ZC - Tajemnica Domu Westonów
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 11 times
- Kontakt:
Alex wstał z ziemi wściekły. Wiedział od początku, że nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie strzelał do nich. Jednak dwa wybiegające szopy z krzaków to było przegięcie. Był przekonany, że ktoś mierzył do niego z broni, a chwilę wcześniej wyraźnie słyszał odbezpieczenie pistoletu. Na wezwanie sąsiada nawet nie zareagował, zwłaszcza iż jeden z kompanów już udzielił stosownych wyjaśnień.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dom Westona, późny wieczór Arkham 23 listopada 1920
Postać w oknie poskrzeczała jeszcze coś o kulturze i poszanowaniu ciszy nocnej, lecz schowała się po chwili a światło w pokoju zgasło.
Brendi klnąc pod nosem otwierał kolejne zamki w drzwiach domu Westona. W końcu po chwili William nacisnął klamkę i otworzył wrota. Z wejścia buchnął fetor zgnilizny i stęchlizny, który omal nie przyprawił mężczyzn o mdłości. Cała trójka zawahała się jeszcze czy wchodzić do domu. William zapalił latarkę i skierował snop ostrego światła w głąb długiego, zakurzonego korytarza.
- No dalej Panowie. - Rzekł zachęcająco. Brendi przeszedł przez próg domu próbując namacać włącznik światła. Przekręcił ebonitową czarną gałkę jednak wnętrzę pomieszczenia nie zajaśniało mocą elektrycznych żarówek. - Trzeba sprawdzić korki, bo elektryka nie działa.
Paul rzucił jeszcze raz okiem na krzaki. Mógłby przysiąc, że wciąż widzi tam tę samą co wcześniej sylwetkę postaci.
- Chłopaki, nie żartuję, ale tam naprawdę chyba ktoś nadal stoi.
Na zegarku Williama wybijała właśnie północ...
Postać w oknie poskrzeczała jeszcze coś o kulturze i poszanowaniu ciszy nocnej, lecz schowała się po chwili a światło w pokoju zgasło.
Brendi klnąc pod nosem otwierał kolejne zamki w drzwiach domu Westona. W końcu po chwili William nacisnął klamkę i otworzył wrota. Z wejścia buchnął fetor zgnilizny i stęchlizny, który omal nie przyprawił mężczyzn o mdłości. Cała trójka zawahała się jeszcze czy wchodzić do domu. William zapalił latarkę i skierował snop ostrego światła w głąb długiego, zakurzonego korytarza.
- No dalej Panowie. - Rzekł zachęcająco. Brendi przeszedł przez próg domu próbując namacać włącznik światła. Przekręcił ebonitową czarną gałkę jednak wnętrzę pomieszczenia nie zajaśniało mocą elektrycznych żarówek. - Trzeba sprawdzić korki, bo elektryka nie działa.
Paul rzucił jeszcze raz okiem na krzaki. Mógłby przysiąc, że wciąż widzi tam tę samą co wcześniej sylwetkę postaci.
- Chłopaki, nie żartuję, ale tam naprawdę chyba ktoś nadal stoi.
Na zegarku Williama wybijała właśnie północ...
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Poszukajmy korków, a później zrobimy mały rekonesans. Na boga, co tu tak śmierdzi. Nic dziwnego, że nikt tu nie mógł dłużej wytrzymać. Oszaleć można od tej zgnilizny.
Wiliam świecąc latarką ruszył na poszukiwania korków instalacji elektrycznej.
Poruszał się w miarę ostrożnie. Mimo, że starał się tego nie okazywać, ten dom go niepokoił. Zbyt wiele zła się w nim stało żeby można je było uznać za zbieg okoliczności.
Wiliam świecąc latarką ruszył na poszukiwania korków instalacji elektrycznej.
Poruszał się w miarę ostrożnie. Mimo, że starał się tego nie okazywać, ten dom go niepokoił. Zbyt wiele zła się w nim stało żeby można je było uznać za zbieg okoliczności.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dom Westona, późny wieczór Arkham 23 listopada 1920
Paul zamknął dzrwi za sobą. Fetor domostwa zaostrzył się jeszcze bardziej i stając się nie do zniesienia. W środku panowała nieprzenikniona cisza, przerywana tylko odgłosami mężczyzn i skrzypiącą podłogą.
Każdy krok jaki mężczyźni stawiali w domu, oprócz jęku drewnianej podłogi, wzniecał tumany kurzu. W sztucznym świetle latarki mgiełka kurzu tworzyła fantasmagoryczne kształty, unosząc i opadając.
W jadalni odkryli źródło ochydnego smrodu. Na stole, pośród przygotowanej zastawy dla trzech osób stała waza ze zgniłą zupą. W naczyniu roiło się od larw. Z obrzydzeniem odsunęli się od stołu.
Meżczyźni szybko pozaglądali do kązdego z pomieszczeń, szukając skrzynki z korkami. W końcu natknęli się na nią w kuchni. Wspólnie sprawdzili wszystko. Niestety większość pomieszczeń na parterze, poza kuchnią, pokojem dziennym i jednym ze składzików wciąż pozbawiona była prądu. Trudno było rzec czy to wina korków, żarówek czy kabli.
Detektyw dostrzegł na podłodze mnóstwo małych śladów, może mysich lub szczurzych, a także sporo maleńkich odchodów. Wyglądało, że dom długo nie stał pusty i szybko znalazł sobie nowych, małych lokatorów.
Wątek techniczny
Na parterze w wzdłuż korytarza znajdują się sześć drzwi, po trzy z każdej strony. Na końcu hallu jest także okno, i schody na pierwsze piętro domostwa. Pierwsze, dwuskrzydłowe drzwi po prawej są otwarte i prowadzą do pokoju dziennego, połączonego z jadalnią i do kuchnią. Po lewej stronie każde z drzwi prowadzi do maych składzików/pomieszczeń gospodarczych. Na końcu korytarza znajdują się schody na piętro, a po prawej, ostatnie drzwi ze schodami do piwnicy.
Chcecie dokładnie przeszukiwać każde z pomieszczeń? Wejśc na strych, do piwnicy? Może tylko zbadać pomieszczenia z działającą elektryką?
W sumie zastawa dla trojga jest przygotowana... Może zupki z łatwoprzyswajalnym mięskiem?
EDIT: Dla ułatwienia wrzuciłem Wam jeszcze mapkę parteru dla lepszego wyobrażenia wnętrza. Sorki za jakość. Niestety aparaty, nawet w najlepszych smartfonach to nie to samo co lustrzanki:)
Paul zamknął dzrwi za sobą. Fetor domostwa zaostrzył się jeszcze bardziej i stając się nie do zniesienia. W środku panowała nieprzenikniona cisza, przerywana tylko odgłosami mężczyzn i skrzypiącą podłogą.
Każdy krok jaki mężczyźni stawiali w domu, oprócz jęku drewnianej podłogi, wzniecał tumany kurzu. W sztucznym świetle latarki mgiełka kurzu tworzyła fantasmagoryczne kształty, unosząc i opadając.
W jadalni odkryli źródło ochydnego smrodu. Na stole, pośród przygotowanej zastawy dla trzech osób stała waza ze zgniłą zupą. W naczyniu roiło się od larw. Z obrzydzeniem odsunęli się od stołu.
Meżczyźni szybko pozaglądali do kązdego z pomieszczeń, szukając skrzynki z korkami. W końcu natknęli się na nią w kuchni. Wspólnie sprawdzili wszystko. Niestety większość pomieszczeń na parterze, poza kuchnią, pokojem dziennym i jednym ze składzików wciąż pozbawiona była prądu. Trudno było rzec czy to wina korków, żarówek czy kabli.
Detektyw dostrzegł na podłodze mnóstwo małych śladów, może mysich lub szczurzych, a także sporo maleńkich odchodów. Wyglądało, że dom długo nie stał pusty i szybko znalazł sobie nowych, małych lokatorów.
Wątek techniczny
Na parterze w wzdłuż korytarza znajdują się sześć drzwi, po trzy z każdej strony. Na końcu hallu jest także okno, i schody na pierwsze piętro domostwa. Pierwsze, dwuskrzydłowe drzwi po prawej są otwarte i prowadzą do pokoju dziennego, połączonego z jadalnią i do kuchnią. Po lewej stronie każde z drzwi prowadzi do maych składzików/pomieszczeń gospodarczych. Na końcu korytarza znajdują się schody na piętro, a po prawej, ostatnie drzwi ze schodami do piwnicy.
Chcecie dokładnie przeszukiwać każde z pomieszczeń? Wejśc na strych, do piwnicy? Może tylko zbadać pomieszczenia z działającą elektryką?
W sumie zastawa dla trojga jest przygotowana... Może zupki z łatwoprzyswajalnym mięskiem?
EDIT: Dla ułatwienia wrzuciłem Wam jeszcze mapkę parteru dla lepszego wyobrażenia wnętrza. Sorki za jakość. Niestety aparaty, nawet w najlepszych smartfonach to nie to samo co lustrzanki:)
Ostatnio zmieniony 21 kwietnia 2012, 00:14 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dom Westona, po północy, Arkham 24 listopada 1920
Brendi wszedł do salonu, rozświetlonego mizernie słabą żarówką. Gdyby nie wiedział, co stało się z lokatorami i gdyby nie wszechobecny kurz, pomyślałby, że ktoś wyszedł z domu po trochę soli do sąsiada. W jadalni stała waza, w salonie wciąż leżała otwarta gazeta sprzed kilku miesięcy. Na podłodze walały się dziecięce zabawki.
Pokój urządzony był skromnie, ale posiadał wszystko, co powinno znajdować się w normalnym domu: dwa fotele i wyściełana kanapa, radioodbiornik, kilka regałów, kredens. - Ciekawe co ja tu mogę znaleźć ciekawego - pomyślał bibliotekarz.
Podszedł do niewielkiego regału z książkami. Z czystej bibliotekarskiej ciekawości prześledził tytuły, lecz na pierwszy rzut oka żadna pozycja w biblioteczce Państwa Macario nie wybiegała poza grafomańskie tanie romanse i kilka tandetnych kryminałów. Znalazł jednak ku swemu zdzwieniu kilka opowiadań Edgara Alana Poe. Kartkując bezmyślnie dzieło amerykańskiego pisarza coś zastanawiającego zwróciło jednak uwagę Alexa. Na kominku i na kredensie stało mnóstwo dewocjonaliów: różnego rodzaju figurek chrześcijańskich. Ściany salonu zdobiło kilka religijnych obrazów i dwa krzyże. Zdecydowanie za dużo, nawet jak na religijną rodzinę.
Alex skierował się z jadalni do jedynego oświetlonego schowka w korytarzu naprzeciw salonu. W środku przestraszył go szczur, który błyskawicznie zniknął pod stertą starych zardzwiałych wiader. Brendi zaklął z cicha. W schowku oprócz rzeczowych wiader nie sposób było przegapić trzech starych bicykli, sterty skrzynek i najrozmaitszego rodzaju gratów. W kącie stał stary, nie wiedzieć czemu, zabity deskami kredens. Brendi przyjrzał się wszystkiemu pobieżnie i już miał zamiar wyjść ze schowka gdy usłyszał potworny zgrzyt dochodzący z piętra. Tak jakby ktoś przesuwał szafę lub łóżko.
- Pewnie chłopaki znalazły coś na górze. - Pomyślał i wyszedł czym prędzej na korytarz...
Brendi wszedł do salonu, rozświetlonego mizernie słabą żarówką. Gdyby nie wiedział, co stało się z lokatorami i gdyby nie wszechobecny kurz, pomyślałby, że ktoś wyszedł z domu po trochę soli do sąsiada. W jadalni stała waza, w salonie wciąż leżała otwarta gazeta sprzed kilku miesięcy. Na podłodze walały się dziecięce zabawki.
Pokój urządzony był skromnie, ale posiadał wszystko, co powinno znajdować się w normalnym domu: dwa fotele i wyściełana kanapa, radioodbiornik, kilka regałów, kredens. - Ciekawe co ja tu mogę znaleźć ciekawego - pomyślał bibliotekarz.
Podszedł do niewielkiego regału z książkami. Z czystej bibliotekarskiej ciekawości prześledził tytuły, lecz na pierwszy rzut oka żadna pozycja w biblioteczce Państwa Macario nie wybiegała poza grafomańskie tanie romanse i kilka tandetnych kryminałów. Znalazł jednak ku swemu zdzwieniu kilka opowiadań Edgara Alana Poe. Kartkując bezmyślnie dzieło amerykańskiego pisarza coś zastanawiającego zwróciło jednak uwagę Alexa. Na kominku i na kredensie stało mnóstwo dewocjonaliów: różnego rodzaju figurek chrześcijańskich. Ściany salonu zdobiło kilka religijnych obrazów i dwa krzyże. Zdecydowanie za dużo, nawet jak na religijną rodzinę.
Alex skierował się z jadalni do jedynego oświetlonego schowka w korytarzu naprzeciw salonu. W środku przestraszył go szczur, który błyskawicznie zniknął pod stertą starych zardzwiałych wiader. Brendi zaklął z cicha. W schowku oprócz rzeczowych wiader nie sposób było przegapić trzech starych bicykli, sterty skrzynek i najrozmaitszego rodzaju gratów. W kącie stał stary, nie wiedzieć czemu, zabity deskami kredens. Brendi przyjrzał się wszystkiemu pobieżnie i już miał zamiar wyjść ze schowka gdy usłyszał potworny zgrzyt dochodzący z piętra. Tak jakby ktoś przesuwał szafę lub łóżko.
- Pewnie chłopaki znalazły coś na górze. - Pomyślał i wyszedł czym prędzej na korytarz...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dom Westona, po północy, Arkham 24 listopada 1920
Paul i William bezkutecznie bawili się korkami w nadzieji przywrócenia elektryki na piętrze i w piwnicy budynku. W końcu obaj poddali się:
- Bez elektryka ani rusz. Dobrze, że wziąłem latarkę. Rozejrzyjmy się, bo widzę, że Brendi już buszuje jak w pracy. - Detektyw dostrzegł przez jadalnię Alexa przeglądającego literaturę na regale w salonie.
Przeszli do do dwóch schowków na parterze. W pierwszym były stare połamane meble zapewne przeznaczone do spalenia w kominku, a ostani przy schodach służył jako swojego rodzaju przebieralnia. W środku odór zgnilizny był przyćmiony przez zapach formaliny, mającej chronić stare płaszcze i kapelusze przed molami. Trudno to było uznać za jakieś wytchnienie dla powonienia mężczyzn, bo fetor wciąż był ochydny. W kącie leżało kilka worków z węglem przeznaczonym zapewne do pieca w kuchni. Znajdowały się też tutaj boczne drzwi, które podobnie do frontowych miały trzy zamki i dodatkowo zasuwę.
- Popatrz na tew dzrwi jak w fortecy ale nic tu po nas. Chodźmy na dół. - stwierdził Paul.
William powoli otworzył małe piwniczne drzwiczki i skierował snop światła na drewniane schodki. Zejście wyglądało na dość spore wyzwanie:
- Cholera, no będzie ciekawie. Te schody się prawie rozpadają. Tylko popatrz, w zasadzie trzymają się tylko po jednej stronie. - Detektyw ocenił sytuację i zachęcającym gestem pokazał wejscie na schodki. - Poświece Ci.
Paul spojrzał na Williama, a potem na siebie:
- No chyba jesteś niepoważny. Złaź pierwszy, jesteś trochę szczuplejszy ode mnie, a ja Ci poświecę - odbił dziennikarz. Nie miał najmniejszej ochoty schodzić samotnie do piwnicy.
William westchnął głeboko i począł sprawdzać stabilność drewnianej konstrukcji. Zszedłm ostrożnie po kilku stopniach, gdy do uszu obojga: Gillinghama i Hutchinsona dobiegł głośny zgrzyt z piętra. W sekundę później z pomieszczenia na dole wyszedł Alex i stanął jak wryty:
- Kurde... Co to było... Myślałem, że jesteście na górze...
Wątek techniczny
Czy myślicie,że znane wam już szopy na górze robią teraz przemeblowanie?
Paul i William bezkutecznie bawili się korkami w nadzieji przywrócenia elektryki na piętrze i w piwnicy budynku. W końcu obaj poddali się:
- Bez elektryka ani rusz. Dobrze, że wziąłem latarkę. Rozejrzyjmy się, bo widzę, że Brendi już buszuje jak w pracy. - Detektyw dostrzegł przez jadalnię Alexa przeglądającego literaturę na regale w salonie.
Przeszli do do dwóch schowków na parterze. W pierwszym były stare połamane meble zapewne przeznaczone do spalenia w kominku, a ostani przy schodach służył jako swojego rodzaju przebieralnia. W środku odór zgnilizny był przyćmiony przez zapach formaliny, mającej chronić stare płaszcze i kapelusze przed molami. Trudno to było uznać za jakieś wytchnienie dla powonienia mężczyzn, bo fetor wciąż był ochydny. W kącie leżało kilka worków z węglem przeznaczonym zapewne do pieca w kuchni. Znajdowały się też tutaj boczne drzwi, które podobnie do frontowych miały trzy zamki i dodatkowo zasuwę.
- Popatrz na tew dzrwi jak w fortecy ale nic tu po nas. Chodźmy na dół. - stwierdził Paul.
William powoli otworzył małe piwniczne drzwiczki i skierował snop światła na drewniane schodki. Zejście wyglądało na dość spore wyzwanie:
- Cholera, no będzie ciekawie. Te schody się prawie rozpadają. Tylko popatrz, w zasadzie trzymają się tylko po jednej stronie. - Detektyw ocenił sytuację i zachęcającym gestem pokazał wejscie na schodki. - Poświece Ci.
Paul spojrzał na Williama, a potem na siebie:
- No chyba jesteś niepoważny. Złaź pierwszy, jesteś trochę szczuplejszy ode mnie, a ja Ci poświecę - odbił dziennikarz. Nie miał najmniejszej ochoty schodzić samotnie do piwnicy.
William westchnął głeboko i począł sprawdzać stabilność drewnianej konstrukcji. Zszedłm ostrożnie po kilku stopniach, gdy do uszu obojga: Gillinghama i Hutchinsona dobiegł głośny zgrzyt z piętra. W sekundę później z pomieszczenia na dole wyszedł Alex i stanął jak wryty:
- Kurde... Co to było... Myślałem, że jesteście na górze...
Wątek techniczny
Czy myślicie,że znane wam już szopy na górze robią teraz przemeblowanie?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Trzeba będzie przyjść tu jutro ze sprzątaczką,śmierdzi jak z murzyńskiej chaty - powiedział Wiliam.
Oględziny schodów wypadły mizernie. Stolarz też by się przydał. Można by było zrobić kilka napraw na koszt szefa.
Gdy już miał zacząć schodzić na dół nagle na piętrze coś głośno zaszurało, a przecież wszyscy byli na dole.
Wiliam sięgną po gnata i dał reszcie znać żeby byli cicho. Zaczął skradać się na górę.
Oględziny schodów wypadły mizernie. Stolarz też by się przydał. Można by było zrobić kilka napraw na koszt szefa.
Gdy już miał zacząć schodzić na dół nagle na piętrze coś głośno zaszurało, a przecież wszyscy byli na dole.
Wiliam sięgną po gnata i dał reszcie znać żeby byli cicho. Zaczął skradać się na górę.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Piętro domu Westona, po północy, Arkham 24 listopada 1920
Gdy William powoli wspinał się na piętro domu z pistoletem wycelowanym w atramentową ciemność, rozjaśnianą przygasającym światłem latarki, serce Paula biło przyspieszonym tempem. Zastanawiał się, czy ktoś czai się za winklem schodów, czy może znów wszystko to jakiś kaprys zmysłów. Ale odgłos szurania był z pewnością prawdziwy i słyszeli go także Will i Alex. Co do tego nie było wątpliwości. To nie mógł być omam. Ktoś musiał być na górze. Coś odkąd znaleźli się w domu nie dawało dziennikarzowi spokoju, jakby ktoś go obserwował, ktoś czaił się za każdym progiem drzwi.
- To pewnie tylko autosugestia i atmosfera opuszczonego domu. Ciekawe czy chłopaki też są tak boją? - Pomyślał. Powoli, najciszej jak tylko potrafił ruszył schodami na górę, ściskając kurczowo swój rewolwer. Brendi zamykał ten pochód rozglądając się nerwowo.
William w końcu wyjrzał na korytarz na piętrze. Dostrzegł cztery drzwi wzdłuż ściany po swojej lewej stronie. Powoli wetknął lufę rewolweru w pierwsze i uchylił drzwi z cichym skryzpnięciem, które jednak rozdarło głuchą ciszę domu niczym jęk potępięca. Ostrożnie zajrzał do środka, gotów nacisnąc spust broni. W środku, niewielkiego pomieszczenia, które okazało się łazienką nie było jednak nikogo. W powietrzu unosił się zapach zbutwiałych ręczników. Pod sporych rozmiarów boilerem, na środku wanny stała kałuża rdzawej wody.
Następne pomieszczenie było tradycyjną sypialnią z podwójnym łóżkiem, szafą i toaletką. To tu musieli sypiać Państwo Macario. Pokój wprost przytłaczał ilością krzyży wiszących na ścianach. Dodatkowo na małym stoliku nocnym stał brewiarz, obok leżało kilka różańców. W sypialni jednak również nie znaleźli żywego ducha, a jedynie kilka śladów obecności szczurów.
Detektyw przełknął zbierającą mu się z nerwów ślinę. Ktokolwiek przesuwał meble musiał być w dwóch ostatrnich pokojach, lub na strychu. William pamiętał jednak, że dom miał dość płaski dach, zbyt niski aby mógł się po nim swobodnie poruszać człowiek.
Otworzył ostrożnie przedostanie drzwi. Dostrzegł obrazek kowboja na ścianie.
- Cholera, dobrze że taki mały ten obrazek, bo jakby był większy to bym strzelił w tego pieprzonego gostka... - pomyślał detektyw i przetarł spocone dłonie o spodnie. Bez wątpienia pokój musiał należeć do dzieci. W środku były dwa małe łóżka, kilka kolorowych komód, wspomniany obrazek oraz zabawki.
Wycofał się znów na korytarz do czekających tam w nerwach przyjaciół i pokiwał tylko przecząco głową. Ktokolwiek przesuwał meble, musiał to robić w ostatnim pokoju na końcu korytarza...
Wątek techniczny
Drzwi ostaniego pokoju w przeciwieństwie do reszty nie są uchylone, lecz zamknięte (raczej nie na klucz, bo nie odostrzegacie zamków). Jakieś ostatnie ustalenia przed wejściem do pokoju?
Gdy William powoli wspinał się na piętro domu z pistoletem wycelowanym w atramentową ciemność, rozjaśnianą przygasającym światłem latarki, serce Paula biło przyspieszonym tempem. Zastanawiał się, czy ktoś czai się za winklem schodów, czy może znów wszystko to jakiś kaprys zmysłów. Ale odgłos szurania był z pewnością prawdziwy i słyszeli go także Will i Alex. Co do tego nie było wątpliwości. To nie mógł być omam. Ktoś musiał być na górze. Coś odkąd znaleźli się w domu nie dawało dziennikarzowi spokoju, jakby ktoś go obserwował, ktoś czaił się za każdym progiem drzwi.
- To pewnie tylko autosugestia i atmosfera opuszczonego domu. Ciekawe czy chłopaki też są tak boją? - Pomyślał. Powoli, najciszej jak tylko potrafił ruszył schodami na górę, ściskając kurczowo swój rewolwer. Brendi zamykał ten pochód rozglądając się nerwowo.
William w końcu wyjrzał na korytarz na piętrze. Dostrzegł cztery drzwi wzdłuż ściany po swojej lewej stronie. Powoli wetknął lufę rewolweru w pierwsze i uchylił drzwi z cichym skryzpnięciem, które jednak rozdarło głuchą ciszę domu niczym jęk potępięca. Ostrożnie zajrzał do środka, gotów nacisnąc spust broni. W środku, niewielkiego pomieszczenia, które okazało się łazienką nie było jednak nikogo. W powietrzu unosił się zapach zbutwiałych ręczników. Pod sporych rozmiarów boilerem, na środku wanny stała kałuża rdzawej wody.
Następne pomieszczenie było tradycyjną sypialnią z podwójnym łóżkiem, szafą i toaletką. To tu musieli sypiać Państwo Macario. Pokój wprost przytłaczał ilością krzyży wiszących na ścianach. Dodatkowo na małym stoliku nocnym stał brewiarz, obok leżało kilka różańców. W sypialni jednak również nie znaleźli żywego ducha, a jedynie kilka śladów obecności szczurów.
Detektyw przełknął zbierającą mu się z nerwów ślinę. Ktokolwiek przesuwał meble musiał być w dwóch ostatrnich pokojach, lub na strychu. William pamiętał jednak, że dom miał dość płaski dach, zbyt niski aby mógł się po nim swobodnie poruszać człowiek.
Otworzył ostrożnie przedostanie drzwi. Dostrzegł obrazek kowboja na ścianie.
- Cholera, dobrze że taki mały ten obrazek, bo jakby był większy to bym strzelił w tego pieprzonego gostka... - pomyślał detektyw i przetarł spocone dłonie o spodnie. Bez wątpienia pokój musiał należeć do dzieci. W środku były dwa małe łóżka, kilka kolorowych komód, wspomniany obrazek oraz zabawki.
Wycofał się znów na korytarz do czekających tam w nerwach przyjaciół i pokiwał tylko przecząco głową. Ktokolwiek przesuwał meble, musiał to robić w ostatnim pokoju na końcu korytarza...
Wątek techniczny
Drzwi ostaniego pokoju w przeciwieństwie do reszty nie są uchylone, lecz zamknięte (raczej nie na klucz, bo nie odostrzegacie zamków). Jakieś ostatnie ustalenia przed wejściem do pokoju?