Pozostawiwszy oględziny łupów swym druhom Ahraveen przeszedł przez wschodnią bramę wioski, mijając wejście na stary kamienny most i wspinając się w zamian na niewielką polankę przywierającą do niemal pionowego skalnego zbocza wyrastającego ponad Rzeczną Puszczę.
Gęsta, choć lekko już zwiędła trawa tworzyła miękki kobierzec pod podeszwami butów jaszczura. Rozejrzawszy się wokół argonianin ściągnął z pleców przewieszony przez łopatki ciężki miecz i ujął oburącz jego rękojeść, wpatrując się uważnie w rzędy niewielkich runicznych znaków zdobiących obusieczne ostrze.
Żelazna klinga sprawiała najzwyczajniejsze w świecie wrażenie, ale jaszczur doskonale pamiętał bijącą od niej pod ołtarzem poświatę oraz dziwne wrażenie odrętwienia w ramieniu, kiedy ściskał broń po raz pierwszy. Tym razem ukryta moc oręża zdawała się drzemać, być może czekając na chwilę, kiedy gadowi przyjdzie jej użyć przeciwko prawdziwemu przeciwnikowi.
Zmieniając ułożenie stóp Ahraveen wykonał na próbę kilka zamachów, starając się przyzwyczaić ręce do obcego im ciężaru broni.