Klątwa Pani Wód

I nie postanie już noga wasza bezkarnie w domenie mej Pani, albowiem zawiniliście wobec niej bezgranicznie i tylko śmierć was z jej ręki czeka!  – ostatnie słowa khtana Esberosa Ulgara, 23 bakis-ranu 9455 KI.

Wdrażane pod protekcją awarimskiego kultu Gotam-gora metalowe pokrycia okrętowych kadłubów wywołały w roku 9455 ogromne poruszenie wśród mieszkańców niewielkiego księstwa Maragberu, położonego na południowym wybrzeżu krasnoludzkiej wyspy. Urażeni praktykami błogosławienia metalu przez powiązanych z kuźniami kapłanów Gotam-gora, liczni w Maragberze wyznawcy Bogini Mórz El-Amarny zaczęli zdecydowanie przeciwko temu protestować, zarzucając metalurgom próbę wtargnięcia w błogosławioną domenę ich patronki i jawne świętokradztwo. Władca Maragberu, krasnoludzki książę Dragan Thorim, stanął w tym zatargu po stronie wpływowych gotamgorczyków dopuszczając nieświadomie do eskalacji konfliktu i wybuchu ciągu dramatycznych wydarzeń, których kulminacją okazał się tragiczny w skutkach Karmazynowy Przypływ.

Konsekwentnie przez władcę ignorowany i odsyłany z kwitkiem arcykapłan El-Amarny w Maragberze, kthan Esberos Ulgar, popadł w drugiej tercji 9455 KI w stan duchowego szaleństwa, uważając się za niegodnego piastowanego stanowiska i godząc się na każde działanie mogące zaszkodzić rozwijającemu się szkutniczemu programowi Ghorimów. W bakis-ranie 9455 KI uniesiony religijnym żarem Ulgar powiódł kilkuset czcicieli Bogini Mórz na stocznię rodu Ghorimów w Maragberze. Większość porwanym charyzmatyczną przemową wyznawców El-Amarny rekrutowała się spomiędzy prostych rybaków i ubogich mieszczan, ale nie zabrakło wśród nich również uzbrojonych i znających się na władaniu orężem zabijaków, najczęściej mających za sobą żołnierską lub korsarską przeszłość. Rozjuszony tłum – wciąż mający w pamięci nadnaturalną burzę, która miesiąc wcześniej unicestwiła pierwszy obity metalowymi blachami statek – stratował stających im na drodze rodowych strażników Ghorimów i zaczął niszczyć warsztaty szkutników podkładając wszędzie ogień i ścigając uciekających w popłochu robotników.

Książę Thorim dał się co prawda rozruchom zaskoczyć, lecz nie można mu było odmówić zdecydowania i rzutkiego umysłu. Kiedy tylko na dziedziniec zamku władcy wpadli zdyszani posłańcy mknący z portu na rączych awarimskich brytanach, władca rzucił na ulice cztery setnie doborowej krasnoludzkiej piechoty pod sztandarami klanu Karganów. Noszący misternie plecione kolczugi i runiczne topory gwardziści bez trudu spacyfikowali zwykły motłoch, ale przyboczna świta arcykapłana Ulgara okazała się dla nich większym wyzwaniem. Widząc okrwawiony oręż gwardzistów arcykapłan sięgnął po klerycką magię, a towarzyszący mu pomniejsi klerycy poszli w ślady swego pryncypała.

W porcie wybuchła krótka, ale niebywale dramatyczna konfrontacja, niosąca śmierć po obu stronach. Krasnoludzcy gwardziści napierali na topniejące szeregi elamarnitów z zaciekłością charakterystyczną dla żołnierzy awarimskich szlachetnych rodów, zabijani potężnymi zaklęciami i ostrzami magicznych gizarm świątynnej straży Ulgara, ale nie tracący męstwa i uporu. Wyparci pomiędzy szkutnicze pochylnie buntownicy zdążyli podpalić jeszcze kilka wyciągniętych na ląd bongorów, tam jednak gwardziści osaczyli ich w końcu i zamknęli w pułapce. Gotów walczyć do końca w imię swej pohańbionej bogini, kthan Esberos Ulgar wyzwał na pojedynek towarzyszących książęcym żołnierzom kapłanów Gotam-gora, nim jednak ktokolwiek podjął rzuconą rękawicę, spiętrzona w płonącym jak żagiew magazynie góra metalowych blach przewróciła się wprost na elamarnickiego hierarchę, druzgocząc mu kości i miażdżąc wnętrzności.

Chociaż gotamgorscy kapłani nie potrafili w to uwierzyć, Esberos Ulgar nie umarł od razu. Śmiertelnie zraniony, zdołał wydostać się spod pryzmy bluźnierczego dla elamarnitów metalu, tocząc z ust krwawą pianę i próbując wypowiedzieć nieskładnie jakieś słowa. Niebo nad Maragberem zaciągnęło się w jednej chwili czarnymi chmurami, słońce zniknęło za nim pogrążając portowe miasto w złowróżbnym półmroku. Spokojne dotąd morze spieniło się szaleńczo, zaczęło bić wielkimi falami w brzeg wyrzucając na plaże rybackie łódki i zrywając liny cumownicze przebywających w porcie statków. W książęcym zamku na mury wylegli gotowi bronić swego pana żołnierze, a przerażeni mieszczanie uciekali w popłochu na otaczające Maragber wzgórza szukając tam schronienia przed rychłym boskim kataklizmem.

Lecz miasto księcia Thorima nie zostało unicestwione morskimi falami, jego kamiennych budowli nie zmiotła żadna nadnaturalna burza. Otaczający konającego Ulgara kapłani Gotam-gora modlili się żarliwie, śląc do swego niebiańskiego protektora desperackie prośby o ratunek. W burzowych chmurach nad Maragberem płonęły oślepiające światła błyskawic, ziemia pod nogami Awarimczyków drżała, a morze siekło brzegi wyspy wielkimi falami, kiedy jednak kurczowo trzymający się życia Ulgar wyzionął w końcu ducha, w jednej chwili wszystko ustało. Słońce wyjrzało ponownie zza chmur, morze wygładziło się w jednej chwili, a portowe miasto ucichło na długą chwilę i tylko bijące w niebo słupy pochodzącego z pożarów dymu świadczyły o tym, że niedawno stało się w Maragberze coś wręcz niewyobrażalnego.

Przez długi czas książę Thorim i arcykapłan Ukka Beblukk pewni byli, że łaska Gotam-gora ocaliła jego czcicieli przed gniewem El-Amarny i dała odpór złowrogim zakusom bogini. Książęce wojsko spacyfikowało resztki buntowników, pozbawionych po śmierci Ulgara woli walki i pogrążonych w bezkresnej rozpaczy. Ulegając wezwaniom arcykapłana Karraka do okazania łaski, Thorim poprzestał na nałożeniu na świątynię El-Amarny drakońskich kar finansowych, odstępując od wieszania uczestników zamieszek i przejmowania ich skromnych majątków. Ów akt miłosierdzia miał niebawem obrócić się przeciwko dobrodusznemu z natury księciu, jednakże w shnyk-ranie 9455 KI nikt jeszcze nie podejrzewał, że gniew awarimskich elamarnitów eksploduje niebawem po raz drugi.

W międzyczasie na jaw wyszła inna prawda, straszna i groźna w skutkach. W przeciągu jednego miesiąca zginęło czterech szkutników z rodu Ghorimów, wybitnych budowniczych i znaczących członków klanu. Wszyscy ponieśli śmierć w pozornie błahych wypadkach, tonąc w wodzie w trakcie prac nad nowymi bongorami. Kiedy zlecone przez księcia Thorima śledztwo wykazało, że w zgonach tych nie było żadnego udziału innej śmiertelnej osoby, kapłani Gotam-gora odkryli istnienie czegoś znacznie bardziej przerażającego: elamarnickiej klątwy śmierci.

Umierający kthan Ulgar zdołał rzucić na wrogów swej wiary niebywale silne przekleństwo, skazując na niechybną zgubę każdego członka rodu Ghorimów, Karganów oraz rodziny Thumana, który poważyłby się wypłynąć na otaczające wyspę wody. Chronieni mocą Gotam-gora na lądzie, krasnoludzcy poplecznicy księcia zostali w jednej chwili uwięzieni na Awarimie, nie mogąc go opuścić w obliczu niechybnej śmierci w morskiej toni.

Informacje dla Mistrzów Gry

Sytuacja w awarimskim księstwie Maragberu znacząco się zaostrzyła. Zatarg dwóch wpływowych kultów przeszedł w otwarty rozlew krwi i chociaż widmo otwartej wojny religijnej wciąż jeszcze wydaje się odległe, władca południowej krainy musi z niepokojem śledzić bieg wydarzeń na wybrzeżu. Śmierć arcykapłana El-Amarny z pewnością odbije się szerokim echem na południu Kartarii, a rzucona na zaangażowane w budowę metalowych bongorów rody klątwa znacznie utrudni dalsze prace nad wynalazkiem.

Mistrzowie Gry chcący wkomponować powyższe wydarzenia w tło przygód swoich drużyn zyskują sposobność opowiedzenia się po każdej ze stron. Gracze mogą dołączyć do niszczących stocznię elamarnickich buntowników albo wraz z żołdakami księcia tłumić rozruchy. Staną się świadkami niebiańskiej konfrontacji dwóch boskich bytów, co samo w sobie powinno zapaść w pamięć prowadzonym przez nich postaciom. Po stłumieniu zamieszek będą mogli próbować łagodzić represje wobec uczestników zajść lub uczestniczyć w łapankach na niedobitki elamarnickich bojówkarzy, koniec końców zaś zyskują możliwość przysłużenia się któremuś z obłożonych klątwą rodów najmując się na służbę jako kurierzy, gońcy i wywiadowcy słani do innych krain w zastępstwie czcigodnych krasnoludów nie mogących pod groźbą śmierci opuścić brzegów Awarimu.

Bookmark the permalink.

8 Comments

  1. Niczym serial spod znaku HBO! 😉

  2. Miło się obserwuje jak nasz pomysł jest oblekany w ciało i duszę za pomocą kunsztu literackiego Ketha. Zachęcam do komentowania i oceny!

  3. Sprzedamy licencje HBO i Gra o Tron odejdzie w niebyt.

  4. Trudno to czytać bez uśmiechu, który maluje się na twarzy. Uśmiechu wynikającego z uznania dla dzieła i uciechy spowodowanej twórczością. Działajmy Panowie bracia, bo to się dobrze czyta.

  5. fajne zgrabne i powabne :), to cóż – czas chyba zacząć pisać kampanie, której otoczką będą wydarzenia opisane powyżej 😛

  6. Keth tak ubiera w proze nasze wypociny, ze to po prostu sie w glowie nie miesci. Keth, BRAWO!

  7. Interesujący rozwój konfliktu, czekam na ciąg dalszy.

  8. No no gratuluje pomysłu i stylu pisania. Świetne:-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *