PBF - Ach, ci przeklęci korsarze!
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Wyspy Baracha, pirackie miasteczko
Galvat nie odzywa się i czeka na rozwój sytuacji. Kątem oka obserwuję okolicę, by nie być zaskoczonym. Generalnie przyglądam się sakiewkom i czujnością osób w moim otoczeniu. Patrzę kto jest już pijany, a kto nie.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Argossański korsarz bez słowa wyciągnął sakiewkę z pasa i rzucił ją lekko wprost do ręki Garro, który bez trudu złapał i zmierzył w garści wagę sakiewki. Intuicja podpowiadała mu, że to będzie z 50 sztuk monet. Teraz w grę wchodziła waluta, w jakiej dostał zapłatę. Bez skrępowania rozsłupał skórzany mieszek i wyjął kilka monet.
Złote luny, z niewielkimi śladami użytkowania. Zielarz przygryzł jedną z nich. Miękka, ale czuć, że użyto domieszek innych zasobów. Bez wątpienia oryginalna. Topniejące zasoby złota zmuszają akwilońską mennice do bicia nowych monet z domieszkami innych metali; głównie tańszej i równie miękkiej miedzi. Dalsze oględziny sakiewki wskazywały na zawartość łącznie 48 złotych lun, co stanowiło szczodrą zapłatę za opiekę nad poturbowanym człowiekiem.
Mężczyzna gwizdnął, krzyknął coś i po chwili z "Trzech Czaszek" wyszło dwóch podobnych do niego korsarzy. Ci tylko przytaknęli głową i na chwilę wrócili do wnętrza, by zaraz wrócić z prostokątnym stołem. Powyłamywali z niego wszystkie nogi i przenieśli na niego nieprzytomnego kompana.
- Kup co trzeba i przyjdź do "Meteoryt". Wiesz gdzie to jest? - zapytał, ale widząc wzrok Garro nie czekał na odpowiedź. - Karczma na wzgórzu, przy północnym wyjściu z miasta. Tylko pośpiesz się... I nie próbuj uciekać - dodał ostrym tonem i ruszył wraz ze swoimi ludźmi zanieść nieszczęśnika do kwatery.
Złote luny, z niewielkimi śladami użytkowania. Zielarz przygryzł jedną z nich. Miękka, ale czuć, że użyto domieszek innych zasobów. Bez wątpienia oryginalna. Topniejące zasoby złota zmuszają akwilońską mennice do bicia nowych monet z domieszkami innych metali; głównie tańszej i równie miękkiej miedzi. Dalsze oględziny sakiewki wskazywały na zawartość łącznie 48 złotych lun, co stanowiło szczodrą zapłatę za opiekę nad poturbowanym człowiekiem.
Mężczyzna gwizdnął, krzyknął coś i po chwili z "Trzech Czaszek" wyszło dwóch podobnych do niego korsarzy. Ci tylko przytaknęli głową i na chwilę wrócili do wnętrza, by zaraz wrócić z prostokątnym stołem. Powyłamywali z niego wszystkie nogi i przenieśli na niego nieprzytomnego kompana.
- Kup co trzeba i przyjdź do "Meteoryt". Wiesz gdzie to jest? - zapytał, ale widząc wzrok Garro nie czekał na odpowiedź. - Karczma na wzgórzu, przy północnym wyjściu z miasta. Tylko pośpiesz się... I nie próbuj uciekać - dodał ostrym tonem i ruszył wraz ze swoimi ludźmi zanieść nieszczęśnika do kwatery.
Spoiler!
Spoiler!
Spoiler!
Garro: przyjmujesz zlecenie? Jeżeli nie, jest jeszcze czas, by się wycofać. Jeśli tak, to jakie są wasze dalsze plany? Raczej będzie to wymagać rozdzielenia się, chyba, że wszyscy chcecie obserwować, jak Garro opiekuje się poturbowanym mężczyzną.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Wyspy Baracha, pirackie miasteczko
- Nie sądzę, by było rozsądnie rozdzielać się, na nieznanym terenie - Nehaherowi wyraźnie nie podobał się ten pomysł. - Bezpieczniej będzie trzymać się w grupie. Co do posiłku, myślę, że warto się teraz nim zająć i ustalić przy stole, co zamierzamy czynić dalej. Warto także zebrać nieco informacji o okolicy, posłuchać plotek i dowiedzieć się, z kim mieliśmy właśnie do czynienia.
Uśmiechnął się i wskazał na tawernę:
- Ruszamy więc?
- Nie sądzę, by było rozsądnie rozdzielać się, na nieznanym terenie - Nehaherowi wyraźnie nie podobał się ten pomysł. - Bezpieczniej będzie trzymać się w grupie. Co do posiłku, myślę, że warto się teraz nim zająć i ustalić przy stole, co zamierzamy czynić dalej. Warto także zebrać nieco informacji o okolicy, posłuchać plotek i dowiedzieć się, z kim mieliśmy właśnie do czynienia.
Uśmiechnął się i wskazał na tawernę:
- Ruszamy więc?
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wyspy Baracha, pirackie miasteczko
Choć nie było to łatwe, Garro powstrzymał się przed szaleńczym chichotem, w zamian prezentując wszystkim wokół kamienne oblicze człowieka oddanego swej powinności. Przywiązawszy mieszek do pasa uzdrowiciel odwrócił się w stronę Galvata i skinął opryszkowi nieznacznie głową.
- Jeśli nie masz żadnych palących spraw na głowie, przydałoby mi się twoje towarzystwo - oznajmił mrugając do Galvata porozumiewawczo - Mus mi poczynić parę zakupów, a nie chciałbym stracić tej gotówki zaraz po jej otrzymaniu.
Choć nie było to łatwe, Garro powstrzymał się przed szaleńczym chichotem, w zamian prezentując wszystkim wokół kamienne oblicze człowieka oddanego swej powinności. Przywiązawszy mieszek do pasa uzdrowiciel odwrócił się w stronę Galvata i skinął opryszkowi nieznacznie głową.
- Jeśli nie masz żadnych palących spraw na głowie, przydałoby mi się twoje towarzystwo - oznajmił mrugając do Galvata porozumiewawczo - Mus mi poczynić parę zakupów, a nie chciałbym stracić tej gotówki zaraz po jej otrzymaniu.
Garro chętnie uda się na zakupy, przyda mu się asysta Galvata (któremu gotów jest odpalić za fatygę 5 lun).
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Wyspy Baracha, pirackie miasteczko
- Dobra, chodźmy. Postaramy się wrócić jak najszybciej i mów co chcesz kupić. Będę szukać tego samego, by było szybciej - to powiedziawszy Galavt podszedł do Garro.
- Nerwowy jesteś niczym szczeniaczek pierwszy raz w zamtuzie. Za szybko sięgasz po broń towarzyszu. Co zrobisz jak ktoś nas napadnie? - Zamorańczyk zadał pytanie zachrypniętym głosem, patrząc na rękojeść miecza przy pasie Garro. Nie czekając na odpowiedź dorzucił:
- Trzymaj się blisko i sprawiaj wrażenie pewnego siebie. To wystarczy, by nie było kłopotów. A teraz prowadź, ja będę tuż za tobą. Jak zobaczysz coś ciekawego to mów.
- Dobra, chodźmy. Postaramy się wrócić jak najszybciej i mów co chcesz kupić. Będę szukać tego samego, by było szybciej - to powiedziawszy Galavt podszedł do Garro.
- Nerwowy jesteś niczym szczeniaczek pierwszy raz w zamtuzie. Za szybko sięgasz po broń towarzyszu. Co zrobisz jak ktoś nas napadnie? - Zamorańczyk zadał pytanie zachrypniętym głosem, patrząc na rękojeść miecza przy pasie Garro. Nie czekając na odpowiedź dorzucił:
- Trzymaj się blisko i sprawiaj wrażenie pewnego siebie. To wystarczy, by nie było kłopotów. A teraz prowadź, ja będę tuż za tobą. Jak zobaczysz coś ciekawego to mów.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
To jakie są wasze plany? Udajecie się wspólnie na zakupy? Będzie trzeba kupić trochę czystych bandaży, szmatek, zwykłych ziół i olejków na okłady, których koszt na tej wyspie to jakieś 10 złotych lun (za wszystko co niezbędne dla postawienia na nogi pacjenta).
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Wyspy Baracha, pirackie miasteczko
- Najpierw coś zjedzmy i naradzimy co dalej zrobić. Potem mogę z Garro iść zakupić potrzebne mu rzeczy. Nie powinno zając nam to dużo czau. Ale teraz, zanim się rozdzielimy musimy omówić plan. I rozmawiajmy ciszej o niektórych sprawach - Gavlat spojrzał za siebie - tutaj jest sporo ciekawskich uszu...
- Najpierw coś zjedzmy i naradzimy co dalej zrobić. Potem mogę z Garro iść zakupić potrzebne mu rzeczy. Nie powinno zając nam to dużo czau. Ale teraz, zanim się rozdzielimy musimy omówić plan. I rozmawiajmy ciszej o niektórych sprawach - Gavlat spojrzał za siebie - tutaj jest sporo ciekawskich uszu...
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Po chwili cała piątka ruszyła raźnym krokiem na północ, by znaleźć jakąś zaciszną karczmę i tak uradzić co dalej. Wszyscy musieli przyznać, że póki co idzie im dość gładko - nikt nie zwraca na nich specjalnie uwagi, nie zaczepia, a w dodatku Garro dostał pracę! Ostatnio wejście do Kordawy nie było tak udane...
Przechodząc koło jednej z pół otwartych karczm - gdzie stoliki były jedynie pod drewnianym zadaszeniem, zaś szynkwas i kuchnia już w budynku - do uszu całej piątki dochodziła całkiem dźwięczna, piracka piosenka w języku zingarskim intonowana grubym basem przez największego z zpiratów, siedzących na beczkach przy stolikach.
- W czerwone żagle wicher dmie,
Łopocze flaga czarna,
Kto ją dostrzeże niechaj wie:
Że dola jego marna.
Jesteśmy piraci,
Kudłaci brodaci,
Piraci - postrach mórz!
Co dzień rum flaszka,
Na głowie apaszka,
Wzrok dziki, w zębach nóż!
Co dzień rum flaszka,
Na głowie apaszka,
Wzrok dziki, w zębach nóż!
W czerwone żagle wicher dmie,
Łopocze flaga czarna,
Kto ją dostrzeże niechaj wie:
Że dola jego marna.
Piraci, piraci,
Ten życie przypłaci,
Kto z nami walczyć chce!
Nim gorzko zapłacze,
Jak nędzny robaczek,
Na morza spocznie dnie!
Na morza spocznie dnie!
Rubaszne śmiechy wypełniły całą karczmę, gdy piraci powtarzali ostatnią zwrotkę. Awanturnicy przeszli dalej, gdyż tutaj z pewnością nie będą mogli porozmawiać na osobności, a piraci już sposobili się do nowej piosenki, wnosząc kufle w piwem.
Budynek obok miał szyld wypisany w kilku językach plus mały piktogram, zdradzający wyposażenie sklepu: "Zielarz Ron". Garro zanotował to w pamięci i już chciał wejść do środka, gdy zobaczył drugi napis - w kilku językach - tuż na szybie przy wejściu: "Otwarte cały czas". Z ulgą odetchnął, gdyż nie będzie musiał z pustym żołądkiem włóczyć się po mieście, gdy reszta będzie ucztować.
Po kilkudziesięciu krokach drużyna znalazła, czego szukała: spokojna karczma "Kordawski klejnot". W środku panował półmrok rozświetlany jedynie przez niewiele lamp oliwnych. Kilku gości posilało się przy jednym ze stołów, rozmawiając normalnym tonem. Rozmawiali oczywiście po zingarsku i ze strzępków rozmów Galvat wychwycił, że omawiają właśnie długości swoich przyrodzeń i jaki miało to wpływ na chędożenie portowych dziwek.

Wszyscy zasiedli przy stole i niczym demon przyzwany przez Nehahera pojawił się przy nich karczmarz - chudy zingarczyk z białym (czystym!) fartuchem, kozią bródką i szpiczastymi wąsami, o nienagannie łysej i błyszczącej glacy.
- Panowie nie wyglądają jak argossańczycy, więc z przyjemnością was obsłużę! - zagaił, uśmiechając się tajemniczo.
- Dla mnie pieczonego łabędzia na stół! - Adoth trzasnął w stół otwartą dłonią. - i najlepsze zingarskie piwo! - dodał ciszej, gdy uderzenie zwróciło uwagę pozostałych gości.
- Rozumiem, rozumiem - kiwał głową karczmarz, patrząc wyczekująco na resztę.
Przechodząc koło jednej z pół otwartych karczm - gdzie stoliki były jedynie pod drewnianym zadaszeniem, zaś szynkwas i kuchnia już w budynku - do uszu całej piątki dochodziła całkiem dźwięczna, piracka piosenka w języku zingarskim intonowana grubym basem przez największego z zpiratów, siedzących na beczkach przy stolikach.
- W czerwone żagle wicher dmie,
Łopocze flaga czarna,
Kto ją dostrzeże niechaj wie:
Że dola jego marna.
Jesteśmy piraci,
Kudłaci brodaci,
Piraci - postrach mórz!
Co dzień rum flaszka,
Na głowie apaszka,
Wzrok dziki, w zębach nóż!
Co dzień rum flaszka,
Na głowie apaszka,
Wzrok dziki, w zębach nóż!
W czerwone żagle wicher dmie,
Łopocze flaga czarna,
Kto ją dostrzeże niechaj wie:
Że dola jego marna.
Piraci, piraci,
Ten życie przypłaci,
Kto z nami walczyć chce!
Nim gorzko zapłacze,
Jak nędzny robaczek,
Na morza spocznie dnie!
Na morza spocznie dnie!
Rubaszne śmiechy wypełniły całą karczmę, gdy piraci powtarzali ostatnią zwrotkę. Awanturnicy przeszli dalej, gdyż tutaj z pewnością nie będą mogli porozmawiać na osobności, a piraci już sposobili się do nowej piosenki, wnosząc kufle w piwem.
Budynek obok miał szyld wypisany w kilku językach plus mały piktogram, zdradzający wyposażenie sklepu: "Zielarz Ron". Garro zanotował to w pamięci i już chciał wejść do środka, gdy zobaczył drugi napis - w kilku językach - tuż na szybie przy wejściu: "Otwarte cały czas". Z ulgą odetchnął, gdyż nie będzie musiał z pustym żołądkiem włóczyć się po mieście, gdy reszta będzie ucztować.
Po kilkudziesięciu krokach drużyna znalazła, czego szukała: spokojna karczma "Kordawski klejnot". W środku panował półmrok rozświetlany jedynie przez niewiele lamp oliwnych. Kilku gości posilało się przy jednym ze stołów, rozmawiając normalnym tonem. Rozmawiali oczywiście po zingarsku i ze strzępków rozmów Galvat wychwycił, że omawiają właśnie długości swoich przyrodzeń i jaki miało to wpływ na chędożenie portowych dziwek.

Wszyscy zasiedli przy stole i niczym demon przyzwany przez Nehahera pojawił się przy nich karczmarz - chudy zingarczyk z białym (czystym!) fartuchem, kozią bródką i szpiczastymi wąsami, o nienagannie łysej i błyszczącej glacy.
- Panowie nie wyglądają jak argossańczycy, więc z przyjemnością was obsłużę! - zagaił, uśmiechając się tajemniczo.
- Dla mnie pieczonego łabędzia na stół! - Adoth trzasnął w stół otwartą dłonią. - i najlepsze zingarskie piwo! - dodał ciszej, gdy uderzenie zwróciło uwagę pozostałych gości.
- Rozumiem, rozumiem - kiwał głową karczmarz, patrząc wyczekująco na resztę.
To jest dobry moment, byście ustalili plany przynajmniej na najbliższą noc!
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Garro zamierza skoncentrować się na zleceniu od możnego korsarza, lecząc jak najlepiej członka jego załogi. To dobra inwestycja na przyszłość, a może i reklama, która przyciągnie innych klientów. W miejscu takim jak to musi się roić od biedaków walczących z zakażeniami, bólem zębów, infekcjami, wrośniętymi w skórę paznokciami, czyrakami i pasożytami.
Do dłuższym namyśle zaczynam dochodzić do wniosku, że zostając na wyspie dłużej zyskam szansę zrobić tu fortunę!
Do dłuższym namyśle zaczynam dochodzić do wniosku, że zostając na wyspie dłużej zyskam szansę zrobić tu fortunę!
Wyspy Baracha, karczma "Kordawski klejnot"
- Poproszę półmisek ostryg. Mam nadzieję, że macie świeże? Do tego oczywiście jakieś lekkie wino, pasujące do potrawy. Zdam się tutaj na wasz gust, karczmarzu.
Nehaher z wdziękiem zamówił posiłek, po czym poczekał, aż karczmarz przyjmie zamówienia od reszty drużyny. Następnie rozejrzał się, oceniając, czy ktokolwiek w pobliżu może podsłuchiwać ich rozmowę. Ocenił jednak, iż warunki są kameralne, w sam raz do prowadzenia dyskretnej konwersacji. Odezwał się więc cicho:
- Nie widzę sensu w znajdywaniu pracy na jakimś statku, a już na pewno nie u kapitana, który oczekuje ciężkiej pracy. Wybaczcie, ale mam uczulenie na takie rzeczy i nie zamierzam się w to angażować. Poza tym mieliśmy pomyśleć jak się stąd wynieść, a nie jak znajdować zatrudnienie - spojrzał na zgromadzonych kompanów.
- Nie sądzę, żeby mądrym było rozdzielanie się tutaj. Jesteśmy wciąż na nieznanym terenie i wiele rzeczy może nas zaskoczyć. W bójce jak i Garro nie mamy szans - wy zaś - wskazał na obu barbarzyńców - nie dacie sobie rady w żadnej złożonej sytuacji społecznej. Nie widzę więc sensu rozdzielania sił.
- Musimy się zastanowić nad priorytetami. Z pewnością priorytetem jest zdobycie informacji, które pozwolą nam się stąd wydostać bezpiecznie. Poza tym powinniśmy nie zwracać na siebie uwagi. Dlatego na razie proponuję płacić lunami lub też zwykłymi klejnotami, zaś znalezioną bransoletę i rubin, który spoczywa w mej kieszeni zostawmy do spieniężenia na kontynencie. Tu ktoś mógłby je rozpoznać i zainteresować się nami. Rozejrzyjmy się, wypytajmy o statki i jeśli chcecie o tego Amrę. Myślę, że to dobry pomysł by Garro pomógł temu nieszczęśnikowi, jak tam mu było? - zastanowił się chwilę, ale najwyraźniej bez powodzenia.
- Nie ważne - machnął ręką. - Możliwość wyleczenia go jednak może przysporzyć nam sojuszników. Co więcej, zajmując się nim, będziesz miał okazję, przyjacielu, dowiedzieć się tego i owego o okolicy, czyż nie? - uśmiechnął się.
- Ja mogę porozmawiać z karczmarzem i postarać się zasięgnąć języka. Czy ktoś ma jeszcze jakieś propozycje? - zakończył, spoglądając pytająco na pozostałych członków drużyny.
- Poproszę półmisek ostryg. Mam nadzieję, że macie świeże? Do tego oczywiście jakieś lekkie wino, pasujące do potrawy. Zdam się tutaj na wasz gust, karczmarzu.
Nehaher z wdziękiem zamówił posiłek, po czym poczekał, aż karczmarz przyjmie zamówienia od reszty drużyny. Następnie rozejrzał się, oceniając, czy ktokolwiek w pobliżu może podsłuchiwać ich rozmowę. Ocenił jednak, iż warunki są kameralne, w sam raz do prowadzenia dyskretnej konwersacji. Odezwał się więc cicho:
- Nie widzę sensu w znajdywaniu pracy na jakimś statku, a już na pewno nie u kapitana, który oczekuje ciężkiej pracy. Wybaczcie, ale mam uczulenie na takie rzeczy i nie zamierzam się w to angażować. Poza tym mieliśmy pomyśleć jak się stąd wynieść, a nie jak znajdować zatrudnienie - spojrzał na zgromadzonych kompanów.
- Nie sądzę, żeby mądrym było rozdzielanie się tutaj. Jesteśmy wciąż na nieznanym terenie i wiele rzeczy może nas zaskoczyć. W bójce jak i Garro nie mamy szans - wy zaś - wskazał na obu barbarzyńców - nie dacie sobie rady w żadnej złożonej sytuacji społecznej. Nie widzę więc sensu rozdzielania sił.
- Musimy się zastanowić nad priorytetami. Z pewnością priorytetem jest zdobycie informacji, które pozwolą nam się stąd wydostać bezpiecznie. Poza tym powinniśmy nie zwracać na siebie uwagi. Dlatego na razie proponuję płacić lunami lub też zwykłymi klejnotami, zaś znalezioną bransoletę i rubin, który spoczywa w mej kieszeni zostawmy do spieniężenia na kontynencie. Tu ktoś mógłby je rozpoznać i zainteresować się nami. Rozejrzyjmy się, wypytajmy o statki i jeśli chcecie o tego Amrę. Myślę, że to dobry pomysł by Garro pomógł temu nieszczęśnikowi, jak tam mu było? - zastanowił się chwilę, ale najwyraźniej bez powodzenia.
- Nie ważne - machnął ręką. - Możliwość wyleczenia go jednak może przysporzyć nam sojuszników. Co więcej, zajmując się nim, będziesz miał okazję, przyjacielu, dowiedzieć się tego i owego o okolicy, czyż nie? - uśmiechnął się.
- Ja mogę porozmawiać z karczmarzem i postarać się zasięgnąć języka. Czy ktoś ma jeszcze jakieś propozycje? - zakończył, spoglądając pytająco na pozostałych członków drużyny.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]