Słońce stało wysoko na niebie, wskazując prawie południe, gdy siedem osób przemykało między głazami u stóp Gór Mglistych. Z południowego kierunku w oddali piętrzył się majestatyczny Carrock, a gdzieś wysoko na niebie szybowały wielkie orły, przygotowujące się do polowania. Niedługo późnej stanęliście przed wielką nagą skałą, u stóp której był mały wylot, przez który potężny boerning musiałby się nie lada wysilić, by się przecisnąć. Tutaj też rozstaliście się z Mortello i Barthem, który dziękując wam za pomoc w potyczce z jeźdźcami, przekazali wam jeszcze kilka pożytecznych rad.
- Korytarze, z których prowadzi to wejście, to kopalnie, z których krasnoludy nie zdążyły wydobyć całego kruszcu; ale nie macie się co łudzić. Kopiąc tutaj postawicie na nogi całe miast, gdyż te tunele łączą się potem bezpośrednio korytarzami orkowego miasta. Kobiety z dziećmi są w osobnych pieczarach, tak samo wojownicy. Tutaj będą sami budowniczowie i rzemieślnicy.
- A to czemu orki jeszcze nie wydobyły tych zasobów? - spytał dociekliwie Galdor.
- Niewiadomo - odparł Berth, wzruszając ramionami. - I lepiej się tego nie dowiedzieć.
Pożegnaliście się i po chwili wkroczyliście do wnętrza ciemnego tunelu. Powietrze było stęchłe i duszne, czuć było smród kopalni.
Hastamir zapalił ostrożnie pochodnie, rzucając światło na tunel. Było on szeroki na dwa metry, wysoki na trzy. Ściany były pokryte starymi pajęczynami, a od czasu do czasu po ścianie przebiegł mały pajączek albo inny owad, uciekając przed łuną światła.
Korytarz lekko odbijał w lewą stronę, gdzie się wyraźnie rozszerzał, aż w końcu szerokość doszła do około pięciu metrów. Na ziemi leżały ślady po obecności ostatnich krasnoludach; pordzewiałe i stępione kilofy leżały bezładnie rozrzucone po ziemi, tak samo jak lampy górnicze oraz kawałki drewna. Idąc dalej prostym tunelem doszliście do pierwszego rozwidlenia. Prawy tunel jest szerszy, a kilka metrów w głąb dało się dostrzec na ścianach żyłę o złotym kolorze, przecinającą ścianę od góry w dół. Lewy korytarz był węższy i wyraźnie opadał w dół.
Z obu cuchnęło jeszcze bardziej, niż z tego gdzie stoicie. Wyczuwalny zapach jest stęchły i cuchnący starą piwnicą, w której składowano oleje, drewno, wosk, kruszec... i coś jeszcze, czego nie potraficie określić.
Co zamierzacie dalej? W jakiej kolejności idziecie? Ktoś jeszcze odpala pochodnie oprócz Hastamira? Tylko Dwalin widzi w ciemnościach na kilka metrów, reszta bez pochodni jest ślepa jak kret.