Horacy z przeraźliwym zgrzytem, który wydawał się kruszyć wszystkie zęby w szczękach, przeciągnął powoli duży stół służący do gry w karty pod dziury w suficie. Potem na niego wskoczył jednym sprawnym ruchem aż zajęczało drewno. Szybko się wyprostował i zaczął obmacywać sufit w kilku miejscach. Po chwili zeskoczył i zaczął klaskać w dłonie otrzepując je w ten sposób z betonowego kurzu. Nadal patrzył się na sufit.
- Był duży i pazurzasty, ale za mały na wilka, mniej więcej postury Wild Heart'a i na pewno był to jakiś nasz krewniak... Przepraszam na chwilę.
Horacy cicho podszedł do więzienia. Spojrzał z litością na tego wielkiego człowieka, teraz nieporadnego jak zupełnie jak małe dziecko.
- Słuchaj Ozzy, bo tak masz na imię prawda? Pytałem czy umiesz naprawiać inne rzeczy i gdzie mieszkasz ponieważ być może będę miał dla ciebie lepszą ofertę pracy.Co ty na to?
- Tak, Ozzy to ja. Umiem naprawić mnóstwo rzeczy. Jak pan da mi pracę, ja będę pracował. Tak, żeby wszystko dobrze działało. Można na mnie polegać.
-Tak się składa, że i ja i moja przyjaciółka, która jest z nami ma sporo wpływowych znajomych. Nie wiem tylko co lubisz najbardziej naprawiać. Chciałbym jednak żebyś mi odpowiedział na kilka pytań.
- Silniki spalinowe, to moja specjalność. Wszystkie: silniki spalinowe tłokowe, turbinowe i odrzutowe - wyrecytował jednym tchem, podnosząc głowę i spoglądając na Horacego. - Wszystkie. - uśmiechnął się dumnie.
- Czy widziałeś tutaj takiego faceta w dżinsach, tego wzrostu, skórzana kurtka, bujna czupryna, mógł mieć szponiaste dłonie...
- Nie. Pan ma dużo silników do naprawy?
- Zaraz wrócimy do silników powiedz mi jeszcze czy słyszałeś lub widziałeś tutaj coś dziwnego dzisiejszej nocy?
- Pan Gavin był baaardzo zdenerwowany i chciał, abym szybko dał mu najlepszy samolot. No to dałem. On na pewno dobrze działał. Nie powinien się zepsuć. Poza tym ten tam pociął mnie nożem... A później zlizał krew...
- Bo pomylił krew z dżemem a nie lubi jak ma brudny nóż. Czy pan Gavin był sam i czy miał przy sobie coś?
- Nie wolno oblizywać noży, można się zaciąć. A pan Gavin był sam. Miał z sobą dużą torbę podróżną. Taką czarną...
- Jaki numer samolotu miał pan Gavin?
- F-BUBN.
- Czy wiesz dokąd leciał?
- Nie. - murzyn wzruszył ramionami. Najwyraźniej Pan Gavin interesował go znacznie mniej niż silniki.
- Na jakie lotnisko go odwiozłeś?
- Lotnisko Yeager Airport.
Czyli nie prywatne. Która jest godzina? Leciał sam czy z pilotem to ważne. Jeśli sam to daleko nie poleciał. Tak czy siak na lotnisku są rejestrowane wszystkie loty.
- Serdeczne dzięki, zaraz zapytam koleżanki na jaki adres masz wysłać swoje CV. Jak dasz numer telefonu będzie szybciej.
- Nie mam telefonu, ale może mi pan powiedzieć adres. Zapamiętam. Mam bardzo dobrą pamięć do takich rzeczy, naprawdę. - mechanik spojrzał ufnie na Horacego.
Zaznaczam możliwość późniejszego edytowania tego posta, skoro dwie osoby jeszcze coś skrobią i może to mieć wpływ na Horacego.