Ciąg dalszy retrospekcji...
Trzydzieści pięć lat temu Hurricane musiało być pogrążoną w leniwym życiu przydrożną społecznością, przylegającą do autostrady kwartałami niskich domostw, czworokątnymi ogródkami i garażami. Teraz stojący na pace nieruchomego Canyona Ebenezer widział przez lornetkę morze rozsypujących się budynków, straszących dziurami w ścianach i dachach, poczerniałych od płomieni starych pożarów, które musiały się przetaczać wielokrotnie przez porzuconą przez mieszkańców miejscowość. Na zarastających suchą trawą ulicach dostrzec można było wraki rdzewiejących samochodów, w których siedzeniach wciąż tkwiły ludzkie szkielety. Podobne zbiorowisko zniszczonych wozów znajdowało się po przeciwnej stronie autostrady, na jej północnym skraju, gdzie rozległy parking przed zrujnowanym centrum handlowym zastawiony był rzędami skorodowanych pojazdów. W tyle za budynkami supermarketu i sąsiadujących z nim firm wyrastały ku ciemnemu niebu nagie wzgórza, upstrzone ledwie tu i ówdzie kępami kolczastych krzewów trzymających się desperacko korzeniami wyjałowionej gleby.
- Mamy pół godziny - przypomniał Salt - Lepiej nie właźcie w żadne dziury, gdzie może was przysypać gruz, bo nam baron da popalić za opóźnienie.
- Jedziemy do miasta - przesądził natychmiast Preston, ostentacyjnie unikający choćby jednego spojrzenia w stronę Asha - Walmart pewnie wyszabrowany do szczętu, za blisko autostrady. Każdy wędrowny gang zagląda najpierw w takie miejsce. Franky, pal silnik!
Sprawdziwszy swą broń mężczyźni pod wodzą Prestona wsiedli do Jeepa, trzasnęli głośno drzwiami. Samochód ruszył z miejsca ciasnym skrętem, zjechał z autostrady manewrując ostro pod częściowo obsuniętym wiaduktem, zaczął toczyć się powoli opłotkami Hurricane.
Dwa pozostałe pojazdy tkwiły w bezruchu pośrodku autostrady, na wysokości miejscowego zjazdu, z wyłączonymi silnikami i zgaszonymi światłami. Przez otwarte okno składaka dobiegały suche trzaski radionadajnika, pozostawionego przez Jacka na przednim siedzeniu wozu.
- A ja bym poszperał w tych wrakach - odezwał się półgłosem pan Smith, zarzucając na ramię opróżniony wcześniej do bagażnika speedera plecak i pokazując ramieniem na rzędy porzuconych przed Walmartem samochodów - Zdziwilibyście się wiedząc, co można znaleźć pod siedzeniami albo w schowkach.
Radeford cofnął od oczu lornetkę ukontentowany brakiem oczywistych źródeł zagrożenia, powiesił ją sobie na szyi. Do jego uszu dobiegał odległy ptasi skrzek, wydawany przez kilkanaście niewielkich czarnych punkcików unoszących się w powietrzu gdzieś za grzbietem północnego wzniesienia, opadających co chwila w dół lub wznoszących się ponownie w górę.
- Nie wyglądają na rozmiłowanych w modlitwie, ale będę prosił Pana w myślach, by nic nie odgryzło im zadków - oznajmił wielebny spoglądając na odjeżdżającego w głąb miasteczka Patriota. Odpowiedziało mu kilka stłumionych chichotów, które szybko umilkły. Stojący na spękanej nawierzchni autostrady ludzie przywykli już do ponurego pejzażu opustoszałych i niszczejących coraz bardziej miejscowości, ale niezmiennie czuli na ów widok niezrozumiałe przygnębienie, zrodzone z tęsknoty za światem, którego nie dane im było poznać; światem sprzed Przebudzenia Molocha, normalnym i spokojnym, bez wybuchających atomówek, wywołanych skażeniem chorób, morderczych maszyn i zmutowanych potworów.
Światem znanym większości z nich jedynie z opowieści tych nielicznych ocalałych z atomowej pożogi, którzy przetrwali pierwsze lata Wojny zachowując wspomnienia bezpowrotnie unicestwionej ludzkiej cywilizacji.
Wątek techniczny
Dorzuciłem małą fabularkę będącą wprowadzeniem do postoju, następnie mają miejsce wszystkie zdarzenia i dialogi z postów 211-223!
Ekipa Prestona pojechała od razu do miasteczka, Wy wciąż tkwicie pośrodku autostrady. Wilson, Tisdale i Radeford zamierzają zostać w aucie. Pan Smith chce pogrzebać we wrakach samochodów na parkingu Walmartu, pani Smith pewnie pójdzie z nim. Leon chce do salonu Chevroleta (speederem czy na piechotę?), Stalker i Salt na piechotę do Walmartu.
Powinienem wiedzieć coś jeszcze?