PBF - Podstępna rubież

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 13 lutego 2013, 19:35

Radeford pokrótce opowiedział co się stało. Nie mógł zdobyć się na bogatszy opis, bo dławił go niewypowiedziany żal po stracie przyjaciela.
Przyznał rację kompanom, że ciała nie ma jak zabrać na drugą stronę.
Nie zwlekając wykopali w spękanej ziemi przydomowego ogródka płytki grób. Badyle wyschniętych słoneczników rzucały cień na zbolałą twarz kaznodziei gdy ten po zakopaniu ciał staną przy grobie.

Ebenezer ściągnął wysłużony i spłowiały kapelusz i położył go na piersi.

- Nie takiego pogrzebu dla ciebie chciałem stary przyjacielu i nie takiej śmierci jaka Cię spotkała. Jednak nie nam oceniać boże wyroki. Jeżeli Wielki Manitu potrzebował wytrawnego zwiadowcy, to dobrze trafił biorąc Ciebie.
Jacku Salt gdy następnym razem padnie rozkaz do ataku, ty się nie zerwiesz na równe nogi. Gdy następnym razem przyjcie stawić nam czoła wrogom, za uzi nie chwycisz. Odszedłeś do lepszej krainy, do której wyruszymy i my. Mimo, że twoje ciało spoczęło w grobie, Twoje czyny pozostaną nieśmiertelne. Pozostaną ponieważ kroczyłeś Prawą Ścieżką Pana, a każdy twój czyn wrył się w serc ludziom, którym pomogłeś. Oby Twój duch został przewodnikiem i patronem naszej wyprawy krzyżowej, abyś mógł wspomóc nas natchnieniem w ciężkich chwilach. Jacku Salt! Śmierć to jedynie początek.


Kaznodzieja pochylił głowę, przełykając ślinę i tłumiąc łzy. Po kilku sekundach odzyskał spokój i zaintonował pieśń.

"Nim świt obudzi noc dotykiem ciepłych mgieł,
Nim dzień ożywi świat, Panie, przyjdź.
wołam, przyjdź, Uciesz mój wzrok
spokojem jasnych barw
Nim mnie zachwyci kwiat, Ty przyjdź.

Choć chcę wciąż dalej iść, niewiele mogę sam,
Więc znów podnoszę głos, Panie, przyjdź, wołam, przyjdź i otrzyj mą
oblaną lękiem twarz,
Nim znów postawię krok, Ty przyjdź.

I tak poprowadź mnie przez piętra
trudnych lat,
Bądź w dzień radością dnia, w nocy snem,
pomóż mi, o Panie mój, rysować życia kształt,
Bym mógł wciąż naprzód iść, bym trwał. "


[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=W3YJl9Yem60[/youtube]

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 16 lutego 2013, 07:46

Po odprawieniu pochówku w Radeforda wstąpiły nowe siły. Trochę się ciskał, za porzucenie ciała Szarego na pastwę plemiona mutantów. Wraz z Szarym umarła też nadzieja na dowiedzenie się, co widział u wrogów.

Teraz najważniejszy był powrót do magazynu w którym obozują siły barona Sutherlanda. Zwiad okazał się jednym z najgorszych posunięć kaznodziei, a Ebebezer nie zamierzał pogarszać jeszcze bardziej bilansu strat.

- Potrzebny nam coś o dużej wyporności. Przepłyniemy rzekę trzymając się pływaka. Wystawanie ponad powierzchnię rzeki w większej części niż głowa równa się samobójstwu. Musimy przepłynąć jak najszybciej, prąd rzeki działa na naszą niekorzyść i spycha na teren walk.Sprzęt nie może się zamoczyć - tłumaczył plan Ebenezer.
Potrzebujemy szafkę, szafę lub pokrowiec który wypełnimy pustymi plastikowymi lub szklanymi butelkami, mogą być kanistry, beczułki i tym podobne. Broń najlepiej zawinąć w jakąś folię. Nada się także pusty bojler z piwnicy.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 lutego 2013, 16:07

Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Czas wydawał się uciekać w zastraszającym tempie, toteż mimo pełnego zrozumienia dla konieczności pochowania Salta, Wilson i Tisdale przez całą pośpieszną ceremonię rozglądali się nerwowo wokół siebie. Ludzie Kapelusznika - jeśli oczywiście to oni odpowiedzialni byli za krwawą w skutkach strzelaninę na północnym brzegu - stracili pięciu swoich i żaden z Aniołów nie łudził się tym, że miejscowi puszczą takie straty płazem. Co gorsza, po przeciwnej stronie zginął wskutek nieszczęśliwego nieporozumienia człowiek Gregory'ego, a to tylko mogło zaostrzyć i tak niebywale napiętą atmosferę panującą w mieście.

Po jakimś czasu w oddali zaczęły rozbrzmiewać pojedyncze strzały, dochodzące gdzieś od strony Huntington, czasami milknące po chwili, czasami ciągnące się przez kilka minut. Wywoływany przez radio Sutherland okazywał się nieosiągalny, ponieważ zaciągnięte burzowymi chmurami niebo niosło ze sobą podwyższony poziom elektromagnetycznych zakłóceń skutecznie paraliżujących radiową łączność.

Kierując się podpowiedziami wielebnego, Aniołowie zbudowali prowizoryczną tratwę niewielkich rozmiarów, mającą nie tyle przetransportować na przeciwny brzeg ich samych, co cenny dobytek. Zepchnąwszy zrobioną z desek, pustych kanistrów i plastikowych pojemników konstrukcję na wodę, mężczyźni zanurzyli się z nieskrywaną odrazą w mętny i skrywający w swej toni liczne niebezpieczeństwa nurt rzeki Ohio.

- Szybko machajcie nogami - polecił Radeford - Nie możemy pozwolić, żeby prąd zniósł nas z powrotem do miasta. Coś się tam dzieje, przecież głusi nie jesteście.

- Strzelają się między sobą - odburknął Wilson - Najlepiej byłoby, gdyby zrzucili całą winę za tę jatkę na siebie wzajemnie.

- To nie przejdzie - odpowiedział z nutką żalu Ash - Za dużo opowiedzieliśmy temu draniowi w kapeluszu. Już prędzej ci z północy pomyślą, że przeszliśmy na stronę południowców i wypowiedzieliśmy im otwartą wojnę.

- Sutherland chyba nie będzie zadowolony - mruknął Wilson machając rytmicznie nogami - Dalej, ruszać się.
Przeprawa idzie w miarę sprawnie, na razie bez niespodzianek. Sprzęt tkwi bezpieczny na tratwie. W odległym mieście wyraźnie coś się dzieje, jakiś zaczątek otwartych działań wojennych.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 lutego 2013, 17:52

Ash miał złe przeczucia. Strzelanina. Tisdale zachodził w głowę, kto tam tak ostro wymieniał ogień, ale miał przeczucię, że to mogli być ludzie barona atakujący, lub broniący się. Tylko przed kim? Ludźmi szurniętego Gregorego? Tak czy owak, jak wrócą to baron pewnie dam im popalić. I nie chodziło mu bynajmniej o przedwojenne Marlborasy, które Sutherland jarał jak lokomotywa. Teraz jeszcze przeprawa przez rzekę. Aż wzdrygnął się, gdy przypomniał sobie jak coś dotknęło go w tej toni kilka godzin wcześniej. Dobrze że chociaż ich sprzęt był zabezpieczony na prowizorycznej. tratwie
Proszę tylko MG żeby pamiętał, że sprzęt jest w tej wanience od góry zabezpieczonej folią, tak jak deklarowałem wcześniej. Także jakby się przewrócił to nic nie poleci na dno. To byłaby katastrofa jakby medyk stracił swoje medyakamenty i jeszcze wierny karabinek:o Szrego umieściliśmy na tratwie.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 16 lutego 2013, 18:02

Powrót po ciało Szarego jest zbyt ryzykowny.
Ostatnio zmieniony 16 lutego 2013, 19:26 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 lutego 2013, 18:26

Sorry chodziło mi o Szarika:)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 lutego 2013, 21:16

Południowy brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Chociaż przeprawiający się przez rzekę Aniołowie mieli mnóstwo złych przeczuć, żaden z nich nie utonął, nie został porwany nurtem pod zawalone miejskie mosty Huntington ani nie stracił bezcennego dobytku. Po kilkudziesięciu minut męczącego machania rękami i nogami, połączonego z pchaniem przed sobą podskakującej na falach tratwy, mężczyźni wychynęli w końcu na mulisty południowy brzeg ociekając wodą i z trudem wlokąc za sobą tratwę.

Wilson pośpiesznie zlustrował pozostawiony za sobą północny brzeg przez lornetkę, nigdzie nie dostrzegł jednak śladu pościgu. Po własnej stronie rzeki też nie zauważył niczego niepokojącego, aczkolwiek wciąż martwiły go przybierające chwilami coraz bardziej na sile odgłosy wystrzałów dobiegającej od strony Huntington.

Sprawiający opłakane wrażenie Szarik otrząsnął się żywiołowo, bryzgając na wszystkie strony kroplami wody, spojrzał na swych panów smutnymi ślepiami.

- Cofniemy się na Midland Trail i stamtąd truchtem do obwodnicy? - zaproponował rozglądający się uważnie wokół siebie paramedyk.
Jak wyżej - którędy do domu?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 lutego 2013, 21:22

Ash natarł się alkoholem, celem pozbycia się biologicznego świństwa, którym mogła skażona być rzeka Ohio. Ubrał się i sprawdził szybko sprzęt. Przeładował karabinek i odruchowo złożył się do pozorownego strzału. Oceniwszy, że sprzęt jest w porządku, pogłaskał i uspokoił Szarika kilkoma psimi chrupkami.

- Cofniemy się na Midland Trail i stamtąd truchtem do obwodnicy? - zaproponował rozglądający się uważnie wokół siebie paramedyk.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 16 lutego 2013, 23:12

Radeford wycisnął wodę z przesiąkniętego ubrania.

- Nie Ash, tam ostatnio spotkaliśmy ludzi z zarzecza. Musimy kluczyć mniejszymi uliczkami, a później nasypem kolejowym
- odparł Ebenezer.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 lutego 2013, 13:35

Midland Trail, 8 maja 2055

Dotarcie do posterunku Czarnych Żmii przy wjeździe na obwodnicę zajęło mężczyznom dobre półtorej godziny, zmitrężone przede wszystkim na zachowanie odpowiedniej ostrożności i ustawiczne postoje będące reakcją na podejrzane odgłosy. Pilnujący drogi do tymczasowej bazy Sutherlanda najemnicy wzięli Aniołów na celowniki, kiedy tylko ci pojawili się w ich polu widzenia, ale opuścili broń na rozkaz dowodzącego czujką mężczyzny.

Zdyszani, wciąż na wskroś przemoczeni i wyczerpani zwiadowcy dotarli do siedzących nisko na resorach pancerek Fullera, opadli na wilgotną od deszczu ziemię przy wozach opierając się o nie plecami w zamiarze zapewnienia sobie przynajmniej krótkotrwałego odpoczynku.

- Gdzie reszta? - zapytał dowódca czujki, kucając obok Radeforda i kładąc sobie na kolanach pompkową strzelbę - Co tam się w ogóle dzieje? Od jakiegoś czasu słychać coraz więcej strzałów.
Jesteście na czujce Czarnych Żmii, pod wiaduktem autostrady. Jest okazja do krótkiego odpoczynku oraz wymiany informacji. Chcecie o coś pytać bądź coś przekazać?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 17 lutego 2013, 13:43

Trochę nas jak widać przerzedzili, co u was żadnych incydentów? Napieprzają tam tak, że chyba jakas lokalna wojna wybuchła.
Na razie bym chciał się dowiedzieć co słychać u Barona i jego zakapiorów.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 17 lutego 2013, 15:14

Radefor łapał oddech. Na zadane pytanie mruknął tylko.

- Oni już nie na tym świecie, już ich problemy doczesne nie dotyczą.


- Co tu się dziej, słychać strzały jak podczas regularnych walk. Baron bezpieczny? Wiecie coś więcej o zamieszkach w nieście -pytał kaznodzieja.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 lutego 2013, 16:01

Midland Trail, 8 maja 2055

Chociaż czysta woda była jednym z najcenniejszych zasobów ekspedycji, dowódca czujki zdjął z pasa swoją manierkę i podał ją Aniołom zachęcając ich do nasycenia pragnienia.

- Pan Sutherland wrócił do obozu ponad dwie godziny temu, krótko po pierwszych strzałach - wyjaśnił noszący barwy Czarnych Żmii najemnik - Przyjechali wszyscy w komplecie, ale wyglądali na nieludzko wkurzonych. Nikt nam nic nie powiedział, ale krótko potem w mieście zaczęła się nielicha zadyma. Najpierw strzelanina na północnym brzegu, potem w głębi Huntington. To wasza robota?

- Atmosfera w mieście robi się nerwowa - odpowiedział wymijająco Ebenezer - Was nikt tu nie podchodził, nikt do was nie strzelał?

- Nie, nikt - pokręcił głową dowódca czujki - Ale nie ściemniajcie, tylko gadajcie jak się sprawy mają. Przecież straciliście ludzi, sam to powiedziałeś, padre. Kto ich odstrzelił i co się tam właściwie dzieje?
Popchnąłem troszkę konwersację, chcecie coś dodać czy ignorujecie gościa (zapewne ku jego niezadowoleniu) i zmierzacie do obozu barona?

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 17 lutego 2013, 20:17

Ebenezer zmarszczył groźnie brwi.

- Wszelkie poszlaki wskazują, że za rzeką mieszkają mutanty i ich zwyrodniali ludzcy zwolennicy. Są wrogo nastawieni do ludzi Gregora, wiary i naszej wyprawy krzyżowej. W nich bym upatrywał niebezpieczeństwo dla naszego powrotu tą drogą po zakończeniu Bożej misji w Lexingtone- wyjaśnił swoje stanowisko Radeford.

- Dość odpoczęliśmy czas nam wracać do obozu i Sutherlanda. W drogę!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 19 lutego 2013, 20:44

Magazyny na Irvin Road, 8 maja 2055

Ekspedycja barona Sutherlanda znajdowała się w stanie pełnego pogotowia - Radefordowi wystarczył jeden rzut oka na blokujące dojścia do magazynów opancerzone wozy i sterczących wszędzie z odbezpieczoną bronią najemników. Ucichły gdzieś śmiechy i żarty, nikt nie pił alkoholu ani nie spał. Poważni ludzie rozmawiali ze sobą półgłosem, ustawicznie sprawdzając zamki i bezpieczniki karabinów, lustrując otoczenie magazynów przez szkła lornetek.

Ostrzeżeni przez radio o nadchodzących sprzymierzeńcach, bojówkarze Czarnych Żmii przejęli grupkę Aniołów pół mili od magazynów, eskortując skrajnie zmęczonych mężczyzn do tymczasowej bazy Sutherlanda. Dowódca eskorty próbował przez chwilę wypytywać wielebnego o szczegóły rekonesansu, ale zaciśnięte usta i posępna mina kaznodziei szybko go od tego pomysłu odwiodły.

Baron Sutherland i jego najwyżsi rangą oficerowie znajdowali się w tym samym biurze supervisora magazynu, co poprzednim razem, pokrzykując na siebie nerwowo i wertując samochodowe atlasy. Mając precyzyjnie określone rozkazy, dowódca eskorty zaprowadził trójkę Aniołów prosto do barona, przyzwalając dołączyć do niech siedzącemu na masce swego wozu Leonowi.

Kennedy zerwał się na równie nogi widząc przybyszów, chociaż mina zrzedła mu na widok ich opłakanego stanu.
Jeśli chcecie, możecie teraz objechać z góry na dół Leona, który porzucił Was nad Guyandotte wystawiając na pastwę mutantów i kanibali. To też dobry moment, by Maciej78 zarzucił własnym postem witającym z dziką radością utraconą już pozornie drużynę!

ODPOWIEDZ