Namtar przez chwilę wpatrywał się w ojczulka bez słowa, najwyraźniej rozważając to, co usłyszał. W końcu skinął głową i odezwał się cicho:
- Ana owafek.* Mogę ci to zagwarantować. Potrafię być do bólu profesjonalny jeśli trzeba- gdzieś w tle tego zdania kryła się niewypowiedziana obietnica, której Morderca najwyraźniej nie umiał lub nie starał się ukryć. Uśmiechnął się lekko w sposób, który można było uznać za przyjacielski jedynie przy dużej dozie wyobraźni i dobrej woli.
- Jeśli istotnie mówisz prawdę, kafir, nie musisz się mnie obawiać - dodał spokojnie - Lecz jeśli okłamałeś mnie chociaż raz pokażę Ci co znaczy zemsta Skorpiona. Bezapt kidda** I nie będziesz narzekał na mój profesjonalizm w tej kwestii... A teraz, przejdziemy się wreszcie?
Wiktoria spojrzała z nad ciała Cleo z twarzą pełną powagi. Horacy miał rację, mimo jej osobistego dramatu, stanu ghula i całą sytuacją z obrazem, musiała trzymać koterię w całości i nie pozwalać na osobiste wycieczki, szczególnie w kryzysowych sytuacjach. Była podenerwowana. Nie, była zła. Wprost niekontrolowanie wyprowadzona z równowagi. Kto w ogóle śmiał! Nie dość, że doprowadzili jej ghula do takiego stanu... To jeszcze jej obraz!... jej piękny obraz, namalowany przez jej drogiego ojca! Jedyna podobizna jaką miała! Dzięki niej mogła chociaż przez wieki pamiętać jak wygląda... Teraz to wszystko przepadło!
I ten podpis. Niech ona tylko się dowie kto śmiał zbezcześcić jej droga pamiątkę!... Jej największy skarb! - Czuła jak bestia wyrywa się w jej środku, żądając krwi. Gniew wzrastający w niej doprowadzał do szału.
Nie podobał jej się też ton Assamity, ani jego nadmierna chęć pozostania sam na sam z Terrym. Co on sobie wogóle myśli!? Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że nic dobrego z tego nie przyjedzie... ani dla Terrego, ani dla całej grupy. Jeśli pozwoli Assamicie na zastraszanie pozostałych, wprowadzi to atmosferę strachu i terroru, jakby nie mieli jej nadmiaru na co dzień.. Nie miała zamiaru na to pozwolić... Musiała to wszystko jakoś zorganizować. Kontrolować. Tak! Kontrola nad sytuacją! Tylko to mogło pomóc się jej uspokoić. Musi to wszystko jakoś poukładać.
- Nie sadzę by Terry miał coś do powiedzenia, co wymagało by tylko Twojej obecności - zwróciła się do ochroniarza, pełna surowości. - Jeżeli ma do powiedzenia coś ponad to co już zostało powiedziane, niech lepiej powie to nam wszystkim. Czy też mam uważać, że oprócz naszej misji macie jakieś osobiste, interferujące wątki poboczne?! Jeśli tak, bardzo mnie to niepokoi. - próbowała ująć jak najbardziej dyplomatycznie kwestę, że jeśli tak, to nie będzie tego tolerować. - Zdaje się, że było już powiedziane wcześniej: żadnych tajemni w koterii. Mieliśmy wystarczająco dużo niedomówień i ich konsekwencji. Myślę że reszta się ze mną zgodzi? Spojrzała z uwagę na pozostałych w oczekiwaniu na odpowiedź. Jej głos był zimny i dość beznamiętny jak na zaistniałą sytuację...
Goratrix napotykając wzrok Wiktorii powiedział tylko - Poszukam sali rytualnej, nie przeszkadzajcie sobie. - i znikł.
Morderca znieruchomiał słuchając słów Victorii. A później jego ręka opadła na sztylet, a głos nabrał zimnych tonów stali:
- Mogłem się tego spodziewać po Niewiernych - powiedział cicho. - Nie szanujesz mojej krwi, kobieto, ani mnie. Jak śmiesz twierdzić, że sprawy dotyczące mojej Przemiany są kwestią tej koterii? Nie będę o tym rozmawiał z tobą ani z nikim, kto nie jest w to zamieszany. Jak Terry. Pytam więc Ciebie, Terry, bo nie będę tracił więcej czasu na puste dyskusje z niewiastą. Wyjdziesz ze mną porozmawiać, czy nie?
Viktoria uniosła ze zdziwieniem brwi, szczerze zaskoczona reakcją Assamity, a także kwestią do której się odniósł w swym wielkim gniewie. Nigdy nie rozumiała tych nie przemyślanych odruchów, pełnych agresji. W jej pojęciu o rzeczach się dyskutowało. Najlepiej w spokoju, wymieniając uwagi. A nie łapało za broń. Niewierni i niewiasty też jakoś wszędzie, tajemniczo mieli swój udział... Westchnęła ciężko próbując znaleźć ślad jakiegoś logicznego połączenia... Jej irytacja po woli schodziła i emocja wracały do normalnego poziomu. Bestia szła spać.
- Jakiej krwi!? - zapytała - O czym ty mówisz? Myślałam, że chodzi ci o...
Terry natychmiast wyciągnął dłoń w jej stronę w uspokajającym geście mówiąc:
- Nie, Czarna Victorio. Pójdę z nim, bo chcę z nim pójść. Proszę, nie walcz za mnie moich bitew.
Viktoria przyglądała się im badawczo.
- Ah... to! - dodała, przypominając sobie skrawki zapamiętanych informacji. Ostatnie zdania Paula, wypowiedziane w furii, zaraz przed jego niefortunnym zejściem ze sceny... Była to wszakże kolejna wśród innych, nowych wiadomości. Tak wiele było rzeczy zaprzątających jej uwagę w miedzy czasie.
- No tak, w takim razie już rozumiem. Myślałam, że... nie ważne. W takim razie idźcie, idźcie. Przepraszam, Aasif*** już nie przeszkadzam. Musicie mi wybaczyć ale widzicie co tu się dzieje! - W geście rozpaczy rozkładając ręce, wskazała na łóżko na którym leżała nieprzytomna Cleo, a obok do tej pory tak piękny obraz z jej podobizną. - Ostatnie wydarzenia wyprowadziły mnie z równowagi myśli - Zrobiła przepraszający gest - i natychmiast odwróciła się powrotem w stronę Cleo, przenosząc na nią całą swoją uwagę.
- Wzajemna komunikacja to taka dobra umiejętność - Wyszeptała już do siebie - Ty też, mów do mnie, co się stało na bogów! Cleo! - kontynuowała, gładząc drżącą ręką twarz dziewczyny. Wiedziała, że jest silna. Silniejsza od Lucasa... Poradzi sobie. Na pewno...
Przegryzła nadgarstek i wlała jej do ust swojej Vitae.
* arab. Zgadzam się.
** arab. Dokładnie tak
*** arab. Przepraszam
[/center]