PBF - Podstępna rubież
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ebenezer stał spokojnie w cieniu ciężarówki, której reflektory oświecały "stół zabiegowy". Jego usta poruszały się wypowiadając niemą mantrą, gdy między palcami przesmykiwały się kolejne paciorki różańca.
Bóg nie dawał ani życia ani śmierci, Bóg dawał wybór. Czy ranni odnajdą w sobie wystarczająco dużo sił, aby wybrać życie na ten padół łez, na tej arenie walki dobra i zła, zależał tylko od nich.
Gdy skończył podszedł do Paula.
- Nie pozwólmy dłużej czekać młodemu baronowi. Być może ma dla nas nowe zadanie.
Bóg nie dawał ani życia ani śmierci, Bóg dawał wybór. Czy ranni odnajdą w sobie wystarczająco dużo sił, aby wybrać życie na ten padół łez, na tej arenie walki dobra i zła, zależał tylko od nich.
Gdy skończył podszedł do Paula.
- Nie pozwólmy dłużej czekać młodemu baronowi. Być może ma dla nas nowe zadanie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055
Obejrzwszy raz jeszcze odsłonięte gardło motocyklisty Ash wyciągnął z przybornika starannie naostrzony i zdezynfekowany skalpel, po czym naciął delikatnie ranę poszerzając ją w górę i w dół o centrymetr z każdej strony. Kiedy odciągnął krawędzie nacięcia na boki, w świetle samochodwych lamp ujrzał połyskliwy kształt wciśnięty głęboko w krtań mężczyzny, przypominający swymi rozmiarami wyjątkowo okazałe kurze jajo. Powierzchnia jaja miała sinobladą barwę, przecinała ją ledwie dostrzegalna siateczka mikroskopijnych naczyń krwionośnych.
- Mam cię - wyszeptał Ash odwracając głowę w stronę przybornika i sięgając po niewielkie metalowe szczypce. Rozbrzmiewające wokół rozmowy ucichły, zaciekawienie gapiów sięgnęło zenitu odbierając im z wrażenia mowę. Niektórzy zaczęli się przepychać do przodu potrącając łokciami kompanów, inni powskakiwali na maski sąsiednich samochodów chcąc lepiej widzieć, co się dzieje.
- Co teraz? - zapytał zdenerwowanym tonem Salt, klęczący obok Asha z wzrokiem wbitym w odsłonięte jajo pasożyta.
- Sprawdzimy jak mocno siedzi - odparł paramedyk - Złapię je kleszczami i spróbuję wyciągnąć. Miej w pogotowiu gazę, bo może buchnąć krew. Nie wiem jak ta rana głęboko sięga.
Operowany motocyklista tkwił w bezruchu, jego klatka piersiowa unosiła się w ledwie dostrzegalnym płytkim rytmie będącym jedynym dowodem kołaczącego w nim życia. Tisdale poczuł zimny dreszcz wyobrażając sobie siebie samego jako nosiciela pasożytniczej larwy, odpędził czym prędzej tę myśl wsadzając kleszczyki ostrożnie do rany i zaciskając je na obłym kształcie.
Przy pierwszej próbie cienki metal kleszczy ześlizgnął się ze śliskiej powierzchni jaja nie czyniąc mu żadnej szkody, ale obserwujący uważnie ranę Ash zamrugał nieoczekiwanie oczami chcąc upewnić się, że wzrok nie płata mu figli. Chociaż nie był tego pewien, odniósł wrażenie, że jajo poruszyło się nieznacznie, jakby tkwiący w nim pasożyt uświadomił sobie nagłe zagrożenie.
- Wyłaź, skubańcu - syknął przez zaciśnięte zęby paramedyk, łapiąc ponownie za śliski kształt i zaciskając na nim mocniej kleszczyki. Silnie ciągnięty organiczny twór zaczął się odkształcać, a potem znienacka wyskoczył z rany niczym korek z butelki gazowanego napoju.
Ash nie zdążył niczego powiedzieć. Strumień gorącej krwi opryskał mu twarz i piersi, zakleił na chwilę oczy. W ustach mężczyzna poczuł charakterystyczny miedziany posmak.
- Kurwa, Ash! - ryknął Salt przyciskając do bryzgającej krwią rany kawałek gazy, który momentalnie przesiąknął żywą czerwienią - Pomóż mi!
Gromada gapiów eksplodowała feerią krzyków, przekleństw i gwizdów. Tisdale przetarł rękawem mokre od krwi oczy i pochylił się nad rannym, ten jednak wyprężył się znienacka spazmatycznie, a potem zwiotczał w przerażająco znajomy paramedykowi sposób.
Wątek techniczny
Operacja się udała, pacjent zmarł. Jajo techmorwy miało kilka haczykowatych wypustek, które przy ekstrakcji rozerwały tętnicę motocyklisty. Zgon nastąpił w jednej chwili, spowodowany nie tylko utratą krwi, ale i wstrząsem fizjologicznym.
Samo jajo wyciągnięte, nic tylko nastawiać kocher i gotować na twardo!
Z technicznego punktu widzenia test miał poziom bardzo trudny (Ash nigdy wcześniej nie wykonywał takiego zabiegu), a kara wyniosła całe -8 do wyniku. Ash ma umiejętność Pierwsza Pomoc na poziomie +3, do tego Spryt 14. Rzuciłem 3k20 ze świadomością tego, że muszę wyturlać dwa sukcesy, by zabieg się udał. Oto niestety wyniki: 19, 11, 8.
Operujemy drugiego?
Obejrzwszy raz jeszcze odsłonięte gardło motocyklisty Ash wyciągnął z przybornika starannie naostrzony i zdezynfekowany skalpel, po czym naciął delikatnie ranę poszerzając ją w górę i w dół o centrymetr z każdej strony. Kiedy odciągnął krawędzie nacięcia na boki, w świetle samochodwych lamp ujrzał połyskliwy kształt wciśnięty głęboko w krtań mężczyzny, przypominający swymi rozmiarami wyjątkowo okazałe kurze jajo. Powierzchnia jaja miała sinobladą barwę, przecinała ją ledwie dostrzegalna siateczka mikroskopijnych naczyń krwionośnych.
- Mam cię - wyszeptał Ash odwracając głowę w stronę przybornika i sięgając po niewielkie metalowe szczypce. Rozbrzmiewające wokół rozmowy ucichły, zaciekawienie gapiów sięgnęło zenitu odbierając im z wrażenia mowę. Niektórzy zaczęli się przepychać do przodu potrącając łokciami kompanów, inni powskakiwali na maski sąsiednich samochodów chcąc lepiej widzieć, co się dzieje.
- Co teraz? - zapytał zdenerwowanym tonem Salt, klęczący obok Asha z wzrokiem wbitym w odsłonięte jajo pasożyta.
- Sprawdzimy jak mocno siedzi - odparł paramedyk - Złapię je kleszczami i spróbuję wyciągnąć. Miej w pogotowiu gazę, bo może buchnąć krew. Nie wiem jak ta rana głęboko sięga.
Operowany motocyklista tkwił w bezruchu, jego klatka piersiowa unosiła się w ledwie dostrzegalnym płytkim rytmie będącym jedynym dowodem kołaczącego w nim życia. Tisdale poczuł zimny dreszcz wyobrażając sobie siebie samego jako nosiciela pasożytniczej larwy, odpędził czym prędzej tę myśl wsadzając kleszczyki ostrożnie do rany i zaciskając je na obłym kształcie.
Przy pierwszej próbie cienki metal kleszczy ześlizgnął się ze śliskiej powierzchni jaja nie czyniąc mu żadnej szkody, ale obserwujący uważnie ranę Ash zamrugał nieoczekiwanie oczami chcąc upewnić się, że wzrok nie płata mu figli. Chociaż nie był tego pewien, odniósł wrażenie, że jajo poruszyło się nieznacznie, jakby tkwiący w nim pasożyt uświadomił sobie nagłe zagrożenie.
- Wyłaź, skubańcu - syknął przez zaciśnięte zęby paramedyk, łapiąc ponownie za śliski kształt i zaciskając na nim mocniej kleszczyki. Silnie ciągnięty organiczny twór zaczął się odkształcać, a potem znienacka wyskoczył z rany niczym korek z butelki gazowanego napoju.
Ash nie zdążył niczego powiedzieć. Strumień gorącej krwi opryskał mu twarz i piersi, zakleił na chwilę oczy. W ustach mężczyzna poczuł charakterystyczny miedziany posmak.
- Kurwa, Ash! - ryknął Salt przyciskając do bryzgającej krwią rany kawałek gazy, który momentalnie przesiąknął żywą czerwienią - Pomóż mi!
Gromada gapiów eksplodowała feerią krzyków, przekleństw i gwizdów. Tisdale przetarł rękawem mokre od krwi oczy i pochylił się nad rannym, ten jednak wyprężył się znienacka spazmatycznie, a potem zwiotczał w przerażająco znajomy paramedykowi sposób.
Wątek techniczny
Operacja się udała, pacjent zmarł. Jajo techmorwy miało kilka haczykowatych wypustek, które przy ekstrakcji rozerwały tętnicę motocyklisty. Zgon nastąpił w jednej chwili, spowodowany nie tylko utratą krwi, ale i wstrząsem fizjologicznym.
Samo jajo wyciągnięte, nic tylko nastawiać kocher i gotować na twardo!
Z technicznego punktu widzenia test miał poziom bardzo trudny (Ash nigdy wcześniej nie wykonywał takiego zabiegu), a kara wyniosła całe -8 do wyniku. Ash ma umiejętność Pierwsza Pomoc na poziomie +3, do tego Spryt 14. Rzuciłem 3k20 ze świadomością tego, że muszę wyturlać dwa sukcesy, by zabieg się udał. Oto niestety wyniki: 19, 11, 8.
Operujemy drugiego?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055
Pomalowana łuszczącą się całymi płatami białą farbą betonowa rampa przeszła w szerokie przesuwne drzwi, wiodące do sąsiedniej hali. Idący ramię w ramię z Wrightem Radeford przesunął ciekawym spojrzeniem po stłoczonych w ciemnym wnętrzu magazynu ciężarówkach Sutherlanda. Czarne Żmije i najemnicy Vasqueza po raz pierwszy wymieszali się między sobą, ale obserwujący ich z wysokości rampy kaznodzieja nadal dostrzegał, z jak wielką podejrzliwością podchodziły do siebie obie grupy. Ebenezer niezbyt się temu zresztą dziwił, zważywszy na reputację otaczającą zaciężnych żołnierzy z Hegemonii. Nie żywiący wobec hegemonistów sympatii mieszkańcy dawnego Teksasu, próbujący z niezłym skutkiem zbudować własne silne i samowystarczalne państwo, przywozili do osad Federacji nie tylko konserwowaną domowymi sposobami wołowinę, ale i nieprzyjazne opinie na temat swych wojowniczych sąsiadów.
Przełamaniu lodów nie pomagał fakt, że Latynosi cały czas rozmawiali ze sobą po hiszpańsku, albo nie posługując się angielskim wcale albo usilnie udając, że tego języka nie znają. Urażeni tym ludzie Fullera, mimo co najmniej pobieżnej znajomości hiszpańskiego udawali więc, że niczego z rozmów sojuszników nie rozumieją.
- Widziałem tego drona w Hurricane - odezwał się Wright prowadząc Radeforda i Wilsona ku metalowym schodom prowadzącym do biur zawieszonych na ścianie magazynu na wysokości drugiego piętra - Kawał dobrej roboty, ale mieliście szczęście, że mu się wcześniej skończyła amunicja. Kilka serii z tych działek i gryźlibyście glebę.
- Wolą Pana było, abyśmy kontynuowali jego misję - odpowiedział napominającym tonem Ebenezer, spoglądając na bojówkarza spod uniesionych znacząco brwi - Ale po prawdzie, było cholernie niebezpiecznie. Blaszak to sprytny drań. Zaskoczył nas tą gazową pułapką.
Buty Wrighta zabębniły w metalowe schodki. Wspinając się w górę bojówkarz spojrzał ponad ramieniem na obu Aniołów, zmarszczył czoło jakby sobie coś przypomniał.
- Chłopaki, wy się znacie bliżej z ludźmi Vasqueza? - mruknął ściszając głos i zaskakując nieoczekiwanym pytaniem obu najemników - Podpytywali o was po drodze.
Wątek techniczny
Radeford i Wilson w drodze do barona. Salt i Tisdale operują. Kennedy majstruje przy samochodach. Szary myszkuje po magazynach. Sielanka!
Aha, ze względu na przedłużającą się burzę postój potrwa najpewniej do następnego dnia!
Pomalowana łuszczącą się całymi płatami białą farbą betonowa rampa przeszła w szerokie przesuwne drzwi, wiodące do sąsiedniej hali. Idący ramię w ramię z Wrightem Radeford przesunął ciekawym spojrzeniem po stłoczonych w ciemnym wnętrzu magazynu ciężarówkach Sutherlanda. Czarne Żmije i najemnicy Vasqueza po raz pierwszy wymieszali się między sobą, ale obserwujący ich z wysokości rampy kaznodzieja nadal dostrzegał, z jak wielką podejrzliwością podchodziły do siebie obie grupy. Ebenezer niezbyt się temu zresztą dziwił, zważywszy na reputację otaczającą zaciężnych żołnierzy z Hegemonii. Nie żywiący wobec hegemonistów sympatii mieszkańcy dawnego Teksasu, próbujący z niezłym skutkiem zbudować własne silne i samowystarczalne państwo, przywozili do osad Federacji nie tylko konserwowaną domowymi sposobami wołowinę, ale i nieprzyjazne opinie na temat swych wojowniczych sąsiadów.
Przełamaniu lodów nie pomagał fakt, że Latynosi cały czas rozmawiali ze sobą po hiszpańsku, albo nie posługując się angielskim wcale albo usilnie udając, że tego języka nie znają. Urażeni tym ludzie Fullera, mimo co najmniej pobieżnej znajomości hiszpańskiego udawali więc, że niczego z rozmów sojuszników nie rozumieją.
- Widziałem tego drona w Hurricane - odezwał się Wright prowadząc Radeforda i Wilsona ku metalowym schodom prowadzącym do biur zawieszonych na ścianie magazynu na wysokości drugiego piętra - Kawał dobrej roboty, ale mieliście szczęście, że mu się wcześniej skończyła amunicja. Kilka serii z tych działek i gryźlibyście glebę.
- Wolą Pana było, abyśmy kontynuowali jego misję - odpowiedział napominającym tonem Ebenezer, spoglądając na bojówkarza spod uniesionych znacząco brwi - Ale po prawdzie, było cholernie niebezpiecznie. Blaszak to sprytny drań. Zaskoczył nas tą gazową pułapką.
Buty Wrighta zabębniły w metalowe schodki. Wspinając się w górę bojówkarz spojrzał ponad ramieniem na obu Aniołów, zmarszczył czoło jakby sobie coś przypomniał.
- Chłopaki, wy się znacie bliżej z ludźmi Vasqueza? - mruknął ściszając głos i zaskakując nieoczekiwanym pytaniem obu najemników - Podpytywali o was po drodze.
Wątek techniczny
Radeford i Wilson w drodze do barona. Salt i Tisdale operują. Kennedy majstruje przy samochodach. Szary myszkuje po magazynach. Sielanka!
Aha, ze względu na przedłużającą się burzę postój potrwa najpewniej do następnego dnia!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055
Przez gromadę gapiów przepchnął się jakiś człowiek podobny niczym kropla wody do pozostałych najemników Fullera, ale noszący prócz automatycznego karabinu również torbę z insygniami pogotowia ratunkowego. Mężczyzna stanął przy Ashu, wodzącym pełnym złości wzrokiem po najemnikach zakładających się hałaśliwie o to, czy drugi pacjent przetrwa zabieg.
- Nie masz się co wkurwiać - powiedział nieznajomy przechodząc do kucek i spoglądając na krwawiącą coraz słabiej ranę w gardle motocyklisty - To się rzadko kiedy udaje. Nigdy nie wyciągałem samemu pasożyta, ale dwa razy widziałem kumpla, który to robił. Dwa zejścia od razu po wycięciu jaja.
Spojrzenie najemnika pobiegło w stronę drugiego rannego, leżącego bez świadomości przy burcie Canyona na stercie spiętrzonych naprędce starych szmat.
- Będziesz próbował znowu?
- Chuj wie - nie wytrzymał Ash, cedząc słowa przez zęby i próbując opanować pogłębiające się zdenerwowanie. Wrzaski gapiów wcale mu nie pomagały, wręcz przeciwnie. Sanitariusz z oddziału Fullera - bo nikim innym jak właśnie paramedykiem ów człowiek nie mógł być - dostrzegł błysk w oczach Asha i poprawnie go zinterpretował.
- Spierdalać stąd! - ryknął dźwięcznym tonem - Tu się ratuje życie, nie odpierdziela jakiś pojebany turniej! Zjeżdżajcie albo liczcie się z tym, że kiedy wy oberwiecie w te durne łby, zamiast opatrunku dostaniecie kulę dla skrócenia waszego parszywego żywota!
Przez wolnych strzelców i kilku południowców przebiegły złe pomruki, ale stojący wśród obserwatorów ludzie Fullera najwyraźniej poważnie traktowali swego sanitariusza, bo rozeszli się bez przesadnego obrażenia na twarzach, ograniczając się do wystawienia w stronę kompana środkowych palców dłoni.
- Jak wykitował? - paramedyk spojrzał ponownie na martwego gangera, z wyrazem zawodowego zainteresowania na pokrytej lekkim zarostem młodej twarzy.
- Cholernie silny krwotok - odpowiedział niechętnie Tisdale - Widzisz te haczyki na jaju? Przerwały tętnicę szyjną jak je wyciągałem. Ostre jak mój skalpel.
- Wiesz jak się najczęściej operuje ofiary techmorwy? - zapytał Żmija - Strzela w głowę z litości, a potem spopiela ciało, zanim larwa się wydostanie na zewnątrz. Mało kto zna się teraz na polowej chirurgii, mało komu chce się babrać w ludzkim wnętrzu. Ale jak ktoś nie ćwiczy, to się niczego nie nauczy. Kroimy tego drugiego?
Wątek techniczny
Nieznany jeszcze z imienia sanitariusz z bojówki Fullera najwyraźniej lubi swój fach i chętnie udzieli asysty przy drugim zabiegu. Ponieważ ma pewne doświadczenie w zakresie Pierwszej Pomocy, przy zabiegu wykonywanym wspólnymi siłami gotów jestem obniżyć poziom trudności testu do trudnego.
Przez gromadę gapiów przepchnął się jakiś człowiek podobny niczym kropla wody do pozostałych najemników Fullera, ale noszący prócz automatycznego karabinu również torbę z insygniami pogotowia ratunkowego. Mężczyzna stanął przy Ashu, wodzącym pełnym złości wzrokiem po najemnikach zakładających się hałaśliwie o to, czy drugi pacjent przetrwa zabieg.
- Nie masz się co wkurwiać - powiedział nieznajomy przechodząc do kucek i spoglądając na krwawiącą coraz słabiej ranę w gardle motocyklisty - To się rzadko kiedy udaje. Nigdy nie wyciągałem samemu pasożyta, ale dwa razy widziałem kumpla, który to robił. Dwa zejścia od razu po wycięciu jaja.
Spojrzenie najemnika pobiegło w stronę drugiego rannego, leżącego bez świadomości przy burcie Canyona na stercie spiętrzonych naprędce starych szmat.
- Będziesz próbował znowu?
- Chuj wie - nie wytrzymał Ash, cedząc słowa przez zęby i próbując opanować pogłębiające się zdenerwowanie. Wrzaski gapiów wcale mu nie pomagały, wręcz przeciwnie. Sanitariusz z oddziału Fullera - bo nikim innym jak właśnie paramedykiem ów człowiek nie mógł być - dostrzegł błysk w oczach Asha i poprawnie go zinterpretował.
- Spierdalać stąd! - ryknął dźwięcznym tonem - Tu się ratuje życie, nie odpierdziela jakiś pojebany turniej! Zjeżdżajcie albo liczcie się z tym, że kiedy wy oberwiecie w te durne łby, zamiast opatrunku dostaniecie kulę dla skrócenia waszego parszywego żywota!
Przez wolnych strzelców i kilku południowców przebiegły złe pomruki, ale stojący wśród obserwatorów ludzie Fullera najwyraźniej poważnie traktowali swego sanitariusza, bo rozeszli się bez przesadnego obrażenia na twarzach, ograniczając się do wystawienia w stronę kompana środkowych palców dłoni.
- Jak wykitował? - paramedyk spojrzał ponownie na martwego gangera, z wyrazem zawodowego zainteresowania na pokrytej lekkim zarostem młodej twarzy.
- Cholernie silny krwotok - odpowiedział niechętnie Tisdale - Widzisz te haczyki na jaju? Przerwały tętnicę szyjną jak je wyciągałem. Ostre jak mój skalpel.
- Wiesz jak się najczęściej operuje ofiary techmorwy? - zapytał Żmija - Strzela w głowę z litości, a potem spopiela ciało, zanim larwa się wydostanie na zewnątrz. Mało kto zna się teraz na polowej chirurgii, mało komu chce się babrać w ludzkim wnętrzu. Ale jak ktoś nie ćwiczy, to się niczego nie nauczy. Kroimy tego drugiego?
Wątek techniczny
Nieznany jeszcze z imienia sanitariusz z bojówki Fullera najwyraźniej lubi swój fach i chętnie udzieli asysty przy drugim zabiegu. Ponieważ ma pewne doświadczenie w zakresie Pierwszej Pomocy, przy zabiegu wykonywanym wspólnymi siłami gotów jestem obniżyć poziom trudności testu do trudnego.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Nie znamy się z ludźmi Vasqueza, mamy własną małą grupę Anioły Śmierci. Owszem ludzie Vasqueza pytali o jakiegoś Latynosa jaki się sam zastrzelił nie chcąc by Dron go dostał. Znaleźliśmy jego zwłoki i ludzie Vasqueza pytali o niego, nim zginął nadawał po hiszpańsku wezwanie o pomoc, ale za dobrze nie znamy tego języka... Zaznaczam jesteśmy lojalni wobec barona, dopóki on nam płaci. Więcej nie można wymagać od najemników prawda?
Ostatnio zmieniony 22 czerwca 2012, 23:21 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Nie znamy ich. Oni za to wydają się żywić duże zainteresowanie naszym psem. Przygarnęliśmy go w Hurricane, mógł należeć do martwego latynosa, którego tam znaleźliśmy. Vasquez mówił, że go nie znał, ale coś mi mówi, że mogło być inaczej. Tylko co on tam robił. W Hurricane, na przewidywanej drodze przejazdu do Lexingtone, na kilka dni przed naszym przyjazdem. Zastanawiające, prawda? - powiedział Radeford dokładnie lustrując zachowanie swojego rozmówcy.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Tisdale wstał i zaczął dokładnie oglądać pasożyta. Myśląc zawzięcie skrobał dłonią kilkudniowy zarost na twarzy. Logicznie stwierdził, że wstrzyknięte jajo pewnie korzysta z krwi nosiciela, żeby móc się rozwijać. W końcu odpowiedział Żmiji:
- I tak nie ma nic do stracenia. Albo wykituje z kulą w łeb, albo ma szansę, że uda nam się to gówno z niego wyciągnąć. Ryzyko zdecydowanie warte podjęcia. Tniemy gnojka. Z pewnością jajo będzie blisko żywotnej tętnicy skąd czerpie składniki odżywcze. Musimy być znów gotowi na silny krwotok i wstrząs fizjologiczny. Tym samym może będzie trzeba zaszywać tętnice albo wcześniej zrobić tymczasowego bypassa i wyeliminować ryzyko. Przydałby się sterylny wężyk laboratoryjny. Hej Szary! Nie śpij! Masz jakiś wężyk laboratoryjny w tym swoim pierdolniku?
Wątek techniczny
Proszę pamiętać o ignorowaniu kary za złe warunki:) Mam sztuczkę Sanitariusz:)
- I tak nie ma nic do stracenia. Albo wykituje z kulą w łeb, albo ma szansę, że uda nam się to gówno z niego wyciągnąć. Ryzyko zdecydowanie warte podjęcia. Tniemy gnojka. Z pewnością jajo będzie blisko żywotnej tętnicy skąd czerpie składniki odżywcze. Musimy być znów gotowi na silny krwotok i wstrząs fizjologiczny. Tym samym może będzie trzeba zaszywać tętnice albo wcześniej zrobić tymczasowego bypassa i wyeliminować ryzyko. Przydałby się sterylny wężyk laboratoryjny. Hej Szary! Nie śpij! Masz jakiś wężyk laboratoryjny w tym swoim pierdolniku?
Wątek techniczny
Proszę pamiętać o ignorowaniu kary za złe warunki:) Mam sztuczkę Sanitariusz:)
Ostatnio zmieniony 23 czerwca 2012, 00:00 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
Leon podniósł głowe z rozłożonego fotela.
-A na cholere mu wężyk jak on paliwa nie używa.-zapytał-Czekaj no,zerknęw swoich gratach,może się coś znajdzie-grzebał chwilę w podręcznych rupieciach po czym wynurzył się z samochodu z kawałkiem pożądanej przez medyka rurki-Ale czy ona jest sterylna to nie gwarantuje.Benzynę przez nia spuszczam
-A na cholere mu wężyk jak on paliwa nie używa.-zapytał-Czekaj no,zerknęw swoich gratach,może się coś znajdzie-grzebał chwilę w podręcznych rupieciach po czym wynurzył się z samochodu z kawałkiem pożądanej przez medyka rurki-Ale czy ona jest sterylna to nie gwarantuje.Benzynę przez nia spuszczam
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- No jak wachę spuszczasz to będzie w sam raz Leon. Jak znalazł po prostu. Przypomnij mi jakbym musiał tobie bypassa robić, to nie omieszkam zerknąć w Twoje graty zawczasu. - Z uśmiechem odpowiedział kierowcy.
- Ma kto wężyk od bimbru może? - Co jak co, ale tego nie mogło zabraknąć w takim towarzystwie, pomyślał Ash.
Wątek techniczny
Tym razem dokładnie obejrze ranę, sprawdzę czy kokon nie jest osadzony też na jakiejś żywotnej tętnicy. Jeśli tak to z kawałka rurki (jeśli znajdzie się odpowiednia) zacisków i igieł zrobię obejście dla tętnicy, aby uniknąć wstrząsu. Potem usuniemy pasożyta. Zaszyjemy całość jak należy i pacjent może przeżyje.
Tylko kto będzie się nim opiekował? Pewno trzeba go będzie zostawić i tak walnie w kalendarz. Ale przynajmniej się czegoś nauczymy i czyste sumienie będzie. Nie ma jak moralność Kalego:D
- Ma kto wężyk od bimbru może? - Co jak co, ale tego nie mogło zabraknąć w takim towarzystwie, pomyślał Ash.
Wątek techniczny
Tym razem dokładnie obejrze ranę, sprawdzę czy kokon nie jest osadzony też na jakiejś żywotnej tętnicy. Jeśli tak to z kawałka rurki (jeśli znajdzie się odpowiednia) zacisków i igieł zrobię obejście dla tętnicy, aby uniknąć wstrząsu. Potem usuniemy pasożyta. Zaszyjemy całość jak należy i pacjent może przeżyje.
Tylko kto będzie się nim opiekował? Pewno trzeba go będzie zostawić i tak walnie w kalendarz. Ale przynajmniej się czegoś nauczymy i czyste sumienie będzie. Nie ma jak moralność Kalego:D
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055
Kilku najemników skrzykniętych przez niepocieszonego Joshuę Stewarda ściągnęło z materaca ciepłe jeszcze ciało zmarłego motocyklisty, odciągnęło je pod ścianę magazynu. Ash odprowadził wzrokiem szerokie smugi rozmazanej świeżej krwi pozostawionej na betonowej posadzce hali, upił pośpiesznie łyk wody z noszonej przy pasie butelki. Kiedy drugi z gangerów został ułożony przez pomocników na materacu, paramedyk uklęknął przy pacjencie flankowany z drugiej strony przez sanitariusza bojówki Fullera.
Pierwsza operacja zakończyła się widowiskowym zgonem, toteż odpędzeni wcześniej gapie natychmiast powrócili, aczkolwiek teraz zachowywali się znacznie ciszej. Tisdale wyczuwał ich chorobliwą ciekawość i podświadomą chęć doświadczenia kolejnej śmierci. Lata zaciekłej walki o przetrwanie w ruinach unicestwionej cywilizacji erodowały ludzkie wartości szybciej i silniej od wiatru i deszczu niszczącego pozostałości wielkich miast.
- Chcesz mu robić bypassa? - zdziwił się sanitariusz Fullera - Wykorkuje na zakażenie, w tych warunkach nie masz szans.
- A jak ty byś to zrobił? - odparł Tisdale skręcając w dłoniach gumowy wężyk otrzymany chwilę wcześniej od Leona.
- Jajo uszkodziło tętnicę przy wyciąganiu w całości - zauważył trzeźwo drugi paramedyk, trąc w zamyśleniu dłonią swą zarośniętą szczękę - Po co ci całe? Chcesz skurczybyka hodować? Przetnijmy je na żywca i wyczyśćmy ranę.
Ash rozważał propozycję przez chwilę w milczeniu, potem sięgnął po skalpel kiwając głową w geście aprobaty. Ostra krawędź instrumentu poszerzyła ranę oddychającego płytko motocyklisty, ale zgodnie z oczekiwaniami Tisdale z otworu nie wyciekło wiele krwi. Podobnie jak w przypadku pierwszego pacjenta, tkanka w bezpośrednim sąsiedztwie rany poddana była działaniu organicznej substancji zwiększającej krzepliwość krwi.
- Tak się tylko zastanawiam... - zastrzegł sanitariusz Fullera odciągając palcami krawędzie rany i odsłaniając tkwiące głęboko pod skórą pasożytnicze jajo - Tak się zastanawiam, czy by się nie dało wyciągnąć jakiegoś ekstraktu z tego jaja, który mogłby służyć za środek tamujący krwawienie. Sam popatrz... to przecież nienaturalne, żeby rana tak słabo krwawiła.
- Nie znam się na chemii - odparł Ash przykładając ostrze skalpela do bladosinej kulki - Do czegoś takiego potrzebujesz aparatury i fachowców...
Mężczyzna przerwał konwersację, przycisnął instrument przecinając cienką, ale elastyczną błonkę tworzącą zewnętrzną ochronę jaja. Z rany bryznął strumień organicznych płynów, a sam pacjent targnął się spazmatycznie, ale objawy wstrząsu poprzestały na tym jednym poruszeniu. Wprawnie nacinając twardą substancję znajdującą się wewnątrz sflaczałego jaja Ash zaczął usuwać ją kawałek po kawałku, bardzo starannie i z wielką dbałością o to, by jego pacjent nie podzielił tragicznego losu swego poprzednika.
Wątek techniczny
Zgodnie z obietnicą obniżyłem skalę wyzwania zabiegu do poziomu trudnego. Spryt Asha wynosi aktualnie 9 (oryginalnie 14, kara -5 za trudność testu), Pierwsza Pomoc +3. Rzucam 3k20 wiedząc, że potrzebuję dwóch sukcesów. Wypada 2, 10, 16. Jeden sukces automatyczny, drugi generuję obniżając wyrzuconą dziesiątkę za pomocą umiejki do wyniku 7. Brawo! Pasożyt usunięty bez szwanku dla pacjenta!
Tylko co z nim teraz dalej?
Kilku najemników skrzykniętych przez niepocieszonego Joshuę Stewarda ściągnęło z materaca ciepłe jeszcze ciało zmarłego motocyklisty, odciągnęło je pod ścianę magazynu. Ash odprowadził wzrokiem szerokie smugi rozmazanej świeżej krwi pozostawionej na betonowej posadzce hali, upił pośpiesznie łyk wody z noszonej przy pasie butelki. Kiedy drugi z gangerów został ułożony przez pomocników na materacu, paramedyk uklęknął przy pacjencie flankowany z drugiej strony przez sanitariusza bojówki Fullera.
Pierwsza operacja zakończyła się widowiskowym zgonem, toteż odpędzeni wcześniej gapie natychmiast powrócili, aczkolwiek teraz zachowywali się znacznie ciszej. Tisdale wyczuwał ich chorobliwą ciekawość i podświadomą chęć doświadczenia kolejnej śmierci. Lata zaciekłej walki o przetrwanie w ruinach unicestwionej cywilizacji erodowały ludzkie wartości szybciej i silniej od wiatru i deszczu niszczącego pozostałości wielkich miast.
- Chcesz mu robić bypassa? - zdziwił się sanitariusz Fullera - Wykorkuje na zakażenie, w tych warunkach nie masz szans.
- A jak ty byś to zrobił? - odparł Tisdale skręcając w dłoniach gumowy wężyk otrzymany chwilę wcześniej od Leona.
- Jajo uszkodziło tętnicę przy wyciąganiu w całości - zauważył trzeźwo drugi paramedyk, trąc w zamyśleniu dłonią swą zarośniętą szczękę - Po co ci całe? Chcesz skurczybyka hodować? Przetnijmy je na żywca i wyczyśćmy ranę.
Ash rozważał propozycję przez chwilę w milczeniu, potem sięgnął po skalpel kiwając głową w geście aprobaty. Ostra krawędź instrumentu poszerzyła ranę oddychającego płytko motocyklisty, ale zgodnie z oczekiwaniami Tisdale z otworu nie wyciekło wiele krwi. Podobnie jak w przypadku pierwszego pacjenta, tkanka w bezpośrednim sąsiedztwie rany poddana była działaniu organicznej substancji zwiększającej krzepliwość krwi.
- Tak się tylko zastanawiam... - zastrzegł sanitariusz Fullera odciągając palcami krawędzie rany i odsłaniając tkwiące głęboko pod skórą pasożytnicze jajo - Tak się zastanawiam, czy by się nie dało wyciągnąć jakiegoś ekstraktu z tego jaja, który mogłby służyć za środek tamujący krwawienie. Sam popatrz... to przecież nienaturalne, żeby rana tak słabo krwawiła.
- Nie znam się na chemii - odparł Ash przykładając ostrze skalpela do bladosinej kulki - Do czegoś takiego potrzebujesz aparatury i fachowców...
Mężczyzna przerwał konwersację, przycisnął instrument przecinając cienką, ale elastyczną błonkę tworzącą zewnętrzną ochronę jaja. Z rany bryznął strumień organicznych płynów, a sam pacjent targnął się spazmatycznie, ale objawy wstrząsu poprzestały na tym jednym poruszeniu. Wprawnie nacinając twardą substancję znajdującą się wewnątrz sflaczałego jaja Ash zaczął usuwać ją kawałek po kawałku, bardzo starannie i z wielką dbałością o to, by jego pacjent nie podzielił tragicznego losu swego poprzednika.
Wątek techniczny
Zgodnie z obietnicą obniżyłem skalę wyzwania zabiegu do poziomu trudnego. Spryt Asha wynosi aktualnie 9 (oryginalnie 14, kara -5 za trudność testu), Pierwsza Pomoc +3. Rzucam 3k20 wiedząc, że potrzebuję dwóch sukcesów. Wypada 2, 10, 16. Jeden sukces automatyczny, drugi generuję obniżając wyrzuconą dziesiątkę za pomocą umiejki do wyniku 7. Brawo! Pasożyt usunięty bez szwanku dla pacjenta!
Tylko co z nim teraz dalej?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Magazyny na Irvin Road, 7 maja 2055
Chociaż epicentrum burzy nie zawładnęło czarnymi przestworzami nad Huntington, trupioblada poświata elektrycznych wyładowań wpadała do wnętrz przestronnych magazynów w szaleńczym rytmie stroboskopowych rozbłysków, przydając twarzom ludzi nienaturalnie sinej barwy. Huk piorunów przeszedł w niemal jednostajny pomruk i wyglądający przez mijane okienko Radeford poczuł cień współczucia dla wszystkich tych nieszczęśników, którzy żyli na północ od rzeki Ohio. Spektakularny majestat tej burzy miał w sobie coś iście boskiego, jakby znużone już grzeszną naturą człowieka niebiosa słały śmiertelnikom ostatnie ostrzeżenie przed kolejną biblijną apokalipsą.
Eddie Wright nie skomentował ostatnich słów Wilsona, chociaż Paul odniósł wrażenie, że dały one najemnikowi do myślenia. Zamiast tego bojówkarz otworzył znajdujące się u szczytu schodów drzwi wpuszczając obu Aniołów do pomieszczenia pełniącego niegdyś rolę biura logistyki.
Pokój wisiał na ścianie magazynu dziesięć metrów ponad betonową posadzką hali, oferując dzięki przestronnym oknom widok na każdy zakamarek pełnej pojazdów i ludzi przestrzeni, a jednocześnie znajdując się dostatecznie wysoko, by nikt ze zwykłych najemników nie miał możliwości podsłuchania toczonych tam rozmów.
Przy dwóch zestawionych ze sobą krawędziami stołach siedziała grupa rozmawiających ze sobą mężczyzn. Kiedy Radeford i Wilson przeszli przez próg, a Wright zamknął za nimi drzwi, rozmowy ustały, a w stronę gości pobiegły spojrzenia, wśród których można się było dopatrzeć rozmaitych nut i emocji.
- Oto nasz kapelan - Alan Sutherland zgasił niedopałek papierosa o blat stołu i powitał przybyszów uniesioną dłonią wskazując im dwa wolne miejsca przy stole - Oraz jego...
- ...wierny sługa Pański, Paul Wilson - Ebenezer poprawnie zinterpretował zawieszoną w pustce wypowiedź barona, uzupełnił ją natychmiast prezentacją swego towarzysza.
Uczestniczący w naradzie mężczyźni skwitowali wejście gości kilkoma pomrukami, ni to akceptacji, ni to dezaprobaty. Wodząc wzrokiem po ich twarzach Radeford rozpoznał pułkownika Żmii Fullera, hegemona Vasqueza, ochroniarza Tysona oraz dwóch najemników, których zauważył wcześniej w wozie transmisyjnym barona. Pozostałych pięciu mężczyzn nie było Aniołom znanych, co wszelako nie mogło dziwić, skoro w skład ekspedycji wchodziło blisko dwieście osób.
- Uznaliśmy, że przywódca duchowy ekspedycji winien uczestniczyć w naradach sztabu, ojcze - oznajmił Sutherland kładąc szczególny nacisk na liczbę mnogą pierwszego czasownika. Słysząc to Fuller i Vasquez, siedzący w sporym od siebie oddaleniu, sposępnieli niemal jednocześnie, a wyraz ich twarzy dowodził jawnie tego, że obaj musieli się zdecydowanie temu pomysłowi sprzeciwiać.
- Do rzeczy - baron podjął konwersację, kiedy tylko obaj goście zajęli miejsca w najdalszym kącie stołu - Zgodnie z przewidywaniami wszystko się pierdoli. Wbrew temu, co ogłosiłem publicznie wcale nie liczyłem, że w jeden dzień dotrzemy do Lexington, ale obecne tempo bardzo mi nie odpowiada. Jedziemy za wolno, panowie. Każda dodatkowa opóźnienia to więcej oczu i uszu, które wiedzą o istnieniu konwoju.
- Burza działa na naszą korzyść - wtrącił Fuller, ogolony na łyso drągal w kamizelce kuloodpornej z nałożoną na wierzch wojskową uprzężą taktyczną - Widoczność fatalna, wiatr utrudnia przemieszczanie się. Jeśli ktoś nas wypatrzył, szybko wieści nie rozniesie.
- O ile musi je gdzieś roznosić - odezwał się inny człowiek w stroju Czarnych Żmii, obserwujący Radeforda i Wilsona kątem oka - Jeśli w Huntington istnieje jakaś większa osada, już o nas wiedzą i pewnie tylko czekają, aż deszcz przestanie lać. Po co inaczej ktoś miałby rozpalać te ogniska?
- Jest na to wytłumaczenie, ale kiepskie - wzruszył ramionami Fuller - To mogło być ostrzeżenie przed burzą, a nie przed nami. Może nas wcale nie zauważono?
- Dźwięk strzałów niesie się daleko nawet w mieście, a nasz padre nieźle postrzelał - powiedział milczący dotąd Vasquez, przenosząc spojrzenie na Radeforda - Kanonada mogła zdradzić naszą obecność.
Alan Sutherland przerwał południowcowi ruchem dłoni, spojrzał na kaznodzieję wzrokiem oczekującym przedstawienia jego własnego stanowiska w poruszonej kwestii.
Wątek techniczny
W biurze na piętrze zebrali się decydenci ekspedycji. Potraktujcie to spotkanie poważnie, bo przyszły los Aniołów zależy w dużej mierze właśnie od tego jak postrzegani będziecie przez tych ludzi. Jeśli macie własną opinię na temat obecnej sytuacji taktycznej konwoju, możecie ją wyrazić oddając pod osąd "oficerów".
Chociaż epicentrum burzy nie zawładnęło czarnymi przestworzami nad Huntington, trupioblada poświata elektrycznych wyładowań wpadała do wnętrz przestronnych magazynów w szaleńczym rytmie stroboskopowych rozbłysków, przydając twarzom ludzi nienaturalnie sinej barwy. Huk piorunów przeszedł w niemal jednostajny pomruk i wyglądający przez mijane okienko Radeford poczuł cień współczucia dla wszystkich tych nieszczęśników, którzy żyli na północ od rzeki Ohio. Spektakularny majestat tej burzy miał w sobie coś iście boskiego, jakby znużone już grzeszną naturą człowieka niebiosa słały śmiertelnikom ostatnie ostrzeżenie przed kolejną biblijną apokalipsą.
Eddie Wright nie skomentował ostatnich słów Wilsona, chociaż Paul odniósł wrażenie, że dały one najemnikowi do myślenia. Zamiast tego bojówkarz otworzył znajdujące się u szczytu schodów drzwi wpuszczając obu Aniołów do pomieszczenia pełniącego niegdyś rolę biura logistyki.
Pokój wisiał na ścianie magazynu dziesięć metrów ponad betonową posadzką hali, oferując dzięki przestronnym oknom widok na każdy zakamarek pełnej pojazdów i ludzi przestrzeni, a jednocześnie znajdując się dostatecznie wysoko, by nikt ze zwykłych najemników nie miał możliwości podsłuchania toczonych tam rozmów.
Przy dwóch zestawionych ze sobą krawędziami stołach siedziała grupa rozmawiających ze sobą mężczyzn. Kiedy Radeford i Wilson przeszli przez próg, a Wright zamknął za nimi drzwi, rozmowy ustały, a w stronę gości pobiegły spojrzenia, wśród których można się było dopatrzeć rozmaitych nut i emocji.
- Oto nasz kapelan - Alan Sutherland zgasił niedopałek papierosa o blat stołu i powitał przybyszów uniesioną dłonią wskazując im dwa wolne miejsca przy stole - Oraz jego...
- ...wierny sługa Pański, Paul Wilson - Ebenezer poprawnie zinterpretował zawieszoną w pustce wypowiedź barona, uzupełnił ją natychmiast prezentacją swego towarzysza.
Uczestniczący w naradzie mężczyźni skwitowali wejście gości kilkoma pomrukami, ni to akceptacji, ni to dezaprobaty. Wodząc wzrokiem po ich twarzach Radeford rozpoznał pułkownika Żmii Fullera, hegemona Vasqueza, ochroniarza Tysona oraz dwóch najemników, których zauważył wcześniej w wozie transmisyjnym barona. Pozostałych pięciu mężczyzn nie było Aniołom znanych, co wszelako nie mogło dziwić, skoro w skład ekspedycji wchodziło blisko dwieście osób.
- Uznaliśmy, że przywódca duchowy ekspedycji winien uczestniczyć w naradach sztabu, ojcze - oznajmił Sutherland kładąc szczególny nacisk na liczbę mnogą pierwszego czasownika. Słysząc to Fuller i Vasquez, siedzący w sporym od siebie oddaleniu, sposępnieli niemal jednocześnie, a wyraz ich twarzy dowodził jawnie tego, że obaj musieli się zdecydowanie temu pomysłowi sprzeciwiać.
- Do rzeczy - baron podjął konwersację, kiedy tylko obaj goście zajęli miejsca w najdalszym kącie stołu - Zgodnie z przewidywaniami wszystko się pierdoli. Wbrew temu, co ogłosiłem publicznie wcale nie liczyłem, że w jeden dzień dotrzemy do Lexington, ale obecne tempo bardzo mi nie odpowiada. Jedziemy za wolno, panowie. Każda dodatkowa opóźnienia to więcej oczu i uszu, które wiedzą o istnieniu konwoju.
- Burza działa na naszą korzyść - wtrącił Fuller, ogolony na łyso drągal w kamizelce kuloodpornej z nałożoną na wierzch wojskową uprzężą taktyczną - Widoczność fatalna, wiatr utrudnia przemieszczanie się. Jeśli ktoś nas wypatrzył, szybko wieści nie rozniesie.
- O ile musi je gdzieś roznosić - odezwał się inny człowiek w stroju Czarnych Żmii, obserwujący Radeforda i Wilsona kątem oka - Jeśli w Huntington istnieje jakaś większa osada, już o nas wiedzą i pewnie tylko czekają, aż deszcz przestanie lać. Po co inaczej ktoś miałby rozpalać te ogniska?
- Jest na to wytłumaczenie, ale kiepskie - wzruszył ramionami Fuller - To mogło być ostrzeżenie przed burzą, a nie przed nami. Może nas wcale nie zauważono?
- Dźwięk strzałów niesie się daleko nawet w mieście, a nasz padre nieźle postrzelał - powiedział milczący dotąd Vasquez, przenosząc spojrzenie na Radeforda - Kanonada mogła zdradzić naszą obecność.
Alan Sutherland przerwał południowcowi ruchem dłoni, spojrzał na kaznodzieję wzrokiem oczekującym przedstawienia jego własnego stanowiska w poruszonej kwestii.
Wątek techniczny
W biurze na piętrze zebrali się decydenci ekspedycji. Potraktujcie to spotkanie poważnie, bo przyszły los Aniołów zależy w dużej mierze właśnie od tego jak postrzegani będziecie przez tych ludzi. Jeśli macie własną opinię na temat obecnej sytuacji taktycznej konwoju, możecie ją wyrazić oddając pod osąd "oficerów".