Czas Orków

Panowanie Musagi-dura rozpoczęło się spokojnie. Nikt, może poza samym władcą, nie przypuszczał, że w istocie potęga reptillionów dobiegła już kresu, a dni samego imperatora zostały policzone. Był jednak rok 3410 – państwo jaszczurów kwitło i nic nie zapowiadało nadchodzących wydarzeń.

Musaga-duru nie był bynajmniej głupcem, choć, jak pokazał czas, często zbyt łatwo poddawał się rozpaczy. Po ojcu władca ten odziedziczył przezorność, mądrość i wiedzę, po matce – Ritinfieldzie z Wielkiego Walu dobroć. Tę ostatnią rozumiał jednak zgodnie z reptilliońską racją stanu. Przede wszystkim liczyło się dlań szczęście własnego ludu. Spędzając czas samotnie w pałacu w Archagaście, wielokrotnie zastanawiał się nad przepowiednią z czasów jego ojca. Słowa Askalana Wielkiego niepokoiły go coraz bardziej. Jak sądził, z czterech zapowiadanych nieszczęść nadeszło już pierwsze – bunt Osmundu. Czym jednak miał być wielki pomór? Czyżby miała wybuchnąć zaraza? Musaga-duru nie mógł uwolnić się od obsesyjnej myśli o nadchodzącym nieszczęściu, zaczął zatem szukać pocieszenia w astrologii. I pewnej nocy, gdy zmęczony zasnął w swej wieży nad księgami, miał ponoć dziwne widzenie. Ujrzał wielką grotę o dnie wysypanym białym piaskiem. W jaskini tej dostrzegł reptilliona w skrwawionej zbroi, z wielkim, okrytym czerwienią młotem w ręku, z którego skapywały czerwone krople krwi. To był Lahagan, bóg reptillionów. Patrzył smutno na imperatora, a potem odezwał się tymi słowy:

– Niestety, mój synu, musiałem cię tu wezwać, aby powiedzieć ci coś niezmiernie ważnego. Otóż naszej rasie grozi niemal całkowita zagłada. Niedługo narodzi się dziecko, które zetrze z powierzchni ziemi nasze miasta i wioski, wymorduje niewiasty i dzieci, a tych, co przeżyją, przemieni w niewolników.

– Co mam w takim razie robić, mój panie ? – zapytał Musaga-duru.

– Nic już nie zdołasz uczynić. Spróbuj może uratować swój lud. Spróbuj walczyć, bronić się. Niestety nie mogę ci pomóc, bowiem sprzysięgli się przeciwko mnie bogowie nieprawości i jestem teraz prawie całkowicie bezsilny.

– Więc chociaż wskaż mi, panie, tego, który będzie naszą zgubą…

– Posłuchaj więc – powiedział wolno Reptillion Wielki. – To dziecko narodzi się wkrótce w wolnym, ale dzikim ludzie, żyjącym w górach i na bagniskach… Śpiesz się. Działaj… Uprzedź działania naszych wrogów – ledwie Lahagan wymówił te słowa, postać jego poczęła się rozwiewać, blednąc i znikać. Musaga–duru obudził się zlany zimnym potem, a później wypadł z wieży i zwołał wszystkich swoich doradców na wielką naradę.

Od tej nocy władca reptillionów nie zaznał już spokoju. Stał się bardzo podejrzliwy – zwłaszcza w stosunku do innych ras rozumnych. Także swojemu ludowi jawił się jako chmurny, nieprzystępny imperator, z którego oblicza nie schodził wyraz zamyślenia. Musaga-duru zaczął szukać – szukał największego wroga rasy reptillionów. Oczywiście zaczął od swych lenników. W najgorszej sytuacji byli ludzie. Reptillioni nałożyli na nich nowe daniny, zdławili w okrutnym ucisku. Księstwu Osmundu zakazali posiadania floty. To wszystko było przyczyną głębokiej, niemal powszechnej wśród ludzi nienawiści do myślących jaszczurów.

Potem uwaga Musagi-dura zwróciła się w inną stronę. Gdy – jak mu się wydawało – zabezpieczył się przed buntami niepewnych sprzymierzeńców, zaczął dokładniej zastanawiać się nad słowami Reptilliona Wielkiego. Słowami, według których pogromca jego imperium narodzi się wśród ludu dzikiego, zamieszkującego bagna. Wzrok imperatora padł na orki, jako że ta rasa, nieokrzesana i barbarzyńska, aż nadto odpowiadała słowom Lahagana. Po zerwaniu z innymi rasami u schyłku Czasu Czerni, zdziczała, zaszyła się w puszczach, na bagnach i w górach. Obyczaje orków były barbarzyńskie, ubierali się w skóry zwierząt, nie znały rzemiosła, ani handlu. Żyły głównie z myślistwa i grabieży- Wyłoniło się jednak wśród nich kilka licznych i silnych szczepów, które nazwały się Orkami Wyniosłymi. Ich niespodziewane wypady na wsie i osiedla sprawiały wiele kłopotów ludziom i krasnoludom. Orkowe ple miona żyły zaś prawie wszędzie – na niemal wszystkich wyspach w ciągu Orcusów.

Rasa, o której piszę, nie stworzyła dotąd własnego państwa. Nie założyła ani jednego miasta. Podzielona na małe plemiona, nie miała króla, ani innego władcy. Na czas wojny orki wybierały spośród najbogatszych, i bardziej znaczących członków danego szczepu, wodza zwanego tanem. W czasie pokoju żyły podzielone na wolne plemiona, składające się z rodów, którym przewodziły zgromadzenia. W bitwie znały tylko jeden rodzaj szyku: jak największa ciżba, atakująca z jak najstraszniejszym wrzaskiem. Najchętniej, oczywiście, uderzali od tyłu i najlepiej w dziesięciu na jednego.

Musaga-duru zwrócił więc uwagę na orki, gdyż odpowiadały oni opisowi, który usłyszał z ust Reptilliona Wielkiego. Wśród tych to rozumnych narodzić się miało dziecko, które wstrząśnie wielkim imperium. Musaga-duru nie wiedział zrazu, co czynić. Jako się wyżej rzekło, zaniedbał sprawy państwowe, szukał ratunku w astrologii. Ale przepowiednie stawały się coraz bardziej złowieszcze. Jeden z wróżbitów powiedział mu, że widzi krew i upadek ogromnego państwa. Na władcę padł blady strach. Obawa przed nieszczęściem nasilała się, przechodząc niemal w szaleństwo. Musaga-duru postanowił rozprawić się z orkami. Problemem był tylko sposób, w jaki można było to uczynić. Rasa ta kryła się bowiem w miejscach tak niedostępnych, że wojna z nimi mogłaby być równie krwawa, jak ta z malaukami. Znaleźli się jednak doradcy, którzy podsunęli władcy pewien plan. Bardzo nikczemny, jednak imperator, trawiony przez strach, nań przystał. I tak reptillioni sami zgotowali sobie własną zgubę.

W roku 3412, pod pozorem zbierania sił na nową wojnę z malaukami, zaproszono tanów co ważniejszych szczepów do stolicy. Orki chętnie na to przystały, gdyż już w przeszłości reptillioni zaciągali ich na wojny z różnymi rasami. Razem z tanami, do Archagasty pośpieszył tłum najlepszych orkowych wojowników. Jednak w stolicy czekała na nich zasadzka. Wszyscy wodzowie, którzy w dobrej wierze przybyli na rozmowy z imperatorem, zostali schwytani i wrzuceni do dołów z wężami. Jednocześnie niespodziewanie wojsko otoczyło obóz orków pod Karatuną, po czym znienacka zaatakowało, dokonując krwawej rzezi. W nierównej walce wyginęła elita wojowników orków. W tym samym czasie zaciężne oddziały ogrów, elfów i ludzi, pozostających na służbie reptillionów, uderzyły na górskie warownie orków, bezlitośnie mordując ich mieszkańców i paląc wszystko, co poddawało się ogniowi.

Tymczasem Musaga-duru, choć trapiony wyrzutami sumienia z powodu niecnej zdrady, której się dopuścił, mógł odetchnąć nieco swobodniej. Wydawało mu się, że zniszczył w zarodku rodzącą się potęgę. Ale na początku zimy roku 3413 do jednej z orkowych warowni na Orcusie Wschodnim przybyła ledwie żywa niewiasta, która jako jedyna ocalała z pobliskiej wioski, wyciętej przez reptillionów. Orczyca owa nazywała się Sorajana i była brzemienna. Ostatkiem sił doczołgała się do wrót. Gdy je otwarto, wyjawiła, że jest pierwszą żoną tana orków – Karatana. który został zabity przez reptillionów w Archagaście. Ledwie żywa, urodziła wówczas dziecko, któremu dała na imię Kartan, to znaczy Święty Wódz, po czym umarła, bredząc w gorączce o nadchodzącym czasie zemsty. Zaś Akse-har, wódz orków z samotnej warowni, która przyjęła do siebie Sorajanę, przygarnął chłopca i wychowywał jak własnego syna.

Z biegiem czasu Kartan wyrósł na dzielnego młodzieńca. Był silny, biegły w łuku i tropieniu zwierząt. Ale od najmłodszych lat jego twarz miała dziwny wyraz, a bystre, zielone oczy, zdawały się przewiercać na wylot każdego, kto tylko odważał się w jego obecności podnieść głowę. Wraz z Akseharem młodzieniec zwiedził kawał świata. Stary tan często jeździł na Orkus Wielki, bowiem jako jeden z nielicznych orków handlował skórami dzikich zwierząt. Jeżdżąc tak po świecie ze swym przybranym synem, dostrzegł, że oczy Kartana śledziły z uwagą przede wszystkim wielkie, kamienne miasta reptillionów, inwazyjne barki, bitewne szyki, rycerstwo z Osmundu, czy reptilliońską piechotę, idącą na wroga bez cienia lęku pod sztandarami z kłem Reptilliona Wielkiego.

Już wkrótce wydarzyły się dwie rzeczy, które być może przesądziły o dalszych losach Kartana, a co za tym idzie imperium reptillionów. Otóż pewnego dnia Aksehar przedstawił syna wielkiemu mędrcowi orków – Harasadze. Ów, gdy tylko ujrzał oblicze Kartana, padł przed nim na kolana, wykrzykując, że będzie wielkim władcą. Młodzieniec zbył to milczeniem, ale słowa starego mędrca zostały już na zawsze w jego pamięci. Młody tan zawsze był dziwnie lapidarny i spokojny. Ale tylko pozornie. W swym gniewie nie znał bowiem żadnych granic. Poza tym, już od dzieciństwa cechowało Kartana okrucieństwo, wyjątkowe nawet wśród orków.

W roku 3422 miało miejsce drugie z wydarzeń, które ostatecznie zmieniło bieg życia Kartana. Pewnego wiosennego dnia, gdy razem z Akseharem pojechał na targ do Alionu, doszło do kłótni ze strażnikiem, reptillionem, który nie chciał wpuścić ich na plac. W czasie sprzeczki gwardzista po prostu zabił przybranego ojca Kartana. Gdy młody tan w desperacji rzucił się na zabójcę, został schwytany, a potem ukarany tysiącem batów. Zwykły ork zapewne nie przeżyłby takiej kaźni, ale Kartan ostatkiem sił doczołgał się do najbliższej orkowej wioski. To wydarzenie rozjątrzyło dawne rany. Wspomniał śmierć swego ojca, wycięcie orków pod Karatuną i w jego sercu zrodziła się nienawiść. Gdy wyzdrowiał, zwołał wielką naradę okolicznych tanów, na której przekonał ich, iż już dłużej nie mogą tolerować zniewag. Ponieważ Aksehara poważano na całym Orkusie Wschodnim, orki zgodziły się przyłączyć do Kartana i pomóc mu w zemście. I tak w roku 3423 rozpoczął się konflikt, który później przerodził się w wielką wojnę.

Otrzymawszy zbrojne posiłki, Kartan dokonał zemsty w sposób typowo orkowy. Napadł niespodziewanie na dom swego wroga, porwał go, a potem kazał stracić wśród wyrafinowanych męczarni. Gdy ruszyła za nim pogoń – wycofał się w góry, po czym stawił czoło reptillionom w jednym ze stromych wąwozów i wybił ścigających do ostatniego żołnierza. Dzięki temu wyczynowi zyskał dużą popularność i natychmiast przyłączyło się doń wiele nowych szczepów i plemion. Nienawiść do reptillionów za rzeź w Archagaście była wśród orków powszechna. Gdy Kartan rozgromił kolejną ekspedycję karną jaszczurów, jego popularność przerodziła się w sławę. Od dawien dawna nie zdarzyło się, aby orki stawiły czoła reptillionom.

Powodzenie dodało młodemu tanowi pewności siebie. Zebrawszy duże siły, niespodziewanym atakiem zajął Alion, po czym doszczętnie złupił to miasto. Po raz pierwszy w historii Ochrii, orki pokazały reptillionom, że potrafią zdobywać warowne twierdze! Radość wojowników Kartana nie miała granic. Po raz pierwszy też miała miejsce wielka rzeź mieszkańców, ponura zapowiedź tego, co Kartan wyczyniał później z podbitymi ludami.

Na reakcję reptillionów nie trzeba było długo czekać. Elemat Orkusa Wschodniego, Istamaru, wpadł we wściekłość na wieść o zdobyciu przez barbarzyńców Alionu. Pośpiesznie zwołał znaczne siły – przede wszystkim Kamienną Jazdę i nieco piechoty, po czym wyruszył na spotkanie z wrogami. Kartan, pewny powodzenia, stawił mu czoło pod Granem i poniósł największą klęskę w swoim życiu. Luźne, niekarne watahy orków nie mogły stawić czoła reptilliońskiej piechocie, która zdziesiątkowała ich szeregi lekkimi, wyrzucanymi z wielką siłą oszczepami. Potem do boju włączyła się Kamienna Jazda, dosłownie miażdżąc wojska Kartana. Jego resztki rzuciły się do ucieczki, wycinane bez miłosierdzia przez jaszczury. Kartan, ranny, uszedł daleko w góry. Ledwie udało mu się zmylić pogoń reptillionów, w czym później dopatrywano się ingerencji ponadnaturalnych sił.

Klęska orków była totalna. Zaraz po bitwie reptillioni uderzyli na ich warownie i wsie, po raz kolejny sprawiając okrutną rzeź pozostałym w nim, niezdolnym do boju starcom i niewiastom. Na szczęście większość orków wcześniej zdołała ujść w góry i zaszyć się wysoko, w kryjówkach na zimnych zboczach Laeomedianu. Ale tym samym orki skazały się na niemal pewną zagładę. Skaliste szczyty były pozbawione drzew i roślin. Orki nigdzie nie mogły znaleźć żywności. Dni ludu z Orcusa Wschodniego wydawały się być policzone.

Ranny Kartan spoczywał w zimnej jurcie na zboczu góry Lomil gdy przyszli doń ocaleni z bitwy tanowie. Zamierzali poderżnąć mu gardło, gdyż wówczas wśród orków obowiązywał zwyczaj zabijania przywódcy który poniósł klęskę. Potem jednak uznali, że jest to pozbawione sensu. Ich lud skazany był na powolną śmierć, a zejść na niziny nie mogli, bowiem reptillioni obsadzili wszystkie przełęcze i otoczyli wojskiem podnóża gór. Skoro wszystko zdawało się stracone, tanowie zwrócili się więc do Kartana, aby raz jeszcze poprowadził ich na bój, bowiem wolą ginąć od reptilliońskich młotów niż z głodu. Kartan zgodził się, zastrzegł jednak, nie uczyni tego od razu.

Od czasu bitwy pod Granem w umyśle młodego przywódcy zaszły wielkie zmiany. Przeżył wstrząs na widok karnych, reptilliońskich szeregów. Zrozumiał, że nie pokona wrogów swymi bezładnymi, dzikimi wojskami. Gdy ozdrowiał na tyle, że mógł chodzić, zebrał wszystkich ocalałych z pogromu wojowników i począł szkolić ich w łuku i szabli, która z dawien dawna stanowiła ulubioną broń orków. Po kilku miesiącach, gdy sytuacja pogorszyła się na tyle, iż niektórzy poczęli padać z głodu, niespodziewanie zaatakował pozycje reptillionów w jednej z dolin, przebił się i uciekł wraz ze wszystkimi towarzyszącymi mu plemionami Orków Wyniosłych do wielkiej puszczy Miram, na wschodzie wyspy. Tutaj przyłączyło się doń mnóstwo zwykłych orków, którzy również zaznali prześladowań ze strony reptillionów. Za namową Kartana postanowiono wypowiedzieć imperium Świętą Wojnę.

Do roku 3430 młody wódz zjednoczonych wreszcie plemion z Orcusa Wschodniego ćwiczył swoją armię. Kartan, jak podają dawne księgi, wymyślił zupełnie nowy łuk. Ponoć kiedyś, na polowaniu, gdy nie trafił w upatrzoną zwierzynę, wygiął w złości swój cisowy luk odwrotnie. Nowy kształt podsunął mu myśl stworzenia nowego typu broni – łuku refleksyjnego, który wytwarzało się z normalnych łuków, wyginając łuczysko w odwrotną stronę. W rękach wyćwiczonych orków łuki te stały się straszną bronią. Po raz pierwszy w historii orków Kartan utworzył zwarte, karne oddziały piechoty, oparte na podziałach plemiennych. Wielkie gastary, bo tak nazywały się pierwowzory dzisiejszych orkowych legionów, liczyły do tysiąca wojowników. Kartan zdobył lub zakupił z własnych środków wiele zbroi i hełmów dla swej armii. Jednocześnie orkowi kowale udoskonalili swoją stal – produkowali teraz mordercze, wytrzymałe na ciosy ostrza. W wojsko wstąpił nowy duch. Maszerując pod łopocącymi sztandarami z pięścią, znakiem rodu Kartana, oddziały prezentowały się świetnie. Do bitwy dowódcy mieli szykować gastary w wielkie, liczące dwadzieścia szeregów czworoboki. W pierwszych dwóch szeregach stali włócznicy, dzierżący długie piki, którymi bronić mieli umieszczonych za nimi łuczników. Na komendę przyklękali, schylając nisko głowy,- zaś pierwsze pięć szeregów łuczników wypuszczało roje morderczych strzał. Gdy przeciwnik zbliżył się na dostateczną odległość, żołnierze dobywali szabel i atakowali go wręcz. Ponieważ w dalszym ciągu wielką grozę budziła Kamienna Jazda reptillionów, Kartan zdecydował, że czworoboki piechoty będą osłaniane od czoła wykopanym pośpiesznie okopem i palisadą z ustawionych skośnie, zaostrzonych pni. Wódz orków zadbał też o konnicę, której bardzo mu brakowało. W tym celu zawarł przymierze z goblinami z gór, a ci wystawili do walki swoją jazdę, złożoną z potwornych jeźdźców wilków.

Mając już wszystko przygotowane do walki, Kartan ogłosił się bogiem wszystkich plemion orkowych, po czym wyruszył do z dawna zaplanowanej walki. Armia orków runęła na nie przygotowanych do walki reptillionów. Po krótkich oblężeniach zdobyto Preon i Alion, a wrogowie przekonali się, że barbarzyńcy nauczyli się twardo walczyć. Podobnie jak w roku 3423, na pomoc miastom ruszyły garnizony ze wschodniej części wyspy. Dowodził nimi Nemedur. Kartan wydał im walną bitwę pod Granem, na tych samych polach, na których został pokonany siedem lat wcześniej.

Bitwa, jaka się tu rozegrała, była straszliwą porażką reptillionów. Rozpoczął ją, jak zwykle, atak piechoty, mającej wyrąbać drogę dla szarży pancernych antarów. Orki stawiły twardy opór przed swymi polowymi umocnieniami. Wreszcie Kartan nakazał pozorny odwrót za palisadę. Nemedur uznał to za klęskę i rzucił do szarży jazdę. Na znak dowódców orki wypuściły z łuków ulewę strzał, celując przede wszystkim w lekko opancerzonych jeźdźców i oczy antarów. Kamienna Jazda poniosła w ten sposób wielkie straty. Te spośród jaszczurów, które mimo wszystko zdołały dopaść wroga, utknęły na palisadach, gdzie zostały wystrzelane przez łucznicy. Po porażce jazdy przerażony Nemedur zarządził odwrót, który przerodził się w paniczną ucieczkę i klęskę zmienił w katastrofę.

Kartan nie miał dla pokonanych żadnej litości. Chwytanych żołnierzy przeciwnika rozkazał natychmiast, bez litości zabijać. Wkrótce zdobyto ostatnie warowne miasto na Orcusie Wschodnim. W czasie szturmu i zaraz potem dzikie wojsko Kartana dopuszczało się strasznych okrucieństw. Sam władca ściął własną ręką stu najlepiej urodzonych reptillionów. Pierwszy raz też nakazał budowę wieży trupiej czaszki – okropnej budowli, wzniesionej z głów obciętych martwym mieszkańcom Granu. Ledwie skończył się szturm, wszystkich reptillionów z miasta zebrano w jedno miejsce, po czym wycięto w pień, nie szczędząc niewiast ani dzieci. Po tym wszystkim Kartan osobiście sprofanował świątynię Reptilliona Wielkiego. Radość orków nie znała granic. Pod władzę wielkiego tana oddały się wszystkie plemiona tej rasy na wyspie. Wszystkie szczepy goblinów, ogry i półolbrzymy obiecały posłuszeństwo i posiłki. Wszyscy oficjalnie uznali Kartana z Orków Wyniosłych za swego boga.

Tymczasem Musaga-duru dowiedział się o wszystkim, co zaszło na Orcusie Wschodnim. Wpadł w straszny gniew, jednak jednocześnie ogarnęło go przerażenie. Domyślał się już, że Kartan jest tym dzieckiem, które ma wstrząsnąć imperium reptillionów. Natychmiast wyznaczył nagrodę za jego głowę, a potem począł zbierać armię. Naturalnie zatroszczył się też o swych sprzymierzeńców. Wezwał do siebie króla elfów Elemendila Szarego i Gislana Ostrego Topora, władcę krasnoludów z Tagar-duru. Choć wcześniejsze stosunki między nimi nie były najlepsze, teraz Musaga-duru roztoczył tak przerażającą wizję świata podbitego przez orki, że zdecydowali się przyłączyć do reptillionów. Czas był już ku temu najwyższy, bowiem na Orcusie Wielkim i Małym wybuchły wielkie niepokoje, zamieszkałe tam orki poderwały się do boju. Rozpoczęła się długa i krwawa wojna podjazdowa, a reptillioni z trudem opanowali sytuację. Niepewni wydawali się także ludzie z Osmundu, tam wszakże ciągle panował spokój.

Już wkrótce Musaga-duru zebrał znaczną armię, w której znalazły się także oddziały wybornych, elfich włóczników oraz piechota krasnoludzka. Dość szybko sprowadzono liczną flotę, po czym armada popłynęła wprost na Orcus Wschodni, aby zniszczyć w zarodku rodzącą się potęgę orków. Już wkrótce wojska wylądowały na wyspie, zastając zrujnowane, splądrowane przez orków warownie reptillionów. Armię Archagasty prowadził wielki salagar reptillionów Muranu, siostrzeniec Musagi-dura, mający do pomocy wyborowych dowódców, niektórych wsławionych jeszcze w czasach wojny malauckiej. Siły te pociągnęły w głąb lądu, bowiem Kartan wolał nie ryzykować bitwy, lecz zwodzić przeciwnika, opóźniać jego marsz, by maksymalnie osłabić jego siły. Tymczasem nadciągała jesień, a kolejne tygodnie walki były jedynie wzajemnym szukaniem słabych punktów. Przez cały ten czas armia Murana szła wolnym marszem w głąb lądu, niepokojona przez lotne oddziały goblinów i orków. Zająwszy bez oporu Gran, skierowała się ku wschodowi i tu wreszcie napotkała wielką armię Kartana.

Do decydującej rozprawy doszło pod niewysokimi Skalnymi Wzgórzami w środkowej części Orcusa Wschodniego. Wojsko reptillionów, liczące ponad 50 tys. żołnierzy, starło się z ponad dwukrotnie silniejszą armią Kartana. Do decydującego boju siły imperium i orków rozciągnęły się w dwie długie linie. Centrum szyku sprzymierzonych stanowiła Kamienna Jazda, za którą stali krasnoludowie i piechota reptillionów. Na skrzydłach umieszczono elfów, aby skutecznie mogli razić przeciwnika strzałami ze swoich długich łuków. Z kolei u orków w pierwszym rzucie uszykowano piechotę za umocnieniami ziemnymi, za którą z kolei ustawili się jeźdźcy wilków. Na skrzydłach ustawiono pomocnicze oddziały półolbrzymów i ogrów.

Walkę rozpoczęli lekko zbrojni i elfi łucznicy, występując przed szyk sprzymierzonych, aby zmusić orków do odstąpienia od swoich umocnień. Zostali spędzeni z pola przez gobliny na wilkach. Z kolei Muranu rzucił do ataku antary. Szarża strasznej jazdy imperium zegnała z pola przeciwnika, po czym sama utknęła na umocnieniach orków. Rażona strzałami, cofnęła się do swoich. Przez cały ten czas główne siły wyczekiwały na swoich pozycjach. Wkrótce zaczął zapadać zmrok, lunął deszcz. Jesienny wieczór przejmował chłodem. Myśląc, iż niepogoda odpędziła orki od palisad, Muranu zarządził generalny atak. Grunt jednak rozmiękł, tak iż ciężkie antary zapadały się w błocie prawie do połowy ciała. Jeźdźcy, chcąc wziąć udział w bitwie, musieli zejść z ich grzbietów i ruszyć pieszo za krasnoludami.

Tymczasem pierwsze szeregi reptilliońskiej piechoty uderzyły na orki. Rozgorzał bój w ciemnościach, a łucznicy stali się bezwartościowi. Na koniec, krzycząc bojowe zawołania, do walki włączyły się krasnoludy. Wpadły w sam środek formacji, wywijając strasznymi, dwuręcznymi toporami. Centrum orków zachwiało się, a reptillioni zdobyli część palisad i przeszli bezpiecznie linię wilczych dołów. Zdawać by się mogło, że lada chwila przeciwnicy poddadzą się lub będą szukali ocalenia w ucieczce. Tak się jednak nie stało. Reptillioni i krasnoludy wbijali się coraz głębiej w centrum orkowych formacji, a Kartan rzucił na ich skrzydła pozostałą część gobliniej jazdy, ogrów i gobory z gór. Stojący na skrzydłach elfi łucznicy ulegli lepiej uzbrojonym przeciwnikom, padli lub ratowali się ucieczką. Tymczasem orki stawiły znowu twardy opór, a ogry, trolle i gobliny zaszły reptillionów i krasnoludy od tyłu, zamykając ich w okrążeniu. Bitwa zmieniła się w rzeź. Najstarsze kroniki podają, że nie było takiej od czasów wojen z Balamorem. Żołnierze imperium stawiali opór do ostatniej chwili. Krasnoludy walczyły, dopóki ostatni nie padł martwy. Mrok, deszcz i wiatr położyły kres walce, ale z armii Muranu ocalały tylko niedobitki. Sam imperatorski siostrzeniec padł z młotem w ręku na polu tej jednej z największych bitew epoki.

Po całonocnych zmaganiach, gdy świt rozjaśnił pola czerwone od krwi, Kartan ujrzał się panem nie tylko całego Orcusa Wschodniego, lecz także władcą kilku milionów poddanych. Wówczas ogłosił zmianę swego imienia – z Kartana stał się Katanem, królem wszystkich orków i goblinów. Odtąd Święta Wojna nabrała rozmachu, a sam wódz poczuł się wielki, święty i boski. I po raz pierwszy w historii Ochrii pod nogi barbarzyńcy ciskano wielkie, srebrzyste proporce reptillionów z białym kłem imperium… Katan zwołał szybko wielką radę swych sprzymierzeńców. Ustanowił po raz pierwszy nową administrację, wydał prawa i przywileje. Wszystko opierało się na porządku wojskowym. Cały Orcus Wschodni podzielony został na wielkie orchony, na czele których stali wyznaczani przez władcę hyrtanowie. Orchony z kolei dzieliły się na elejety, z których każdy mógł wystawić jeden gastar orków.

Gdy wieści o strasznej klęsce dotarły do Archagasty, Musaga-duru zrozumiał, że jego imperium stoi na krawędzi upadku. Na prawie wszystkich wyspach reptillionów wybuchły bunty orków, Gutum-guru ogłosiło niezależność. Po raz pierwszy dumnemu władcy zajrzało w oczy widmo zagłady. W dodatku Katan zdobył flotę Muranu i już w następnym roku rozpoczął podboje, zdobywając Orcus Święty, Orcus Czerwony i Orcus Tan, na którym leżały posiadłości imperatora. Należało działać, i to jak najszybciej, przede wszystkim zaś uśmierzyć bunty w innych prowincjach państwa.

Po raz pierwszy Musaga-duru zdecydował się na pertraktacje z orkami. Katan zgodził się na krótki, zaledwie dwuletni rozejm, po którym wszakże obiecał szukać imperatora wszędzie, nawet poza granicami swego państwa. Władca reptillionów musiał na to przystać. Korzystając ze spokoju, zdusił bunty na Gutum-guru, uspokoił ogry i orki, w czym wydatnie dopomogły mu krasnoludy i elfy. Te dwie ostatnie rasy poprzysięgły bowiem nie odstępować reptillionów, gdyż milsza im była władza Archagasty, niż dzikich żołdaków Katana. Musaga-duru zebrał w końcu wielką armię, jednak kosztem pomniejszenia imperium – nie mając już skąd brać wojska, nakazał wyprowadzić wszystkie garnizony z Wysp Malauków. Czteroręczne olbrzymy oczywiście natychmiast to wykorzystały i zburzyły opuszczone przez ciemiężców, górskie warownie. I tak wyspy, których zdobycie kosztowało tyle krwi, zostały dla imperium stracone. Już wkrótce na Orcusie Wielkim zgromadziły się wielkie wojska reptillionów. krasnoludów i elfów. Ponieważ Elmanal zaatakowali sprzymierzeni z Katanem Czerwoni Piraci, a elfów przybyło zbyt mało, Musaga-duru zażądał posiłków również od ludzi. Osmundczycy, których miecze przez te wszystkie lata nie straciły swej ostrości i którzy nie zapomnieli wojennej wprawy, wystawili silną armię, po czym bez sprzeciwów wysłali ją na pomoc reptillionom.

Katanowi jednak raz jeszcze udało się zaskoczyć przeciwnika. Korzystając ze zdobytej floty, szybko przerzucił na Orcus Wielki prawie całą swoją gigantyczną armię. Oprócz orków i goblinów, były w niej także trolle, ogry, gobory i półolbrzymy. Wylądowawszy na Czerwonych Pustkowiach we wschodniej części kontynentu, nakazał marsz na Archagastę. Wódz orków liczył przede wszystkim na jedną, wielką bitwę, wiedział bowiem dobrze, że na obleganie wielkich warowni reptillionów nie starczy już mu czasu.

Musaga-duru przyśpieszył przygotowania zbrojne. Pośpiesznie zebrał armię i ruszył na spotkanie wroga. Jednak wkrótce po wymarszu wydarzyła się straszna rzecz – wśród antarów zapanowała dziwna, śmiertelna zaraza. Wkrótce większość z nich zdechła. Kamienna Jazda poniosła dotkliwe straty, zanim jeszcze zwarła się z nieprzyjacielem, a reptillioni musieli teraz polegać wyłącznie na ludzkiej konnicy. Tak oto dokonała się druga część elfiej przepowiedni.

Do decydującego starcia doszło pod Alkahar, nieopodal południowych stoków Gór Pięciu Twierdz, w wiosenny, słoneczny poranek roku 3433. Reptillioni zajęli pozycję na Unii niewielkiej rzeczki o nieznanej nazwie. Orki nadciągnęły trzy dni później. A potem doszło do największej bitwy w dziejach Archipelagu Centralnego. Przez cały pierwszy dzień obie ogromne armie trwały na swoich pozycjach, wyczekując na ruch przeciwnika. Wreszcie do boju ruszyło prawe skrzydło formacji Katana. Gobliny, ogry i półolbrzymy uderzyły na pozycje krasnoludów oraz elfów i zostały krwawo odparte. Korzystając z zamieszania w szeregach wrogów, Katan uderzył na centrum i prawe skrzydło wojsk Musagi-dura, który osobiście dowodził armią w tym decydującym starciu. Wszystkie ataki zostały odparte. Kamienna Jazda, choć mocno przetrzebiona, zaatakowała boki walczących formacji, zmiatając orki i gobliny jak huragan. Atakujący rzucili się do ucieczki, za nimi zaś pognali rządni krwi reptillioni. Cała armia Katana wycofała się w popłochu za rzekę. Musaga-duru tryumfował. Zdawać by się mogło, że czas zwycięstw orków dobiegł końca.

Następnego rana bój rozgorzał już bladym świtem. Oddziały orków jeszcze raz sforsowały rzekę i znowu zostały odparte. Do walki włączyły się elfy i krasnoludy, zadając wojsku Katana duże straty. Pod wieczór zostały zdobyte i, pomimo zażartych kontrataków, jednak utrzymane wszystkie pozycje orków na wschodnim brzegu. Katanowi zajrzało w oczy widmo porażki. Ale zamiast rozpaczać, zdecydował się działać. Jego wzrok padł na ludzi, którzy wraz z księciem Osmundu Hilderanem stali u boku Musagi-dura, Wysłał, jak podaje Żelazna Księga orków, posłańców do władcy ludzi. Zaproponował, aby ludzie przeszli na stronę orków, a wówczas on odbuduje potęgę Osmundu. Hilderan długo zastanawiał się, co czynić. Podobnie jak większość Osmundczyków, nienawidził reptillionów. Książę wiedział dobrze, że w razie ich zwycięstwa nie znajdzie się już żadna siła na świecie, która zdoła pokonać Archagastę. I w końcu zdecydował się wystąpić przeciwko swym panom. Następnego dnia bitwy ludzie zdradzili reptillionów. Zaatakowali od tyłu formacje sprzymierzonych. W tym samym czasie Katan zarządził atak generalny. Armia Archagasty została rozbita.

Choć, w odróżnieniu od bitwy pod Skalnymi Wzgórzami, większość pobitych wojsk zdołała zbiec, rozpraszając się w ucieczce, skutki tej bitwy były wprost fatalne. Imperium reptillionów straciło całą swoją siłę zaczepną. Tak oto wydarzyła się trzecia z zapowiedzianych, złych rzeczy – wielka zdrada ludzi, którzy stanęli po stronie orków. Reptillioni nigdy im tego nie wybaczyli.

Po bitwie pod Alkahar Katan stał się panem całego Orcusa Wielkiego. Reptillioni, elfy i krasnoludy pozamykali się teraz w warownych twierdzach, czekając na przybycie posiłków z Wielkiego Walu. Musaga-duru, widząc, że wszystko stracone, uciekł do Archagasty. Nastały dni zniszczenia i mordu. Orki zdobyły Olgrion i Ongir, obległy miasto kupców, obsadziły wojskiem brzegi jeziora Dan-Ugar, blokując stolicę. Wielki tan tryumfował. Z lubością grabił, mordował i gwałcił. Z przywódcy zjednoczonych hord stał się bogiem orków, któremu w ofierze składano na ołtarzach nagie elfie kobiety. Gdy szedł przez Orcus Wielki, truchlało przed nim wszystko, co żywe. Kto mu się nie poddał, ten ginął, więc miasta ludzi, krasnoludów i elfów błagały o łaskę. Nieczęsto jednak jej dostępowali. Orki łupiły i rabowały, co tylko się dało, ich dowódcy nakazywali podpalać domy w miastach, mordować okrutnie wszystkich mieszkańców, równać z ziemią wsie i warowne osady. Przez trzy lata trwało zdobywanie miast Orcusa Wielkiego. Katan wysyłał także ekspedycje na inne lądy. Jego wojska po raz pierwszy wtargnęły na Wielki Wal, złupiły skarbce i świątynie Reptilliona Wielkiego. Na koniec na największym kontynencie pozostała tylko jedna, nie zdobyta warownia – Archagasta.

Mędrcy i kronikarze są dzisiaj przekonani, że tylko magia dopomogła Katanowi w zdobyciu umocnionego miasta. I w rzeczy samej, przez trzy ostatnie lata panowały straszliwe susze i upały. Uprawy marniały na polach, bo z nieba nie spadła ani jedna kropla deszczu. Wody Jeziora Ryb opadły, o słaniając mielizny i skaliste grzbiety, po który ruszyły do ataku hordy orków, goblinów, trolli, olbrzymów, ogrów, gigantów i ludzi. Dość szybko wojska Katana dotarły do murów, po czym, przełamując opór wynędzniałej załogi, wdarły się do środka. A potem nastąpił sądny dzień.

Rzeź mieszkańców miasta trwała przez pięć dni i pięć nocy. Pióro wzdraga się, by opisać, co się wtedy działo. Większą część miasta podpalono od razu. Orki i gobliny zabijały wszystkich, których napotkali na swej drodze. Reptillionów mordowano w szczególny sposób – rozrywano ich końmi lub odrąbywano członki, aby zginęli z upływu krwi. Dla nikogo nie było litości i zmiłowania. Mieszkańcy często sami zadawali sobie śmierć, żeby uniknąć tortur. Elfy i reptillioni rzucali się z okien domów na bruk, krasnoludy walczyły do końca, ginąc z toporami w dłoniach. Na jednym z dziedzińców miasta ponoć udusiło się wzajemnie około tysiąca młodych elfek, aby nie wpaść w ręce orków, a zwłaszcza idących za nimi ludzi Hilderana. Nikt nie prosił o łaskę i nikt jej nie dawał. Krzyki ginących słyszano ponoć aż na drugim brzegu jeziora. A w mieście, pośród krwi, dymu i płomieni, uwijali się podobni diabłom żołdacy Katana Wielkiego. Ludzi osłaniali Osmundczycy, którzy wdarli się do miasta zaraz za orkami, jednak elfy, krasnoludy i reptillioni wpadli teraz w łapy swoich największych wrogów. Orki topiły rannych przeciwników w studniach, rozszarpywały dzieci na oczach matek, podcinały starcom gardła. Tam, gdzie nie miały sił, by zdobywać umocnione domostwa, podpalali pałace i kamienice, wykurzały obrońców dymem. Jeszcze przed szturmem Kartan wydał rozkaz, aby zabić wszystkich reptillionów w Ostrogarze, więc nikt nie okazywał pokonanym łaski. Ale reptillioni też o nią nie prosili. Jeśli mogli, ginęli tak, jak przystało potomkom Reptilliona Wielkiego: z młotami w dłoniach. Samego Musagę-dura zabito w zamęcie na schodach Świątyni Niebios – największej, poświęconej Reptillionowi Wielkiemu. Katan, rozpoznawszy jego ciało, nakazał powiesić je na murach miejskich, za ogon, na znak hańby. Potem rozkazał uczynić z jego kości wielki puchar. Zaraz potem wyraził życzenie, aby ucięto głowy tysiącowi młodych reptillionów ze szlachetnych rodów, a z oczyszczonych z mięsa czaszek zbudowano wielki, kościany tron, na którym usiadł, patrząc tryumfującym wzrokiem w Przyszłość.

Rzezi Ostrogaru nie przeżył prawie nikt z mieszkańców, prócz ludzi. Orki i ich sprzymierzeńcy niemal oszaleli od krwi i mordu. Wielu wojowników sami dowódcy musieli potem zabić, bowiem potym, co przeżyli rzucali się w bojowym szale na wszystkich, nawet swoich towarzyszy. A potem nastąpiła dzika grabież. Bezcenne szlachetne kamienne posągi i gobeliny, z których słynęła Archagasta padły łupem najeźdźców. Na koniec Katan nakazał sprowadzić do siebie pozostałych przy życiu reptillionów, po czym obciąć im głowy i uczynić z nich wielką, straszliwą wieżę, której ruiny po dziś dzień stoją w południowej części Chłopskiego Krocza w Ostrogarze, opustoszałe i nawiedzane przez złe moce i martwiaki. Okrucieństwo było powszechne. Ponoć Gutwar, przyrodni brat Katana, rzucił na jego ołtarze dziesięć tysięcy oczu, wyłupanych martwym i żywym reptillionom. W całej armii nie było orka, który nie obnosiłby z dumą naszyjnika z co najmniej dwudziestu pazurów – po jednym za każdego zabitego wroga. Po tych pięciu dniach imperium reptillionów przestało istnieć. Tryumf orków był całkowity i ostateczny. Ale w owych czasach, choć zburzyły największe imperium świata, choć ogłosiły swego władcę bogiem, nie dały Ochrii nic w zamian. Sam Katan, zrównawszy pałac Musagi-Dura z ziemią, mieszkał ponoć w zwykłej, nędznej jurcie – namiocie u stóp centralnej części Archagasty, zwanej teraz Ostrogarem. Tak oto dokonała się czwarta wielka rzecz z przepowiedni elfów. Upadek wielkiego imperium.

Dziejopisarze do dziś spierają się, jak naprawdę wyglądał ów władca i co go skłoniło do dokonania tylu straszliwych okrucieństw. Zapewne jedną z przyczyn była nienawiść. Katan miał zawsze w pamięci śmierć ojca i swego opiekuna Aksehara. Zresztą, o czym już wspominaliśmy, okrucieństwo było u orków czymś najzupełniej normalnym i powszechnym. Własnych, przegrywających wodzów skazywano na śmierć, a ork nie mógł uważać się za dorosłego, jeśli nie zabił choćby jednego wroga. W owych czasach, jak i dotychczas, orki wierzyły, że każda istota, którą zabiją za życia, stanie się ich niewolnikiem po śmierci. Zapewne tym należy tłumaczyć owe straszliwe rzezie ludności zdobywanych miast i wiosek. Ale dlaczego Katan nie czynił wyjątku dla uczonych, mędrców i magów, którzy przecież nawet jako niewolnicy mogli być mu wielce pomocni? Dlaczego w zdobytych grodach nakazywał wznoszenie dla postrachu wież z głów mieszkańców, zamiast obciążyć ich daniną i podatkami? Na to pytanie już nie da się odpowiedzieć, A śladów panowania ponurego władcy pozostało wiele i do dziś. Są nimi chociażby wzniesione ku jego czci ołtarze z ciał poległych wrogów, na których niewolił najpiękniejsze elfki ze szlachetnych rodów. Ich szczątki przetrwały do dzisiejszego dnia w Puszczy Zachodniej na Orcusie Wielkim. Zamiłowanie do tak wielkiego okrucieństwa, niezwykłego nawet wśród orków, tkwiło w Katanie chyba od dziecka. Dla ówczesnych elfów, krasnoludów i reptillionów był więc demonem, kataklizmem zesłanym przez skłóconych bogów. Roku owego strasznego 3430 wstąpił z piekła na ziemię straszliwy demon orków, sługa Balamora, który, zebrawszy wszystkie plemiona barbarzyńców, wypowiedział wojnę całemu światu. Na nic zdały się wysiłki panującego nam imperatora, orki bowiem, zwiedzione szatańskimi kunsztami Katana, rozpętały na archipelagu zamęt rzezi, ognia i mordu. Nikt nie zapomni odtąd przelanej krwi, nikt nie zapomni głów odrąbanych najlepszym synom elfiego ludu, tysięcy pomordowanych, zgwałconych niewiast i spalonych świętych lasów. Nikt nie zapomni też władcy, który jak pomiot z otchłani demonów sam przeciwników bezbronnych mordował i żołdakom swym mordować kazał. Onże to ołtarze czynił z głów poległych, na igrzysko dziatki i kobiety nasze zabijał, z czaszek ich puchary czynić kazał… – napisał o Katanie elfi mędrzec Etaralin, po czym został przybity przez orki gwoździami do drewnianego słupa.

Zdobywszy Archagastę, Katan postanowił odpocząć (tzn. oddał się rozpuście i pijaństwu), a swoje armie wysłał na podbój dalszych części Archipelagu. W ciągu najbliższych dwudziestu pięciu lat orki zdobyły bądź uzależniły od siebie prawie wszystkie jego krainy. Wzięły szturmem Elmanal, podbiły krasnoludzkie kopalnie. Katan jednak przekonał się, że samą siłą nie utrzyma podbitych terytoriów. W roku 3461 zwołał do Ostrogaru wszystkich swoich dowódców, po czym ogłosił im, jak wyglądać będzie nowy porządek Archipelagu Centralnego.

Przede wszystkim darował życie resztkom reptillionów, zamkniętym jeszcze w ostatnich warowniach Wielkiego Wału. Zostawił im z dawnego imperium jedynie ciąg Walgaru, a każdy władca musiał zadowolić się tytułem króla, zatwierdzanego na stanowisku przez każdorazowego władcę orków. Reptillionom zakazano posiadania floty, budowania twierdz, a wszystkie miasta musiały zapłacić wysoką daninę i zostały obłożone drakońskimi podatkami. Ponoć każdy mieszkaniec Wielkiego Walu musiał oddawać aż jedną czwartą swoich dochodów na rzecz orków. Reptillioni, których władcą został teraz najmłodszy. brat Musagi-dura – Akeru, przystali na wszystko. Król złożył nawet Katanowi hołd, aby tylko utrzymać przy życiu resztki swojego ludu. Wszystkie dawne posiadłości rodziny imperatora przeszły na własność władcy orków.

Następną sprawą było ustanowienie władzy w całym Archipelagu. Katan pozostawił podbitym krasnoludom i elfom niezależność wewnętrzną. Każdy jednak ich król czy książę musiał uznawać nad sobą panowanie Katana, płacić coroczne daniny i podatki, a także utrzymywać w swoich miastach garnizony orków. Wolne grody zachowały wewnętrzną niezależność. W miastach należących wprost do Katana, o ile nie były one garnizonami wojskowymi, zarząd sprawować miały rady miejskie – złożone z wybieranych na okres jednego roku najbogatszych przedstawicieli wszystkich ras i cechów w danym mieście. W każdym jednak z nich stacjonują po dziś garnizony orków, nad którymi władzę sprawuje mianowany przez Katana hyrtan, zwany Księciem Przedstawicielem – ork lub wierny Ostrogarowi człowiek, który również, przez wybieranych etamarów, opiekuje się włościami rodziny imperatora na terenach należących do danego miasta. Prawdziwą jednak jego funkcją jest w istocie sprawowanie dyskretnej kontroli nad działalnością rady i przesyłanie ciągłych raportów do Ostrogaru.

Na mocy tychże właśnie decyzji wszystkie miasta Archipelagu Centralnego, a właściwie ich ruiny, obsadzone zostały garnizonami orków. Katan dokonał jeszcze jednej reformy armii orków – podzielił ją na legiony, liczące po około 10 tys. żołnierzy. Równocześnie wydał też wielki zbiór praw, zwany Kodeksem Katana, w którym ustanowił nowe, własne zasady stosunków między poszczególnymi rasami. Wbrew przewidywaniom, były one dość tolerancyjne. Katan jednak ciągle się obawiał, iż któraś z ras mogłaby wystąpić przeciwko niemu. Długo zastanawiał się, jak osłabić pokonanych i w końcu zdecydował się, że należy skłócić ich wewnętrznie. Wydał zatem wielki edykt, na mocy którego wszystkie religie zyskały równouprawnienie.

To uderzyło w rozumnych jak piorun. Małe w istocie sekty, sprzyjające potajemnie bogom ciemności i zła, stały się nagle równorzędne z kultem Asteriusza Wielkiego, Dagonina i Gorlama. Świątynie Setha i Morglitha, niegdyś ukryte, teraz budowano jawnie. Rzecz jasna, spowodowało to całą falę zaburzeń i konfliktów, tłumionych bezwzględnie przez wojska orków. Ale Katan osiągnął swój cel. Skłócił rozumnych tak, że zamiast spiskować i knuć przeciwko niemu, zajęli się sporami między sobą. Już wkrótce pojawili się wśród ludzi paladyni i czarni rycerze, kapłani Asteriusza zaczęli prowadzić otwarte wojny z wyznawcami Seta i tak świat zapomniał o tym, kto jest jego rzeczywistym władcą.

Dla jednego tylko państwa Katan był łaskawy. Władca orków sowicie wynagrodził Osmundczyków za ich wielką zdradę. Ich książę stał się królem, państwo ludzi nie musiało utrzymywać armii orków ani płacić danin na rzecz Katana. Już wkrótce Katan podarował im jeszcze Orcus Wąski, zwany dzisiaj Tabadanem, na którym powstało odrębne księstwo łudzi, rządzone przez książęcy ród z osmundzkiego Tabadanu. Ludzie, których państwo szybko podniosło się z ruin, szybko urośli w potęgę, zyskali na znaczeniu i dzisiaj Katanowie muszą liczyć się ze zdaniem koronowanych władców obu państw.

W wyniku tej wojny Archipelag Centralny poniósł straszliwe straty. Choć jedno imperium – reptillionów, legło w gruzach, powstało nowe – orków, które trwa do dziś, choć już zaczyna się chylić ku upadkowi. Wiele ruin miast i wiosek z tamtych czasów zarosło trawą i mchem. Wszystkie krainy uległy spustoszeniu. Zmieniło się oblicze całego archipelagu. Przede wszystkim stał się on mało bezpieczny. Przez długie lata na drogach grasowały jeszcze bandy maruderów. W lasach, ciemnych puszczach i górach rozmnożyło się wiele złych stworów, wiele martwiaków wstało z pól bitewnych, siejąc grozę i przerażenie. Największe straty ponieśli reptillioni. Z zagłady ocalała jedynie ich dziesiąta część. Niewiele więcej pozostało krasnoludów i elfów, a miejsce po nich zajęli ludzie i orki. Katan zmienił wiele, nawet kalendarz. Odtąd lata liczyło się nie od pokonania Balamora, lecz od momentu, w którym orki pojawiły się na świecie. Rok 1 kalendarza reptillionów jest zatem rokiem 2112. Dzisiaj, w chwili rozpoczęcia przez graczy życia awanturników, mamy rok 9445 kalendarza orków.

Ustanowienie kodeksu Katana nie zapewniło takiego spokoju, jakiego życzyłby sobie władca. Już wkrótce, w roku 3470, rozpoczęła się wielka, ponad dziesięcioletnia Wojna Krasnoludzka. Rozpoczął ją zdesperowany Dimin-el-dimu, Król Spod Góry, gdy orki nałożyły na lud gór wielką daninę w złocie i kosztownościach. Krasnoludy ściągnęły z całego archipelagu na Orcus Wielki, po czym zamknęły się w wielkiej, podziemnej twierdzy Tagar-dur. Orki długo nie mogły jej zdobyć, ale w zamian za to zajęły prawie wszystkie krasnoludzkie kopalnie, po czym zagroziły, że w razie dalszego oporu wymordują wszystkie krasnoludzkie kobiety i dzieci. Ponieważ wojownicy Dimina-el-dima nie chcieli o tym słyszeć, wydawałoby się, że zbliża się koniec krasnoludów, podobny do wcześniejszej zagłady reptillionów. Król Osmundu Hagard II wstawił się jednak za nimi, królestwo ciągnęło bowiem wielkie zyski z kopalń w górach wysp Grua. Niektórzy powiadają, że ludzie zagrozili nawet wypowiedzeniem wojny orkom. Katan, wówczas już schorowany, zgodził się na rokowania. Krasnoludy straciły resztki niezależności. Odtąd także w ich kopalniach stacjonować miały garnizony orków. Król Spod Góry zgodził się także na płacenie Katanowi strasznego, corocznego haraczu w wysokości 10 procent zysków ze wszystkich jego kopalń. Wojna owa ugięła lud gór. Odtąd już żaden Król Spod Góry nie myślał o przeciwstawieniu się orkom.

W roku 3490, czyli 6002 kalendarza orków, Katan nagle zmarł. Ponieważ przez całe swoje życie nie miał legalnej małżonki, władza przeszła w ręce jego kochanki – Zamory, a dusza wielkiego tana wstąpiła w boską sferę egzystencji. Tuż przed śmiercią władca pobłogosławił swój lud, a zwłaszcza Orki Wyniosłe, na które spłynęło wiele darów – między innymi możliwość słabej regeneracji ran. Plemię to stało się odtąd arystokracją wszystkich orków imperium.

Rządy Zamory nie trwały długo. Już wkrótce dała się ona poznać jako władczyni okrutna i bezlitosna.
Wystąpili przeciwko niej kuzyni władcy – Gutwar i Atarusan I, pochodzący z Orcusa Wschodniego. Gutwar był namiestnikiem na Gutum-guru, szybko więc zebrał wielką armię łudzi i orków, po czym popłynął na Orcus Wielki. Gdy w dodatku od zachodu uderzył jego brat, a armia Zamory przeszła na stronę buntowników, w roku 6005 na dworze w Gett-warr-garze, będącym miastem rezydencyjnym królowej, zawiązano spisek w wyniku którego Zamora została zamordowana. Po niej nastąpił Gutwar, ten jednak szybko zmarł i władza przeszła w ręce Atarusana I, założyciela pierwszej dynastii orków. Przyjął on, rzecz jasna, tytuł katana, to jest najwyższego wodza orków.

Atarusan panował aż do roku 6045. Po nim nastąpił jego syn – Indira Muz, zwany Szczodrym. Panowanie obu władców pełne było niepokojów, zamieszek i buntów ich braci. Indira Muz rozwiązał problem sukcesji dość prosto. Po prostu dał swym krewnym silne armie i floty, po czym dopomógł im w wykrojeniu sobie własnych dominiów na innych archipelagach Orchii. Z kolei po śmierci tegoż władcy, w roku 6101, na Kościany Tron wstąpił jego przyrodni brat – katan Minag Mądry, dając początek dynastii Minagów. Katan ów okazał się imperatorem nad wyraz mądrym i przewidującym. To właśnie za jego czasów rozpoczęła się wielka odbudowa. Między innymi rozbudowano Ostrogar, podniesiono z ruin wiele miast. Jego spokojne rządy zostały zakłócone tylko przez dwie wojny – z malaukami na zachodzie i z elfami z Elmanalu, które zbuntowały się przeciwko miejscowemu Księciu Przedstawicielowi. Po śmierci Minaga Mądrego w roku 6150, na tron wstąpili kolejno jego trzej synowie. Ich panowanie także odznaczało się dostatkiem i spokojem. Władcy owi po raz pierwszy zaczęli pomagać w odbudowie wielu elfich miast, a gdy na Elmanalu miały miejsce wielkie nieurodzaje, wspomagali elfy zbożem. To wszystko sprawiło, że pomiędzy obydwiema rasami nawiązana została pierwsza nić porozumienia. Od tego czasu najstarsza rasa świata zaakceptowała panowanie orków. Zaakceptowała i pogodziła się z nim, nie mogła bowiem uczynić nic innego.

Tymczasem upływały lata. Wydawało się, że panowanie orków z dynastii Minagów upływać będzie w dostatku i względnym szczęściu, gdy niespodziewanie w roku 6270, za panowania Osgurana Minga, nadeszło pierwsze z wielkich nieszczęść, wstrząsających odtąd regularnie imperium katanów. Na Archipelag Centralny uderzyli straszliwi najeźdźcy: sharany. Zburzyły świeżo odbudowane miasta, uprowadzając całe rzesze niewolników i zabijając okrutnie tłumy niewinnych ofiar. Pierwszy najazd nie miał na celu podbicia określonych terytoriów i może właśnie dlatego mieszkańcy wszystkich krain archipelagu zdołali przygotować się do odparcia następnego. Sharany uderzyły szybko i niespodziewanie, w wielu punktach, po czym znikły, wysłaną zaś za nimi flotę katana rozgromiły. Pozostały po nich ruiny i zgliszcza, a także groza, bowiem ze wszystkich ras, zamieszkujących Orchię, ta jedna nie została do końca poznana ani zrozumiana. Nikt dotąd, a nie wydaje się, aby i w przyszłości miało się to udać, nie zdołał porozumieć się z sharanarni.

W roku 6305, ledwie przeminęła groza po pierwszym najeździe, a katan zabrał się z energią do przygotowań obronnych, nastąpił drugi najazd pająkoludzi. Tym razem czarne okręty sharanów ruszyły w stronę Orcusa Wielkiego. Na północ od Zatoki Smoczej Łapy miała wówczas miejsce największa bitwa morska w dziejach Ochrii. Stoczyło ją 380 okrętów katana Osgurana z dwukrotnie silniejszą flotą najeźdźców. Bitwa zakończyła się kompletną klęską orków i wspierających ich ludzi. Sharany podbiły potem Wyspę Mew, zaatakowały Ostrogar, który jednak szczęśliwie zdołał się obronić. Sharany zdobyły także wiele innych wysp, m.in. wyspy Karmin i Kar-lan w archipelagu Grua. Osguran nie zdołał wydrzeć im siłą zdobytych terytoriów. Sharany zaczęły budzić prawdziwe przerażenie wśród wszystkich ras, z orkami włącznie. Ale, co najciekawsze, nikt nie zbuntował się wówczas przeciwko katanom. Pajęczy najeźdźcy, uprowadzający na straszną śmierć tysiące niewolników, napadający niespodziewanie na miasta i porty, budzili taką grozę, że wszyscy rozumni poczęli tym bardziej garnąć się do orków, widząc w nich jedynych obrońców.

Tym razem się nie zawiedli. W roku 6340, za panowania syna Osurana, Baskaby Wielkiego, doszło do Wielkiego Odwetu. Przeciwko sharanom sprzymierzyli się władcy wszystkich prawie ras, poza reptillionami, a zatem Ernil II z Elmanalu, Hadwig, król Osmundu, Taranar Dobry z Tabadany i Gislan – Król Spod Góry. Gdy w dodatku otrzymali jeszcze pomoc od władcy części Archipelagu Wschodniego, katana Gursana Dobrego, uderzyli na wyspy zajmowane przez najeźdźców. Wojna była krótka i krwawa. Dziwna rzecz, ale po kilku zaledwie przegranych potyczkach, sharany się wycofały. Jedyny opór stawiły jedynie na Wyspie Mew, którą oczyszczono dopiero po dwóch latach krwawych zmagań, w których wyróżnili się elfi łucznicy. Pająkoludzie zniknęli z Archipelagu Centralnego, ale powracali jeszcze wielokrotnie, budząc przerażenie i tym bardziej skłaniając rozumnych do szukania pomocy u katanów.

Od czasu inwazji sharanów, imperium orków poczęło przeżywać kryzys. Synem Baskaby był Rada-wan, który zmarł bezpotomnie. Po nim z kolei nastąpiła od roku 6397 dynastia Gerkabów – rozpoczął ją Gerkaba Wielki, który zmarł w roku 6470. Katanowie owi wyróżnili się wielkim okrucieństwem, zwieńczył zaś ich zbrodnie Inar Gerkataba, zwany Palownikiem, bowiem swoich przeciwników uwielbiał nabijać na zaostrzone pnie drze w. Panował on w latach 6825-6910. Przez całe życie zwalczał wyimaginowanych przeciwników, tropił nie istniejących spiskowców, czyhających na jego życie. Ośrodkiem imperium stał się za jego czasów Ranhar-gar, w którym dokonał wielu ponurych mordów.

Po śmierci Palownika wybuchła w imperium krótka wojna domowa. Zwyciężył w niej By-rygyn Mały, dając początek najstarszej dynastii katanów, której boczna linia panuje do dziś. Ostatnim z rodu jest obecny katan By-Rygyn VI. By-Rygyna Małego wspierali ludzie z Osmundu, stąd też królestwo to zyskało jeszcze więcej na znaczeniu. By-Rygyn Mały żył ponad sto lat, panował zaś do roku 7023. Jego syn, By-Rygyn II, odparł najazd sharanów i stoczył przegraną wojnę z malaukami. Powiada się, że od czasów jego panowania począł się upadek znaczenia i siły katanów. Ich imperium w roku 9445 toczy wewnętrzny rozkład. Są tacy, którzy twierdzą, iż niedługo pojawią się nowi władcy świata, a wzrok wielu rozumnych pada na ludzi, których prężne i zwarte królestwa nie poddają się niemocy.

Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *