Początek Orchii, część I

Genesis

Na samym początku wszystkiego, u zarania dziejów, nie było jeszcze takiego świata, jaki znamy dzisiaj. Jak podają najstarsi mędrcy reptillionów, zasady i prawa rządzące wszechświatem dopiero miały się uformować. Wszechobecna pustka była wtedy wszystkim i zarazem niczym. Kłębowiskiem, z którego powstać miały późniejsze esencje i sfery egzystencji.

Nie wiadomo, jak długo trwał taki stan, bowiem czas również jeszcze nie istniał. Jednakże w końcu coś musiało się zmienić. Pustka musiała zostać czymś wypełniona. I tak, po niewiadomym okresie, w pierwotnym chaosie pojawiły się wielkie, potężne moce, które miały zmienić jego oblicze. Być może, jak twierdził Tharavan Stary, największy mędrzec Czasu Reptillionów, siły te powstały z czegoś, co nagle pojawiło się w nicości, być może nawet w jakiś tajemniczy sposób z samej pustki. Nie wiadomo jednak, jak mogło być naprawdę, co one stanowiły i czym są do dzisiaj. Niezrozumiała jest dla nas sama istota tych sił, które określane są zwykle mianem Esencji Świata. Wedle Tharavana Starego we wszechświecie otaczającym Orchię da się określić, czy może tylko próbować objąć rozumem, następujące elementy:

Żywioły – podstawowe pierwiastki, z których zbudowany został świat i wszystkie żywe istoty. Jest ich cztery: ziemia, woda, ogień i powietrze.

Eter – substancja wypełniająca, która otacza Orchię. Eter przenika wszystko i wszystkich, znajduje się w absolutnym spoczynku, stanowi najniższą formę istnienia materii.
Moc – znajdująca się w ciągłym ruchu substancja, mogąca wpływać na materię żywą i martwą. Umysły istot rozumnych mogą kierować falami mocy i tym samym przekształcać świat wokół siebie, czyli po prostu czarować.

Esencje Świata to potężne moce, które tkwią we wszystkich istotach – żywych, a nawet w martwych (martwiaki). Wspólnie działały tylko jeden raz. Wtedy, w pradawnej, mistycznej przeszłości, stworzyły Sferę Egzystencji Materialnej – czyli to miejsce, w którym mógł potem zaistnieć świat Orchii. Esencje uczyniły z niej zarazem budulec, z którego ten świat mógł być utworzony. To było pierwsze i zarazem ostatnie dzieło sił rządzących wszechświatem. Nigdy potem nie zjednoczyły się w pełni w celu wspólnego działania. Wprost przeciwnie – zaczęły działać niezależnie. Przez cały okres Czasów Mistycznych łączyły się i mieszały ze sobą, tworząc najprzeróżniejsze rodzaje sił i istot, a także inne sfery egzystencji, jak np. Sferę Egzystencji Martwiaczej, skąd czerpią swoją energię martwiaki, Sferę Egzystencji Boskiej, w której żyją bogowie, Otchłań demonów, czy Sferę Egzystencji Magicznej, skąd przenika do świata potężna energia sił nadprzyrodzonych – potencjał magiczny. Wiadomo także, że Esencje Świata działały zgodnie w zupełnie innych nicościach. Stworzyły w nich być może inne tego typu istnienia – całkowicie odmienne, istniejące równolegle wszechświaty, z charakterystycznymi dla nich sferami egzystencji. Niemal nic na ich temat nie wiadomo. Powróćmy zatem do wszechświata, w którym znajduje się Orchia i oddziałujące na nią sfery.

Sfery egzystencji istnieją obok siebie, równolegle i choć upływ czasu w ich obrębie jest bardzo różny, mogą one wzajemnie wpływać na siebie. Moc czy magiczne istoty mogą przenikać z jednej sfery do innej. Za pomocą wielkiej magii można przenosić się między nimi, jednakże każdy, kto spróbuje to uczynić, narażony jest na wiele różnych niebezpieczeństw. W niektórych sferach egzystencji żyją potężne, złe, wrogie przybyszom istoty. Inne pilnowane są przez strażników, z którymi spotkanie też nie należy do przyjemnych.

Z tego, co wyczytać można na resztkach potrzaskanych tablic reptillionów, przechowywanych w świątyni Reptilliona Wielkiego w Gett-warr-garze, wynika, iż dawno temu istniał, nie wiadomo skąd pochodzący wielki przedmiot magiczny – Klucz Sfer, za pomocą którego można było bezpiecznie przenosić się z jednej sfery do innej. Gdy reptillioni panowali nad Orchią, artefakt ów znajdować się miał w podziemiach stolicy (obecnego Ostrogaru), zaginął zaś w trakcie wojen Kartana z reptillionami – dopisek EIvilona Mądrego na marginesie oryginału traktatu Tharavana Starego.

Stworzenie sfer egzystencji nie było, jak już wspominaliśmy, ostatnim dziełem Esencji Świata. Już wkrótce potem dwie z nich, Czas i Świętość, połączyły się, tworząc pierwszych, zapomnianych bogów, nazywanych także Ojcami Bogów. To, co ci bogowie uczynili później pozwala sądzić, iż byli bardzo potężnymi istotami, z którymi dzisiejsi bogowie nie mogą się równać. To właśnie oni stworzyli pradawną, mistyczną Orchię, w ogólnym zarysie taką, jaką znamy i dzisiaj. W Sferze Egzystencji Materialnej uformowali wielki glob, korzystając z czterech żywiołów – otoczyli go powietrzem, oblali wodą, wydźwignęli ponad nią lądy, a w środku rozniecili wielki ogień. W czasie, kiedy to czynili, Esencje Świata zaczęły łączyć się ze sobą, tworząc najróżniejsze materialne, niematerialne, żywe lub martwe potwory i istoty, które zaludniły ówczesną Orchię. Te, które powstały z połączenia tylko dwóch Esencji, stały się bardzo potężne, inne jednak utworzone zostały z wielu z nich – okazały się słabsze, ale jednocześnie obdarzone wieloma pożytecznymi cechami. Właśnie z wielu Esencji powstały później rasy rozumne.

Ówczesna Orchia oczywiście nie przypominała dzisiejszej. Panował na niej chaos, mrok. Takie rasy jak ludzie, elfy, reptillioni czy krasnoludy jeszcze się nie pojawiły, a zamiast nich po dzikich, ciemnych puszczach i pustyniach kroczyły potwory, demony i inne potężne, istoty. Walczyły ze sobą – bezmyślne lub kierowane niezrozumiałymi dziś instynktami czy umysłem. Wiele z nich zginęło w tych morderczych bojach – czasami krasnoludy, przebijając się przez skały, odnajdują ich skamieniałe szczątki. Niektóre z tych pierwotnych istot przetrwały aż do dziś, ukryte w niedostępnych zakamarkach, i tylko czasem dają o sobie znać, siejąc śmierć, zniszczenie, przerażenie. Słabsze, nie mające rozumu, stały się z czasem normalnymi zwierzętami, a niektóre zostały potem udomowione przez rasy rozumne.

Nie znamy dzisiaj imion Ojców Bogów. Niektórzy mówią, że w najdzikszych ostępach Zachodniej Puszczy na Orkusie Wielkim przechowały się szczątki ruin poświęconych im świątyń. Jak wszakże je odszukać – tego nie wiadomo, a i sama ta okolica nie zalicza się do najbardziej bezpiecznych. Do dziś tli się tam resztka zapomnianej, pierwotnej magii, ściągającej do siebie przeróżne stwory ciemności. O poświęconej zapomnianym bogom religii także nie mamy żadnych informacji. Starsze tablice reptillionów – jedyne przekazy, mówiące o tak dawnych czasach – zostały zniszczone albo rozproszone po świecie. Niektórzy powiadają, iż dobrze, że tak się stało, bowiem zapisano na nich przerażające tajemnice sprzed tysiącleci i imiona pradawnych, zapomnianych demonów.

Władza Ojców Bogów trwała całe eony, kiedyś jednak musiał nastąpić jej kres. I tak, z nieznanych przyczyn, musieli opuścić wszechświat, udając się w nicość lub też w jakąś inną, nieznaną krainę, która leży poza granicami naszego pojmowania. Odchodząc, pozostawili po sobie jedną naprawdę wielką tajemnicę – tajemnicę celu istnienia świata. Nie wiemy więc czy w działaniach zapomnianych bogów istniał jakiś głębszy cel, czy to oni sami postanowili o owym przedwiecznym akcie lub też czy został im on w jakiś sposób nakazany. Nikt, nawet dzisiejsi bogowie, najwybitniejsi astrologowie, ani najwięksi spośród mędrców nie znają jego przeznaczenia. Niektóre elfy wierzą, że Ojcowie Bogów powrócą jeszcze raz, przed końcem Orchii, aby przejąć należną władzę i wykorzystać stworzony przez nich świat do swych tajemniczych celów. Inni z kolei sądzą, i być może są najbliżsi prawdy, iż stworzenie stanowiło cel sam w sobie, dla którego Ojcowie zostali powołani. Nie wrócą zatem już nigdy, bo wypełnili zadanie, które zostało przed nimi postawione. Pytanie, przez kogo?

Wraz z odejściem Ojców Bogów władza nad światem przeszła w ręce ich potomków – Bogów Większych, znanych pod wieloma rozmaitymi imionami. Wszyscy istnieją do naszych czasów, żyjąc gdzieś, w Sferze Egzystencji Boskiej, objawiając się, każąc nieposłusznych, wpływając na losy istot zamieszkujących Orchię. Znani są pod imionami Hasar-Gruna, Setha, Gothmeda, Kas-Handila, Graama, Sharami, Asteriusza Wielkiego, Dagonina Białego, Bella i Oriaka. Ich siła zawsze zależała od liczby wierzących w nich istot. Stąd też u zarania dziejów wpływ bogów na to, co działo się na świecie był raczej niewielki. Zresztą Ojcowie zakazali im bezpośredniego oddziaływania na żyjących. Orchia, której nikt jeszcze tak nie nazywał – dzika, pozbawiona istot rozumnych, wstrząsana kataklizmami, była areną starć między potężnymi monstrami. Władały nią krew i śmierć, panowały demony, złe moce i pradawne martwiaki, walczyły potęgi i żywioły. Zdawać by się mogło, że taki stan trwał będzie przez całe tysiąclecia. W istocie tak było, ale w miarę jak na świecie narastał chaos i zniszczenie, bogowie zaczęli radzić, co czynić. Ich ojcowie nie objawili im żadnej woli, dotyczącej przyszłości. Bogowie mieli rządzić, panować, ale nie mieli nad kim, bo nawet służące Ojcom demony, uwolnione po ich odejściu, zstąpiły na Orchię, by siać śmierć i nie zamierzały podporządkować się nikomu i niczemu.

Właśnie wtedy, u zarania dziejów, zwołano naradę bogów, zwaną dzisiaj Wielkim Zgromadzeniem. Bezsilność spowodowała, że pierwszy i ostatni raz zaniechano sporów. Przybyły wszystkie bóstwa, by zastanowić się, co czynić. Seth i Ha-sar-Grun zamierzali podjąć walkę, jednakże pozostali zdecydowali się na-zupełnie inny krok. Postanowiono powołać do życia zupełnie nowe istoty. Nie było zgody, co do tego, jakie te istoty mają być, dlatego też jedne pojawiły się wcześniej, inne później, pewne stworzone mocą wszystkich, pozostałe tylko niektórych bogów. Już wkrótce na Orchii pojawili się pierwsi reptillioni i elfy. Świat wkroczył w Czas Czerni.

Urywki pradawnej księgi Genesis – pierwszego traktatu w dziejach Orchii, napisanego przez nieznanego autora w roku 21 kalendarza reptillionów.

Czas Balamora – kronika wielkiej wojny spisana przez Etilona Tageliona, elfa z domu Atharverly

Wielkie stworzenie

…rozumne rasy nie pojawiły się na Orchii od razu, natychmiast po Wielkim Zgromadzeniu. Przede wszystkim nie ustalono wtedy, jak mają wyglądać te nowe, inteligentne istoty, stąd wielu bogów wyłamało się z wcześniejszych ustaleń i stworzyło własne myślące rasy. Na razie wszakże postanowiono powołać do życia dwie, a potem w sumie cztery rodzaje istot. Jako pierwsze przebudziły się elfy i reptillioni. Elfy, wedle pradawnych legend, wyłoniły się pewnego pięknego, wiosennego poranka z drzew na Górolądzie. W tamtych bowiem czasach w miejscu, gdzie dziś znajduje się Archipelag Centralny, był wielki, pokryty puszczami i posępnymi górami kontynent. Elfy przebudziły się w ciszy i spokoju. Przejrzały na oczy, zobaczyły wokół siebie zielony las, lśniące w promieniach słońca, spływające z gór kaskady wód, błękitne niebo i szafirowe krople rosy na liściach traw. Zobaczyły i pokochały przyrodę i dobro. Takie miały być z natury, ale ponieważ wśród bogów pojawiły się pewne niesnaski, każdy z nich po kolei dał elfom cząstkę swego istnienia. I tak od Gotam-Gora otrzymały dar szlifowania i obróbki szlachetnych kamieni, od Gothmeda – umiłowanie burz i nawałnic, od Dagonina Białego z kolei moc czynienia wielkiej magii. Ale Seth dał elfom dar dość szczególny – ciekawość i chęć zgłębiania sekretów magii. W efekcie miało to później doprowadzić do wielkiego rozwoju umiejętności magicznych wśród tej rasy, przy czym niektóre elfy zgłębiły również tajniki czarnej magii, spaczyły się i stały ojcami rasy Czarnych Elfów. O ile elfy od samego swojego początku związane były z przyrodą żywą, o tyle reptillioni, jak głoszą dawne tablice, uczynieni zostali z zastygłej lawy i kamienia. Wedle legendy, ich wzrok zaraz po przebudzeniu padł na stos kamieni, które później zostały przyjęte za symbol ich potęgi i mocy. Reptillioni pokochali kamień i prostotę.

W dość długi czas po wyjściu elfów z drzew, Gotam-Gor stworzył własnych rozumnych. Bóg ten nie był zbytnio zadowolony z działań swoich braci. Ponieważ z czasem ukochał skały i wielkie bogactwa, które leżały w głębinach ziemi, tam, dokąd nie były skłonne sięgać reptilliony, stworzył swoich małych podopiecznych – krasnoludy, a potem gnomy. Gotam-Gor wyciosał je ze skały, przydając swym dzieciom wiele własnego uporu, wytrwałości i pracowitości. Znacznie później dał rozum także olbrzymom. Krasnoludy ocknęły się w podziemnej grocie pod górami. Gdy tylko otworzyły oczy, dostrzegły wokół siebie oszałamiające bogactwa – złoto, srebro i szlachetne kamienie. I stąd całe przyszłe życie spędzić miały w surowych sztolniach, wydzierając górom ich skarby. Niebawem jeszcze
jedną małą rasę stworzyła Sharami – niziołki, gnieżdżących, się w ziemnych norach, jednakże na samym początku świata nie były one zbytnio poważane przez inne rasy i niewiele o nich wiemy.

Jeszcze później niż krasnoludy powstały dwie najmłodsze rasy Orchii – ludzie i orki. Przy tworzeniu tych pierwszych brali udział kolejno wszyscy bogowie. Ulepionym z gliny, przydano żelazo, by byli mocni i wytrzymali. W ich duszy przemieszało się dobro i zło – tak bardzo, iż ich postępowanie do dzisiaj jest trudno przewidzieć. Ale jednocześnie podarowano ludziom nieugiętą wolę oraz zdolność znoszenia nawet najgorszych przeciwieństw losu. I – przede wszystkim – ciekawość świata, połączoną z pragnieniem wolności i swobody.

O ile ludzi ulepiono z gliny, o tyle orki uczyniono z ziemi. Niektórzy prześmiewcy twierdzą, że tworzenie orków nie zostało ukończone, bo do ostatecznego zamknięcia aktu zabrakło bogom materiału i koncepcji. Ale z drugiej strony, ta najmłodsza z zamieszkujących Orchię ras otrzymała w darze wielką wojowniczość, wytrwałość, dyscyplinę i poczucie bezwzględnego posłuszeństwa wobec swoich władców. Cechy te, jak pokazał czas, dały im panowanie nad światem Ochrii, który później nazwali Orchią. Rasa ta, brutalna, dzika i nieokrzesana, miała później spokornieć, ucząc się na własnych błędach. Orki stały się bardziej tolerancyjne i wyrozumiałe. Na to wszakże trzeba było wiele czasu.

Stworzenie istot żywych nie oznaczało jeszcze początku świata takiego, jaki znamy dzisiaj. Gdy pierwsze rozumne istoty wychodziły na świat, panował czas nazywany potem Czasem Czerni, okres, gdy istniał tylko mrok, zniszczenie i zapomnienie. Orchia, tak jak już pisałem, była areną dla ścierających się monstrów, polem walki pomiędzy potworami. Rasy rozumne – słabe, strachliwe, nie chronione jeszcze potęgą magii ani oręża, uciekały przed nimi, kryły się w gąszczach, ginęły tysiącami, zjadane, rozdzierane na strzępy, niszczone z zaciekłością przez leśne giganty, trolle, mastugi i demoniczne goriashe, hordy goblinów, skalne orły, szablastozębne tygrysy, amfisbeny i wiele, wiele innych stworów, bardziej potwornych, bardziej przerażających, niż można to sobie wyobrazić. Światem wstrząsały kataklizmy. Wulkany wybuchały znienacka, wypuszczając strugi rozżarzonej lawy, ognie i opary. Gwałtowne huragany niszczyły i obalały całe połacie dzikich, pradawnych puszcz, deszcze zmieniały pola w bagna, rzeki w rozlewiska. Na domiar złego, istoty rozumne początkowo nie rozpoznawały się wzajemnie, walczyły jedne z drugimi i przeciwko sobie w gromadzie – zabijając, mordując, napadając znienacka na inne. Pierwsze ich siedziby, broń i stroje były prymitywne. Używały kamiennej broni, okrywały się skórami zwierząt i splecionymi pnączami roślin, z trudnością potrafiły rozniecić ogień i obronić się przed dzikimi zwierzętami. Elfy żyły głównie wśród lasów – zakładały swoje siedziby na teleganach – wysoko w konarach drzew. Reptillioni upodobali sobie skały, krasnoludy chroniły się przed złem w jaskiniach. Ludzie polowali na sawannach i stepach, a orki zaszyły się głęboko na bagnach i trzęsawiskach – wszędzie tam, gdzie nie mogły dosięgnąć ich niebezpieczeństwa…


(tu luka w tekście)

Ten, który przychodzi z ciemności

…po odejściu w zaświaty Ojców Bogów, służące im demony, zostawszy bez panów, zstąpiły na Orchię, siejąc śmierć i zniszczenie. Już wkrótce doszło między nimi do wielkich wojen. Ale przez całe tysiąclecia żaden z nich nie był w stanie zapanować nad pozostałymi. Aż wreszcie pojawił się demon potężniejszy niż inne. Stare tablice reptillionów nie zachowały jego imienia, jednakże dawne zwoje elfów podają, iż nazywano go Balamor lub Balamon. Jego prawdziwego imienia oczywiście nikt nie znał i nic w tym dziwnego, bowiem wiadomo, że ten kto zna imię demona, może łatwo nad nim zapanować. Balamor był potężniejszy niż wszyscy jego pobratymcy. Właściwie nie wiadomo do dzisiaj, jak zjawił się na Orchii. Czy przybył z Otchłani, czy też istniał na długo przed stworzeniem świata, a tylko przez tak długi czas zdobywał wiedzę i znaczenie. Wśród elfów z domu Eltelbanda Ingloriona krążyła kiedyś legenda, że Balamor nie był demonem, lecz bogiem, jednym z Ojców. Jego współbracia tak przerazili się drzemiących w nim mocy i mrocznych sił, że w obawie, iż mógłby zawłaszczyć sobie władzę nad światem, odebrali mu większość umiejętności, po czym zamknęli w nieznanych czeluściach u korzeni Czarnych Gór na południu Górolądu. Jak jednak było naprawdę, tego nie wie nikt. Dość, że Balamor pojawił się nagle na Orchii i natychmiast począł zbierać wielką armię, złożoną z oddających się na jego rozkazy pomniejszych, demonicznych sług, goriashów, mastug i wielu innych bestii, a także hord goblinów. Wszystko, co tylko było złe, potworne i straszne ciągnęło do jego gniazda, które uwił sobie w górach, w południowej części ówczesnego świata. Wzmocniwszy swe siły, Balamor zaczął atakować mateczniki pozostałych demonów. Trwało to długo, ale żaden z nich nie był w stanie mu się przeciwstawić. Balamor, nazwawszy się jedynym Księciem Demonów, wykorzystał przeciwko swoim wrogom tajemną sztukę nekromancji. Wszystkie monstra, które ginęły walcząc po stronie przeciwników, wstawały znowu, już jako wierne sługi Balamora i zwracały się przeciwko swoim niedawnym panom. Balamor tryumfował. W ciągu dwóch lub trzech tysięcy lat stał się prawdziwym panem Orchii. Ci, którzy nie chcieli uznać jego władzy, kończyli zwykle jako martwi niewolnicy okrutnego demona.

Tymczasem rasy rozumne rozwijały się bardzo szybko. Po części działo się tak dzięki wojnie Balamora. Krwawe zmagania ściągnęły największe siły ciemności na południe – bestie odeszły, zasilając armie demona, więc Północ mogła przez jakiś czas oddychać spokojnie. Już wkrótce reptilliony, korzystając z darów Bogów, stworzyły pierwszy kamienny młot – pierwszą legendarną broń tej rasy. Rozumni, wspomagani przez Bogów, rośli i potężnieli. Niebawem zaczęli otwarcie przeciwstawiać się mastugom, szablastozębnym tygrysom, bawołom-zabójcom i wielu innym przerażającym potworom. Wreszcie, czując się na siłach, wypowiedzieli im otwartą wojnę – wkrótce udało się im wybić ich tyle, że rasy elfów, reptillionów, ludzi, krasnoludów i orków stały się dominujące na Północy. Jednak daleko im było do jedności. Istoty rozumne, jeśli nawet nie walczyły ze sobą, często wchodziły sobie w drogę. Dopiero gdy całe ich szczepy i plemiona zaczęły osiedlać się w różnych miejscach, stały się łagodniejsze i zaczęły zajmować się uprawą roli. Powoli wojny stawały się mniej częste. Najważniejsze było, że rasy pojmowały już, iż muszą istnieć obok siebie w pokoju. Ich umiejętności wzrosły tak dalece, że zaczęto wytwarzać broń z brązu, a potem – żelaza. Niemal równocześnie zaczęto wznosić pierwsze sadyby z drewna i kamienia. Potem wykuto zbroje, zaczęto oswajać zwierzęta. Osady przekształcały się w wielkie, prymitywne jeszcze miasta. Wojownicy pierwotnych ras nie stanowili już bezradnej zbieraniny dzikich hord, lecz formowali się w coraz bardziej zwarte, wyszkolone oddziały zbrojnych. Niebawem ludzie udomowili konie i po raz pierwszy w historii Orchii na równinach pojawili się gnający jak huragan jeźdźcy. Jednocześnie elfy wyćwiczyły się w sztuce strzelania z łuku, a reptillioni zagnali daleko w góry bandy goblinów. Przez długi czas na północy panował spokój…


(luka w tekście)

…tymczasem Balamor rozprawił się w końcu z hordami pomniejszych demonów. Przez jakiś czas formował jeszcze swą potworną armię, aż w końcu jego spojrzenie spoczęło na krajach zamieszkałych przez rozumne rasy. Demon zaniepokoił się. Nie wiedział, co począć z mieszkającymi tam istotami. Mogły stanowić wielkie zagrożenie, jeśli nie zgodziłyby się poddać jego panowaniu. Początkowo zamierzał zniszczyć wszystkie, potem jednak jego przewrotny geniusz podsunął mu inne rozwiązanie. Postanowił podporządkować sobie rozumnych całkowicie.

Wraz z objęciem panowania na południu, władzy Balamora poddało się wiele istot, w tym także te, które żyły dostatecznie blisko Czarnych Gór. Poddaństwo przyjęło wiele plemion ludzi, orków, nieco elfów i krasnoludów. Nie mieli zresztą innego wyjścia – nie chcąc opuścić zajmowanych dotąd terenów, musieli uznać Balamora za swego pana. Wiele lat później nazwano ich przeklętymi, albo zaprzedanymi, bowiem pod władzą demona wchłonęli w siebie wiele z jego ciemnej mocy, spaczyli się i odeszli razem z nim prosto w ciemność. Z tych to rozumnych Balamor wybrał posłańców i ich wysłał na północ, by ofiarowali żyjącym tam ludom przyjaźń, łaskę i opiekę, o ile uznają jego panowanie. Wysłanników przyjęto z ufnością. Rozumne rasy niewiele wiedziały o wojnach wśród demonów. Skłonne były zatem ulec roztaczanym przed nimi mirażom, zaprzedać się największemu z książąt demonów. Tylko w jednym miejscu wysłannicy Balamora napotkali zdecydowany sprzeciw. Było to wśród reptillionów w Północnych Górach. Wódz rozumnych jaszczurów, Lahagan Biały, znany dziś pod imieniem Reptilliona Wielkiego, nakazał w gniewie wrzucić posłów do wielkiej studni z wężami. Król reptillionów zawczasu przejrzał zamiary demona i dojrzał groźbę, jaka zawisła nad rozumnymi.

Do dzisiaj niewiele właściwie wiadomo o Lahaganie, albowiem czczący go kapłani zachowują wiedzę na jego temat dla siebie. Reptillion Wielki przyszedł na świat w którejś kamiennych wiosek jaszczurów. Nie wiadomo niczego na temat jego rodu, najprawdopodobniej jednak ojciec zajmować musiał wyjątkowo wysoką pozycję w starszyźnie jednego z najpotężniejszych gniazd reptillionów. Wielkie przymioty syna sprawiły, że został królem. Lahagan Biały już od najmłodszych lat interesował się żywo nadnaturalną magią kapłanów. Nie przypominała ona wówczas jeszcze dzisiejszego czarodziejskiego kunsztu, młody książę przewyższył jednak w tym względzie wszystkich współczesnych mu mędrców. Już wkrótce uzyskał dostęp do tak wielkich mocy, jakich wcześniej reptillioni nie mogli sobie nawet wyobrazić. Tym samym wyrósł na największego bohatera dawnych dni, tego, który uratował świat przed Balamorem, podrywając wszystkich do walki przeciwko niemu.

Natychmiast po kaźni nad wysłannikami, którzy przyjechali namawiać reptillionów do zdrady, Lahagan jął dokładnie analizować całą sytuację. Wiedział dobrze, że jeśli dojdzie do wojny, rozproszone rozumne rasy nie będą miały dość sił, aby obronić się przed mroczną potęgą demona. Natychmiast wysłał więc posłańców do wszystkich władców i wodzów ludzi, elfów, krasnoludów i orków, zapraszając ich na wielką radę, na której wspólnie mieli zastanowić się, co czynić. Wezwani odpowiedzieli. Po raz pierwszy, a zarazem ostatni, złączyli swoje siły, stawili się na wspólną naradę wszystkich ras. W Reptilliongardzie stawił się zatem wódz największego ludzkiego plemienia – Kiran Błyskawica, król elfów Olgrion, Oslar Krzemienny Topór – wódz szczepu krasnoludów spod Ostrej Góry i Falehar – wódz jednego z bardziej znaczących plemion orków. Lahagan sprowadził zgromadzonych do wielkiej groty pod miastem, po czym jął apelować, aby nie ulegali podszeptom sług Balamora. Jak twierdził, książę demonów stanowił wielkie zagrożenie dla wszystkich i dlatego powinni zjednoczyć się przeciwko wspólnemu wrogowi. Cóż z tego – mówił – że Balamor da wam bogactwa i zaszczyty, jeśli będziecie jego niewolnikami, a gdy tylko zechce, ruchem swej ręki pozbawić będzie mógł was życia, wasze potomstwo odda na pastwę dzikich wilków, a niewiastami będą mogły zabawić się dzikie gobliny z gór. Przy tym Balamor kłamie, że jest jedyną siłą na tym świecie. Są inne bóstwa, o czym wszyscy wiecie, gdyż składacie im ofiary. One wesprą nas w walce, bo do niej przecież zostaliśmy stworzeni.

Nie wiadomo dziś, jakich innych argumentów użył wtedy Lahagan, aby odciągnąć zgromadzonych od zgubnej myśli poddania się Balamorowi. Nie powiodło mu się ze wszystkimi. Elfy, których król od dawna miał w sercu skryte podejrzenia co do intencji demona, zawarły z reptillionami wieczyste przymierze, a Olgrion poprzysiągł wraz z Lahaganem, że w każdej sytuacji pośpieszy reptillionom z pomocą. Krasnoludy i ludzie wszakże zdecydowanie odcięli się od ich decyzji. Co do Balamora, postanowiono jednak oświadczyć mu, że choć żadna z rozumnych ras nie pragnie z nim wojny, nikt jednak nigdy nie podporządkuje się jego władzy.

Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *