Platforma R-313, 216.815.M41
Pozornie niewinny spacer wąskimi metalowymi uliczkami przysporzył agentom Inkwizycji niemałego zdenerwowania, chociaż mijani ustawicznie robotnicy poprzestawali na przelotnej obserwacji obcych. Wszyscy sprawiali wrażenie ludzi zahartowanych ciężko pracą, ale pozbawionych radości życia, poświęcających całą swą uwagę wykonywanym obowiązkom. Nosili ubrudzone kombinezony z naszywkami Domu LaGrando i metalowe kaski zaopatrzone w elektryczne reflektorki. Żaden z robotników nie był też uzbrojony, co skwapliwie odnotowała wzrokiem idąca za plecami towarzyszy Medea.
Septimus i Kazadi zniknęli dosłownie sekundę po opuszczeniu windy, nie spoglądając w stronę reszty akolitów skręcili w sąsiednie przejście znikając za barierami z falistej blachy. Ich celem była wieża komunikacyjna, wystrzeliwująca wysoko ponad kominy platformy, migocząca czerwonymi lampkami.
Trix nie wiedziała, czy to zasługa założonego przez nią czarnego stroju stewardessy, ale mijani ludzie sprawiali wrażenie zaniepokojonej jej widokiem. Większość z nich odsuwała się na boki, niemal wszyscy odwracali też wzrok jakby obawiając się nawiązania z kobietą w czerni kontaktu.
Malfianka domyśliła się, że steward Gensh i jego pomocnice musieli się cieszyć na platformie złą sławą: co paradoksalnie tak długo działało na korzyść infiltratorów jak długo sama Medea mogła grać rolę jednej z zabójczyń Domu LaGrando.
Trójka akolitów weszła do kompleksu pomieszczeń biurowych, wciąż nie zwracając na siebie niczyjej uwagi. Wszędzie wokół miejsce ludzi w roboczych kombinezonach zajęli osobnicy w strojach klerków, noszący przy sobie infotablety lub wielkie segregatory. Również oni skwapliwie ustępowali drogi obcym prowadzonym przez kobietę w czerni, jeszcze nie rozpoznając w niej cudzoziemki.
- Biuro monitoringu - powiedział ściszonym głosem Nathan, kiedy agenci weszli na pierwsze piętro budowli - Na końcu tamtego korytarza.
Pokonawszy jeszcze kilka kroków Malfianka wyjrzała zza ramienia Silvanusa zerkając przez przeszklone drzwi do wnętrza pokoju ochrony.
Dwa metry korytarza dzielą Was od przeszklonych drzwi. Za ich progiem znajduje się biuro monitoringu. Przez szkło drzwi widzicie co najmniej czterech mężczyzn w uniformach ochrony, siedzących przed konsoletami monitoringu albo stukających w klawiatury kogitatorów. Nikt jeszcze nie zwrócił na Was uwagi, ale szczęście kiedyś musi się skończyć! Co teraz, szybko, szybko!
