PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 02 października 2015, 22:54

Lustrzany Labirynt

Nieumarli rzucili się na próbującą opanować Czerwony Strach Victorię. Było ich zbyt wiele, by mogła im uciec. Pierwszy cios trafił w plecy powalając ją na spopieloną ziemię. Po chwili poczuła jak w jej ciało wbijają się haki z łańcuchami oraz coś wykręca ręce w nienaturalnie silnym uścisku. Dźwięk łamanych kości i pękających stawów wypełnił uszy Lasombry, gdy jej ciało trzęsło się pod wpływem kolejnych ciosów. Spectry nie przestawały w swojej makabrycznej uczcie, wyrywając kolejne kawałki skóry i sprawiając, iż mogla jedynie krzyczeć. A później jej świadomość runęła w pustkę...

[center]***[/center]
Zapach zbutwiałych roślin powoli docierał do zmysłów Victorii. Słodkawo gorzki zapach i zimno... Wampirzyca obudziła się leżąc w błocie na brzegu stawu. Rozejrzała się dookoła widząc czarne jak smoła niebo, oraz otaczające ją z każdej strony drzewa. Miała liczne rany, a jej ciało przeszywał ostry ból. Nie była w stanie chodzić, a jedynie czołgać się.
Spoiler!
Masz jedną Prawdziwą Ranę i 5 zwykłych. Znajdujesz się aktualnie na Zmasakrowanym (Incapitated).
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 02 października 2015, 23:23

Luise, Giovanni Pizza 10.08.1993 Długa Noc

- Wsiadaj z Deszczem na Harleya i spierdalajcie do Charleston - polecił Morderca, wyciągając broń. - Idę po ten fashkh* bęben.

Spojrzał na Crimson Raina i polecił.

- Zabierz go stąd. Nie czekajcie.

Ruszył szybko w stronę pizzerii, a po paru krokach właściwie biegł już. Gdy przeskakiwał przez wybite okno za plecami usłyszał dźwięk zapalanego silnika. Podniósł broń nad głowę, starając się by była widoczna:

- Twarzą do podłogi, bo łby porozwalam! - krzyknął wpadając do lokalu.

Jego głos nie zdradzał nawet cienia arabskiego akcentu i był równie amerykański co cała ta cholerna restauracja. W półmroku wychwycił spojrzenie kilku bladych, przerażonych twarzy. Jakaś kobieta pisnęła cicho. Jednak charyzma ciężkiego pistoletu zadziałała bezbłędnie i obecni w pizzerni ludzie padli na podłogę, chowając się pod stolikami. Morderca kopnął ciało Oszusta, pozwalając mu spaść na ziemię. Za nim ujrzał to, czego szukał. Płaski instrument, wielkości sporego wentylatora. Podniósł go lewą ręką i wybiegł na zewnątrz, kierując się do motoru. Przelotnie zastanowił się, ile czasu zajmie policji dotarcie tutaj. Znacznie bardziej zajmowało go jednak spostrzeżenie, iż wykonywanie dobrych uczynków najwyraźniej przynosi pecha. Wiedział, że nie popełni więcej tego rodzaju błędu...
Wydam ze 2 PK na Akcelerację, ale nie poruszam się szybciej niż 2 akcje na rundę, aby nie łamać Maskarady. Mimo to będę tam nieco szybciej i nieco szybciej się zwinę.
* arab. pieprzony
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 03 października 2015, 00:00

Luise, parking pod pizzerią, parking na wylotówce, 10.08.1993 Długa, zamieszania pełna Noc

Skulony za jednym z wielu samochodów, za który niespodziewanie pchnął go Łowca, Terry próbował zrozumieć, co właściwie się stało. Nie był do końca pewien, ale Lucjusz chyba właśnie dostał kamieniem, który z całkiem donośnym hukiem rozbił szybę pizzerii. A potem Assamita rzucił nim o ziemię, w miejscu w którym teraz siedział. Posłusznie trzymając głowę nisko. Wydawało mu się, że ktoś gdzieś coś krzyczał, ale słowa nie były dla niego zrozumiałe.

Ostrożnie zaczął się rozglądać, kiedy Darth Namtar wyciągając broń odezwał się zdecydowanym głosem, w trybie ogólnie rozkazującym.

- Wsiadaj z Deszczem na Harleya i spierdalajcie do Charleston. Idę po ten fashkh* bęben.

Tak, bęben, bęben który miał dla nich Lucjusz, Ravnos, który obecnie pewnie klął, trzymając się za bolącą skroń.

Zaraz, Darth Namtar wyciągnął broń. To znaczy, że dzieje się coś poważnego. Albo po prostu nie docenił żartu z kamieniem. Tak czy inaczej, skoro ochroniarz mówi żeby uciekać...

Terry skinął głową, dając znak, że zrozumiał. Wciąż trzymając się możliwie jak najbliżej ziemi, ruszył pędem w stronę Harleya.

[center]***[/center]
Jazda z Crimson Rainem odpowiadała mu zdecydowanie bardziej, niż szaleńcze wyczyny Mordercy. Przede wszystkim nie miał ciągłego wrażenia, że za chwilę się rozbiją. I był w stanie zebrać myśli. Przypomniały mu się słowa Mentora. Pani Sidonia potrzebowała go i wzywała. Nie był co prawda pewien, co powiedzą na to pozostali członkowie koterii, jednak nie mógł zignorować tej wiadomości.

Nyctofilia. Musimy się tam znaleźć. Ja muszę się tam znaleźć. Teraz, jak najszybciej. Zanim stanie się coś bardzo złego. A ostatnie noce podejrzanie lubią przynosić złe wieści.

[center]***[/center]
Nie minęło dużo czasu, kiedy Assamita zrównał z nimi swą maszynę. Przekazał coś Crimson Rainowi z pomocą sekretnych znaków motocyklistów i za chwilę zjechali na pierwszy parking jaki mijali. Kiedy się zatrzymali, Łowca uśmiechnął się sadystycznie do Malkaviana.

- Mam bęben - zameldował krótko. - Lucjan nie żyje. Możemy wracać. Wsiadaj do mnie, będzie szybciej.

Zsiadając z Harleya, Terry pokręcił głową. Zarówno dlatego, że nie chciał wracać do schronienia, jak i na myśl o ponownej podróży z Mordercą.

- Nyctofilia. Jedźmy tam. To bardzo ważne. Jedźmy tam najpierw. Jestem nawet gotów ponownie spojrzeć śmierci w oczy, wsiadając na twój motor, gdyż w istocie, szybciej będzie. A czasu nie mamy zbyt wiele, by tam się znaleźć, a wiele się dowiemy, kiedy tam dotrzemy. - wysypał z siebie jednym tchem Terry.

Łowca spojrzał na niego nieco zaskoczony:

- Haqqan?** Myślałem, że lubisz mocne wrażenia... Nie panikuj. Ze mną jesteś całkowicie bezpieczny. Wiem, co robię - wzruszył ramionami.

Zamyślił się na chwilę analizując pozostałe części wypowiedzi Świra.

- Odmawiam - odezwał się wreszcie. - Powinniśmy skontaktować się z resztą. Ochrona grupy jest moim priorytetem, nie mogę jeździć po mieście bo masz taką zachciankę. Poza tym, przypominam, masz zakaz wstępu do Elizjów.

- Nie mam telefonu. Dasz mi skorzystać ze swojego?

Mroczny Jedi bez słowa wyjął z kieszeni swój aparat i wręczył go Terryemu. Ten szybko wybrał numer Horacego. Kiedy usłyszał w słuchawce głos Nosferatu, bez chwili zwłoki zaczął mówić.

- Horacy, zabierz ze sobą resztę i spotkajmy się jak najszybciej w Nyctofilii. Wyjaśnię wszystko na miejscu, jednak potrzeba ci wiedzieć, że jest to niezwykle ważne. Szczegóły przedstawię na miejscu. Możesz to dla mnie zrobić? - zawiesił głos, czekając na odpowiedź towarzysza.



* arab. pieprzony
** arab. Serio?
Ostatnio zmieniony 04 października 2015, 12:21 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 03 października 2015, 13:21

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller, ulice miasta a w końcu Ratusz 10.08.1993 Długa Noc

"- Serdeczne dzięki raz jeszcze za pomoc. Pamiętaj Mistrzu, że to dla mnie istotna kwestia i każdy twój uczynek spłacę ci w dwójnasób."

- Naturalnie, informacje z tego dysku trafią wyłącznie do ciebie i sam ocenisz którymi z nich chcesz się podzielić z innymi. - Odpowiedział spokojnie Hindus wstając i nie przejmując przemyconą przy okazji groźbą.

W łazience, zrzucił swoje wierzchnie ubranie i stanął wyprostowany pod strumieniem letniej wody. Podczas kąpieli mantrował gayatri. Jak zawsze. Po niecałych 15 minutach zakręcił wodę i osuszył swoje martwe ciało. Wyjął z torby podróżnej pomarańczowe dhoti a górną część ciała owinął szafranową wstęgą. Czoło ozdobił tilaką, trzema białymi poziomymi liniami i czerwoną kropką na trzecim oku. Teraz prezentował się jak profesjonalny Sadhu z Indii, w takim stroju opowiadając różne bajki, mógłby na zachodzie sporo zarobić.

Zanim zszedł na dół, przeszedł się jeszcze po posiadłości. Pierwszy raz miał chwilę przyjrzeć się jej bliżej. Nie była to długa chwila, jednak po drodze, mijając pomieszczenie, które mogło być gabinetem zmarłego mędrca, coś rzuciło mu się w oczy. Obok biurka, na niewielkim, ewidentnie starym, drewnianym stoliku, znalazł coś co mogło okazać się bardzo przydane w rozmowie, którą miał niebawem odbyć. Podszedł bliżej i uniósł górną część inkrustowanej szlachetnym drewnem i macicą perłową szachownicy a jego oczom ukazało się wyściełane atłasem wnętrze i po dwa rzędy, pięknie i misternie rzeźbionych figur z kości słoniowej. Zestaw bez wątpliwości pochodził z czasów, kiedy bytność tych potężnych zwierząt nie była jeszcze zagrożona. Teraz był w pełni przygotowany.

- Gdzie mogę znaleźć Democritusa?

- Najszybciej w ratuszu, albo w muzeum - odrzekł Nosferatu, otrząsając się z zadumy. - Nie wiem gdzie teraz przebywa, ale Herold na pewno będzie w ratuszu i udzieli nam odpowiednich informacji.

- Znalazłem szachy z kości słoniowej. Myślę, że będą dobrym prezentem dla Ventrue. - kontynuował Mistyk. - Pojedziesz tam ze mną? Wolałbym załatwić to jak najszybciej.

- Tak, oczywiście - mruknął Nosferatu wstając. - Chodźmy...

Zanim ruszyli, Darshan otworzył ponownie laptopa i spędził przy nim trochę czasu, towarzyszyły temu kliknięcia myszki i stuk klawiszy klawiatury. Następnie wygasił ekran i ustawił maszynę na tylnym siedzeniu, przypinając ją pasami. Zanim monitor zgasł Horacy zdołał dostrzec coś co wyglądało na długi pasek, na którym najwyraźniej odmierzano postępy kilku symultanicznych procesów - wyglądało to bardzo zaawansowanie.

Kiedy samochód opuścił teren posiadłości, Hindus włączył radio i kręcił gałką tak długo aż udało mu się znaleźć jakąś lokalną stację. Tak jak się spodziewał, z radia usłyszał komunikat dotyczący obecnych wydarzeń:

- ...zjawisko jest niesamowite, gdyż w całej historii Sanów Zjednoczonych nie wydarzyło się nic podobnego. Wiadomym jest, że warstwa chmur powiększyła się zmieniając swoją gęstość. Ufolodzy twierdzą, że to najazd obcej cywilizacji na ziemię doszukując się statków kosmicznych ukrytych w czarnych chmurach. Meteorolodzy nie są w stanie wyjaśnić zjawiska jakie zachodzi na niebie. Pierwsze obserwacje astronomiczne, dowodzą wszakże, że światło słoneczne jest całkowicie pochłaniane i nie przedostaje się poniżej. Naukowcy jednak są podzieleni w tej materii podając kilkanaście różnych przyczyn tego stanu rzeczy. Rząd USA zajął się sprawą, badania jednak poważnie utrudnia awaria systemów łączności. Nieoficjalnie mówi się, że nawet wojsko ma problem z opanowaniem tego problemu. Na ulicach zaczęło roić się od poszukiwaczy duchów, ufologów oraz fanatyków religijnych głoszących koniec świata...

Wyłączył radio, umieszczając w nim płytę. Po chwili z głośników popłynęły dźwięki starej dobrej ballady rockowej:

[center] https://www.youtube.com/watch?v=tH2w6Oxx0kQ [/center]

Wyruszając w ciemny jak noc poranek, przy dźwiękach melodii i tekstu, który wyrażał tęsknotę za wolnością ducha i zrozumienie przemijania wszystkiego co doczesne, Ravnos miał czas na chwilę relaksu. Nie musiał myśleć nad tym co powie księciu, gdyż to wiedział już w momencie kiedy kończył rozmawiać z Sergiem. Otworzył okno i wpuścił do środka mroźne powietrze. Godziny przed świtem są najchłodniejsze, tym razem świt nie nastał i nazwanie powietrza rześkim byłoby nie dość dokładne.

Spokojna muzyka wyraźnie kontrastowała z nastrojami, im bliżej centrum miasta, tym większych grupek rozentuzjazmowanych lub rozhisteryzowanych ludzi. Wymachiwali swoimi transparentami i wszyscy krzyczeli, myśleli, marzyli o tak naprawdę jakiegokolwiek wyzwoleniu. Koniec świata, era wodnika, kosmici, którzy zabiorą wybrańców na Syriusza..., różne hasła to samo znaczenia. Każdy z nich cierpiał. Codzienność życia dusiła ich ducha, zabijała potencjał, okradała z marzeń i kastrowała. W powietrzu czuć też było strach. Na pierwszy rzut oka przed końcem i apokalipsą, lecz tak naprawdę był to strach przed tym, że nic się nie stanie i że niebawem wstanie jednak nowy dzień a wszystko wróci do znienawidzonej normy.

"...dust In the wind"..., za każdym razem kiedy słyszał refren czuł wolność i widział prochy spopielonych ciał unoszone wiatrem w kierunku rzeki z pól kremacyjnych Varanasi. Kali yuga zaś była dla niego momentem kiedy ogień już przygasł a ostatnie szczątki jeszcze się żarzą. Trwa to czasem długo zanim ostatnie iskry świadomości przestaną doświadczać realność ciągłości doświadczenia rzeczywistości.

Kiedy utwór dobiegł końca Darshan nie odwracając oczu od ulicy i domorosłych kultystów wyimaginowanej zagłady, odezwał się do Horacego:

- Tak jak mówiłem kiedy się poznaliśmy, Darshan Vimal to moje imię, którego używam nieoficjalnie wśród przyjaciół. Nie zdziw się proszę więc, kiedy księciu przedstawię się inaczej. Jako mistyk a także przedstawiciel mojego Klanu posiadam kilka imion na kilka okazji. W ratuszu będą znać mnie pod mianem Jeevan Mukt, które jest co najmniej odpowiednie na potrzeby dyplomacji i spraw oficjalnych. W mojej kulturze ma to istotne znaczenie, mianowicie takie, że przybierając inne imię pozostawiam swoje partykularne interesy kiedy reprezentuję Klan Ravnos.

Horacy nie raczył zabrać głosu i wcale nie było to konieczne. Najwięcej kultystów - jak nie mógł przestać o nich myśleć Darshan zebrało się przed ratuszem. Byli wymieszania z policją, reporterami i przedstawicielami jakiś bardziej sformalizowanych grup. Ludzie szeryfa jednak przepuścili samochód z wampirami na tyły ku głośnemu niezadowoleniu części tłumu. Zaparkowali na jednym z niewielu wolnych miejsc i przeszli przez mniejszy już tłum o zdecydowanie zimniejszych sercach i głowach, spokrewnionych. Sytuacja tutaj mimo wzburzenia niektórych, była zdecydowanie spokojniejsza a opanowana pani Szeryf zdawała się stać w centrum zbiegowiska jak skała, o którą rozbijały się wzbierające fale roztrzęsionych emocji ponoszących co i rusz jakiegoś obywatela. Kiedy po chwili udało im się znaleźć przy niej i przedstawić swoją sprawę odpowiedziała tylko gestem głowy, na który jeden z jej pomocników otworzył drzwi do ratusza i krótkim:

- proszę, możecie wejść.

Wewnątrz po krótkiej rozmowie z niemniej profesjonalnie zachowującą się rudowłosą panią Herold i nieco dłuższym oczekiwaniu, zostali wpuszczeni do gabinetu księcia. Wewnątrz zostali sami.

- Witam was serdecznie. Siadajcie i przejdźmy do konkretów. Co was do mnie sprowadza? - pytanie zawisło w wypełnionym zapachem pasty do mebli powietrzu.

- Bądź pozdrowiony Książe Demotricusie - Darshan skłonił głowę a dłonie złożył w geście tradycyjnego Hinduskiego powitania - nazywam się Jeevan Mukt i jestem przedstawicielem Klanu Ravnos. Przysłał mnie Tabah Mufazal i w jego imieniu, a w tym wypadku mówi głosem całego Klanu, składam na Twoje ręce przeprosiny za karygodne i ordynarne zachowanie Gavina. Gdy tylko Klan usłyszał o jego skandalicznym wystąpieniu, szybko została podjęta decyzja o odwołaniu go z funkcji reprezentanta Klanu w realizacji ostatniej woli Atrahasisa. Pragnę Cię również zapewnić, że jego zachowanie było podyktowane tylko i wyłącznie jego osobistą arogancją i głupotą. Tabah Mufazal, za moim pośrednictwem zapewnia, że Klan Ravnos uznaje twoje zwierzchnictwo nad tą Domeną i okazywać ci będzie szacunek. Przybywam tutaj aby zastąpić Gavina. Ja sam jestem mistykiem i pochodzę z Varanasi, przybywam więc jako przedstawiciel Klanu w sprawie honorowej, nie jako złodziej ani oszust. Proszę więc o zgodę na mój pobyt w Charlestone, oczywiście zapewniam że będę szanował wszystkie prawa Camarilli jak i status mieszkańców miasta.

- Rozumiem - odrzekł Ventrue spokojnym tonem, przyglądając się postaci mistyka. - Możesz pozostać w mojej domenie, Gavin wszakże ma natychmiast opuścić Zachodnią Wirginię. W tej sytuacji rozumiem, że wasz Klan nie zamierza tego utrudniać. Ma dwanaście godzin na wyjazd, co jak sądzę jest całkiem szczodrą ofertą z mej strony. Proszę wszakże, byś osobiście tego dopilnował. Cieszy mnie wszakże szybka reakcja ze strony Klanu Ravnos i mam nadzieję, że nieszczęśliwy występ twojego poprzednika szybko zniknie z naszej pamięci.

W odpowiedzi Hindus skłonił lekko głowę:

- Będzie tak jak powiedziałeś. - Po czym kontynuował, unosząc głowę i ukazując pogodne i życzliwe oblicze - Dawno temu w Indiach istniał zwyczaj ofiarowania wrogowi oręża, kiedy zawierano pokój. Oznaczało to szacunek, zaufanie i zapewniało o szczerości intencji pojednania. Ponieważ twoją dziedziną walki, Książę jest polityka i strategia, pragnę podarować ci to: - tutaj uniósł przed siebie w obu dłoniach antyczne pudełko z figurkami z kości słoniowej. - Wagi symbolu dodaje fakt, że ten antyczny egzemplarz należał kiedyś do Atrahasisa i za pewne widział wielu wybitnych graczy. Tym bardziej wydaje się, że Książę Charlestone jest najodpowiedniejszą osobą aby trafiły teraz w jego ręce.

Pozostawił szachy na biurku, skłonił ponownie głowę i zrobił krok w tył, czekając na odpowiedź.

- Dziękuję za prezent. Zaiste, to znakomity wybór. Proszę, przekażcie pozostałym członkom koterii Atrahasisa, że znoszę zakaz wchodzenia do Elizjów - odpowiedział Ventrue.

- Cieszę się zatem, że udało nam się naprawić ten niefortunny błąd i że nasze spotkanie zakończyło się w życzliwości. Wychodząc, pragnąłbym jeszcze zadań w imieniu koterii pytanie, czy istotnie badania księgi kondolencyjnej potwierdziły scenariusz przedstawiony przez Fratera Terrego.

Gotów do wyjścia obserwował bacznie oblicze Księcia i czekał na wydawało mu się oczywistą odpowiedź księcia.
Spoiler!

Na komputerze ustawiam defragmentację dysku, żeby coś się działo. Rozmowa z księciem nie stresuje Ravnosa, uważa całą scenę nawet za trochę zabawną. Zdaje sobie sprawę w oczywistej obłudy obu stron i śmieszną zabawę w kurtuazję, która zmusza przeciwnika do przyjaznego działania. Podczas jazdy mam przy sobie, schowany w szacie, na kolanach rewolwer - na wszelki wypadek. Wysiadając z samochodu zostawiam go w drzwiach.
Ostatnio zmieniony 05 października 2015, 20:08 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 04 października 2015, 20:28

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller, 10.08.1993 Długa Noc

Horacy o mało nie parsknął śmiechem widząc mistyka.

No jak on nie uprosi u księcia by zdjął zakaz, to nie wiem co by go mogło przebłagać.

- Znalazłem szachy z kości słoniowej. Myślę, że będą dobrym prezentem dla Ventrue. - kontynuował Mistyk. - Pojedziesz tam ze mną? Wolałbym załatwić to jak najszybciej.

Znalazłem, dobre sobie. Znaleźć to można peta na chodniku. Podpierdoliłem szachu śp. Atra-Hasisowi. A niby taki, jeabaniutki, święty. No trudno, w sumie ma do tego prawo będąc członkiem koterii. Ale jeżeli tak częstą będą zmieniali Ravnosów w koterii to nie dalej jak do końca tygodnia pół chałupy nam wyniosą, Może zresztą taki właśnie jest ich plan...

- Tak, oczywiście - mruknął Nosferatu wstając. - Chodźmy...

Pewnie, że pójdę. Za nic nie przepuściłbym widoku miny księcia i innych kiedy cię zobaczą w tych łachach chłopie.


Charleston WV ulice miasta 10.08.1993 Długa Noc

Horacy jechał samochodem starając się dzielić swoją uwagę na odczytywane smsy i to co się działo na ulicach. Dziergał smsy mając nadzieję że chociaż one dojdą albo przynajmniej cześć z nich. Klikał w swojej komórce i nie spoglądając na Mistyka, rzucił:

- Stary, musze to ci powiedzieć... ale sobie odjebałeś zajebiste wdzianko.
Spoiler!
do Wizzyego: Znajdź norę się przyczaj. Nie chodź na żadne spotkania ktoś z klanu zmienił strony. Przeczekaj.
do Gordona: Wiem, był tam FaceOff. Twierdził że to ktoś z klanu zanim go zabili. Znajdź norę się przyczaj. Nie chodź na żadne spotkania ktoś z klanu zmienił strony. Przeczekaj.
do Bryana: Znajdź norę się przyczaj. Nie chodź na żadne spotkania ktoś z klanu zmienił strony. Przeczekaj.
do Blackwatera: Ktoś z klanu zmienił strony, spotkanie na łajbie to śmierć.
do Taxera TV: Znajdź norę się przyczaj. Nie chodź na żadne spotkania ktoś z klanu zmienił strony. Przeczekaj.
do Tranzystora: Znajdź norę się przyczaj. Nie chodź na żadne spotkania ktoś z klanu zmienił strony. Przeczekaj.
Charleston WV elizjum w Ratuszu 10.08.1993 Długa Noc

Horacy już chciał otworzyć usta kiedy uprzedził go Ravnos. Z rosnącą niecierpliwością, przestępując z nogi na nogę czekał, aż skończą rozmowę by w końcu zostać wysłuchanym. Czekał aż książę da mu znak.

No, kurwa w końcu.

- Bardzo mi przykro, książę ale ja dla ciebie żadnego prezentu nie mam bo przecież my nie jesteśmy wrogami.* - powiedział żartobliwie lecz bardzo nerwowo, jakby nie mógł się doczekać by przejść do meritum, Gavin nie zdoła opuścić miasta w wyznaczonym czasie. Nikt nie zdoła. Jakaś bariera nie pozwala nikomu wyjść ze stanu. Wizzy stracił właśnie samolot rozbijając się o nią. Siada cała elektronika i chuj wie co jeszcze. O, pardonsik zapomniałem się.

- FaceOff znalazł dziwne korytarze, które wloką się pod całym miastem a może i stanem. Pewnie się zastanawiał czy to nie moje bo dzwonił do mnie by się podpytać co o tym myślę. Coś przerwało połączenie, myślę że wtedy go zabito. Znalazłem kości. Myślę że wpadł w pułapkę zastawioną na mnie. Kanały to domena Nosferatu, mają zabezpieczania dlatego myślę… że w klanie jest kret. Rusty zwołał spotkanie na łajbie u Blackwatera, dziwne bo mnie nie zaprosił... - mówiąc to pokazał komórkę - Zbieranie wszystkich na statku aż się prosi o masakrę w tej sytuacji. Proszę o dyskretną interwencję by temu zapobiec. Nie chcę rzucać żadnych konkretnych oskarżeń bez dowodów, potrzebuję czasu i moich braci by to rozwikłać. Może to i nieważne pionki dla ciebie książę ale wydaje mi się, że skoro cios idzie z głębin ziemi to tylko mój klan może rozgryźć tajemnice tych piekielnych tuneli. Nie znam się na szachach ale w tej sytuacji pionek zasłania bardzo ważną figurę, a ktoś zamierza ci go właśnie zbić. Mówię to tylko tobie, ponieważ nie ufam już nikomu więcej spoza koterii. Ciemne chmury są tylko nad twoją domeną więc jedziemy na jednym wózku. I tak sobie myślę, że ktoś wiekowy szczególnie mocno musi nie lubić akurat ciebie książę.

Książę wysłuchał słów Horacego z wielkim zainteresowaniem. Niespodziewanie wstał z fotela i w milczeniu podszedł do okna, za którym było widać miasto oraz tłum ludzi. W końcu odezwał się patrząc na swoją domenę:

- Przez wszystkie setki lat dążyłem do tego, by zbudować coś wielkiego. Coś co przetrwa próbę czasu i pozostanie niezmienne w sercu mojej kreacji. Jednak wiedziałem, że nie będzie to łatwe zadanie, gdyż mój Dziad pouczył mnie o zagrożeniach jakie czyhają na nasz rodzaj. Wiedza ta pochodzi od samego Progenitora, pierwszego Ventrue, który jako jedyny patrzył dalej widząc przyszłość. Nie jesteśmy sami w tym świecie i Wielki Jyhad nie jest jedyną grą w jaką gramy egzystując. Jest wiele istot posiadających potęgę równą, a nawet większą od założycieli klanów. Ventrue nazwał ich Sekretnymi Mistrzami, gdyż nigdy nie ujawniają się sprawując prawdziwą władzę zza kurtyny. Są to Przebudzeni Arcy-magowie, którzy od stuleci są nieśmiertelni, Potężni Lordowie Śmierci z Świata Umarłych, Demony, Incarny i wiele innych... Ventrue o tym wiedział, chcąc zjednoczyć pozostałych braci i siostry trzeciej generacji. Jednak nie uwierzyli w jego słowa, zazdroszcząc i podążając potęgi i władzy dla siebie. Ich działania były początkiem Jyhadu jaki znacie teraz. Tak jak mój Progenitor pozostałem sam wraz z swoimi synami i córkami i jako jedyny widzę większy obraz pola bitwy. Nie jesteśmy sami, a nasz prawdziwy wróg nie jest Sabatem, czy grupą krzyczących Anarchistów. Brak świtu i opuszczenia stanu oznacza, że zaczęło się polowanie na zamkniętym terenie.

Książę odwrócił się w stronę Horacego i Darshana.

- Ciebie Horacy zapewne dziwią moje słowa, gdyż po 1493 roku Camarilla oficjalnie zaprzeczyła istnieniu Przedpotopowców. Pamiętam jak powstał pierwszy bunt Anarchistów, który doprowadził do zjednoczenia klanów. Ta wojna była wytworem Jyhadu i po jej zakończeniu uznano, że lepiej będzie jak nowe pokolenia nie będą znać prawdy. Przetpotopowcy stali się mitem, Matuzalemów nie ma, bo zginęli dawno temu, a Gehenna stała się straszakiem dla młodych piskląt. Założyciele Camarilli wiedzieli, że wiedza ta może doprowadzić do kolejnej wojny. Jednak pomylili się, gdyż ta decyzja pozwoliła tej nocy narodzić się sekcie, którą znacie obecnie jako Sabat. Wojna trwa cały czas, a wy jesteście żołnierzami na tym polu bitwy.

- Zapewne ciekawi was powód, dla którego mówię rzeczy nieoficjalne młodym i słabo zorientowanym. Otóż obawiam się, że Rusty stał się zagrożeniem dla nas wszystkich, a nie tylko samych Nosferatu. Musicie być bardziej świadomi problemu, jaki trawi moją domenę. Gdy będę miał dowody, zwołam na Primogena krwawe łowy bez potrzeby konsultacji z pozostałymi członkami Rady. Jeżeli uda wam się je zdobyć - tutaj Democritus spojrzał prosto w oczy Horacego - będę popierał twoją kandydaturę na następcę Primogena.

- Prowadząc śledztwo na pewno zdążyliście zadać sobie więcej pytań, niż uzyskaliście odpowiedzi. Znałem Atrahasisa bardzo dobrze i jeżeli wam to pomoże, to powiem wam coś o nim. Red oficjalnie należał do Camarilli, a nieoficjalnie należał do tajnej sekty zwanej Tal Mahe Ra. Wiedziałem o tym, ale lepiej było obserwować go, niż próbować go zlikwidować. Moim zdaniem stary Brujah odkrył działania Sekretnych Mistrzów i to go zgubiło...

W tym momencie wszyscy usłyszeli pukanie do drzwi, które otworzyły się chwilę później ukazując stojącą w nich Furię.

- Książę, mam bardzo ważne wieści, które nie mogą czekać.

Ventrue odezwał się do zebranych:

- Dziękuję za wizytę panowie. Życzę sukcesów podczas śledztwa - odpowiedział wskazując dłonią w stronę wyjścia.

Ravnos i Nosferatu bez słowa zabrali się kierując do wyjścia.


Charleston WV elizjum w Ratuszu 10.08.1993 Długa Noc

Horacy po wyjściu otworzył komórkę i odczytał wiadomość od Terrego. Patrząc w komórke, powiedział:

- Skoro tu jesteśmy to dobrze by było podpytać szybko kogoś z rodziny co się dziej. Bo jestem ślepy i głuchy bez komóry. Tylko na biegu, kochaniutki bo musimy już zapitalać na pilne spotkanko z naszymi, mocno nalegają...

Mówiąc to zaczął się szybko rozglądać po okolicy wypatrując rodziny.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 05 października 2015, 23:53

Charleston WV Przed Ratuszem 10.08.1993 Długa Noc

Horacy i Darshan zaczęli szukać wzrokiem innych członków Rodziny. Nosferatu znał wszystkich z lokalnej Camarilli, ale postanowił podobnie jak Ravnos policzyćw w tłumie tych, którzy mają bladą aurę.
Spoiler!
Test widzenia Aury ST:8 = 2 sukcesy. Ogarniasz obecność większości wampirów na parkingu za Ratuszem. Podejrzewasz, że reszta to Ghule członków Camarilli.
Spoiler!
Test widzenia Aury ST:8 = 2 sukcesy. Ogarniasz obecność większości wampirów na parkingu za Ratuszem. Z racji tego, że mieszkasz tutaj wiele lat, wiesz, że reszta to Ghule członków Camarilli. Rozpoznajesz każdego bez problemu, ale przy jednym z samochodów stoi ekipa w której jest jakoś wampir, którego nie znasz. Jesteś pewien, że jest spoza miasta. Facet wygląda na kogoś kto czuje się pewnie, nawet przed domeną Księcia. Wszyscy wyglądają na mafiosów, ubrani w czarne garnitury z białymi pionowymi liniami.
[center]***[/center]
Charleston WV Droga do Charleston 10.08.1993 Długa Noc

Terry trzymał się kurczowo, jadąc ponad 200km/h na motorze prowadzącym przez Assamitę. Jechali bez włączonych świateł trzymając się cienia. Nagle silnik stalowego rumaka zakrztusił się i przestał działać, przyprawiając Malkavianina o kolejną chwilę grozy. Łowca prowadził jednak pewnie i maszyna powoli traciła szybkość. W końcu Terry i Namtar zatrzymali się na poboczu drogi, otoczonej przez gęsty las. Assamita natychmiast dostrzegł jadący za nimi samochód marki Porsche. Jego instynkt przebudził się, szepcząc do niego poprzez cienie. Wyciągnął broń i rzucił do Terrego:

- Zagrożenie. Ten samochód za nami, to problem. Sugeruję, żebyś przeczekał w lesie.

Terry posłusznie wbiegł do lasu, chowając się za największym drzewem jakie pojawiło się w polu jego widzenia. Stojąc za potężnym pniem sosny, był w stanie widzieć drogę i ciemną, nieruchomą sylwetkę Łowcy. Assamita czekał spokojnie, patrząc jak granatowy samochód zwalnia, a w końcu zatrzymuje się, kilka metrów obok. Czworo drzwi otworzyło się naraz, ukazując mężczyzn ubranych w drogie garnitury. Kierowca odezwał się:

- Bongiorno! Drogi Assamito, czy mogę wiedzieć dlaczego zrobiłeś taki bałagan w lokalu mojego wuja? - zadał pytanie z typowym włoskim akcentem.

- Nie możesz - odparł Namtar w typowy dla siebie, pozbawiony emocji sposób. - mamnú'a*. Wykonuję Kontrakt. Ale to nie ja strzelałem.

Włoch uniósł brwi w zdziwieniu i rozłożył szeroko ręce:

- Więc kto strzelał? - zapytał nie kryjąc zaskoczenia.

- Jakiś Łowca - Namtar wzruszył ramionami.

- Łowca? Jaki Łowca? - Włoch nie dawał za wygraną.

- W płaszczu... Ze starym karabinem... - odparł powoli Morderca.

- Mamma mia! - zawołał tamten. - A nie był to czasem Podpułkownik Kenneth Cole? - pytanie zawisło w powietrzu.

Morderca przeklął w myślach swój długi język, który tym razem wpędził go w kłopoty. Nie chciał zdradzać tożsamości Łowcy, lecz w tej sytuacji nie mógł skłamać... I nie mógł także odmówić odpowiedzi. Takie działanie bowiem wskazywałoby na to, iż chroni tego człowieka. Odezwał się więc dopiero po krótkiej pauzie.

- Tak - odrzekł po prostu.

- A w takim razie co ty tam robiłeś? - nagabywał kierowca.

- Nie mogę powiedzieć. Mamnú'a* Wykonuję Kontrakt - powtórzył Morderca niemal identycznym tonem, którym odezwał się wcześniej.

- Figlio di puttana.** Ładny motor, sporo kasy... - Włoch przeniósł swoją uwagę na Assamitę i obrzucił go wzrokiem, po chwili zaś dodał, kierując wypowiedź raczej do tych, którzy byli z nim - od płatnego mordercy niczego więcej się nie dowiemy. Wracamy.

Pstryknął palcami, a pozostała trójka wsiadła do samochodu. Porsche ruszyło z piskiem opon, a motor Namtara sam odpalił silnik, mrugając przednim światłem trzy razy.
[center]
***[/center]
Malkavian ukryty za drzewem słyszał wymianę zdań. Czuł się względnie bezpieczny, bowiem Włosi wydawali się nie pamiętać o jego istnieniu. Zupełnie niespodziewanie jednak zza pleców usłyszał niski, gardłowy głos:

- Czego tu szukasz dziecię Malkava? Zgubiłeś się?

Terry prawie podskoczył z przerażenia i na chwilę zamarł w bezruchu. Powoli, jakby walcząc sam ze sobą, odwrócił głowę, by zobaczyć z kim ma do czynienia. Jednak nawet Najświętsza Panienka nie przygotowała go na ten widok, ponieważ Świr pierwszy raz miał okazję zobaczyć tego rodzaju istotę.

[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Test Wyczucie Niebezpieczeństwa ST: 8 = 3 sukcesy. Zagrożenie, Tył, Osoby w samochodzie.
Spoiler!
Brak wiedzy o Fae, więc Test Wiedzy Okutym ST:9 = 2 sukcesy. Przed tobą jest przedstawiciel istot Faerie. Jest to Gigant z Plemienia Numuzoho. Są to Niszczyciele Ludzi, kanibale, którzy pilnują lasów. Gość jest ogromny i przerażający. Po chwili dociera do ciebie, że ten Fae musi być jednym z starszych. W innym wypadku nie wiedziałby kim jesteś i otrzymałbyś właśnie śmiertelny cios.

* arab. To zabronione.
** włos. Skurwiel.
Ostatnio zmieniony 06 października 2015, 11:18 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 07 października 2015, 00:54

Las przy drodze, gdzieś gdzie nie powinno się do lasu wchodzić, 10.08.1993 Długa, zamieszania pełna Noc

Terry zza wielkiego drzewa o masywnym pniu, przyglądał się scenie rozgrywającej się na pobliskiej drodze. Czuł się względnie bezpiecznie, przybyli na miejsce panowie najwidoczniej nie zauważyli go kiedy wbiegał między drzewa. I być może ten fakt właśnie, był przyczyną uśmiechu na jego twarzy. Wytężał słuch,mimo wszystko nikt nie starał się mówić głośno na tyle, by ktoś mógł ich podsłuchać. Z fascynacją patrzył, jak Łowca spokojnie odpowiada na kolejne pytania, przyjmując przy tym pozę, która sama z siebie mogła by obojętnie wzruszać ramionami. Rozmowa miała się najwyraźniej ku końcowi, co bardzo odpowiadało Malkavianowi. Bądź co bądź, las nie był środowiskiem przyjaznym istotom takim jak on.

Mężczyźni na drodze wracali do swego samochodu, kiedy za plecami usłyszał niski, grzmotem trącający głos.

- Czego tu szukasz dziecię Malkava? Zgubiłeś się?

Kiedy już opanował się na tyle, by móc spojrzeć za siebie i odwrócił się do przybysza, na dłuższą chwilę zaniemówił. Długą na tyle, by przez jego umysł zdążyło przegalopować stado myśli, niosąc ze sobą równie wiele informacji, co modlitw.

- Witaj, Strażniku Lasu. Nie zgubiłem się, ukryłem się tylko na chwilę w twej pięknej domenie, szukając schronienia przed wzrokiem tych, którzy mogli by zechcieć wyrządzić mi krzywdę. Pan na Niebiosach wskazał mi to miejsce, teraz już widzę, że nie przypadkiem. Oto bowiem wiesz kim jestem i nie unicestwiłeś mnie na widok. - wypluł z siebie szereg słów, jak tylko odzyskał zdolność mowy - A teraz jeśli pozwolisz, wrócę do mego towarzysza, byśmy mogli odjechać stąd czym prędzej i nie niepokoić cię naszą obecnością.

Uśmiechnął się nieśmiało, czekając na jakikolwiek znak przyzwolenia ze strony olbrzyma.
Terry jest przerażony, jak to zwykł mieć w zwyczaju. Doszedł jednak do wniosku, że szarżowanie się ucieczką może nie być najlepszym pomysłem. Poza tym nigdy nie spotkał jeszcze takiej istoty, więc, choć na trzęsących się nogach, postanowił grzecznie odpowiedzieć i być może nie umrzeć.
Ostatnio zmieniony 07 października 2015, 01:17 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 08 października 2015, 12:10

Charleston WV Przed Ratuszem 10.08.1993 Długa Noc

Nosferatu i Ravnos stali pod Ratuszem starając się wyłowić nieco sensu z otaczającego ich rozgardiaszu. Większość zebranych na parkingu członków Rodziny wydawała się zdecydowanie przerażona. Niektórzy pokrywali to agresją lub butą, jednak panujący chaos nie pozostawiał złudzeń. Szczur niemal natychmiast zwrócił uwagę na to, że wśród obecnych nie ma nikogo ze Starszych. Młodsi spokrewnieni krzyczeli do siebie wymachują rękoma, gdzie inne grupy nakręcały własną spiralę strachu. Rzucane w eter zdania i ich fragmenty błyskawicznie przeradzały się w plotki, zaczynając prowadzić własne, złośliwe życie. Bardziej sensowne dyskusje prowadzone były ściszonymi głosami, jakby w obawie przed tym, by konsekwencje domysłów nie ziściły się... Mimo to jednak Darshanowi i Horacemu udało się wychwycić kilka istotnych informacji...
Z racji, że mam dziś wolne postanowiłem dodać kilka informacji. Przyjmuję, ze Horacy i Darshan używając Nadwrażliwości 1 wyostrzają słuch, by dowiedzieć się o czym mówi się na parkingu. Nie będę robił z tego posta fabularnego, gdyż interesują was informacje. Tak więc:

- Rusty kompletnie oszalał i pozostawił człowieczeństwo oddając się ideom Sabatu. Oburzone i przerażone wampiry domagają się od Księcia natychmiastowej reakcji w tej sprawie.

- Gehenna nadeszła, a ta noc jest początkiem końca. Panika wypełnia serca Spokrewnionych przywołując inne wydarzenia z wampirzej historii, które związane są z istnieniem Przedpotopowców. Przerażone wampiry domagają się wyjaśnień od Księcia odnośnie prawdziwej natury czarnego dnia.

- Zachodnia Wirginia przeżywa istny najazd Bezkalnowców oraz Kainitów, którzy identyfikują się z Anarchistami. To nie jest kilkudziesięciu osobników. Mówi się o setce krzyczących "Wolność dla wszystkich!" Anarchistów. Plotki mówią, że w tej setce są udający Anarchistę członkowie Sabatu, który próbuje się dostać do miasta. Podobno Christian Pain chce wynieść swą egzystencję na nowy poziom i stać się Mistrzem Wojowników (nie macie pojęcia co to oznacza).

- Panowie w garniturach to rodzina Giovanni. Rozmawiają o grupie śmiertelnych poszukiwaczach wiedzy, czyli Arcanum.

- Elektronika płata figle. Nikomu nie udało się skontaktować z Rodziną po za stanem.

- Większość wpływowych wampirów ukryła się w swoich schronieniach wysyłając innych w teren.
Ostatnio zmieniony 08 października 2015, 12:20 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 08 października 2015, 13:04

Las przy drodze, gdzieś gdzie nie powinno się do lasu wchodzić, 10.08.1993 Długa, zamieszania pełna Noc

Olbrzym wyprostował się i wtedy Terry zrozumiał, dlaczego stare Malkaviańskie opowieści radziły, aby nie zbliżać się nieopatrznie do tego rodzaju Fae. Odmieniec wysokością dwukrotnie przerósł Lunatyka.

- A gdzie jest twój towarzysz?... Aaaaaa już go widzę. Odprowadzę cię synu Malkava - to mówiąc Faerie nie czekał na odpowiedź i złapał Fratera za rękę ruszając przodem. Terry nie chciał wyrywać mu dłoni, w obawie, że mógłby go rozgniewać. Krok olbrzyma był ciężki, szedł przez poszycie leśne przy wtórze trzasków, jakie wydawały suche gałązki pod jego stopami. Zbliżając się do szosy odwrócił swą niekształtną głowę stronę Terrego i zahuczał:

- To nie jest syn Malkava, ale jest w nim coś zabawnego. Ghry, ghry - zacharczał wesoło. - Teraz mnie nie słyszy i nie widzi, ale zmienimy to. Ghry, ghry...

W tym czasie Namtar ogarnął swój motor i już miał zawołać Terrego, gdy nagle jego oczom ukazał się ponad trzymetrowy olbrzym wychodzący z lasu. Tuż obok niego stał lekko zdezorientowany Malkaviannin.
Spoiler!
Test Odwagi ST:8 = 3 sukcesy. Opanowujesz Bestię.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 08 października 2015, 17:46

Dziki ciemny las, na obrzeżach Charlestone, Długa Noc

Dotyk drapiących podszeptów wiatru, zawodzącego w odległej jeszcze przestrzeni zmusił Victorię do wysiłku, z wolna sprowadzając świadomość z powrotem do ciała. Powroty nie należały do przyjemnych gdy znajomym jest stan, w którym percepcji nie ogranicza materialne ciało, ani prawa rządzące światem fizycznym. Nagłe szarpnięcie i ostre sztylety bólu pojawiły się w jej świadomości na ułamek sekundy, by zaraz zniknąć... Co jest do cholery!?

W chwili kiedy opuszczała się do swojego ciała, oddzielona jeszcze od fizycznych bodźców, wspomnienia paniki i potwornego strachu zamknięte za zasłoną czaiły się, szukając dostępu do jej umysłu. Wyparte uczucie i doświadczenie trwogi, zerwało się niczym tabun spanikowanych koni, biegnących w rozszalałym galopie i zalewając swym pędem umysł. Uderzenie bólu i zapach krwi nie były nawet w małej części tak gwałtowne, jak wspomnienia tego, co się stało tam... W labiryncie... Przypominała sobie Spectry, ich skrzeczące i rozszalałe formy, raz za razem zadające ból i spijające strach w rytm rechotu poczynając szalony taniec...

Przychodzi taki moment, gdy dla świadomości dawka bólu jest zbyt duża i umysł oddziela się od niej, obserwując jedynie i doświadczając tego stanu. Tego rodzaju doświadczenia były jej niezwykle bliskie, cierpienie i ból sprawiały, że wciąż czuła. W ciągu długich lat swojego życia Lasobra odkryła, że jedynie rozumie ból. Jeden z podstawowych i najsilniejszych bodźców, który odziera istoty ze wszystkich iluzji i pozwala wyzwolić się i poznać zupełnie nieznane rejony... Zatem, ból fizyczny i zmasakrowane ciało, porozrywane i zwisające krwawymi strzępami teraz dodatkowo drażnione igliwiem i chłodnym wiatrem nie było dla niej szokiem. Akceptacja dla niego przyszła szybko, niczym najczulsza kochana, która z miłością oddziera kolejne skrawki duszy...
Szokiem był jednak sposób w jaki został zadany. I przerażenie które wtedy czuła.. nie dało się porównać z niczym co znała wcześniej. Teraz jednak... teraz musiała zająć się sobą.

Zmusiła ciało do współpracy, podciągając się i siadając ostrożnie na wilgotnej ziemi. Zapach sosnowego lasu i ziemi wypełnił jej zmysły. Siedziała w ciszy, badając rany i skupiając się na otoczeniu. Sztylety bólu przebijały się wolno, znajdując drogę do jej umysły, jednak nie zważała na to. Zaczęła w ciszy i skupieniu leczyć swoje ciało...

Gdy skończyła, podniosła się z ziemi rozglądając wokół. Odgłosy lasu i dzikości czającej się w mroku nie były dobre. Zaczerpnęła c ciemności, którą miała w żyłach. Krew uderzyła, zapraszając do tańca Cienistą formę. Trwało to chwilę, jednak w tym stanie nie odczuwała obrażeń. Będąc strzępem ciemności, ruszyła w górę po drzewach, szukając najwyższego punktu by móc się rozejrzeć. Najbliższe światła znajdowały się w odległości około 20 km na południe. Miasto Charlestone wyglądało, jak migoczący kaganek w wielkiej plamie ciemności... Udała się w jego kierunku jak najszybciej, szukając trasy i świateł samochodów...
Palę 5 pkt Krwi na zwykłe rany. Zmieniam się w Formę Cienia kolejne 3 pkty Krwi. Na drodze wracam do swojej formy i zatrzymuję samochód, używam Dominacji, by kierowca dowiózł mnie do miasta i był grzeczny, nie pytając o szczegóły. Spijam z niego 3.
Ostatnio zmieniony 09 października 2015, 06:35 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 08 października 2015, 18:52

Charleston WV Przed Ratuszem 10.08.1993 Długa Noc

Horacy postanowił zagadnąć członków klanu Giovanni, którzy rozmawiali o Arcanum. Zbliżył się do grupy mafiosów i odezwał się:

[center]Obrazek[/center]
- Dziwnym trafem też słyszałem o nich ostatnio. Tyle że od Magów. Ale pytacie o bardzo niebezpieczną rzecz Panowie. Rodzinie z tego miasta nie wolno się kontaktować z tą organizacją.

- Dzień dobry panu - odezwał się Włoch w prążkowanym garniturze. - Mamy naprawdę wspaniały dzień nieprawdaż? Nazywam się Mario Giovanni i czekam na rozmowę z Democritusem - Włoch uśmiechnął się szeroko ukazując ostre kły.

- Widzę, że zerwałeś się nad wyraz ohydnej choinki, a spadając, uderzałeś po drodze o każdą możliwą gałąź. W końcu zaś wylądowałeś, uderzając głową w ziemię - zaśmiał się i dodał. - Wiem szczurku, że wam nie wolno o tym mówić, bo Wewnętrzny Krąg zakazał członkom Camarilli kontaktu z nimi. A jak byś nie wiedział... My nie należymy do waszego małego klubu. Chcesz się przydać chłoptasiu? To moja wizytówka - rzekł, podając Horacemu niewielką kartkę. Zadzwoń jeśli chcesz dobrze zarobić. Nie pożałujesz. A teraz znikaj już. A kysz!

Nosferatu zacisnął pięści ze złości. Nie dał się jednak łatwo zbić z tropu:

- Dla twojej informacji telefony nie działają bo wszystkie linie są przeciążone, w tak piękny dzień jak ten. Dziękuję za wizytówkę. Jak tylko będę wiedział coś więcej, na pewno nie zadzwonię. Ale zachowam ją żeby wiedzieć komu kładę kwiaty na grób, bo mniej zorientowani żyją z zasady krócej. Niemniej jak tylko będę się chciał czymś podzielić podeślę sługę w to miejsce. Pewnie tu będziecie stali do jutra, bo książę nie wyglądał jakby miał ochotę na audiencję, kiedy przed chwilą od niego wychodziłem...

Mario i jego koledzy zmierzyli Nosferatu kosym spojrzeniem.

- Masz tupet szczeniaku, ale twoja arogancja jakoś mi nie zaimponowała. Poćwicz jeszcze - odezwał się zimno Giovanni - poza tym rozmawiając z tobą czuję się tak, jakby coś mi się przykleiło do buta.

Uśmiechnął się złowieszczo i oczy dwóch Spokrewnionych spotkały się.

- A teraz zniknij stąd, nim ktoś pomyśli, że się znamy. Odczołgaj się grzecznie, w milczeniu, do czarnego Suva stojącego za tobą, a gdy już tam będziesz, wpełźnij pod podwozie i zaszczekaj trzy razy. Wykonać natychmiast!

Zaskoczony Horacy nie był w stanie oprzeć się mocy Dominacji. Posłusznie padł na ziemię i najszybciej jak tylko mógł zaczął czołgać się w kierunku Suva. Dopiero teraz zdał sobie, że przy wskazanym samochodzie stało trzech młodych Toreadorów. Dwie kobiety i jeden mężczyzna widząc nacierającego jak wkurwiony dzik Nosferatu, z przerażeniem w oczach wzięło nogi za pas.

- O matko! On tu pełznie! - zawołał mężczyzna.

- To obrzydliwe! Chyba zemdleję! - zawtórowała mu jedna z Toreadorek.

Wkrótce cała trójka zniknęła w tłumie. Wkurwiony Horacy wcisnął się pod auto i zaczął szczekać. Na szczęście nie kazano mu robić tego głośno. Za każdym hał, przysięgał sobie w duszy, że Giovanni jeszcze za to zapłacą. Gdy moc Dominacji przestała działać, Nosfetatu wyszedł spod samochodu.
Horacy otrzymuje chwilowy modyfikator +2 do ST wszystkich testów społecznych na tym parkingu. Działa to tylko w tej scenie.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 08 października 2015, 20:25

Arogancja, strach i próba utrzymania iluzji, że się coś znaczy, mimo że wszystko tego dnia bez słońca mówiło im, że jest wręcz przeciwnie. Spokrewnieni dookoła sami zamykali się w klatkach cierpienia z których próbowali uciec. Wystarczyło przyznać się przed sobą, że jest się nieistotnym, pyłem na wietrze i nagle większość problemów znikała. Gdyby był w Indiach, mógłby porozmawiać s kimś na ten temat, pewnie przyniosło by to spokój i pomogło się skupić. Na zachodzie cóż, byłoby to jak wymierzenie policzka.

Darshan nie miał tu nic do roboty. Nikt ze zgromadzonych nie wyglądał jak dobry kandydat do rozmowy. Reputacja jego klanu stawiał go na z góry przegranej pozycji. Gdyby spotkał kogoś, kto chociaż umie słuchać ze zrozumieniem..., agresja lub pogarda to wszystko na co mógł liczyć w tych okolicznościach. Oni oczekiwali szacunku ale sami nigdy nie mieli choćby odrobiny dla innej istoty. To co brali u siebie za szacunek było w istocie tylko strachem, przed silniejszym, utratą pozycji, wpływów. Czekał więc spokojnie aż Horacy wyjdzie spod samochodu i zapytał:

- Jedziemy?

Horacy otrzepał się wstają i przez zęby powiedział:

- W jebanych kanałach bywało gorzej... choć może mniej publicznie... choć z drugiej strony tam są szczury podśmiechujki... które i tak wolę niż Toreadorów. No dobra przeczołgał mnie ale mam wizytówkę - powiedział z nieukrywaną satysfakcją. - Jedziemy na spotkanie ze świrem. Musze tylko puścić smsa Victorii gdzie się zbieramy. Ciekawe czy po drugiej stronie lustra odbierają komórki...

Oba Wampiry wróciły do samochodu by odjechać sprzed tego przybytku próżności, twierdzy hipokryzji, pałacu arogancji....
Ostatnio zmieniony 08 października 2015, 22:41 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 09 października 2015, 16:05

Las przy drodze, gdzieś gdzie nie powinno się do lasu wchodzić, 10.08.1993 Długa Noc

Morderca znieruchomiał na kilka sekund, a później powoli oparł dłoń na rękojeści sztyletu. Nie czuł zagrożenia. Jednak pojawienie się tego Djina było nad wyraz niespodziewane. Tym bardziej, iż demon stał obok Terego, którego nieuleczalny, monoteistyczny obłęd wydawał się wykluczać nawet cień takiej możliwości. Zachował jednak spokój, nie pragnął bowiem irytować obcego demona. Zwłaszcza, iż nie miał pojęcia o jego rodzaju i mocach. Pamiętał jednak nauki Wezyrów, które mówiły iż nie należy ufać tego typu istotom, zamieszkującym ziemie Niewiernych.

- Hal Kullu Tamam*? Wszystko w porządku? - zapytał Malkavianina podejrzanie spokojnym głosem. Kątem oka wciąż obserwował olbrzyma.

Świr potwierdził nieśmiałym skinieniem głowy.

- As-salamu alayka** - odezwał się Assamita do leśnego demona. - Pozdrawiam cię, Djinie, będąc gościem na twojej ziemi i nie pragnę walki pomiędzy nami. Czy mogę się dowiedzieć, co sprawiło, że się nam ukazałeś?

Olbrzym roześmiał się słysząc słowa Namtara.

- Nikt mnie jeszcze nie nawał Djinem... Ghry ghry... Dobrze prawisz, więc powiem wprost. Nie wchodź do tego lasu i będziemy wszyscy zadowoleni.

- Przyjąłem - odparł szybko Łowca. - I zrozumiałem. Nie będę zakłocał twego spokoju, dj... demonie.

Olbrzym kiwnął głową i zwrócił się do Terrego:

- Przekaż Księżnej Sidonii, że Magnus Wielkołapy przesyła kolorowe pozdrowienia szepczących szampuchów z trantitlami. Muszę wracać. Las został sam i potrzebuje mnie. Żegnajcie - Faerie machnął ręką w pożegnanym geście i zaczął stawać się przezroczysty. Zanim ktokolwiek zdążył coś zrobić, Odmieniec całkiem zniknął pozostawiając lekko zdezorientowanych Kainitów stojących na skraju lasu.
Zgodnie z wiedzą, jaką posiada Namtar uzna olbrzyma za demona.
* arab. Czy wszystko w porządku?
** arab. Pokój z tobą.
Ostatnio zmieniony 09 października 2015, 17:40 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 09 października 2015, 17:36

Charleston WV Koncert Anarchistów. Przed Elizjum: Nyctofilia. 10.08.1993 Długa Noc

Hindus nie zajął jednak miejsca kierowcy od razu, najpierw otworzył tylne drzwi, odpiął pasy i usiadł w miejscu gdzie wcześniej leżał laptop, biorąc go na kolana. Przez chwilę operował touchpadem aby w końcu odezwać się, jak zawsze spokojnym głosem do Horacego.

- Komputer skończył pracę kilka minut temu, nie przejrzę teraz wszystkiego, bo zdaje się, że jest tu sporo informacji dotyczących tego co już Ci powiedziałem, ale jest jedna bardzo istotna informacja. Twój syn umówił się z dr. Gregorym Schmitt'em wczoraj na 22.00 w prywatnym apartamencie w Edgewood Country Club.

Horacy spojrzał na Oszusta i rzekł szybko:

- Jedźmy tam natychmiast. Terry i Namtar mają się z nami tam spotkać.

[center]*** [/center]
Assamita wraz z Malkavianem dotarli na miejsce prawie w tym samym momencie, co pozostali członkowie koterii. Już z daleka słychać było głośnie dźwięki kolumn estradowych, oraz okrzyki podnieconych ludzi. Kilka kilometrów wcześniej natknęli się na korek, spowodowany przez kilka leżących na dachu samochodów. Assamita na szczęście poruszał się na motorze, a jego umiejętności pozwoliły mu pokonać przeszkody bez większego problemu. Nie bał się wjeżdżać na chodnik, a także w kryzysowych momentach sunąć po dachach stojących w korku samochodów. Terry modlił się, by litościwa Maryja wytarła mu szybko te chwilę z pamięci, dzięki czemu mógłby odzyskać spokój ducha. jazda z Mordercą była bowiem koszmarem. W końcu jednak nawet najgorszy sen kończy się i Nieumarłym udało się dotrzeć na miejsce spotkania. Oczom ich ukazał się niespodziewanie tłum rozbawionej młodzieży, bawiącej się przed prowizoryczną sceną, ustawioną na ulicy przed wejściem do Elizjum. Barwne światła i krzyki gwałciły atramentowy spokój Długiej Nocy, wnosząc w jej serce żywiołowość i zamęt.

Ravnos zatrzymał samochód kilkanaście skrzyżowań wcześniej, cała droga bowiem była zakorkowana.

- Nie przejdziemy. Musimy iść pieszo - rzekł, otwierając drzwi.

Horacemu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Okrył siebie i Ravnosa mocą Niewidoczności i obaj ruszyli przed siebie. Im bardziej zbliżali się do centrum hałaśliwej muzyki, tym więcej dostrzegali walających się na chodnikach pustych butelek, petów, dilerek i innych śmieci. Po kilkunastu metrach zaczęło się robić bardziej niebezpiecznie. Normalni ludzie na pewno siedzieli zamknięci w swych domach, gdyż ulice wypełniały członkowie subkultur metalowych, punkrockowych, gotyckich i takich, które nie miały jeszcze nazwy w języku normalnych ludzi. Powybijane szyby w sklepach oraz stojących wzdłuż chodnika autach, szybko stały się nieodzownym elementem miejskiego krajobrazu. Wrzaski, śmiechy i kłótnie podchmielonej i rozochoconej młodzieży dobiegały praktycznie zewsząd. Członkowie gangów, dziwki, dilerzy, punkowcy i inne szemrane typy podświadomie odsuwali się od Horacego, i Darshana, pozwalając im niepostrzeżenie dotrzeć na miejsce.

[center]Obrazek[/center]

Wszyscy dotarli na miejsce, próbując wypatrzyć się nawzajem. Nie było to łatwe zadanie, gdyż całą ulicę przed Nyctofilą wypełniał barwny tłum, bawiący się w rytm muzyki. Jednak dzięki mocy Nadwrażliwości Spokrewnionym udało się znaleźć. Gdy przepychali się, by spotkać się wreszcie, na scenę wyszedł jakiś nowy muzyk. I nagle coś się zmieniło, a serca Kainitów wypełniła dziwna radość.

[center]Obrazek[/center]
Wokalista zaczął śpiewać:
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=KKmLPOtQ5wo[/center]
[center]I fill the void cause I'm on a mission
I am no hero I just have a vision
To liberate and destroy your system
The game is over
The game is over

I'm, over it now
I'm using the crowd
I'm willing to die to see you fall
Power unbound, I'm taking you down
I'm willing to die to see you fall

I am a threat to the opposition
I am no hero I just have a vision
To terminate and restore this kingdom
The game is over
The game is over

I'm, over it now
I'm using the crowd
I'm willing to die to see you fall
Power unbound, I'm taking you down
I'm willing to die to see you fall

All I see while I'm dreaming
Is a man I wanna destroy
There's no use for your hiding
I will be there behind every door
Are you prepared for the fighting?
Cause I'm rising up
So fed up
I gave up
On you long ago

I'm, over it now
I'm using the crowd
I'm willing to die to see you fall
Power unbound, I'm taking you down
I'm willing to die to see you fall

Over it now
I'm using the crowd
I'm willing to die to see you fall

Over it now
I'm using the crowd
I'm willing to die to see you fall
[/center]
Mentor Terrego nie wytrzymał i także pojawił się blisko, by wsłuchać się w pieśń. Po chwili ostrzegł swojego podopiecznego:

- Matko Boska! Ten Brujah zna pradawne sekrety mocy Prezencji. Na rany Chrystusa, ci wszyscy ludzie pójdą za nim jak owieczki swojego Pana. QAc co to?! Q? *&@%(())_332. Przepraszam cię Terry, ale muszę dać komuś w ryja! - krzyknął podniecony Mentor i zniknął, a na łączu z Niebiosami zapanowała cisza.
Spoiler!
Test Siły Woli ST:8 = 3 sukcesy. Nie zauważasz i nie odczuwasz, żadnej zmiany emocji u siebie.
Spoiler!
Test Siły Woli ST:8 = 1 sukces. Odczuwasz radość, gdy słyszysz słowa które śpiewa muzyk. Podniecają twoją Bestię i masz ochotę dać komuś w ryja. Opanowujesz się jednak. Radochę w sercu jednak masz!
Spoiler!
Test Siły Woli ST:8 = 0 sukcesów. Wydajesz 1 Punkt Siły Woli, w przeciwnym wypadku dasz komuś w ryj, a z Potencją zabijesz jakiegoś człowieka jednym ciosem. Odczuwasz radość, gdy słyszysz słowa które śpiewa muzyk. Podniecają twoją Bestię i masz ochotę dać komuś w ryja. Opanowujesz się jednak. Radochę w sercu jednak masz!
Spoiler!
Test Siły Woli ST:8 = 3 sukcesy. Nie zauważasz i nie odczuwasz, żadnej zmiany emocji u siebie.
Ostatnio zmieniony 09 października 2015, 19:18 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 10 października 2015, 17:36

Charleston WV Koncert Anarchistów. Przed Elizjum: Nyctofilia. 10.08.1993 Długa Noc

Wciekły tłum na ulicy. Wściekli ludzie o oczach pustych i bezmyślnych. Motłoch żądny krwi i destrukcji, bez celu, bez kierunku. Darshan widział już wcześniej wściekłe tłumy. Przy tamtych ten wydawał się być gromadą rozzłoszczonych dzieci, mimo to wspomnienia powróciły. Wspomnienia przemocy i terroru, rzezi i walk na ulicach. To istoty stojące za nimi zmusiły go do ucieczki i pozostawienia Indii w takim stanie:

[center]Obrazek[/center]

Mimo to uwaga Ravnosa nie umknęła zbyt daleko od tu i teraz, zauważył pewne subtelne różnice jakości otoczenia. Trudno było je wychwycić jako, że otoczenie było aż gęste od energii rozszalałych ludzi i głośnej muzyki, jednak lata treningu pomogły wyłowić z nich pewne delikatne niuanse.

- Uważajcie, działa tutaj jakiś efekt magiczny, nie wiem jakiego rodzaju. Terry czy wyczuwasz coś? - powiedział podnosząc głos na tyle ile było to konieczne by przebić się przez jazgot z głośników.

Wystarczyło spojrzeć na Malkavianina by stwierdzić, że wiedział o czym mówi Hindus. Jego zaaferowane, rozbiegane spojrzenie wyraźnie świadczyło o tym, że Terry coś czuł, wyrzucił z siebie z szybkością karabinu:

- O tak, Moce Nieczyste które kradną słabe umysły! Potrzeba nam stąd zniknąć, już teraz, bo za chwilę tu będzie regularna bitwa! Myślę, że to wokalista, miesza nam wszystkim w głowach, budzi Zew Krwi i Przemocy! Gdyby nie Łaska Pana, sam bym już dał porwać się tej dziwnej żądzy! Przed chwilą już miałem ochotę czynić rzeczy, które nie przystoją osobie stanu duchownego! Na szczęście Pan na Niebiosach i zesłany przezeń mój Anioł Stróż dali mi siłę by oprzeć się tej złej magii! Jednak niewielu ma takie szczęście i baczenie Sił Wyższych, przeto, jeśli nam nieżycia nasze miłe, musimy czym prędzej się stąd oddalić!

- Jeśli uważacie, że wokalista stanowi zagrożenie, mogę go zlikwidować - stwierdził obojętnie Morderca. Wszechobecny zgiełk i jasne światła estrady nie działały dobrze na jego samopoczucie. Mimo to było coś w tej sytuacji i miejscu co mu się podobało. Wyczuwał... krew...

- Nie zajmie mi to więcej niż trzy minuty -dodał po chwili. - Mam go usunąć?

Słysząc wypowiedź Mordercy, Darshan w pierwszym odruchu miał mu odmówić, jednak uwagę jego przykuł tekst, który czytał wczorajszej nocy w domu zmarłego mędrca, fragment Enuma Elish:

[center]"Whoso is exalted in the battle, let him display his might!"[/center]

i akurat w tej samej chwili wokalista śpiewał kolejny raz:

[center]"I'm willing to die..."[/center]

- Myślę, że tak powinno się stać. - Mówiąc to Hindus był śmiertelnie poważny a jego twarz wyglądała jak posąg jakiegoś posępnego bóstwa.
Ostatnio zmieniony 08 kwietnia 2016, 15:53 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ