PBF - Charleston by Night
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
"Zamilcz ścierwojadzie i lepiej zajmij się swoimi karzełkiem! Czy wiesz w ogóle co on robi, gdy cię nie ma?"
Horacym solidnie wstrząsnęło to, że Spiro wiedział o jego ghulu. I to tak przerażająco dużo. Co gorsza stary Malkavian nie miał powodu by kłamać. Napawał się swoją wiedzą z wprost chora złośliwością. Skoro wiedział o karle, musiał tym samym wiedzieć tez gdzie Horacy ma schronienie, a to już przyprawiało Nosferatu o solidny dreszcz niepokoju.
A to ciekawe co też ten pokrętny karzeł może czynić kiedy odpoczywam. Coś mi mówi że pora na poważną rozmowę z Otto
Horacy odprowadził wzrokiem odchodzących. Byłe pewien że za chwile Spiro da nogę. Żaden kainita nie zaryzykował by swojej nieśmiertelności w jakimś chorym pojedynku rewolwerowców i to z zawodowym mordercą. Chyba że nie miał wyjścia, albo był nienormalny...
Po spotkaniu z księciem, kiedy ruszyli z Victorią korytarzem na którym jego ulubiony toreador wystawił swoje prace, na chwilę przystanął. Przeciągnął delikatnie palcami po fakturze obrazu ale nic mu ona nie mówiła. Musiałby spróbować go polizać żeby się dowiedzieć ale to oznaczałoby niszczenie dzieła sztuki, złamanie jednej z zasad elizjum...
Ciekawe czyjej krwi użył ten zasrany degenerat.
Poczuł jak ogrania go fala wspomnień.
[center]***[/center]
On rzeźbił ona śpiewała, oboje byli z Klanu Róży, poza tym byli bliźniakami. Ich przyjazd do miasta ożywił nieco światek miejscowych napuszonych artystów. Dla Horacego było to więcej niźli spore przeżycie. Już wcześniej czytał o jego dziełach nad którym krytyka w prasie nie przestawała piać peanów; nowy Fidiasz, artysta który wyprzedził epokę, geniusz rzeźby...
Horacy poświęcił dużo wysiłku by go w końcu spotykać na osobności i choć przez chwilę zamienić kilka słów o sztuce. W trakcie udało mu się Horacemu wydukać zaproszenie do swojej skromnej pracowni. Geniusz zamyślił się. "Nigdy wcześniej nie byłem zaproszony w takim celu przez kogoś z klanu Skrytych, przyjdę na pewno".
Którejś nocy się pojawił. Oglądał wszystkie prace, nic nie mówił. Kiedy wychodził rzucił tylko przez ramię, że wystawa jest pojutrze i czy może Horacy też nie zechciałby się wystawić z jedną swoją ulubioną rzeźbą. Nosferatu oniemiał, tysiące nadziei rozpaliło jego wnętrze. Całą noc zastanawiał się które dzieło wybrać i gdyby nie błogosławiony letarg za dnia pewnie nie zmrużyłby oka aż do wystawy. W końcu wybrał coś naprawdę specjalnego.
Nastał wieczór wystawy w muzeum. Od frontu budynku wielkie emocje, elegancja, śmietanka towarzyska artystów i blichtr. Z drugiej strony domu kilku śmiertelnych czekających przy tylnym wejściu na powitanie przez organizatora. Byli to miejscowi artystów którzy jak Horacy wystawiali się z geniuszem. Weszli wszyscy śmiertelni artyści. Stremowany Nosferatu czekał na końcu.
"- Ty nie Horacy, poczekaj lepiej tutaj. Poprosimy Cię, na specjalne wejście kiedy śmiertelni pójdą i zostanie sama najbliższa rodzina." - szepnął mu do ucha.
Stał tylko chwilę. Coś nie pozwalało Horacemu czekać, prześliznął się do jednego z okien gdzie nie widziany obserwował to co się działo wewnątrz. W trakcie patetycznego śpiewu swojej siostry bliźniak młotem rozbijał każdą z nieswoich rzeźb. Ostatnia należała do Horacego. Widział każdy spadający na nią cios. Tak oto, perorował Geniusz Toreadorów, pośledniość winna ustępować miejsca sztuce nieśmiertelnej. A teraz, idź po niego... - rzucił do siostry. Ale Horacego już nie było.
[center]***[/center]
Jebane maziaje, są gówno warte tak samo jak cała ta twórczość...
Horacy ruszył do wyjścia z muzeum. Czekał. Nie mylił się, zapewne ganiali się po mieście bo Namtara nie było już o wiele za długo.
Horacym solidnie wstrząsnęło to, że Spiro wiedział o jego ghulu. I to tak przerażająco dużo. Co gorsza stary Malkavian nie miał powodu by kłamać. Napawał się swoją wiedzą z wprost chora złośliwością. Skoro wiedział o karle, musiał tym samym wiedzieć tez gdzie Horacy ma schronienie, a to już przyprawiało Nosferatu o solidny dreszcz niepokoju.
A to ciekawe co też ten pokrętny karzeł może czynić kiedy odpoczywam. Coś mi mówi że pora na poważną rozmowę z Otto
Horacy odprowadził wzrokiem odchodzących. Byłe pewien że za chwile Spiro da nogę. Żaden kainita nie zaryzykował by swojej nieśmiertelności w jakimś chorym pojedynku rewolwerowców i to z zawodowym mordercą. Chyba że nie miał wyjścia, albo był nienormalny...
Po spotkaniu z księciem, kiedy ruszyli z Victorią korytarzem na którym jego ulubiony toreador wystawił swoje prace, na chwilę przystanął. Przeciągnął delikatnie palcami po fakturze obrazu ale nic mu ona nie mówiła. Musiałby spróbować go polizać żeby się dowiedzieć ale to oznaczałoby niszczenie dzieła sztuki, złamanie jednej z zasad elizjum...
Ciekawe czyjej krwi użył ten zasrany degenerat.
Poczuł jak ogrania go fala wspomnień.
[center]***[/center]
On rzeźbił ona śpiewała, oboje byli z Klanu Róży, poza tym byli bliźniakami. Ich przyjazd do miasta ożywił nieco światek miejscowych napuszonych artystów. Dla Horacego było to więcej niźli spore przeżycie. Już wcześniej czytał o jego dziełach nad którym krytyka w prasie nie przestawała piać peanów; nowy Fidiasz, artysta który wyprzedził epokę, geniusz rzeźby...
Horacy poświęcił dużo wysiłku by go w końcu spotykać na osobności i choć przez chwilę zamienić kilka słów o sztuce. W trakcie udało mu się Horacemu wydukać zaproszenie do swojej skromnej pracowni. Geniusz zamyślił się. "Nigdy wcześniej nie byłem zaproszony w takim celu przez kogoś z klanu Skrytych, przyjdę na pewno".
Którejś nocy się pojawił. Oglądał wszystkie prace, nic nie mówił. Kiedy wychodził rzucił tylko przez ramię, że wystawa jest pojutrze i czy może Horacy też nie zechciałby się wystawić z jedną swoją ulubioną rzeźbą. Nosferatu oniemiał, tysiące nadziei rozpaliło jego wnętrze. Całą noc zastanawiał się które dzieło wybrać i gdyby nie błogosławiony letarg za dnia pewnie nie zmrużyłby oka aż do wystawy. W końcu wybrał coś naprawdę specjalnego.
Nastał wieczór wystawy w muzeum. Od frontu budynku wielkie emocje, elegancja, śmietanka towarzyska artystów i blichtr. Z drugiej strony domu kilku śmiertelnych czekających przy tylnym wejściu na powitanie przez organizatora. Byli to miejscowi artystów którzy jak Horacy wystawiali się z geniuszem. Weszli wszyscy śmiertelni artyści. Stremowany Nosferatu czekał na końcu.
"- Ty nie Horacy, poczekaj lepiej tutaj. Poprosimy Cię, na specjalne wejście kiedy śmiertelni pójdą i zostanie sama najbliższa rodzina." - szepnął mu do ucha.
Stał tylko chwilę. Coś nie pozwalało Horacemu czekać, prześliznął się do jednego z okien gdzie nie widziany obserwował to co się działo wewnątrz. W trakcie patetycznego śpiewu swojej siostry bliźniak młotem rozbijał każdą z nieswoich rzeźb. Ostatnia należała do Horacego. Widział każdy spadający na nią cios. Tak oto, perorował Geniusz Toreadorów, pośledniość winna ustępować miejsca sztuce nieśmiertelnej. A teraz, idź po niego... - rzucił do siostry. Ale Horacego już nie było.
[center]***[/center]
Jebane maziaje, są gówno warte tak samo jak cała ta twórczość...
Horacy ruszył do wyjścia z muzeum. Czekał. Nie mylił się, zapewne ganiali się po mieście bo Namtara nie było już o wiele za długo.
Ostatnio zmieniony 07 kwietnia 2015, 23:01 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
Victoria oczekiwała słów Regentki, dotyczącej potwierdzenia autentyczności księgi kondolencyjnej. W chwili obecnej, był to jedyny dowód, który mógłby potwierdzić prawdziwość ich oskarżeń przed Księciem i Radą. Victoria czekała, wyczuwając zbierające się napięcie. Kiedy zamiast jej wypowiedzi, usłyszała jadowity głoś Spiro, coś we wnętrzu jej umysłu kliknęło, jednak nie miała pojęcia co...
- Słuchaj najemny, uzależniony od krwi kundlu - zwrócił się bezpośrednio do Namtara. - Nic po za tym nie widzisz, prawda? Jesteś już trupem. Ślepym trupem. Cały twój klan to kpina! Camarilla powinna was wytłuc wieki temu! Nie obronisz Terrego przede mną, nikogo nie obronisz... A teraz wychodzę i będę czekał na ciebie przed Muzeum.
Jak bardzo trzeba być szalonym, by rzucać takie słowa w kierunku Assamity!! I to w dodatku w Elizjum, w obecności Księcia? Szaleństwo i obłęd nawet tak starych pchają w objęcia Śmierci? Czy jest tak głupi, by nie wiedzieć co rozpętał?
Victoria spoglądała na scenę, rozgrywającą się przed jej oczyma, jakby w zwolnionym tempie. Szeryf Furia natychmiast wyprowadziła Namtara i Spiro z sali, Gavin i Terry podążyli z nimi również. W tej chwili nie było już odwrotu i Lasombra wiedziała, że Zabójca będzie miał swoją porcję uniesień tej nocy... Jeśli zawiedzie, cóż... był słaby i lepiej, by to od razu wyszło. Nie chciała nawet myśleć o konsekwencjach takiego obrotu spraw...
W dalszym ciągu zaskoczona sytuacją, wysłuchała słów Regentki o księdze. Potwierdzenie ich wersji w jej słowach było istotne. I jak widać Książę również brał pod uwagę cofnięcie swego rozkazu. Skłoniła się w geście pożegnania i szacunku i zgodnie z wolą Democritusa, opuściła z Horacym Muzeum. W drodze do głównego wyjścia nie zwracała uwagi na otoczenie, skupiając się na swoich myślach.
... I bardzo dobrze, niech ta Wiedźma sprawdza swoje papiery. Może w końcu dojdą do czegoś sensownego... z drugiej strony, kim jest właściwie ten cały Spiro i jak to się stało, że jest tak blisko tej całej śmietanki? Malkavianin, który jest tu na zaproszenie najwyższego i cieszy się takim szacunkiem, chociaż wszyscy tu mają jak widać uprzedzenia do Klanu Księżyca... Poza tym, jego wyzwanie i jawna obraza całego Klanu Assamitów? To się kupy nie trzyma... Nie tak ta cała noc miała się potoczyć, a jak widać brniemy w coś, czego jeszcze nie potrafimy zrozumieć. Ciekawe, czy będzie godnym przeciwnikiem Mordercy...
Z taką masą pytań, wraz z Horacym zaleźli się przed głównym wejściem do Muzeum. Czekali długo, w milczeniu...
Kiedy mijały nieskończenie długie minuty, w końcu Terry odezwał się, przywołując obawy ich wszystkich. Jednak jego propozycja klepania modłów była niedorzeczna, nawet jak na niego...
- Twoje modlitwy Terry na nic się zdadzą... Więc proponuję ruszyć w końcu z miejsca. Nie mamy czasu... - rzuciła krótko.
- Jeśli Namtar zginął, musimy odnaleźć jego sztylet. Był profesjonalistą, więc podejrzewam, że jego przeciwnik bardzo mocno tego doświadczył... dlatego chcę tam iść i ich znaleźć! - Victoria wskazała ruchem głowy wybrany kierunek obok Elizjum.
- Słuchaj najemny, uzależniony od krwi kundlu - zwrócił się bezpośrednio do Namtara. - Nic po za tym nie widzisz, prawda? Jesteś już trupem. Ślepym trupem. Cały twój klan to kpina! Camarilla powinna was wytłuc wieki temu! Nie obronisz Terrego przede mną, nikogo nie obronisz... A teraz wychodzę i będę czekał na ciebie przed Muzeum.
Jak bardzo trzeba być szalonym, by rzucać takie słowa w kierunku Assamity!! I to w dodatku w Elizjum, w obecności Księcia? Szaleństwo i obłęd nawet tak starych pchają w objęcia Śmierci? Czy jest tak głupi, by nie wiedzieć co rozpętał?
Victoria spoglądała na scenę, rozgrywającą się przed jej oczyma, jakby w zwolnionym tempie. Szeryf Furia natychmiast wyprowadziła Namtara i Spiro z sali, Gavin i Terry podążyli z nimi również. W tej chwili nie było już odwrotu i Lasombra wiedziała, że Zabójca będzie miał swoją porcję uniesień tej nocy... Jeśli zawiedzie, cóż... był słaby i lepiej, by to od razu wyszło. Nie chciała nawet myśleć o konsekwencjach takiego obrotu spraw...
W dalszym ciągu zaskoczona sytuacją, wysłuchała słów Regentki o księdze. Potwierdzenie ich wersji w jej słowach było istotne. I jak widać Książę również brał pod uwagę cofnięcie swego rozkazu. Skłoniła się w geście pożegnania i szacunku i zgodnie z wolą Democritusa, opuściła z Horacym Muzeum. W drodze do głównego wyjścia nie zwracała uwagi na otoczenie, skupiając się na swoich myślach.
... I bardzo dobrze, niech ta Wiedźma sprawdza swoje papiery. Może w końcu dojdą do czegoś sensownego... z drugiej strony, kim jest właściwie ten cały Spiro i jak to się stało, że jest tak blisko tej całej śmietanki? Malkavianin, który jest tu na zaproszenie najwyższego i cieszy się takim szacunkiem, chociaż wszyscy tu mają jak widać uprzedzenia do Klanu Księżyca... Poza tym, jego wyzwanie i jawna obraza całego Klanu Assamitów? To się kupy nie trzyma... Nie tak ta cała noc miała się potoczyć, a jak widać brniemy w coś, czego jeszcze nie potrafimy zrozumieć. Ciekawe, czy będzie godnym przeciwnikiem Mordercy...
Z taką masą pytań, wraz z Horacym zaleźli się przed głównym wejściem do Muzeum. Czekali długo, w milczeniu...
Kiedy mijały nieskończenie długie minuty, w końcu Terry odezwał się, przywołując obawy ich wszystkich. Jednak jego propozycja klepania modłów była niedorzeczna, nawet jak na niego...
- Twoje modlitwy Terry na nic się zdadzą... Więc proponuję ruszyć w końcu z miejsca. Nie mamy czasu... - rzuciła krótko.
- Jeśli Namtar zginął, musimy odnaleźć jego sztylet. Był profesjonalistą, więc podejrzewam, że jego przeciwnik bardzo mocno tego doświadczył... dlatego chcę tam iść i ich znaleźć! - Victoria wskazała ruchem głowy wybrany kierunek obok Elizjum.
Ostatnio zmieniony 08 kwietnia 2015, 21:18 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.
Skupieni na wymianie zdań między sobą, nie zauważyli go od razu. Zwrócili na niego uwagę dopiero, gdy wszedł na parking. Ciemna sylwetka Mordercy zdawała się pochłaniać światło lamp ulicznych. Frater Terry pierwszy otrząsną się z zaskoczenia i z szerokim uśmiechem ruszył w kierunku Assamity, najwyraźniej chcąc go objąć. Nie udało mu się. Namtar płynnym ruchem uniknął jego przyjacielskiego gestu i wykręcił mu rękę. Drugą dłoń oparł mu na karku i przyciskając księdza do ziemi, zmusił go do przyklęknięcia na jedno kolano.
- Rozumiem, że się cieszysz - powiedział spokojnie. - ale nigdy więcej nie próbuj dotykać mnie w ten sposób. Zrozumiałeś?
- Tak, pojąłem - Malkavianin gorliwie pokiwał głową. Wykręcone ramie bolało go niemiłosiernie i chciał jak najszybciej wydostać się z tej niewygodnej pozycji.
- Dobrze. Mam nadzieję, że już ci przeszło - głos Mordercy brzmiał niemal pogodnie, jakby wygłaszał jakąś towarzyską uwagę. - Puszczę cię teraz. Nie powtarzaj tego błędu drugi raz.
Oderwał ręce od Terrego i odstąpił. Świr wstał rozmasowując nadgarstek. Pomimo bólu i zaskoczenia nadal wydawał się szczęśliwy. Dopiero po chwili doszedł do niego słodkawy zapach spalonego mięsa. Zaskoczony obejrzał się na Zabójcę.
- Spiro...? - zapytał Horacy i zamilkł, gdy spojrzał w twarz Mordercy. Nie był to zbyt przyjemny widok. Skóra Assamity byłą spękana i pokryta rozległymi poparzeniami. Miejscami zdawała się zupełnie zwęglona, odsłaniając mięśnie pod spodem. Poprzez głęboką ranę na policzku prześwitywały zęby. Wreszcie nie ja w tym towarzystwie wyglądam najgorzej... przemknęło przez głowę Nosferatu.
Namtar wyszczerzył się w odpowiedzi. W obecnym stanie jego uśmiech przedstawiał się paskudniej niż zwykle:
- Niewiele z niego zostało. Spiłem duszę i krew. - stwierdził z wyraźną przyjemnością, tak jakby czuł jeszcze ich smak.
- Pomyślałem - dodał, zwracając się do Świra - że chciałbyś to zachować. Min fadlik*.
Podał mu laskę czarownika. Zarówno Horacy jak i Terry zauważyli teraz, że jego ręce są poparzone równie mocno jak twarz. Mimo to ubranie wydawało się nietknięte przez ogień.
- Mam też dla was bilet do Elizjum - mówił dalej, jakby nieświadom faktu, iż zebrani wpatrują się w niego z mieszanką grozy i fascynacji. - To jest krew Spiro, która udowadnia, że nie należał on do Klanu Księżyca lecz był Baali. I to dość potężnym. Myślę, że ten dowód wystarczy, aby potwierdzić przed Amirem prawdziwość waszych słów.
Podał Victorii zakrwawiony strzęp ubrania. Lasombra wzięła go dwoma palcami i przyjrzała mu się ostrożnie, niczym jakiemuś dziwacznemu, jadowitemu owadowi. Po czym rzekła:
- Dobrze się spisałeś - jej głos zabrzmiał nieco niepewnie, zdradzając zaskoczenie. Starała się jednak opanować go. - Widzę, że jesteś ranny, czy... potrzebujesz pomocy?
- W tej chwili nie jest źle, ogień zniszczył zakończenia nerwowe, więc niewiele czuję. Najbardziej bolesna będzie regeneracja - skrzywił się lekko i wzruszył ramionami. Nie wydawał się tym naprawdę przejęty. - Będę potrzebował sporo krwi. Wracając moglibyśmy zatrzymać się przed jakimś hotelem, blokiem czy apartamentowcem. Wystarczy mi kwadrans na to. Ludzie nie powinni widzieć mnie w tym stanie.
- Gorzej będzie - dodał po chwili, jakby tknięty nową myślą. - gdy już zacznę się leczyć. Dlatego sugerowałbym wrócić na chwilę chociaż do Sanktuarium. Tam będę miał możliwości by się poskładać i czas... Poza tym chcę załatwić dla was kilka rzeczy...
- Wiem, że trochę mi to zajęło, ale musiałem usunąć ślady. Nie chcę by wasza Szeryf wysłała moje kule do ekspertyzy - roześmiał się, jakby stanowiło to jakiegoś rodzaju dowcip. - Musiałbym zbyt często zmieniać broń. Poza tym diabolizacja także trwa... chwilę.
Oblizał sczerniałe wargi. Nie umiał się powstrzymać. Wciąż czuł w ustach upojny smak krwi czarnoksiężnika. Terry wzdrygnął się patrząc na to. Powoli docierało do niego z jakim potworem rozmawia...
- Więc jaki jest plan? - zapytał Morderca, spoglądając na zebranych Kainitów.
* arab. Proszę.
- Rozumiem, że się cieszysz - powiedział spokojnie. - ale nigdy więcej nie próbuj dotykać mnie w ten sposób. Zrozumiałeś?
- Tak, pojąłem - Malkavianin gorliwie pokiwał głową. Wykręcone ramie bolało go niemiłosiernie i chciał jak najszybciej wydostać się z tej niewygodnej pozycji.
- Dobrze. Mam nadzieję, że już ci przeszło - głos Mordercy brzmiał niemal pogodnie, jakby wygłaszał jakąś towarzyską uwagę. - Puszczę cię teraz. Nie powtarzaj tego błędu drugi raz.
Oderwał ręce od Terrego i odstąpił. Świr wstał rozmasowując nadgarstek. Pomimo bólu i zaskoczenia nadal wydawał się szczęśliwy. Dopiero po chwili doszedł do niego słodkawy zapach spalonego mięsa. Zaskoczony obejrzał się na Zabójcę.
- Spiro...? - zapytał Horacy i zamilkł, gdy spojrzał w twarz Mordercy. Nie był to zbyt przyjemny widok. Skóra Assamity byłą spękana i pokryta rozległymi poparzeniami. Miejscami zdawała się zupełnie zwęglona, odsłaniając mięśnie pod spodem. Poprzez głęboką ranę na policzku prześwitywały zęby. Wreszcie nie ja w tym towarzystwie wyglądam najgorzej... przemknęło przez głowę Nosferatu.
Namtar wyszczerzył się w odpowiedzi. W obecnym stanie jego uśmiech przedstawiał się paskudniej niż zwykle:
- Niewiele z niego zostało. Spiłem duszę i krew. - stwierdził z wyraźną przyjemnością, tak jakby czuł jeszcze ich smak.
- Pomyślałem - dodał, zwracając się do Świra - że chciałbyś to zachować. Min fadlik*.
Podał mu laskę czarownika. Zarówno Horacy jak i Terry zauważyli teraz, że jego ręce są poparzone równie mocno jak twarz. Mimo to ubranie wydawało się nietknięte przez ogień.
- Mam też dla was bilet do Elizjum - mówił dalej, jakby nieświadom faktu, iż zebrani wpatrują się w niego z mieszanką grozy i fascynacji. - To jest krew Spiro, która udowadnia, że nie należał on do Klanu Księżyca lecz był Baali. I to dość potężnym. Myślę, że ten dowód wystarczy, aby potwierdzić przed Amirem prawdziwość waszych słów.
Podał Victorii zakrwawiony strzęp ubrania. Lasombra wzięła go dwoma palcami i przyjrzała mu się ostrożnie, niczym jakiemuś dziwacznemu, jadowitemu owadowi. Po czym rzekła:
- Dobrze się spisałeś - jej głos zabrzmiał nieco niepewnie, zdradzając zaskoczenie. Starała się jednak opanować go. - Widzę, że jesteś ranny, czy... potrzebujesz pomocy?
- W tej chwili nie jest źle, ogień zniszczył zakończenia nerwowe, więc niewiele czuję. Najbardziej bolesna będzie regeneracja - skrzywił się lekko i wzruszył ramionami. Nie wydawał się tym naprawdę przejęty. - Będę potrzebował sporo krwi. Wracając moglibyśmy zatrzymać się przed jakimś hotelem, blokiem czy apartamentowcem. Wystarczy mi kwadrans na to. Ludzie nie powinni widzieć mnie w tym stanie.
- Gorzej będzie - dodał po chwili, jakby tknięty nową myślą. - gdy już zacznę się leczyć. Dlatego sugerowałbym wrócić na chwilę chociaż do Sanktuarium. Tam będę miał możliwości by się poskładać i czas... Poza tym chcę załatwić dla was kilka rzeczy...
- Wiem, że trochę mi to zajęło, ale musiałem usunąć ślady. Nie chcę by wasza Szeryf wysłała moje kule do ekspertyzy - roześmiał się, jakby stanowiło to jakiegoś rodzaju dowcip. - Musiałbym zbyt często zmieniać broń. Poza tym diabolizacja także trwa... chwilę.
Oblizał sczerniałe wargi. Nie umiał się powstrzymać. Wciąż czuł w ustach upojny smak krwi czarnoksiężnika. Terry wzdrygnął się patrząc na to. Powoli docierało do niego z jakim potworem rozmawia...
- Więc jaki jest plan? - zapytał Morderca, spoglądając na zebranych Kainitów.
* arab. Proszę.
Ostatnio zmieniony 08 kwietnia 2015, 20:04 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
Spokojne i rzeczowe wypowiedzi Namtara na temat całego zajścia, zwłaszcza spokój i forma w jakiej to czynił, zrobiły na Victorii bardzo silne wrażenie... Jakby zdawał raport z inspekcji, albo zwyczajowego rekonesansu. A przecież przed chwilą zabił... I to Baali... Świadomość, iż w istocie był narzędziem samej Śmierci, czerpiącym przyjemność z zabijania, przerażała ją. Jego nieludzka postawa w pewien sposób też fascynowała... ale tego nawet ona sama nie dopuszczała do siebie. Nie pozwoliła sobie na myślenie o tym. Nie teraz.
Trzymając w palcach zakrwawiony skrawek materiału, zwróciła się do Horacego. On jeden mógł według rozkazu Księcia wejść do Elizjum.
- Horacy... myślę, że możemy już teraz dostarczyć to Szeryf Furii i Księciu, skoro jeszcze tu jesteśmy. Zapewne Regentka będzie badać tę krew, a to rzeczywiście dowód na potwierdzenie naszych oskarżeń... Kto by pomyślał... Baali... - zamyśliła się na chwilę. - Zapewne się zdziwią i to bardzo. - uśmiechnęła się złowieszczo.
- A skoro jako jedyny możesz tam wejść, zanieś im to. Zaczekamy na Ciebie tutaj. - powiedziała, podając mu szmatę. Kiedy wziął od niej ów bilet do Elizjum, jak go określił Namtar, zwróciła się do Zabójcy.
- Kiedy wróci Horacy, wracamy do Sanktuarium. Zatrzymamy się, tak jak chcesz. Będziemy tam mieć trochę czasu, więc zobaczymy co z Lucjanem. Ii może uzyskamy nieco więcej informacji o jego powiązaniach ze sprawą Reda. Poza tym, Horacy, chciałabym, abyś się zastanowił i przygotował spotkanie z tym twoim Coraxem. Nie wiem, czego będziesz potrzebował, ale pomyślimy o tym w drodze do Willi.
Victoria rozejrzała się po członkach koterii,obserwując każdego z osobna i oceniając ich reakcje na zaistniałą sytuację.
- Kolejna rzecz. Jak już dotrzemy na miejsce, chcę sprowadzić do Domeny swoich ghuli. Ktoś mimo wszystko musi pilnować jej w ciągu dnia, a oni mają doświadczenie. Jeśli wam to nie przeszkadza, sprowadzę ich od razu. Jeśli macie inne pomysły, wszystko jest do ustalenia. Poza tym, będę potrzebowała chwili, żeby sprawdzić co z tym przeklętym psem z Sabatu. - zamyśliła się na chwilę, stukając palcami w podbródek.
- Namtar, mówiłeś że coś będziesz chciał załatwiać dla nas jakieś rzeczy. Jeśli to wymaga środków finansowych, nie ograniczaj się w żaden sposób. Biorąc pod uwagę dzisiejsze zajście, myślę, że powinniśmy się przygotować na każdą ewentualność. Do ciebie należy ocena i wybór owych środków. A teraz ruszajmy, chyba ze ktoś ma jeszcze jakieś pomysły?
Trzymając w palcach zakrwawiony skrawek materiału, zwróciła się do Horacego. On jeden mógł według rozkazu Księcia wejść do Elizjum.
- Horacy... myślę, że możemy już teraz dostarczyć to Szeryf Furii i Księciu, skoro jeszcze tu jesteśmy. Zapewne Regentka będzie badać tę krew, a to rzeczywiście dowód na potwierdzenie naszych oskarżeń... Kto by pomyślał... Baali... - zamyśliła się na chwilę. - Zapewne się zdziwią i to bardzo. - uśmiechnęła się złowieszczo.
- A skoro jako jedyny możesz tam wejść, zanieś im to. Zaczekamy na Ciebie tutaj. - powiedziała, podając mu szmatę. Kiedy wziął od niej ów bilet do Elizjum, jak go określił Namtar, zwróciła się do Zabójcy.
- Kiedy wróci Horacy, wracamy do Sanktuarium. Zatrzymamy się, tak jak chcesz. Będziemy tam mieć trochę czasu, więc zobaczymy co z Lucjanem. Ii może uzyskamy nieco więcej informacji o jego powiązaniach ze sprawą Reda. Poza tym, Horacy, chciałabym, abyś się zastanowił i przygotował spotkanie z tym twoim Coraxem. Nie wiem, czego będziesz potrzebował, ale pomyślimy o tym w drodze do Willi.
Victoria rozejrzała się po członkach koterii,obserwując każdego z osobna i oceniając ich reakcje na zaistniałą sytuację.
- Kolejna rzecz. Jak już dotrzemy na miejsce, chcę sprowadzić do Domeny swoich ghuli. Ktoś mimo wszystko musi pilnować jej w ciągu dnia, a oni mają doświadczenie. Jeśli wam to nie przeszkadza, sprowadzę ich od razu. Jeśli macie inne pomysły, wszystko jest do ustalenia. Poza tym, będę potrzebowała chwili, żeby sprawdzić co z tym przeklętym psem z Sabatu. - zamyśliła się na chwilę, stukając palcami w podbródek.
- Namtar, mówiłeś że coś będziesz chciał załatwiać dla nas jakieś rzeczy. Jeśli to wymaga środków finansowych, nie ograniczaj się w żaden sposób. Biorąc pod uwagę dzisiejsze zajście, myślę, że powinniśmy się przygotować na każdą ewentualność. Do ciebie należy ocena i wybór owych środków. A teraz ruszajmy, chyba ze ktoś ma jeszcze jakieś pomysły?
Ostatnio zmieniony 08 kwietnia 2015, 22:19 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
- Więc jaki jest plan? - zapytał Morderca, spoglądając na zebranych Kainitów. A wśród nich na Terry'ego, który odruchowo cofnął się kilka kroków.
Jeszcze przed chwilą przepełniała go radość z powrotu Łowcy, a jego osobista wizja świata obfitowała w cynober szczęścia, intensywnie nakrapiany fioletem ekscytacji. Jednak z jakiegoś powodu (i bynajmniej nie przez reakcję Assamity), w ten cudnie kolorowy obłok radosnego uniesienia, z głośno buczącym dźwiękiem swych srebrnych skrzydeł, zaczęły uparcie wdzierać się pomarańczowe szerszenie przerażenia. Z początku nieśmiało i delikatnie, lecz na tyle konsekwentnie, by po dłuższej chwili doszczętnie rozwiać błogą iluzję radości, całkowicie zastępując ją wilgotnym, zimnym i samotnym strachem w ciemnych odmętach surowej rzeczywistości, w której nawet światło nie dawało nadziei.
Oto bowiem, stał przed nim Mroczny Jedi. A powietrze wokół niego gęstniało, a światło go omijało, znajdując sobie inne ścieżki. Emanował nieokreśloną grozą i bił od niego chłód samej Otchłani. I się Uśmiechał.
[center]
[/center]
Terry spojrzał na laskę Spiro, którą przed chwilą wręczył mu Darth Namtar. W głowie, dudniącym echem powróciły do niego poszczególne słowa, wypowiadane przez Mordercę. I rozkosz z jaką je smakował.
[center]...spiłem duszę i krew...poza tym diabolizacja także trwa... [/center]
Przez trzysta lat uciekałem przed mym Ojcem. Którego bez chwili wahania określić mogę jako Największego Potwora, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi. I oto sczezł. Odszedł w całkowity niebyt. Pochłonięty przez ciebie. Sługę Piekieł. Demona z Otchłani. Gdzie wielu poległo, ty mlaskałeś... I to czyni cię Jeszcze Większym Potworem.
[center]***[/center]
Wsłuchał się w słowa Mrocznej Pani. Patrzył na nią, ściskając w rękach laskę, jedyną pozostałą pamiątkę po znienawidzonym Stwórcy. Którego przed chwilą pożarł ich ochroniarz. I się tym chwalił.
To nie jest tak, że jest mi żal Spiro. Ani trochę. Czuję ulgę. I - wbrew sobie - ogromną wdzięczność. Lecz sposób w jaki przepadł, jest przerażający. Tak jak to, jak łatwo przyszło tobie, przejście nad tym do porządku dziennego.
Jeszcze przed chwilą przepełniała go radość z powrotu Łowcy, a jego osobista wizja świata obfitowała w cynober szczęścia, intensywnie nakrapiany fioletem ekscytacji. Jednak z jakiegoś powodu (i bynajmniej nie przez reakcję Assamity), w ten cudnie kolorowy obłok radosnego uniesienia, z głośno buczącym dźwiękiem swych srebrnych skrzydeł, zaczęły uparcie wdzierać się pomarańczowe szerszenie przerażenia. Z początku nieśmiało i delikatnie, lecz na tyle konsekwentnie, by po dłuższej chwili doszczętnie rozwiać błogą iluzję radości, całkowicie zastępując ją wilgotnym, zimnym i samotnym strachem w ciemnych odmętach surowej rzeczywistości, w której nawet światło nie dawało nadziei.
Oto bowiem, stał przed nim Mroczny Jedi. A powietrze wokół niego gęstniało, a światło go omijało, znajdując sobie inne ścieżki. Emanował nieokreśloną grozą i bił od niego chłód samej Otchłani. I się Uśmiechał.
[center]
[/center]Terry spojrzał na laskę Spiro, którą przed chwilą wręczył mu Darth Namtar. W głowie, dudniącym echem powróciły do niego poszczególne słowa, wypowiadane przez Mordercę. I rozkosz z jaką je smakował.
[center]...spiłem duszę i krew...poza tym diabolizacja także trwa... [/center]
Przez trzysta lat uciekałem przed mym Ojcem. Którego bez chwili wahania określić mogę jako Największego Potwora, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi. I oto sczezł. Odszedł w całkowity niebyt. Pochłonięty przez ciebie. Sługę Piekieł. Demona z Otchłani. Gdzie wielu poległo, ty mlaskałeś... I to czyni cię Jeszcze Większym Potworem.
[center]***[/center]
Wsłuchał się w słowa Mrocznej Pani. Patrzył na nią, ściskając w rękach laskę, jedyną pozostałą pamiątkę po znienawidzonym Stwórcy. Którego przed chwilą pożarł ich ochroniarz. I się tym chwalił.
To nie jest tak, że jest mi żal Spiro. Ani trochę. Czuję ulgę. I - wbrew sobie - ogromną wdzięczność. Lecz sposób w jaki przepadł, jest przerażający. Tak jak to, jak łatwo przyszło tobie, przejście nad tym do porządku dziennego.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
No to pięknie, książę zakazał diabolizacji ale Ten przecież musiał postawić na swoim. Jeśli się dowie to już drugi raz dzisiejszego wieczora podpadniemy staremu. Bardzo nie dobrze, bardzo.
Horacy czuł narastający gniew ale nie pozwolił mu się uwolnić jak przywykł czynić kiedy był sam. Mówił wtedy głośno i wściekle do siebie i gestykulował rękami. Lecz tym razem był na powierzchni i w dodatku w towarzystwie, co nie zdążało mu się często bo stronili od niego nawet członkowie klanu.
"-Kto by pomyślał... Baali... Zapewne się zdziwią i to bardzo..."
Horacy wysłuchał do końca Victorii i odebrał mokry od krwi strzęp płótna i włożył go w poły swoich szat. Potem kontrolując swoje niezadowolenie w miarę już spokojnie wycedził przez zęby.
- Skoro to był Baali to nie tylko jest do bilet do elizjum, ale dla niektórych i do piekła... Nie wiem dlaczego Namtarze postanowiłeś zrobić na przekór woli księcia i nie szczególnie mnie to obchodzi. To Twoja sprawa. Pozwolę sobie tylko uprzytomnić jedną ważną rzecz Wam wszystkim, która być może umknęła Waszej czcigodnej uwadze. - uśmiechnął się kwaśno - Książe bardzo hojnie obdziela wszelkimi karami swoich obywateli. I jak widać rozdaje je w formie odpowiedzialności zbiorowej. Ta kara jaką otrzymaliście należała do najlżejszych. Ma inne, które lubi bardziej. Na przykład zakaz pożywiania się w mieście albo absolutny zakaz używania na terenie Charleston jakichkolwiek dyscyplin. Może też nakazać natychmiastowe opuszczenia jego domeny lub zakaz wstępu do wszystkich elzijów na jej terenie. Czyli właściwie we wszystkich miastach Wirginni bo chyba macie świadomość każdy z książąt w tym stanie jest jego i słucha się niczym pies pana.
Zrobił krótką pauzę by słowa dobrze dotarły do zebranych. Od razu poczuł się lepiej widząc reakcje na ich twarzach.
- Jeśli czcigodny Morderco uważasz, że klan do którego należał Spiro... - spojrzał na Ojczulka - i do którego należy nasz Terry, usprawiedliwi w oczach księcia złamanie zakazu, to możesz się nieco przeliczyć. Informuję, iż nie zamierzam zrobić kolejnej głupoty i kłamać w tej sprawie przed księciem lub szeryfem jeśli wprost zapyta o diabolizm. Dlatego pytam Was, czy naprawdę chcecie bym wrócił do elizjum?
Obrzucił szybko okiem wpierw Namtara poteem Terrego, po czym odwrócił się i szybkim krokiem ruszył do wrót elizjum. Robiąc pierwsze kroki w stronę muzeum przez chwilę pomyślał smutno o Ojczulku.
Przykro mi braciszku Terry ale krew która w nas płynie zawsze wygrywa. Prędzej czy później wpadniesz w mrok niczym złota kulka w gówno.
Horacy czuł narastający gniew ale nie pozwolił mu się uwolnić jak przywykł czynić kiedy był sam. Mówił wtedy głośno i wściekle do siebie i gestykulował rękami. Lecz tym razem był na powierzchni i w dodatku w towarzystwie, co nie zdążało mu się często bo stronili od niego nawet członkowie klanu.
"-Kto by pomyślał... Baali... Zapewne się zdziwią i to bardzo..."
Horacy wysłuchał do końca Victorii i odebrał mokry od krwi strzęp płótna i włożył go w poły swoich szat. Potem kontrolując swoje niezadowolenie w miarę już spokojnie wycedził przez zęby.
- Skoro to był Baali to nie tylko jest do bilet do elizjum, ale dla niektórych i do piekła... Nie wiem dlaczego Namtarze postanowiłeś zrobić na przekór woli księcia i nie szczególnie mnie to obchodzi. To Twoja sprawa. Pozwolę sobie tylko uprzytomnić jedną ważną rzecz Wam wszystkim, która być może umknęła Waszej czcigodnej uwadze. - uśmiechnął się kwaśno - Książe bardzo hojnie obdziela wszelkimi karami swoich obywateli. I jak widać rozdaje je w formie odpowiedzialności zbiorowej. Ta kara jaką otrzymaliście należała do najlżejszych. Ma inne, które lubi bardziej. Na przykład zakaz pożywiania się w mieście albo absolutny zakaz używania na terenie Charleston jakichkolwiek dyscyplin. Może też nakazać natychmiastowe opuszczenia jego domeny lub zakaz wstępu do wszystkich elzijów na jej terenie. Czyli właściwie we wszystkich miastach Wirginni bo chyba macie świadomość każdy z książąt w tym stanie jest jego i słucha się niczym pies pana.
Zrobił krótką pauzę by słowa dobrze dotarły do zebranych. Od razu poczuł się lepiej widząc reakcje na ich twarzach.
- Jeśli czcigodny Morderco uważasz, że klan do którego należał Spiro... - spojrzał na Ojczulka - i do którego należy nasz Terry, usprawiedliwi w oczach księcia złamanie zakazu, to możesz się nieco przeliczyć. Informuję, iż nie zamierzam zrobić kolejnej głupoty i kłamać w tej sprawie przed księciem lub szeryfem jeśli wprost zapyta o diabolizm. Dlatego pytam Was, czy naprawdę chcecie bym wrócił do elizjum?
Obrzucił szybko okiem wpierw Namtara poteem Terrego, po czym odwrócił się i szybkim krokiem ruszył do wrót elizjum. Robiąc pierwsze kroki w stronę muzeum przez chwilę pomyślał smutno o Ojczulku.
Przykro mi braciszku Terry ale krew która w nas płynie zawsze wygrywa. Prędzej czy później wpadniesz w mrok niczym złota kulka w gówno.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
- Nie interesuje mnie wasza polityka - Morderca wzruszył ramionami, zwracając się do Horacego. - I nie widzę powodu, dla którego miałbyś kłamać odnośnie moich działań. W sumie... - znów się oblizał, nie mógł nic na to poradzić, to był odruch. - jestem dumny z tego, co zrobiłem...
- Jeśli zaś o Terrego chodzi, to piłem jego krew i wiem, że nie jest Baali. Należy do Klanu Księżyca, jestem pewien. Sądzę więc, że Spiro musiał w jakimś momencie zdradzić swoich... W końcu Baali zostają także psy, które odrzucając swą tradycję i krew przechodzą na służbę do Shaitana... Tak więc chyba powinieneś się cieszyć. Usuwam robactwo. - zaśmiał się w sposób, który sprawił, iż zebrani poczuli nagły dreszcz. Przez chwilę na parkingu zapadłą dziwna, choć wiele mówiąca cisza.
- Podam ci kwotę wyposażenia, gdy tylko się poskładam - przerwał ją w końcu Morderca, spoglądając w zamyśleniu na Victorię. - Muszę się zorientować w cenach, ale przygotuj się na czterocyfrową liczbę. Taki sprzęt nigdy nie jest tani. Porozmawiamy w domenie. Teraz... Załatwmy co mamy do załatwienia i znikajmy stąd...
- Jeśli zaś o Terrego chodzi, to piłem jego krew i wiem, że nie jest Baali. Należy do Klanu Księżyca, jestem pewien. Sądzę więc, że Spiro musiał w jakimś momencie zdradzić swoich... W końcu Baali zostają także psy, które odrzucając swą tradycję i krew przechodzą na służbę do Shaitana... Tak więc chyba powinieneś się cieszyć. Usuwam robactwo. - zaśmiał się w sposób, który sprawił, iż zebrani poczuli nagły dreszcz. Przez chwilę na parkingu zapadłą dziwna, choć wiele mówiąca cisza.
- Podam ci kwotę wyposażenia, gdy tylko się poskładam - przerwał ją w końcu Morderca, spoglądając w zamyśleniu na Victorię. - Muszę się zorientować w cenach, ale przygotuj się na czterocyfrową liczbę. Taki sprzęt nigdy nie jest tani. Porozmawiamy w domenie. Teraz... Załatwmy co mamy do załatwienia i znikajmy stąd...
Ostatnio zmieniony 09 kwietnia 2015, 16:03 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
[center]
Muzyka:
https://www.youtube.com/watch?v=0hSjEa2JrbA[/center]
Namtar pojawił się nagle, czy może nagle ciemność postanowiła go odsłonić? Ku zdziwieniu Ravnosa, poczuł jego zapach na długo przed tym jak go usłyszał. Zapach palonego mięsa jedynie nieznacznie ostrzegał przed widokiem, jakim obdarzył koterie Assamita. Oczy rabusia uległy rozszerzeniu, wyrażając mieszankę przerażenia i szoku, gdy ten uświadamiał sobie cenę jaką przyszło zapłacić Łowcy. Oszacowane obrażenia ciała były poza skalą wyobrażalnych dla Ravnosa. Ten widok, ten jeden widok, sprawił że granica pojęcia "strach" została przekroczona... kilkukrotnie. Namtar mówił jakby nie odczuwał bólu, jakby to co przeszedł było dla niego codziennością. Ten kontrast jeszcze bardziej potęgował bijącą od łowcy atmosferę terroru.
Eksploracja kolejnych poziomów została przerwana dzięki dyskusji jaką zaczęli prowadzić pozostali członkowie koterii. Stan ten nie trwał jednak długo.
- To jest krew Spiro, która udowadnia, że nie należał on do Klanu Księżyca lecz był Baali. I to dość potężnym.(...)
Nieszczęścia zawsze chodzą parami. Jeżeli był jeden potężny, może być ich więcej. Prawie na pewno jednak miał on kilka słabszych marionetek. Niestety, zważywszy miejsce i świadków, zniknięcie Spiro zostanie zauważone najpóźniej jutrzejszej nocy. Jeżeli już dzisiaj w elizjach nie jest to danie wieczoru. Baali, słudzy demonów. Członkowie rodziny okryci najmroczniejszym całunem tajemnicy i obłędu. Jeden przypadek w mieście wystarczał by zwołać Krwawe Łowy, by stosy znowu zapłonęły.
Pobieżnie próbował ocenić kto z znanych mu członków i członkiń w rodzinie mógłby być jego współpracownikiem. W klatce piersiowej zagościło mu niemiłe uczucie gdy pomyślał o Furii i Maxie. Dlaczego pomyślał o nich? Nie był pewien. Spiro był w jakiś sposób wyjątkowy, w oczach Ravnosa ta dwójka także wybijała się z tłumu.
- Skoro to był Baali to nie tylko jest do bilet do Elizjum, ale dla niektórych i do piekła... Nie wiem dlaczego Namtarze postanowiłeś zrobić na przekór woli księcia i nie szczególnie mnie to obchodzi.(...)
- I nie widzę powodu, dla którego miałbyś kłamać odnośnie moich działań. W sumie... - Assamita oblizał się, tworząc wyjątkowo nieprzyjemny i makabryczny obraz - jestem dumny z tego, co zrobiłem... (...)
On go nie zabił, on go zdiabolizował. Pożarł jego esencje, zabił go w najbardziej bolesny i potworny sposób znany w świecie wampirów. Mimowolnie Gavin zadrżał. Sposób w jaki odnosił się do tego Assamita, sposób w jaki reagowali członkowie koterii. Gdzieś w jego umyśle malutki szczur drapał w drewno i swoim piskliwym głosem krzyczał "Uciekaj! Uciekaj!". To był koszmar, jeden z tych z których nie był w stanie się obudzić, a bardzo chciał.
Niepewnie zabrał głos:
- Jeżeli pozwolisz Assamito, przywróce Ci dawną formę na czas podróży, oszczędzi nam to problemów z ewentualnie napotkanymi ludźmi.
- Dobry pomysł. Zrób to. - powiedział Assamita, makabrycznie wykrzywiając twarz.
Jeżeli będe miał szczęście, szybko się obudzę. Jeżeli...

Muzyka:
https://www.youtube.com/watch?v=0hSjEa2JrbA[/center]
Namtar pojawił się nagle, czy może nagle ciemność postanowiła go odsłonić? Ku zdziwieniu Ravnosa, poczuł jego zapach na długo przed tym jak go usłyszał. Zapach palonego mięsa jedynie nieznacznie ostrzegał przed widokiem, jakim obdarzył koterie Assamita. Oczy rabusia uległy rozszerzeniu, wyrażając mieszankę przerażenia i szoku, gdy ten uświadamiał sobie cenę jaką przyszło zapłacić Łowcy. Oszacowane obrażenia ciała były poza skalą wyobrażalnych dla Ravnosa. Ten widok, ten jeden widok, sprawił że granica pojęcia "strach" została przekroczona... kilkukrotnie. Namtar mówił jakby nie odczuwał bólu, jakby to co przeszedł było dla niego codziennością. Ten kontrast jeszcze bardziej potęgował bijącą od łowcy atmosferę terroru.
Eksploracja kolejnych poziomów została przerwana dzięki dyskusji jaką zaczęli prowadzić pozostali członkowie koterii. Stan ten nie trwał jednak długo.
- To jest krew Spiro, która udowadnia, że nie należał on do Klanu Księżyca lecz był Baali. I to dość potężnym.(...)
Nieszczęścia zawsze chodzą parami. Jeżeli był jeden potężny, może być ich więcej. Prawie na pewno jednak miał on kilka słabszych marionetek. Niestety, zważywszy miejsce i świadków, zniknięcie Spiro zostanie zauważone najpóźniej jutrzejszej nocy. Jeżeli już dzisiaj w elizjach nie jest to danie wieczoru. Baali, słudzy demonów. Członkowie rodziny okryci najmroczniejszym całunem tajemnicy i obłędu. Jeden przypadek w mieście wystarczał by zwołać Krwawe Łowy, by stosy znowu zapłonęły.
Pobieżnie próbował ocenić kto z znanych mu członków i członkiń w rodzinie mógłby być jego współpracownikiem. W klatce piersiowej zagościło mu niemiłe uczucie gdy pomyślał o Furii i Maxie. Dlaczego pomyślał o nich? Nie był pewien. Spiro był w jakiś sposób wyjątkowy, w oczach Ravnosa ta dwójka także wybijała się z tłumu.
- Skoro to był Baali to nie tylko jest do bilet do Elizjum, ale dla niektórych i do piekła... Nie wiem dlaczego Namtarze postanowiłeś zrobić na przekór woli księcia i nie szczególnie mnie to obchodzi.(...)
- I nie widzę powodu, dla którego miałbyś kłamać odnośnie moich działań. W sumie... - Assamita oblizał się, tworząc wyjątkowo nieprzyjemny i makabryczny obraz - jestem dumny z tego, co zrobiłem... (...)
On go nie zabił, on go zdiabolizował. Pożarł jego esencje, zabił go w najbardziej bolesny i potworny sposób znany w świecie wampirów. Mimowolnie Gavin zadrżał. Sposób w jaki odnosił się do tego Assamita, sposób w jaki reagowali członkowie koterii. Gdzieś w jego umyśle malutki szczur drapał w drewno i swoim piskliwym głosem krzyczał "Uciekaj! Uciekaj!". To był koszmar, jeden z tych z których nie był w stanie się obudzić, a bardzo chciał.
Niepewnie zabrał głos:
- Jeżeli pozwolisz Assamito, przywróce Ci dawną formę na czas podróży, oszczędzi nam to problemów z ewentualnie napotkanymi ludźmi.
- Dobry pomysł. Zrób to. - powiedział Assamita, makabrycznie wykrzywiając twarz.
Jeżeli będe miał szczęście, szybko się obudzę. Jeżeli...
Wieść o diabolizacji jakiej dopuścił się Łowca na członku Klanu Księżyca budzi w Ravnosie mieszane uczucia. Z jednej strony strach łączony w społeczeństwie z złamaniem Tabu, z drugiej obrzydzenie - gdyż teraz dusza Spiro będzie przez wieczność towarzyszyć Assamicie. Nieprzyjemną jest myśl że nie jest ona pierwsza i na pewno nie ostatnia w tej ponurej procesji.
Jeżeli Namtar wyraża zgodę, rzucam na niego iluzję, tak by przykryła ona jego poparzenia i pewne niedobory w szczęce.
Spoiler!
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Charleston WV Muzeum Sztuki 09.08.1993, Po Północy
Horacy ruszył w kierunku głównego wejścia do Muzeum zostawiając członków koterii na parkingu. Zaraz za drzwiami minął Herolda, Elizabeth jednak nie odezwała się do niego nawet słowem. Wiedział jednak dokładnie w którym kierunku ma iść, mógł się obejść bez wskazówek Toreadorki. Szedł spokojnie przez długi korytarz, gdy nagle drzwi znajdujące się po prawej, kilka metrów przed nim, otworzyły się. Na korytarz wyszła Furia. Była wyraźnie niezadowolona, co poznał po wyrazie jej twarzy i sposobie poruszania się. Horacy spostrzegł także, że Brujah nie zobaczyła go od razu. Ich spojrzenia spotkały się dopiero po chwili i twarz Furii stała się znów pewna siebie, nieprzenikniona, a spojrzenie czarnych oczu nie zdradzało żadnych emocji. Szeryf odezwała się do Horacego:
- Zapomniałeś czegoś? - jej ton był szorstki i opryskliwy.
- Chciałem pomówić z Democritusem... Mam dowód na to, iż nasze przypuszczenia były prawdziwe... -odpowiedział Nosferatu.
Szeryf spojrzała na strzęp materiału, który trzymał w rękach Horacy.
- Rusty chce z Tobą pomówić. Jest w pokoju - Przerwała mu, wskazując pomieszczenie z którego właśnie wyszła.
Coś tu jest nie tak. Od bardzo dawna nie widziałem tak zdenerwowanej Furii. Właściwie chyba nigdy nie widziałem... Co się dzieje? - zapytał w sam siebie w myślach. Poczuł jak w jego wnętrzu budzi się zwątpienie, jednak w tej chwili nie miał wyjścia. Szeryf minęła go bez słowa. Podszedł więc do drzwi i zajrzał do środka sali. Od razu spostrzegł Rustego oraz Maxa Damage stojących przy wielkim oknie, na drugim końcu pomieszczenia. Rozmawiali o czymś w skupieniu. Nie wychwycił słów, lecz ucho Nosferatu z łatwością wychwyciło ton ostrożności i tajemnicy, obecny w ich dyskusji. Pokój okazał się salą konferencyjną do wynajęcia. Wypełniała je pokaźna ilość krzeseł, sprzętu do nagłośnienia i kilka pulpitów do wystąpień. Członkowie Rady przestali mówić, po czym, prawie jednocześnie spojrzeli na Horacego, gdy ten pojawił się w drzwiach. Rusty odezwał się pierwszy:
- Podejdź tutaj Horacy.
Horacy niepewnym krokiem ruszył w stronę okien. Nie czul się komfortowo pod badawczym wzrokiem swego Primogena. Gdy zbliżył się do rozmawiających, Rusty odezwał się skrzypiącym szeptem:
- Nie idź teraz do Księcia... Widzisz ten samochód - Rusty wskazał martwą ręką na ciemnoczerwonego Chevroleta stojącego na parkingu. Horacy spostrzegł, także członków koterii stojących nie dalej jak sto metrów od omawianego samochodu.
- To co ci teraz powiem jest tylko dla Twoich uszu Horacy. Miasto odwiedził Alastor, a to oznacza że przed naszymi oczyma dzieje się coś bardzo wyjątkowego i niebezpiecznego. Ten Baali, którego strzęp ubrania trzymasz to tylko początek. Koteryjka Red'a robi spore zamieszanie, odwracając uwagę... Nie ufaj im Horacy, są z zewnątrz. Do tego nie wiemy kim jest Alastor i kogo z Czerwonej Listy szuka w Charleston. Tylko Democritus zna jego tożsamość... właśnie rozmawiają. Każdy Alastor działa w największej tajemnicy. Cholera widziałem, że Ventrue ma wtyki w Europie, ale to jest mocna rzecz.
- Posłuchaj Horacy, potrzebujemy ciebie - wtrącił się Max. Jego błyszczące oczy zdradzały podniecenie. - Musisz informować nas o wszystkim czego się dowiesz. Nie pytaj skąd wiemy, że to Alastor. Ważne, że wiemy. Niebawem Democritus stanie się dużo bardziej zdeterminowany i nie zdziwię się jak zaczną spadać głowy. Jak wiesz Alastorzy odpowiadają tylko przed Wewnętrznym Kręgiem, a to się Księciu na pewno nie spodoba. Spróbuj zdobyć większy wpływ na Lasombrę w koterii, albo znajdź inny sposób, by słuchali twoich rad. Miasto cię potrzebuje Horacy...
- Ten Baali to jakaś prowokacja - zaskrzypiał Rusty. Jego oczy lśniły chłodem. - Nie wiem, co odbiło Aurinowi, by wrzucać na tego Assamitę, tym bardziej że okazał się pieprzonym demonofilem. To się kupy nie trzyma... I do tego ta wizyta. Zrób z tą szmatą co chcesz, najlepiej daj ją Furii. Ale nie idź teraz z tym do Księcia. Zresztą on już wie, że to był Baali...
- Kurwa mać! - zaklął cicho pod nosem Brujah. - Pomyśleć, że podałem mu rękę... Jakoś lepiej mi z myślą, że Assamita się napoił tym padalcem. Przynajmniej ten cholerny diabolista się do czegoś przydał...
Horacy ruszył w kierunku głównego wejścia do Muzeum zostawiając członków koterii na parkingu. Zaraz za drzwiami minął Herolda, Elizabeth jednak nie odezwała się do niego nawet słowem. Wiedział jednak dokładnie w którym kierunku ma iść, mógł się obejść bez wskazówek Toreadorki. Szedł spokojnie przez długi korytarz, gdy nagle drzwi znajdujące się po prawej, kilka metrów przed nim, otworzyły się. Na korytarz wyszła Furia. Była wyraźnie niezadowolona, co poznał po wyrazie jej twarzy i sposobie poruszania się. Horacy spostrzegł także, że Brujah nie zobaczyła go od razu. Ich spojrzenia spotkały się dopiero po chwili i twarz Furii stała się znów pewna siebie, nieprzenikniona, a spojrzenie czarnych oczu nie zdradzało żadnych emocji. Szeryf odezwała się do Horacego:
- Zapomniałeś czegoś? - jej ton był szorstki i opryskliwy.
- Chciałem pomówić z Democritusem... Mam dowód na to, iż nasze przypuszczenia były prawdziwe... -odpowiedział Nosferatu.
Szeryf spojrzała na strzęp materiału, który trzymał w rękach Horacy.
- Rusty chce z Tobą pomówić. Jest w pokoju - Przerwała mu, wskazując pomieszczenie z którego właśnie wyszła.
Coś tu jest nie tak. Od bardzo dawna nie widziałem tak zdenerwowanej Furii. Właściwie chyba nigdy nie widziałem... Co się dzieje? - zapytał w sam siebie w myślach. Poczuł jak w jego wnętrzu budzi się zwątpienie, jednak w tej chwili nie miał wyjścia. Szeryf minęła go bez słowa. Podszedł więc do drzwi i zajrzał do środka sali. Od razu spostrzegł Rustego oraz Maxa Damage stojących przy wielkim oknie, na drugim końcu pomieszczenia. Rozmawiali o czymś w skupieniu. Nie wychwycił słów, lecz ucho Nosferatu z łatwością wychwyciło ton ostrożności i tajemnicy, obecny w ich dyskusji. Pokój okazał się salą konferencyjną do wynajęcia. Wypełniała je pokaźna ilość krzeseł, sprzętu do nagłośnienia i kilka pulpitów do wystąpień. Członkowie Rady przestali mówić, po czym, prawie jednocześnie spojrzeli na Horacego, gdy ten pojawił się w drzwiach. Rusty odezwał się pierwszy:
- Podejdź tutaj Horacy.
Horacy niepewnym krokiem ruszył w stronę okien. Nie czul się komfortowo pod badawczym wzrokiem swego Primogena. Gdy zbliżył się do rozmawiających, Rusty odezwał się skrzypiącym szeptem:
- Nie idź teraz do Księcia... Widzisz ten samochód - Rusty wskazał martwą ręką na ciemnoczerwonego Chevroleta stojącego na parkingu. Horacy spostrzegł, także członków koterii stojących nie dalej jak sto metrów od omawianego samochodu.
- To co ci teraz powiem jest tylko dla Twoich uszu Horacy. Miasto odwiedził Alastor, a to oznacza że przed naszymi oczyma dzieje się coś bardzo wyjątkowego i niebezpiecznego. Ten Baali, którego strzęp ubrania trzymasz to tylko początek. Koteryjka Red'a robi spore zamieszanie, odwracając uwagę... Nie ufaj im Horacy, są z zewnątrz. Do tego nie wiemy kim jest Alastor i kogo z Czerwonej Listy szuka w Charleston. Tylko Democritus zna jego tożsamość... właśnie rozmawiają. Każdy Alastor działa w największej tajemnicy. Cholera widziałem, że Ventrue ma wtyki w Europie, ale to jest mocna rzecz.
- Posłuchaj Horacy, potrzebujemy ciebie - wtrącił się Max. Jego błyszczące oczy zdradzały podniecenie. - Musisz informować nas o wszystkim czego się dowiesz. Nie pytaj skąd wiemy, że to Alastor. Ważne, że wiemy. Niebawem Democritus stanie się dużo bardziej zdeterminowany i nie zdziwię się jak zaczną spadać głowy. Jak wiesz Alastorzy odpowiadają tylko przed Wewnętrznym Kręgiem, a to się Księciu na pewno nie spodoba. Spróbuj zdobyć większy wpływ na Lasombrę w koterii, albo znajdź inny sposób, by słuchali twoich rad. Miasto cię potrzebuje Horacy...
- Ten Baali to jakaś prowokacja - zaskrzypiał Rusty. Jego oczy lśniły chłodem. - Nie wiem, co odbiło Aurinowi, by wrzucać na tego Assamitę, tym bardziej że okazał się pieprzonym demonofilem. To się kupy nie trzyma... I do tego ta wizyta. Zrób z tą szmatą co chcesz, najlepiej daj ją Furii. Ale nie idź teraz z tym do Księcia. Zresztą on już wie, że to był Baali...
- Kurwa mać! - zaklął cicho pod nosem Brujah. - Pomyśleć, że podałem mu rękę... Jakoś lepiej mi z myślą, że Assamita się napoił tym padalcem. Przynajmniej ten cholerny diabolista się do czegoś przydał...
Kończąc scenę, gdy stoicie przed Muzeum i czekacie na Namtara chciałbym poinformować, że Frater Terry otrzymuje 1 PD za świetne odegranie tej sytuacji. Jako jedyny zwrócił uwagę na niepewność i lęk, który w tym momencie powinien być odczuwalny przez każdego członka koterii. Konsekwencje porażki Assamity w tym pojedynku byłby dla każdego z was bardzo poważne i utrudniłyby dalsze prowadzenie śledztwa.
Dla Horacego: Test Empatii: ST: 7 = 5 sukcesów. Nigdy wcześniej nie widziałeś Furii w takim stanie. Jest bardzo zdenerwowana, znajduje się na granicy szału. Coś ją wyraźnie trapi i widać, że nie potrafi sobie z tym poradzić. Gdy wasze oczy się spotykają, Szeryf zakłada maskę i zmienia się w tą samą osobę którą znasz zwykle. Udaje ci się ukryć fakt, że widziałeś emocje na jej twarzy (masz odpowiednio dużo Sprytu i Przebiegłości).
Dla Horacego: Test Empatii: ST: 7 = 5 sukcesów. Nigdy wcześniej nie widziałeś Furii w takim stanie. Jest bardzo zdenerwowana, znajduje się na granicy szału. Coś ją wyraźnie trapi i widać, że nie potrafi sobie z tym poradzić. Gdy wasze oczy się spotykają, Szeryf zakłada maskę i zmienia się w tą samą osobę którą znasz zwykle. Udaje ci się ukryć fakt, że widziałeś emocje na jej twarzy (masz odpowiednio dużo Sprytu i Przebiegłości).
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
- Cóż z tym wpływem na koterię... Nie przesadzałbym optymistyczny podejściem co do łatwości takiego zadania. Trochę im zalazłem za skórę i teraz kochają mnie niczym starą śmierdzącą skarpetę. - zamyślił się - To wszystko musi mieć sens, i to piekielnie oczywisty, tylko nie jesteśmy jeszcze w stanie złożyć puzzli do kupy, bo mamy za mało kawałków. Red był bliski czegoś. Zbyt bliski, dlatego skończył jak skończył. Ale przewidział to i zmontował ekipę, która teraz idzie jak po sznurku do serca tej tajemnicy. Jeszcze dwadzieścia minut temu byłem wściekły na ich zachowanie w elizjum, za niefrasobliwość w działaniu i zbyt dużą łatwość wyciągania wniosków. Ale teraz, sam nie wiem. - wzruszył ramionami - Ci obcy mają jakąś taką łatwość w generowaniu problemów i rozwiązywaniu je z gracją typową dla... czołgu. Może to zabrzmi dziwnie ale jak na razie zdaje to rezultat. Gdyby Spiro nadal żył, założę się że sporo ciekawych pomysłów naszeptał by do czułego uszka naszego księcia.
- Jeśli chodzi o współpracę dla dobra miasta, nie mówię nie. W końcu, każdy chce zapracować na kawałek tortu jaki posiada i dzieli Democritus. Ale dyskrecja jest wysoce wskazana. - uśmiechnął się krzywo. - Liczę, że w zamian pomożecie usuwać niektóre drobne przeszkody jakie mogą się pojawić w trakcie prowadzonych przez koterię poszukiwań. No dobra idę oddam szmatę Furii bo mnie za długo nie ma.
No dobra, skoro mam zrobić dobre wrażenie na Victorii wpierw trzeba na kimś poćwiczyć.
W tym momencie dostrzegł Furię i szelmowsko się uśmiechnął. Ruszył przygarbiony w jej stronę.
- Łaskawa Pani szeryf pozwoli, że szepnę coś osobistego czego w elizjum nie miałem śmiałości tak przy wszystkich... Gorąca z Pani laska w tym wdzianku. Ale główka jakaś taka przeciążona problemami. Więc pomyślałem, że przyniosę jakiś prezencik... - to mówiąc wyjął kawałek zakrwawionej szmaty który wydał mu się w tym momencie idealnym prezentem dla dystyngowanej damy - Krew infernalisty Spiro albo Baali jak to woli do nóżek Pani rzucam.
Nosferatu zakończył z życzliwym uśmiechem i lekkim ukłonem, uważnie jednak obserwując reakcję zazwyczaj oziębłej Furii.
Słabe to było Horacy. Wywołałeś tylko totalny szok i niedowierzanie. Musisz wymyślić coś lepszego a ulegnie na pewno, następnym razem.
- Jeśli chodzi o współpracę dla dobra miasta, nie mówię nie. W końcu, każdy chce zapracować na kawałek tortu jaki posiada i dzieli Democritus. Ale dyskrecja jest wysoce wskazana. - uśmiechnął się krzywo. - Liczę, że w zamian pomożecie usuwać niektóre drobne przeszkody jakie mogą się pojawić w trakcie prowadzonych przez koterię poszukiwań. No dobra idę oddam szmatę Furii bo mnie za długo nie ma.
Horacy słucha co mają do powiedzenia obaj starsi, jeśli coś odpowiadaja i rusza do Furii. Po drodze rwie materiał z krwią na dwie części i jedną wsadza w kieszeń za pazuchę.
W ciemności zaczął wytężać słuch by namierzyć stukot bucików nerwowo kroczącej furii. Była jak pies gończy który gubi się i miota czując strach przed polowaniem na grubego zwierza. Ale Horacy wiedział że jak tylko złapie trop i książę ją spuści z łańcucha wyrwie sprintem by dobrać się do gardła. Nawet jeśli wie że pierwszy cios zwierza rozerwie ją na strzępy. No dobra, skoro mam zrobić dobre wrażenie na Victorii wpierw trzeba na kimś poćwiczyć.
W tym momencie dostrzegł Furię i szelmowsko się uśmiechnął. Ruszył przygarbiony w jej stronę.
- Łaskawa Pani szeryf pozwoli, że szepnę coś osobistego czego w elizjum nie miałem śmiałości tak przy wszystkich... Gorąca z Pani laska w tym wdzianku. Ale główka jakaś taka przeciążona problemami. Więc pomyślałem, że przyniosę jakiś prezencik... - to mówiąc wyjął kawałek zakrwawionej szmaty który wydał mu się w tym momencie idealnym prezentem dla dystyngowanej damy - Krew infernalisty Spiro albo Baali jak to woli do nóżek Pani rzucam.
Nosferatu zakończył z życzliwym uśmiechem i lekkim ukłonem, uważnie jednak obserwując reakcję zazwyczaj oziębłej Furii.
Słabe to było Horacy. Wywołałeś tylko totalny szok i niedowierzanie. Musisz wymyślić coś lepszego a ulegnie na pewno, następnym razem.
Po ewntualnym opisie reakcji Furii, o którym im dłużej myślę tym bardziej jestem ciekaw
Horacy wychodzi z elizjum.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Charleston WV Muzeum Sztuki 09.08.1993, Po Północy
Obaj Primogeni uważnie wysłuchali każdego zdania, wygłoszonego przez Horacego. Gdy młodszy Nosferatu przedstawił swoją propozycję Starszym odnośnie usuwania przeszkód, Max niespodziewanie złapał go szybkim, niezwykle sprawnym ruchem za przód płaszcza:
- Co miałeś na myśli, że Red przewidział to i zmontował ekipę, która teraz idzie jak po sznurku do serca tej tajemnicy? - zadał pytanie z ogniem w oczach. Podniósł delikatnie Horacego tak, aby Nosferatu zrozumiał, że Primogen Brujah nie zawsze przejmuje się prawami Elizjum...
- Oświecę cię kurwa, bo widzę, że ci tego pilnie potrzeba. - kontynuował, bez wysiłku utrzymując Horacego w powietrzu - Kroniki mówią, że Gitmalu to syn samego założyciela klanu, a więc jeśli Atrahasis to syn Gitmalu... Kurwa Red miał piątą generację! Pojmujesz wagę tego faktu? Czy gdzieś ci kurwa umknęła? Był Matuzalemem, cholera! Oczywiście, jeśli wierzyć temu co było w testamencie... Radzę poszukać w bibliotece uniwersytetu kim był Atra-hasis w prastarym Sumerze. Może wtedy pojmiesz, dla kogo pracujesz! Teoretycznie potop to mit, Przedpotopowcy to mit, ale... Czasami mity kryją zbyt wiele niebezpiecznej prawdy...
Zaśmiał się gorzko, bez śladu wesołości w głosie.
- Słuchaj Horacy - wtrącił się Rusty, dźgając kościstym palcem pierś zapytanego. - Ja i Max nie jesteśmy głupcami i stawiamy na ciebie. Musisz nam powiedzieć, co wiesz na temat Red'a. To bardzo ważne. I nie pierdol nam jakiś pogawędek o honorze, bo to dobre jest dla chłopców z Alamut. Wasza koteryjka pracuje dla Brujaha piątej generacji, a to oznacza że Wojna Wieków zawitała w nasze progi. Nie martwi cię to może? Bo mnie cholernie martwi. Jak nam powiesz co wiesz, to pomożemy wam w śledztwie. Więc...?
Max opuścił powoli i bez żadnego wysiłku Horacego na podłogę, stawiając go tuż przed Rustym. Młodszy Nosferatu spojrzał w mroczne oczy swego Primogena i przełknął ślinę. Wejrzenie tamtego sprawiało, iż poczuł nagłą ochotę, by zapaść się pod dywan...
Obaj Primogeni uważnie wysłuchali każdego zdania, wygłoszonego przez Horacego. Gdy młodszy Nosferatu przedstawił swoją propozycję Starszym odnośnie usuwania przeszkód, Max niespodziewanie złapał go szybkim, niezwykle sprawnym ruchem za przód płaszcza:
- Co miałeś na myśli, że Red przewidział to i zmontował ekipę, która teraz idzie jak po sznurku do serca tej tajemnicy? - zadał pytanie z ogniem w oczach. Podniósł delikatnie Horacego tak, aby Nosferatu zrozumiał, że Primogen Brujah nie zawsze przejmuje się prawami Elizjum...
- Oświecę cię kurwa, bo widzę, że ci tego pilnie potrzeba. - kontynuował, bez wysiłku utrzymując Horacego w powietrzu - Kroniki mówią, że Gitmalu to syn samego założyciela klanu, a więc jeśli Atrahasis to syn Gitmalu... Kurwa Red miał piątą generację! Pojmujesz wagę tego faktu? Czy gdzieś ci kurwa umknęła? Był Matuzalemem, cholera! Oczywiście, jeśli wierzyć temu co było w testamencie... Radzę poszukać w bibliotece uniwersytetu kim był Atra-hasis w prastarym Sumerze. Może wtedy pojmiesz, dla kogo pracujesz! Teoretycznie potop to mit, Przedpotopowcy to mit, ale... Czasami mity kryją zbyt wiele niebezpiecznej prawdy...
Zaśmiał się gorzko, bez śladu wesołości w głosie.
- Słuchaj Horacy - wtrącił się Rusty, dźgając kościstym palcem pierś zapytanego. - Ja i Max nie jesteśmy głupcami i stawiamy na ciebie. Musisz nam powiedzieć, co wiesz na temat Red'a. To bardzo ważne. I nie pierdol nam jakiś pogawędek o honorze, bo to dobre jest dla chłopców z Alamut. Wasza koteryjka pracuje dla Brujaha piątej generacji, a to oznacza że Wojna Wieków zawitała w nasze progi. Nie martwi cię to może? Bo mnie cholernie martwi. Jak nam powiesz co wiesz, to pomożemy wam w śledztwie. Więc...?
Max opuścił powoli i bez żadnego wysiłku Horacego na podłogę, stawiając go tuż przed Rustym. Młodszy Nosferatu spojrzał w mroczne oczy swego Primogena i przełknął ślinę. Wejrzenie tamtego sprawiało, iż poczuł nagłą ochotę, by zapaść się pod dywan...
Do Furii przejdziemy za moment, jak poradzisz sobie ze Starszyzną.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Przez chwilę Horacy oglądał czubki swoich butów nie śmiąc popatrzeć na starszych ale szybko zebrał się w sobie i spojrzał Rusty'emu prosto w oczy. I szybkim szeptem zaczął mówić.
- Wiesz przecież Rusty, że mimo wszystko mam względem ciebie dług. Wiesz też, że zależy mi na klanie, rodzinie i na całym tym cholernym mieście bo tu jest mój dom więc powiem ci co wiem. Byliśmy w domu u Reda ale nic tam nie ma. A wiesz dlaczego? Bo przed nami było już tam kilka ekip i solidnie przegrzebali cały dom. Gdyby nie to ze pojawiliśmy się jako ostatni zastanawiałbym się czy nie sprzedawać wejściówek, taki tam ruch był jeszcze wczoraj. Każdy się tam panoszył jak chciał i brał co mu się podobało. Jeśli stary zastawił nam jakąś podpowiedź to albo już jej w domu nie ma, bo wyniósł sabat z którym się minęliśmy w drzwiach, albo jeszcze jej nie znaleźliśmy. Naszym najnowszym punktem zaczepienia był ten atak magiczny. Myśleliśmy że to tylko w koterię walnęło ale jak widać nastąpił on w całym mieście, więc przez chwilę myślałem że to może nie być dobry trop. Teraz jednak czuję pod skórą, że jest wręcz odwrotnie. Zobacz, podpierdolili tyle krwi, pytam po co? Wydaje się nam wszystkim że to był atak na miasto bo ciągle się sramy o następny atak sabatu i przesłania nam to oczy. A ja myślę, że to było gorąca potrzeba do innego celu a nie atak. Uważam, że Spiro słusznie uznał że jest spalony i postanowił wyjść tylnymi drzwiami - zginąć. Inaczej książę i reszta przegrzebali by mu ten jego mały móżdżek i wygrzebali ciekawsze informacje. Moim zdaniem uznał, że i tak to mniejsza kara niż niechcący zdradzić szczegóły dotyczące tego dla kogo te hektolitry krwi załatwił. Znasz legendy i bajania o gehennie, wiesz że mówi się że starzy wstaną i będą tak głodni że wychłepcą nas wszystkich i jeszcze będzie mało. Moim zdaniem cała ta krew była dla kogoś tylko na rozruch, na smaka (sic!) taki aperitif albo starter przed daniem właściwym. Resztę sobie dośpiewajcie sami...
- Zasugeruję obcym za chwilę żeby tym tropem pójść nieco dalej. Moim zdaniem to jest bingo. Jak coś wyniuchamy w tym kierunku więcej dam znać. Mogę iść, bo chciałem jeszcze pooglądać nowe gołębie pocztowe Rusty'ego?
- Wiesz przecież Rusty, że mimo wszystko mam względem ciebie dług. Wiesz też, że zależy mi na klanie, rodzinie i na całym tym cholernym mieście bo tu jest mój dom więc powiem ci co wiem. Byliśmy w domu u Reda ale nic tam nie ma. A wiesz dlaczego? Bo przed nami było już tam kilka ekip i solidnie przegrzebali cały dom. Gdyby nie to ze pojawiliśmy się jako ostatni zastanawiałbym się czy nie sprzedawać wejściówek, taki tam ruch był jeszcze wczoraj. Każdy się tam panoszył jak chciał i brał co mu się podobało. Jeśli stary zastawił nam jakąś podpowiedź to albo już jej w domu nie ma, bo wyniósł sabat z którym się minęliśmy w drzwiach, albo jeszcze jej nie znaleźliśmy. Naszym najnowszym punktem zaczepienia był ten atak magiczny. Myśleliśmy że to tylko w koterię walnęło ale jak widać nastąpił on w całym mieście, więc przez chwilę myślałem że to może nie być dobry trop. Teraz jednak czuję pod skórą, że jest wręcz odwrotnie. Zobacz, podpierdolili tyle krwi, pytam po co? Wydaje się nam wszystkim że to był atak na miasto bo ciągle się sramy o następny atak sabatu i przesłania nam to oczy. A ja myślę, że to było gorąca potrzeba do innego celu a nie atak. Uważam, że Spiro słusznie uznał że jest spalony i postanowił wyjść tylnymi drzwiami - zginąć. Inaczej książę i reszta przegrzebali by mu ten jego mały móżdżek i wygrzebali ciekawsze informacje. Moim zdaniem uznał, że i tak to mniejsza kara niż niechcący zdradzić szczegóły dotyczące tego dla kogo te hektolitry krwi załatwił. Znasz legendy i bajania o gehennie, wiesz że mówi się że starzy wstaną i będą tak głodni że wychłepcą nas wszystkich i jeszcze będzie mało. Moim zdaniem cała ta krew była dla kogoś tylko na rozruch, na smaka (sic!) taki aperitif albo starter przed daniem właściwym. Resztę sobie dośpiewajcie sami...
- Zasugeruję obcym za chwilę żeby tym tropem pójść nieco dalej. Moim zdaniem to jest bingo. Jak coś wyniuchamy w tym kierunku więcej dam znać. Mogę iść, bo chciałem jeszcze pooglądać nowe gołębie pocztowe Rusty'ego?
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Charleston WV Muzeum Sztuki 09.08.1993, Po Północy
- Wierzę ci Horacy. Cóż, dwie setki lat pozwoliły ci nieco rozwinąć te twoje szare komórki... Oczywiście, że ktoś chce mieć duuuużo krwi, a tylko ktoś kto jest stary i śpi, potrzebuje jej na start. Sabat w domu Red'a? Ciekawe... Hoqax, ten stary wieszak na mole, też coś musi wiedzieć. Więc mamy umowę, a teraz zapierdalaj grzecznie do koterii i spraw, byście nie wpadli na właściciela tego cadillacka.
Max nagle odezwał się do Horacego nieco łagodniejszym tonem:
- Prawie zajebaliście mojego syna. Klaus pracuje dla mnie od kilkudziesięciu lat jako kret, więc zrób wszystko by tak pozostało. Pech chciał, że Hoqax go tam akurat wtedy wysłał. Z tego co słyszałem, ten wasz ochroniarz to niezły pojeb. Uważaj na niego, ześwirowany sukinkot. Ma kontrakt i niech się go trzyma... Nikt nie chce dodatkowego rozpierdolu w mieście.
- Dobra, koniec tego słodkiego pierdolenia! - przerwał im Rusty - Młodszy, zapieprzaj do Furii, daj jej tą szmatę i znikaj zanim Alastor zobaczy tego diabolistę przed naszym pięknym Elizjum...
[center]***[/center]
Szeryf zmrużyła oczy, taksując Horacego chłodnym spojrzeniem. Odezwała się:
- Nie mam ochoty ani czasu na twój uliczny podryw Szczurze. Są ważniejsze sprawy. To się jednak przyda.
Wzięła kawałek materiału od Horacego, po czym schowała go do plecaka sportowego leżącego na kanapie. Zasuwając suwak spojrzała na Nosferatu i powiedziała:
- Zdajesz sobie sprawę, że wieść o Baali nie może wyjść po za grono wtajemniczonych? Mam na myśli Księcia, Radę Primogen oraz waszą koteryjkę. Jeśli ta informacja pójdzie w miasto, rozdepczę cię jak robaka, zrozumiałeś? Democritus nie chce siać większej paniki... Zamknijcie więc gęby, albo poleżycie z kołkiem kilka miesięcy, czekając aż wróci wam zdrowy rozsądek... I przypilnuj, by wasz ochroniarz nie chwalił się tą diabolizacją. Dla waszego dobra. A teraz idź już.
Test Manipulacja + Przebiegłość ST:9 - 2 (za odegranie sytuacji i dobrze sformułowaną odpowiedź) = 7. Na kościach 3 sukcesy, czyli jesteś pewien, że udało Ci się ich przekonać, choć wiesz, że było to dość trudne zadanie. Nie czujesz, by Ci w głowie grzebali przy tym.
Rusty wysłuchał szeptanej tyrady Horacego, a gdy ten skończył, zaskrzypiał:- Wierzę ci Horacy. Cóż, dwie setki lat pozwoliły ci nieco rozwinąć te twoje szare komórki... Oczywiście, że ktoś chce mieć duuuużo krwi, a tylko ktoś kto jest stary i śpi, potrzebuje jej na start. Sabat w domu Red'a? Ciekawe... Hoqax, ten stary wieszak na mole, też coś musi wiedzieć. Więc mamy umowę, a teraz zapierdalaj grzecznie do koterii i spraw, byście nie wpadli na właściciela tego cadillacka.
Max nagle odezwał się do Horacego nieco łagodniejszym tonem:
- Prawie zajebaliście mojego syna. Klaus pracuje dla mnie od kilkudziesięciu lat jako kret, więc zrób wszystko by tak pozostało. Pech chciał, że Hoqax go tam akurat wtedy wysłał. Z tego co słyszałem, ten wasz ochroniarz to niezły pojeb. Uważaj na niego, ześwirowany sukinkot. Ma kontrakt i niech się go trzyma... Nikt nie chce dodatkowego rozpierdolu w mieście.
- Dobra, koniec tego słodkiego pierdolenia! - przerwał im Rusty - Młodszy, zapieprzaj do Furii, daj jej tą szmatę i znikaj zanim Alastor zobaczy tego diabolistę przed naszym pięknym Elizjum...
[center]***[/center]
Szeryf zmrużyła oczy, taksując Horacego chłodnym spojrzeniem. Odezwała się:
- Nie mam ochoty ani czasu na twój uliczny podryw Szczurze. Są ważniejsze sprawy. To się jednak przyda.
Wzięła kawałek materiału od Horacego, po czym schowała go do plecaka sportowego leżącego na kanapie. Zasuwając suwak spojrzała na Nosferatu i powiedziała:
- Zdajesz sobie sprawę, że wieść o Baali nie może wyjść po za grono wtajemniczonych? Mam na myśli Księcia, Radę Primogen oraz waszą koteryjkę. Jeśli ta informacja pójdzie w miasto, rozdepczę cię jak robaka, zrozumiałeś? Democritus nie chce siać większej paniki... Zamknijcie więc gęby, albo poleżycie z kołkiem kilka miesięcy, czekając aż wróci wam zdrowy rozsądek... I przypilnuj, by wasz ochroniarz nie chwalił się tą diabolizacją. Dla waszego dobra. A teraz idź już.
Horacy wrócił. Jedziecie do domu Red'a. Po drodze zatrzymacie się pod jednym z hoteli, by Namtar mógł zapolować. Trwa to około kwadransa. Aktualnie jesteście w domenie Victorii, czyli domu Red'a.
Ostatnio zmieniony 11 kwietnia 2015, 00:34 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
" Jeśli ta informacja pójdzie w miasto, rozdepczę cię jak robaka, zrozumiałeś?..."
Horacy wysłuchał do końca po czym obrócił się na pięcie i ruszył korytarzem do koterii mamrocząc cichutko lecz słyszalnie na odchodne.
- Oh, rozdeptuj mnie swym pięknym pantofelkiem jak robaka, bij mnie, drap mnie i mów mi sprośne wyrazy do uszka...
Wytrwałością. Wytrwałością się je zdobywa Horacy, na wygląd nie masz co liczyć staruszku boś nie wziłą wyjściowego wdzianka. Ciekawe czy toreadorka nadal podsłuchuje koterię pod drzwiami elizjim. Jeśli tak to chyba trzeba pogrozić jej paluszkiem po drodze.
He, he... Od razu im się poprawiły zniesmaczone mordki.
- Ale to w domu, nie tutaj. Musimy się prędko zawijać z tej okolicy nie jest tu za bezpiecznie.
[center]***[/center]
W domu Reda Horacy z marszu ruszył do biblioteki szybko szukając księgi o starożytnym Sumerze. Szperał przy księgach obrócony plecami do koterii i mówił jakby do siebie.
- Po pierwsze Red Kroniki mówią, że Gitmalu to syn samego założyciela klanu, a więc jeśli Atrahasis to syn Gitmalu to znaczy że sam był matuzalemem i miał piątą generację. W bibliotece uniwersytetu być może znaleźlibyśmy kim był Atra-hasis w prastarym Sumerze ale sądzę że ciekawsze rzeczy mogą być tutaj w tej sprawie.
- Po drugie toreadorka podsłuchiwała pod drzwiami nasza rozmowę i wszyscy już wiedzą o diaboliźmie. Musimy bardzo uważać bo książę ma ostatnio niezłego nerwa i póki Namtar się mu nie pojawi przed obliczem to i może nic się nie stanie bo ma ważniejsze zajęcia ale jak się pojawi... Więc sza, o tym drobnym fakcie bo znowu będziemy mieli od księcia podarki grupowe.
- Po trzecie ani słowa o Bali, szlachetne wodzostwo nie życzy sobie niepotrzebnej paniki w mieście, sytuacja i tak jest gorąca.
- Po czwarte, to jednak dobrze się stało, że Klaus przeżył. Na razie nie wolno go zabijać w żadnym wypadku.
Horacy wysłuchał do końca po czym obrócił się na pięcie i ruszył korytarzem do koterii mamrocząc cichutko lecz słyszalnie na odchodne.
- Oh, rozdeptuj mnie swym pięknym pantofelkiem jak robaka, bij mnie, drap mnie i mów mi sprośne wyrazy do uszka...
Wytrwałością. Wytrwałością się je zdobywa Horacy, na wygląd nie masz co liczyć staruszku boś nie wziłą wyjściowego wdzianka. Ciekawe czy toreadorka nadal podsłuchuje koterię pod drzwiami elizjim. Jeśli tak to chyba trzeba pogrozić jej paluszkiem po drodze.
Jęsli po drodze trafia się toreadorka przy drzwiach elizjium to Horacy macha paluszkiem mówiąc "Nie ładnie, oj nie..."
Spoiler!
- Jestem z powrotem, na pewno usychaliście z tęsknoty za mną - szeroki uśmiech wypełzł mu na twarzy obserwując dezaprobatę i zniesmaczenie na niektórych twarzach - No i mam ciekawe wieści, nawet bardzo...He, he... Od razu im się poprawiły zniesmaczone mordki.
- Ale to w domu, nie tutaj. Musimy się prędko zawijać z tej okolicy nie jest tu za bezpiecznie.
[center]***[/center]
W domu Reda Horacy z marszu ruszył do biblioteki szybko szukając księgi o starożytnym Sumerze. Szperał przy księgach obrócony plecami do koterii i mówił jakby do siebie.
- Po pierwsze Red Kroniki mówią, że Gitmalu to syn samego założyciela klanu, a więc jeśli Atrahasis to syn Gitmalu to znaczy że sam był matuzalemem i miał piątą generację. W bibliotece uniwersytetu być może znaleźlibyśmy kim był Atra-hasis w prastarym Sumerze ale sądzę że ciekawsze rzeczy mogą być tutaj w tej sprawie.
- Po drugie toreadorka podsłuchiwała pod drzwiami nasza rozmowę i wszyscy już wiedzą o diaboliźmie. Musimy bardzo uważać bo książę ma ostatnio niezłego nerwa i póki Namtar się mu nie pojawi przed obliczem to i może nic się nie stanie bo ma ważniejsze zajęcia ale jak się pojawi... Więc sza, o tym drobnym fakcie bo znowu będziemy mieli od księcia podarki grupowe.
- Po trzecie ani słowa o Bali, szlachetne wodzostwo nie życzy sobie niepotrzebnej paniki w mieście, sytuacja i tak jest gorąca.
- Po czwarte, to jednak dobrze się stało, że Klaus przeżył. Na razie nie wolno go zabijać w żadnym wypadku.
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 10 kwietnia 2015, 23:50 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
- Oczywiście, że Atra-hasis był synem Gitmalu, z krwi Brujah, Prawdziwym Brujah piątej generacji. Nie wiedzieliście o tym? - zdziwił się Morderca. - Nie musisz szukać w książkach, wiem dla kogo pracuję. Atra-hasis oznacza po Akkadyjsku "Bardzo Mądry". Był królem miasta Szuruppak, który ponoć przetrwał potop, jaki zesłało na ludzkość drugie pokolenie bogów.
Ton głosu Łowcy zupełnie nie przystawał do objawionych przez niego rewelacji. Był obojętny i chłodny, jakby Zabójca zdawał standardowy raport, lub też zastanawiał się tak naprawdę nad czymś zupełnie innym. W każdym razie nie zdawał się poruszony wiedzą, którą posiadał.
- Lucjusz jest w magazynie, w piwnicy. Sugerowałbym go wyciągnąć z stamtąd i porozmawiać z nim. Jest zakołkowany i kołek jest do zwrotu. Jak zwykle. Ja potrzebuję godziny, aby się poskładać... Skorzystam z Sanktuarium... Dla was będzie to jedynie sześć minut, więc za chwilę będę z powrotem.
Rzekł i skierował się na piętro. Po drodze zagwizdał kilka taktów "Dies Irae" Mozzarta...
Ton głosu Łowcy zupełnie nie przystawał do objawionych przez niego rewelacji. Był obojętny i chłodny, jakby Zabójca zdawał standardowy raport, lub też zastanawiał się tak naprawdę nad czymś zupełnie innym. W każdym razie nie zdawał się poruszony wiedzą, którą posiadał.
- Lucjusz jest w magazynie, w piwnicy. Sugerowałbym go wyciągnąć z stamtąd i porozmawiać z nim. Jest zakołkowany i kołek jest do zwrotu. Jak zwykle. Ja potrzebuję godziny, aby się poskładać... Skorzystam z Sanktuarium... Dla was będzie to jedynie sześć minut, więc za chwilę będę z powrotem.
Rzekł i skierował się na piętro. Po drodze zagwizdał kilka taktów "Dies Irae" Mozzarta...
Ostatnio zmieniony 11 kwietnia 2015, 10:09 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]