Brusulagh – Pieśń Niszczyciela

Słońce zajmuje szczególną pozycję wśród ochriańskich ciał niebieskich. W odróżnieniu od planet i ich satelitów, na Ochrii nie istnieje żaden zorganizowany kult czczący słońce, nie licząc prymitywnych wspólnot zamieszkujących wyspy Ciągu Arianom. Mimo tego najbliższa Ochrii gwiazda stanowi jeden z centralnych elementów kulturowych i obrządkowych wspólnoty druidów na Archipelagu Centralnym. Kalendarz druidów, nadrzędny w stosunku do kalendarzy wyznań poszczególnych członków w całości oparty jest na wydarzeniach astronomicznych związanych ze słońcem. Również wszystkie dolmeny, menhiry i kromlechy, za wyjątkiem tych najstarszych, pochodzących z poprzedniego transsu, nawiązują ułożeniem do punktów wschodów, zachodów i górowań słońca.

Inne pieśni

Mimo to druidzi nie czczą słońca, gdyż nie uważają go za indywidualny byt. Podobnie jak astrologowie dobrze rozumieją mechanikę nieba i wiedzą, że pozostałe ciała niebieskie w swym ruchu uzależnione są właśnie od najbliższej im gwiazdy. Uważają ją oni za swoistą alegorię niewzruszonych praw natury, ale też realną siłę, która oddziałuje na wszystko i wszystkich w tym samym stopniu. Dogmat ten został łatwo zaadoptowany przez prawie wszystkie większe religie Archipelagu Centralnego, Słońce jest symbolem bezosobowych zasad, wedle których bogowie istnieją w świecie i realizują swoje plany. Obraz ten nie jest jednak do końca słuszny i są tacy, którym ujawniono głęboko skrywane sekrety dotyczące losu gwiazd…

Przez okres blisko dwóch miesięcy, od bakis-ranu do shnyk-ranu na Orkusie wznosi się powyżej horyzontu obszar nieba pomiędzy gwiazdozbiorami Raroga i Ręki Szermierza. Nie są na nim widoczne żadne interesujące obiekty astronomiczne i jedynie poprzez największe teleskopy można zaobserwować niewielką, zielonkawą iskierkę, odległą o kilka stopni od sigmy Raroga. Jej pojawienie się nad horyzontem wzbudza niepokój najwyższych kapłanów Asteriusza oraz instytucji orczego państwa monitorujących działalność chaotycznych kultów na Archipelagu, zawsze stanowiących zagrożenie dla porządku Imperium Katanów. Owa zielona iskra jest pozostałością odległym od Ochrii świecie. Niegdyś, w niepojęcie odległych czasach, świat ten ogrzewała gwiazda bardzo podobna do tej oświetlającej Ochrię. W jej blasku mieszkańcy planet wznosili potężne miasta, jej blask zapewniał owemu światu równowagę i siłę. Do czasu…

Obeznani z owym enigmatycznym tematem uczeni kapłani Asteriusza uważają – lub pragną wierzyć – że Gwiazda oszalała. Lecz czciciele Nata-Kranty wiedzą, że nie było to chorobliwe szaleństwo. Był to po prostu czas, w którym zbliżała się śmierć kosmicznego strażnika równowagi. W czasie tym, podobnie jak w przypadku niezliczonych gwiazd strzegacych światów odległych od Ochrii, bezosobowe słońca dotyka obłęd przynoszący zagładę. Przez wiele pokoleń gwiazda stawała się coraz bardziej gorąca i coraz większa. Potem zaledwie w ciągu kilku lat przygasła i zmniejszyła się tylko po to, by ponownie zapłonąć z potworną siłą. Jej blask stał się czerwony, spalał ziemię i osuszał oceany. Żyjące istoty chorowały i ginęły, potomstwo rodziło się zreformowane lub martwe. Nawet w ciągu nocy niebo rozblyskiwalo czerwonym i zielonym światłem. Gwiazda parokrotnie przygasała, by zapłonąć jeszcze straszliwszym blaskiem. Rozrosła się tak bardzo, że pochłonęła najbliższe jej planety, a resztę odarła z życia. Zniszczyła wszelkie żywe stworzenia, unicestwiła sama siebie, rozrywając swą materię i rozrzucając ją w pustkę. Resztkę spalonych przez siebie globów zepchnęła z orbit i odrzuciła w zimną otchłań, gdzie przyjdzie im przez wieczność krążyć bez celu w ciemnościach. W centrum spustoszonego świata pozostały szczątki gwiazdy. Jest to przedziwna, wirująca w obłąkańczym tańcu dwugłowa bestia, śpiewająca pieśń zniszczenia. Jej głos, sławiący dokonane dzieło niczym promienie latarni morskiej wybiega w pustkę, raz za razem i bez końca. Gdy zielona iskra wisi nad horyzontem, pieśń Brusulagha – pieśń Niszczyciela – rozbrzmiewa nad Ochrią.

Mroczne światło lodowego ognia

Na początku panowania  By-rygyna Piątego powtarzające się, wyniszczajace inwazje sharanów napływających z północnego zachodu na Archipelag Centralny umocniły pozycję orczych rodów zamieszkujących Orkus Mały. Na nie właśnie spadł ciężar najbardziej wyniszczających walk, one też podjęły się odbudowy spustoszonych przez najazdy terenów. Katan wspomagał je szczodrą ręką, nic dziwnego zatem, że znaczna ilość złota Imperium trafiła do skarbców szlachty. W najbardziej wysuniętej na zachód części Orkusa Małego lokalni władcy, podobni jak ich sąsiedzi, odbudowali rodową siedzibę z wielkim rozmachem, którego zwieńczeniem była sala balowa w sercu obronnej cytadeli. Mówiło się, że mroczne wnętrze można było rozświetlić jedną świecą, gdyż ściany wyłożone były ghalenem, niezwykłym minerałem wydobywanym w tylko jednej spośród licznych, lokalnych kopalń skrywających złoża miedzi. Ghalen, w języku orkow oznaczający „ogień”, wygląda jak bryła gładkiego, przejrzystego lodu, jednak oświetlony zaczyna sam z siebie świecić niezwykłym, białym blaskiem. Nikłe światło świecy sprawia, że rozjaśnia się jak żar pieca, a w świetle dnia lśni potężniej niż słońce.

Wzniesiona na Orkusie  Małym sala nie miała sobie równych, jednak jej powstanie stało się jednocześnie początkiem końca władców wyspy. Kulminacją upadku, dwa pokolenia później, było masowe samobójstwo całej rodziny dokonane, zdawałoby się bez wyraźnego powodu, w przededniu kart-ranu. Kaszel szybko opustoszał, naznaczony powszechnym przekonaniem o klątwie. Nikt nie potrafił powiedzieć, co stało się ze ghalenem wyścielającym ściany, pewnego dna odkryto po prostu, że sala została obdarta do gołych murów. Ci, którzy powiązali to z tajemniczą aktywnością w kopalni i następującą po niej serią tąpnięć i zawałów, które odcięły najniższe chodniki, szybko przestali o tym mówić, a większość z nich zginęła podczas kolejnej inwazji sharanów. Sztolnie sięgające głęboko pod powierzchnię Orkusa Małego pozostają od tego czasu zamknięte.

Na Archipelagu Centralnym istnieją tylko cztery złoża ghalenu. Oprócz Orkusa Małego minerał ten zalega w najgłębszych partiach systemu jaskiń na Smoczym Karalu oraz dwóch, bliżej nieokreślonych jaskiniach Ciągu Elmanalu. W plugawych kodeksach Nata-Kranty ghalen nazywany jest sonsokh, od orczego słowa \”widzieć\”. Istotnie, minerał ten reaguje na wszelkie docierające doń światło. Tylko pierwotne złoża, oddzielone dziesiątkami metrów skał od blasku słońca pozostają ciemne. Ciemne, za wyjątkiem tych kilku godzin, gdy zielona iskra wznosi się ponad horyzont, a na jej tle przesuwa się Snykhsyyah, planeta patronująca chaotycznie złym bogom. Pieśń Niszczyciela, wzmocniona jej wpływem dociera do Ochrii i sięga setki metrów w głąb jej powierzchni. Pieśń, nie będąca faktycznie dźwiękiem, staje się widoczna w głębi sonsokha. Tylko tutaj, pod ziemią, daleko od innych źródeł światła będzie naprawdę czysta. Ci którzy ją zobaczą, poznają wiedzę Brusulagha i jego tajemnice, o ile zdołają znieść potworności jakie kryje opowieść umarłej gwiazdy.

Dotarcie do złóż ghalenu nie jest jednak łatwe. Miejsca jego występowania nie są powszechnie znane i trudno dostępne, a w przypadku tych na Ciągu Elmanalu nieosiągalne dla ras innych niż elfy lub żołnierze Katana. Bardzo niewielu wie zresztą o powiązaniu minerału z Brusulaghem, czy wreszcie o nim samym. Ci zaś, którzy wiedzą, niechętnie się tymi informacjami dzielą z uwagi na chaotyczną i przewrotną naturę zjawiska. Poważnie mylą się jednak ci, którzy stojąc przed wejściem prowadzącym pod ziemię myślą, że najtrudniejsze już za nimi.

 Nie wpadł do żadnej studni – w każdym razie nie przypadkiem: owszem, opuścił się do sztolni jaką odnalazł, a kiedy powrócił, był odmieniony na twarzy a dziwny wyraz już nigdy nie opuścił jego oczu.

Kopalnia na Orkusie Małym jest pod stałą, choć dyskretną obserwacją, jednak pozostałe złoża nie są w żaden konkretny sposób chronione z zewnątrz. Potrafią zresztą bronić się same. Płytkie strefy jaskiń mogą sięgać kilkadziesiąt metrów pod ziemię i ciągnąć się przez wiele kilometrów tworząc skomplikowany wielopoziomowy labirynt. Jego eksploracja staje się jeszcze trudniejszą, gdy śmiałek dociera dość głęboko, by napotkać ghalem. Początkowo jego blask może wydawać się pomocny, w miarę jednak zagłębienia się w głąb złoża światło staje się oślepiające, refleksy powodują dezorientację i fizyczny ból, nawet przy zamkniętych oczach. Błądzący zaczynają osuwać się w przepaść szaleństwa, a ostatecznie bezpowrotnie ślepną i pozostaje im krążenie po labiryncie bez nadziei na znalezienie wyjścia. Ci, którzy zdołali wrócić na powierzchnie wiedzą, że głęboko pod ziemią można napotkać oszalałych, w potworny sposób zmienionych, zagubionych. Jak dzikie bestie przeczesują jaskinie w poszukiwaniu wędrowców, by żywić się ich ciałami. Jak bardzo są niebezpieczni, zrozumie każdy, kto wie, że jedyny sposób, by uniknąć ich losu to wraz z dotarciem do złóż ghalenu zgasić wszelkie światło i ruszyć po omacku w mrok. W zupełnej ciemności infrawizja nie działa. Magia pozwalająca widzieć w ciemnościach może doprowadzić wędrowców do celu, jednak na dnie jaskiń, pod dziesiątkami metrów sześciennych ghalenu, nagle rozbrzmiewająca pieśń Brusulagha może wypalić wyostrzone magią zmysły wzroku.

Paradoksalnie, wielu spośród krążących po korytarzach głupców, nieświadomych tego zagrożenia zostało oślepionych przez blask, który miał być ich oświeceniem. Czasami w tych strasznych na swój sposób korytarzach krótki, przerażająco potężny rozbłysk ma miejsce zupełnie losowo, powoli przygasając przez kilkanaście godzin. Niektórzy mówią, że to przedśmiertne krzyki gwiazd, jeszcze większych i odleglejszych niż Brusulagh.

W błyszczących szaleństwem oczach tych, którzy wiedzą więcej, dostrzec można wtedy cień rozbawienia…

Mechanika

W głąb złóż ghalenu wędrują okazjonalnie wyznawcy Nata-Kranty, Hasar-gruna oraz niezmiernie rzadko Organitiona. Ci, którzy w wyznaczonym czasie dotarli w głąb jaskiń i stali się świadkami pieśni Brusulagha muszą przejść test na 1/2 odporności numer 5 i odporność numer 4. Niepowodzenie w pierwszym teście oznacza szaleństwo (nie testuje się wtedy odporności 4), w drugim śmierć. Do opanowanie wiedzy Niszczyciela konieczny jest test 1/2 UM. Wtajemniczeni od tej chwili nieustannie słyszą pieśń Brusulagha, z której czerpią moc. Kiedy znajduje się on powyżej horyzontu korzystając z PM z własnego ciała odnoszą jedynie połowę obrażeń. Kiedy Brusulagh jest w koniunkcji z Snykhsyyah, przez te kilka godzin odnoszą jedynie 1/10 obrażeń podczas korzystania z PM własnego ciała. Ponadto wszelkie otrzymane w ten sposób obrażenia, które ich nie zabiją, tzn. nie przewyższą dwukrotnie ich ŻYW, regenerują się pod koniec rundy. Stan agonii wiąże się ze wszystkimi normalnymi konsekwencjami, jednak po wyjściu z niej, na końcu danej rundy, postać może w następnej działać normalnie (zgodnie z zasadami, po wyjściu z agonii postać musi odpoczywać przez dobę). Jeżeli postać doprowadzi się w ten sposób do agonii, musi zdać test na 1/10 odporności numer 4. W przypadku niepowodzenia w ciągu kilku miesięcy rozwinie się u niej losowa ułomność. Nie traktuje jej się jako klątwę. PM uzyskanego podczas koniunkcji nie można magazynować – powoduje on implozje każdego amuletu, na który zostanie przelany.

About Oggy

Postacie PBSkype: Jargo Dragis Sesja: Kryształy Czasu „Spokojna przystań” i dalsze MG: ghasta - (...) Zobaczę jak Walgar płonie, Osmund pochłaniają fale, a Rozszczepione Góry pękają spowite popiołem. Orki wrócą na Trinom-can, a brudna krew mieszańców zakrzepnie w żyłach. Otrest! Hadarot! Kranta! Cztery złączone czaszki na połowie czasu! - Co tam szepczesz Jargo? - Nic. Ponury, krzepki, reptillioński górnik z Walgaru z nieprawdopodobnie szkaradną mordą. Jak na prostaka którego wyrzucili z nowicjatu Reptiliona Wielkiego dysponuję niespotykaną i niezrozumiałą mocą. el Grom Drumelgrad Sesja: Kryształy Czasu „Tajemnice Tagar Dur” i dalsze MG: avnar - (...) nikt z was nawet nie zastanowił się jak ja się poczułem, kiedy odebraliście mi możliwość wyboru! W sprawach dotyczących mojego życia! Jasne... teraz łaskawie możecie się zamienić na łózko pod oknem. Trzeba było myśleć o tym szybciej! (Wychodzi trzaskając drzwiami. Chwila ciszy.) - Co to kurwa było!? Choleryczny, krasnoludzki badacz historii i poszukiwacz pradawnych reliktów. Wyedukowany, szorstki złośliwiec, ze słabością do płci pięknej. Za sprawą pewnego kuriozalnego opętania znawca kobiecej psychiki z pierwszej ręki. Postacie PBF: Achille Moreau Sesja: Wampir Maskarada „Bournemouth after Midnight” MG: 8art (...) Przemył twarz zimną wodą, jednak jej chłód nie orzeźwił go nawet na chwilę. 16 stopni Celsjusza - pomyślał wpatrując się w swoje oczy - Moje ciało ma temperaturę nieużywanego pokoju hotelowego w zimie. Standardowe 16 stopni. Cytując samego MG: Toreador z bagażem doświadczeń lekarsko-awanturniczych z Jugosławii i Sri Lanki. Miłośnik dobrej prozy i wiersza, także matematyki i dużych karabinów! Szeregowy Marcin Dampc Sesja: X-Grom „Tarcza Wyklętych” MG: Keth (...) Przeciśnięty do ziemi Dampc, z głową wciśnięty w ramiona liczył zdumiewające monotonnie w myślach ... tysiąc dwieście jeden hipopotamów, tysiąc dwieście dwa hipopotamy... odliczając czas przeładowania strzelca i czekając na granat. Psiarz Wojsk Obrony Terytorialnej z bolesną historią. Aktualnie przechodzący stan depresyjny po rozpadzie jego ostatniego związku - jego ukochany pies rozpadł się na kawałki podczas akcji X-Grom w Mrągowie.
Bookmark the permalink.

10 Comments

  1. Bardzo fajny pomysł i wykraczający daleko poza Orchię! Już mi chodzi po głowie kilka niezależnych od siebie pomysłów na scenariusze związane z wątkiem "ghalenowym"!

  2. Ciekawy pomysł, też mi się podoba.

  3. Bardzo fajny i klimatyczny art. Pomysł naprawdę przedni. Brawo Oggy!

  4. Świetna sprawa. Jak to miło poczytać coś do KC.
    Artykuł ciekawy i niosący ze sobą przyjemny mroczny posmak. Lubię takie klimaty.

    Poza tym artykuł porusza bolączkę KC. W systemie w którym występuje profesja astrologa, a większość ludności para się żeglugą, brak informacji o astrologii.
    W zasadzie nawet nie wiadomo ile jest księżyców i planet oraz pobliskich gwiazd.
    Sam zawsze opisuje, że księżyc jest jeden, a widocznych planet tyle co bóstw orchiańskich, ale warto było by to dokładniej opisać i dorzucić kilka ciekawych gwiazd i gwiazdozbiorów do znaków zodiaku oraz nawigacji. Co o tym myślicie?

  5. Swego czasu robiliśmy ankietę w temacie księżyców i o ile się nie mylę, większość osób zagłosowała za trzema – co miało tłumaczyć m.in. izolację poszczególnych Archipelagów (zaburzenia pływów powodowane ruchami trzech księżyców muszą być dość ekstremalne).

  6. Nawet mi się podobało – a wybredna ze mnie świnia. Czekam na więcej 😉

  7. Dobry pomysł i materiał na ciekawe przygody.

  8. Oggy przyzwyczaił nas do wysokiego poziomu i nadal go trzyma 🙂

  9. Podziekowania dla Ketha za korekte, wlasnie zdalem sobie sprawe ze nie napisalem tego w tekscie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *