Ogromny szałas, czas nieokreślony
Uczeń szamana oblizał ponownie usta, przeciągając szorstkim jęzorem po wystających za wargi okazałych kiełkach. Z każdym uderzeniem serca utrwalał się w skrytym przekonaniu, że padł ofiarą przemyślnego podstępu, mającego ujawnić jego prawdziwe oblicze i dowieść gotowości dostąpienia łaski... jakiej zaś łaski, tego skonfundowany zaklinacz ciągle jeszcze nie wiedział, roztrząsając w myślach mnóstwo ewentualności.
Wypinając pospołu pierś i podbródek, Huskun przeszedł do części szałasu skrywającej parę znacznych więźniów. Pomrukując i chrząkając niczym dławiący się kartoflami wieprzek zaklinacz narobił dość rwetesu, by natychmiast spoczęły na nim wszystkie spojrzenia.
- Parszywe świńskie ryje - oznajmił z nieskrywaną lubością, wręcz smakując każde wypowiadane słowo - Zostawiliście mnie na pewną śmierć pod tym chędożonym wodospadem, tedy słusznie trza was ukarać. Za dni hołubienia Cycatego Mamuna pierwiej bym wam bebechy przez gardło wywlekł, a potem was na nich obwiesił, niźli puścił bez szwanku, ale czasy iście się zmieniają. Dostąpił żem jam wielgaśnego olśniowania i nawrócił się na kult wielgaśnie niebiańskiego Piana, a onemu prucie bebechów wielce się nie podoba.
Zaklinacz urwał na chwilę, łudząc się krótko nadzieją, że niebywale wdzięczni za nieoczekiwaną łaskę posiadacze świńskich ryjów rzucą mu się do stóp pokrywając je gradem pocałunków.
Kiedy nic takiego nie nastąpiło, Huskun z dumną miną udał, że nie poczuł ani jednej nutki rozczarowania.
- Dostaniecie po tuzinie bizunów na gołe pięty, kozojebcy, a potem sio z wioski, a nigdy więcej tu nie wracajcie! - wydał podniosłym tonem wyrok - I głoście wszędzie łaskę Huskuna Magnifikanta, co to się nad wami tak wielce ulitował, paskudasy!
Mam nadzieję, że goblin prezentuje się niebywale wielgaśnie dostojnie!
