Amulet Noicty

Nie istnieje chyba żadna inna rzecz we wszechświecie, która budziłaby większą zgrozę w bogach niż zdolność ukrywania się przed ich nadnaturalną percepcją. Kreatorzy istnień i tkacze przeznaczenia śmiertelnych istot, bogowie nie bez powodu uchodzą za wszechwładnych i absolutnych architektów losu. Istoty ważące się wejść im w drogę ryzykują coś więcej niż tylko śmierć, grozi im bowiem całkowite unicestwienie, zniszczenie nieśmiertelnych dusz bądź skazanie ich na wieczyste niewysłowione męki.

Istnieją jednak tacy, którzy odnaleźli sposób na ukrycie się przed boskim postrzeganiem, podążający ścieżką bluźnierczych dogmatów odszczepieńcy od wiary rzucający bogom rękawicę i pragnący stać się od nich niezależnymi. Dla zwyczajnych rozumnych mieszkańców Orchii sam taki koncept jest niewyobrażalnym świętokradztwem, herezją najwyższego lotu – kto ukrywa się bowiem przed bogami, pozbawia panteon prawa do przejęcia na swą własność nieśmiertelnej cząstki każdego śmiertelnika: jego duszy.

Tym bardziej mogą zdumiewać okoliczności, w których stworzono pierwszy w historii Orchii amulet o mocy zdolnej ukryć swego właściciela przed oczami bogów. Powstał on w czasach Katana Baskaby Wielkiego w Tabadanie, a nosi nazwę Noicty zapożyczoną od miana wysokiej kapłani oriakańskiego kultu. Powodowana uczuciem silniejszym niż żarliwość wiary, opętana matczyną miłością khtani Noicta przez długi czas szukała ratunku dla podążającego za kapłańskim powołaniem syna, Arhinusa. Młodzieniec ów pomimo protekcji swej wpływowej w świątyni matki okazał się człowiekiem nie dość inteligentnym i gorliwym w wierze, by móc pozyskać dla siebie przychylność Mitrylowego Boga – wręcz przeciwnie, uporczywie ściągał na siebie w niezamierzony sposób boskie kary i upomnienia, nie tylko stawiające pod znakiem zapytania dalszą karierę, ale i przysparzające kłopotów samej khtani.

Zdesperowana i zaślepiona uczuciem do syna, arcykapłanka poważyła się w końcu przekroczyć zakazaną linię. Poszukując rozwiązania w mrocznych księgach i nadstawiając uszu zatrutym językom Noicta stworzyła z pomocą tajemniczego czarodzieja amulet zdolny ukryć noszącego go posiadacza w pewnym stopniu przed postrzeganiem nie tylko Oriaka, ale i wszystkich pozostałych bogów.

Obdarzony pozornie zwyczajną biżuterią, Arhinus nieświadomie wiele na amulecie skorzystał. Chociaż nadal popełniał rażące błędy w obrzędach, nękające go wcześniej za karę krwotoki, ślepota, pasożyty i świerzb zniknęły jak ręką odjął. Amulet Noicty spełnił swe zadanie, ale radość matki Arhinusa nie trwała długo.

Chroniąc przed gniewem Oriaka swego syna, arcykapłanka nie poważyła się stworzyć drugiego amuletu dla siebie samej, nie chcąc popełniać po raz kolejny aktu herezji stanowiącego zaprzeczenie jej etosu. Stykając się jaźnią z Mitrylowym Bogiem, mimo niezłomnej siły woli nie zdołała ukryć przed swym boskim protektorem popełnionego grzechu.

Gniew Oriaka okazał się straszny, lecz chociaż Noicta straciła życie w budzących słuszną trwogę okolicznościach, kara Mitrylowego Boga nie zdołała dosięgnąć jej syna. Khtan Arhinus zginął tuż po swej uśmierconej przez awatara Oriaka matce, jego jednak zabiła nie moc boskich przemian, tylko sztylety rozjuszonych aktem bluźnierstwa współwyznawców.

Powód słabości Oriaka w przypadku Ahriniusa był jeden: Mitrylowy Bóg nie potrafił dostrzec istnienia swego kapłana!

Po unicestwieniu pary świętokradców, wysocy kapłani Oriaka postanowili skrupulatnie zatrzeć wszelkie ślady istnienia bluźnierczego amuletu – tym bardziej, że wiedza pozyskana w efekcie badań nad naturą artefaktu głęboko wstrząsnęła wszystkimi znającym tajemnicę klerykami. Zniszczywszy Amulet Noicty w trakcie ceremonii prowadzonej przez samego awatara Mitrylowego Boga, uczestnicy rytuału wymazali sobie za pomocą półboskiej przemiany wszelką wiedzę na jej temat, zniszczyli wszystkie wspomnienia, przez co w chwili obecnej badacze historii kultu Oriaka uważają nagłą śmierć Noicty i Arhiniusa za nierozwikłaną nigdy tajemnicę.

Istniał wszelako ktoś, na kogo półboska przemiana nie miała wpływu – ktoś znajdujący się pod dość silną protekcją innej potęgi, by nie postradać cennej wiedzy i pamięci. Tym kimś był Antan Mathero, tajemniczy współpracownik Noicty mający znaczący udział w stworzeniu pierwszego artefaktu. Noicta nigdy się nie dowiedziała, że jej towarzysz był wysoko postawionym w kręgach kultu czcicielem Hasar-gruma i że zwiódł nieszczęsną arcykapłankę żerując w okrutny sposób na jej matczynych uczuciach.

Magiczny eksperyment Antana zakończył się oczywistym sukcesem, oprócz działającego zgodnie z założeniami artefaktu przynosząc też radujące hasarytów szkody w kręgach oriakańskiej kongregacji. Dysponując odpowiednią wiedzą, Mathero przystąpił do sekretnego wytwarzania kopii Amuletu Noicty, tym razem wytwarzając bluźniercze artefakty na użytek własnego kultu.

Konkurs Żyjącej Orchii

Drodzy Czytelnicy, w imieniu ekipy ŻO zapraszam Was do udziału w zabawie polegającej na wykreowaniu zasad dla Amuletu Noicty – cech i właściwości tego artefaktu opierających się na mechanice systemu. Propozycje możecie zamieszczać w komentarzach.

Bookmark the permalink.

6 Comments

  1. Mam pytanie. Amulet pozwalający się ukryć przed bogami byłby przydatny, ale nie kapłanowi, a prawdopodobnie także nie półbogowi, bo z racji swej natury powinien eliminować także moce od bogów pochodzące lub im podobne.
    Można tłumaczyć to chaosem, ale czy to nie za duże naciągnięcie? Chodzi mi oto, że z jednej strony pozwala dalej być kapłanem, a z drugiej odcina kapłana od wzroku swego boga do czego przecież kapłan dąży.

  2. Bardzo fajny opis. Ja mam z kolei pytanie z innej strony.
    W trakcie czytania opisu dotarłem do zdania w którym, kapłana po założeniu amulet "…nękające go wcześniej za karę krwotoki, ślepota, pasożyty i świerzb zniknęły jak ręką odjął".
    IO tu moje pytanie czy zatem moc amuletu jest tak silna że neguje tez już istniejące klątwy i przekleństwa?
    To chyba dosyć istotne by określić nim zaczniemy tworzyć mechaniczny opis amuletu.

  3. Ładny artykuł. Tylko jak patrzę że użyłem tego pomysłu 8arta w sesji przez Skype prawie 1,5 roku temu to trochę smutno mi że projekty tak powoli się finalizują.

  4. @Suriel: Myślę, że moc drzemiąca w amulecie może powstrzymać kląwy i przekleństwa. Na forum dyskutowaliśmy o możliwościach przedmiotu i sposobach jego użycia.

    Padały różne opcje np amuletów tylko czasowo działających, czy chociaż sposobach stworzenia takiego bluźnierczego amuletu. Mamy bardzo dużo pomysłów. Zresztą nie traktujemy artykułu jako niezmienialnego dogmatu.

    Poniżej zamieszczam szkic wstępny opisu jak mogłoby wyglądać przygotowania do zrobienia takiego przedmiotu:

    ***

    Nikt nie uwerzyłby, że łysiejący mężczyzna o niechlujnym zaroście i w brudnym wamsie siedzący obskórnej karczmie przy kubku cienkiego wina był kapłanem boga pustki. Uśmiechnął się nieznacznie widząc jak do oberży wchodzą dwie osoby, które przelotnie znał. Kobieta i młody chłopak o kaprawych oczkach i zdumiewiająco pomarszczonych dłoniach. Wiedział co to oznacza i cieszyło go to. Nowoprzybyli dyskretnie przejechali palcami po czole od nosa. Nikt w karczmie nie zwrócił uwagi na ten drobny gest. Mężczyzna gestem pokazał oberżyscie żeby doniósł napitku i chwilę później na brudnym i lepkim od zmieszanych resztek wosku ze świec, jedzenia i piwa, stanęły dwa drewniane kubki wypełnione kwaśnym winem.

    – Macie o co prosiłem?

    – Oczywiście. – chłopak wyuczonymi ruchami rzucił oczyma we wszystkie strony, po czym dyskretnie podał pod stołem pakunek zawinięty w lniane płótno: – jeszcze ciepłe – uśmiechnął się złowrogo.

    Mężczyzna nawet nie sprawdzał co znajdowało się pod materiałem. Wystarczy, że poczuł w ręce charakterystyczną obłą miękkość.

    "…Weźmiesz serce z ojca tego który półboga spłodził…"

    – Nie było łatwo. Wydaliśmy prawie całe złoto jakie nam przekazałeś, żeby go wskrzesić w chramie Arianny

    – Bóg wam to wynagrodzi…

    – A trzosy dla nas? – szorstko odezwała się po raz pierwszy kobieta przerywając mężczyźnie i zdradzając mocny południowy akcent. Chłopak też jakby rozsierdzony wzmianką kapłana dobył znikąd ostrej brzytwy dyskretnie ukazując ją rozmówcy:

    – Dobrze prawi. Nagroda w osmundzkiej monecie się należy, a nie bóg zapłać.

    – Spokojnie, nagroda was nie ominie. – nachylił się bardziej ku parze i szepnął konfidencjonalnie: – Tak jako ustaliliśmy, po trzykroć mieszków pełnych tabadańskich koron na łeb. Chyba nie myśleliście, że przyjde w takie miejsce z taką ilością brzdęku? Dokończcie wina i pójdziemy potem po zapłatę.

    Para uspokoiła się. Może już kiedyś pracowali dla hasaryckiego kapłana, może po prostu uwierzyli mu. Dzielili wiarę. Niecierpliwie opróżnili swe kubki dając do zrozumienia że są gotowi do drogi. Kapłan rzucił oberżyście wysupłaną zza lichego pasa tabadańskiego denara i trójka wyszła w wąskie uliczki Kemnachu.

    Odeszli zaledwie kilkaset kroków od oberży i skręcili w wąski zaułek cuchnący jeszcze bardziej niz reszta dzielnicy.

    – Tutaj. Już czas… – szepnął jakby do siebie hasarycki kapłan. Zdziwiona para wyznawców spojrzała po sobie i chłopak sięgnął bez wachania po brzytwe cedząc złowrogo przez zęby:

    – Coś ci nie wierzym klecho, dawaj złoto!

    Kapłan tylko uśmiechnął się pod nosem, gdy hasaryci złapali się nagle za gardła i padli w rynsztok w ataku drgawek drąc ziemię rozcapierzonymi palcami. Po chwili konwulsyjne ruchy ustały a kapłan bez słowa sięgnął do kieszeni szaty po metalową łyżkę oraz mały woreczek z burej tkaniny i klęknął przy zwłokach.

    "…oczu dwie pary wyznawców zdradliwych zdobądź po czym w saku poczynionym wcześniej z antymagicznej tkaniny umieść…"

    Kleryk miał już wszystko, czego potrzebował. Splunął w rynsztok między ciała i spokojnym krokiem ruszył wdobrze znanym sobie kierunku. W jaskini kilka godzin drogi od Kemnachu czekali jego słudzy pilnując księgi z prawdziwym imieniem demona, Na kamiennym ołatarzu leżał pierścień wykuty przez orkonowych złotmistrzów w miejscu poza czasem i przestrzenią, gdzie nie sięgała moc bogów.

    Za trzy noce podczas nowiu, przywoła prawdziwym imieniem istotę z innej sfery, którą napoi krwią swych sług i nakarmi zdobytym sercem i oczyma. A potem oślepionego przez jadło demona zaklnie w pierścień, który nie istniał i ziiści się jego plan. Nie zooczą go bogowie, ni znienawidzony Asteriusz, ani nawet uwielbiony Hasar – Grun. A wtedy straszne rzeczy czynić będzie mógł wrogom boga demonów.

    Ok. Wstawka fabulrna niemal gotowa. Pewno trzeba bedzie trochę korekty, bo jak znam życie, to błędów trochę jest. Nie jest to sensustricte opis rytuału, a raczej jego przygotowań, ale tak myślę, że jakby dodać trochę więcej tekstów kursywą, które są jakby cytatami z notatek o rytuale to chyba by uszło. Ale ja jakoś nie mam do tego głowy:/

    Jesli chodzi o techniczną stronę, to powyższy opis tyczy wyznawcy HasarGruna bogga demonów, więc wrąbałem tam demona. Nie wiem jakie zdolności ma np Demoniczny Rycerz Hasar Gruna, ale pewno potrzebna by była wiedza czarnoksięska.

    ***

    Jak sam widzisz można sobie śmiało popuścić cugli fantazji. Zachęcam do adaptowania pomysłu i jego swobodnej modyfikacji.

  5. Skoscisty- pytanie bardzo zasadne. Sam amulet jest czymś w rodzaju białej plamy na obrazie, któremu przyglądają się bogowie. W takim ujęciu wręcz ścigaliby się wysyłając wyznawców, by sprawdzili co się tam kryje. Tymczasem sam posiadacz amuletu byłby przez swego patrona pozbawiony wsparcia.
    Ale… taki artefakt to potężny precedens. Stworzenie go wymagałoby olbrzymiej wiedzy na temat samej natury zauważenia śmiertelników przez byty boskie. Wydaje się logicznym, że do takiego poziomu zrozumienai mogliby dojść jedynie kapłani. Idąc dalej tym tropem wskazać by tu należało kapłanów chaotycznych bogów, których dążenia to zniszczenie nie tylko świata, ale i porządku panteonu. Bo kiedy porządek przepadnie to rozrośnie się chaos, czyli tacy bogowie zyskają. Taki Hasar Grun mógłby zatem skrycie natchnąć swego wyznawcę zarazem tworząc wokół niego sieć wydarzeń taką, by tenże owe działania podjął, ponieważ żaden wyznawca innych bogów nie pozbawiłby się dostępu do źródła mocy.
    Pojawienie się zaś takiego przedmiotu skupiłoby na nim dużą uwagę i wywołało zamieszanie, wystarczy do tego dorzucić plotkę (prawdziwą, czy fałszywą), że istnieje sposób, by artefakt pozwalał korzystać z mocy wyznawanego boga, jednocześnie chroniąc przed mocami kapłanów innych bogów..

    Krótko mówiąc opisany tu artefakt stanowić ma w zamyśle źródło inspiracji,wątpliwości i implikacji, których po prostu mnóstwo ciśnie się jako materiał na scenariusz.

    W związku z powyższym uważam, że moce Amuletu nie powinny zostać ujęte w zasady mechaniki, pozostając jedynie w gestii domysłów, plotek, czy zapomnianych, a może i zakazanych legend.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *