PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 19 sierpnia 2015, 15:05

Bournemouth, Elizjum; 26/11/2014 około 04:15

- Milos, w rzeczy samej Tremere dwunastego pokolenia. W istocie miejscowy od samych narodzin... Wydaje się pan świetnie poinformowany jak na przyjezdnego. - przedstawił się wampir, podając dane, jakie Solomon dobrze znał. Wiedział, że Milos mieszkał całe swe życie i nieżycie w Bournemouth i przebywał tu od blisko siedemdziesięciu lat, ale za nic nie mógł sobie wytłumaczyć, jak ktoś mógł wybrać kogoś takiego aby reprezentował hermetyczny klan Tremerów. Nastąpiła chwila ciszy, żaden ze Spokrewnionych nie wiedział co powiedzieć. Pierwszy odezwał się Milos, zaczynając pozornie bezpieczny temat:

- Zaiste porobiło nam się w mieście, nieprawdaż?
Wal z pytaniami na PW Suriel.

Już ja się zajmię Pinkym dwd;

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 22 sierpnia 2015, 22:29

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:20

Koroview niespokojny spoczął w fotelu. Martwił się. Nie czuł charakterytycznego odoru jego kochanego towarzysza. Nie słyszał szczekania. Pinky gdzieś zaginął. Marcus zajęty wszystkim nawet nie pomyślał do tej pory o psie. Teraz czuł się taki winny. Jak mógł zapomnieć o zwierzaku, który był niemal wszystkim w jego nieżyciu? Jak mógł?

Biedny Pinky... Gdzież się podziewa? Cóż ja najlepszego uczyniłem? Jak mogłeś go zostawić samego głupcze? To twój przyjaciel, był z tobą od zawsze, w te dobre noce i w te złe...

Miał nadzieję znaleźć słowa pocieszenia od Xaviera, który ostrożnie prowadził go korytarzami Rhino, ale Ventrue początkowo milczał, może rozumiał troskę Malkaviana i nie wiedział co pobiedny wiedzieć? Może los Pinkiego był mu tak samo drogi jak ślepemu skrzypkowi?

Zawiódł się. Usiadł w fotelu i słyszał jak Xavier otwiera usta. Pewnie chciał powiedzieć, że Pinky gdzieś tu jest, a co powiedział?

- Marcusie, powiedz mi proszę gdzie jest Langer?

Skrzypek prawie rozpłakał się Sam nie wiedział, czy ze świadomości bezsilności, czy z poczucia, że nikt nie przejmuje się losem jego przyjaciela. Pod palcami nerwowo przesuwającymi się po skórzanym obiciu fotela czuł jedynie dotyk ciepłej skóry Pinkiego. Ale pieska tu nie było...

Price nagle stracił zainteresowanie Malkavianem. Coś innego niemal całkowicie przykuło jego uwagę. Sam nie wiedział dlaczego spoglądał niczym zahipnotyzowany w monitor przekazujący bezpośrednio obrazy z kamer telewizji przemysłowej...
Koszal, grasz jeszcze? Czekam wciąż na PW od Suriela i deklaracje Oggiego. Nim napiszę, cóż takiego ciekawego widzi Price na ekranach cctv chciałbym wiedzieć co wszyscy robią.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 25 sierpnia 2015, 20:37

- Marcusie, powiedz mi proszę gdzie jest Langer?

Słowa bywają jak brzytwy. Wykonują zimną robotę. Zwłaszcza słowa płynące z martwych ust. Marcus był nieco zaskoczony tonem wypowiedzi zazwyczaj okazującego nadmierną troskę Xaviera. Teraz zastanawiał się, czy przez te wszystkie lata dawał się zwieść udawanej przyjaźni, czy też obecne położenie aż tak dręczyło Ventrue.
Położenie. Ot lubujący się w ulotnym poczuciu władzy Xavier dał się zapędzić w kozi róg własnej fortecy. Marcus zaś, jak przystało na nadwornego błazna tkwił w owym rogu razem z nim. Jednocześnie jakieś wewnętrzne przeczucie silnie podpowiadało mu, by nie ruszać się z tego miejsca, choćby ktoś łomem próbował go stąd wyrwać. Taki Langer i jego sprawy.. Ciekawe jak długo znali się z Xavierem?

- Cóż drogi Xavierze, nie jestem stróżem brata mego, a ścieżki jego są mi nieznane. Nie mogę też uczciwie odpowiedzieć, że wiem dokąd w istocie się udał. Wspominał jedynie o elizjum i jakichś własnych interesach...

Ja zaś powróciłem do Ciebie Xavierze.. -dokończył w myślach- .. choć zaczynam sądzić, że w owej sprawie nie jestem jedynym ślepcem. Nikt tu nic nie dostrzega i być może na tym polegał dowcip Vallo.. tylko uszy, te nachalne ściany mają uszy i oczy... nie myśl, nie mów o Pinkim, skup się na innych.

- Price.. -podjąl niepewnym tonem- wybacz dygresję, ale nie wiedzieć czemu przypomniał mi się człowiek, który odwiedził mnie jakieś pół roku temu w zakładzie. Być może gdzieś tam jeszcze leży jego wizytówka. Namawiał mnie na skanowanie ścian w poszukiwaniu przecieków wody i linii energetycznych, pracował dla jakiejś firmy budowlanej... wówczas wydało mi się to bezczelne, a zarazem zabawne, jednak w obecnej sytuacji wciąż prześladuje mnie natrętna myśl, iż ściany w Twoim schronieniu wpatrują się we mnie, pilnują... jak gdyby chciały upewnić się, że nie dostrzegam ich tajemnic. Price..?

Ventrue od dłuższej chwili milczał.
Ostatnio zmieniony 25 sierpnia 2015, 21:11 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 28 sierpnia 2015, 09:36

Poole; Lilliput; Pearce Avenue; Rezydencja Vallo 26.11.14; około 04:20

Moreau zaparkował i wyłączył silnik. Obserwował okna willi primogena Ventrue przez dłuższą chwilę i był niemal pewny, że jest pusta. Niemniej sprawdził jeszcze raz i odbezpieczył broń. Już raz głupio zaryzykował i szczęśliwie skończyło się jedynie na niegroźnych ranach po spotkaniu z garou.

Wysiadł z auta i podszedł pod drzwi. Choć domyślał się, że dom nie kryje żadnych niespodzianek, to był gotowy na wszystko: na sforę Sabatu, szczep wilkołaków, albo nawet tajemniczego gościa o gorejących oczach.

W przeciwieństwie do ostatniej wizyty w tej rezydencji, tym razem drzwi były zamknięte, a alarm wydawał się być uzbrojony. George, lub ktoś inny odwiedził dom i postarał się o minimum zabezpieczenia.

Szkoda, że nie ma tu Thomasa. Uporałby się z tym w minutę...

Moreau musiał zdać się dzisiejszej nocy na mało wyszukaną metodę dostania się do wnętrza domu. Wiedział, że nie będzie potrafił rozbroić systemu alarmowego. Będzie miał tylko kilka minut, zanim na miejscu pojawią się stróże prawa, albo co gorsza ktoś inny, kto może mieć złe zamiary nie tylko wobec domownika.

Zebrał się w sobie, chwilę skupił i kopnął z całej siły drzwi wejściowe. Zamek nie puścił, ale zawiasy po drugiej stronie nie wytrzymały i Achile lekko rozczarowany tandetą wślizgnął się do środka, omiatając wnętrze pistoletem. Alarm zaczął głośno pikać domagając się wpisania kodu dostępu. Toreador szacował w ciągu minuty willa pogrąży się w ryku alarmowej syreny. Ale przynajmniej dom zdawał się pusty i nietknięty od ich ostatniej wizyty.
I co teraz Oggy? Jesteś w środku, raczej naprwno nie ma tu nikogo, ale nie masz dużo czasu.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 28 sierpnia 2015, 18:14

Bournemouth, Elizjum; 26/11/2014 około 04:15

- Zaiste porobiło nam się w mieście, nieprawdaż?

- Zdecydowanie. Nie sposób nie przyznać racji. Niestety komplikuje mi to zadanie. Jak Pan być może już wie, wiąże mnie pewne zobowiązanie wobec Pana Vallo. Powiedzmy dług wdzięczności, który wymaga spłacenia. To właśnie jego zniknięcie zmusiło mnie do działań poszukiwawczych. Zastanawia mnie jedna rzecz... - Solomon wyjął komórkę ze zdjęciami osobliwych znaków z domu Vallo i zaczął pokazywać kilka z nich, obserwując reakcję Milosa - Czy te graffiti to nie wybryk jakichś, młodych chuligańskich Tremere?

Milos przypatrywał się z wyraźną uwagą znakom. Solomon udawał, że pochłonięty jest studiowaniem znaków wraz Milosem, ale z ukosa obserwował, reakcje Tremere. Źrenice Milosa zaczynały coraz bardziej się rozszerzać w mieszaninie strachu i niedowierzania. Po chwili spojrzał na Langera z trudem maskując szok:

- Chuligańskich Tremere? Raczysz żartować chyba. Wygląda to na robotę klanowych odszczepieńców. Skąd to masz? Czy to willa starszego nad Ventrue?

- Być może z willi. Być może nie. Vallo ma lub miał wielu przyjaciół, niektórzy są nadal skłoni szukać go w nadziei, że może zostaną przez niego wynagordzeni kiedy się odnajdzie. Inni mają dług względem osoby i spłaca go mimo iż może ona nie żyć. Od nich mam zdjęcia. Jeśli dałbym ci całość fotografii tych rysunków, to czy w zamian powiedziałbyś mi co o nich wiesz?

- Nie musisz kłamać. Wiadomo, że odszczepieńcy włamali się do schronienia Vallo. - Milos pogładził ręką kościsty podbródek zastanawiając się nad tym co odpowiedzieć Na propozycję Langera: - Zgoda, powiem Ci co wiem, jak dasz mi zdjęcia.

Solomon zaczął pisać maila dołączając zdjęcia, gdy zobaczył jak Tremere wyciąga swój telefon i rozkłada bezradnie ramiona. Szczerze wątpił, aby prehistoryczna komórka obsługiwała WAP, a co dopiero maila.

- Przedkładam tradycyjne zdjęcia nade cyfrowe dziwactwa.

Solomon westchnął ciężko i ruszył w głąb elizjum tam gdzie widział ghuli by wydrukować zdjęcia. Powrócił po kilkunastu minutach z plikiem kolorowych wydruków.

- To z pewnością taumaturgiczny rytuał odszczepieńców. Widzisz te znaki na ścianie? To zapewne zaklęcie lokalizujące. Sądząc po układzie runów na podłodze szukano osoby. Masz może coś więcej niż tylko zdjęcia? Na ten przykład próbki krwi, którą kreślono znaki? Mógłbym całkiem prawdopodobnie określić kogo szukano, ale skoro, to willa Vantrue, to odpowiedź nasuwa się sama.

- Skąd tyle wiesz? - wyrwało się Langerowi, zdumionemu, z jaką łatwością Milos rozwikłał tajemnice znaków.

- Widzisz... Widziałem takie znaki nie raz. Mój ojciec zaprzedał swą duszę i został stosownie ukarany, a mnie Piramida nakazała zostać w rodzinnym mieście. Innymi słowy jestem tutaj na zesłaniu.

- Zaiste niepokojące Solomonie, że zginął Tremere... - stwierdził Milos słuchając Langera:

- Spotkajmy się po zmroku w Winchester Pub. Powinniśmy mieć tam odrobinę spokoju.

Tomas skinął głową na pożegnanie i skierował się na zewnątrz elizjum. Spieszył się chciał dotrzeć do Rhino przed świtem.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions: