Oddane Wam do dyspozycji dwa wozy brneły przez błotnista drogę w stronę twierdzy, trakt wiódł przez las, znużeni i zmęczeni przysypialiście lekko w czasie podróży, co pewien czas jeden z Was otwierał zmęczone oczy na dźwięk skrzypienia wozów lub odgłosu woźniców i od razu sprawdzał stan leżących pod kocami i futrami rannych krasnoludów (zakładam, że zabraliscie ich ze sobą). Gdy w pewnej chwili wóz na którym jechaliście podskoczył na jakims wyboju a cisze nocy rozdarł krzyk woźnicy i paniczne rżenie koni. Wyrwani ze snu w pierwszej chwili nie wiedzieliscie co się dzieję, ale widok dwóch bełtów sterczących z ciała Waszego woźnicy i dwóch rannych koni, które zostały postrzelone i starał się zerwać z zaprzegu, ledwo doszliscie do siebie gdy o burte wozu uderzyły dwa kolejne pociski a dwa przeleciały nad Waszymi głowami.
Jesteście atakowani z lewej strony wozów, ze strony lasu zostaliście ostrzelani z kusz i łuków, póki co nie słychać aby ktoś wybiegał na Was.