PBF - Charleston by Night
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
- Nie groże Ci, tylko informuję co się stanie, jak ktoś będzie udawał Ciebie ponownie. Mnie tak łatwo wychujać się nie da, jak tego Twojego towarzysza. Nie licz też na Assamite bo coś mi mówi, że wtedy zrobi to nawet szybciej ode mnie. A pomyłki...- wzruszył ramionami - mogą zdarzyć się i Namtarowi.
Ostatnio zmieniony 20 marca 2015, 10:37 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Terry uśmiechnął się szeroko, słysząc słowa Nosferatu. Ale tak naprawdę uśmiechnął się, gdyż zdał sobie sprawę, że Darth Namtar opuścił sanktuarium. To nie tak że się go bał, ale w jakiś tajemniczy sposób poczuł ulgę. Potrząsnął głową, jakby chciał zrzucić z niej nadmiar emocji, po czym zwrócił się do Horacego.
- Po tym co usłyszeliśmy na jego temat, dziwi mnie, że ujmujesz to w ten sposób. Nie jest moją intencją podważać kompetencje naszego mrocznego ochroniarza. Po prostu dziwnie się czuję, wiedząc, że moje bezpieczeństwo leży w rękach psychopaty. Tym bardziej kiedy nie wiem co cechuje jego ofiary, i czy wśród nas nie ma nikogo kto wpasowuje się w jego wzorzec. A już szczególnie kiedy wiem, że ten który chce mnie zniszczyć, przebywa w tym samym mieście. I wie że i ja tu jestem.
- Co do zaś Lucjana, z tego co zanotowałem, wynika dość jasno, że razem z Gavinem byli kiedyś blisko. Absolutnie nie sugeruję że łatwo wywieść cię w pole, zwyczajnie interesującą znajduję twoją pewność siebie. Bo cóż pozwala ci sądzić, że prędzej byś przejrzał taką maskaradę niż wieloletni, zakładam, towarzysz Gavina?
- I co się tyczy Gavina. - tu zwrócił się do Ravnosa, nie czekając na odpowiedź - Nie powiedziałem tych słów by pomóc ci w tej dziwnej sprzeczce. Byłbym natomiast wdzięczny gdyby pomogły wam one ją zakończyć. Nic bowiem z tego nie wynika. A my zamiast rozmawiać o rzeczach istotnych, tańczymy na smyczy sił które bardzo chcą byśmy nie doszli do sedna naszej sprawy.
Kończąc zdanie odwrócił się do Nosferatu, by upewnić się czy aby na pewno zrozumiał, że ostatnie słowa były skierowane również do niego.
- Po tym co usłyszeliśmy na jego temat, dziwi mnie, że ujmujesz to w ten sposób. Nie jest moją intencją podważać kompetencje naszego mrocznego ochroniarza. Po prostu dziwnie się czuję, wiedząc, że moje bezpieczeństwo leży w rękach psychopaty. Tym bardziej kiedy nie wiem co cechuje jego ofiary, i czy wśród nas nie ma nikogo kto wpasowuje się w jego wzorzec. A już szczególnie kiedy wiem, że ten który chce mnie zniszczyć, przebywa w tym samym mieście. I wie że i ja tu jestem.
- Co do zaś Lucjana, z tego co zanotowałem, wynika dość jasno, że razem z Gavinem byli kiedyś blisko. Absolutnie nie sugeruję że łatwo wywieść cię w pole, zwyczajnie interesującą znajduję twoją pewność siebie. Bo cóż pozwala ci sądzić, że prędzej byś przejrzał taką maskaradę niż wieloletni, zakładam, towarzysz Gavina?
- I co się tyczy Gavina. - tu zwrócił się do Ravnosa, nie czekając na odpowiedź - Nie powiedziałem tych słów by pomóc ci w tej dziwnej sprzeczce. Byłbym natomiast wdzięczny gdyby pomogły wam one ją zakończyć. Nic bowiem z tego nie wynika. A my zamiast rozmawiać o rzeczach istotnych, tańczymy na smyczy sił które bardzo chcą byśmy nie doszli do sedna naszej sprawy.
Kończąc zdanie odwrócił się do Nosferatu, by upewnić się czy aby na pewno zrozumiał, że ostatnie słowa były skierowane również do niego.
Ostatnio zmieniony 20 marca 2015, 15:15 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Horacy drgnął na słowa o podważaniu kompetencji assamity.
- Cóż, drogi Ojcze, nie chce cię martwić ale sądząc po chłodnej i nieco pogardliwej tolerancji jaką nam serwuje, myślę że wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu w jego typie. Twoje bezpieczeństwo nie leży w niczyich rękach oprócz Ciebie samego. Zawsze tak było i będzie. Jeśli zrobisz coś głupiego Namtar cię uratuje w specyficzny dla siebie sposób.
...Bo cóż pozwala ci sądzić, że prędzej byś przejrzał taką maskaradę niż wieloletni, zakładam, towarzysz Gavina?
- Łatwiej przejrzeć kłamstwo kiedy się w nim nie żyje na co dzień.
"...A my zamiast rozmawiać o rzeczach istotnych, tańczymy na smyczy sił które bardzo chcą byśmy nie doszli do sedna naszej sprawy."
Jak chciałem działać i układać wstępny plan działania to mi Freuda jebneli i kazali się cofać w przeszłość. Szkoda, że to kółko wzajemnej psychicznej pomocy nie zechciało cofnąć się do czasu kiedy jeszcze srałem w pieluchy. Kto wie może już wtedy czaiło się nad kołyską cieniste zuo (sic)
- Co zatem konkretnie proponujesz?
- Cóż, drogi Ojcze, nie chce cię martwić ale sądząc po chłodnej i nieco pogardliwej tolerancji jaką nam serwuje, myślę że wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu w jego typie. Twoje bezpieczeństwo nie leży w niczyich rękach oprócz Ciebie samego. Zawsze tak było i będzie. Jeśli zrobisz coś głupiego Namtar cię uratuje w specyficzny dla siebie sposób.
...Bo cóż pozwala ci sądzić, że prędzej byś przejrzał taką maskaradę niż wieloletni, zakładam, towarzysz Gavina?
- Łatwiej przejrzeć kłamstwo kiedy się w nim nie żyje na co dzień.
"...A my zamiast rozmawiać o rzeczach istotnych, tańczymy na smyczy sił które bardzo chcą byśmy nie doszli do sedna naszej sprawy."
Jak chciałem działać i układać wstępny plan działania to mi Freuda jebneli i kazali się cofać w przeszłość. Szkoda, że to kółko wzajemnej psychicznej pomocy nie zechciało cofnąć się do czasu kiedy jeszcze srałem w pieluchy. Kto wie może już wtedy czaiło się nad kołyską cieniste zuo (sic)
- Co zatem konkretnie proponujesz?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Zaskoczony pytaniem, Terry wzruszył ramionami.
- Przestać sobie dogryzać bo to nic nie wnosi, przecież już powiedziałem. I znaleźć tego kruka z Charleston, na początek. Jeśli zaś chcesz zapytać jak sobie to wyobrażam zrobić, to wydaje mi się że nie do mnie to pytanie - spojrzał bardzo wymownie na Mroczną Panią. Po odpowiednio długiej chwili, powrócił spojrzeniem do Horacego.
- Nie bardzo też rozumiem dlaczego jesteś taki chętny do wpływania na umysł swego zmiennokształtnego przyjaciela. Bo skoro to twój przyjaciel, to przy odrobinie sprytu możesz wyciągnąć od niego informacje w sposób nieinwazyjny. A przy najmniejszym potknięciu w dominowaniu go, jeśli tylko on zorientuje się co mu robisz/robimy, utracisz tą przyjaźń. I jego zaufanie. Bezpowrotnie. Nie możesz mu powiedzieć że dołączyłeś do Zakonu Czcicieli Kruczych Braci i chciałbyś wiedzieć gdzie w mieście możesz się pomodlić? Cokolwiek, co nie narobi zamieszania. Przecież to ty obawiałeś się byśmy nie narobili bałaganu w twoim mieście.
- Ponad to, proponuję każdemu z was się pomodlić. Zaprawdę powiadam wam, Moce Ciemności czają się na naszej drodze. Błogosławieństwo i Opieka Pana przydadzą się każdemu z nas w tych mrocznych czasach.
- Przestać sobie dogryzać bo to nic nie wnosi, przecież już powiedziałem. I znaleźć tego kruka z Charleston, na początek. Jeśli zaś chcesz zapytać jak sobie to wyobrażam zrobić, to wydaje mi się że nie do mnie to pytanie - spojrzał bardzo wymownie na Mroczną Panią. Po odpowiednio długiej chwili, powrócił spojrzeniem do Horacego.
- Nie bardzo też rozumiem dlaczego jesteś taki chętny do wpływania na umysł swego zmiennokształtnego przyjaciela. Bo skoro to twój przyjaciel, to przy odrobinie sprytu możesz wyciągnąć od niego informacje w sposób nieinwazyjny. A przy najmniejszym potknięciu w dominowaniu go, jeśli tylko on zorientuje się co mu robisz/robimy, utracisz tą przyjaźń. I jego zaufanie. Bezpowrotnie. Nie możesz mu powiedzieć że dołączyłeś do Zakonu Czcicieli Kruczych Braci i chciałbyś wiedzieć gdzie w mieście możesz się pomodlić? Cokolwiek, co nie narobi zamieszania. Przecież to ty obawiałeś się byśmy nie narobili bałaganu w twoim mieście.
- Ponad to, proponuję każdemu z was się pomodlić. Zaprawdę powiadam wam, Moce Ciemności czają się na naszej drodze. Błogosławieństwo i Opieka Pana przydadzą się każdemu z nas w tych mrocznych czasach.
Victoria przysłuchując się wymianie zdań pomiędzy Terrym a Horacym, zastanawiała się nad konsekwencjami i zamieszaniem, które tego rodzaju dyskusje mogły wprowadzić już na samym początku. Spojrzała na zegar, zawieszony na ścianie. Mieli jeszcze sporo czasu, ale już teraz należało podjąć jakieś decyzje, co do ich przyszłych działań.
- Panowie. - kiedy skupiła ich uwagę na sobie, zaczęła z wolna mówić. - Ja również jestem za tym, by nasze poszukiwania rozpocząć od samego Charlestone i kruka, który znajduje się tutaj. Zanim jednak zdecydujemy się na współpracę z twoim towarzyszem Horacy, chciałabym wiedzieć, czy mamy jakieś inne możliwości. Terry tutaj ma niewątpliwie rację. Nie ma sensu robić od razu zamieszania w twoim mieście i domu, jak sam go określasz.
- Sprawa przyjaciela Ravnosa martwi mnie bardziej. Wychodzi bowiem na to, że i Gavin, i Terry są w jakiś sposób zaangażowani w to osobiście. Jeśli Twój stwórca jest odpowiedzialny za użycie mocy taumaturgii poprzez księgę kondolencyjną, musimy założyć, iż w niedługim czasie przeszłość nas pozostałych też da o sobie znać. Nie wierzę w przypadki, a jeśli dwójka złodziei wykrada jakieś dokumenty i pisma starca, dotyczące stowarzyszeń takich jak Arcanum... i wplątane są w to Kulty Gehenny. To wszystko jest zbyt zagmatwane. Zwłaszcza, że jeden z nich podszywa się pod wybrańca Atrahasisa... Nie podoba mi się to bardzo. Jednak to wyjaśnimy jak sądzę, kiedy Lucjan dojdzie do siebie. O ile dojdzie....
- A co do Ciebie ojcze... Mam kilka pytań. Po pierwsze, skąd wiesz o działaniu dyscyplin na zmiennokształtnych. Po drugie, ciekawa jestem bardzo... źródła twej niewątpliwej wiedzy. Bo zdaje się wiesz o wiele więcej, niż skłonny jesteś przyznać.
- Panowie. - kiedy skupiła ich uwagę na sobie, zaczęła z wolna mówić. - Ja również jestem za tym, by nasze poszukiwania rozpocząć od samego Charlestone i kruka, który znajduje się tutaj. Zanim jednak zdecydujemy się na współpracę z twoim towarzyszem Horacy, chciałabym wiedzieć, czy mamy jakieś inne możliwości. Terry tutaj ma niewątpliwie rację. Nie ma sensu robić od razu zamieszania w twoim mieście i domu, jak sam go określasz.
- Sprawa przyjaciela Ravnosa martwi mnie bardziej. Wychodzi bowiem na to, że i Gavin, i Terry są w jakiś sposób zaangażowani w to osobiście. Jeśli Twój stwórca jest odpowiedzialny za użycie mocy taumaturgii poprzez księgę kondolencyjną, musimy założyć, iż w niedługim czasie przeszłość nas pozostałych też da o sobie znać. Nie wierzę w przypadki, a jeśli dwójka złodziei wykrada jakieś dokumenty i pisma starca, dotyczące stowarzyszeń takich jak Arcanum... i wplątane są w to Kulty Gehenny. To wszystko jest zbyt zagmatwane. Zwłaszcza, że jeden z nich podszywa się pod wybrańca Atrahasisa... Nie podoba mi się to bardzo. Jednak to wyjaśnimy jak sądzę, kiedy Lucjan dojdzie do siebie. O ile dojdzie....
- A co do Ciebie ojcze... Mam kilka pytań. Po pierwsze, skąd wiesz o działaniu dyscyplin na zmiennokształtnych. Po drugie, ciekawa jestem bardzo... źródła twej niewątpliwej wiedzy. Bo zdaje się wiesz o wiele więcej, niż skłonny jesteś przyznać.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
- Zaprawdę zacna jest Twa propozycja Ojcze żeby zełgać jak pies i złamać któreś tam przykazanie. Mówiłem, że nigdy go nie okłamałem i nie zamierzam tego robić. Nie masz pojęcia jak cholernie ważna jest prawdziwa informacja. Dzisiaj ja mu sprzedam kłamstwo, jutro on mi, a chwilę później urwie mi ktoś głowę że go wprowadziłem w błąd. Nie mam wielu przyjaciół i kto wie może to właśnie przez moje popierdolone podejście do zasad przyjaźni. A może wręcz odwrotnie jest zdrowsze niż to co się przyjęło za normę w tym zakłamanym świecie i dlatego niewielu normalnych zostało z którymi da się coś zbudować.
Jedyny problem to jego rozklekotany dziób. Nie poproszę go żeby się zamknął, bo to tak jakbym prosił narkomana żeby nie brał. Może i obieca, bo jest przyjacielem ale to ponad jego siły. Tak samo jak alkoholik znowu się napije a Ravnos ukradnie, taka po prostu jest ich natura.
Powiem mu prawdę. Że dwukrotnie się ktoś włamał do Starego i że chcę kruka zapytać czy nie wie coś o tym, ponieważ mnóstwo rzeczy naginęło i to kradziejstwo może być przyczyną jego śmierci. Przy okazji sprzedam kilka informacji w zamian za pomoc w odnalezieniu.
Alternatywa? Proponuję żeby ktoś z was poszedł ze mną, mogę wówczas jedynie obiecać, że nie będę się odzywał kiedy będziecie go karmić kłamstwem jak świeżym ziarnem.
Jak chcesz Ojcze to mogę cię zabrać do niego ze sobą. Pozwolę ci przy nim złamać wszystkie przykazania jakie chcesz. Za wyjątkiem piątego...
Co innego zostaje? Piłować ryja na całe miasto, że szukamy kruka albo na beszczela włamać się do caernu. Jeden pomysł głupszy od drugiego...
Jedyny problem to jego rozklekotany dziób. Nie poproszę go żeby się zamknął, bo to tak jakbym prosił narkomana żeby nie brał. Może i obieca, bo jest przyjacielem ale to ponad jego siły. Tak samo jak alkoholik znowu się napije a Ravnos ukradnie, taka po prostu jest ich natura.
Powiem mu prawdę. Że dwukrotnie się ktoś włamał do Starego i że chcę kruka zapytać czy nie wie coś o tym, ponieważ mnóstwo rzeczy naginęło i to kradziejstwo może być przyczyną jego śmierci. Przy okazji sprzedam kilka informacji w zamian za pomoc w odnalezieniu.
Alternatywa? Proponuję żeby ktoś z was poszedł ze mną, mogę wówczas jedynie obiecać, że nie będę się odzywał kiedy będziecie go karmić kłamstwem jak świeżym ziarnem.
Jak chcesz Ojcze to mogę cię zabrać do niego ze sobą. Pozwolę ci przy nim złamać wszystkie przykazania jakie chcesz. Za wyjątkiem piątego...
Co innego zostaje? Piłować ryja na całe miasto, że szukamy kruka albo na beszczela włamać się do caernu. Jeden pomysł głupszy od drugiego...
Ostatnio zmieniony 21 marca 2015, 18:26 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Namtar wychodząc z Sanktuarium od razu podszedł do ciała Lucjana. Nie przestając pogwizdywać, wyciągnął kołek. Szybkim precyzyjnym ruchem wbił go w serce Kainity
- Wiesz, czym się różni zakołkowany Ravnos od Matuzalema? -szepnął, chociaż Lucjan nie mógł go przecież usłyszeć.
- Cóż, zakołkowanego Ravnosa mam pod ręką. - odpowiedział sam sobie i zaśmiał się cicho. Podniósł ciało niczym szmacianą lalkę i przerzucił sobie przez plecy. Wychodząc z sali rytualnej myślał nad tym, gdzie położyć Niewiernego.
Upewniwszy się, że w całym domu światła zostały zgaszone, postanowił zapoznać się z terenem na zewnątrz. Miał zamiar także poszukać śladów osoby, którą Terry widział, jak przeskakiwała przez ogrodzenie. Gdy wyszedł z posesji spostrzegł, iż na ulicy naprzeciwko stoi jeden z droższych amerykańskich samochodów. Jego karoseria, w kolorze nocnego nieba, lśniła odbijając światło ulicznych latarni. Tuż obok Dodge'a stał wysoki blondyn, który ruszył w kierunku Assamity. Mężczyzna ubrany w dopasowany garnitur. Spojrzał na zegarek, po czym wszedł samotnie na teren posesji. Namtar spostrzegł także, że w samochodzie z przyciemnianymi szybami siedział jeszcze ktoś. Zakładał, że był to kierowca, albowiem słychać było jednostajny dźwięk pracującego silnika.
Morderca ocenił aurę niespodziewanego gościa. Żyje... Człowiek, ciekawe czego tu chce... - pomyślał. Czul ciężar broni pod kurtką.
Przybysz okazał się gładko ogolonym mężczyzną, po czterdziestce. Namtar wyszedł mu na spotkanie, dbając o to, by nieznajomy nie podszedł zbyt blisko domu. Spotkali się w połowie ścieżki. Obcy mężczyzna odezwał się pierwszy wyciągając rękę w geście powitania:
- Witam, nazywam się Paul Dahar i jestem tutaj z polecenia Księcia Democritusa - odezwał się uprzejmie. - Myślałem, że nie ma nikogo w domu, tak więc czekałem na podjeździe. Książę życzy widzieć waszą koterię jutro na spotkaniu w Muzeum Sztuki, o godzinie 23:00. Wszyscy członkowie koterii są zaproszeni, bez żadnych wyjątków.
Uścisk dłoni Łowcy był zdawkowy i trwał dokładnie tyle, ile wymagał tego etykieta.
- Witam. Nie jestem członkiem tej koterii, tylko ochroniarzem. Oczywistość przekażę informacje tym, do których są zaadresowane. Mogę pomóc w czymś jeszcze?
- Najmocniej przepraszam, w takim wypadku źle się wyraziłem - uśmiechnął się Paul niewinnie, najwyraźniej trudno go było zbić z tropu. - Książę Democritus miał także i pana na myśli Namtarze. Proszę rozważyć zaproszenie.
- Oczywiście. Zrozumiałem. Dziękuję. - słowa padające z ust Assamity całkowicie pozbawione były emocji.
- To wszystko. Życzę spokojnego dnia. Do widzenia panu - odrzekł posłaniec, po czym odwrócił się i udał w stronę samochodu.
Po spotkaniu Namtar udał się pod mur odgradzający teren posesji w poszukiwaniu śladów. Gdy zorientował się w sytuacji, postanowił wrócić do domu.
- Wiesz, czym się różni zakołkowany Ravnos od Matuzalema? -szepnął, chociaż Lucjan nie mógł go przecież usłyszeć.
- Cóż, zakołkowanego Ravnosa mam pod ręką. - odpowiedział sam sobie i zaśmiał się cicho. Podniósł ciało niczym szmacianą lalkę i przerzucił sobie przez plecy. Wychodząc z sali rytualnej myślał nad tym, gdzie położyć Niewiernego.
Upewniwszy się, że w całym domu światła zostały zgaszone, postanowił zapoznać się z terenem na zewnątrz. Miał zamiar także poszukać śladów osoby, którą Terry widział, jak przeskakiwała przez ogrodzenie. Gdy wyszedł z posesji spostrzegł, iż na ulicy naprzeciwko stoi jeden z droższych amerykańskich samochodów. Jego karoseria, w kolorze nocnego nieba, lśniła odbijając światło ulicznych latarni. Tuż obok Dodge'a stał wysoki blondyn, który ruszył w kierunku Assamity. Mężczyzna ubrany w dopasowany garnitur. Spojrzał na zegarek, po czym wszedł samotnie na teren posesji. Namtar spostrzegł także, że w samochodzie z przyciemnianymi szybami siedział jeszcze ktoś. Zakładał, że był to kierowca, albowiem słychać było jednostajny dźwięk pracującego silnika.
Morderca ocenił aurę niespodziewanego gościa. Żyje... Człowiek, ciekawe czego tu chce... - pomyślał. Czul ciężar broni pod kurtką.
Przybysz okazał się gładko ogolonym mężczyzną, po czterdziestce. Namtar wyszedł mu na spotkanie, dbając o to, by nieznajomy nie podszedł zbyt blisko domu. Spotkali się w połowie ścieżki. Obcy mężczyzna odezwał się pierwszy wyciągając rękę w geście powitania:
- Witam, nazywam się Paul Dahar i jestem tutaj z polecenia Księcia Democritusa - odezwał się uprzejmie. - Myślałem, że nie ma nikogo w domu, tak więc czekałem na podjeździe. Książę życzy widzieć waszą koterię jutro na spotkaniu w Muzeum Sztuki, o godzinie 23:00. Wszyscy członkowie koterii są zaproszeni, bez żadnych wyjątków.
Uścisk dłoni Łowcy był zdawkowy i trwał dokładnie tyle, ile wymagał tego etykieta.
- Witam. Nie jestem członkiem tej koterii, tylko ochroniarzem. Oczywistość przekażę informacje tym, do których są zaadresowane. Mogę pomóc w czymś jeszcze?
- Najmocniej przepraszam, w takim wypadku źle się wyraziłem - uśmiechnął się Paul niewinnie, najwyraźniej trudno go było zbić z tropu. - Książę Democritus miał także i pana na myśli Namtarze. Proszę rozważyć zaproszenie.
- Oczywiście. Zrozumiałem. Dziękuję. - słowa padające z ust Assamity całkowicie pozbawione były emocji.
- To wszystko. Życzę spokojnego dnia. Do widzenia panu - odrzekł posłaniec, po czym odwrócił się i udał w stronę samochodu.
Po spotkaniu Namtar udał się pod mur odgradzający teren posesji w poszukiwaniu śladów. Gdy zorientował się w sytuacji, postanowił wrócić do domu.
Dla Namtara: Niebawem świt. Bierzesz prysznic i zaraz po nim robisz rytuał Czarny Wschód Słońca. Wracasz do Sanktuarium.
Dla pozostałych: Namtara jeszcze z wami nie ma. Napiszę kiedy powrócił.
Dla pozostałych: Namtara jeszcze z wami nie ma. Napiszę kiedy powrócił.
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 21 marca 2015, 18:44 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Terry uśmiechnął się, słysząc słowa Horacego. Rozejrzał się szybko, upewniając się że Łowca jeszcze nie wrócił. Nie chciał by słyszał co ma do powiedzenia. To mogło by skomplikować i tak już dziwne relacje.
- Bardzo ci się to chwali. Możesz więc uczynić tak jak powiedziałeś, lub zabrać kogoś z nas na to spotkanie. Ale nie mnie - uśmiechnął się szerzej - Może i faktycznie zasugerowałem ci kłamstwo, ale to nie znaczy że sam jestem skory się do niego uciekać. Po prostu zdążyłem się już nauczyć, że to co powiedzieli wcześniej Darth Namtar i Gavin o prawdach, półprawdach i ich szerokiej interpretacji, tyczy się znamienitej większości spokrewnionych. Nie usprawiedliwia to mojej postawy w żaden sposób, wiem, ale mam dość walki z wiatrakami. Jednak jeśli w jakiś sposób uraziłem cię moją propozycją, z tego miejsca serdecznie cię przepraszam.
Następnie spojrzał na Mroczną Panią. Chwilę zastanawiał się, co właściwie mógł jej odpowiedzieć. I jakiej odpowiedzi się spodziewała. W końcu westchnął i z wolna zaczął mówić.
- Wiem, bo muszę wiedzieć. Ta wiedza jest w stanie mnie zbawić, a bez niej będę przeklęty na wieki. Moją powinnością jest zgłębić każdy z aspektów tej krwawej klątwy, która uczyniła mnie jednym z was. Zgaduję zresztą, że wiedza moja właśnie, jest powodem dla którego Mędrzec w Czerwieni wskazał mnie jako jednego z tu zebranych.
Zrobił pauzę, zbierając myśli. Bał się takich rozmów. Zbyt wiele razy w przeszłości obracały się przeciwko niemu. Nabrał powoli powietrza, okazując owym gestem swe niezadowolenie z usłyszanych pytań.
- A mnie na przykład ciekawi źródło twej wiedzy o linii krwi naszego ochroniarza. Klan Łowców pilnie strzeże swych tajemnic. Niemniej, nie wypytuję się o to gdyż to nie moja sprawa, a nie lubię robić innym tego, czego sam nie chcę by mi robiono - uśmiechnął się oschle.
- Jednakże możesz być pewna, o Mroczna Pani, że nigdy mej wiedzy wam nie poskąpię, kiedy tylko będziecie w potrzebie jej posiadania. Ani nie będę jej dawkował wedle mego uznania. Na każde pytanie odpowiem zgodnie z tym, czego się nauczyłem przez długie lata mojej nocnej tułaczki. I z pewnością odpowiem ci i na te pytania. Ale nie dziś. Po prostu zbyt krótko się znamy, bym opowiadał ci wszystkie szczegóły mego nieżycia.
- Bardzo ci się to chwali. Możesz więc uczynić tak jak powiedziałeś, lub zabrać kogoś z nas na to spotkanie. Ale nie mnie - uśmiechnął się szerzej - Może i faktycznie zasugerowałem ci kłamstwo, ale to nie znaczy że sam jestem skory się do niego uciekać. Po prostu zdążyłem się już nauczyć, że to co powiedzieli wcześniej Darth Namtar i Gavin o prawdach, półprawdach i ich szerokiej interpretacji, tyczy się znamienitej większości spokrewnionych. Nie usprawiedliwia to mojej postawy w żaden sposób, wiem, ale mam dość walki z wiatrakami. Jednak jeśli w jakiś sposób uraziłem cię moją propozycją, z tego miejsca serdecznie cię przepraszam.
Następnie spojrzał na Mroczną Panią. Chwilę zastanawiał się, co właściwie mógł jej odpowiedzieć. I jakiej odpowiedzi się spodziewała. W końcu westchnął i z wolna zaczął mówić.
- Wiem, bo muszę wiedzieć. Ta wiedza jest w stanie mnie zbawić, a bez niej będę przeklęty na wieki. Moją powinnością jest zgłębić każdy z aspektów tej krwawej klątwy, która uczyniła mnie jednym z was. Zgaduję zresztą, że wiedza moja właśnie, jest powodem dla którego Mędrzec w Czerwieni wskazał mnie jako jednego z tu zebranych.
Zrobił pauzę, zbierając myśli. Bał się takich rozmów. Zbyt wiele razy w przeszłości obracały się przeciwko niemu. Nabrał powoli powietrza, okazując owym gestem swe niezadowolenie z usłyszanych pytań.
- A mnie na przykład ciekawi źródło twej wiedzy o linii krwi naszego ochroniarza. Klan Łowców pilnie strzeże swych tajemnic. Niemniej, nie wypytuję się o to gdyż to nie moja sprawa, a nie lubię robić innym tego, czego sam nie chcę by mi robiono - uśmiechnął się oschle.
- Jednakże możesz być pewna, o Mroczna Pani, że nigdy mej wiedzy wam nie poskąpię, kiedy tylko będziecie w potrzebie jej posiadania. Ani nie będę jej dawkował wedle mego uznania. Na każde pytanie odpowiem zgodnie z tym, czego się nauczyłem przez długie lata mojej nocnej tułaczki. I z pewnością odpowiem ci i na te pytania. Ale nie dziś. Po prostu zbyt krótko się znamy, bym opowiadał ci wszystkie szczegóły mego nieżycia.
Ostatnio zmieniony 21 marca 2015, 20:07 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Horacy zdziwił się słysząc słowa Ojca Terrego. Ale chwilę później zaczął kręcić się po sanktuarium chowając swoją fiolkę z krwią do sarkofagu ze znakiem szczurów.
No cóż chyba pomyliłem się wobec Ojczulka. Myślałem że to jakiś świętobliwy standard jaki znam. Księżulek lubujący się w przepychu lub małych chłopcach, co wyjaśniałoby karę przemiany jaką otrzymał od swego stwórcy. Ale możliwe, że jest to ten rzadki okaz faktycznie wierzącego w to co mówi.
Rzucił okiem na zegarek, świt za dwadzieścia minut. Zbyt mało by zdążyć do schronienia. Bardzo nie lubił takich sytuacji. Zaklął w duchu szpetnie.
- Cholera, wygląda na to że się trochę zasiedziałem. Normalnie nie nocuję z nikim na pierwszej randce ale chyba dzisiaj zrobię ten wyjątek, skoro już pościelone... - Odsunął płytę wierzchnią sarkofagu i zajrzał do środka.- I dlatego, że nam się tak dobrze rozmawiało - uśmiechnął się krzywo.
Jak się nad tym zastanowić, to chcąc nie chcąc, jedynie ducha nie wkurzyłem. Ale znając mnie, zapewne najdalej jutro, niechcący naprawię to przeoczenie. Tak czy siak pora spać.
No cóż chyba pomyliłem się wobec Ojczulka. Myślałem że to jakiś świętobliwy standard jaki znam. Księżulek lubujący się w przepychu lub małych chłopcach, co wyjaśniałoby karę przemiany jaką otrzymał od swego stwórcy. Ale możliwe, że jest to ten rzadki okaz faktycznie wierzącego w to co mówi.
Rzucił okiem na zegarek, świt za dwadzieścia minut. Zbyt mało by zdążyć do schronienia. Bardzo nie lubił takich sytuacji. Zaklął w duchu szpetnie.
- Cholera, wygląda na to że się trochę zasiedziałem. Normalnie nie nocuję z nikim na pierwszej randce ale chyba dzisiaj zrobię ten wyjątek, skoro już pościelone... - Odsunął płytę wierzchnią sarkofagu i zajrzał do środka.- I dlatego, że nam się tak dobrze rozmawiało - uśmiechnął się krzywo.
Jak się nad tym zastanowić, to chcąc nie chcąc, jedynie ducha nie wkurzyłem. Ale znając mnie, zapewne najdalej jutro, niechcący naprawię to przeoczenie. Tak czy siak pora spać.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
Victoria krążyła spokojnie po Sanktuarium. Zdecydowanie wszystkie wydarzenia dzisiejszej nocy zdawały się jakby nierealne i zbyt zagmatwane. Potrzebowała snu, aby to wszystko poskładać i przemyśleć jeszcze raz. Pozostawanie na noc w tym miejscu wydawało się w tej chwili najlepszym rozwiązaniem, chociaż bez problemu mogła wrócić do swojego schronienia. Jednak poczucie obowiązku nakazywało jej zostać.
- Terry, jak widzisz ... informacje o poczynaniach Sabatu i Strażników są sprawą dla mnie priorytetową i... rzekłabym, od tego czy je znam, czy nie, zależy moje przeżycie. Dlatego postanowiłam podzielić się z wami tą wiedzą. Uznałam, że dla własnego i naszego bezpieczeństwa powinniście mieć świadomość tego, kim są Shadowsleyerzy. Ale dość już o tym.
- Horacy, zanim dzisiejsza noc dobiegnie końca, chciałabym, abyś się zastanowił nad pewną sprawą. Jutro jest spotkanie w muzeum. Ja i Gavin mamy się tam zjawić i nie możemy odmówić w tej sytuacji zaproszenia... Jeśli miałoby to być jedno ze spotkań śmietanki tego miasta, prosiłabym Cię o przybliżenie nam ważniejszych reacji i układów, jakie tam panują. Co chyba zrozumiałe... - Lasombra zastanowiła się na chwilę, stukając palcem w podbródek.
- Jednak biorąc pod uwagę atak magiczny związany z księgą kondolencyjną - zwróciła się do wszystkich - myślę, że powinniśmy też ustalić jakąś wspólną wersję. Raczej mało prawdopodobne, by tylko nas dotyczył i z pewnością mniej oficjalne pytania padną na tym spotkaniu. Co o tym myślicie?
- Terry, jak widzisz ... informacje o poczynaniach Sabatu i Strażników są sprawą dla mnie priorytetową i... rzekłabym, od tego czy je znam, czy nie, zależy moje przeżycie. Dlatego postanowiłam podzielić się z wami tą wiedzą. Uznałam, że dla własnego i naszego bezpieczeństwa powinniście mieć świadomość tego, kim są Shadowsleyerzy. Ale dość już o tym.
- Horacy, zanim dzisiejsza noc dobiegnie końca, chciałabym, abyś się zastanowił nad pewną sprawą. Jutro jest spotkanie w muzeum. Ja i Gavin mamy się tam zjawić i nie możemy odmówić w tej sytuacji zaproszenia... Jeśli miałoby to być jedno ze spotkań śmietanki tego miasta, prosiłabym Cię o przybliżenie nam ważniejszych reacji i układów, jakie tam panują. Co chyba zrozumiałe... - Lasombra zastanowiła się na chwilę, stukając palcem w podbródek.
- Jednak biorąc pod uwagę atak magiczny związany z księgą kondolencyjną - zwróciła się do wszystkich - myślę, że powinniśmy też ustalić jakąś wspólną wersję. Raczej mało prawdopodobne, by tylko nas dotyczył i z pewnością mniej oficjalne pytania padną na tym spotkaniu. Co o tym myślicie?
Ostatnio zmieniony 22 marca 2015, 07:45 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie czekał długo. Ghul odebrał telefon już po trzecim sygnale.
- Jesteś przytomny?
- No, tak jakby... Znaczy tak, jasne. Co jest? - głos w słuchawce był nieco zaspany, ale trzeźwiał szybko. Namtar uśmiechnął się lekko. Rozmowa nie była stratą czasu.
- Nie będzie mnie dziś. Zapamiętaj adres: Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House. Chcę żebyś w dzień ogarnął dojazd tutaj i okolicę. Chcę znać czas w jakim możesz się tutaj zjawić, jeśli będę tego potrzebował.
- Zrozumiałem, WV 1017 Edgewood. Nie ma problemu.
- Dobrze. Będę potrzebował krwi z haszem.
- Jutro załatwię... Teraz staram się odespać trochę... Wiesz, żebym później w dzień nie chodził do tyłu...
- Słusznie - pochwalił Łowca. - Jak szybko możesz mi załatwić srebrną amunicję?
- Nawet na jutrzejszą noc. Mam to zrobić?
- Nie, nie teraz. Chciałem po prostu znać czas. I jeszcze jedno... Masz dla mnie krew?
- Tak - głos Ghula stał się nieco ostrożniejszy. - Ale mam ci ją dać dopiero za dwie noce.
- Dobrze... Chciałem tylko wiedzieć. Idź spać.
- Się robi, szefie.
Łowca przerwał połączenie.
Dwie noce, alhamdu'Haqim* - Oblizał odruchowo wargi. Umiał być cierpliwy. Poza tym, dwie noce, to nie tak długo. Na chwilę jego myśli zdominowały wspomnienia krwi i jej smaku, który tak dobrze znał. Szkarłatnej strugi spływającej po skórze jego Mistrza...
[center]***[/center]
Myśl o spotkaniu z Amirem Niewiernych, była równie nęcąca jak pomysł zdiabolizowania kanistra z benzyną. A jednak, zapewnię nie miał w tej sprawie większego wyboru. Skrzywił się chowając telefon do kieszeni. Dom wydawał się całkowicie pozbawiony życia. Morderca stał przez chwilę w bezruchu, w wejściu do pokoju rytualnego. Chłonął otaczające go milczenie i mrok. Gdzieś, na krawędzi uwagi zatańczyły wersy z dawno zapomnianego wiersza:
[center]Dom był straszny. Tak cicho w nim było i pusto
Jakby wszyscy umarli... Czy ja z nimi? Nie wiem.[/center]
Uśmiechnął się. Lubił ten stan. Pustkę, która pojawiała się, gdy wszyscy odchodzili. Pustkę, w której był jedynie cieniem, wśród innych cieni. Wiedział, że za chwilę będzie musiał wrócić do Sanktuarium, rozmawiać z Przeklętymi i patrzeć w ich twarze. Ale teraz... Przez tą chwilę mógł być sam, całkiem sam. Smakując wspomnienia krwi i martwotę starego domu. Myślał o pokoju w piwnicy i o czarnym lustrze, które stanowiło jego posadzkę. O tym, co mogło kryć się pod jej powierzchnią...
Później westchnął i ruszył do kręgu. Wiedział, co jeszcze musi zrobić tej nocy.
[center]***[/center]
- Dom jest czysty - powiedział, zwracając się głownie do Victorii - zabezpieczyłem teren na tyle, na ile mogłem. Na strychu są klatki po krukach. Zostało w nich nieco czarnych piór. Może wam się do czegoś przydadzą.
- Był tu też sługa Amira Charleston - dodał po chwili. - Przekazał wiadomość. Amir życzy sobie widzieć wszystkich jutro o 23 w Muzeum Sztuki. Mnie także.
Podszedł do swojego sarkofagu, odkładając na bok kurtkę i szelki z bronią. Usiadł na trumnie i spojrzał na Gavina.
- Mam jeszcze jedną sprawę do omówienia. Konkretnie z tobą - Ravnos spojrzał na niego z lekkim zaskoczeniem.
- Nie chce mi się komplikować tego, co muszę ci powiedzieć - kontynuował Morderca. - Więc będę się wysławiał krótko. Nie wierzę w przypadki, ani w cudowne odnajdywanie swych braci. Jak dla mnie, sam wysłałeś tu Lucjana, aby obrobił dom, nim się tu zjawisz i zajmiesz honorowym spłacaniem długu dla klanu... I w sumie miałbym to gdzieś, bo mój Klient nie wynajął mnie do pilnowania rupieci po swojej śmierci. Gdyby nie jedna sprawa...
Gavin chciał coś odpowiedzieć, ale ton groźby, który nagle pojawił się w słowach Zabójcy kazał mu zamilknąć.
- Nie od razu zorientowałem się o co chodzi, bo na co dzień nie żyję w tym twoim świecie półprawd i innych bzdur, które ja nazywam po prostu kłamstwem. Ale Strażnik powiedział, że twój brat starał się wykraść materiały dotyczące Arcanym i tego Kultu Gehenny. Myślę sobie, że jeżeli faktycznie w całej tej sprawie chodzi o jakiegoś Matuzalema i materiały te mogły zawierać miejsce jego spoczynku, to twój Klan właśnie próbuje mnie okraść z Krwi, która mi się należy na mocy Kontraktu. Cholernie mi się to nie podoba, mówiąc szczerze. Więc zadbałem na razie o to, by ciało Lucjana znalazło się w bezpiecznym miejscu - znanym jedynie mi. Nie musisz się martwić. Włos mu z głowy nie spadnie - Morderca uśmiechnął się nieprzyjemnie. - Powiedzmy, że Lucjan jest moją polisą ubezpieczeniową, na wypadek, gdybym jednak miał rację i gdybyś, razem z innymi kłamliwymi, cygańskimi psami, próbował mnie okraść. Zdrowiej jednak byłoby, gdybyś pojął, że to ci bardzo zaszkodzi. Twojemu bratu także. Ja jestem szalenie pomysłowy w pewnych kwestiach, a inna lilmauti lasakaraat**. Nie próbuj więc okradać Klanu Łowców, bo nie ma takiej siły na tym świecie, która cię uratuje przed naszą zemstą. Niektórzy mówią, że są tacy, którym się udało jej uniknąć. Nazywa się ich kosmonautami. Hal tafham?***
Gavin miał wrażenie, że pomieszczenie, w którym przebywali stało się stanowczo za małe. Nawet stąd widział błysk wysuniętych kłów Zabójcy, gdy ten kontynuował zimno:
- Mam nadzieję, że umiesz mnie jakoś przekonać, że się mylę, bassas****. Choć z drugiej strony będzie to trudne, z uwagi na to, co powiedziałeś wcześniej na temat prawdy - wyszczerzył zęby w jednym ze swoich popieprzonych uśmiechów. Podobało mu się, w jaki sposób los dopada Niewiernych...
** arab. zaprawdę śmierci towarzyszy agonia.
*** arab. Rozumiesz?
**** arab. kłamco
- Jesteś przytomny?
- No, tak jakby... Znaczy tak, jasne. Co jest? - głos w słuchawce był nieco zaspany, ale trzeźwiał szybko. Namtar uśmiechnął się lekko. Rozmowa nie była stratą czasu.
- Nie będzie mnie dziś. Zapamiętaj adres: Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House. Chcę żebyś w dzień ogarnął dojazd tutaj i okolicę. Chcę znać czas w jakim możesz się tutaj zjawić, jeśli będę tego potrzebował.
- Zrozumiałem, WV 1017 Edgewood. Nie ma problemu.
- Dobrze. Będę potrzebował krwi z haszem.
- Jutro załatwię... Teraz staram się odespać trochę... Wiesz, żebym później w dzień nie chodził do tyłu...
- Słusznie - pochwalił Łowca. - Jak szybko możesz mi załatwić srebrną amunicję?
- Nawet na jutrzejszą noc. Mam to zrobić?
- Nie, nie teraz. Chciałem po prostu znać czas. I jeszcze jedno... Masz dla mnie krew?
- Tak - głos Ghula stał się nieco ostrożniejszy. - Ale mam ci ją dać dopiero za dwie noce.
- Dobrze... Chciałem tylko wiedzieć. Idź spać.
- Się robi, szefie.
Łowca przerwał połączenie.
Dwie noce, alhamdu'Haqim* - Oblizał odruchowo wargi. Umiał być cierpliwy. Poza tym, dwie noce, to nie tak długo. Na chwilę jego myśli zdominowały wspomnienia krwi i jej smaku, który tak dobrze znał. Szkarłatnej strugi spływającej po skórze jego Mistrza...
[center]***[/center]
Myśl o spotkaniu z Amirem Niewiernych, była równie nęcąca jak pomysł zdiabolizowania kanistra z benzyną. A jednak, zapewnię nie miał w tej sprawie większego wyboru. Skrzywił się chowając telefon do kieszeni. Dom wydawał się całkowicie pozbawiony życia. Morderca stał przez chwilę w bezruchu, w wejściu do pokoju rytualnego. Chłonął otaczające go milczenie i mrok. Gdzieś, na krawędzi uwagi zatańczyły wersy z dawno zapomnianego wiersza:
[center]Dom był straszny. Tak cicho w nim było i pusto
Jakby wszyscy umarli... Czy ja z nimi? Nie wiem.[/center]
Uśmiechnął się. Lubił ten stan. Pustkę, która pojawiała się, gdy wszyscy odchodzili. Pustkę, w której był jedynie cieniem, wśród innych cieni. Wiedział, że za chwilę będzie musiał wrócić do Sanktuarium, rozmawiać z Przeklętymi i patrzeć w ich twarze. Ale teraz... Przez tą chwilę mógł być sam, całkiem sam. Smakując wspomnienia krwi i martwotę starego domu. Myślał o pokoju w piwnicy i o czarnym lustrze, które stanowiło jego posadzkę. O tym, co mogło kryć się pod jej powierzchnią...
Później westchnął i ruszył do kręgu. Wiedział, co jeszcze musi zrobić tej nocy.
[center]***[/center]
Gdy Namtar wraca do Sanktuarium, ma na sobie spodnie i czarny podkoszulek z napisem U'R NXT. Kurtkę i szelki z bronią ma przewieszone przez ramię. Teraz można zauważyć, że jego ramiona, plecy i klatka piersiowa pokryte są tatuażami w postaci stylizowanych arabskich liter i napisów. Ma nieco wygoloną głowę po obu stronach, ciemne włosy zaś opadają mu na kark. Są trochę wilgotne, co każe przypuszczać, że brał niedawno prysznic.
Jego wejście do Sanktuarium przerwało jakąś rozmowę i przez chwilę oczy zebranych skupiły się na postaci Łowcy. Wykorzystał ten moment:- Dom jest czysty - powiedział, zwracając się głownie do Victorii - zabezpieczyłem teren na tyle, na ile mogłem. Na strychu są klatki po krukach. Zostało w nich nieco czarnych piór. Może wam się do czegoś przydadzą.
- Był tu też sługa Amira Charleston - dodał po chwili. - Przekazał wiadomość. Amir życzy sobie widzieć wszystkich jutro o 23 w Muzeum Sztuki. Mnie także.
Podszedł do swojego sarkofagu, odkładając na bok kurtkę i szelki z bronią. Usiadł na trumnie i spojrzał na Gavina.
- Mam jeszcze jedną sprawę do omówienia. Konkretnie z tobą - Ravnos spojrzał na niego z lekkim zaskoczeniem.
- Nie chce mi się komplikować tego, co muszę ci powiedzieć - kontynuował Morderca. - Więc będę się wysławiał krótko. Nie wierzę w przypadki, ani w cudowne odnajdywanie swych braci. Jak dla mnie, sam wysłałeś tu Lucjana, aby obrobił dom, nim się tu zjawisz i zajmiesz honorowym spłacaniem długu dla klanu... I w sumie miałbym to gdzieś, bo mój Klient nie wynajął mnie do pilnowania rupieci po swojej śmierci. Gdyby nie jedna sprawa...
Gavin chciał coś odpowiedzieć, ale ton groźby, który nagle pojawił się w słowach Zabójcy kazał mu zamilknąć.
- Nie od razu zorientowałem się o co chodzi, bo na co dzień nie żyję w tym twoim świecie półprawd i innych bzdur, które ja nazywam po prostu kłamstwem. Ale Strażnik powiedział, że twój brat starał się wykraść materiały dotyczące Arcanym i tego Kultu Gehenny. Myślę sobie, że jeżeli faktycznie w całej tej sprawie chodzi o jakiegoś Matuzalema i materiały te mogły zawierać miejsce jego spoczynku, to twój Klan właśnie próbuje mnie okraść z Krwi, która mi się należy na mocy Kontraktu. Cholernie mi się to nie podoba, mówiąc szczerze. Więc zadbałem na razie o to, by ciało Lucjana znalazło się w bezpiecznym miejscu - znanym jedynie mi. Nie musisz się martwić. Włos mu z głowy nie spadnie - Morderca uśmiechnął się nieprzyjemnie. - Powiedzmy, że Lucjan jest moją polisą ubezpieczeniową, na wypadek, gdybym jednak miał rację i gdybyś, razem z innymi kłamliwymi, cygańskimi psami, próbował mnie okraść. Zdrowiej jednak byłoby, gdybyś pojął, że to ci bardzo zaszkodzi. Twojemu bratu także. Ja jestem szalenie pomysłowy w pewnych kwestiach, a inna lilmauti lasakaraat**. Nie próbuj więc okradać Klanu Łowców, bo nie ma takiej siły na tym świecie, która cię uratuje przed naszą zemstą. Niektórzy mówią, że są tacy, którym się udało jej uniknąć. Nazywa się ich kosmonautami. Hal tafham?***
Gavin miał wrażenie, że pomieszczenie, w którym przebywali stało się stanowczo za małe. Nawet stąd widział błysk wysuniętych kłów Zabójcy, gdy ten kontynuował zimno:
- Mam nadzieję, że umiesz mnie jakoś przekonać, że się mylę, bassas****. Choć z drugiej strony będzie to trudne, z uwagi na to, co powiedziałeś wcześniej na temat prawdy - wyszczerzył zęby w jednym ze swoich popieprzonych uśmiechów. Podobało mu się, w jaki sposób los dopada Niewiernych...
Mówię spokojnie, ale w moim głosie jest wystarczająco dużo napięcia, by zamrozić powietrze w całym pomieszczeniu. Używam zastraszania w taki sposób, aby Gavin bardzo poważnie potraktował to, co mówię i wiedział, że niewiele mi trzeba, by przejść od słów do czynów.
Od MG:
Test zastraszania: ST:6 Namtar = 6 sukcesów; Gavin = 4 sukcesy. Test udany = 2 sukcesy przewagi.
Gavin jest zastraszony. Namtar osiągnął oczekiwany efekt.
* arab. Haqimowi niech będą dzięki.Test zastraszania: ST:6 Namtar = 6 sukcesów; Gavin = 4 sukcesy. Test udany = 2 sukcesy przewagi.
Gavin jest zastraszony. Namtar osiągnął oczekiwany efekt.
** arab. zaprawdę śmierci towarzyszy agonia.
*** arab. Rozumiesz?
**** arab. kłamco
Ostatnio zmieniony 23 marca 2015, 15:48 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Horacy zaczął przechadzać się po sanktuarium oglądając jeszcze raz wyjątkowe precjoza zgormadzone w jego osobliwym wnętrzu. Rozpoczął wywód cicho jakby mówił do sam do siebie.
- No cóż, niestety zbytnio nie pomogę z tym akurat elizjum. Najmniej je lubię i najrzadziej tam bywam. Powiem wprost nie przepadamy za sobą ja i bliźniaki które je prowadzą. W elizjum panują standardowe zasady. Domena należy do Primogena Toraedorów, który nie zawsze tam jest. Dlatego opiekunem jest Rita Toshev. Często bywa tez tam jej brat Bradley Toshev, który ma oko na biedną siostrzyczkę. - Zakończył z lekką ale wyczuwalną nutką pogardy. Ruszył wolnym krokiem wzdłuż półek z książkami a jego ręka delikatnie przelatywała po kolejnych grzbietach starodruków.
- Poza tym w Elizjum zwykle przebywa kilkunastu nieistotnych Spokrewnionych o niskim statusie i tak samo niskich upodobaniach co do sztuki. No może za wyjątkiem Tremere Loraan Dewy Great EyE. Jest tam, by dbać o przestrzeganie praw Elizjum i ma za zadanie błyskawicznie zareagować na ewentualny atak Sabatu na Muzeum. Nie dajcie się jednak zwieść, to już nie jest młody gracz. I poza tym, że potrafi brylować w towarzystwie lepiej niż niejeden Toreador, to widzi jebaniutki więcej niż powinien. I to dużo, dużo więcej. - Horacy zerknął na Gavina. Po czym kontynuował swój pochód wśród staroci.
Loran Dewy

- Przychodzi tam też tak zwana śmietanka towarzystwa, która już spotkaliście na pogrzebie. A skoro to sam książę zaprasza pewnie jutro będzie kompletne audytorium, zwłaszcza harpi...
Zatrzymał się nagle i obrócił do pozostałych.
- Nie palnijcie gafy, lala która prowadzi to elizjum od czasu niewyjaśnionego wypadku w ogóle nie mówi. I radzę nie drążyć tego drażliwego tematu ani przy niej, ani przy jej bracie. A najlepiej w ogóle.
- No cóż, niestety zbytnio nie pomogę z tym akurat elizjum. Najmniej je lubię i najrzadziej tam bywam. Powiem wprost nie przepadamy za sobą ja i bliźniaki które je prowadzą. W elizjum panują standardowe zasady. Domena należy do Primogena Toraedorów, który nie zawsze tam jest. Dlatego opiekunem jest Rita Toshev. Często bywa tez tam jej brat Bradley Toshev, który ma oko na biedną siostrzyczkę. - Zakończył z lekką ale wyczuwalną nutką pogardy. Ruszył wolnym krokiem wzdłuż półek z książkami a jego ręka delikatnie przelatywała po kolejnych grzbietach starodruków.
- Poza tym w Elizjum zwykle przebywa kilkunastu nieistotnych Spokrewnionych o niskim statusie i tak samo niskich upodobaniach co do sztuki. No może za wyjątkiem Tremere Loraan Dewy Great EyE. Jest tam, by dbać o przestrzeganie praw Elizjum i ma za zadanie błyskawicznie zareagować na ewentualny atak Sabatu na Muzeum. Nie dajcie się jednak zwieść, to już nie jest młody gracz. I poza tym, że potrafi brylować w towarzystwie lepiej niż niejeden Toreador, to widzi jebaniutki więcej niż powinien. I to dużo, dużo więcej. - Horacy zerknął na Gavina. Po czym kontynuował swój pochód wśród staroci.
Loran Dewy

- Przychodzi tam też tak zwana śmietanka towarzystwa, która już spotkaliście na pogrzebie. A skoro to sam książę zaprasza pewnie jutro będzie kompletne audytorium, zwłaszcza harpi...
Zatrzymał się nagle i obrócił do pozostałych.
- Nie palnijcie gafy, lala która prowadzi to elizjum od czasu niewyjaśnionego wypadku w ogóle nie mówi. I radzę nie drążyć tego drażliwego tematu ani przy niej, ani przy jej bracie. A najlepiej w ogóle.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
Gavinowi świat zawirował. Przerażeniem napawał go sam Łowca, przerażeniem napawały go bzdury które opowiadał, a największym przerażeniem napawał go fakt że ten popierdoleniec wierzył we własne słowa. Czuł się zmęczony rozmawianiem z uprzedzonymi członkami koterii, a teraz jeszcze tej wiertarce coś odjebało w trybach.
No pięknie. Popełniłem błąd będąc szczerym. Gdzie ja miałem rozum? Oni nie potrafią dostrzec prawdy. Mała strata krótki żal.
Gdyby oddychał, wziąłby teraz głeboki oddech, ale nie oddychał. Cyganie zrozumieliby, ale nie był wśród swoich. Uczynił kilka kroków w stronę sarkofagu z symbolem klanu Ravnos i usiadł na jego krawędzi. Gdzieś z zakamarków umysłu przyszła do niego pieśń. Głos którym przemówił był na tyle spokojny na ile zdołał go opanować po dzisiejszych przejściach.
- Okazałeś mi niebywałą łaskę będąc ze mną szczerym do bólu. Pozwól więc że dorzucę Ci fragmenty informacji o których nie wiesz. Ponieważ mój klan zna imiona kruków, załączone na mapie którą przyniosłem, to w tym momencie zebrał już wzystkie kruki, poznał imię Matuzalema i wywiózł jego ciało razem z trumną i zmumifikowanym ghulem-papugą z Charleston. W sumie zrobił to wieki temu. Wszakże wiadomo dla nas ścieżki, wejścia do i wyjścia z miast, są zawsze otwarte.
- Co do tego nieszczęsnego wampira, którego podejrzewasz o bycie moim bratem i posiadanie tak szkaradnego imienia jak Lucjan. Po zorganizowaniu tak doskonałej akcji, czy ktokolwiek wróciły po tak bezwartościową ofiare losu, która nie potrafi sama o sobie zadbać? Pokazywać się księciu, szeryfowi, Tremerom, Assamitom... Przecież zgarneliśmy już wszystko nieprawdasz? Każda armia, nawet armia złodzieji, składa się z wysoko wyspecjalizowanych, niezbędnych elementów. Wszystkie one są jednak w pełni wymienialne.
- Jeżeli pomyślisz troche poza swoją paranoją, okaże się że nie mam powodu tutaj być i znosić Twoje obelgi. Wniosłem do tej koterii imiona i lokalizacje, bez tego szukalibyście pięciu kruków w całym zasranym stanie. Powodzenia życze.
Gavin chwile się zastanowił po czym kontynuował.
- Cały ten plan, kontrakt podpisany kilkaset lat temu i cała ta parada została tak naprawdę zaplanowane żeby wykołować jednego Assamitę. Ciebie, o wybrany!
- Mogłem wysłać tu złodzieja żeby okradł dom Mędrca. I zapewne zrobiłbym to na miejscu w każdym innym wypadku. Niemniej jak wspomniałem wczesniej, był to przyjaciel Klanu, a my szanujemy naszych przyjaciół.
I jakoś mało obchodziło Gavina, czy ktokolwiek wierzył w jego ostatnią wypowiedź.
No pięknie. Popełniłem błąd będąc szczerym. Gdzie ja miałem rozum? Oni nie potrafią dostrzec prawdy. Mała strata krótki żal.
Gdyby oddychał, wziąłby teraz głeboki oddech, ale nie oddychał. Cyganie zrozumieliby, ale nie był wśród swoich. Uczynił kilka kroków w stronę sarkofagu z symbolem klanu Ravnos i usiadł na jego krawędzi. Gdzieś z zakamarków umysłu przyszła do niego pieśń. Głos którym przemówił był na tyle spokojny na ile zdołał go opanować po dzisiejszych przejściach.
- Okazałeś mi niebywałą łaskę będąc ze mną szczerym do bólu. Pozwól więc że dorzucę Ci fragmenty informacji o których nie wiesz. Ponieważ mój klan zna imiona kruków, załączone na mapie którą przyniosłem, to w tym momencie zebrał już wzystkie kruki, poznał imię Matuzalema i wywiózł jego ciało razem z trumną i zmumifikowanym ghulem-papugą z Charleston. W sumie zrobił to wieki temu. Wszakże wiadomo dla nas ścieżki, wejścia do i wyjścia z miast, są zawsze otwarte.
- Co do tego nieszczęsnego wampira, którego podejrzewasz o bycie moim bratem i posiadanie tak szkaradnego imienia jak Lucjan. Po zorganizowaniu tak doskonałej akcji, czy ktokolwiek wróciły po tak bezwartościową ofiare losu, która nie potrafi sama o sobie zadbać? Pokazywać się księciu, szeryfowi, Tremerom, Assamitom... Przecież zgarneliśmy już wszystko nieprawdasz? Każda armia, nawet armia złodzieji, składa się z wysoko wyspecjalizowanych, niezbędnych elementów. Wszystkie one są jednak w pełni wymienialne.
- Jeżeli pomyślisz troche poza swoją paranoją, okaże się że nie mam powodu tutaj być i znosić Twoje obelgi. Wniosłem do tej koterii imiona i lokalizacje, bez tego szukalibyście pięciu kruków w całym zasranym stanie. Powodzenia życze.
Gavin chwile się zastanowił po czym kontynuował.
- Cały ten plan, kontrakt podpisany kilkaset lat temu i cała ta parada została tak naprawdę zaplanowane żeby wykołować jednego Assamitę. Ciebie, o wybrany!
- Mogłem wysłać tu złodzieja żeby okradł dom Mędrca. I zapewne zrobiłbym to na miejscu w każdym innym wypadku. Niemniej jak wspomniałem wczesniej, był to przyjaciel Klanu, a my szanujemy naszych przyjaciół.
I jakoś mało obchodziło Gavina, czy ktokolwiek wierzył w jego ostatnią wypowiedź.
Ostatnio zmieniony 23 marca 2015, 21:53 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Terry w skupieniu wysłuchał wymiany słów pomiędzy Łowcą i Złodziejem. Trochę zdziwiło go oskarżenie wysunięte przez Mrocznego Jedi, ponieważ jak mu się wydawało, wyjaśnił wcześniej okoliczności w jakich pojawił się tu Lucjan. Z drugiej jednak strony, Mroczny Jedi był przecież Mrocznym Jedi. Kto wie co mu może chodzić po głowie. Widząc dyskomfort jaki malował się na twarzy Gavina, przypomniał sobie swoją wcześniejszą konfrontację z Darth'em Namtarem. Postanowił więc pomóc biednemu Ravnosowi, który sprawiał wrażenie, jakby za chwilę miał zacząć pocić się krwią. Obrócił się w stronę Łowcy.
- Lucjan tu przyszedł z kimś innym, z Tzimisce, jak przypuszczam, który podszywał się pod Gavina, zapewne z pomocą Zniekształcenia. I musiał być dobry, skoro tak perfekcyjnie ulepił sobie twarz tego tu nieszczęśnika, - ruchem głowy wskazał siedzącego na krawędzi sarkofagu Ravnosa. - że nie poznał go jego przyjaciel. Kiedy już tu dotarli, udawany Gavin zdradził Lucjana, wpychając go w krąg gdzie pochwycił go strażnik. Następnie sam znalazł się w sanktuarium, ale został obdarty z tej udawanej formy. Przypuszczalnie też przez strażnika.
- Zatem Gavin nie mógłby mieć nic wspólnego z tym przedsięwzięciem, a już na pewno nie wysłał tu Lucjana, chyba że jego celem było oddanie jakiemuś Tzimisce łupu, kosztem swojego brata. A to się nie trzyma kupy. Chyba że oskarżasz Gavina o to że zdradził swój klan. Ale oskarżasz go właśnie o knucie razem z jego klanem.
- Ponadto, jeśli uważasz dalej że Gavin maczał w tym palce, możesz sprawdzić prawdziwość moich słów, pytając o to właśnie strażnika tego miejsca. Jeśli nasze słowa nie niosą według ciebie prawdy, może jego cię uspokoją.
- Lucjan tu przyszedł z kimś innym, z Tzimisce, jak przypuszczam, który podszywał się pod Gavina, zapewne z pomocą Zniekształcenia. I musiał być dobry, skoro tak perfekcyjnie ulepił sobie twarz tego tu nieszczęśnika, - ruchem głowy wskazał siedzącego na krawędzi sarkofagu Ravnosa. - że nie poznał go jego przyjaciel. Kiedy już tu dotarli, udawany Gavin zdradził Lucjana, wpychając go w krąg gdzie pochwycił go strażnik. Następnie sam znalazł się w sanktuarium, ale został obdarty z tej udawanej formy. Przypuszczalnie też przez strażnika.
- Zatem Gavin nie mógłby mieć nic wspólnego z tym przedsięwzięciem, a już na pewno nie wysłał tu Lucjana, chyba że jego celem było oddanie jakiemuś Tzimisce łupu, kosztem swojego brata. A to się nie trzyma kupy. Chyba że oskarżasz Gavina o to że zdradził swój klan. Ale oskarżasz go właśnie o knucie razem z jego klanem.
- Ponadto, jeśli uważasz dalej że Gavin maczał w tym palce, możesz sprawdzić prawdziwość moich słów, pytając o to właśnie strażnika tego miejsca. Jeśli nasze słowa nie niosą według ciebie prawdy, może jego cię uspokoją.
Ostatnio zmieniony 23 marca 2015, 22:02 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
Tłumaczenia Niewiernych były chaotyczne i pełne przesady, jednak nie mógł nie zauważyć, iż krył się w nich pewien sens. Gdy rozmowy ucichły, skupił się przez chwilę wchodząc w mentalny kontakt ze Strażnikiem Sanktuarium. I chociaż nie spodziewał się tego Daeva potwierdziła słowa Malkavianina... Właściwie nie wiedział co o tym myśleć. Potrzebował czasu...
- Wybacz, jeśli cię obraziłem - odezwał się spokojnie do Gavina. - Nie miałem pełnej wiedzy o sytuacji. Teraz więcej z niej rozumiem. Strażnik potwierdza waszą wersję, więc uważam temat za zakończony. Chyba, że potrzebujesz czegoś więcej?
- Jestem w pełni usatysfakcjonowany twoją wypowiedzią - odparł z ulgą w głosie Gavin. Przez chwilę wydawało się, że chce jeszcze coś dodać, ale najwyraźniej ugryzł się w język.
Morderca skinął głową i odwrócił się do sarkofagu, zajmując swoimi sprawami. Nie czuł się dobrze w tej sytuacji... Bynajmniej nie w wyniku własnej pomyłki. W tej kwestii nie miał żadnego poczucia winy. Nowe informacje powodowały po prostu zmianę działań i tyle... Przyznanie się więc do błędu było naturalną czynnością. Irytowało go coś innego. Wrażenie, które nie opuszczało go w czasie rozmowy z Niewiernymi, a które sprowadzało się do pewnego zamętu i poczucia zagubienia. Tak jakby uczestniczył w jakimś cholernym teatrze cieni, gdzie nic nie było do końca tym, czym się wydawało. Chwilami zupełnie nie był w stanie pojąć ich reakcji i emocji... Zaghnaboot* - zaklął w myślach - i obyście się sami potruli waszym jadem...
* arab. Trucizna dla was.
- Wybacz, jeśli cię obraziłem - odezwał się spokojnie do Gavina. - Nie miałem pełnej wiedzy o sytuacji. Teraz więcej z niej rozumiem. Strażnik potwierdza waszą wersję, więc uważam temat za zakończony. Chyba, że potrzebujesz czegoś więcej?
- Jestem w pełni usatysfakcjonowany twoją wypowiedzią - odparł z ulgą w głosie Gavin. Przez chwilę wydawało się, że chce jeszcze coś dodać, ale najwyraźniej ugryzł się w język.
Morderca skinął głową i odwrócił się do sarkofagu, zajmując swoimi sprawami. Nie czuł się dobrze w tej sytuacji... Bynajmniej nie w wyniku własnej pomyłki. W tej kwestii nie miał żadnego poczucia winy. Nowe informacje powodowały po prostu zmianę działań i tyle... Przyznanie się więc do błędu było naturalną czynnością. Irytowało go coś innego. Wrażenie, które nie opuszczało go w czasie rozmowy z Niewiernymi, a które sprowadzało się do pewnego zamętu i poczucia zagubienia. Tak jakby uczestniczył w jakimś cholernym teatrze cieni, gdzie nic nie było do końca tym, czym się wydawało. Chwilami zupełnie nie był w stanie pojąć ich reakcji i emocji... Zaghnaboot* - zaklął w myślach - i obyście się sami potruli waszym jadem...
* arab. Trucizna dla was.
Ostatnio zmieniony 24 marca 2015, 15:05 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]