PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 27 lipca 2015, 20:54

WV Charleston, Dom Horacego 10.08.1993, Po północy

Nieumarli stali w piwnicy wdychając zapach kurzu i krwi. Gdzieś w tle wyczuwali jeszcze inną, bardziej mroczną woń. Nie chcieli jednak zgadywać co jest jej przyczyną. Poruszając się mieli wrażenie, iż deptają po kościach zmarłego tragicznie Nosferatu. A może nie tylko jego? Uświadomili sobie nagle, że nikt z nich nie widział Assamity, od czasu, gdy tutaj weszli. Nawet Horacy, który słyszał jego głos, nagle przestał być pewien, czy aby na pewno był to głos Łowcy? Brzmiał jakoś dziwnie... Przed oczyma Terrego stanęło wspomnienie, sześciu złowieszczych duchów piekielnych, które widział tutaj jeszcze niedawno... Czy na pewno odeszły? I gdzie, na Miłość Pańską był Mroczny Jedi? Victoria i Gavin również poczuli się nieswojo, przypominając sobie zasłyszane opowieści. Uprzytomnili sobie, że nie wiedzą przecież nic o wyniku starcia w piwnicy... Horacy przecież nie powiedział im o tym ani słowa... Zebrani zamilkli na chwilę, czując, jak zimne macki strachu pełzną po ich kręgosłupie.
Horacy zabrał was do piwnicy. Tylko Nosferatu ma małe źródło światła, tak więc niewiele widzicie. Jest bardzo cicho i ciemno. Namtar nie pojawia się od momentu, gdy tu weszliście.
Testy Odwagi:
Horacy: ST6: 8-2(za przebywanie we własnym domu i naturę postaci) = 5 sukcesów. Ogarniasz strach po 3 rundach.
Terry: ST:8 = 5 sukcesów. Po wydaniu 1 punktu SW opanowujesz strach w 5 rund po wejściu do piwnicy.
Gavin: ST:8 = 0 sukcesów. Test niezdany, musisz natychmiast opuścić dom Horacego.
Victoria: ST:8 = 5 sukcesów. Opanowujesz strach po 2 rundach po wejściu do piwnicy.
To, że zdaliście testy odwagi nie znaczy, że nie czujecie strachu - a tylko, że udało wam się opanować Bestię. Nadal czujecie się mocno niepewnie.
Ostatnio zmieniony 27 lipca 2015, 21:01 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 27 lipca 2015, 21:12

Dotarło to do niego nagle. Odkąd Horacy ich tu sprowadził, nie zwrócił na to uwagi. Aż do teraz.

- Darth Namtar? - zapytał nieśmiało, a i tak za głośno jak na swój gust. Odpowiedziała mu cisza. Powoli zdjął dłoń z ramienia Nosferatu. Chwilę mu zajęło, zanim ponownie udało mu się wydusić z siebie głos.

- Horacy, przywiodłeś nas na dół, bo Łowca wygrał, prawda?
Ostatnio zmieniony 27 lipca 2015, 21:20 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 27 lipca 2015, 22:33

- Tak mi się wydawało.... - powiedział cicho Horacy - Gdyby było inaczej już byśmy nie żyli.

Wąska struga światła z bateryjki zaczęła nerwową wędrówkę po podłodze piwnicy w poszukiwaniu ciała Namtara.
Spoiler!
Czy widzenie aury z którego korzystam daje jakieś dodatkowe informacje?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 27 lipca 2015, 22:52

WV Charleston, Dom Horacego 10.08.1993, Po północy
Spoiler!
Test Intuicji ST:8 = 6 sukcesów. Coś jest nie tak. Decyzja Horacego jest poważnym błędem, który będzie go wiele kosztować. Masz przeczucie, że lepiej będzie jak znajdziecie się w absolutnej ciemności. Namtar jest tutaj...
Spoiler!
Widzenie aury daje tylko informacje o stanie emocjonalnym i naturze danej istoty, ale musisz ją wyraźnie widzieć, by zaobserwować aurę. W ciemnościach nie da się czytać aury (ona nie świeci). Nic więcej ponad to.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 27 lipca 2015, 22:57

WV Charleston, Dom Horacego 10.08.1993, Po północy

- ...Gdyby było inaczej już byśmy nie żyli. - szeptem oznajmił Nosferatu.

- Ale... my jesteśmy martwi... - odrzekł zmieszany Terry. - niektórzy z nas nawet już od paru stuleci...

Po czym znienacka rzucił się na swego rozmówcę, przewracając się razem z nim na podłogę. Niewielka lampka upadła obok nich, gasnąc i zatapiając pomieszczenie w całkowitym mroku.

- Nie rób tego. Musimy pozostać w ciemności - zasyczał gorączkowym szeptem, do ucha zaskoczonego Horacego. - Darth Namtar tego od nas oczekuje. Jest Duchem z Otchłani, Demonem Ciemności. Wiem na pewno, że jest tutaj z nami. Ale wiem też, że zostaniemy potępieni jeśli nasze oczy ujrzą go teraz. Cokolwiek robi, z jakiegokolwiek powodu milczy i nie daje znaku życia, ma ku temu powód. A nam nie jest dane go poznać - Malkavian uczepił się Nosferatu z całych sił, nadal mając mu coś do powiedzenia.

- Bowiem głosi Pismo: "I rzekł Pan do Mojżesza: Wyciągnij rękę ku niebu, a nastanie ciemność w ziemi egipskiej tak gęsta, że można będzie dotknąć ciemności." Ciemność jak ta. Ciemność w której Demony opętują słabe umysły śmiertelnych. Tym razem jednak nie wolno nam owej Ciemności rozpraszać, bowiem nasz Duch z Otchłani jest w niej, a ona jest w nim. Dajmy mu więc czas, lecz nie dawajmy światła, bo jest mu ono wstrętne. I nie staraj się go wypatrywać, bo ujrzeć możesz samą Otchłań. A gdy spoglądasz w Otchłań, ona spogląda w ciebie. A gdy dotkniesz ciemności, ciemność tobą zawładnie. Pozostańmy zatem w spokoju, chwil jeszcze parę...
Ostatnio zmieniony 27 lipca 2015, 23:39 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 27 lipca 2015, 23:50

Oni wszyscy są tacy sami. Byle pretekst by na kogoś wskoczyć i bezkarnie obmacywać. Ale! Przecież, to też trochę i mój błąd. Nie trza się było na bóstwo w łaźni robić. Szkoda, że nie zażyłem też tych kobiecych perfum może by go to odstręczyło albo chociaż zmyliło...

- Złaź ze mnie... - warknął Horacy i delikatnie ale wystarczająco użył potencji by się wyzwolić. Podniósł bateryjkę jednak światło skierował nieruchomo w dół uznając, że mimo całego zajścia które go nieco speszyło jest w tych słowach sporo racji.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 28 lipca 2015, 13:02

WV Charleston, Dom Horacego 10.08.1993, Po północy

Terry poczuł nagle, jak czyjaś dłoń zacisnęła się na jego ramieniu z subtelnością stali, po czym jednym szarpnięciem postawiła go na nogi. Przytrzymała go jednak na tyle długo, by mógł odzyskać równowagę i puściła dopiero wtedy, gdy stanął o własnych siłach. Ten właśnie szczegół, tak drobny, że mógłby zostać przeoczony przez kogoś o mniejszej wrażliwości, powiedział Malkawianowi więcej o jego aktualnych relacjach z Assamitą, niż tomy podręczników psychologii. Odwrócił się w stronę Łowcy, starając się dosięgnąć go w mroku. Tamten jednak szybko cofnął się w ciemność, poza zasięg rozproszonego światła latarki.

- Bas.* Świr ma rację. Właśnie uchronił cię, Horacy, przed paskudnym złamaniem. - głos Mordercy dobiegł do nich z absolutnej czerni. Nosferatu miał przez chwilę ochotę zaświecić w tamtym kierunku, a jednak jakaś starsza część jego umysłu (najpewniej instynkt samozachowawczy) przestrzegła go przed tym.

- Neik, mówiłem, żeby nie używać światła w trakcie walki - kontynuował chłodno Łowca. - To się tyczy też kilku minut po niej. Musiałem... - przerwał na chwilę szukając właściwych słów. Nie chciał zdradzać Kuffrom swoich słabości. - ...się pomodlić. - Nie wyszło najlepiej. Ale przynajmniej nie było to kłamstwo.

- Alleluja! - wykrzyknął Terry z ulgą, rozcierając bolące ramię. - Doskonale. Powiedz tylko, nic ci nie jest? Nie zostałeś ranny? Przez moment naprawdę się o ciebie martwiliśmy. Wspaniale słyszeć twój głos. Prawda? - zwrócił się entuzjastycznie do reszty Koterii.

Przez chwilę Morderca nie odpowiadał, najwyraźniej zaskoczony tym wybuchem radości.

- Nic mi nie jest. Kullu Tamam.** - odezwał się w końcu ostrożnie. Z pewnością nie był przygotowany na tego rodzaju reakcję. - Zniszczyłem fizyczne manifestacje Gidim. Było ich sześć - zmienił gładko temat, by zamaskować zmieszanie. - Lecz ich duchy pozostały tutaj i próbowały zmusić mnie, bym was zabił - uśmiechnął się w ciemności, ciesząc się, że nie widzą wyrazu jego twarzy. - Nie będę jednak służył głodnym szakalom. Odmówiłem. Odeszły więc na pustynię. Nie ma ich tu teraz.

- Moje zdolności mają jednak swoją cenę i jeśli chcecie, bym wytropił Kreta, muszę uzupełnić krew. Ana 'atshaan*** - znów przez chwilę zawahał się. Nie lubił prosić Niewiernych o cokolwiek. Jednak w tej sytuacji od tego zależało wykonanie zadania. - Horacy, to jest twój dom. Masz tu jakieś zapasy? Potrzebuję sporo krwi, jeśli mam działać. Muszę też wiedzieć, jak wygląda Kret. Bez tego, nie znajdę go. Prześlij mi jego obraz bezpośrednio do umysłu. To zaoszczędzi czasu.



* arab slang. Wystarczy.
** arab. Wszystko w porządku.
*** arab. Jestem spragniony.
Ostatnio zmieniony 28 lipca 2015, 17:22 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 28 lipca 2015, 22:05

- Zadaję się, będę mógł poratować nas wszystkich. Nie chwaląc się mam tu spory zapasik, na przykład na czas silnej potrzeby, ataku Sabatu lub... czegokolwiek innego. Zaraz wracam. Rozgośćcie się i niczego nie dotykajcie bo możecie popsuć. - rzucił na odchodne.

Światło latarki zaczęło szybko się oddalać zostawiając resztę koterii sam na sam z zupełną ciemnością.

Horacy śmigał pewnie po ciemnych schodach przyświecając sobie tylko mniej więcej latarką a i pewnie bez niej by sobie poradził. Mieszkał tu dziesiątki lat i doskonale znał swój habitat. Przeczłapał szybko korytarzem skręcają w kierunku kuchni, w której miał dobrze zaopatrzoną lodówkę. Była jednak zupełnie zniszczona. Wymemłał więc kilka o tyleż osobliwych co i niecenzuralnych słów, stosownych do okoliczności widocznego wandalizmu i śpiesznie ruszył dalej. Horacy, jak każdy porządny nałogowiec miał w domu kilka "skryjd" z cukiereczkami na czarną godzinę. Niewiele myśląc podreptał w kierunku holu gdzie w skrytce pod schodami była jeszcze mała przenośna lodóweczka, w sam raz na biwaki za miastem. Pozostałych miejsc nie sprawdzał, były zbyt oczywiste do odkrycia i na pewno zapasy były tam również zniszczone. Nagle, coś zobaczył przez co cały stężał w jednym momencie. Sylwetka.

- Kurwa Gavin! Ale mnie przestraszyłeś. Nie słyszałeś co mówiłem o pułapkach? Czemu tu po ciemku łazisz? A w ogóle to co ty tu robisz, zabłądziłeś? Kible nie czynne, rzygniesz se później. A piwnica jest przecież tam. - wskazał pazurzastą ręką mrok jak każdy inny, jakby położenie piwnicy miało być oczywiste dla wszystkich, którzy są tu po raz pierwszy.

Cholera, chyba ten jebany złodziej nie próbował mnie właśnie opierdolić?!


Już miał go złapać za gardło i nieco przydusić do złożenia stosownych wyjaśnień odnośnie celu samowolnego szwendania się ale pomiarkował. Poświecił więc mu tylko przeciągle latareczką po oczach. Ale dostrzegł w nich jedynie strach. Horacy pokiwał głową ze zrozumieniem.

Moja własna, prywatna piwnica a i mnie przeraża. Jak więc musi działać na co bardziej płochliwe umysły. Cholera! Jak ja tu będę żył po tym wszystkim? Może wyląduje na kozetce u psychiatry zanim odważę się znowu wleźć do własnego domu.

- Jak chcesz możesz iść ze mną. W grupie nawet bać się jest raźniej.

Mówiąc to szybko ruszył do lodóweczki i opróżnił ją bez namysłu, Niestety nie było tego wiele. Po chwili puścił się pędem do piwnicy i tylko kiedy przypomniał sobie o tym co na dole na moment stracił tempo swego kroku.

- Bidnie ale lepsze niż nic. - powiedział smutno - Wszystko sukinkoty zniszczyli. Macie, dzielę się czym mam. Ja sobie dam radę - Powiedział kładąc cztery woreczki z bezcenną zawartością na stół. Miał straszną ochotę sam siurpnąć jeden ale powstrzymał się. Głupio mu było wszak, ryzykowali życiem dla jego syna. - Gdybyśmy jednak ściągnęli tu kilka szczurów... - rzucił niepewnie. Czuł jak głód znowu zaczął wygrywać. - Musi ich być nadal sporo w okolicy.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 29 lipca 2015, 08:39

WV Charleston, Dom Horacego 10.08.1993, Po północy

- Nie piję zwierzęcej krwi - uciął krótko Morderca. - Waa faqri*, ogólne rzadko piję ludzką...

Dotknął palcem jednego z woreczków i skrzywił się lekko czując bijący od niego chłód. Nie przepadał za krwią z lodówki. W swojej pozbawionej światła, cienistej egzystencji nauczył się kojarzyć ciepło przede wszystkim z pożywianiem się. Tak jak wąż kojarzy je z ciałami ssaków i ptaków: swych żywych ofiar... Zimną krew pił rzadko. Właściwie tylko wtedy, gdy zmuszała go do tego sytuacja. Niemniej... To właśnie była taka chwila i nie sądził, aby rozwodzenie się teraz nad osobistym gustem miało tu jakiekolwiek znaczenie. Szczur najwyraźniej podzielił się wszystkim, co miał. Bez dalszych dyskusji więc wziął do ręki pierwszy woreczek i wysączył go.

- Właściwie, potrzebowałbym dwa razy więcej - powiedział, odrzucając folię i biorąc się za drugi.
Wypijam co jest. Jak rozumiem mam +4 PK?

* arab. Cholera
Ostatnio zmieniony 30 lipca 2015, 16:08 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 29 lipca 2015, 19:09

- Właściwie, potrzebowałbym dwa razy więcej - powiedział Assamita. Po czym zapadła cisza, przerywana jedynie odgłosem wyciskanej z woreczków krwi. Kiedy Mroczny Jedi wziął do ręki ostatni z nich, poważnym dość tonem, odezwał się Terry.

- To może my możemy cię wspomóc? - zaproponował, po czym zwrócił się do reszty zebranych. - Co sądzicie? każde z nas da mu trochę. Zanim odpowiecie, mi też nie podoba się oswajanie go ze smakiem naszej krwi, ale sytuacja tego wymaga. Kret był na naszej liście rozmów, a teraz chyba bardziej niż wcześniej, po tym co tu zaszło. Więc? Jaka jest Wasza decyzja?

Następnie zwrócił się do Assamity.

- Jeśli to się stanie, to tylko po to, żebyś mógł zrobić co do ciebie należy. Nikt nikomu nie będzie po tym nic dłużny. Pasuje ci tak?
Ostatnio zmieniony 29 lipca 2015, 19:31 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 29 lipca 2015, 22:45

WV Charleston, Dom Horacego 10.08.1993, Po północy

- Raa'irh* - odrzekł szybko Morderca. Musiał przyznać, że propozycja Świra zaskoczyła go, jednak nie mógł sobie pozwolić na zmarnowanie tej okazji. - Oczywiście, że tak. Twoja szczodrość i ofiarność przynoszą ci zaszczyt.

W mroku nie widzieli jego twarzy, ale mogli założyć się o własne nieżycia, że Assamita prezentuje właśnie uśmiech, który ilością zębów zawstydziłby rekina.

- To mi znacznie ułatwi zadanie i podniesie moją skuteczność bojową - kontynuował spokojnie. Tym razem jednak, poza zwykłą nutą profesjonalnego opanowania, w jego głosie dało się też wyczuć inny, bardziej mroczny ton, zdradzający głód, podobnie jak fale na wodzie zdradzają poruszającego się w głębinach drapieżnika. - Więc jestem za, hayyaa bi-naa.** Wolicie pewnie z nadgarstka, niż z szyi? La mushkila,*** dostosuję się.

Oblizał się w ciemności i przekrzywił lekko głowę, czekając na ich odpowiedź.



* arab. Świetnie.
** arab. zróbmy to.
*** arab. Nie ma problemu,
Ostatnio zmieniony 30 lipca 2015, 10:36 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 30 lipca 2015, 16:37

WV Charleston, Dom Horacego 10.08.1993, Po północy

Dom Horacego był przykładem tego typu budynku, do którego nie wchodzisz bez cynku że można tam coś znaleźć. Samo źródło informacji tez musi być solidne. Dom sam z siebie był podejrzany do kwadratu, idealnie oddając bogaty charakter właściciela, jakby pragnął sam siebie pożreć od środka.
[center]***[/center]
Cygan obserwował gdzie i jak stąpa Horacy, świadom jak paranoiczny może być stary wampir. Zwłaszcza stary wampir który wspomina o pułapkach. Mimo chwilowej rozrywki, jaką dostarczał proces obserwacji Nosferatu, była to jedna z najszybszych domowych wizyt jakie Ravnos zaliczył w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Głównie za sprawą wejścia do piwnicy.
Już od schodów coś było nie tak i to bardzo nie tak. Ciemność powitała ich ciszą i skrzypieniem kolejnych stopni. Wtedy to poczuł. Klaustrofobiczną potrzebę wydostania się z tej piwnicy, ukłucie strachu w klatce piersiowej i uścisk na gardle. Odpowiednio zmotywowany umysł złodzieja umożliwił mu dokonanie niemożliwego. Prawie jak Magowie, rozpłynął się w powietrzu by chwilę później zmaterializować się na zewnątrz.
Nie oddychał, nie musiał, ale w tym momencie niemal zapomniane odruchy działały na umysł kojąco. Tajna mantra na uspokojenie każdego wampira, oddychanie. Paradoksalność tego dowcipu sprawiła ze się uśmiechnął. Był to bardzo krzywy uśmiech.

Chyba czas na drugi oddech

Minęła chwila zanim zdołał odpalić papierosa. Rękami potrząsał mu strach, a cholerna zapalniczka nie chciała odpalić. Potem otulił go bezsmakowy dym, przeplatany niespokojnym nasłuchiwaniem. Po dłuższej chwili był gotów ponownie zanurzyć się w koszmarną rzeczywistość kreowaną przez domenę Nosferatu.

Ruszył w stronę piwnicy, odruchem kleptomana zgarniając komórkę. W pierwszym odruchu zignorował komputer, jednak chwile później do niego wrócił. Kilka szybkich ruchów i dysk twardy należał do niego, jak i schowany w środku pakiet dyskietek zatytułowanych Castle Wolfenstein, Beyond Castle Wolfenstein i Wolfenstein 3D. Zdążył odstawić wszystko na miejsce gdy z piwnicy wyszedł Horacy, kierując się do bliżej nieznanego mu pomieszczenia. Podążył za nim.

- Kurwa Gavin! Ale mnie przestraszyłeś. Nie słyszałeś co mówiłem o pułapkach? Czemu tu po ciemku łazisz? A w ogóle to co ty tu robisz, zabłądziłeś? Kible nie czynne, rzygniesz se później. A piwnica jest przecież tam. - wskazał Nosferatu w bliżej nieokreślonym kierunku. Sposób w jaki się zachowywał świadczył że został nakryty na robieniu "czegoś". Gavin żałował że nie wiedział czego. Chwile potem dostał latarką po oczach, co pogorszyło jego zdolności widzenia na dłuższą chwile.

- Jak chcesz możesz iść ze mną. W grupie nawet bać się jest raźniej.

Potem opróżnił coś co mogło być lodówką, prawdopodobnie unikając w ten sposób pokazania "prawdziwego" skarbu. Zastanawiając się co może ukrywać Horacy, ruszył za nim w kierunku piwnicy, obserwując po raz kolejny gdzie i jak stąpa właściciel domostwa. Nie chciałby przecież wpaść w jakąś paskudną pułapkę, gdyby zdarzyło mu się kiedykolwiek tu wrócić.

W sumie pytanie powinno brzmieć, czy jest coś czego nie ukrywa?

[center]***[/center]
Sugestia Terrego była raczej nieoczekiwana, żeby nie mówić niemoralna. Miała jednak w sobie pewien mały czar intrygi z jej wszystkimi konsekwencjami. To jednak nie amoralność ani czar pchnęły Złodzieja do przystania na tą "propozycje". Był to to strach, a raczej świadomość strachu.

- Z nadgarstka jeżeli łaska. - powiedział bezproblemowo Cygan z aparycją jakoby była to rzecz najnormalniejsza na świecie.

Przecież każdy może karmić rekina z ręki, będąc w zbiorniku wodnym po szyje. Drobnostka

Cygan podał Assamicie rękę którą ten najpierw unieruchomił w stalowym uścisku, potem wbił kły w nadgarstek. Minęła dłuższa chwila, podczas której życiodajna krew zmieniała właściciela. Bardzo ryzykowna chwila.

- Wystarczy już

Powiedział w końcu cygan. Assamita przytrzymał jego rękę jeszcze chwilę. Dając do zrozumienia że tak naprawdę mógłby tak do dna. Potem zalizał ranę i powiedział tylko jedno słowo:

- Shukran*

Gavin słyszał już to słowo, nadal jednak nie wiedział co znaczy. Nie był pewien czy chce wiedzieć co znaczy. Assamita natomiast skierował swoje oblicze w kierunku pozostałych członków koterii, jakby niemo pytając "kto następny?".
1. Trace 1 PK
2. Te niespodziewane wizyty w ciemnych domostwach tylko utwierdziły Gavina w postanowieniu by zacząć wozić ze sobą noktowizor...
Spoiler!
4 Punkty Sily Woli
7 Punktów Krwii
*Arab. Dziękuje
Ostatnio zmieniony 30 lipca 2015, 23:57 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 31 lipca 2015, 18:01

WV Charleston, Dom Horacego 10.08.1993, Po północy

Sam robił się głodny. Nikły zapach drobinek krwi jakie wychwyciły jego nadwrażliwe zmysły jeszcze ten stan spotęgował. Czuł jak drobiny wirowały w powietrzu wpadały do nozdrzy, drażniły wnętrze. W tym jednak momencie jednak ton musiał musiał krew oddać a nie przyjąć. A przynajmniej wiedział, że powinien zrobić wszak chodziło tu o jego syna. Jednak coś wewnątrz go powstrzymywało, jakaś jego wewnętrzna ciemna strona z którą walczył i z wiekiem coraz częściej przegrywał. Chwila wahania się przedłużała. Gavin okazał się od niego szybszy. Źle się z tym poczuł przed samym sobą. Ciężaru dodawał fakt, iż byli w jego domostwie.

Co za wstyd... pomyślał spoglądając ukradkiem na Asamitę i karmiącego go Ravnosa. Potem ze starego skórzanego portfela jaki nosił w połach sukmany wyjął podniszczone zdjęcie syna. Niechęć do dzielenia się krwią ustąpiła miejsca obawie o jego życie. Z wolna zaczął podwijać rękaw, patrząc nadal na zdjęcie leżące na blacie stolika.

[center]Obrazek[/center]

Poczuł ugryzienie w nadgarstek, fala osobliwej przyjemności z pocałunku mimowolnie przepłynęła przez jego ciało. Pozwolił by przyjemność przemieszała się z irytacją jaka powstała w wyniku utraty vitae. Szukał sposobu by te brudne uczucia na coś z siebie wylać, aż znalazł.

Załatwił ci jebane darmowe karmionko. Wygląda na to, że krok za krokiem i będziesz miał nowego pana Namtarze. Kogoś kto dopilnuje byś nie chodził głodny przy jego świętej nodze.

Potem wyrwał rękę i z syknięciem zaczął ją zaleczać.

- Wystarczyło powiedzieć - powiedział cicho Morderca obserwując go i uśmiechając się lekko, jakby coś w tej sytuacji skrycie go bawiło. - Z uwagi na twoje bezpieczeństwo jednak sugeruję, byś mi pozwolił zalizać ranę. Ale zrobisz jak chcesz.

Horacy powoli podsunął rękę Asamicie.
Spoiler!
2pk j wyrywam rękę, chyba że skończysz wcześniej sam w co wątpię
Ostatnio zmieniony 01 sierpnia 2015, 15:41 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 01 sierpnia 2015, 08:49

WV Charleston, Dom Horacego 10.08.1993, Po północy

Victoria jak dotąd w milczeniu obserwowała całą sytuację. Obecność w ciemnym i pustym domu Horacego, zniszczonym i ograbionym ze swego makabrycznego uroku, przypominała jej w tej chwili osobę samego Nosferatu. Niebezpiecznego i rannego, jak zaszczute zwierzę, które gotowe jest na wszystko. Ta metafora wciąż powracała w jej myślach, przywołując z głębi jej własne demony. Mimo faktu, że były już nieco inne. Znała ten stan, strach, który teraz gnieździł się i zalęgał w sercu. Niepewność, lęk, chęć zemsty...

To miejsce już nigdy nie będzie dla ciebie tym samym, Horacy... Domem, jak to nazywałeś przez dziesiątki lat... Co teraz poczniesz? Nie jesteś wszak nomadą jak Ravnos, ani nie trawi Cię szaleństwo krwi Malkava. Nie masz też świętej misji zabijania. Cóż zatem poczniesz?... Przywiązanie do miejsc takich jak to, to niebezpieczna sprawa. Zwłaszcza dla tak wiekowych istot, które zapuściły mocno korzenie. Starych drzew się podobno nie przesadza, a my już dawno straciliśmy zdolność adaptacji do zmieniającego się świata... Przyzwyczajenia robią swoje. Mam jedynie nadzieję, że odnajdziesz syna i spokój. I nie będziesz zmuszony uciekać... jak ja.

Myśli tego rodzaju krążyły wciąż w niespokojnym umyśle Lasombry, wywołane żywo napływającymi wspomnieniami. Chwila konsternacji, gdy propozycja Terryego znalazła akceptację u reszty koterii, rozproszyła jej uwagę. Z mieszanką fascynacji i lęku przyglądała się, jak kolejno Gavin i Horacy oddawali swoją krew Łowcy. Z jednej strony, nie było dla niej w tym akcie nic nadzwyczajnego. Ktoś potrzebował krwi. Pomocy. I dostawał ją. Jednakże fakt, iż tą osobą był Assamita, przerażał ją do szpiku kości. I zepchnęła ten atawistyczny lęk poza granice świadomości. Wiedza, że jedynie Kontrakt i Honor Klanu Łowców powstrzymują jego pragnienie zabijania, skryte za ciemnymi okularami, nie dodawała otuchy. Pomimo tego, będąc jeszcze w motelu, kiedy cienie tańczyły z nią obiecała sobie, że jeszcze tej nocy Namtar dostanie jej krew. Za zniewagi. I wyrównanie rachunków... kiedy poczuła zapach świeżej krwi, Bestia w jej wnętrzu szarpnęła się gwałtownie, a Głód domagał się zaspokojenia. Victoria wiedziała, że będzie potrzebowała dużo krwi tej nocy. O wiele więcej niż, ostatnio.

Podeszła zmieszana do Assamity, wyciągając przed siebie nadgarstek bez słowa. Te wydawały jej się zbędne, jednak zdawało jej się, że należy powiedzieć cokolwiek.

- Proszę. - Powiedziała cicho.

- Shurkan* - odpowiedziała szalona ciemność, błyskając zębami.

Kiedy poczuła kły przebijające skórę, zamknęła oczy pozwalając zalać się fali zmysłowych doznań, płynących z samego aktu.
Spoiler!
Dwa punkty krwi.
* arab. Dziękuję.
Ostatnio zmieniony 01 sierpnia 2015, 09:51 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 01 sierpnia 2015, 11:48

WV Charleston, Dom Horacego, Ciemnica-Piwnica 10.08.1993, Po północy troszkę czasu

Terry był zafascynowany sceną toczącą się w mroku. Oto bowiem nie dalej jak dwie, trzy godziny temu, trójka obecnych tu mężczyzn prawie skakała sobie do gardeł. Teraz całe napięcie tamtych chwil, wściekłość i oburzenie, przekształciło się w napięcie zgoła innego rodzaju. Teraz był to strach. Ukrywany za maskami obojętności, konieczności i zniesmaczenia. Uważnie przyglądał się jak trójka jego towarzyszy kolejno podchodziła do czwartego z nich i z różnymi wyrazami twarzy wysuwali nadgarstek w jego kierunku. Wówczas następowała chwila krępującego milczenia, po czym nerwowa reakcja wyrywanej z uścisku Łowcy ręki.

Od chwili kiedy rzucił w ciemność swą szaloną propozycję, próbował przewidzieć ich odpowiedzi. I zaskoczyły go one. Jak i kolejność w jakiej podchodzili do ochroniarza. Założył, że pierwsza zerwie się Mroczna Pani. Mimo wszystko jest z klanu Nocy, którego reputacja pozwalała mu przypuszczać, że Więzy Krwi które mogła by w ten sposób nałożyć na Łowcę, będą dla niej wystarczającą motywacją, żeby nie powiedzieć pokusą. Spodziewał się wręcz, że po skończonym akcie karmienia Dartha Namtara, Victoria zaoferuje swoje usługi na przyszłość. Ravnos również mocno wyszedł poza jego oczekiwania. Gdyby miał obstawiać, powiedziałby, że Oszust odbierze propozycję jako osobisty afront i po prostu odmówi. Jedynie reakcja Horacego była dlań do końca zrozumiała. W końcu chodziło o jego syna.

Swoją drogą, ciekawe jaką osobą jest Otto. Wtedy w elizjum, mój Ojciec nazwał go "karzełkiem". Wampirzy krasnal. Zastanawiam się czy...

Malkavian przerwał swoje rozmyślania w tym miejscu. Skarcił się za swoje wyobrażenia, w których dopasowywał klątwę Nosferatu do kogoś bardzo niskiego wzrostu i krótkimi kończynami. Również wspomnienie Spiro, a co za tym idzie także i snu jaki go nawiedził po ich ostatnim spotkaniu wywołały lekki dyskomfort w sercu duchownego. Potrząsnął głową, rozpraszając niewygodne myśli i spojrzał na Strażniczkę odstępującą od Łowcy.

Nadeszła jego kolej. Już miał podejść do Mrocznego Jedi, kiedy odkrył, że jego stopy nie chcą z nim współpracować. Pomimo silnego postanowienia, nie umiał ruszyć się z miejsca. Poczuł na sobie wzrok Mordercy i słyszał pełne wyczekiwania milczenie. Minęło jednak parę długich sekund, zanim zdołał zdusić w sobie strach i wyprostować się, podchodząc do Uśmiechu błyszczącego w ciemności.

Stanął naprzeciw ochroniarza, którego humor w ciągu kilku ostatnich minut uległ niesamowitej poprawie.

- Ufam, że twe świętości są w istocie świętościami. I ufam, że są silniejsze niż twój głód krwi i duszy. Przeto weź tyle ile uznasz za stosowne, tylko zostaw mi sił, bym mógł dotrzeć po wszystkim do schronienia.

Po czym nie uniósł ręki. Zamiast tego odchylił lekko głowę, i odciągając kołnierzyk koszuli wyeksponował swą szyję.

- Azeem* - uśmiech Mordercy stał się jeszcze szerszy niż zwykle. Co oczywiście sprawiło, że pojawiło się w nim więcej zębów - Widzę, że lubisz spoglądać w twarz śmierci. Ale nie obawiaj się, nie wezmę więcej niż powinienem.

Kiedy kły Dartha Namtara przebiły jego skórę, poczuł przyjemny dreszcz. Fala rozkoszy zalała jego martwe od wieków ciało, przywodząc na myśl chwile młodości, kiedy wciąż jeszcze mógł chodzić w świetle słońca. Ciepło i zapach łąki niedaleko jego rodzinnego domu. I bose stopy biegające po pokrytej rosą trawie. I serdeczny uśmiech jego matki, mierzwiącej mu włosy. I pierwszy pocałunek, i pierwszy raz kiedy przemówił do niego Pan.

Zebrani dookoła patrzyli jak Assamita w skupieniu wysącza życiodajną esencję z Malkaviana, przy akompaniamencie jego cichych, pełnych ekstatycznego uniesienia westchnień.

A potem wizje przeszłości odeszły równie nagle co się pojawiły. Ciche syknięcie Mrocznego Jedi, który nie bez oporu oderwał swe usta od jego szyi oznajmiło mu, że już po wszystkim. Z ciemności dobiegły ciche słowa:

- Shukran jaziilan.**

Po czym Assamita zalizał ranę. Terry lekko zmieszany swym brakiem kontroli w obliczu cielesnych przyjemności odchrząknął cicho, poprawiając niby od niechcenia swe odzienie. Po chwili zwrócił się do Łowcy.

- Dokonało się. Teraz już wiesz, że wszyscy tu obecni, pomimo swych wad i pretensji, w chwili potrzeby staną za tobą murem. Teraz już wiesz, bo oto ofiarowali ci swą krew, a nie słowa, które mógłbyś nazwać pustymi obietnicami. - oznajmił z powagą.

Następnie zwrócił się do reszty Koterii.

- I wy również. teraz macie dowód na to, że Łowca jest związany z nami swym honorem i misją. I nie złamie ich z płytkiej żądzy krwi. Miejcie więc to na względzie i przestańcie go traktować jak wroga. Teraz już wiecie. - powiedział, po czym odsunął się kilka kroków wstecz, dając Mordercy więcej swobody ruchu.



*arab. Świetnie
** arab. Dziękuję bardzo.
Ostatnio zmieniony 01 sierpnia 2015, 14:15 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ