Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 08.08.1993 23:55
Democritus poczekał, aż zebrani uspokoją się. Gdy w końcu odezwał się, na sali zapanowała natychmiast całkowita cisza. Żałobnicy zwrócili się w milczeniu w jego stronę, chłonąc słowa Księcia Charleston:
- Zebraliśmy się tutaj, zjednoczeni w bólu, aby oddać hołd i wspomnieć naszego przyjaciela i szanowanego członka Rodziny, Atrahasisa z Klanu Brujah, znanego także jako Red Wisdom. Arneta Lambert Regentka Klanu Tremere potwierdziła, iż istotnie znalezione prochy należą do niego. Jego śmierć stanowi ogromną i nieodżałowaną stratę nie tylko naszej społeczności w Charleston, ale i dla wszystkich Spokrewnionych. Postępując zgodnie z jego ostatnią wolą, odczytam o północy testament, który pozostawił.
W tym momencie Książę przerwał przemowę, bowiem w drzwiach salonu pojawił się blady mężczyzna, ubrany w strój z epoki wiktoriańskiej. Ubranie jego, choć skrojone w dobrym guście, teraz zdawało się przykurzone i zleżałe. Jego płaszcz i niemodny cylinder prezentowały barwę wyblakłej czerni. Wśród zebranych rozszedł się szmer wyraźnego zaniepokojenia.
- Hoqax, cóż tego wieczoru mamy chyba szczęście do niespodziewanych wizyt. Jestem naprawdę zaskoczony, choć nieszczególnie szczęśliwy, widząc w tym towarzystwie Biskupa Sabatu. Doprawdy, może powinieneś zapowiedzieć swoje przybycie odpowiednio wcześniej? Nie ryzykowałbyś tak wiele... - powiedział Książę, doskonale maskując napięcie, które go ogarnęło.
- Witaj Democritusie, - burknął nowo przybyły lustrując wzrokiem zebranych - bądź łaskaw oszczędzić mi swych przemów. Nie czuję się na siłach, sam rozumiesz. Zresztą, za bardzo dbasz o swój wizerunek, aby coś miałoby mi tutaj zagrozić. Pomyśl tylko, jakby to wyglądało, gdyby twój wróg został zabity na pogrzebie jednego z najbardziej szanowanych, niezależnych mędrców, który także był mu przyjacielem... Paskudna wizja, nieprawdaż?
- Wystarczy! - przerwał mu Primogen klanu Brujah - Hoqaxie z krwi Lasombra, nie jesteś tu mile widziany. Czego chcesz?
- Maximilianie, jak miło widzieć cię w dobrym zdrowiu. Martwiłem się, słysząc, że ostatnio zapuszczasz się w mocno niebezpieczne okolice - Biskup uśmiechnął się nie kryjąc sarkazmu. Po czym zwrócił się bezpośrednio do Księcia - Chcę jedynie wysłuchać Ostatniej Woli Artahasisa i złożyć swój wpis do czarnej księgi. A tego, Democritusie, nie możesz mi odmówić...
Szeryf szeptała coś gorączkowo do ucha Księcia, ten jednak zbył ją gestem i odrzekł:
- Dobrze więc. Nic ci nie grozi Hoqaxie, ale po odczycie natychmiast opuść ten dom.
- I tak się stanie - opowiedział z lekkim uśmiechem lider Sabatu, kierując się w stronę urny.
Spokrewnieni instynktownie odsuwali się od Sabatnika, pozwalając mu bez przeszkód dostać się do księgi. W czasie gdy Hoqax wpisywał kondolencje, Sidonia wreszcie uruchomiła gramofon zapewniając odpowiednią oprawę muzyczną.
[center]
https://www.youtube.com/watch?v=FPZe7ajX_AQ[/center]
Ventrue otworzył testament i zaczął czytać:
[center]Testament
Ja Atrahasis z klanu Brujah, znany także jako
Red Wisdom, będąc w pełni władz umysłowych,
oświadczam, iż w przypadku mojej śmierci cały majątek,
t.j. nieruchomość przy 1017 Edgewood wraz z jej
wyposażeniem ma przypaść członkom koterii, którzy
przybyli, by prowadzić śledztwo w sprawie mojej
Ostatecznej Śmierci. Proszę wszystkich
Spokrewnionych, a w szczególności Księcia Democritusa
o uszanowanie mojej ostatniej Woli i nie utrudnianie
Koterii jej zadania.
Brujah Atrahasis syn Gitmalu[/center]
Gdy skończył, w drzwiach pojawił się kolejny jegomość. Prawie każdy od razu rozpoznał kim on jest. Christian ubrany był tylko w zniszczone dżinsy i lekką skórzaną kamizelkę. Na biodrach miał wielki masywny pas z klamrą w kształcie znaku klanu Brujah, z którego zwieszało się kilkanaście doczepionych na łańcuchach platynowych tabliczek z nazwami miast Ameryki Północnej. Kolekcja posiadała osiem nazw, a reszta była pusta, czekając na kolejne wpisy.
- Sorki za spóźnienie, ale dowiedziałem się przed chwilą, że robicie tutaj jakiś pogrzeb członka mojego klanu. Albo stypę... No, coś w ten deseń.
Machnął ręką wyrażając pogardę dla konwenansów, po czym obrzucił wszystkich wrogim spojrzeniem, i wskazał palcem na Demorcitusa:
- Chciałem zatrzymać się na trochę Ventrzaku, bo nie podoba mi się, że w twoim mieście padają legendy Brujahów.
Szeryf znów zaszeptała coś do ucha Księcia.
- Ten wieczór nie przestaje mnie zadziwiać - westchnął Democritus. - Możesz tu zostać chłopcze, ale na własną odpowiedzialność. Nie chcę, byś myślał że cię nie ostrzegłem.
- Heee hhhee hehhee -zabulgotał Anarchista w czymś, co chyba miało być śmiechem - Nie zabawię tutaj długo... ale gdy dowiem, się kim jest morderca, zmiażdżę mu czaszkę.
Christian podszedł do księgi, każdy jego krok podkreślały łańcuchy dzwoniące u jego pasa. Spojrzał na Biskupa:
- Załóż lepsze wdzianko, Lasombrusie bo mole cię żrą. Brak odbicia czasami szkodzi, nie?
Hoqax natychmiast odsunął się od Christiana z wyrazem obrzydzenia na twarzy. Po czym, bez pożegnania skierował się w stronę wyjścia.
1. Gdy na sali pojawia się Hoqax, reakcja wszystkich jest dokładnie taka sama, jak przy wejściu Assamity. Robi się nerwowo. Democritus i Hoqax zachowują się z dużą pewnością siebie.
2. Assamita jakimś cudem przestał być centrum zainteresowania, bowiem wszyscy skupieni są na nowo przybyłych.
3. Christian Pain, jeden z najbardziej wyróżniających się Anarchistów Ameryki Północnej. Cały czas jest w podróży. Nazwy miast na platynowych tabliczkach, to te miasta, gdzie na Christiana są zwołane przez Książąt Krwawe Łowy. Christian jest dumny z tego, że robi co chce i nikomu nie służy.