Post
autor: deliad » 03 lipca 2012, 08:53
Wielebny z zainteresowaniem przysłuchiwał się słowom i przyglądał rysunkom Asha. Nie omieszkał także ocenić zainteresowanie innych, a te z początku entuzjastyczne w miarę posuwania się dalej - słabło. Zbyt wiele wiedzy na raz. To wszystko musieli by przećwiczyć przez kilka dnia. Później dopiero próbować zastosować w warunkach bojowych. Jednakże jeżeli ma to zwiększyć szanse na przeżycie to warto poświęcić na to czas.
Gdy Ash skończył Ebenezer zagadnął do Szarego.
- Szary ty masz większość rzeczy, która należała do samobójcy z Hurricane. Pokaż mi książki, które tam znaleźliśmy. Tę o grzybach i tą drugą o wojnie secesyjnej. Przeszukaj też dokładnie jego łachy.
Radeford poprawił swój płaszcz i ściągnął kapelusz, wyszedł na środek placu szukając podwyższenia. Magazyn wydawał się dobrze nieść głos, ułatwi to przemowę. Maska jednej z ciężarówek nadawała się na mównicę.
- Słuchajcie Wybrańcy Pańscy. Słuchajcie ludzie, którzy nie szczędząc sił i nie zwracając uwagi na trudy, wyruszyliście odzyskać wiedzę i utracone skarby, splugawionego przez Molocha Lexingtone. Słuchajcie, krzyżowcy nie zginający karków pod jarzmem apokalipsy. Słuchajcie dzielni i wierni templariusze Ragnarooku - Radeford poczekał, aż skupi się na mim uwaga członków wyprawy.
- Nasza misja łączy nas i daje nadzieję na polepszenie naszego świata. Z jasnymi obliczami, przezornymi spojrzeniami i wiarą w sercach ruszyliśmy na tą szczytną pielgrzymkę. Niektórzy z nas po to, żeby umocnić się w wierze, inni aby wyrwać z trzewi Molocha utraconą światłość zamierzchłych wieków, jeszcze inni aby zmazać skazy na swej duszy i stanowczym ruchem przekreślić swoje wcześniejsze grzeszne życie. Wszystkie te powody są słuszne! Pan widząc naszą wiarę i nadzieję przysłał nam potężnych sprzymierzeńców. Jak niegdyś podczas odzyskiwania Ziemi Świętej zbrojnym, każącym ramieniem Pana byli Templariusze i inne Zakony Rycerskie tak teraz nas wspomagają żołnierze pułkownika Żmii Fullera oraz hegemona Vasqueza - Ebenezer poczekał, aż słowa przebrzmią.
- Raduje się Pan widząc nasze poświęcenie i żar naszych serc. Wiedzcie jednak, że nasza misja wzbudziła, także zainteresowanie sił nam wrogich. Nasz szczytny cel niepokoi i męczy świerzbem samego Złego, niczym wysypka na kroczu po kąpieli w Missisipi. On to będzie starał się nas skłócić, wzbudzić w nas chciwość i nienawiść do braci. Bójcie się jego knowań i poddawajcie osądy opaczności Pańskiej. Najstraszniejszą bronią Szatana jest strach. Nie poddawajcie się mu! Nie korzcie pod okiem Złego. Albowiem przewodzi nam człowiek silny i wytrwały. Człowiek przezorny i surowy. Człowiek sprawiedliwi i w swej mądrości łaskawy. Młody baron Sutherland! Jest on niczym ojciec doglądający swoich dzieci. Niczym Pasterz pilnujący swojej trzódki. Nie pozwoli ukrzywdzić swoich dziatek. Widząc, że po raz kolejny jego przedsięwzięcie jest torpedowane prze przewrotne złe siły. Widząc, że atak sił Molocha w Hurricane i plugawych techmorw w Huntingtine, mimo że zostały brawurowo odparte, nie obyły się bez przelewu krwi po stronie jego żołnierzy. Nie godzi się z taką podłością i stanowczo im przeciwdziała. Oto z inicjatywy barona powstaje szpital polowy! Jedna z ciężarówek zostanie poświęcona na transport i leczenie ciężko rannych. Leczeni w nim będą najbardziej zasłużeni dla wiary i naszej misji! Podziękujmy mu za to gromkim brawami - Ebenezer zaklaskał w dłonie obracając się w stronę barona.
- W nagrodę za poświęcenie, za przelaną na rzecz wiary krew, za dzielność i nie okazanie trwogi w obliczu niebezpieczeństwa, człowiek uratowany przed pożarciem przez larwę techmorwy przez naszych wyśmienitych medyków, których zazdrości nam cała Ameryka. Gangers z grupy zwiadowczej Aniołów śmierci doświadczy zaszczytu bycia pierwszym rekonwalescentem Szpitalu Polowego imienia Barona Sutherlanda. Tak nam dopomóż Bóg i święty Rambo, który jest patronem naszej misji. - Ebenezer zeskoczył z ciężarówki i powrócił do Aniołów Śmierci, aby przygotowywać zwiad.
Ostatnio zmieniony 03 lipca 2012, 13:02 przez
deliad, łącznie zmieniany 1 raz.