PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 09 czerwca 2016, 21:05

Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993

Na twarzy Mordercy nie drgnął nawet jeden mięsień.

- W moich żyłach nie płynie nic, czego nie zaakceptowałby mój Klan. Poza tym... Panuję nad własną krwią, a nie ona nade mną. Aadhi* - temperatura odpowiedzi Łowcy zdołałaby zamrozić jezioro rtęci.

- A więc jego także omotałeś? Gratuluję przebiegłości Belshatzzarze. Zawsze ceniłem twój czar osobisty. Jednak domieszki krwi Malkava nie da się ukryć przed moim wzrokiem.

Czarodziej ponownie zwrócił się do Namtara:

- Darklake także został zmanipulowany przez tego tu Malkaviana, który namówił go do dorzucenia małej, niewinnej kropelki krwi. Wszyscy wiemy jak się to skończyło, prawda?

Powiódł po zebranych wzrokiem, uśmiechając się lekko. Był świadom, iż nikt nie musi odpowiadać na jego pytanie.

Namtar nie odezwał się. Jego sylwetka, rysująca się ciemną linią na tle szkarłatnej kotary, zamarła na chwilę. I choć nie poruszył ani jednym mięśniem, zebrani poczuli bijącą od niej aurę grozy. Jego pozorny spokój nie potrafił ukryć tego faktu. Przeciwnie, uwypuklał go, podobnie jak bezruch pająka, czy skorpiona pozwala rozpoznać moment, w którym drapieżnik szykuje się do zadania ostatecznego ciosu... Cienie wokół Mordercy zdawały się gęstnieć, przybierając obce i niepokojące kształty...

- A jednak trafiłem w sedno sprawy! - uśmiechnął się szeroko Paul, obserwując efekt jaki wywarła jego przemowa. - Powiem ci coś honorowy i szlachetny Łowco. Ten tu Malkavianin potrafił przewidzieć w jaki sposób rozwinie się eksperyment Lasombra i jaką wynaturzoną przybierze formę... Mało tego, jesteś tutaj dlatego, że on to zaplanował. I teraz go chronisz. A pozostali z twojego Bloodline'u albo popadli w obłęd, albo czekają na kolejne lukratywne kontrakty, wspierające interes tego niebezpiecznego Świra! Ciekawe, czy teraz zignorujesz moje słowa, czy jednak pomyślisz o swojej linii i honorze?

Cisza, która zapadła po jego słowach, zdawała się mieć swój własny ciężar, wznosząc się niczym Nemezis nad zebranymi w pokoju Nieumarłymi. Pochłaniała kolejne chwile, szybkie, jak uderzenie serca, zdawała się karmić nimi. I wzrastać... W końcu jednak Morderca podniósł głowę, spoglądając Czarodziejowi w oczy:

- Chciałbyś, bym wbił mu teraz ostrze w serce, prawda? - rzekł powoli. Mówił całkowicie spokojnie. Zbyt spokojnie. I zebrani mogli tylko domyślać się emocji, które buzowały pod tą idealną fasadą. - Żebym się zemścił, przelał krew... Tylko że ja ci nie wierzę, munafiqun. A mój honor wymaga, bym wypełnił Kontrakt. Twoje słowa nic nie znaczą. Zaghnaboot!** Ten tu Malkavianin, jak go nazywasz, zawsze okazywał mi szacunek. A ty próbujesz manipulować mną w sposób, który jest obelgą dla każdego prawego męża. Brzydzę się tym. Rouh Wa Sittin Erd Ma'ak.*** Nie będę twoim narzędziem, Czarowniku.

- A więc jesteście siebie warci - zaśmiał się Paul. - Belshatzzarze, naprawdę jestem pod wrażeniem twej pracy. Goratrix i jego dzieło... Mam na myśli Gargoyle... Poczułby się zawstydzony widząc poziom twoich kompetencji w tworzeniu sług. Jeszcze raz, gratuluję...

Czarodziej przez kilka kolejnych chwil mierzył wzrokiem Namtara, po czym zwyczajnie zmienił kurs, spoglądając na pozostałych członków koterii:

- Historyjka o powrocie koterii Red'a sprawdziła się. Jak się czujecie w nowej roli jaką zaplanował dla was Belshatzzar, udający dobrotliwego Ojczulka?

- Znakomicie - odparł spokojnie Darshan, skryty za lustrzaną maską.
Dla Namtara od MG: Test Szału na wieść o tym, że Terry może być odpowiedzialny za eksperyment Darklake'a:
Assamita korzysta z Ech Nirwany:2. Wydaje 1 punkt Siły Woli.
ST = 7 (obniżony o 2 z uwagi na posiadane zalety)
1 runda: 2 sukcesy
2 runda = 2 sukcesy
3 runda = 3 sukcesy.
Opanowanie się zabierze ci 3 rundy.

Dla wszystkich od MG: Wiecie, że Paul o mało nie wprowadził Namtara w szał.
Post pisany wraz z MG (co zresztą chyba widać?)
Ostatnie zdanie wpisane na prośbę Zapałek Chaosu.
* arab. Po prostu.
** arab. Trucizna dla ciebie!
*** arab. Odejdź i weź ze sobą 60 demonów.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 11 czerwca 2016, 01:08

Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993

Viktoria zastanawiała się jaką rolę obrać w zaistniałej sytuacji. Tremere wyjawił w swej furii wiele sekretów lecz jeszcze więcej mógłby, gdyby dalej grać w grę pozorów. Lasombra nie była pewna w tym momencie czy Terry udaje i rzeczywiście jest domniemanym Belshatzzar'em i błaznował zgodnie z maską, którą nosił czy też...? Co innego w zasadzie pozostawało? Ale dlaczego poirytował w ten sposób Paula? Przecież chyba wiedział, że tak potoczy się sytuacja jeśli z niego zadrwi? Może był tu jeszcze jakiś inny ukryty cel?

Co do relacji z Assamitą... nie dało się nie zauważyć, że Terry i Namtar mieli specyficzną więź. Assamita osłaniał go częściej, a Ojczulek zawsze był pierwszy by dawać mu swojej krwi. Umysł Lasombry pracował z zawrotną prędkością. Zastanawiała się również co z tej sytuacji mogła by wyciągnąć dla siebie...

Wciąż mogli się dowiedzieć więcej. Pytanie było tylko jedno. Jak wyciągnąć informacje z nadto już zdenerwowanego czarodzieja. Oczywistym było również, że manipulował on Assamitą tak, by ten być może w furii zabił Terrego, lub tego kimkolwiek Świr naprawdę był.

- Nie prowokuj naszego Ochroniarza, Czarodzieju - odezwała się po chwili Lasombra, rozsiadając się wygodnie na swoim miejscu i podpierając podbródek dłonią, od niechcenia. - Wypełnia swoją pracę i kontrakt, a ty wchodzisz z zamysłem na niebezpieczny dla Klanu Zabójców grunt honoru i krwi, sam próbując manipulacji, o którą oskarżasz Malkaviana. Twoje słowa niosą w sobie ważne informacje lecz jeśli nie są prawdą szkodzą tylko naszej koterii, wnosząc podzielenie i nieufność. Wielu próbuje to robić cały czas i nie jesteś jedyny. Dziwnym trafem wszyscy uderzają w pierwszej kolejności w Namtara... Ciekawe dlaczego? - Dodała ze znużeniem. - Myślę, że jest to pytanie retoryczne. Pozwoliłam na twoje podburzanie tak długo tylko dlatego, by pokazać ci profesjonalizm i samokontrolę Assamickiego Ochroniarza, byś nie miał podobnych pomysłów na przyszłość. To bezcelowe.

- Nie mniej jednak wiedz, iż widzę również twoje poświęcenie i pojmuję cenę twojej dumy. Rozumiem jednak iż w zaistniałej sytuacji, trudno było ci trzymać emocję na wodzy. Powinieneś już wiedzieć, że nie warto odsłaniać się w ten sposób przed innymi. Nie zrozum mnie jednak źle. Doceniam i szanuje wagę twojej pomocy i szczerości z jaką wyjawiłeś nam niektóre swoje sekrety. Zapewne jest jeszcze kilka spraw, w których mógłbyś wspomóc nas radą...

- W nowej roli czujemy się dobrze. - Kontynuowała wciąż w podobnym tonie. Jakby lekko znużona sytuacją. - Każdy ma jakoś rolę w naszym społeczeństwie, czyż nie? I czy nie jest to rola gdzieś tam zaprojektowana przez innych. Z resztą... - Zamyśliła się na chwilę ważąc słowa i zastanawiając się czy zagrać o wszystko w ten sposób... - Naprawdę, zastanawiam się Belshatzzarze - Powiedziała z niekłamanym rozczarowaniem - Czemu potraktowałeś w ten sposób naszego dobrodzieja - Tu zwróciła się w stronę Tremere - Gdy ten przychodzi do nas z sercem na dłoni? Nie wnikam w wasze porachunki, ale przyznasz, że bardzo nieprzyjacielsko wystawiłeś się do niego plecami. Trzeba przyznać, że przekazał nam wiele informacji, które potrzebujemy w naszej misji. Czyż nie szlachetnie jest to docenić?

Viktoria sama nie była pewna, czy Frater Terry był Belshatzzarze'em. Musiała jednak się dowiedzieć. Miała nadzieje, że ten odpowie jakoś, zmuszony do działania jej słowami i sytuacją, jako że ten na razie nie zaprzeczył ani nie potwierdził swojej tożsamości. Jeśli koteria miała jakoś dalej działać, musieli mieć przed sobą czyste karty. Prowokacja była jedyną opcją. Poza tym chciała wyglądać na taką, która już dawno przejrzała sytuację i wiedziała o co chodzi, by Malkavian myślał, że nie ma już się co ukrywać. Jeżeli rzeczywiście coś ukrywał. Poza tym, po prostu była ciekawa co zrobią oni obydwoje... Malkavian i Tremere. Czuła się jak w teatrze na cąłkiem dobrym przedstawianiu.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 11 czerwca 2016, 21:00

Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993

- Dość! - krzyknął Terry, wstając ze swojego miejsca.

Krzyk poskutkował na tyle, by zwrócić uwagę zebranych na Malkaviana. On sam zaś pragnąc przerwać te wnoszące chaos oskarżenia, osiągnął swój cel, przynajmniej na chwilę. I aby jej nie stracić, nie skonczyl na tym jednym słowie.

- Wybacz mi proszę drogi Paulu mą wymijającą i nieszczerą odpowiedź. Zwyczajnie mnie zaskoczyłeś swoją przenikliwością i trafnością dedukcji. Sekret trzymany tyle lat w ukryciu potrafi odcisnąć swe piętno. - zamilknął na chwilę, jakby się wahając, po czym z pewną dozą uległości w głosie dodał. - Odpowiadając więc na twoje pytanie, owszem, trafnie dopasowałeś elementy układanki. W istocie, to ja stoję za powstaniem tej legendy.

Przez chwilę przypatrywał się reakcji czarownika, by przekonać się, czy przeprosiny zostały przyjęte. Nie doczekał się niestety niosącego ulgę grymasu, dodał więc szybko.

- Czy zatem teraz, kiedy przeprosiłem za swą butę, oraz oddałem ci mój sekret, możemy kontynuować cywilizowaną dyskusję, na którą przystaliśmy wcześniej?

Po tych słowach na powrót zajął miejsce w swoim fotelu. W napięciu, którego starał się nie pokazywać na zewnątrz, czekał na reakcję starego Tremere.

Martwiło go również wczesniejsze wystąpienie Paula. Bez względu na to, jak rozwinie się ta sytuacja, wiedział już, że poważna i pełna śmiertelnych gróźb rozmowa z Łowcą go nie ominie. Zapewne reszta też będzie miała sporo pytań. I pewnie ciężko im przyjdzie uwierzyć w jego odpowiedzi.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 14 czerwca 2016, 20:30

Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993

Tremere czekał w milczeniu przyglądając się uważnie osobom z którym i rozmawiał. Szczególną uwagę poświęcił Victorii, która miała najwięcej do powiedzenia. Gdy Terry zakończył, Paul odezwał się:

- Tak wam dobrze razem, co? Siedzicie we śnie obłąkańca, którego Atrahasis wyrzucił z swojej koterii, za doprowadzenie do obłędu jedynego Salubri jakiego widziałem przez wszystkie lata mej egzystencji. Mędrzec powiedział mi na kilka dni przed śmiercią, że Strannvad chciał wyleczyć cię z twoich wielkich urojeń, lecz natknął się na wewnętrzne mroczne myśli, ukryte nawet przed przyjaciółmi - Tremere zwrócił się w stronę Malkaviana.

- Myślałeś, że skoro Red jest martwy to nikt się tego już nie dowie? Myślałeś, że zabrał wszystkie tajemnice do grobu?

- To przez ciebie Strannvad popełnił rytualne samobójstwo zmieniając wcześniej swe imię na Pulhu-Imel, co znaczy Wiatr Grozy. Wypaczyłeś jego umysł, by nie mógł powiedzieć innym, co ujrzał wewnątrz ciebie!

Paul przez chwilę zamilkł, jakby chciał, by jego słowa zapadły w pamięć wszystkim obecnym.

- Ja w przeciwieństwie do was opieram się na sprawdzonych informacjach - kontynuował już spokojniej. - Biorę pod uwagę fakty, nie urojenia i posiadam dowody na to, iż każde moje słowo jest prawdą. Ale przede wszystkim nie jestem osobą, którą łatwo oszukać.

Czarodziej przeszył Terrego stalowym spojrzeniem:

- Ale tobie się to udało... Nie wiem jak oszukałeś moje zaklęcie, gdy sprawdziłem twoje prochy. Byłeś martwy! A teraz przybyłeś zza grobu, ze swoją samospełniającą się przepowiednią, którą sam ukułeś, a następnie dałeś życie, dzięki tej suce z Sabatu.

- Zastanawiam się tylko jak wpadłeś w posiadanie reliktów, które teraz nosicie przy sobie? Bez nich twoje kłamstwa nie spełniłyby się...

- Przyznaj się, wynająłeś Blue Crane'a do tej roboty?! Teraz będziesz chciał namówić pozostałych, by położyli swoje artefakty na stoliku trofeów, bo chcesz zgarnąć całą pulę? Jaką to historyjkę wymyśliłeś, by opowiedzieć obecnemu tu Assamicie, by pozbył się swoich podopiecznych, jak tylko nie będą ci już potrzebni? Jak blisko jego klingi są ich gardła? Wystarczy wykazać, że działali na szkodę śledztwa... Prawda?

Paul wstał z krzesła mierząc wrogim spojrzeniem w Terrego:

- Niech zgadnę: jako jedyny masz najlepsze relację z Namtarem, przebiegły Belshatzzarze... Pomyślałeś o przyszłości... Tak, zdominowałeś mnie, bym dzielił się swą wiedzą na temat wydarzeń w Charleston. Więc opowiem. O tak, opowiem! I nie ominę żadnego szczegółu! Uważaj kogo dominujesz, Lunatyku! - Czarodziej zerwał się z miejsca, w przypływie emocji podniósł głos prawie do krzyku.

Przerwał na chwilę swój gorący monolog i usiadł na powrót, próbując się opanować. Nikt wszakże mu nie przerywał, gdyż jego słowa były szokiem dla wszystkich zebranych. Wtem twarz Paula pobladła, a jego włosy zrobiły się w kilka sekund całkowicie białe. Bystre i przepełnione wewnętrzną mocą oczy zaszły bielmem, a z ust Tremera wyciekła delikatna strużka vitae, wsiąkając w zmieniającą kolor brodę i wąsy. Śnieżnobiały zarost powoli stawał się czerwony, gdy Czarodziej wyszeptał plując krwią:

- To niemożliwe... - po czym upadł nieprzytomny na stół, przewracając kielichy oraz flakon wypełniony szkarłatnym eliksirem.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 15 czerwca 2016, 12:32

Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993

Obserwował agonię Czarodzieja całkowicie beznamiętnie, choć z pewną dozą zawodowego zainteresowania. Znał przecież podobne techniki, choć sam zwykle nie używał ich. Wątpił wszakże w to, by Świr mógł znać je także... Choć z drugiej strony, nigdy nie można było być pewnym, jeśli szło o Niewiernych... Gdy Paul upadł wreszcie na stół Morderca przeniósł wzrok na Terrego i odezwał się spokojnie:

- Jeśli coś podobnego przydarzy się komuś w tym pokoju, uznam, że jesteś temu winny. A wtedy prawa tego domu nie ochronią cię przede mną.

Następnie podszedł szybko do nieprzytomnego Tremere i przyjrzał mu się badawczo, szukając śladów uszkodzeń lub oznak rozkładu. Dotknął sączącej się z jego ust czerwieni i sprawdził jej smak. Starał się jednak nie poruszyć ciała, ni nie tknąć go bezpośrednio.

- No to mamy problem, waa faqri* - odezwał się w końcu, podnosząc głowę. - Ten pies leży tu w kałuży krwi, a my jesteśmy jedynymi świadkami...

Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale najwyraźniej rozmyślił się i potrząsnął głową.

- Nie chcę rozmawiać tutaj - rzekł, ponownie zwracając się do reszty. - To nie jest dobre miejsce. Proponuję pogadać, jak stąd wyjdziemy.

Spojrzał na Malkawianina i dodał, uśmiechając się lekko w sposób, który trudno było uznać za przyjacielski:

- Sugeruję, byś mi tego nie utrudniał. Dla twojego własnego zdrowia, Kafir. Od tej chwili chcę cię mieć cały czas na oku. Jeśli spróbujesz oddalić się, uznam, że wszystko co rzekł Czarownik jest prawdą. A to oznacza dla ciebie wyrok śmierci. Hal tafham?** Nie chciałbym cię podziurawić, zanim nie omówimy kilku istotnych dla mnie spraw...

Ostatnie słowa, choć wypowiedziane równie swobodnym tonem jak reszta, nie zdołały całkowicie ukryć swych stalowych kształtów, niosąc w sobie delikatną sugestię sposobu, w jaki Assamita wyobraża sobie przyszłą dyskusję...
Używam Dur-an-ki: Woda Życia:1, by określić następujące rzeczy:
1. Czy krew Tremera jest zatruta?
2. Pokolenie Tremera
3. Jego przynależność klanową (chcę ją potwierdzić).
Informacje, które zdobędę interesują mnie właśnie w tej, a nie innej kolejności.

Poza tym oglądam ciało. Chciałbym wiedzieć, czy Czarodziej jest w torporze czy też jest martwy? Staram się ocenić co się z nim dzieje. Nie dotykam jednak ciała.
Spoiler!
Test Wody Życia ST:6 = 3 sukcesy.
1. Krew nie jest zatruta.
2. Pokolenie VI.
3. To na 100% Tremere.

Ciało nie rozpada się. Czarodziej, albo wpadł w torpor lub stracił przytomność. Nie jesteś w stanie tego ocenić.
Namtar, jak łatwo zauważyć jest aktualnie oazą spokoju. Z każdego jego ruchu przebija samokontrola i opanowanie tak doskonałe, iż wydaje się wręcz nienaturalne. Znacie już zresztą go na tyle by wiedzieć, że tak właśnie zaczyna wyglądać wtedy, gdy zamierza kogoś zabić.
* arab. cholera
** arab. Rozumiesz?
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 15 czerwca 2016, 19:55

Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993

Terry westchnął ciężko i zdjąwszy maskę, przetarł wnętrzem dłoni twarz. Zaczął mówić a jego głos był spokojny, chociaż wydawał się odrobinę niższy niż zazwyczaj.

- Jeśli komuś jeszcze się to przytrafi, może trafić także na mnie. Nie mam z tym nic wspólnego.

Uniósł palec do góry dając znać, że nie skończył, a jednie zbiera myśli. Nie trwało to długo, jednak wystarczająco by magiczną ciszę w pokoju, uczynić jeszcze bardziej dokuczliwą.

- On miał podzielić się z nami informacjami. Kiedy zapytał mnie o przepowiednię nie wiedziałem co odpowiedzieć, bo zwyczajnie nie mam o tym pojęcia. Żadne jego słowo nie było skierowane do mnie a do osoby, którą myślał że jestem. - mówiąc ostatnie słowa, rzucił swą maskę na stół. - Oczywiście rozumiem, że macie do mnie mnóstwo pytań, ale Darth Namtar ma rację. Nie tutaj.

Przez chwilę wyglądał jakby skończył, jednak nim ktokolwiek zdążył zabrać głos dodał w kierunku Łowcy.

- Co do twoich gróźb Duchu z Otchłani, są zbędne. Jestem tą samą osobą z którą tu przyszliście. Nic się nie zmieniło i nie mam powodu ni zamiaru uciekać.

- I nigdy żadnego z was nie okłamałem. - dodał, już do wszystkich.

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 16 czerwca 2016, 11:31

Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993

- Dobrze wyjdźmy stąd - odpowiedziała Viktoria. - Ale co z Tremere? -Zwróciła się w stronę Assamity, który właśnie dokonał ekspertyzy ciała. - Nie rozsypał się, a nie wierzę, że nie jest wystarczająco stary by nie zamienić się na naszych oczach w pył. Musi być w torporze. Pytanie, kto i jak go doprowadził do takiego stanu, jeśli to nie ty Terry - spojrzała się ostro w stronę Świra. - I czy, ktoś zaatakował go teraz czy być może była to bomba o opóźnionym zapłonie. Jeśli zostawimy go tu tak leżącego, będzie to przyznaniem się do zbrodni, której nie popełniliśmy... Jeśli wiemy jaki jest jego stan może możemy mu jakoś pomóc? Nie żebym nagle zapałała do niego miłością ale... Dług wdzięczności też ma swoją cenę...

Zacisnęła pod maską wargi, ważąc sytuację. Terry nie powiedział zbyt wiele na swoją obronę. Wiedziała, że jest coś więcej za jego słowami. Czegoś im nie mówi.

- Co do ciebie Terry chyba nie myślisz że jesteśmy tak głupi i bezrefleksyjni by nie widzieć, że coś przed nami ukrywasz. Może i nas nie okłamałeś. Ale zręczne wybieranie słów i dozowanie informacji też ma swoją niechlubną nazwę.

- Teraz jednak bardziej interesuje mnie czarodziej. Jeśli szybko czegoś się nie dowiemy o jego stanie, trzeba będzie poinformować Redondo o całej sytuacji... Nie widzę innej opcji.

Mówiąc to Lasombra podeszła do ciała Tremere i zaczęła ostrożnie oglądać jego stan.

- Sprawdzę czy mamy tu do czynienia z jakimś rytuałem lub zaklęciem. A ty Namtarze... Czy mógłbyś w miarę szybko i nieinwazyjnie obszukać naszego nieszczęśnika? Może ma przy sobie cokolwiek... Jakiś przedmiot, który miałby związek z zaistniałą sytuacją... Mógłby mi to pomóc w ustaleniu przyczyn. A tobie Terry nie radzę teraz robić żadnych niepotrzebnych ruchów... - Dodała.
MG sprawdzam wpierw śledztwem czy coś zauważę nader osobliwego, potem test inteligencja plus okultyzm na zaklecia i rytuały magiczne. Będę chciała ustalić co się mu stało.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 16 czerwca 2016, 21:23

Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993

Rzeczy które usłyszał Horacy kiedy przekroczyli alkowę pochłonęły go zupełnie. Tutaj było tyle wiadomości, tylce cennych świecidełek i precjozów, że... Tyle, że to wszystko było cholernie niebezpieczne. O tym jak bardzo, miał się przekonać już za chwilę.

Chwilę wcześniej wchodząc do Sali Sępów Nosferatu czuł jakby wlazł w bardzo stary kanał w który niebezpiecznie jest zaglądać bo można łatwo stracić głowę. A co dopiero włazić na całego przed chwila zrobili. Taki rodzaj kanału, który cały pokryty jest rozciągniętymi gęstymi pajęczynami.
Całym mnóstwem pajęczyn. A za którą sieć nie pociągniesz, zaraz czuje to któryś tłustych starych pająków z Sali Sępów. Kim oni do cholery są? Mamy tak: przedstawiciela Giovani... - Szczur wsadził rękę do kieszeni obracając w palcach wizytówkę jaką otrzymał osobiście od prawdopodobnego gracza. Było tam nazwisko i imię. Wystarczyło wyjąć i popatrzeć.

Uwaga Nosferatu znów powróciła do dyskusji prowadzonej przez Tremera. Kartonik z papieru kusił by go wyjąc i teraz na niego popatrzeć. Słowa wyrzucane przez Paula były coraz bardziej ciekawe. Mroziły te z krew w ciele.

A więc ta straszliwa dziura w Terrym to właśnie to. Ojczulek od początku wydawał się niczym dorodne czerwone jabłuszko, z równie dużym toczącym go robakiem od środka jakiego miałem nieprzyjemność spotkać. Malkavianin jest to pełną gębą i do tego dziecko Balli w jednym. Belshatzzar... No, no jednak ma wszystko co mówi ten Czarodziej sens.

"- ...Czemu potraktowałeś w ten sposób naszego dobrodzieja - Powiedziała Victoria - Gdy ten przychodzi do nas z sercem na dłoni? Nie wnikam w wasze porachunki, ale przyznasz, że bardzo nieprzyjacielsko wystawiłeś się do niego plecami. Trzeba przyznać, że przekazał nam wiele informacji, które potrzebujemy w naszej misji. Czyż nie szlachetnie jest to docenić?"

Chwilę później Cordwood spłynął w fotelu, zalany własną krwią.

Merde, no to go ktoś właśnie wyjątkowo szlachetnie docenił. - Horacy łypnął okiem na Ojczulka Terrego. Czy raczej na Belshatzzara. Może bardziej na syna Bali. Na wariata.

Zapadła nerwowa cisza, w czasie Namtar oglądał ciało a Horacy postanowił przyjrzeć się bliżej fotelowi i miejscu na którym siedział Czarodziej w nadziei, że coś może naprowadzi go na sprawcę zbrodni. Przez moment chciał zażartować, że stary Tremer pewnie zadławił się ciastkiem ale widząc posępne miny pozostałych szybko zmienił zamiar.

- Czy możesz... Namtarze powiedzieć coś więcej o krwi jaka była w pucharze. Może to tamtą drogą coś Tremera... - zapytał cicho kręcąc się w zamyśleniu wokół Crodwooda.

Na wejściu do Sali Sępów wariat częstował wszystkich wchodzących podejrzaną czerwoną pigułą. Może jednak trzeba było ją przekąsić, żeby teraz móc jakoś ogarnąć to całe zamieszanie. Może wszyscy powinni sobie strzelić po jednej. Ehh...to wszystko jest chyba jednak ponad moje nerwy.
Spoiler!
Poproszę o test śledztwa na miejscu zbrodni, może coś mój genialny Horacy wykmini.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 17 czerwca 2016, 12:02

Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993

Słowa wiekowego czarownika nie zrobiły na Hindusie wrażenia. Właściwie z czasem wszystko co słyszał z ust mieszkających na zachodzie przestawało mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie. Rewelacje o krwi, która łączyła Malkavianina z Assamitą nie była żadną rewelacją. Różne osobowości Terrego też dało się zauważyć wcześniej. Czasem mówił coś zupełnie wyrwanego z kontekstu, pewny siebie i zdecydowany by zaraz potem wydawać się zagubiony, jakby urwał mu się wątek. Darshan wiele razy widział podobne objawy podczas rytuałów i praktyk prowadzących do opętania. Ciemna strona też nie budziła w nim lęku, cieszył się kiedy w jakiś sposób przejawiała się w otoczeniu, wtedy bardziej ufał rzeczywistości.

Kiedy Tremer padł plackiem w kałuży własnej vitae. Darshan nie umiał powstrzymać uśmiechu rozbawienia. Chwilę przed tym zastanawiał się, czy on kiedyś przestanie gadać.

- Nie był to pierwszy ani ostatni, który uraczy nas paranoicznymi rewelacjami na temat czy to Atra-hasisa czy też naszego małego grona. Oczywiście o ile dobrze rozumiem wasze zwyczaje powinniśmy poinformować Redondo, że ktoś właśnie pogwałcił prawa tego elizjum. Myślę, że jest na tyle rozsądny, że będzie dla niego oczywiste, że takie wyczyny jak to co właśnie zaobserwowaliśmy leżą poza naszymi możliwościami.

Chyba, że sam zaplanował tę scenę - dodał w myślach. Chciał się także podzielić inną obserwacją ale nie uważał aby to było dobre miejsce, moment też wcale nie wydawał się dużo lepszy. Jeżeli Redondo tak szybko i łatwo zdjął tak potężną klątwę ze swojego drogocennego pergaminu, to albo władał bardzo potężną magią, demonicznej natury albo klątwa była nałożona na jego prośbę, przez istoty władające potężną magią demonicznej natury. Była oczywiście także możliwość, że był totalnie szalony albo zmyślił całą historyjkę, żeby zrobić lepsze wrażenie, czy też sprawdzić reakcję koterii, ale te ostatnie możliwości zdawały się zbyt mało dramatyczne w stosunku do atmosfery panującej w Charlestone.

Wewnątrz Darshan pozostawał wciąż niewzruszony, spokojny i pełen ufności, że ani Shiva ani Kali nie sprowadzili go tutaj zupełnie bez przyczyny i że skoro ich koteria przekroczyła progi tego domu zamaskowanych, wieloletnich kłamców, to że tędy istotnie biegnie ścieżka prowadząca ich do celu. Przez chwilę zastanawiał się, czy inni członkowie elizjum potrafią jeszcze mówić prawdę, dostrzec prawdę, czy odróżnić ją od własnych, setek lat pielęgnowanych kłamstw. Podejrzewał, że najprawdopodobniej nie. To musiała być naprawdę smutna egzystencja. Mimo, że sami sprowadzili na siebie taki los, poczuł przejmujące współczucie.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 17 czerwca 2016, 15:47

Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993

Przeszukując szatę nieprzytomnego Paula, Namtar w jednej z kieszeni znalazł kopertę z listem. Okazało się, że Tremere w kieszeniach nie miał nic więcej. Na szyi wisiał złoty amulet w kształcie trójkąta z zwiniętym wężem wewnątrz. Assamita szukając innych przedmiotów przyjrzał się dokładnie pierścieniom na palcach, zdając sobie sprawę, że ich znaczenie jest zrozumiałe tylko dla samego Paula.

- Krew jest w porządku - odpowiedział smakując czerwonego płynu z kielichów - W nim też. Szóstka.

W tym czasie Victoria zaczęła czytać zawartość koperty.

Treść listu:

Drogi bracie,

zdecydowałem się napisać gdyż jestem w posiadaniu informacji, które dotyczą się twojej i mojej przeszłości. Chciałbym zaznaczyć, że mój wkład w odbudowę rodziny Kapetyngów i jej ochronę przed członkami Sabatu powinien być dostatecznym dowodem na to, że jestem po Twojej stronie. To sam Tremere rozkazał mi zająć się Francją pamiętasz? Dał mi wolną rękę w gestii wszelkich działań, które miały pomóc klanowi w zdobywaniu potęgi i władzy. Wtedy byłeś młody i nie doceniłem Cię, podobnie jak nie doceniłem Templariuszy. Teraz wiem, że byli wspierani przez Przebudzonych z Niebiańskiego Chóru. Jestem Ci winien władzę nad tronem Francji, dlatego zdecydowałem się na bezpośredni kontakt, albowiem pojawiła się szansa na realizację twoich marzeń. Wiem, że masz kontrolę nad ludzkimi zasobami w całej Francji, a Twój ludzki potomek, może objąć najwyższy urząd w tym kraju. Jedyną przeszkodą, która oddziela go od tej znakomitej przyszłości są Degeneraci.

Książę Strasburga, Kiasyd o imieniu Marconius, zamierza zmienić swoją taktykę. Jak wiesz to bardzo tajemniczy i stroniący od polityki gentleman. Moi uczniowie, zaangażowani w działania Sabatu w Europie przekazali mi, iż Marconius zaczął regularnie spotykać się z członkami swego byłego klanu. Jak sam rozumiesz to bardzo kuriozalne, zważywszy na jego upodobanie do niezależności, któremu hołdował przez ostatnie setki lat. Lasombra oczywiście oficjalnie wszystkiemu zaprzeczają. Plotka ta jednak wydała mi się na tyle ciekawa, iż osobiście udałem się do Strasburga, by sprawdzić jej źródło. Dzięki rytuałom, które odprawiłem na miejscu, wiem co naprawdę planuje Europejski Sabat.

Spieszę Cię poinformować o pewnym drobiazgu, który może odmienić sytuację polityczną twego rodu. Szykuje się bowiem ofensywa mająca na celu obalenie obecnego Księcia Paryża, Toreadora Francisa Villona. Pozwól jednak, że zacznę od początku. Jeden z Arcybiskupów postanowił zajrzeć do prywatnych archiwów Marconiusa, w poszukiwaniu informacji mogących pomóc w przejęciu Paryża. Ze Sfory Sabatu jaka wdarła się do siedziby Kiasyda przetrwał tylko Silvester de Ruiz, zwany Lordem Cieni. Udało mu się uciec wraz z wiedzą jaką zdobył i myślę, że dzięki niej jeszcze nie stracił swojej pozycji w Mieczu Kaina. Obaj wiemy, że Lasombra od czasów średniowiecza zostawili w spokoju Marconiusa, zakazując członkom swojego klanu jakikolwiek kontaktów z Kiasydem. Strażnicy widocznie zmienili politykę uznając samotnego władcę za łatwy kąsek, zaraz po rewelacjach których dostarczył im Arcybiskup. Przywódcy zamierzający uderzyć w Francisa rozsiali więc plotkę o jego rzekomej współpracy z nimi. Pogłoska ta rozeszła się lotem błyskawicy po obu stronach barykady. W tej chwili wiedzą o niej wszyscy w Sabacie oraz Książęta Camarilli, którzy rządzą w pobliżu Strasburga.

Tak więc, jak sam rozumiesz Marconius nie prowadzi rozmów z Sabatem, lecz z uwagi na krążące wśród Rodziny niechlubne pomówienia, został zmuszony do obrony. Silvester odkrył potężną broń, którą Kiasyd trzymał w swoim schronieniu. Jest nią przedstawiciel zapomnianego bloodline'u, który walczył w ataku na Kartaginę. Sfora Sabatu natknęła się na zakołkowane ciało leżące w laboratorium Marconiusa. Jeden z członków sfory wyciągnął kołek z serca, nie zdając sobie sprawy z tego co uczynił. Gdy wojownik obudził się, wszyscy w pomieszczeniu odeszli do przeszłości, a sam Lord cudem uciekł dzięki wsparciu Cieni z Otchłani. Silvester jest pewien, że Władca Strasburga jest dalej w posiadaniu ciała.

Marconius obwarował się w swojej twierdzy oczekując ataków ze strony Camarilli i Sabatu, lecz cios przyszedł z zupełnie innej strony. Assamita Tariq, diabolista z Czerwonej Listy, którego nauczyłem kilku sztuczek podczas Rewolty Anarchistów odwiedził Kiasyda. Doprawdy nie wiem, co robił tam ten niesławny Zabójca, jednak nalegam, byś zachował ostrożność. W każdym razie nie dopiął swego. Marconius uciekł przed nim korzystając z swojej unikalnej Dyscypliny.

Otoczony przez Camarillę, Sabat i Tariq'a, Marconius, postanowił udać się do Stanów, a dokładnie do Charleston w Wirginii Zachodniej. Obecnie znajduje się tam Elizjum dla Starszych, gdzie niebawem rozpocznie się gra o zakołkowane ciało. Exlasombra wie, że potrzebuje politycznego wsparcia i rozgłosu wśród Starszych. Redondo i jego Sala Sępów działa w dość wyjątkowy sposób i jak mnie pamięć nie myli, ten który wygra nagrodę jest na świeczniku przez pewien niedługi czas. Cóż bowiem znaczą trzy miesiące w obliczu wieczności jaką posiadamy? Choć z drugiej strony, dla zdolnego polityka, mogą znaczyć bardzo dużo... Fundator nagrody, zyska więc zrozumiały prestiż wśród Starszych. Marconius postanowił nie trzymać ciała w swoim schronieniu, wybierając inny kontynent. Walka o nie będzie trwała z daleka od jego domu, a przy okazji pozwoli mu zdobyć atuty, bez których nie przetrwa.

Sabat oczywiście wyśle do gry swoich przedstawicieli, podobnie Camarilla, gdy tylko Wewnętrzny Krąg dowie się o jaką stawkę będą walczyć Starsi. W tym miejscu chciałbym przejść do spraw, które interesują Cię osobiście. Albowiem, jak sądzę, możemy wspomóc się nawzajem, ku obopólnej korzyści. Nalegam więc, byś udał się do Sali Sępów i wsparł działania Sabatu. Gdy tylko Lasombra zdobędą ciało, wykorzystają unikalne zdolności pradawnego wojownika do zniszczenia Księcia Paryża. A gdy Francis Villon upadnie, z moją pomocą odbudujesz potęgę swojej rodziny.

Z wyrazami szacunku

Goratrix


Spoiler!
Test Wiedzy Okultyzm ST:9 = 3 sukcesy. W Twojej ocenie Paul padł ofiarą jakiejś potężnej mocy. Niczego podobnego nigdy nie widziałaś, ani nie czytałaś o tym. Podejrzewasz magię Przebudzonych Magów, gdyż nie dało się wyczuć żadnych zmian magicznych w otoczeniu. Uderzenie przyszło z niewidocznej dla oka strony.

Test Wiedzy o Sabacie ST:8-1(za znajomość Lasombra) = 7. Wypadają 2 sukcesy.
Arcybiskup Silvester de Ruiz to stary Lasombra doskonale władający Sferą Mroku. Obecnie aktywny. To przez niego zginął Twój stwórca. Silvester był tym, który posłał Sforę Sabatu do domu Richarda.
Spoiler!
Test śledztwa ST:9 = 2 sukcesy. Z Nadwrażliwością 5 nie wyczułeś żadnych zmian w otoczeniu. Tak jakby nikt w pokoju nie użył żadnej magii. Uderzenie przyszło z niewidocznej dla oka strony.

Ekwipunek Tremera nie jest magiczny.

Test Wiedzy o Sabacie ST:8 = 1 sukces.
Arcybiskup Silvester de Ruiz to stary Lasombra doskonale władający Sferą Mroku. Obecnie aktywny.
Spoiler!
Ekwipunek Tremera nie jest magiczny.

Test śledztwa ST:7 = 5 sukcesów. Ciało jest nienaruszone z zewnątrz, chociaż nie rozbierałeś Tremera. Krew przestała wyciekać z ust, jednak po dłuższych oględzinach dochodzisz do wniosku, że Paul nie wpadł w letarg. Jest po prostu nieprzytomny. Nie wiesz co sprawiło, że zemdlał. Nie jesteś w stanie ocenić kiedy może odzyskać świadomość.
Victoria da każdemu z was list do przeczytania. Co robicie dalej, po zdobyciu nowej wiedzy?
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 20 czerwca 2016, 13:16

Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993

- Czarodziej jest nieprzytomny - zameldował, kończąc oględziny ciała Tremere - Nie poszedł w torpor. Nie ma przy sobie nic magicznego... Sugerowałbym odłożyć list na miejsce i spróbować ocucić faceta. Lepiej, by nikt nie wiedział, że znamy treść jego korespondencji. Takie rzeczy bywają niezdrowe.

Zastanowił się przez chwilę, analizując różne opcje. Jego umysł pracował szybko, starając się znaleźć najlepsze możliwe rozwiązanie tej sytuacji. Choć w zasadzie wolałby mieć przed sobą sforę Sabatu. Albo nawet Christiana Paina. Rozumiał konflikty tego rodzaju... Podczas gdy ta gra tutaj, w Domu Kłamstwa, zdawała się mieć zupełnie odmienne i niepojęte zasady, których istnienie mógł jedynie przeczuwać. Wszystko to przypominało mu walkę z zasłoniętymi oczyma. Nie, by ta technika była mu zupełnie obca - był wszakże jednym z cieni i umiał poruszać się w mroku... Niemniej zawsze miał wrażenie, że mógłby być w tym dużo lepszy. I że ci, którzy przez stulecia ćwiczyli się w tym kunszcie pozostawiają go daleko z tyłu...

- Możemy też zostawić go jak jest i zawiadomić tego Degenerata - odezwał się wreszcie. - Ale wtedy na pewno pojawią się problemy. A ja nie jestem w stanie przysiąc, że nikt z was nie użył jakiś zdolności by położyć tego psa...

Nie spojrzał na Terrego. Nie musiał. Wszyscy obecni i tak wiedzieli, kogo Morderca ma na myśli.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 21 czerwca 2016, 10:35

Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993

Horacy wziął list do ręki i zamknął swe martwe oczy, skupiając uwagę wyłącznie na odczuciach i obrazach jakie pojawią się w jego umyśle. Przez pierwsze sekundy nic się nie działo. Przelotnie zarejestrował obraz Paula siedzącego samotnie w czarnym skórzanym fotelu. Pomieszczenie rozświetlone było jedynie przez blask płomieni, tańczących we wnętrzu stylowego kominka. Tremer trzymał ręku list...

Obraz rozpłynął się w ciemności. Chwilę później Nosferatu usłyszał dźwięk spadających kropel. Poczuł jak dłonie robią się ciepłe, a przed oczyma zatańczyły litery teksu napisanego przez Goratrixa. Znaki lśniły krwistym blaskiem. Niespodziewanie fala gniewu przelała się przez umysł Horacego, a wizja przybrała obraz gęstej ciemnoczerwonej mgły, która wirowała w szalonym tańcu. Po chwili zaczęły się z niej wyłaniać kolejne obrazy. Ujrzał Paula stojącego w cieniu młodego przystojnego mężczyzny. W tle płonęła Wieża Eiffla, a płomień wznosił się do samego nieba, podobny do jasnej włóczni, przebijającej welon ciężkich, czarnych chmur wiszących nad miastem.

Wtem wyczuł czyjąś obecność... Skupił swą uwagę, by znaleźć źródło, lecz nie potrafił dokładnie zlokalizować celu. Coś lub ktoś przypatrywał mu się uważnie i odniósł wrażenie, że znajduje się wszędzie. Za nim i dookoła... Natychmiast otworzył oczy i rzucił list na blat stołu. Uczucie jednak nie zniknęło.

- A więc poznałeś mój plan. Gratuluję sprytu i przebiegłości Starszy Nosferatu. Nie pozostaje mi nic innego jak zapytać wprost: Zamierza pan użyć tej wiedzy przeciwko mnie, czy też może znajdziemy nić porozumienia? - głos Goratrixa przeszył umysł Horacego niczym strzała, która dosięgła bijącego serca.

Horacy poczuł jak fala strachu przebiega przez jego ciało. Co prawda nie miał pojęcia kim był Goratrix z Sabatu ale sama jego znajomość z Tremere, tym Tremere budziła falę lęku.

Oczywiście paktowanie z diabłem to rzecz nader licha, karana śmiercią. Stary Szczur maił też dwie setki lat by się napatrzyć na to jak wygląda działalność Sabatu. Co się dzieje kiedy napadają na miasto. Sam nie wiedział w którym momencie przestał liczyć tych których znał, a którzy polegli w taki czy inny sposób z rąk sekty. Nie oszczędzano nikogo kto wpadł w ich ręce, nie było na co liczyć...

- Zatem szczerość za szczerość. Jestem osobą, która poważnie traktuje swoje obietnice i zobowiązania. I niestety spłacam jedną wobec Red Wisdoma. Taką która może kosztować mnie wszystko ale... Zdawałem sobie z tego sprawę od samego początku, więc wszelkie porozumienia dotyczące kwestii związanych bezpośrednio z realizacją testamentu, odpadają.

- A więc to prawda, wielki król jest martwy. Jeżeli był twoim zaufanym przyjacielem, przyjmij proszę moje kondolencje. To niewątpliwie ogromna strata dla naszego rodzaju. Kolejne lata grzebią w otchłani starożytną wiedzę i nasze nieumarłe ciała, zmieniając to co dla nas wartościowe, w nic nie znaczący pył. Zgodzi się pan chyba, że powinniśmy opiekować się reliktami przeszłości... Któż, jeśli nie my zna ich prawdziwą wartość? A więc w jaki sposób wszedł pan w posiadanie listu? Gdzie jest Paul?

- To faktycznie wielka strata również dla mnie osobiście. Dziękuję za kondolencje. Tym bardziej niepokoje się o przyszłość o reliktów w czasach kiedy tak bezpardonowo traktuje się je dzisiaj. Wiedza i informacja to z kolei bardzo potężne narzędzie i jak to mówią prości ludzie z ulicy "nie jest to rzecz tania".

Horacy zdawał sobie sprawę, że ta całą rozmowa, wraz z wszelkimi szczegółami, może zostać po prostu wydobyta z niego. Prowadzenie dyskusji przypominało balansowanie na linie przy czym po obu końcach liny znajdowali się skrajnie niebezpieczni ludzie. Z jednej Sabat a z drugiej jego właśni sekciarze. Obaj uzbrojeni byli w kije. Naprawdę solidne pały, mogące posłużyć również jako kołek.

- Ta rozmowa jest bardzo niebezpieczna w tym momencie. Dla nas obu...

- To było ostrzeżenie, czy groźba?
- zapytał Goratrix nie kryjąc rozbawienia. - W każdym razie nie wywinie mi się pan tak łatwo... Wciąż nie usłyszałem odpowiedzi na moje pytania. Jeśli nadal każe mi pan czekać rozmowa ta stanie się z pewnością niebezpieczna. Lecz nie dla mnie... - w ostatnich słowach potężnego Czarodzieja skrywała się pewność, która zmroziła serca Nosferatu.

Gdyby serce Horacego działało jak ludzkie pewnie właśnie miałby stan przedzawałowy. A biorąc pod uwagę jego zaawansowany wiek pewnie byłoby jeszcze gorzej...

Z drugiej strony miał wrażenie, że znowu ktoś go poniewiera. Najpierw w Elizjum starsi, potem z Camarilli Archont, zaraz zaraz... Czy w międzyczasie nie był jeszcze ktoś spoza sekty kto kazał mu pełzać po asfalcie? A teraz jeszcze Sabat. Zaczynał... To samo, znowu. Miał wrażenie, że gdyby zgasił światło to nie byłby w stanie poznać kto go tarmosi tym razem. Wszyscy byli podobni w pewien sposób. I każdy z nich był ekstremalnie potężny, co tylko utwierdzało Horacego, że zostanie przez któregoś z nich zniszczony. I to na pewno. Jedyne co Szczur może zrobić to wybrać sobie z czyich rąk owa niechybna śmierć nadejdzie.

Szczur zaczynał mieć serdecznie tego dosyć. Żałował, że nie był takim tłuczkiem jak na przykład Namtar. Dla niego świat był nieskomplikowanym miejscem pełnym prostych decyzji.

- Przepraszam w takim razie jeśli nie wyraziłem się jasno ale jestem gotów... nawet umrzeć jeśli taka będzie konieczność. Siłą rzeczy groźby na mnie nie działają. Dług musi być spłacony. Proszę nie brać tego do siebie panie Czarodzieju ale nie interesują mnie też wasze dziwaczne gry. Interesuje mnie rozwikłanie zagadki zabójstwa Atra-Hasisa. Proszę zatem decydować czy zaczynać zabijanie czy rozwijać kwestię nici porozumienia. Jestem gotów.

- Przyznam, ze nieco zaskoczyła mnie pańska odpowiedź... -
odparł Tremer ze szczerym zdumieniem. - Rozumiem, że jest pan nieco zdenerwowany. Proszę jednak spróbować się uspokoić i odpowiedzieć na moje proste pytanie. To pan pierwszy użył słowa niebezpieczne, którego ja unikam podczas rozmów z innymi członkami Rodziny. To źle wróży...

- Godnym naśladowania jest spłacać długi i z tego, co wywnioskowałem stary król był kimś istotnym dla pana. Można więc tylko pozazdrościć mu tak wiernych przyjaciół. Wzmianka o umieraniu jest również dość dramatyczna, lecz nie widzę potrzeby uciekania się do tego. Zapewniam, iż nie jestem osobą która zamierza przeszkadzać panu w osobistym śledztwie. Życzę powodzenia i udanych łowów. Jednakże zajrzał pan do mojej korespondencji i nie spocznę póki nie dowiem się, dlaczego tak się stało. Czy wyraziłem się jasno i klarownie?

- Wracając więc do sedna interesującej mnie sprawy. Gdzie jest Paul? Skąd pan ma mój list? Dlaczego dalsza rozmowa miałaby stanowić problem? Uporczywie odmawia pan odpowiedzi na pytanie, czy zachowa pan dyskrecję w kwestii moich planów. A przecież wiem, że jest pan pierwszą osobą, która zaczęła badać moją prywatną korespondencję. Dlaczego nie chce mi pan odpowiedzieć na te pytania? Ktoś pana obserwuje? Nie jest pan sam?

- Odpowiem na kilka pana pytań jako akt dobrej woli z mojej strony. Zajrzałem do tej korespondencji szukając czegoś zgoła innego. Czegoś w sprawie śledztwa. List mam od Paula, który był na tyle nieuważny, że go stracił. Nasza rozmowa jest niebezpieczna, ponieważ znajduję się w miejscu gdzie tego typu praktyki są zakazane i może pan ściągnąć niepotrzebne problemy na mnie, na Paula i na list.

- Owszem mógłbym obiecać, że nie wyjawię sekretu korespondencji i wiem że dotrzymałbym słowa, ponieważ jak pan widzi jestem osobą honoru i nie łamię danych obietnic. Ale przecież obaj doskonale wiemy, że to nie będzie satysfakcjonujące dla pana. Jeśli plan się powiedzie, co jest mi obojętne, nie pozwoli pan sobie na zostawienie przy życiu jedynego świadka mogącego wyjawić sekret o charakterze znajomości pewnych dwóch Czarodziejów. Stawka byłaby zbyt duża, obaj o tym dobrze wiemy. Jednak... myślę, że jest pan osobą honorową na tyle by obiecać mi, iż żaden z pana siepaczy celowo nie zostanie przysłany przed upływem końca mojego śledztwa. Tyle chyba pan wytrzyma a kto wie może nie dożyję do jego końca, tym samym nawet nie będzie pan się musiał fatygować. Proszę mi to obiecać a zdradzę panu odpowiedź na pana ostatnie pytanie, czyli co ostatnio słychać u pana przyjaciela Paula.


W umyśle Horacego przez chwilę panowała cisza. Goratrix nie odzywał się, jakby czekając na dalsze słowa Nosferatu. W końcu jednak rzekł:

- Jestem w stanie zrozumieć, iż zajrzał pan do mojej korespondencji szukając wskazówek odnośnie śledztwa. Jak rozumiem wpierw zapoznał się pan z treścią listu, a następnie użył mocy Astralnego Dotyku. Nie do końca więc mogę wierzyć w pańską szczerość. Dlaczego użył pan Dyscypliny znając informacje zawarte w liście? W mojej ocenie doskonale wiedział pan, że moja korespondencja nie ma nic wspólnego z śmiercią króla. Kieruje panem ciekawość, typowa dla Klanu Ukrytych i nie oparł się pan pokusie zdobycia rzadkich informacji. Nie jest pan pierwszym Nosferatu, który próbował... - Tremer nie krył rozbawienia.

- Dlaczego obawia się pan kary za złamanie zasad Elizjum? Przecież w domu Redondo nie panują żadne zasady. Wszystkie chwyty są dozwolone i stali bywalcy doskonale o tym wiedzą. Musi być pan tam pierwszy raz... Zdaje pan sobie sprawę, że to miejsce odwiedzają ci, którzy pamiętają czasy przed powstaniem Camarilli? To nie Redondo stworzył Elizjum, lecz jego goście. Bez nich Toreador byłby nikim. To właśnie pierwsza elita, która zagląda tam do dzisiejszej nocy, ustaliła zasady. To miejsce stanowi Camarillę - w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Nie sądzę by było ono panu wiadome. Radzę wszakże poszukać. To po hiszpańsku... Cóż, wiedza to potęga, jeśli oczywiście umie się ją wykorzystać... Niech nie myśli pan, że nikt nie używa tu zdolności które drzemią w naszej krwi. Pozostali wiedzą, jak czynić to w odpowiednio dyskretny sposób, by uzyskać przewagę nad nowymi osobami. Takimi jak pan... Przegrywa ten, który okaże się na tyle niezgrabny, że da się przyłapać. Lub na tyle naiwny, by stosować się do zasad, gdy nikt nie patrzy...

- Wie pan dlaczego nie przyłączyłem się do Camarilli? Wybrałem wolność i niezależność. Wartości bliskie sercu każdego prawdziwego uczonego. Sposób w jaki pan myśli utwierdził mnie niestety kolejny raz w przekonaniu, że Camarilla wymaga wiary całkowitej, bezkrytycznej i nie zmąconej bynajmniej samodzielnym myśleniem. Nawet nie jest pan świadomy istnienia perspektywy poza prawami ustalonymi przez Książąt. Zastanawiał się pan dlaczego Camarilla ma tyle zasad? I komu naprawdę są potrzebne? Ile kłamstw powiedzieli panu o Sabacie? Jest pan na tyle naiwny, by sądzić że władze Camarilli przestrzegają własnych ustaleń? Czy zdaje pan sobie sprawę, że w Mieczem Kaina steruje intelektualna elita, której celem bynajmniej nie jest mordowanie wszystkiego wokół? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi, prawda? Sądzę, że jako Nosferatu powinien pan poszukać ich. Przynajmniej niektórych... To w jaki sposób pan myśli jest zdeterminowane wiedzą, którą pan posiada. Camarilla to sposób myślenia, który jest potężniejszy niż efekty Dominacji. Chociaż znam takich, którzy twierdzą, iż za tą ideą stoi sam Ventrue. Jeśli ktoś jest dostatecznie bystry, szybko pojmie, iż może dowiedzieć się tylko tego, na co pozwolono. Tylko Malkavianie zdają się to rozumieć, lecz są zbyt szaleni by tej wiedzy użyć. Nie należy wszakże być naiwnym. Uczestniczy pan w Jyhadzie, czy tego chce czy nie. Wystarczy, że powtarza pan bezrefleksyjnie to, czego pana nauczono...

- Jednak wiem już wszystko, co chciałem wiedzieć. I nie potrzebuję od pana dalszych "aktów dobrej woli". Ta rozmowa była szansą dla pana, nie dla mnie... Cóż, myślę, że teraz zajmę się sprawą w nieco inny sposób...

Połączenie telepatyczne zostało zerwane przez Goratrixa.
Treść dialogu zna tylko Horacy. Żadna z osób w pomieszczeniu nie jest świadoma tego co się dzieje. Proszę o uwzględnienie tego w odgrywaniu postaci.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 21 czerwca 2016, 12:02

Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993

Assamita dalej przyglądał się ciału nieprzytomnego Tremerea zastanawiając się kiedy Paul odzyska świadomość. Horacy siedział w milczeniu na fotelu, jakby nad czymś się mocno zastanawiał. Kilka minut później wszyscy zebrani poczuli obecność. Na tle karmazynowej zasłony, pojawiła się postać mężczyzny odzianego w szatę magiczną z widocznymi Taumaturgicznymi symbolami. Czarodziej lewitując w powietrzu zaczął powoli sunąć w kierunku siedzących przy stole członków koterii. Goratrix odezwał się pierwszy:

- Witam. Zdecydowałem się odpowiedzieć osobiście na zaproszenie obecnego tu Nosferatu. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? Przyszedłem jedynie po Paula. Proszę, odsuńcie się od ciała - rzekł spokojnym tonem.

[center]Obrazek[/center]
Nikt z was nigdy nie widział Goratrixa osobiście, jednak wszyscy natychmiast rozpoznajecie z kim macie do czynienia. Jego twarz przewijała się w pierwszych obrazach przedstawiające początki projektu Elizjum. Zdajecie sobie sprawę, że Czarodziej pojawił się używając mocy Podróż Astrala (Nadwrażliwość 5).
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 21 czerwca 2016, 13:07

Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993

Viktoria podeszła do ciała Tremere z bardzo zafrasowaną miną. Według jej wiedzy, Paul musiał paść ofiarą jakiejś potężnej mocy, której pochodzenie nie było znane wampirzycy. Nigdy nie widziała niczego podobnego. Znała wiele rytuałów, ksiąg i tajemnych zaklęć, lecz to... Nigdy nie czytała ani nie słyszała o czymś podobnym. W pewien sposób nie dziwiło ją to. Przecież nie znała tajemnic, którymi władali Starsi. Część ciemności w jej żyłach oddałaby wszystko, co pozostało za tajemną wiedzę o zaklęciach, wezwaniach i zakazanych rytuałach. Nie oznacza to, że chciałaby ich użyć, by kogoś skrzywdzić. O nie! Lecz dla samej wiedzy... Samej wiedzy.

Jej umysł pracował gorączkowo, przypisując fakty do informacji, które posiadała, gdy Assamita podał jej list. Przeczytała go szybko, skanując jego zawartość w poszukiwaniu jakichkolwiek zagadnień związanych ze śledztwem. Nic jednak nie znalazła... Mnóstwo informacji. Niebezpiecznych. Lepiej go odłożyć i zapomnieć, że kiedyś się go widziało. Do momentu, gdy będą przydatne, oczywiście.

Jej uwagę przykuło jednak jedno nazwisko... Silvester de Ruiz. Arcybiskup sabatu. Diabeł, Mistrz Sfery Mroku, który dawno już zaprzedał duszę Cieniom z Otchłani. Rzeźnik. Oprawca. Bestia. Morderca. Morderca jej Stworzyciela i Nauczyciela. Viktoria poczuła wzbierającą falę gniewu i niemal zaczęły drżeć jej ręce. Miłość i Szacunek, jakimi darzyła Richarda, były wielkie. A żal i gniew do tej pory nieukojony. Sylvester był tym, który posłał Sforę Sabatu do ich domu. To przez niego musiała się kryć i uciekać. To przez niego straciła wszystko, co było dla niej ważne. Podała zamaszystym ruchem list kolejnej osobie, nie za bardzo zwracając uwagę, kto pierwszy wyciągnął po niego ręce. Dłonie zacisnęła w pięści, próbując przemóc wszechogarniającą żądzę pomszczenia stwórcy i posłania wszystkiego w Czarną Otchłań. Gniew tylko karmił mrok w jej żyłach. A pragnienia podsycały płomienie, tlące się w sercu Lasombry.

Zamknęła oczy i pozwoliła ogarnąć się ciemności. Powoli, wyuczoną techniką medytacji, z wizualizowała sobie, że wchodzi do Czarnego Oceanu. Poczuła, jak fale otaczają ją i harmonizują swym kojącym ruchem. Furia i wściekłość przyćmiewająca jej zmysły powoli odchodziły w dal, wraz z kolejnymi falami obmywającymi jej ciało. Spokój powrócił do jej umysłu. Jednak Czarny Ogień żądzy zemsty wciąż tlił się na dnie już spokojnego oceanu myśli.

- Czarodziej jest nieprzytomny - zameldował Namtar - Nie poszedł w torpor. Nie ma przy sobie nic magicznego... Sugerowałbym odłożyć list na miejsce i spróbować ocucić faceta. Lepiej, by nikt nie wiedział, że znamy treść jego korespondencji. Takie rzeczy bywają niezdrowe.

- Zgadzam się - odpowiedziała Viktoria - Nie znam dyscyplin ani magii, które zadziałały na Tremere. Muszą być daleko poza moim zasięgiem. Oznacza to, iż ktoś o wile starszy ode mnie pogrywa sobie w grę. Może ma ona związek z tym listem... - rozejrzała się za znalezionym w szatach Paula świstkiem. Trzymał go Horacy, siedzący jakby w stanie nagłej niemocy w fotelu.

- Horacy? Wszystko w porządku? - Podeszła do Szura lekko zaniepokojona. Nie wiedziała, czy są następni w kolejce, a Nosferatu nie wyglądał za dobrze.

Nagle poczuła silną obecność. Rozejrzała się raptownie po pokoju i spojrzenie jej padło na karmazynową zasłonę. Coś lekko zadrżało na krawędzi wzroku. Zaczęło kondensować swoją postać, a Viktoria poczuła, jak ściska jej się gardło. Czyżby oprawca Paula postanowił przybyć do nich osobiście? Niezależnie od tego, co się stanie, nie miała zamiaru być dla niego łatwym kąskiem. Skoncentrowana na przybywającej postaci skupiła całą swoją świadomość i uwagę na tym, co się działo. Taumaturgiczne symbole zaczęły pojawiać się i błyszczeć na szacie pojawiającego się mężczyzny, lewitującego w przestrzeni. Ha! A więc kolejny Tremere. Chyba ktoś tu walczy o zabawki w piaskownicy. Viktoria wiedziała, że tylko wysoka znajomość dyscypliny Nadwrażliwości umożliwiała komuś taką podróż astralną.

- Witam. Zdecydowałem się odpowiedzieć osobiście na zaproszenie obecnego tu Nosferatu. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? Przyszedłem jedynie po Paula. Proszę, odsuńcie się od ciała - rzekł spokojnym tonem.

Viktoria przyjrzała się dokładnie postaci. Goratrix!? Niemożliwe... Co on tu robi? Zaraz. List. Był podpisany jego imieniem. Zupełnie zignorowała to, toczoną przez ją żądze i gniew. Zaproszenie Nosferatu? Viktoria spojrzała się pytająca w stronę Szczura, który zdawał się już trochę bardziej obecny. Czyżby kolejny z koterii nie był tym, za kogo się podaje? Skąd oni się znali? No pięknie... Ciekawe co będzie dalej.

- Witamy. Nie przeszkadzasz, wprost przeciwnie. To zaszczyt spotkać cię osobiście. Wygląda na magię Przebudzonych - skinęła głową w stronę ciała Paula, odpowiadając równo spokojnie. Goratrix to jeden z Siedmiu, jego potęga, moc i wiedza były poza zasięgiem Viktorii. Choć nie obraziłaby się trochę z niej uszczknąć... Nie miała zamiaru stawać mu na drodze. Jeżeli tylko on sam nie miał zamiaru stawać na drodze im. Wcześniej, jeszcze kilka dni temu może zapłonęłaby świętym gniewem na widok tego sabatnika... teraz... teraz już wiedziała, że prawdziwe jest to co dzieje się poza teatrzykiem Camarill i Sabatu. To, co jest ustalane przez tych, którzy są ponadto. Reszta zdarzeń to tylko kręgi na wodze. Camarilla i jej szczytne cele, w które kiedyś wierzyła... Sabat i ich niemoralne, bestialskie zachowanie... Wszystko to przestało mieć swą wartość i obiektywność. Viktoria budowała na nowo swój stosunek do obydwóch organizacji. Choć winiła Psy Sabatu za stratę Rodzica... wiedziała również, że Camarilla nie kiwnęła nawet palcem, by ich ochronić. Puste obietnice. Wszyscy byli tacy sami. Nazwa drużyny nie miała znaczenia.

- I jeśli możesz mi wybaczyć, być może nietaktowne pytanie Goratrixie - kontynuowała, dygając dystyngowanie w geście szacunku. W końcu był kim był - jak to na zaproszenie Nosferatu? Nie wiedziałam, że nasz kompan ma tak zacnych przyjaciół. - była zaintrygowana. Ciekawa co ten odpowie. Horacy pewnie znowu zacząłby krętaczyć, migając się od podpowiedzi, zupełnie jak Terry.
W rozmowie z Goratrixem używam etykiety, a dzięki stylowi mam nadzieje, że wyglądam odpowiednio godnie. Chcę, by nasz gość traktował mnie serio niezależnie od różnicy generacji. Staram się wywrzeć dobre wrażenie. Wierzę, że dowiemy się coś jeszcze o całej sprawie. Jeśli nie przez kulturalną rozmowę to jak?
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 22 czerwca 2016, 00:43

Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993

- Dziękuję za informacje, ale sam dokładnie sprawdzę co naprawdę tutaj zaszło. Muszę jednak przyznać, że głos który właśnie usłyszałem zza maski jest czymś naprawdę wyjątkowym. Nawet wśród chórów anielskich - uśmiechnął się czarująco.

- Tym bardziej cieszę się z tej nieoczekiwanej dla mnie podróży - to powiedziawszy zbliżył się do ciała swojego brata z klanu.

Czarodziej zaczął szeptać znane tylko sobie zaklęcie, a następnie położył prawą rękę na czole Paula. Po chwili zebrani ujrzeli ametystowe lśnienie bijące spod jego dłoni i przenikające pomiedzy palcami. Goratrix nie zwracał jednak na to uwagi, kontynuując swoje działania. W pewnym momencie przestał inkantować zaklęcie, lecz nie oderwał ręki od pomarszczonego czoła nieprzytomnego gościa Elizjum. Fioletowy blask otoczył czoło Paula, zakrywając jego twarz i włosy, gdy Goratrix odwróci się stronę Victorii i rzekł:

- Przyznam, że maski Redondo robią wrażenie. Nie wiem kim z waszej trójki jest Nosferatu, zgaduję jednak, iż to nie pani. Wszakże badanie mojej korespondencji mocami Nadwrażliwości to częsty błąd popełniany przez mych wrogów.

Tremer zmienił swego rozmówcę, pytanie kierując do stojącego kilka kroków dalej Namtara:

- Byliście sami w tym pomieszczeniu, gdy Paul stracił przytomność?

- Tak - odparł krótko Morderca.

Goratrix zamilkł na chwilę, upewniając się czy jego działanie magiczne przynosi odpowiedni efekt.

- Nigdy nie sądziłem, że będę w towarzystwie cienia koterii Atrahasisa. Jesteście do nich podobni, jednak pozostajecie sobą. Atrahasis, Mallus Nomitar, Caleb - Czarne Widmo, Strannvad i Belshatzzar. Przeszłość dopadnie każdego, a ci którzy są pierwsi będą ostatnimi. Nie uznaję was za swoich wrogów i nie będę ingerował w wasze śledztwo. Paul popełnił błąd, za który zapłacił swym zdrowiem. Zgubiła go duma i Czarny Obłęd...

Czarodziej zwrócił się do siedzącego na fotelu Terrego, który niedawno zdjął maskę:

- Nie daleko padło jabłko od jabłoni prawda Lunatyku? Wy Malkavianie jesteście bardziej niż podobni. Pańska wewnętrzna radość z ukrywania prawdziwej przyczyny stanu w jakim znalazł się Paul, naprawdę robi wrażenie. Uwielbia pan patrzeć na obłęd podobnie jak Belshatzzar. Przecież obaj wiemy, co tutaj zaszło panie... No właśnie jak ma pan na imię?

Goratrix kontynuował, kierując swe słowa do wszystkich obecnych w pokoju:

- Może byśmy się sobie przedstawili? Znam zasady domu Redondo, lecz nie uważam, by noszenie maski podczas rozmowy ze mną było konieczne. A nawet uznaję je za przejaw pewnej arogancji, całkowicie zresztą zbędnej w naszych relacjach... Niemniej pozostawię to państwa ocenie. Jestem Goratrix Wielki Mistrz Domu Goratrix. Najbardziej utalentowany i najmniej lubiany syn Tremera.

- Czy mogę poznać pani godność? - zwrócił się z pytaniem do Victorii.
Dla Victorii:
Test Etykiety ST:7 = 5 sukcesów. Udaje Ci się zrobić wrażenie na Czarodzieju. Otrzymujesz do końca sceny modyfikator -2 do testów społecznych w kontakcie z Goratrixem. Jesteś pewna, że Tremer zwrócił na Ciebie szczególną uwagę.
Spoiler!
Telepatyczna komunikacja z Goratrixem:

- Dlaczego mam taki sam kłopot komunikacyjny z swoją Fundacją, jaki posiadają Wezyrowie z twojego klanu, którzy usilnie próbują się z tobą skontaktować?
Spoiler!
Nie przedstawiłaś się Goratrixowi. Przy zdanym teście etykiety zdasz sobie sprawę z swojego faux pas, za które wypadałoby przeprosić.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

ODPOWIEDZ