Czas Reptillionów

Rok 1

Gdy przeminął wielki kataklizm, wywołany strąceniem Balamora do Otchani, rasy rozumne poczuły się samotne, opuszczone po odejściu Lahagana w boskie zaświaty. Cała Orchia uległa wielkim przemianom. Choć zniszczenie nie dotknęło obszarów zamieszkanych przez rozumne rasy w takim stopniu, jak innych, mniejsze, nie zburzone przez Morglitha miasta i wsie legły w gruzach, pola zostały wypalone płomieniami nawałnicy. Pod błękitnymi falami znikły lasy, góry, wzgórza i doliny. Tym, którzy przeżyli ukazało się oblicze Orchii tak odmienione, że nie chcieli wierzyć własnym oczom. Zamiast jednego kontynentu, dostrzegli setki, tysiące wysp, atoli i archipelagów, nazwanych potem Archipelagiem Centralnym, na których wciąż jeszcze przetrwało wiele z dawnych okropieństw. Tak oto skończył się Czas Czerni, okres antyczny, baśniowy i legendarny, gdzie dobro było jeszcze dobrem, zło złem, a wszystkie rozumne istoty, choć spierały się ze sobą, potrafiły jednak wspólnie przeciwstawić się demonowi. Lecz potem, w okresie zwanym Czasem Reptillionów, zaczęły się liczyć dobra materialne, rozpoczęły się rozgrywki o władzę i pozycję społeczną. Wzbogacone plemiona i ludy zakładały miasta, w których gonitwa za zaszczytami i bogactwem stała się stylem życia, więc mądrość i odwaga z czasem przestały się liczyć. A ci, którzy z woli Bogów mieli bronić tego świata, sami zaczęli narzucać innym swą władzę. Pojawiła się nienawiść, zazdrość i pycha, a Ochria poczęła staczać się ku pustce i zniszczeniu.

Upłynęło jednak jeszcze dużo czasu zanim nastąpimy wszystkie późniejsze nieszczęścia. Wówczas, zaraz po unicestwieniu Balamora, wszystkim wydawało się, że nadchodzą dni szczęścia i dostatku. Ludy Ochrii, choć zdziesiątkowane po straszliwej wojnie, z zapałem wzięły się do wielkiego dzieła odbudowy. Reptillioni wybrali królem Hasuga Wspaniałego, brata Lahagana. Król Spod Góry – Oslar Krzemienny Topór zginął w Karak-Garn, zaś jego następcą wybrany został Gim-Bin Kamienny Hełm, który nakazał opuścić zajmowaną dotąd starożytną kopalnię. Z kolei ludzie, dowodzeni przez Hilduma, zburzyli część zniszczonego Osmundu, po czym na jego fundamentach zaczęli budowę nowego miasta o tej samej nazwie, które w ogólnym kształcie zachowało się do dziś. Osmund jest więc stolicą najstarszego z ludzkich królestw. W znacznie gorszej sytuacji znalazły się elfy. Jak wiadomo, poniosły one straszliwe straty w Allarionie. Na czas bezkrólewia, nim Fedrii, syn Olgriona osiągnął wiek męski, panować miała żona ostatniego władcy – Niniaere. Na pocieszenie po tak straszliwych klęskach, Hasuga darował elfom ciąg wysp Elmanalu, na południu Archipelagu Centralnego – pomógł im przenieść się tam i zbudować silną flotę. Część z elfów osiedliła się na olbrzymiej wyspie w północnej części archipelagu, Orkusie Wielkim, gdzie zbudowali wkrótce jedno z najwspanialszych miast świata – Olgrion, nazwany tak od imienia swego niedawnego władcy.

Lata 2-35

Prawie natychmiast doszło do gigantycznych wędrówek, gdyż ludy zaczęły poszukiwanie nowych miejsc osiedlenia. W krótkim czasie zdołano zaludnić większość wysp i wysepek. Po zwycięstwie nad Balamorem wszystkich przepełniała duma i poczucie własnej mocy. Założono wiele nowych królestw, lecz nad wszystkimi dominowało młode, silne państwo reptillionów. Jak łatwo się domyślić, najpotężniejszą rasą świata zostali teraz potomkowie pogromcy Balamora – rozumne jaszczury. To oni zbudowali najwięcej miast, flotę, twierdze i świątynie. Jednym z pierwszych rozporządzeń Hasuga Wspaniałego było ustanowienie kalendarza, który bez oporów został przyjęty również przez inne rasy. Rok pierwszy był w nim rokiem pokonania Balamora.

Spokojne i łagodne rządy króla Hasuga były latami wielkiej odbudowy i jednocześnie umacniania się królestwa reptillionów. Przede wszystkim rozbudowano Reptilliongard, zmieniając jego nazwę na Archagastę, co w wolnym tłumaczeniu z reptilliońskiego przełożyć można jako Główna stolica. Na Orkusie Wielkim powstała także warowna twierdza – Gasta, wspomniany już elfi Olgrion, a także Eihmena, Stolica Kupców, czyli dzisiejszy Gett-warr-garr. Reptilliońskie królestwo rozrastało się szybko, choć jego centrum pozostawał ciągle Orcus Wielki i Archagasta. Na wyspie Wielki Wal, na górze Walor, gdzie odnaleziono młot Reptilliona Wielkiego, zbudowano gigantyczną świątynię, w której złożono ciało Lahagana. Wkrótce wokół niej rozrosło się miasto Aramasta. Sam Wielki Wal został szybko zaludniony przez rozumne jaszczury i do dziś jest to największe ich skupisko na świecie.

Rok 250

Zmarł Hasuga Wspaniały. Jego panowanie trwało równe 250 lat. W ciągu tego okresu nie wybuchła żadna wojna, nie musiano odpierać najazdów goblinów, czy barbarzyńców, nie znano także buntów i wojen domowych, które są prawdziwą plagą obecnych czasów. Reptillioni wiedli prym we wszystkim, ale jednocześnie chętnie pomagali innym, dzielili się wiedzą i doświadczeniem.

Rok 251

Hasuga złożono z honorami do krypty w grocie góry Walor, obok Kryształowego Sarkofagu, w którym po dziś dzień przechowuje się ciało boga i jego legendarny młot. Po Hasugu na tronie zasiadł Isadumoranin, określany potem przydomkiem Mądry. Od samego początku jego rządów rozpoczął się dla reptillionów okres szczęścia, dobrobytu i dostatku. O ile Hasug zasłynął z budowy, o tyle Isadumoranina znano jako władcę popierającego sztukę i kulturę. On to po raz pierwszy wskazał reptillionom drogę do wiedzy, zakładając szkoły magii w Archagaście, rozbudował świątynie Reptilliona Wielkiego na Wielkim Walu, wzbogacił je o kapłańskie kolegia. Za czasów Hasuga reptillioni mieszkali jeszcze w ponurych, kamiennych twierdzach, grotach i mrocznych budowlach, jadali na wpół surowe mięso, chodzili w skórach dzikich zwierząt. Za Isadumoranina poznali bogactwo, zasmakowali w zbytku, wykwintnych strojach, wystawnych ucztach, zaczęli ozdabiać nowo wznoszone domy marmurem i dającym się łatwo kształtować piaskowcem. Dwór władcy olśniewał przepychem. Budowane z kamienia miasta reptillionów, niegdyś szare, smutne, teraz zdumiewały zdobieniami. Reptillioni kochali zawsze ten rodzaj budulca – w ich osiedlach, częstokroć wyrąbanych wprost w skałach, nie znajdowało się wiele drewna czy metalu. Za to kamienie łączone były wygładzoną kością i rogiem, zdobione niezwykłymi wzorami. Gdy do zdobień doszły jeszcze szlachetne kamienie i kryształy, grody reptillionów zaczęły olśniewać dostatkiem i zbytkiem.

Rok 290

Zmarł król Isadumoranin, a na tron wstąpił jego brat – Naichidion, równie zacny władca jak poprzedni. Główną zasługą Naichidiona było spisanie dotychczasowej historii świata na osławionych Kamiennych Tablicach, których szczątki, rozproszone i zniszczone w czasie wojen z Kartanem, zebrano ostatnio w świątyni Reptilliona w Gaście. To właśnie dzięki nim możemy zgłębić sekrety minionych wieków, bo mądrość jaszczurów ocaliła dla nas wielką cześć przeszłości Ochrii. Naichidion zasłynął także jako król niezwykle ciekawy świata. To właśnie on zainicjował wiele badawczych wypraw.

Rok 295

Żeglarze, rekrutujący się spośród elfów, reptillionów i ludzi, po raz pierwszy od początku świata opuścili Archipelag Centralny, odkrywając nowe ziemie i lądy. Przekonali się szybko, że wszystkie pozostałe archipelagi Ochrii są albo bezludne i dzikie, albo zamieszkałe przez potwory z Czasu Czerni. Znamienne jest, że nigdzie nie natknęli się na ślad okrutnych sharanów. Być może wtedy jeszcze nie było ich na świecie.

Rok 298

Elf, zwany Imalem, rozpoczął wielką wyprawę morską. Sądząc, że świat Ochrii jest kulisty, zamierzał podążyć na zachód, powrócić zaś ze wschodu. Gdy jednak minął ostatni z archipelagów i miał już wpłynąć na półkulę wschodnią, przekonał się, że jest to niemożliwe. Zaraz bowiem za znanymi obszarami świata rozciągał się gigantyczny ocean, na którym szalały niebezpieczne burze i nawałnice. Przepłynięcie go wydawało się niemożliwe, Imał zawrócił więc na wschód, ale i tak pewne rzeczy, które odkrył, nie dawały mu spokoju. Na jednej z wysp, leżących już na oceanie, odnalazł bowiem stare, wyciosane ze skał posągi, kształtem nieco przypominające olbrzymy z Archipelagu Centralnego. Bez wątpienia były one dziełem myślącej rasy. Ale w wykutych ze skał kamiennych gigantach był coś tak obcego, tak nie znanego i przerażającego, że przestraszył się, iż jego załoga może ulec szaleństwu, więc czym prędzej stamtąd odpłynął. Wiele lat później Imal próbował przebyć bezmiar, który nazwał Oceanem Burz, od strony wschodniej, ale gdy tylko oddalił się od poznanych obszarów, zniknął i nigdy więcej nie widziano jego okrętów. To, co odkrył na tajemniczych wyspach dało początek legendzie, że za Oceanem Burz, na półkuli wschodniej, znajduje się niedostępny, owiany mrokiem tajemnicy Zapomniany Kontynent – znany teraz pod orkową nazwą Anghor Karan.

Rok 451

Zmarł Naichidion. Zostawił tron najstarszemu synowi – Fastadurowi Wojowniczemu, którego już od najwcześniejszych lat pociągała wojna i wojsko. Ów, włożywszy na skronie brylantową obręcz reptillionów, zajął się budową militarnej potęgi państwa. W jego czasach wzrosły bowiem niepokoje w północnej części Orkusa Wielkiego, gdzie, jak za dawnych lat, grasować poczęły bandy goblinów, ogrów i orków. Fastadur, zebrawszy sporą armię, wyruszył w stronę Gór Wapiennych, gdzie odniósł decydujące zwycięstwo nad wrogiem. Wracając nałożył dużą daninę na ogrów.

Rok 453

Fastadur ustanowił po raz pierwszy stałą armię. Nie była ona zbyt liczna, ale, regularnie ćwiczona, doszła wkrótce do takiej sprawności, że jeden jej żołnierz mógł bez trudu stawić czoło kilku przedstawicielom innych ras. To właśnie ów król stworzył najbardziej groźną dla wrogów formację reptilliońskiego wojska – Kamienną Jazdę, a obok również oddziały piechoty, uzbrojonej w młoty i włócznie. W dawnych czasach reptillioni, zamiast koni, dosiadali olbrzymich, łagodnych jaszczurów, zwanych antarami. Król-wojownik po raz pierwszy zaczął używać ich w boju. Okryci własną łuską i zbrojami, reptillioni szarżowali w zwartej masie na wroga, druzgocąc szeregi nieprzyjaciół. Kamienna Jazda siała trwogę wśród hord goblinów, a czas pokazał, że była równie skuteczna w starciach z innymi przeciwnikami.

Rok 459

Fastadur utworzył flotę reptillionów. Po raz pierwszy spuszczono na wodę ze stoczni w Gaście nowe typy okrętów – inwazyjne arki – płaskie, niskie, ale szybkie i wytrzymałe, na których przewożone mogły być nie tylko antary razem z jeźdźcami, ale także ciężkie, oblężnicze machiny wojenne. Armia reptillionów zaczęła jawić się jako wielka siła i po raz pierwszy inne rasy zaniepokoiły się tak wielkim wzrostem znaczenia ich sąsiada, który z opiekuna począł stawać się protektorem.

Rok 505

Zdarzył się nieszczęśliwy wypadek. Jak na ironię losu, twórca Kamiennej Jazdy spadł ze swego antara i dostał się pod pazury pędzącego obok gada. Ponieważ król nie miał syna, panowanie przeszło w ręce jego młodszego brata – Naumeduora. Nowy król od samego początku rządów dał poznać się jako władca ambitny i zdecydowany na wszystko.

Rok 575

Naumeduor rozszerzył swoje panowanie o kilka nowych wysp Archipelagu Centralnego. Za jego rządów na dworze w Archagaście zapanował prawdziwie imperialny przepych. Król Naumeduor zmienił się, nie byl już, jak w początkach swego panowania, łagodnym dla przyjaciół wojownikiem – kapłanem reptillionów. Teraz stał się imperatorem i taki właśnie przybrał tytuł, a ludowi i poselstwom ukazywał twarz chmurną i gniewną. Za jego długoletnich rządów państwo reptillionów osiągnęło szczyt swej potęgi. Naumeduor wiedział jak to wykorzystać.

Rok 595

Do króla przybyli władcy innych ras. Naumeduor nie usiadł jednak obok gości, lecz posadził ich poniżej swego tronu, na ławach przy kamiennym stole. Dał tym samym do zrozumienia, że nie uważa ich za równych sobie. Rzecz jasna, poczuli się urażeni, ale gdy wracali do swych królestw i księstw, ich oczy widziały wielkie, potężne twierdze reptillionów, ciągnące drogami oddziały wojska, straszną Kamienną Jazdę i silne floty, przemierzające morza i oceany. Więc chociaż w sercach czuli gniew, milczeli, aby nie drażnić groźnego sąsiada.

Państwo reptillionów rozwijało się dość szybko, ale nie oznaczało to wcale, że inne rasy pozostały słabe i nieliczne. I tak, do wielkiej powagi i znaczenia doszły elfy. Utworzyły one na południu, na wyspach nazywanych Elmanalem, własne, duże królestwo. Pierwszym z jego długowiecznych władców był Fedril, syn Olgiona, który dał początek nie tylko elfiej linii królewskiej, lecz także elitarnemu domowi Eanerie. Na Elmanalu już wkrótce powstały duże, piękne miasta. Ale mimo tego, nie wszyscy spośród przedstawicieli tej rasy zerwali z dawnym życiem. Większość z nich żyła i żyje nawet w obecnych czasach tak samo, jak w okresie Czerni w lasach, na teleganach w gałęziach drzew. Elfy kochały drzewa, przyrodę, śpiew i muzykę, więc wszystkie bory na wyspach rozbrzmiewały ich pięknymi głosami. Wielu przedstawicieli tej rasy wywędrowało na północ. Osiedlili się w Olgrionie na Orcusie Wielkim, zakładając dom Aenerly i budując przepiękne miasto Olgion. Jeszcze inni utworzyli z kolei trzeci dom Deleminea i osiedli na wschodnich wyspach Archipelagu Centralnego.

Dość podobnie rzecz miała się z krasnoludami. Niemal natychmiast po wybraniu królem Gimbina, lud gór opuścił Karak-Garn. Kopalnia owa, w której zginęło tylu znamienitych wojowników, stała się odtąd wielką, świętą nekropolią krasnoludów. Szczyt Karak-Gam po dziś dzień wznosi się ku chmurom w północnej części wyspy Otland w ciągu Grua – Złotych Wysp Osmundu. Po całym Orcusie krążą legendy o skarbach, pozostawionych tam przy ciałach martwych królów, którzy są tu przywożeni z całej Orchii. Po opuszczeniu Karak-Gamu lud gór rozszedł się w różne strony, zakładając wiele kopalni i podziemnych twierdz. Część krasnoludów osiadła na Orcusie Wielkim pod wodzą samego Gimbina, wykuwając w Górach Pięciu Twierdz wielką stolicę – Tagar Dur. Król Spod Góry, władający tym podziemnym miastem, jest królem wszystkich krasnoludów świata, którzy, podzieleni na często ze sobą rywalizujące rody, rozeszli się po archipelagu. Ale mają stawić się do boju na wezwanie wielkiego władcy.

Zupełnie inaczej niż z krasnoludami miała się rzecz z ludźmi. Ci od samego początku skupili się w jednym miejscu, zakładając królestwo Osmundu na wyspach Grua, na południe od Orcusa Wielkiego. Pierwszym władcą tego państwa był Hildum, od którego wywodzi się najstarsza linia królów ludzkich na świecie. Legendarny obrońca Osmundu w czasie wielkiej wojny z Balamorem zasłynął jako król, który przebudował stary drewniano-ziemny Osmund, uczynił go stolicą na miarę swego królestwa. Nowy Osmund zachwycał już w tamtych czasach nie tylko pięknem pałaców, domów i ogrodów, lecz także charakterystycznymi, wielkimi wieżami, których kopuły wykładano płytkami ze szczerego złota. Mieszkańcy Osmundu oddawali w ten sposób cześć Asteriuszowi Wielkiemu. Wieże owe są po dziś dzień swoistym symbolem królestwa ludzi. Na jego sztandarach widnieje bowiem złota baszta w błękitnym polu.

Hildum, syn Kirana Błyskawicy, panował w spokoju i szczęściu przez 68 lat. Całego tego okresu nie zakłócił żaden najazd, ani niepokój. Podobnie jak inne ludy, i ten cieszył się dostatkiem i spokojem. Gdy Hildum zmarł, podzielił państwo między swoich trzech synów. I tak Hinegen Mądry otrzymał niezależne księstwo Oltu – wyspę Otland. Osmun środkowy i wschodni dostał w posiadanie Kiran II, a zachodnią część królestwa otrzymał Othelian Wspaniałomyślny. Wśród ludzi, inaczej niż u innych ras, gdzie władzę obejmował zawsze najstarszy syn króla, dzielono państwo na części. Choć w przypadku Osmundu tylko władca jednego z nich posiadał koronę królewską, to jednak z czasem udzielne księstwa uzyskały całkowitą, niezależność. Cóż z tego jednak, skoro wkrótce i one uległy dalszym podziałom. W końcu synowie Hilduma także mieli dzieci. I tak po śmierci Kirama II w roku 104, Osmund Wschodni I Orpas przeszły we władanie jego synów, ulegając podziałom na dwa niezależne księstwa. Również wśród samych ludzi nastąpiły dalsze podziały. Przede wszystkim z całej społeczności wyodrębniła się wkrótce grupa przybocznych króla – jego gwardzistów, najczęściej jeźdźców, którzy w zamian za nadania ziemi mieli stawać zbrojnie na każdy rozkaz władcy. Ponieważ od samego początku istnienia Osmundu obowiązek ten, ale i zaszczyt, był dziedziczny, wszyscy konni wojownicy, nazywani gwardzistami albo towarzyszami króla, zaczęli zmieniać się w rycerstwo. Już wkrótce wymusili na władcach prawo do stałego posiadania ziemi; potem pojawił się specyficzny kodeks honorowy. Co ciekawsze, inni władcy – elfów czy krasnoludów, na których terytoriach osiedlali się ludzie, zaczęli nadawać im ziemię na prawach rycerskich. Dlatego rycerstwo, jako część społeczności ludzkiej, powstawało wszędzie i stąd dzisiaj natknąć się można na Archipelagu Centralnym nie tylko na rycerzy wywodzących się z Osmundu, lecz także z innych krain, gdzie osiedli kiedyś ludzie – Orcusa Wielkiego, Gutum-Guru, a nawet Walgaru. Ludzie dość szybko dali poznać się jako sprawni kupcy, a jeszcze bardziej jako żołnierze, wojaczka bowiem stała się pasją znacznej części tego ludu.

Tymczasem Osmund ulegał dalszym podziałom. W roku 243 było już sześć królestw osmundzkich, z których wykrojono jeszcze niezależne terytoria. Zjednoczenia kraju dokonał dopiero Redegar Widłobrody. Uczynił to na drodze pokojowej, a dopomogła w tym zaraza, która niespodziewanie pojawiła się w królestwie ludzi. Jej ofiarą padło czterech spośród sześciu władców. Wilbard Szary z Otlandu poślubił córkę Redegara i tym samym przyłączył swoje ziemie do nowo powstałego, zjednoczonego królestwa. W niedługim czasie on również zginął w jednej z wojen z piratami, napadającymi wschodnie wybrzeża Osmundu.

Redegar panował do roku 296. Nie zostawił po sobie następcy tronu, uregulował wszakże sprawy dziedzictwa władzy w ten sposób, że panować miał zawsze jeden z synów władcy, wybierany na króla przez wielką radę dworu. Niestety, król Osmundu nie doczekał się męskiego potomka. Pozostała po nim córka Ethela. Choć rzadko wychodziła z pałacu, powszechnie sławiono jej urodę. Gdy przypadł jej tron, natychmiast pojawili się liczni konkurenci do ręki tak urodziwej panny. Ethela jednak zbyła ich w okrutny sposób. Kiedy książęta i rycerze zjechali do jej pałacu w Osmundzie, zobaczyli obrazy i malowidła, przedstawiające przepiękną, wysmukłą postać księżniczki. Słyszeli trubadurów, sławiących jej rozum, dobro i mądrość. Jednak, gdy zgromadzili się w wielkiej sali zamku, jako Ethelę przywiedziono im niewysoką kobietę w płaszczu i z zasłoniętą twarzą. Gdy tylko zdjęto kaptur, wyłoniło się spod niego trędowate oblicze bezzębnej staruchy…

Ethela specjalnie podstawiła zamiast siebie staruchę z miejskiego przytułku. Sprytna księżniczka odprawiła w ten sposób zalotników, po czym sama przejęła władzę. Poczynała sobie dość śmiało i w jej postępowaniu chyba najdobitniej ujawniło się szaleństwo nadciągających czasów. Jednemu ze swoich ministrów, za uchybienie kobietom, kazała wyrwać język. Miała wielu kochanków – tych, którzy się jej znudzili, kazała przywiązywać do wielkich głazów i spuszczać do Zatoki Osmundzkiej. Ponoć było ich tylu, że portowi zaczęły zagrażać nadmiernie spasione ludzkim mięsem stada żarłaczy. Jej panowanie stało się zatem wielce niebezpieczne dla młodych mężczyzn. Często bowiem porywała upatrzonych kawalerów, aby potem wydać ich na śmierć. Niestety, nawet w naszych czasach nie brakuje wśród bardów głupców, którzy ową zbrodniczą niewiastę ukazują w licznych pieśniach jako piękną, skrzywdzoną kobietę. Kobietę, zmuszoną do małżeństwa z Wilbardem Szarym, która, aby utrzymać się przy władzy, w brutalny sposób położyć musiała kres zakusom swych przeciwników.

Kres zbrodniczym rządom Etfieli położył dopiero Redamin II – książę Otlandu. Ów, zbuntowawszy się, zdobył Osmund. Sam koronował się na króla, a okrutną księżniczkę nakazał stracić w taki sam sposób, w jaki uśmiercała swoich faworytów. Powiadają, że gdy wieziono ją na środek Zatoki Osmundzkiej, ze wszystkich stron ściągnęły wielkie stada żarłaczy, towarzysząc królewskiemu okrętowi. Ethela poczęła błagać Redamina, aby zabił ją i do wody wrzucił martwe ciało. Król jednak pozostał nieugięty. Przypomniawszy księżniczce jej zbrodnie, nakazał ją wrzucić do morza żywcem. W miejsce, w którym pogrążyła się w odmętach natychmiast podążyły dziesiątki żarłaczy, kotłując się i walcząc o królewski łup. Wszyscy usłyszeli przeraźliwy, dochodzący jakby spod wody okrzyk trwogi, który rozszedł się echem po wybrzeżu. Do dziś w Osmundzie usłyszeć można legendę, że upiór księżniczki grasuje w księżycowe noce po wybrzeżach, zabijając każdego, kto wejdzie mu w drogę.

Redamin II objął władzę bez większego sprzeciwu możnych i rycerstwa. Panował do roku 352, po czym nastąpił jego syn – Redamin III. W ten sposób na tron osmundzki wstąpiła nowa dynastia – otlandzka. Choć pierwsi jej władcy swą przezornością, hartem i odwagą nie ustępowali samemu Hildumowi, czego dowiedli w rozlicznych wojnach z piratami i barbarzyńcami ze wschodu, to u schyłku pierwszego millenium przedstawiciele tej dynastii jęli popadać w degenerację. Coraz mniej interesowały ich sprawy państwa, coraz więcej zaś łowy, uczty i miłosne zabawy. Z biegiem czasu Osmund podupadał coraz bardziej, by już nigdy nie odzyskać dawnej świetności.

Jedna tylko jedyna rasa nie zbudowała w owym Czasie Reptillionów ani jednego miasta, ani nawet silniejszej twierdzy, nie spuściła na wodę okrętów, nie miała władzy ani praw. Były to orki. Od owego dnia, w którym Arhot-tan opuścił radę elfów, krasnoludów, ludzi i reptillionów, lud ten nie mieszał się do spraw pozostałych ras. Za to z biegiem czasu dziczał coraz bardziej – mieszkał na bagnach, głęboko w górach i w gęstych puszczach. Żył dziko i już wkrótce zaczął napadać na inne rasy. Jego orężem były szable, ponadto używał prymitywnych luków, które kradł elfom lub ludziom. Orki miały prostackie maniery, a w ich życiu dominowało okrucieństwo i przebiegłość. Nie podlegały ani jednemu królowi, czy władcy. Po śmierci Arhot-tana rasa ta rozpadła się na setki rywalizujących ze sobą szczepów. Najsilniejszym z nich okazały się, z których wywodził się sam Kartan, nawet im jednak było daleko do tego, aby podporządkować sobie pozostałe plemiona. Za to znacznie później, gdy władza owej rasy objęła cały świat, Orki Wyniosłe chętnie przypisywały sobie boskie pochodzenie. Zaczęto je przedstawiać jako przybyłe na Orchię z innego świata, czy nawet sfery. Jak jednak było naprawdę, tego nikt nie jest w stanie wyjaśnić, a zbytnie zainteresowanie ich początkami wzbudzić może niechęć obecnych władców Orchii. A przecież jak wiadomo język, który przewinił, odrąbuje się wraz z głową.

Wraz z nadejściem pierwszego tysiąclecia pradawna Ochria przestała cieszyć się spokojem. Władza i ambicje reptillionów rosły coraz bardziej. Jednocześnie w górach rozmnożyły się gobliny, które częstymi wypadami ze swych kryjówek zakłócały spokój władców świata. Już wkrótce blisko związały się z nimi orki. Wiodąc podobny tryb życia, szybko znalazły w goblinach podobnych sobie rabusiów i okrutników. Tymczasem w kręgu cywilizowanych ras zaczęło narastać zepsucie. Elfy poznały czarną magię, pojawiły się pierwsze sekty oddające potajemnie cześć coraz mroczniejszym bóstwom. Narastały niechęci, aż wreszcie zrodziła się nienawiść. Świat począł staczać się ku zniszczeniu.

Czegóż jednak wymagać można od zwykłych śmiertelników, skoro waśń nie ominęła nawet bogów. W roku 899 kalendarza reptillionów doszło do wielkiego rozłamu pośród pozaziemskich władców świata. Niektórzy z nich, nie wiadomo dlaczego, już wcześniej poczęli zbaczać na drogi zła. Podporządkowali sobie ciemne strony magii i – co najgorsze – wpływać jęli w ten sam sposób na swoich wyznawców. Już wkrótce Seth, będący bogiem śmierci i wieczystego spokoju, zabrnął tak głęboko w nieprawość, że odszedł od pozostałych bóstw i stał się panem stworów zła, opiekunem jego gorliwych szerzycieli. Natychmiast wystąpił przeciwko niemu Asteriusz Wielki i tak rozpoczęła się trwająca po dziś dzień nienawiść między nimi, w którą wciągnęli także innych bogów, a co gorsza, także swych wyznawców. Zło przeniknęło zatem na Orchię. Kiedyś jedyne jego źródło stanowił Balamor, teraz ulec mu mógł każdy z żyjących. Rzecz jasna, nie było tak, że rasy rozumne nie znały wcześniej nieprawości. Tym niemniej jednak teraz coś poczęło budzić w nich najgorsze cechy. W Czasie Reptillionów, poza zwadą bogów, uczyniło to bogactwo, zbytek i rozpusta. Tak narodził się chaos i mrok, który trwa do dzisiejszego dnia.

Pierwszy wstrząs dla wielkiego, kamiennego władztwa reptillionów nadszedł w roku 1026. Do tego czasu żyli oni dość spokojnie – przewodząc innym ludom. Imperatorzy z Archagasty trwali w przekonaniu, że są najpotężniejszymi władcami na świecie. Tymczasem niespodziewanie jedna z wypraw badawczych na ciąg wysp otaczających Archipelag Centralny doniosła z niepokojem, że zjawiły się tam dziwne istoty, przypominające skrzyżowanie człowieka z pająkiem. Nigdy wcześniej nie słyszano o takiej rasie, nie okryły jej wyprawy elfów za Naichidiona, ani kupieckie eskapady ludzi czy reptillionów. Gdy okazało się w dodatku, że nie jest możliwy jakikolwiek kontakt z owymi dziwnymi istotami – poselstwo wysłane przez króla reptillionów Isangu, po prostu nie wróciło i zaginął po nim wszelki ślad – dwór w Archagaście poważnie się zaniepokoił. W dwa lata później do stolicy dotarła jeszcze bardziej niepokojąca wiadomość. Okazało się, że tajemnicza rasa, nazywana teraz sharanami, zaatakowała faktorie reptillionów, leżące na otaczających Archipelag Centralny wyspach. Mieszkańcy zostali zjedzeni lub uprowadzeni w niewolę. Na wieść o tym reptillioni wysłali natychmiast na północny wschód silną, załadowaną wojskiem flotę. Wyprawa ekspedycyjna dotarła do ruin osad, nie znajdując w nich żywej istoty, po czym ruszyła w stronę siedzib sharanów. Dopadłszy jakąś odosobnioną grupę na jednej z wysp, stoczyła z nią walkę, ponosząc jednak tak ciężkie straty, że niemal natychmiast musiała wracać na Archipelag Centralny. Reptillioni, mocno zaniepokojeni, zlikwidowali wszystkie osady i faktorie na archipelagu, nazwanym później od wyglądu sharanów Archipelagiem Pajęczym. Do dalszych konfliktów na razie nie doszło. Obie strony oddzielone były od siebie bezmiarem oceanu, jak jednak pokazał czas, sharany stały się wielkim zagrożeniem dla mieszkańców Ochrii.

Tymczasem, w zaledwie kilka lat później, nastąpiło nowe, niezwykłe wydarzenie. Na Ochrii ni stąd ni zowąd pojawiły się smoki! Przybyły na Archipelag Centralny, pustosząc wielkie połacie wysp. Gdy reptillioni podjęli próbę porozumienia się z nimi, przekonali się ze zdumieniem, że większość smoków obdarzona jest dość wysoką inteligencją. Po początkowym okresie wrogości reptillioni niemal się z nimi zaprzyjaźnili. Zawarto układ, na mocy którego obie strony miały szanować wzajemnie swoje prawa i nie występować przeciwko sobie. Latające gady opuściły Archipelag Centralny, aby założyć swe siedziby na otaczających go wyspach. Założyły także, jak mówią legendy, Imperium Czerwonego Zmierzchu. Niestety, wkrótce okazało się, że wiele z nich, zaliczających się do grupy czerwonych, nie przestrzegało i nie przestrzega wcześniejszych postanowień, napadając na żywe istoty, pustosząc pola, paląc wsie. Obecnie zwalczają ich wykwalifikowani Zabójcy Smoków. Reszta latających gadów zobowiązała się także, że nie będzie się mieszać do sporów pomiędzy rasami. Smoki, w znakomitej większości, dotrzymały tego przyrzeczenia.

W czasie, gdy reptillioni spokojnie i bez pośpiechu zapoznawali się ze swymi gadzimi pobratymcami, nad pozostałymi rasami Archipelagu Centralnego zawisła poważna groźba. Wielu spośród ludzi, elfów i krasnoludów okazało się tak szalonymi, że poczęli zgłębiać tajemnice czarnej magii. Już wkrótce pośród najstarszej rasy Ochrii pojawił się czarnoksiężnik zwany Eleadilem, wśród ludzi zaś swymi nekromanckimi kunsztami zasłynął Alemor, zwany potem Wyklętym. Długo żyli spokojnie w swoich społecznościach, aż wreszcie, jak podają zwoje elfów, obydwaj nagle zaczęli mieć dziwne sny. Widzieli wnętrze mrocznego, czarnego grobowca, w którym przebywał jakiś człowiek w obszernym płaszczu z nasuniętym na oczy kapturem. Przyzywał ich do siebie niespokojnymi gestami, a gdy byli już blisko, ukazywał odsłaniał swą twarz – oblicze kościotrupa i osadzone w przegniłej czaszce, pałające ogniem oczy. Sen ów powtarzał się ciągle, aż wreszcie Ełeadil rozpoznał w owym grobowcu jedną ze starożytnych nekropolii na Orcusie Czarnym, zwanym dzisiaj Książęcym. Już wkrótce obaj magowie porzucili swoje domostwa, po czym wraz ze swymi poplecznikami i sługami przybyli na tajemniczą wyspę. Tu, w jednym ze starożytnych grobowców, spojrzeli w oczy prawdzie. Wezwani zostali przez Morglitha, aby zostać jego sługami i razem z nim nieść zgubę światu.

Doprawdy nie wiadomo, co działo się z owym demonicznym nekromantą od chwili upadku Balamora. Nie zginął pod Osmundem. Zdołał schronić się w jakimś ciemnym kącie, przeczekać nawałnicę i teraz, wzmocniony nowymi silami, pojawił się znowu, aby przyciągać rozumnych ku pustce i ciemności. Przez cały czas wpływał potajemnie na ludzi i elfów, ogłosiwszy się bogiem. Wśród ludzi nie znalazł zbyt wielkiego posłuchu, pośród elfów znalazło się wszakże dużo takich, które zgodzili się oddawać mu cześć. Odtąd nazywano ich Ciemnymi Elfami. Już wkrótce te elfy oddzieliły się od swoich pobratymców. Korzystając z łaski i przywilejów Katana, żyją do dziś pośród innych ras na Orchii.

W tym samym czasie Morglith, wzmocniwszy się siłami swoich sług i mianowawszy Alemora i Eleadila najwyższymi kapłanami, ze szczątków pochowanych w starożytnej nekropolii utworzył wielką armię zmarłych, po czym jął przygotowywać się do wojny. Ponieważ nie czuł się jeszcze na siłach, aby zaatakować potężne państwo reptillionów, zastanawiał się długo nad kierunkiem ataku. Jego wzrok padł na ludzkie królestwo Osmundu, słabe i rozbite. Nie było one zbyt odległe, bowiem z Orcusa Czarnego wystarczyło jedynie przeprawić się przez niezbyt głęboką cieśninę, aby stanąć pewnie na ziemi ludzi. Poza tym Morglith pamiętał, że właśnie pod murami tego właśnie miasta poniósł klęskę. Wydał rozkazy swym wodzom, a ci poderwali wojsko do marszu i armia umarłych ruszyła spiesznym marszem w stronę Osmundu.

Tymczasem w królestwie ludzi nikt nie przewidywał nadciągającego niebezpieczeństwa. Przez wiele ostatnich lat powszechne rozleniwienie i zamożność przytłumiło czujność Osmundczyków. Mury twierdz, nie naprawiane od wieków, rozsypywały się, rycerstwo bawiło na łowach i turniejach. Króla Cecilla cieszyło bardziej porywanie ladacznic z ulic stolicy niż wojenne ćwiczenia i trudy. Nikt nawet nie przeczuwał nadchodzących wydarzeń. Wydawać by się zatem mogło, że Osmund stanie się łatwym łupem dla martwiaczej armii Morglitha. Tymczasem stało się jednak inaczej.

Pewnej nocy rycerzowi z Osmundu Zachodniego, Gorlamowi, przyśnił się dziwny, białobrody starzec, który nakazał mu, aby skoro świt wyruszył do stolicy, zwołując wszystkich napotkanych po drodze ludzi do jej obrony. Wojownik, zaniepokojony senną wizją, wyprawił się następnego dnia do Osmundu. W każdej mijanej po drodze wsi, osadzie czy miasteczku wzywał wszystkich, by się zbroili. Początkowo ludzie dziwili się temu, ale w jego słowach było tyle mocy, że jednak chwytali za oręż. Uzbrojeni, wypatrywali wroga, co śmielsi zaś ruszali do Osmundu przekonać się, co naprawdę się dzieje.

Gorlam dotarł w końcu do królewskiego miasta i tu także począł głosić wieści o nadchodzącym nieszczęściu. Udało mu się przekonać namiestnika miasta, Olinuda, który zarządził pośpieszną odbudowę i umacnianie murów miejskich. Jak się okazało, uczynił to w samą porę, bowiem już wkrótce doniesiono, że przy cieśninie odgradzającej Osmund od Orcusa Czarnego widziano tysiące wynurzających się z wody szkieletów. Na mieszkańców stolicy padł blady strach. Ale Morglithowi nie udało się zaskoczyć jej obrońców. Nim martwa armia dotarła na przedpola Osmundu, w grodzie zgromadzili się już wszyscy z obrońców. Wkrótce nadciągnął sam władca martwiaków, po czym, przyjrzawszy się uważnie murom miasta, które kiedyś już próbował zdobywać, nakazał przypuścić pierwszy szturm. Nieudany. Martwiaki zaatakowały zatem po raz drugi, potem trzeci. Za każdym razem były odpierane. Armia Morglitha poniosła w tych starciach tak poważne straty, że władca umarłych musiał przystąpić do długiego oblężenia, nie chcąc, by w boju polegli wszyscy jego martwi niewolnicy.

Tymczasem Gorlam dwoił się i troił. Był wszędzie, odpierał ataki ramię przy ramieniu z szeregowymi wojownikami, pomagał znosić rannych z pola walki. Osobiście dowodził obroną w zastępstwie króla. Już wtedy bowiem wstąpiła weń moc boska, moc Asteriusza Wielkiego, który ukazał mu się we Śnie. Gdy Morglith przypuścił w końcu czwarty szturm, tym razem wspierając martwych swą czarodziejską mocą, Osmundczycy odparli go z łatwością, sami wypadli za mury, przyczyniając mu dużych strat. Gorlam nauczył ludzi, jak walczyć z umarłymi. Obrońcy usuwali spoza wałów ciała swych poległych towarzyszy, palili szczątki, aby nie mogły zostać wykorzystane przez Morglitha.

Dalsze oblężenie nie trwało długo. Znienacka po stronie ludzi wystąpiły elfy. Król Gimilean wylądował niespodziewanie na tyłach obozu wrogów, a z miasta pośpieszyli mu z pomocą wojownicy Gorlama. Morglith, zaskoczony, otoczony w obozie, poniósł zupełną klęskę. Jego armia została zniszczona prawie w całości. Spośród sług, zdołali zbiec tylko Alemor i Eleadil. Uszedłszy na Orcus Święty, założyli tam pierwszą świątynię Morglitha, a przywiedzione przez nich martwiaki stały się zaczątkiem późniejszych armii umarłych na tej wyspie. Ale ten, który ogłosił się bogiem, nie rzucił się do ucieczki. Ogarnąwszy ostatnim spojrzeniem niezdobyte mury Osmundu, przeklął w duszy miasto, zapowiedział, że jeszcze wróci kiedyś na Orchię, a potem jego duch opuścił ciało. Ale nie po to, aby rozpaść się w nicości. Wezwał go bowiem do siebie, w sferę egzystencji bogów sam Seth, po czym uczynił zeń swego boskiego brata, użyczywszy Morglithowi część mocy. Władca umarłych, największy czarnoksiężnik Ochrii, został zatem bogiem strachu, martwiaków i śmierci. Gdy tylko to się stało, Asteriusz Wielki powołał do siebie swego wiernego sługę – Gorlama, któremu dodano do imienia przydomek Waleczny, i uznał go za syna.

Wielkie zwycięstwo nad martwymi odniesione zostało tak łatwo przede wszystkim dlatego, iż Morglith, oczekując łatwego sukcesu, uderzył zbyt wcześnie, nim jeszcze zdołał powrócić do pełni sil i wykorzystać wszystkich umarłych pogrzebanych w dawnych nekropoliach Orcusa Czarnego. Do dziś wszakże wyznawcy boga śmierci twierdzą, że ich pan powróci kiedyś z zaświatów na czele armii martwych, aby odmienić oblicze świata. A wojna z Morglithem, poza odzyskanym poczuciem własnej siły wśród ludzi, przyniosła także zawiść i waśń, bowiem okazało się, że reptillioni, choć uważali się za opiekunów i przyjaciół ludzi, nie będą nadstawiać za nich karku. Kult Morglitha został zakazany w społeczności ludzkiej i elfiej, a ci, którzy go wyznawali, skazywani byli na śmierć lub banicję. Równoprawnym z innymi uczynił go dopiero sam Kartan.

Tymczasem na Orcusie Wielkim doszło do długiej i wyniszczającej wojny. Ogry, które założyły nad Zatoką Trytonią warowne miasto Ogrogard (dzisiejszy Ogra-gar), ujarzmione przez reptillionów jeszcze za czasów Fardura, podniosły znienacka bunt, zdobywając miejskie wały, na których czuwała reptillionska załoga. Wodzem wybrany został Khaladawan, jeden z największych wojowników ogrów tamtych czasów. Dość szybko zebrał liczną armię, po czym nie tylko usunął garnizony reptillionów z terenów księstwa, lecz także podjął nieudany atak na Miasto Kupców – Eihmenę. Wśród ogrów zapanowała wielka radość. Wydawało się im, że są w stanie bez trudu pokonać armię reptillionów w polu. Zwycięski Khaladawan zapowiadał już marsz na Archagastę.

Tymczasem reptillioni odpowiedzieli po długim czasie, ale za to całą swoją potęgą. Już wkrótce z Archagasty wyruszyły dwie armie pancernych antarów, piechoty, a także sprzymierzonych elfów. W ten sposób rozpoczęła się pierwsza z dwóch wojen, zwanych Wojnami Ogrzymi, w latach 1265-1269. W pierwszym roku walki reptillioni rozbili pod Górami Białych Twierdz wojska Khaladawana. Sam wódz Wraz z niedobitkami zdołał ujść cało, po czym razem z resztą swoich klanów zamknął się w ufortyfikowanym Ogrogardzie. Powstanie na prowincji stłumiono w miarę szybko, po czym zwycięska armia reptillionów ruszyła na stolicę ogrów. Na jesieni roku 1265 rozpoczęło się jedno z najdłuższych oblężeń w historii Orcusa, trwało bowiem do końca roku 1266. Reptillionom nie udało się zdobyć ufortyfikowanego miasta. Z kolei Khaladawan wyczekiwał odsieczy ze strony wielu górskich, ogrzych klanów i sprzymierzeńców – półdzikich plemion orków i goblinów. Na koniec wyruszyli oni w stronę stolicy, ale na polach Ermed rozbici zostali doszczętnie przez część armii reptillionów i elfów. Wiara w zwycięstwo upadła. Ogry rozpoczęły negocjację z imperatorem i nadspodziewanie łatwo uzyskały nie tylko zdjęcie oblężenia, ale nawet i przebaczenie.

Powodem, dla którego reptillioni zrezygnowali z zemsty nie była wcale litość i miłosierdzie dla pokonanych. W tym bowiem czasie, kiedy znaczna część imperialnych sił stała unieruchomiona pod Ogrogar-dem, wschodnie wyspy archipelagu zostały zaatakowane przez Czerwonych Piratów. Zasiedlający wysunięte najdalej na północny wschód wyspy Orcusa Wielkiego rozbójnicy morscy, którzy rekrutowali się spośród banitów i wyjętych spod prawa w krajach ludzi i elfów, wykorzystali Wojnę Ogrzą. Całkowicie złupili Orcus Wschodni i Tabadan, na którym znajdowały się posiadłości rodziny Imperatora. Rzecz zrozumiała, że w takiej sytuacji dwór w Archagaście nakazał jak najszybsze rozprawienie się ze zbuntowanymi. Wyprawa ekspedycyjna nie poniosła dużych strat. Dość szybko zdobyto kilka z większych warowni Czerwonych Piratów, wywierając na nich okrutną pomstę. Najdziwniejsze jednak, że zagarniętych w czasie najazdu skarbów nie udało się odzyskać i najpewniej po dziś dzień spoczywają one na którejś z pirackich wysepek.

Po zniszczeniu warowni pirackich reptillioni postanowili raz na zawsze załatwić sprawę z ogrami. W roku 1269 potężne reptilliońskie armie ruszyły na Ogrogard. Khaladawan zwiedział się o wszystkim i kazał zamknąć bramy grodu, ale mimo to imperialne zastępy stanęły pod miastem praktycznie nie przygotowanym do obrony. Archagasta uderzyła szybko, niespodziewanie i cicho, zaczynając działania, które nazwane zostały drugą Wojną Ogrzą. Pomimo męstwa obrońców, reptillioni zdobyli, jedną po drugiej, dwie twierdze górujące nad stolicą. Ogry poprosiły wtedy o łaskę, po czym, na żądanie dowódców wojsk reptillionów, skapitulowały, wydając w ich ręce broń i przywódców buntu. Khaladawan, opuszczony przez swoich, usiłował zbiec z twierdzy, został jednak pochwycony i wbrew zapewnieniom reptillionów, iż darują mu życie – starym obyczajem wrzucony do dołu wypełnionego skalnymi wężami. Pozostałym mieszkańcom miasta reptillioni zgotowali, również wbrew umowie, przerażającą rzeź, rzucając się niespodziewanie na bezbronny lud. Potem całkowicie podporządkowali sobie Ogrogard. Władzę w grodzie sprawował odtąd namiestnik, wyznaczany przez imperatora Archagasty, ogry nie mogły posiadać żadnej broni, mury miasta zostały zburzone, a zamki obsadziła silna załoga.

Po pokonaniu ogrów, reptillioni podjęli kilka wypraw w północne strony Orkusa Wielkiego w celu uspokojenia grasujących tam orków. Kampania nie trwała długo. Szybko natrafiono w górach na ich wioski, bez litości wybito wszystkich mieszkańców, po czym zrównano je z ziemią. Na rozkaz imperatora założono nad zatoką Aegodon warowną twierdzę Inchrę, znaną w obecnych czasach jako Inchra-gar.

W miarę upływu czasu rosła reptillionska pycha i zadufanie w sobie. Imperium rozumnych gadów, które jak dotąd nie znalazło równego sobie przeciwnika, zaczęło traktować dziedziczne królestwa ludzi i krasnoludów jak własne lenna. Gdy w roku 1807 na tron w Osmundzie powołano Oredesa III, znanego z niechęci do potężnego suwerena, imperator Kagar VI kazał zaprzysiąc mu posłuszeństwo wobec Archagasty. Rzecz jasna król odmówił. Demonstracja floty reptillionów spowodowała szybki upadek władcy ludzi, przeciwko któremu wystąpiła wewnętrzna opozycja. Potem, już za zgodą imperatora, powołano uległego Lajantę Siwego, który zgodził się podporządkować bezpośrednio władzy Archagasty. W roku 1893 reptillioni wymusili haracz na krasnoludach. Pretekstem był atak goblinów na jedną z kopalni Orcusa Wielkiego. Reptillioni, w zamian za trybut, zobowiązali się do obrony krasnoludów przed wszelkimi napastnikami. Jednak gdy dwa lata później bandy orków doszczętnie ograbiły Kalad-dum na Orcusie Małym, nie uczynili absolutnie nic. Za to nie zawahali się stłumić siłą buntu zdesperowanych krasnoludów z tejże kopalni. Nastroje wśród ludu gór były tak wrogie władcom świata, że wybuchowi wojny zapobiegła tylko interwencja samego Króla Spod Góry, Nimbira, obawiającego się walki z potężnym przeciwnikiem. Fakt ten jeszcze bardziej utwierdził reptillionów w przekonaniu, iż są niepokonani. Ilomanu II z nowej dynastii Anurów, który wstąpił na tron w roku 2450, rozpoczął bezwzględną politykę podporządkowywania sobie krasnoludów i ludzi. O pozostałych nie musiał się już martwić. Elfy pozostały wierne do końca danemu niegdyś słowu, a gnomy i niziołki nie stworzyły nigdy własnego państwa.

W roku 2870 imperator Archagasty oświadczył ludziom, że odtąd obowiązywać ich będzie płacona corocznie danina. Tego dumni Osmundczycy nie mogli już wytrzymać. Wybuchła wielka wojna, a na czele wojsk królestwa stanął ówczesny król Osmundu, Fredegar Bollenst. Zbuntowani wybili reptillionów na wyspie, ściągnęli wszystkie swoje siły i ogłosili, że odtąd nie uznają już władzy rozumnych jaszczurów. Reakcja była natychmiastowa. Na Osmund ruszyła armia ekspedycyjna pod wodzą Hirtana Belema. Jednak zbytnia pewność siebie miała okazać się największym błędem Fredegara. Przyjąwszy bitwę w polu pod Haslum, zginął, stratowany mocarnymi łapskami antarów, a wraz z nim poległ kwiat osmundzkiego rycerstwa.

Reptillioni nie mieli dla pokonanych litości. Zburzyli umocnienia Osmundu, złupili miasto, zgotowali rzeź mieszkańcom. Był to poważny błąd, bo odtąd między przedstawicielami obu ras zapanowała nienawiść. Gdy w dodatku reptillioni wywieźli z królestwa koronę, każąc kolejnym władcom zadowolić się tytułami udzielnych książąt, a reptillioński garnizon obsadził miejską cytadelę, wszyscy zrozumieli, że czasy dawnej łagodności wyznawców Reptilliona Wielkiego należą do przeszłości, a oni sami uznali się za hegemonów tego świata. Tak wykopaną przepaść między reptillionami a ludźmi wypełniła krew. Osmundczycy nie zapomnieli Haslum. W pięćset lat później stanęli po stronie Kartana, biorąc udział w szturmie i rzezi Ostrogaru.

Tymczasem jednak Archagasta tryumfowała. Buntowników ukarano wystarczająco surowo, tracąc na oczach tłumów dowódców, którzy przeżyli bitwę. Imperator Walader był przekonany, że odtąd każdy pomyśli dwa razy, zanim wystąpi przeciwko prawowitym władcom tego świata. Wkrótce potem reptillioni podjęli wielką wyprawę na gobliny, przepędzając je wszystkie z Orcusa Wielkiego. Nie wiedzieli wszakże, że wkrótce los i bogowie, nie wiedzieć czemu, zgotują im zgubę. Choć na razie imperium reptillionów było wielkie i niezwyciężone, pojawiły się pierwsze oznaki mających nadejść wielkich przemian.

Około roku 2900 wybuchła wielka, osiemdziesięcioletnia wojna. Reptillioni zaatakowali siedziby potężnych, czterorękich olbrzymów – białych malauków, zasiedlających wyspy w północno-zachodniej części Archipelagu Centralnego. Już od .dawna krążyły legendy o ukrytych tam skarbach. W dodatku góry w głębi dominium olbrzymów kryły złoża diamentów, srebra, złota i miedzi. Po pierwszych zwycięstwach, gdy szarże antarów rozniosły w polu piesze, źle zorganizowane oddziały malauków, przed reptillionami stanęło nowe zadanie – zdobycie twierdz, potężnych, silnie umocnionych, zbudowanych wysoko na skalnych szczytach gór. Reptillioni rozpoczęli oblężenie Aittornneas – jednej z pomniejszych warowni wrogiego kraju.

Wojna z nowym przeciwnikiem wzbudziła niepokoje na Orcusie Wielkim i innych wyspach Archipelagu Centralnego. Dopiero teraz wyszło na jaw, jak malauki zabezpieczyły się przed atakiem. Sprzymierzone z nimi olbrzymy, trolle i giganci skalni, rozpoczęły otwartą wojnę z reptillionami. Część wojska trzeba było zatem odesłać z powrotem na wschód. Pozostałych trapiły zarazy, zimno i głód. A przecież walczyli z dobrze umocnionym przeciwnikiem, mającym oparcie w skałach i swej sztuce fortyfikacji. Wyspy malauków jawiły się jako ponure, niedostępne, skaliste pustynie, z rzadka poznaczone sadybami czterorękich, budzących grozę olbrzymów. Pierwszy raz reptillioni stanęli w obliczu klęski. Antary zdychały z głodu, bowiem nigdzie na wyspach nie rosły drzewa. Żołnierze marli z niedostatku i od zarazy, która dziwnie szybko pojawiła się w szeregach wojska reptillionów. Wojownicy Archagasty, wprawieni w zdobywaniu zielonych, żyznych wysp w centralnych częściach Archipelagu Centralnego, nigdy nie musieli przebywać w krainie tak okrutnej. W dodatku szybko nastąpiła jesień i do głodu dołączył jeszcze mróz i śnieg.

W tych warunkach, nie doczekawszy się posiłków ani pomocy od imperatora, którym był wówczas Kato-ma-dar II, dowodzący armią reptillionów Dara-Leodestu nakazał zwinąć oblężenie Aittomneas. Odwrót na wybrzeże przeistoczył się w koszmar. Olbrzymi malauki nękały uchodzących częstymi wypadami zza skał. Pochód resztek imperialnego wojska przypominał raczej marsz armii martwiaków. Dowódca reptillionów sprowadził ocalałe resztki swojego wojska na Orcus Mały, a tam czekał nań już wyrok cesarza za zdradę. Leodestu, podobnie jak inni, którzy sprzeciwili się, staroreptilliońskim obyczajem trafił do jamy z wężami. Na pozostałych dowódców czekały przybyłe świeżo dwie armie z Orcusa Wschodniego, a także posiłki wojsk pomocniczych – krasnoludów, zaciężnych żołdaków spośród ludzi z Osmundu i – rzecz jasna – rozkazy natychmiastowego rozpoczęcia działań. Dowództwo naczelne przejął teraz Ahata – wierny zausznik imperatora. Rozporządzając świeżymi siłami, powiódł on wojsko na Khawariskhim – najdalej wysuniętą na północ twierdzę malauków. Tak jak poprzednia, i ta armia stanęła wobec zadania przekraczającego jej siły, tym bardziej, że nie posiadała prawie żadnego sprzętu oblężniczego. Już pierwszy szturm przyniósł straszliwe straty. Wielu żołnierzy zmarło później z zimna, wielu uciekło, by ponieść straszliwą śmierć z rąk malauków, które miały zwyczaj zjadania żywcem pojmanych wrogów. Sam pobyt pod twierdzą o tej porze roku, w środku śnieżnej zimy, był prawdziwym szaleństwem. I jako szaleństwo, skończyć się musiał tragicznie. Gdy ponad trzecia część wojska wymarła już od mrozu i chorób, malauki, które od kilku miesięcy siedziały spokojnie w twierdzach, niespodziewanie zaatakowały. Reptillioni i ich sprzymierzeńcy byli tak zaskoczeni, a przy tym zdemoralizowani i zmęczeni walką, że dali otoczyć się wrogom. Sam Ahata poległ z młotem w ręku, a wraz z nim wycięta została prawie cała armia, czy też to, co z niej zostało.

Porażka wstrząsnęła imperium. Król reptillionów, jak to miał w zwyczaju, natychmiast posłał do dołów z wężami prawie wszystkich swoich doradców. Reptillioni zaczęli mieć sporo kłopotów na Archipelagu Centralnym, gdzie ludzie, krasnoludy i orki, zwiedziawszy się o porażkach swych panów, podnieśli głowy. Równocześnie, wraz z odejściem wojska na wojnę z malaukami, krainy Ochrii stały się mało bezpieczne. W lasach zaczęły grasować gobliny i orki. Trolle, ogry i inne mroczne stwory otwarcie napadały na osiedla rozumnych ras. Z najciemniejszych zakątków wyszło sporo istot, które uniknęły zniszczenia i rozproszyły się w czasach klęski Balamora.

Przez pięć lat Katoma-dar II porządkował wewnętrzne sprawy swojego imperium. Ludzi i krasnoludów osłabił, przeprowadzając wśród nich przymusowy pobór do wojska na wojnę z malaukami. Tak zatem konflikt na zachodzie przeradzać zaczął się w ogólnoświatowy, taki, w którym brały udział prawie wszystkie rasy zamieszkujące Archipelag Centralny. Działania wojenne rozpoczęto dopiero w roku 2910. Hymuinal – główna wyspa malauków, zaatakowana została z dwóch stron równocześnie. Tym razem, kosztem wielkich strat, udało się zdobyć jedną z pomniejszych warowni czteroręcznych olbrzymów. Jednocześnie na wschodnim wybrzeżu wyspy wybudowano pośpiesznie port wojenny – Ast, będący bazą wypadową reptillionów. Już wkrótce okazało się, że należy zmienić dotychczasowy sposób walki. Olbrzymy atakowały niespodziewanie, poruszając się w małych grupach, znikały za skałami równie szybko, jak się pojawiały. Chcąc nie chcąc, reptillioni przyjęli podobną taktykę. Nie mieli sił, aby zdobywać położone wysoko w górach fortece. Okazało się, że antary są zbyt ciężkie i zbyt wielkie do działań w terenie, dominującym na wyspach malauków. Najlepsze okazały się konie. Archagasta żądała więc od księstwa Osmundu wystawiania coraz to nowych oddziałów konnicy, aby prowadzić nimi wojnę podjazdową. Dzięki temu malauki poznały smak końskiego mięsa, a apetyt na ulubione czworonogi ludzi z Osmundu pozostał im do dzisiejszych czasów.

Wojna Malaucka trwała przez następnych piętnaście lat, do roku 2925. W tym czasie reptillioni zdobyli tylko jedną twierdzę olbrzymów – Kamman-Reis na południowym krańcu wyspy. Potem zmarł imperator Katoma-dar II, a na tron wstąpił jego syn – Akson-du. Nowy władca z energią i wprawą zabrał się do dzieła, przez następne siedem lat pchał między ponure skały wysp malauków ogromne armie reptillionów, ludzi i krasnoludów, a nawet oddziały ogrów i orków, których wówczas po raz pierwszy zaciągnięto na służbę Archagasty. Wśród nich był ponoć tan Karatan, ojciec przyszłego Kartana Wielkiego, twórcy imperium orków. Tymczasem wojna ciągnęła się rok za rokiem, aż wreszcie reptillionom poczęło brakować zdolnych do walki żołnierzy. Wówczas Akson-du postanowił zmusić do niej elfy. Zaprosił więc do siebie króla starego ludu – Fingoliona, po czym poprosił go o pomoc, powołując się na dawny układ przymierza.

– Chęć posiadania cudzego kiedyś was zniszczy – miał powiedzieć król, słysząc te słowa. Obiecał imperatorowi, że pośle mu w sukurs oddziały łuczników, lecz Akson-du zażądał odeń rzeczy wprost szalonej: aby on sam wraz ze swoimi wszystkimi wojownikami wyruszył na wojnę, walcząc o nowe tereny dla Imperium Reptillionów. Gdy Fingolion nie chciał się na to zgodzić, cisnął mu wprost w twarz, iż jest tchórzem i wiarołomcą, bowiem nie dotrzymuje przymierza zaprzysiężonego kiedyś przez Olgriona. Słysząc to, dumny elf wstał, po czym, nie mówiąc ani słowa, ruszył do Elmanalu przygotować się do wojny z olbrzymami. Już wkrótce wystawił wielką armię, przypłynął do Astu i wyładował wojsko na brzeg. Poprowadził je w stronę wielkiej stolicy malauków – Khosaranu. Oblegał tę twierdzę ponad dwa lata wespół z reptillionami i ludźmi i tam, walcząc za swych sprzymierzeńców, oddał życie, trafiony maczugą w pierś. Gdy znoszono go spod murów, miał powiedzieć elfom, żeby nigdy więcej nie łączyły się z reptillionami, bo Olgrion, ślubując im wieczne przymierze, podpisał wyrok zagłady na własną rasę. Niewielu słyszało jednak jego słowa, a jeśli nawet, to nie powtórzyło ich nikomu, bowiem rozwścieczony śmiercią ojca Hmail poderwał wojsko do szturmu. Na wieść o zgonie króla, elfy wpadły po prostu w szał. Jak opętani wdrapywali się na mury, słali z oblężniczych wież strzały we wszystko, co tylko poruszało się po nieprzyjacielskiej stronie. A potem wdarli się do twierdzy i choć na jednego zabitego olbrzyma przypadało pięć zabitych elfów zdobyli, wespół z ludźmi, Khosa-ran dla reptillionów. Później zamierzali odesłać ciało króla do ojczyzny, jednak wskutek wielkich upałów musieli pogrzebać go w skalistym gruncie przeklętych wysp. Ukryli jednak jego miejsce spoczynku, by nie mógł zostać znaleziony i zjedzony przez malauki.

Do roku 2945 nie wydarzyło się nic szczególnego. Dopiero potem imperator odważył się zorganizować dwie wielkie wyprawy na malauki. Zakończyły się one całkowitym fiaskiem, nie zdobyto ani jednej twierdzy! Gniew władcy sięgnął szczytów. Rozwścieczony, zdecydował się wykorzystać w walce magię. Po raz pierwszy na wrogich wyspach rozjarzyły się magiczne ognie, mknące szybko kule z błyskawic, ciskane przez sprowadzonych z Orcusa magów. Zdruzgotano tak bramy jeszcze dwóch z malauckich twierdz. Ale potem imperator podjął zamysł najgorszy ze wszystkich. Nikt nie wie, jak było naprawdę, choć podobno podszepnęli mu go ludzie – kapłani Morglitha. I tak reptillioni zdecydowali się ożywić wszystkich poległych w walkach na wyspach malauków. Już wkrótce wielkie armie martwiacze, wsparte mocami czarnoksiężników, ruszyły na twierdze czterorękich olbrzymów.

To wreszcie załamało przeciwnika. W roku 2971 malauki zdecydowały się prosić o łaskę. Gdy imperator wstrzymał działania wojenne, okazało się, że pierwsza oferta pokoju była jedynie wybiegiem, dzięki któremu malauki mogły zyskać na czasie. W roku 2975 wznowiono działania wojenne, po czym zdobyto prawie wszystkie twierdze olbrzymów. Dopiero wówczas, w roku 2979, wolne mestery (klany) skapitulowały przed imperatorem. Cena, jaką zapłaciły za tak długo stawiany opór, była ogromna. Reptillioni domagali się wydania całej starszyzny, zgody na zakładanie reptilliońskich kopalni, oddania najważniejszych twierdz i ogromnej daniny. Malauki, w których martwiacze armie Archagasty wzbudzały przerażenie, zgodziły się na wszystkie warunki. Po osiemdziesięciu latach walk wyspy czterorękich olbrzymów zostały zdobyte. Ta wojna przyniosła imperium reptillionów ogromne straty, zachwiała ich władzą. Na Archipelag Centralny wkradł się chaos. Na początku trzeciego millenium imperatorzy Archagasty toczyć musieli wiele wojen z barbarzyńcami i piratami na wschodzie, aby odzyskać wyspy, które ci zajęli pod nieobecność większej części armii reptillionów.

Tymczasem, ledwie upłynęło kilkadziesiąt lat, długowieczny imperator Akson-du, który był nie tylko władcą, ale też kapłanem Reptilliona Wielkiego, a przy tym astrologiem, zaczął odczuwać dziwny niepokój. Niepokój o dalsze losy dynastii. Ze znaków na niebie wywróżył zły los dla siebie i najbliższych. Chcąc dokładniej poznać przyszłość, zdecydował się wezwać do siebie elfiego wróżbitę – Askalana Wielkiego – i rozkazać mu przepowiedzieć przyszłość imperium reptillionów. Elf zasiadł do pracy, ale im dłużej obserwował gwiazdy, im uważniej przypatrywał się wnętrznościom ofiarnych zwierząt, tym większy ogarniał go niepokój. W końcu wyznał, że niczego nie widzi dokładnie, ale w najbliższej przyszłości wydarzą się na pewno cztery wielkie rzeczy: wielkie niepokoje, wielki pomór, wielka zdrada i wielka zagłada. Akson był tym bardzo zaniepokojony. W dodatku w roku 3408 wybuchł wielki bunt w Osmundzie, stłumiony siłą przez reptillionów, którzy zresztą zaraz po tym odebrali księstwu resztki niezależności. To mogło być pierwsze z czterech nieszczęść. Potem zmarł sam imperator Archagasty, Akson-du – i władzę przejął jego syn Musaga-duru.

Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *