Perpignan

Południowozachodnie krańce Franki od dawna już nie zaznały dobrodziejstw życia w pokoju, chociaż zaciekła determinacja żyjących tam ludzi przywróciła tym ziemiom przynajmniej namiastkę cywilizacyjnego postępu. Graniczący z koszmarnymi dominiami feromancerów w sercu dawnej Francji, mieszkańcy Perpignanu cieszą się zasłużoną reputacją mężnych i roztropnych włodarzy. Wiele lat temu odrzucili uprzedzenia i wrogość wobec swych sąsiadów z zachodu i zza Morza Śródziemnego, za największego nieprzyjaciela słusznie uznając nadciągające z północnego wschodu plagi Souffrance. Pogranicze Perpignanu w tym rejonie ustawicznie płonie, w dosłownym tego słowa znaczeniu – wypełnione ropą rowy trawione są niekończącym się pożarem, ciągle na nowo podsycanym, stanowiącym doskonałą barierę dla rojów insektów. Na barkach strzegących płomienistej granicy klanowych żołnierzy Perpignanu spoczywa obowiązek utrzymania bezpieczeństwa na strategicznie ważnym szlaku łączącym ich miasto z Toulouse, stanowiącym wycinek trasy pokonywanej przez Szpitalników zmierzających do Bretanii z Montpellier.

Perpignan był niegdyś niewielkim portowym miastem u podnóża Pirenejów, zamieszkanym przez koalicję frankońskich i iberyjskich klanów. W swoim czasie pojawili się tam Neolibijczycy, zainteresowani wytyczeniem lądowego szlaku poprzez Hybrispanię do wybrzeży Atlantyku. Podporządkowawszy sobie rdzenną ludność, Afrykanie rozpoczęli w mieście znaczące inwestycje. Perpignan szybko stał się prosperującym siedliskiem jehameddan, ale świetlana przyszłość miasta pozornie przepadła w roku 2552. To wówczas śródziemnomorscy piraci zatopili na redzie portu czternastotysięcznik Sipho oraz uzbrojony katamaran Kashka. Wraki statków skutecznie zablokowały wejście do portu, lecz jeszcze większe szkody wyrządziła wyciekająca z nich ropa. Gęsta czarna maź zanieczyściła źródła wody pitnej, wyniszczyła faunę i florę wokół Perpignanu, skutecznie zniechęciła też Afrykanów do dalszych inwestycji w mieście. Perspektywa śmierci głodowej zmusiła przeważającą większość mieszkańców do porzucenia swej ziemi i wyemigrowania do Toulouse i Montpellier. W mieście pozostali jedynie członkowie dwóch tuzinów najbardziej zdeterminowanych rodzin. To oni dokonali niemal niemożliwego wyczynu, kopiąc kanały odpływowe i zbiorniki, do których przepompowywali zanieczyszczoną wodę i gdzie później spalali osadzającą się w płytkich wykopach ropę. W ten sposób klanyci Perpignanu stworzyli niezamierzenie pierwotną barierę ognia i dymu, która skutecznie odstraszała roje insektów zarażonych plagą sepsis. Zwalczający feromancerów Szpitalnicy docenili wysiłki Perpignanu dostarczając do miasta maski przeciwgazowe oraz środku farmaceutyczne pozwalające uzdatniać wodę pitną. Do sojuszu dołączyło też Toulouse, skąd perpignańscy emigranci jęli wysyłać transporty żywności dla swych upartych i zawziętych w misji odbudowy miasta krewniaków.

Tym właśnie sposobem mieszkańcy Perpignanu zyskali miano ludu Bordenoir, od czarnego pasa ziemi wypalonego na niebezpiecznej granicy z krainami feromancerów.

Kiedy zdeterminowani klanyci zapewnili sobie zapasy żywności i wody, zaczęli oczyszczać na miarę swych możliwości nasiąknięty mazutem piasek, a potem sprzedawać go do Montpellier. Zyski z tego handlu wykorzystali do sprowadzenia do Perpignanu grupy afrykańskich złomiarzy mających udrożnić zablokowany rdzewiejącymi wrakami port. W ślad za złomiarzami do ukrytego za kłębami dymu miasta jęli ściągać inni przybysze: anabaptyści, unikający ich apokaliptycy, członkowie frankońskiej Rezysty, wszyscy zwabieni metalem pozyskiwanym z rozbieranych wraków. Ignorujący Perpignan od dwóch dekad Neolibijczycy powrócili do miasta, chociaż wcześniej przez długi czas nikt w Tripolu nawet nie zastanawiał się nad ponownym wykupieniem koncensji na tę trasę handlową. Klan Bordenoir zyskał sobie ogromny szacunek afrykańskich kupców i miał od tej pory sowicie pomnażać swe profity.

Dwadzieścia lat po katastrofalnej napaści piratów na Perpignan do portu ponownie wpłynął neolibijski frachtowiec. Przybyli na nim złomiarze dokonali znaczącej rozbudowy portu. Dziś Sipho służy za centrum handlowe, przebudowany tak, że nie przypomina już więcej prawdziwego statku, tylko ogromną stacjonarną konstrukcję zlewającą się platformami i pomostami z resztą portowej infrastruktury. Na rozebranym szkielecie Kashki wzniesiono mierzącą dwadzieścia pięć metrów wieżę strażniczą, uzbrojoną w działa zdjęte z katamarana. Baterie te, obsługiwane przez zaprawionych w bojach plemiennych żołnierzy Tripolu, skutecznie odstraszają od miasta piratów. Wielkie sztandary klanu Bordenoir – czarna pięść na czerwonym tle – wiszą na ścianach fortecy obok flag Banku Handlowego. Neolibijska konsul w Perpignanie, Elani Córka Szakala, przymyka na ten wyraz dumy własnej tubylców oko wiedząc doskonale jak zjednać sobie życzliwość dumnych miejscowych.

Nominalnie to Bordenoir rządzą Perpignanem, za pośrednictwem miejskiej rady złożonej z najbardziej wpływowych przedstawicieli pierwszych klanów. Konsul Elani rzadko wykorzystuje swe wpływy do kształtowania bieżącej polityki, ograniczając się przeważnie jedynie do doradztwa, co czuli na punkcie swej niezależności Bordenoir bardzo cenią. Spora część mieszkańców miasta wyznaje jehameddanizm, przez co obecnie nie spotyka się już w Perpignanie anabaptystów. Najbliżsi wyznawcy ideologii Złamanego Krzyża żyją w pirenejskich eklawach Queribusu i Peyrepertuzy, utrzymując z jehameddanami kruche zawieszenie broni. Przyuczani do dzieciństwa do oręża i żołnierskiej profesji, młodzi członkowie Mieczy Jehammeda mają znaczący udział w sile miltarnej Perpignanu, obok garnizonu wojsk plemiennych Tripolu, klanowych żołnierzy Bordenoir oraz okazjonalnie przebywających w mieście frankońskich partyzantów z Rezysty. Obecność tak licznych uzbrojonych i zdyscyplinowanych ludzi sprawia, że miasto cieszy się poczuciem bezpieczeństwa i przyciąga nowych osadników. Klan Bordenoir, liczący obecnie około dziesięciu tysięcy członków, jest otwarty na nowych obywateli, jeśli tym leży na sercu dobro Perpignanu – pochodzenie imigrantów nie gra większej roli, najistotniejsze są ich umiejętności i talenty. Frankowie, Hybrispaniardowie i Afrykanie utworzyli w tym miejscu spójne społeczeństwo, które rządzi się roztropnymi prawami Bordenoir.

Członkowie rady miejskiej ogromnie cenią sobie zażyłe relacje z Neolibijczykami, ale nie zamierzają oddawać w ręce Tripolu swego bezpieczeństwa. Oprócz silnego garnizonu w mieście utrzymują również flotyllę szybkich kutrów strzegących wybrzeża, ścigających zbyt zuchwałych piratów. Perpignan czyni wszystko, by zachować status panów swego losu. Naczelnicy miasta świadomi są poczynań rodu Sanglier rządzącego Montpellier i przejrzeli już szaleńcze plany poszukiwaczy Prawdziwego Króla. Wiedzą też doskonale jaki los spotkał Toulończyków, którzy sprzedali Afrykanom swe dusze za garść dinarów. Perpignańczycy dbają o to, by Neolibijczycy traktowali ich jak równych sobie partnerów, a nie wasali. Są nawykli do ciężkiego życia w razie nieuniknionej potrzeby i nie dają się złapać na lep pozornego bogactwa, który kawałek po kawałku odebrałby im wolność.

Lecz łudziłby się ten, kto sądzi, że kraina wokół Perpignanu to spokojne ziemie. Na morzu fauconi – elitarni łowcy piratów – toczą zażarte boje z piratami, szmuglerami i morskimi potworami. W niedalekich Pirenejach górskie szczyty są niemymi świadkami innych zmagań: perpignańscy górnicy wydzierają z mrocznych sztolni grudki srebra, które jehameddańscy jubilerzy w mieście przerabiają na przepiękne dzieła sztuki. Zyski budzą zazdrość, a z zazdrości rodzi się konflikt. Żyjący po przeciwnej stronie Pirenejów hybrispaniańscy klanyci nie opierają się przed sięgnięciem po broń, kiedy natrafiają w kopalniach na perpignańskich górników. Veracq, Pięść Perpignanu, dowódca garnizonu Bordenoir, wysyła w góry swych najlepszych żołnierzy, by ci strzegli bezpieczeństwa w sztolniach, ale miasto płaci za to drogą daninę krwi. Na szlaku łączącym Montpellier i Bretanię płonie wieczny ogień, strzeżony przez żołnierzy zaprawionych w zwalczaniu rojów insektów oraz bezwolnych istot, które niegdyś były ludźmi, a teraz stały się utraconymi bezpowrotnie marionetkami wynaturzonych feromancerów.

Życie jednak to nie tylko codzienny trud i znój, walka o przetrwanie i rozlew krwi w obronie interesów swego ludu. Perpignan słynie prócz płonącego pogranicza, bezpiecznego portu i srebrnej biżuterii również z sataranji – sprowadzonej do miasta przez Neolibijczyków gry planszowej, która zawładnęła sercami i umysłami Bordenoir. Doświadczeni gracze cieszą się sporym poważaniem wśród ziomków, a widok grających przed ambasadą Tripolu i w ogrodach Perpignanu ludzi nie jest niczym wyjątkowym i świadczy dobitnie o przywiązaniu Bordenoir do tej stanowiącej wielkie logiczne wyzwanie rozrywki.

Perpignan

Tech-Level III-IV

Prowincja: Południowa Franka/Wolna Franka

Populacja: ca. 50.000/brak oficjalnego spisu

Struktura populacji: klan Bordenoir/dominujący, Neolibijczycy/dominujący, plemienni żołnierze Tripolu/dominujący, jehammedanie/dominujący, Rezysta/liczna, złomiarze/obecni, pomniejsze klany/liczne, apokaliptycy/rzadko, Szpitalnicy/rzadko.

Klan Bordenoir: rodziny składające się na klan Bordenoir liczą ponad 20% populacji miasta; każda rodzina odpowiada za nadzór administracyjny nad wydzieloną częścią Perpignanu. Największym źródłem przychodu klanu są fabryki broni, zakłady jubilerskie i pomniejsze warsztaty przetwórcze.

Konsul: Elani, Łapa Szarego Szakala

Przywódcy: Veracq, Pięść Perpignanu oraz Bariel, Pasterz Perpignanu

Miejsca szczególne: port handlowy z dokiem naprawczym, wieża artyleryjska, fabryki broni, młyny

Eksport/import: hybrispaniarskie bydło, konie, minerały, sól, metale ciężkie, tekstylia, płody rolne, olej napędowy, Olej Marduka, broń i amunicja, alkohol, maski przeciwgazowe, filtry, złom, relikty Minionych Czasów, generatory i agregaty prądotwórcze.

Garnizon: żołnierze klanowi Bordenoir pod dowództwem Veracqs; żołnierze plemienni Tripolu pod wodzą Assegai (odpowiedzialni za straż nad portem i obsadę wieży artyleryjskiej); kilkuset członków Mieczy Jehammeda dowodzonych przez przywódcę kongregacji w Perpignanie Bariela oraz kilkudziesięciu przebywających w mieście rotacyjnie bojowników frankońskiej Rezysty.

Handel artefaktami: stabilny rynek z małymi i średnimi źródłami

Komunikacja: połączenie radiowe z Toulonem i Montpellier, dzienna poczta konna do Toulouse.

Bookmark the permalink.

One Comment

  1. Fajniutki tekścik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *