Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Ujęty pod ramiona i podciągnięty w górę Llorvas usiadł pod ścianą korytarza oparty o nią plecami i oddychający w dziwny świszczący sposób. Hastur podniósł się z klęczek i rozejrzał wokół, dopiero teraz zyskując okazję ku temu, by przyjrzeć się bliżej rozsieczonym chwilę wcześniej nieumarłym. Redgard słyszał wcześniej o barbarzyńskich obyczajach starożytnych Nordów, którzy z upodobaniem preparowali zwłoki swych wojowników nasycając je następnie nekromantyczną mocą i przeistaczając w pozornie nieśmiertelnych strażników grobowców. Rytuały te były praktykowane powszechnie w czasach Starych Bogów, gdy Arkay i Stendarr nie cieszyli się jeszcze na północy Tamriel powszechną czcią, a gwałtowni i twardzi górale zanosili swe modły do znacznie mniej wyrozumiałych niebiańskich istot.
Draugrowie podpaleni wcześniej zaklęciami wciąż jeszcze dogasali, zasnuwając duszne stęchłe powietrze katakumb smugami cuchnącego odrażająco dymu. Pustynny wojownik pochylił się nad najbliższym z nich, spojrzał w czarne oczodoły ukrytej pod hełmem czaszki czując na ich widok zimne ciarki na plecach.
- Nie ulegaj wrażeniu, że to już wszyscy - powiedział półgłosem Neviers, który stanął u boku Hastura - Grobowiec może się ciągnąć całymi milami pod górą i wciąż jeszcze mogą się tutaj kryć inni nieumarli. Ci byli dość niemrawi, ale są też inni, stworzeni za pomocą znacznie silniejszych zaklęć. Jeśli napatoczymy się na nich, możemy mieć dużo większe kłopoty.
- Co zatem proponujesz? - zapytał Redgard podnosząc z posadzki stary zardzewiały miecz i badając w dłoni jego wyważenie - Winniśmy zawrócić na górę?
- Winniśmy zachować ogromną ostrożność - odparł Breton - Tutaj nas opadli, byśmy się zagłębili w labirynt wielu wzajemnie przeciętych korytarzy. Gdyby na nas wyszli przodkiem, bez trudu byśmy im uciekli. Sam widziałeś, że są wolniejsi od nas. Grunt to nie dać się im odciąć od drogi ucieczki.
Neviers trącił czubkiem buta martwiaka, którego czary Sivariaela niemal całkowicie obróciły w popiół, cmoknął znacząco ustami.
- Że altmer potrafi chwacko czarami władać, wiedziałem od dawna, ale widzę, że i wy jesteście obyci w magicznych arkanach - stwierdził ściszonym głosem - Taka komitywa wybornie podnosi humor.
Breton sugeruje dalszą eksplorację podziemi, z zastrzeżeniem, iż powinniście od teraz dokładać baczenia, by zawsze mieć w zanadrzu czystą drogę ucieczki. Trzynastu uśmierconych ostatecznie ożywieńców wala się po korytarzu, więc pytanie, czy ktoś chce te truchła przetrząsnąć w poszukiwaniu czegokolwiek wartościowego? Jeśli o ich oręż idzie, wszyscy mieli albo zabytkowe miecze albo topory, mocno skorodowane i stępione, posiadające OBR 7. Zbroje również są w bardzo złym stanie, na dodatek przed chwilą ów stan wydatnie pogorszyliście.
Co do leczenia Llorvasa, muszę na szybko przeliczyć jego stan many, ponieważ począwszy od strażnicy dunmer korzystał z magicznej mocy, a jej tempo regeneracji wynosi 2 pkt. na godzinę. Za chwilę postaram się podać, ile many zostało i ile da się za jej pomocą uleczyć ran.