Jeśli tak wygląda przekleństwo krwi Malkava, to nie ma co się dziwić ich szaleństwu... Jak oni z tym funkcjonują? - krótka myśl rozsądku, która na moment zawitała w jej wnętrzu, szybko opuściła Lasombrę, pochwycona przez anielskie skrzydła chórów klekoczących kształtów. Jej percepcja znów oderwała ją od rzeczywistości, ukazując tym razem wizję Jezusa przybitego do krzyża... Zanim zaczęła się rozwijać, jeden szczegół przykuł uwagę zdezorientowanej Victorii.
Ciekawe, czy twoja ofiara na krzyżu obejmuje także przeklęte istoty, którymi jesteśmy. Mówią, że każdy może zostać zbawiony, nawet grzesznicy tacy jak ten, wiszący obok ciebie. Ale ja w to nie wierzę. Na klątwę, którą nosimy w sobie nie ma ratunku. Nigdy nie będzie... - spoglądała na tłumy lamentujących kobiet pod Golgotą, gdy słońce zawieszone wysoko bluźnierczo spoglądało na historyczny i mistyczny moment w dziejach ludzkości.
Słońce!!! Jak to... Przecież powinno mnie spalić! Przerażenie i ból, który poczuła w tej chwili na samą myśl o jego promieniach, wywołał szok w jej umyśle. W tej samej chwili, zaczęła odczuwać fizycznie ciało, jego napięcie i ranę, krwawiącą na szyi. Ból prowadził jej zbłąkane myśli z powrotem na plan materialny i Victoria niczym tonący brzytwy, uchwyciła się tego odczucia. Ból znała. Potrafiła go wykorzystać i czerpać przyjemność ze stanów, które wywoływał. Zarówno w niej samej, jak i tych, którzy po niego przychodzili. Lubiła go z wielu względów, jednak nigdy nie przypuszczała, że będzie jej służył za drogę powrotną z tego szalonego koszmaru percepcji, z którego nie mogła się wyrwać. Zatem stopniowo i powoli, podążyła za nim. Pulsowanie i przeszywające rwanie w szyi było kotwicą, więc przyjęła je ze spokojem i ulgą, witając niczym czułego kochanka.
Kiedy ocknęła się z dziwnego transu, obmacała dłonią ranę. Krew na jej palcach i pieczenie były prawdziwe...
- W środku jest kilka awionetek i warsztat. Pewnie przykrywka. Mogę wejść sam, mogę wejść z wami - wzruszył ramionami. - Ale przydałby się ktoś do rozbrojenia alarmu. Decydujcie.
Słowa Namtara, wypowiedziane przy uchylonej szybie auta, szybko otrzeźwiły Lasombrę.
- Gdzie my jesteśmy? I co się dzieje do cholery? - szybko rozejrzała się przytomnym wzrokiem po zebranych. - I chcę wiedzieć, kto był na tyle głupi, żeby mnie ugryźć. Słucham.
[/center]