PBF - Los Najemnika
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 11 times
- Kontakt:
Vanah postara się opatrzyć własne rany. Na pewno nie będzie prosił nikogo o pomoc, jeśli jednak ktoś zadeklaruje taką chęć w postaci magii lub jakąś dodatkową pomoc w postaci użycia zdolności z pewnością się na to zgodzi. Do póki nie wyleczy się ("przynajmniej do poziomu gdzie nie będzie miał ujemnych modyfikatorów"), będzie starał się unikać walki i odciągać grupę od wszelkich problemów związanych z rozwiązaniami siłowymi.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Uruk splunął w stronę przejawiających jeszcze oznaki życia orkonów:
- Niech zdychają kurwie syny. Nie dobijajcie ich. Niech się trochę pomęczą jako oni męczyli swoje ofiary. - katanskie prawo oka za oko bylo wrecz w tym przypadku idealnym zastosowaniem.
Uruk zaoferowal pierwsza pomoc chetnym, ktorzy jej potrzebowali. Choc byl dosc krewkim kaplanem, to jak kazdy akolita niegdys musial uczyc sie leczenia, co jednakze nie stanowilo ulubionych zajec mlodego podowczas uruka.
Widzac, ze tan Galadrion i el Radagast potrafia sie zajac soba, spojrzal na pozostalych:
- Pokaz te rany Vanahu. Trzeba je opatrzec nim zakazenie sie wda.
Gdy weszli do obozu, nie Byl zainteresowany szukaniem orkonowych lupow. Podszedl do dwojki zwiazanych ludzi. Wyciagnal kneble i nim zdecydowal czy rozwiazac wiezniow zapytal szorstko:
-Kim jestescie? Mowcie szybko!
Watek techniczny
Uzywam umiejki leczenie wobec Vanaha, jesli pozwoli sobie pomoc.
- Niech zdychają kurwie syny. Nie dobijajcie ich. Niech się trochę pomęczą jako oni męczyli swoje ofiary. - katanskie prawo oka za oko bylo wrecz w tym przypadku idealnym zastosowaniem.
Uruk zaoferowal pierwsza pomoc chetnym, ktorzy jej potrzebowali. Choc byl dosc krewkim kaplanem, to jak kazdy akolita niegdys musial uczyc sie leczenia, co jednakze nie stanowilo ulubionych zajec mlodego podowczas uruka.
Widzac, ze tan Galadrion i el Radagast potrafia sie zajac soba, spojrzal na pozostalych:
- Pokaz te rany Vanahu. Trzeba je opatrzec nim zakazenie sie wda.
Gdy weszli do obozu, nie Byl zainteresowany szukaniem orkonowych lupow. Podszedl do dwojki zwiazanych ludzi. Wyciagnal kneble i nim zdecydowal czy rozwiazac wiezniow zapytal szorstko:
-Kim jestescie? Mowcie szybko!
Watek techniczny
Uzywam umiejki leczenie wobec Vanaha, jesli pozwoli sobie pomoc.
Czuł się w swoim żywiole, góry! W końcu, po ogromnym bezmiarze wody gdzie ląd najbliższy pod stopami, smrodzie miejskich i wioskowych wyziewów, tchnienie spokoju, ogromu i majestatu natury. Przyjemnie było wędrować po skalistych bezdrożach, na myśl o stromych zboczach wyrastających nad głową, świeżym tchnieniu wiatru mieszanego z zapachem roślin i śniegu czuł przypływ energii. Co prawda nie były to rodzinne pielesze, ale góry to góry.
Parł przed siebie miarowym krokiem, uważnie stawiając stopy pomiędzy ostrymi odłamkami skalnymi, z radością spozierał na wznoszące się szczyty uśmiechając się nieznacznie do siebie. Pod krzaczastą brodą zapewne nie było tego widać, co najwyżej wąsiska zaczynały sterczeć ostro na boki ale w duszy grało życie. Nie przeszkadzały mu nawet zaczepki ze strony towarzyszy, choć odmrukiwał półgębkiem, starał się nacieszyć widokami surowej przyrody. Dawno już nie doznawał takich przyjemności, powracały wspomnienia młodości.
Drgnął słysząc znienacka dziwne odgłosy dochodzące z nieodległych zarośli, w jednej chwili w oczach pojawił się zimny błysk skupienia a dłoń przesunęła się w kierunku styliska młota. Brwi mimowolnie zjechały się nad zmrużonymi oczami gdy spoglądał w ciemność zarośli nasłuchując uważnie. Syknął cicho na towarzyszy dając znak by umilkli i ruszył powoli w kierunku dochodzących dźwięków.
[center]***[/center]
W jednej chwili rozpętało się istne pandemonium przerywając ciszę panującą na pogórzu. Z zarośli wysypały się ciemne sylwetki szybko ujawniając swoją prawdziwą naturę.
- Śmierć orkonom! - mruknął do siebie i runął przed siebie dobywając w biegu morderczą broń.
W ułamku sekundy rozpędził się na nierównym terenie do niespodziewanej szybkości jak na krępego krasnoluda, ale w końcu są zabójcze na krótkim dystansie. Siłą rozpędu powalił najbliższego przeciwnika wbijając się barkiem w jego tułów. Słysząc satysfakcjonujący trzask żeber w półobrocie wyrzucił przed siebie młot zataczając szeroki krąg dookoła. Pech dla kolejnego nadbiegającego iż akurat gdy przeskakiwał zwalony korzeń dosięgło go miażdżące uderzenie. W połowie skoku zwiotczał, zwinął się i opadł pod stopy kompanów.
Grodarth wyszarpnął broń ze skręconego ciała i odwrócił się ku drzewom gdy dosięgło go rzucone z oddali drzewce. Stęknął głucho czując wbijający się w ciało grot. Kolczuga wytrzymała, nie przepuszczając głębiej śmiertelnego ostrza. Zacisnął zęby i odwrócił się w kierunku miotacza, złowrogi błysk rozwścieczonego krasnoluda odbił się w stalowym spojrzeniu. Runął z twarzą wykrzywioną furią w kierunku chwilowo rozbrojonego przeciwnika nie zważając na spadające ciosy.
[center]***[/center]
Czerwona mgła powoli rozwiewała się przed jego oczami, nikłe obłoczki pary rozwiewały się koło jego ust, ciało zaczynało przekazywać pierwsze sygnały poranionego ciała. Jeszcze nie widział płynącej z wielu ran krwi, dziko rozglądał się wokół spozierając na pomiażdżone zezwłoki walające się dookoła. Metaliczna woń parującej posoki wciągana przez rozszerzone nozdrza niosła powoli otrzeźwienie i przywracała do rzeczywistości.
Rozejrzał się powoli dookoła kierując spojrzenie na Deliada.
- Goldasth? - wymruczał gardłowo uśmiechając się tajemniczo - A z czymże może się on ze mną kojarzyć... Nie każdy krasnolud ma jedną gębę... Jakiś wasz znajomek?
Standardowo, staram się opatrzyć jak umiem najlepiej. Z pomocy korzystam. Optuję również za całkowitym zaleczeniem ran i odpoczynkiem zanim ruszymy dalej.
Parł przed siebie miarowym krokiem, uważnie stawiając stopy pomiędzy ostrymi odłamkami skalnymi, z radością spozierał na wznoszące się szczyty uśmiechając się nieznacznie do siebie. Pod krzaczastą brodą zapewne nie było tego widać, co najwyżej wąsiska zaczynały sterczeć ostro na boki ale w duszy grało życie. Nie przeszkadzały mu nawet zaczepki ze strony towarzyszy, choć odmrukiwał półgębkiem, starał się nacieszyć widokami surowej przyrody. Dawno już nie doznawał takich przyjemności, powracały wspomnienia młodości.
Drgnął słysząc znienacka dziwne odgłosy dochodzące z nieodległych zarośli, w jednej chwili w oczach pojawił się zimny błysk skupienia a dłoń przesunęła się w kierunku styliska młota. Brwi mimowolnie zjechały się nad zmrużonymi oczami gdy spoglądał w ciemność zarośli nasłuchując uważnie. Syknął cicho na towarzyszy dając znak by umilkli i ruszył powoli w kierunku dochodzących dźwięków.
[center]***[/center]
W jednej chwili rozpętało się istne pandemonium przerywając ciszę panującą na pogórzu. Z zarośli wysypały się ciemne sylwetki szybko ujawniając swoją prawdziwą naturę.
- Śmierć orkonom! - mruknął do siebie i runął przed siebie dobywając w biegu morderczą broń.
W ułamku sekundy rozpędził się na nierównym terenie do niespodziewanej szybkości jak na krępego krasnoluda, ale w końcu są zabójcze na krótkim dystansie. Siłą rozpędu powalił najbliższego przeciwnika wbijając się barkiem w jego tułów. Słysząc satysfakcjonujący trzask żeber w półobrocie wyrzucił przed siebie młot zataczając szeroki krąg dookoła. Pech dla kolejnego nadbiegającego iż akurat gdy przeskakiwał zwalony korzeń dosięgło go miażdżące uderzenie. W połowie skoku zwiotczał, zwinął się i opadł pod stopy kompanów.
Grodarth wyszarpnął broń ze skręconego ciała i odwrócił się ku drzewom gdy dosięgło go rzucone z oddali drzewce. Stęknął głucho czując wbijający się w ciało grot. Kolczuga wytrzymała, nie przepuszczając głębiej śmiertelnego ostrza. Zacisnął zęby i odwrócił się w kierunku miotacza, złowrogi błysk rozwścieczonego krasnoluda odbił się w stalowym spojrzeniu. Runął z twarzą wykrzywioną furią w kierunku chwilowo rozbrojonego przeciwnika nie zważając na spadające ciosy.
[center]***[/center]
Czerwona mgła powoli rozwiewała się przed jego oczami, nikłe obłoczki pary rozwiewały się koło jego ust, ciało zaczynało przekazywać pierwsze sygnały poranionego ciała. Jeszcze nie widział płynącej z wielu ran krwi, dziko rozglądał się wokół spozierając na pomiażdżone zezwłoki walające się dookoła. Metaliczna woń parującej posoki wciągana przez rozszerzone nozdrza niosła powoli otrzeźwienie i przywracała do rzeczywistości.
Rozejrzał się powoli dookoła kierując spojrzenie na Deliada.
- Goldasth? - wymruczał gardłowo uśmiechając się tajemniczo - A z czymże może się on ze mną kojarzyć... Nie każdy krasnolud ma jedną gębę... Jakiś wasz znajomek?
Standardowo, staram się opatrzyć jak umiem najlepiej. Z pomocy korzystam. Optuję również za całkowitym zaleczeniem ran i odpoczynkiem zanim ruszymy dalej.
Ostatnio zmieniony 13 lipca 2012, 16:30 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Techniczny:
Tan Galadrion uleczył Bilbowi 4 rany umiejetnością leczenie i 3 rany Goldhartowi. Pozostałe obrażenia swoje oraz krasnoluda i niziołka wyleczył magią tracąc prawie cała Moc. Tan Vader przywrócił Vanahowi 3 punkty ran (Vanah ma nadal 4 i karę -2 do testów). Sobie samemu Vader przywrócił 3 punkty, Druid Radagast sobie przywrócił też 3 punkty. To co zostało wymaga czaru Leczenie x 1 za 3 punkty Mocy dla Radagasta. Oraz za 4 punkty mocy by wyleczyć półelfa Vanaha, albo Radagast albo Vader to zrobią, jeśli nie za niecałą godzinę konieczny bedzie czar uzdrowienie. Rany Vadera jakie zostały wyleczy regeneracja (użycie raz na dzień wyleczy 3 obrażenia). Czyli trzeba jeszce rzucić 2 czary Leczenie za 4 PM i 3 PM, Druid i Uruk mają po 20 Mocy. 1 punkt Mocy odzyskujecie po godzinie.
Jeńcy, to dwaj drwale z Aragronu o jakich mówiła tamtejsza karczmarka, Orkony ich zdybały jak wracali z roboty. Dziękują wam z calych siła za ratunek i obiecują Was wychwalać przed mieszkańcami Aragronu.
Tan Galadrion uleczył Bilbowi 4 rany umiejetnością leczenie i 3 rany Goldhartowi. Pozostałe obrażenia swoje oraz krasnoluda i niziołka wyleczył magią tracąc prawie cała Moc. Tan Vader przywrócił Vanahowi 3 punkty ran (Vanah ma nadal 4 i karę -2 do testów). Sobie samemu Vader przywrócił 3 punkty, Druid Radagast sobie przywrócił też 3 punkty. To co zostało wymaga czaru Leczenie x 1 za 3 punkty Mocy dla Radagasta. Oraz za 4 punkty mocy by wyleczyć półelfa Vanaha, albo Radagast albo Vader to zrobią, jeśli nie za niecałą godzinę konieczny bedzie czar uzdrowienie. Rany Vadera jakie zostały wyleczy regeneracja (użycie raz na dzień wyleczy 3 obrażenia). Czyli trzeba jeszce rzucić 2 czary Leczenie za 4 PM i 3 PM, Druid i Uruk mają po 20 Mocy. 1 punkt Mocy odzyskujecie po godzinie.
Jeńcy, to dwaj drwale z Aragronu o jakich mówiła tamtejsza karczmarka, Orkony ich zdybały jak wracali z roboty. Dziękują wam z calych siła za ratunek i obiecują Was wychwalać przed mieszkańcami Aragronu.
Ostatnio zmieniony 15 lipca 2012, 18:28 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Jest południe po opatrzeniu ran, oraz rzuceniu zakleć leczących, odpoczęliście co nieco. Czas ruszać dalej, do jutra wieczorem Trabian Galstaff ma się zjawić u swego ojca, za wiele czasu wam nie zostało by go znaleźć. Po kilku godzinach uciązliwego marszu w trudnym terenie: wreszcie jesteście na miejscu. Jak obiecywał krasnolud Keswraith, w oddali widzicie Królewski Port (jesteście na wysokiej górze). Przy pobliskiej kępie drzew dostrzegacier, luźno spętane konie. każdy ma siodlo i juki, oznaczone sylwetką czerwonego rumaka, oznaczeniem drużyny zwane Jeźdźcami w Szkarłacie, do jakiej należy Trabian.
Co robicie? (kradniecie konie, zabijacie konie? czy też przetrząsacie juki?).
Co robicie? (kradniecie konie, zabijacie konie? czy też przetrząsacie juki?).
Grodarth z niemym zachwytem stał na szczycie wpatrzony w wierzchołki odległych gór. Były piękne w swym majestacie, niedostępne i jednocześnie tak groźne. Śnieg zalegający w załamaniach skał lśnił z oddali bielą rozświetloną słońcem błyszczącym jeszcze wysoko na niebie. Wciągał rześkie powietrze pełnią możliwości płuc radując się ciszą i spokojem jaki panował. Tylko to parskanie pozostawionych wierzchowców i gadulstwo obecnych. Zdecydowanie nie potrafili docenić piękna natury.
- A nam prawili co niby na kuniach się tu nie da wjechać... - sapnął zniechęcony - Ale jak dla mnie to nawet lepiej, trząść dupsko i uważać coby kulasów nie połamały, tak przynajmniej widoki można podziwiać.
Przyglądał się uważnie pozostawionym zwierzakom, jukom i bagażom dopełniającym ekwipunku. Dziwił się, że stoją tak samopas, pozostawione bez obawy o ich żywot. Przecież tu musiały być niedźwiedzie, pumy czy inne dzikie drapieżniki.
- Zda się co daleko nie poleźli - wskazał konie - Nie zostawiliby dobytku na kuniach gdy dziki zwierz łacno znaleźć się może w pobliżu. Nawet nie rozkulbaczyli... Ino kaj poleźli?
Rozglądał się dookoła szukając jakiegoś śladu złamanej gałązki, rozdeptanej grudy błota czy odciśniętej stopy w piasku nawianym w jakiejś dziurze.
- A nam prawili co niby na kuniach się tu nie da wjechać... - sapnął zniechęcony - Ale jak dla mnie to nawet lepiej, trząść dupsko i uważać coby kulasów nie połamały, tak przynajmniej widoki można podziwiać.
Przyglądał się uważnie pozostawionym zwierzakom, jukom i bagażom dopełniającym ekwipunku. Dziwił się, że stoją tak samopas, pozostawione bez obawy o ich żywot. Przecież tu musiały być niedźwiedzie, pumy czy inne dzikie drapieżniki.
- Zda się co daleko nie poleźli - wskazał konie - Nie zostawiliby dobytku na kuniach gdy dziki zwierz łacno znaleźć się może w pobliżu. Nawet nie rozkulbaczyli... Ino kaj poleźli?
Rozglądał się dookoła szukając jakiegoś śladu złamanej gałązki, rozdeptanej grudy błota czy odciśniętej stopy w piasku nawianym w jakiejś dziurze.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Rycerzowi nie przystoi krasc, ale moge przyslonic hobbita;)
***
- Czyj to byl pomysl, abysmy sie tu bierzeli piechota jak chamstwo jakies? - wsciekle skomentowal uruk. -
Znajdzmy wlascicieli, oddajmy co im sie nalezy i bierzmy sie za nasze zadanie, bosmy tu na nie przyjechali, ani zachodow slonca ogladac, ani koni, tych jak im tam, Jezdzcow co Krew Miesieczna Puszczaja dogladac, jeno w wazniejszej sprawie.
***
- Czyj to byl pomysl, abysmy sie tu bierzeli piechota jak chamstwo jakies? - wsciekle skomentowal uruk. -
Znajdzmy wlascicieli, oddajmy co im sie nalezy i bierzmy sie za nasze zadanie, bosmy tu na nie przyjechali, ani zachodow slonca ogladac, ani koni, tych jak im tam, Jezdzcow co Krew Miesieczna Puszczaja dogladac, jeno w wazniejszej sprawie.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Z dotychczasowych informacji, wynika, że Trabian i jego ekipa przybyli spenetrować ruiny zawierające ponoć ślady Ludzkiej cywilizacji Sa karanów, wejście widać niedaleko... Wchodzicie czy czekacie aż sami wyjdą?
Ostatnio zmieniony 13 lipca 2012, 21:43 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Deliad ruszył w góry. Z ponurego i zamyślonego półorka jakim bywał przez większość czasu przeobraził się, jak gąsienica w motyla, w energicznego i tryskającego humorem kompana. Teraz dopiero poczuł jak bardzo zurbanizowane tereny przytłaczały jego duszę. Świerze górskie powietrze, roślin i zwierzęta żyjące w odwiecznej harmonii to był jego świat. Z radością w sercu ruszył przez góry.
Nagle posłyszeli jakieś rozmowy. Deliad już miał przemówić, że to nie ich sprawa, gdy nagle wpadli na bandę polujących orkonów.
To co działo się dalej doprowadziło by do ataku szału każdego z imperialnych dziesiętników, a o udar mózgu każdego z szanujących się setników. To była najbardziej niezorganizowana bitwa w jakiej uczestniczył. Przy przewyższającej ich liczebnie przeciwnikach nie zastosowano, żadnej strategi, szyku, podziału na strzelców i siepaczy. Nic. Nikt nikomu nie chronił tyłów, nikt nikogo nie osłaniał. W takich warunkach od razu stracili potencjał strzelców oraz czarodziei. Bitwa podzieliła się na pojedyncze potyczki. Jak banda głupców, każdy dał się obskoczyć i okrążyć przez czwórkę przeciwników. Bogaty arsenał czarów driuda nie doczekał się użycia, bo ten musiał twarzą w pysk unikać ciosów wroga. Gdzieś tam w górze bogowie chaosu zacierali ręce widząc taką walkę w stylu hordy przygłupich barbarzyńców berserków.
Cudem jedynie można nazwać fakt, że nikt nie zginął. Jednak, każdy z walczących dostał wiele ciężkich ran.
- Tanie Vaderze, przyjacielu, tak nie może być - powiedział druid do uruka.
- Musisz przejąć komendę i dowodzić podczas kolejnych walk, bo daleko nie zajdziemy. To była najbardziej chaotyczna potyczka w jakiej uczestniczyłem - powiedział druid po czym usiadł w korzeniach drzewa i oparł się o pień.
Deliad wyciągnął symbol swojego bóstwa z wprawionym amuletem. Już po chwili poczuł przepływającą przez jego ciało leczącą moc.
Rozejrzał się po pozostałych, też byli mocno poranieni. Jednak jego głęboka wiara w Sharami zabraniała mu wykorzystywać dar magii w stosunku do innowierców. Co prawda nie traktował tego zakazu rygorystycznie, ale nie miał zamiaru nikogo leczyć wcześniej o to poproszony.
Na słowa tajemniczo uśmiechającego krasnoluda odpowiedział równie tajemniczo.
- Nie. Chodź znam ludzi, którzy usilnie się starają zawrzeć z nim znajomość.
Gdy znaleźli konie przyjrzał się im dokładnie.
- Nie godzi się zostawiać tak koni na pastwę drapieżników. Biedaczki nawet nie miały by szans na ucieczkę, gdyby zjawił się tutaj górski lew.
Deliad walczył z pokusą, aby odwiązać konie i ściągnąć im wszystkie "ujarzmiając" przyrządy. Postanowił jednak pierw rozejrzeć się za ich właścicielami.
Wątek techniczny:
Aravenie proszę postaraj się tak przeprowadzać walki, abyśmy mieli na nie jakiś wpływ. Najlepiej runda po rundzie z dokładnymi opisami. W tak ekspresowych walkach nie mamy możliwości wykorzystać naszego potencjału.
Nagle posłyszeli jakieś rozmowy. Deliad już miał przemówić, że to nie ich sprawa, gdy nagle wpadli na bandę polujących orkonów.
To co działo się dalej doprowadziło by do ataku szału każdego z imperialnych dziesiętników, a o udar mózgu każdego z szanujących się setników. To była najbardziej niezorganizowana bitwa w jakiej uczestniczył. Przy przewyższającej ich liczebnie przeciwnikach nie zastosowano, żadnej strategi, szyku, podziału na strzelców i siepaczy. Nic. Nikt nikomu nie chronił tyłów, nikt nikogo nie osłaniał. W takich warunkach od razu stracili potencjał strzelców oraz czarodziei. Bitwa podzieliła się na pojedyncze potyczki. Jak banda głupców, każdy dał się obskoczyć i okrążyć przez czwórkę przeciwników. Bogaty arsenał czarów driuda nie doczekał się użycia, bo ten musiał twarzą w pysk unikać ciosów wroga. Gdzieś tam w górze bogowie chaosu zacierali ręce widząc taką walkę w stylu hordy przygłupich barbarzyńców berserków.
Cudem jedynie można nazwać fakt, że nikt nie zginął. Jednak, każdy z walczących dostał wiele ciężkich ran.
- Tanie Vaderze, przyjacielu, tak nie może być - powiedział druid do uruka.
- Musisz przejąć komendę i dowodzić podczas kolejnych walk, bo daleko nie zajdziemy. To była najbardziej chaotyczna potyczka w jakiej uczestniczyłem - powiedział druid po czym usiadł w korzeniach drzewa i oparł się o pień.
Deliad wyciągnął symbol swojego bóstwa z wprawionym amuletem. Już po chwili poczuł przepływającą przez jego ciało leczącą moc.
Rozejrzał się po pozostałych, też byli mocno poranieni. Jednak jego głęboka wiara w Sharami zabraniała mu wykorzystywać dar magii w stosunku do innowierców. Co prawda nie traktował tego zakazu rygorystycznie, ale nie miał zamiaru nikogo leczyć wcześniej o to poproszony.
Na słowa tajemniczo uśmiechającego krasnoluda odpowiedział równie tajemniczo.
- Nie. Chodź znam ludzi, którzy usilnie się starają zawrzeć z nim znajomość.
Gdy znaleźli konie przyjrzał się im dokładnie.
- Nie godzi się zostawiać tak koni na pastwę drapieżników. Biedaczki nawet nie miały by szans na ucieczkę, gdyby zjawił się tutaj górski lew.
Deliad walczył z pokusą, aby odwiązać konie i ściągnąć im wszystkie "ujarzmiając" przyrządy. Postanowił jednak pierw rozejrzeć się za ich właścicielami.
Wątek techniczny:
Aravenie proszę postaraj się tak przeprowadzać walki, abyśmy mieli na nie jakiś wpływ. Najlepiej runda po rundzie z dokładnymi opisami. W tak ekspresowych walkach nie mamy możliwości wykorzystać naszego potencjału.
Ostatnio zmieniony 14 lipca 2012, 08:05 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Stoicie tam z pół godzy i żadnego śladu życia ze strony ruin.
Techniczny:
Co do walki to tutaj obie strony wykryły sie wcześniej i postanowiły zaatakować, nie było miejsca na taktykę. W kolejnych będzie co rundę lub dwie, by mozna dokładniej zaplanować starcie.
Dodatkowo przydałyby Wam sie jakieś czary ofensywne, w stylu chociaż Pocisk (Błyskawice Dla Druida), czy też wybuch lub Burza Ognia - obszarowe, albo Grom rzucany na broń zwiększa obrażenia, czy też zaklęcie Pancerz podnosi wyparowania . Listę Mocy ma Barth, przemyślcie sprawę. Walki najlepiej by bylo rozgrywać co rundę, ale to wydłuży ich rozgrywanie ale da się radę, w końcu to PBF. Element taktyczny będzie bardziej uwypuklony. Co robicie? dalej czekacie czy wchodzicie do ruin?
Techniczny:
Co do walki to tutaj obie strony wykryły sie wcześniej i postanowiły zaatakować, nie było miejsca na taktykę. W kolejnych będzie co rundę lub dwie, by mozna dokładniej zaplanować starcie.
Dodatkowo przydałyby Wam sie jakieś czary ofensywne, w stylu chociaż Pocisk (Błyskawice Dla Druida), czy też wybuch lub Burza Ognia - obszarowe, albo Grom rzucany na broń zwiększa obrażenia, czy też zaklęcie Pancerz podnosi wyparowania . Listę Mocy ma Barth, przemyślcie sprawę. Walki najlepiej by bylo rozgrywać co rundę, ale to wydłuży ich rozgrywanie ale da się radę, w końcu to PBF. Element taktyczny będzie bardziej uwypuklony. Co robicie? dalej czekacie czy wchodzicie do ruin?
Ostatnio zmieniony 15 lipca 2012, 12:58 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- A myslisz, ze nie chcialem De.. Radagascie. Jakies moce chaosu w tym byly bom geby otworzyc nie mogl kiedy nas obskakiwali obkurwience. Znasz mnie od wielu lat i wiesz, ze takich bezmyslnych sieczek nie znosze.
Watek techniczny
Przychyaml sie bardzo do opinii Delaida. Aravenie pozwol przed walka na jakies deklaracje. Mialem np czar przyspieszenie, dajacy mi dodatkowa akcje w rundzie lub przewage bacznosc, dajaca plusy druzynie. To byly orkony - rasa pobratymcza do orkow, moze mialem szanse je przekonac, z moja charyzma aby sobie odpuscily. Nie skorzystalismy z niczego, bo cala walka zaczela sie i skonczyla bez mozliwosci ingerencji graczy.
Watek techniczny
Przychyaml sie bardzo do opinii Delaida. Aravenie pozwol przed walka na jakies deklaracje. Mialem np czar przyspieszenie, dajacy mi dodatkowa akcje w rundzie lub przewage bacznosc, dajaca plusy druzynie. To byly orkony - rasa pobratymcza do orkow, moze mialem szanse je przekonac, z moja charyzma aby sobie odpuscily. Nie skorzystalismy z niczego, bo cala walka zaczela sie i skonczyla bez mozliwosci ingerencji graczy.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
To co tam działacie?
Techniczny:
Ok dam Wam dużo większą swobodę w walkach, ale niektórzy zaglądają raz na kilka dni, to jedna walka może trwać tydzień, jak źle pójdzie, chyba, że wyznaczycie Dowódcę np. Bartha i on będzie rozstawiał drużynę w walce w porozumieniu z pozostałymi.
Techniczny:
Ok dam Wam dużo większą swobodę w walkach, ale niektórzy zaglądają raz na kilka dni, to jedna walka może trwać tydzień, jak źle pójdzie, chyba, że wyznaczycie Dowódcę np. Bartha i on będzie rozstawiał drużynę w walce w porozumieniu z pozostałymi.
Ostatnio zmieniony 16 lipca 2012, 14:30 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.