencji. Darth Namtar bez słowa wziął kartki i począł zapoznawać się z ich treścią, Malkavian zaś zasunął szybę z powrotem i spoglądając Horacemu w oczy zaczął mówić.
- Przede wszystkim, i wydawało mi się to dosyć oczywiste i już tak jakby wyjaśnione, to nie on decyduje kogo zabija a kogo nie. Zwróć uwagę, że póki co, z jego rąk zginęły następujące osoby, z następujących powodów. Mój Ojciec, bo w sposób nie pozostawiający wątpliwości obraził Klan Łowców, oraz honor naszego ochroniarza i żądał mojej krzywdy. Sfora na cmentarzu, bo nas chcieli w proch zamienić. Kierowca autobusu, bo nas staranował. Każda z tych ofiar podlegała pod kontrakt, który przewiduje ochronę naszej Koterii. To kontrakt ów właśnie decyduje kogo zabić może a kogo nie nasz Mroczny Jedi. Nie on. Owszem, on interpretuje kto jest dla nas zagrożeniem, a kto nie. Nie widziałem jednak, by nadużywał tego w jakikolwiek sposób. Nie uważam zatem, że zginie więcej osób niż to konieczne, bo zwyczajnie do tej chwili tak się nie stało. I nie widzę żadnego powodu, by to się miało zmienić.
- Nie uważam też, aby Klaus przeżył przez jego kaprys. Groźba pod moim adresem podyktowana była również kontraktem, który mówi o tym, że krew wrogów należy się Łowcy, a który naruszyłem tej krwi mu odmawiając. I padła zanim zaproponowałem zapłatę krwią swoją. Która to zapłata pokryła treść kontraktu. Łowca dostał co mu się należało i problem został rozwiązany. Co stanowi dla nas furtkę awaryjną, a nie wyjątek jednorazowy.
Piosenka w radiu skończyła się. Zrobił krótką pauzę, zbierając myśli i pozwalając rozbrzmieć kolejnemu utworowi.
https://www.youtube.com/watch?v=E2vRrTcSgU0
- Jego reakcja na Sforę z Kanałów wynikała ze złamania danego mu słowa, a nie chęci pozabijania "bo tak". Nie poszedł jednak za nimi, bo Kontrakt ma dla niego nadrzędne znaczenie, co powiedział już pierwszej nocy, a co udowodnił po prostu nie idąc na nich polować, czy też pohamowaniem się przed zabiciem Klausa, kiedy zwróciłem mu uwagę, że to zaszkodzi naszej sprawie. I właśnie dlatego uznał za obrazę, jak to ująłeś "prosty wybór". Bo on nie ma wyboru, jedynie literę Kontraktu. A kiedy mówił w Sanktuarium na ten temat, również to podkreślił. Że to my mamy wybór, nie on. On ma zlecenie, a to zlecenie jest jego życiem i nie ma nic poza nim.
- To powiedziawszy, wracam do punktu wyjścia. Darth Namtar nie decyduje o swoich ofiarach. Kontrakt, który zawarł Czerwony Mędrzec ma tę moc. Kontrakt, którego jesteśmy podmiotem, a nie dziedzicami, więc nie mamy możliwości go zmienić. Ale który to przewiduje zabijanie osób które zabić chcą nas, co do tej chwili w czasie nie zostało naruszone. Ponad to, spójrz na to w ten sposób. To jest tak, jakby Atrahasis poprosił kogoś, by rzucono na nas zaklęcie ochronne, które rani każdego kto rani nas. Nie ma możliwości dyskutować z tego typu zaklęciem. Ono po prostu działa, czy nam się to podoba czy nie. Z drobną różnicą, ale o tym za chwilę. Co do Kontraktu, przypomnę jeszcze, że Atrahasis wyraźnie zaznaczył, byśmy nie ufali nikomu spoza Koterii, bo każdy może być wrogiem. Mamy odnaleźć jego zabójcę, a nim może być każdy. Kret, Rusty, Sidonia, Hoqax, Pain a nawet Democritus. Co oznacza, że prędzej czy później i tak ktoś może opuścić ten ziemski padół, bez względu na nasze obawy czy sympatie.
- Dochodzę zatem do tematu Kreta. Przede wszystkim, w motelu jeszcze mówiłeś, że nie czujesz się na siłach by z nim rozmawiać. Tymczasem jesteś najwłaściwszą osobą, by to zrobić. Tylko ty i Gavin, posiedliście moc Animalizmu. Gavin nie jest najlepszym wyborem do tak delikatnej rozmowy, chociażby dlatego, że to właściwie on załatwił nam zakaz wstępu do Elizjów Virginii Zachodniej. Bez urazy, Ravnosie, to naprawdę nie jest nic osobistego, jednak przyznać musisz, że masz niewyparzony język. - zwrócił się do Oszusta, po chwili znów spoglądając w oczy Horacego - Kolejny powód to fakt, że pochodzicie z tej samej Krwi. Jeśli komuś ma się udać z nim dogadać, to właśnie tobie.
- Chcąc rozwiać twoje wątpliwości, które wyraziłeś w motelu, dodać muszę, że Kret jest naszym najświeższym tropem. Dlatego to właśnie rozważaliśmy rozmowę z nim i dlatego jest ważne, by tę rozmowę odbyć. I tu dochodzę do tej drobnej różnicy, o której wspomniałem przed chwilą. Otóż Darth Namtar pierwszego wieczoru nadmienił, że jeśli ktoś nie posłucha jego przestrogi, robi to na własną odpowiedzialność. Jeśli w istocie tak ważne dla ciebie jest, by żadna przykra sytuacja nie miała miejsca, powiedz mu, że na czas rozmowy z Kretem opuszczasz Koterię Czerwonego Mędrca. Oczywiście wiąże się to z ryzykiem, bo jeśli ów Nosferatu w istocie postanowi odebrać ci życie, nie będzie nic co go powstrzyma. Jednak daje ci to możliwość rozmowy bez obaw, że z krzaków wyskoczy Łowca i pożre twojego przyjaciela. Masz, że pozwolę sobie ponownie ciebie zacytować, "prosty wybór". Możesz podjąć decyzję i nikt cię do niczego nie zmusi. Jednak rozmowę tę odbyć potrzebujemy, bo tego wymaga nasza sprawa. Sprawa, która tyczy się naszego wspólnego, zmarłego przyjaciela.
Celowo odwołał się do pamięci Mędrca w Czerwieni, żywiąc gorącą nadzieję, że ten znaczy dla Horacego przynajmniej tyle co dla niego samego.
- Zgadzam się też całkowicie co do twojej sugestii zbadania domu pogrzebowego. Tam również możemy znaleźć coś interesującego. Pytanie tylko, czy policja do tej pory zdołała już uporać się ze swoimi sprawami w tamtym miejscu.