Zabójca demonów – opis profesji

Podałbym datę ale niestety nie wiem nawet który mamy rok. Nie wiem kim byli moi rodzice. Zostałem im odebrany. Nadano mi imię Mort. Zawsze myślałem, że jestem najzwyczajniejszym w świecie człowiekiem. Od najmłodszych lat dręczyły mnie koszmary senne, w których widziałem zagłady wsi, miast i nawet całego pieprzonego imperium Katana. Podobno odznaczałem się dużymi, jak na dziecko, zdolnościami telepatycznymi, za co często mi się obrywało. Różnego rodzaju bronią również zacząłem władać dosyć wcześnie. Mówiono, że będę jednym z najlepszych, jednak nigdy się tego nie dowiedziałem. W wieku chyba ośmiu lat zabrał mnie stamtąd ni to wojownik, ni to mag, właściwie odszyfrowanie tego kim był naprawdę zabrało mi jakieś dziesięć lat. Nazywał się, hmmmm, to ciekawe ale nigdy nie zdradził mi jak się nazywa. Przez pierwsze chyba trzy lata musiałem mu usługiwać i nie nazwałbym tego „przynieś, wynieś, pozamiataj w wolnych chwilach se polataj”, bo tak właściwie to wolnych chwil nie miałem. Ciągle bałem się. Bez przerwy przynieś to, wynieś tamto, posprzątaj, posprzątaj, posprzątaj, nakarm konia. Co jakiś czas przyjmował gościa ciągle tego samego człowieka na karym koniu w szarym grubym płaszczu o grobowym wzroku. To chyba była jedyna osoba, łącząca nas ze światem zewnętrznym. Często zdarzało się, że razem z nim wyjeżdżał na kilka dni, wtedy spałem. Dokładnie co piętnaście dni dom drżał i ziemia wokoło, a mnie nie wolno było go opuszczać. Zaraz po tym miałem dzień odpoczynku, bo mój PAN tak go wtedy nazywałem był mocno wyczerpany. Zakazał mi też używać moich zdolności telepatycznych. Zawsze wiedział, gdy próbowałem się wedrzeć do jego umysłu, za co oczywiście dostawałem w skórę. Tym razem porządnie. Z jednej strony było lepiej, a właściwie żarcie było lepsze. Mój pan prawie codziennie był na polowaniu, przez co nauczyłem się gotować. Po pewnym czasie mój PAN nagle zainteresował się moją osobą, w większym stopniu zaczął się mną zajmować (widocznie coś przeczuwał), a tajemniczego gościa już nigdy więcej nie zobaczyłem. Zaczął uczyć mnie polować oraz posługiwać się mieczem w odpowiedni sposób. Wtedy po raz pierwszy ujrzałem jego miecz. Przepiękna złota klinga z mnóstwem dziwnych znaków i rękojeścią wysadzaną drogocennymi kamieniami. Piękna robota. Chyba po dwóch latach zabrał mnie w pobliskie góry i tu zaczęła się moja prawdziwa przygoda z życiem. Powiedział wtedy – tu cię zostawiam mój chłopcze, tu rozpoczyna się twoja walka, albo zwyciężysz, albo cię pokonają. Teraz stań i krzyknij najgłośniej jak potrafisz trzy razy GOBLIN. Potem wejdź na ten ośnieżony szczyt, na nim stań i krzyknij trzy razy SYLFY. Potem przez jeden okrągły rok musisz przeżyć sam w tych górach, nie mogąc się do nikogo odezwać, ani korzystać z niczyjej pomocy. Gdy przeżyjesz wróć do mnie do chaty a poddam cię kolejnym próbom. Słysząc zdecydowanie w jego głosie nie potrafiłem mu się przeciwstawić. Po chwili już go nie było.

Nie wiedząc czemu, ale od tamtej pory zacząłem mówić do niego Mistrzu. Nie wiem właściwie czemu, chyba jakaś nieznana siła pchnęła mnie i zrobiłem dokładnie to co mi kazał. Krzyknąłem najgłośniej i najpewniej jak umiałem: GOBLIN! GOBLIN! GOBLIN!

Odczekałem chwilę i poszedłem w kierunku góry. Wtedy biłem się z myślami aby uciec jak najdalej, do jakiejś wioski, poprosić o pomoc i żyć z dala od tego szaleńca. Lecz coś mi mówiło że jak ucieknę to zginę. Więc powoli mozolnie zacząłem zdobywać szczyt. Targany wiatrem, mrozem, jadając raz dziennie, walcząc z własnymi słabościami wspinałem się, aż w końcu dotarłem na szczyt. Nie wiem ile dni mi to zajęło, byłem dumny z siebie. Stanąłem pewniej i krzyknąłem: SYLFY! SYLFY! SYLFY!

Minęły chyba ze dwa tygodnie zanim znalazłem jakąś w miarę nadającą się do zamieszkania jaskinię. To była chyba jedna z cięższych prób jakim mnie poddał. Chociaż? W rzeczywistości chodziło chyba o sprawdzenie mojej odporności psychicznej. Czy wytrzymam w samotności przez rok? Postanowiłem, że wrócę na wiosnę następnego roku. Czasem miałem trudności ze znalezieniem pożywienia, ale nigdy nie brałem go więcej niż było mi potrzeba. Pewnego dnia gdy rozpętała się naprawdę porządna śnieżyca, której końca nie było widać, zdarzyło się naprawdę coś niespodziewanego. Siedziałem wtedy w mojej jaskini i tak mocno padało, że myślałem iż ją za chwilę zasypie. Powtarzałem sobie wtedy w duchu i prosiłem żeby przynajmniej przestało wiać. Dopiero gdy zacząłem głośno krzyczeć by przestało, chyba instynktownie wykrzyczałem: SYLFY! SYLFY! SYLFY! Niech przestanie wiać!

I nagle nawałnica ucichła. Od tamtej pory zacząłem w dość ograniczony sposób rozkazywać wiatrom, lecz każdą prośbę musiałem powiedzieć głośno zdecydowanie i poprzedzić słowami: SYLFY! SYLFY! SYLFY!

Kiedy wróciłem do chaty mój mistrz się ucieszył. Nie wiem dlaczego, ale ja też się ucieszyłem na jego widok. Następnego dnia wyjechaliśmy stamtąd paląc za sobą chatę. Brdzo mnie to wszystko ciekawiło, to znaczy dlaczego wyjeżdżamy, gdzie jechaliśmy, czemu spaliliśmy chatę, co się działo z mistrzem przez te dwa lata? Tak zgadza się, nie było mnie z nim okrągłe dwa lata, co do dnia. W drodze dowiedziałem się, że Mistrz ma własną wioskę, lecz jej nazwy nie pamiętam. Dodatkowo sporą liczbę dłużników i przyjaciół w tym nawet jedną osobę z samej rady Ostrogaru. Pewnie i tak wszystkiego mi o sobie nie powiedział.

Zatrzymaliśmy się w Bur-m. gdzie miał kamienicę. Mieszkaliśmy tam sześć lat i to właśnie tam nauczyłem się prawie wszystkiego. Na początku uczył mnie walki mieczem runicznym w pobliskiej szkole wojowników. Każda lekcja odbywała się potajemnie, bez świadków. Nie mogłem oczywiście zdradzać wszystkich swoich umiejętności, a co za tym idzie wszystkie sprzeczki z miejscowymi musiałem przegrywać, od czasu do czasu, walkowerem. Przynajmniej wtedy mogłem zażyć trochę życia społecznego. Ale mistrz zakazał mi kategorycznie wiązać się z jakąkolwiek dziewczyną.

Kolejną próbą była próba ognia. Wyglądało to mniej więcej tak. Za każdym razem, aż do skutku, musiałem powtarzać: SALAMANDRA! SALAMANDRA! SALAMANDRA!

Musiałem stać gołymi stopami na rozżarzonych węglach i trzymać ręce we wrzątku, aż do ostudzenia wody. Trwało to potwornir długo, ale wreszcie udało się. Ostatnią fizyczną próbą poprzedzałem słowami: NIMFY! NIMFY! NIMFY!

Miałem za zadanie płynąć w górę i w dół rzeki, minąć trzy wiry wodne. Miałem naprawdę dużo szczęścia. Nurt rzeki był bardzo rwący. Dzień później a właściwie następnej nocy odkryłem, że mam w posiadaniu cztery kamienie koloru: białego, czerwonego, czarnego i niebieskiego, bardzo podobne do tych z rękojeści miecza mojego mistrza. Powiedział wtedy – Bardzo szybko je dostałeś i bardzo dobrze. Ja na swoje czekałem dwa miesiące. Są to kamienie czterech żywiołów – ziemi, powietrza, wody i ognia. Dotknij każdego z nich po kolei, jeżeli nic Ci się nie stanie, to znaczy, że wszystkie dotychczasowe próby przeszedłeś pomyślnie. Dotknąłem, każdy kamień był dość ciepły, ale nie zrobił mi krzywdy. Mistrz bardzo się ucieszył.

Do tej pory gdy zadawałem pytania dotyczące mojego szkolenia, prób, mistrz zbywał mnie, że jest to bardzo potrzebne i że przyjdzie odpowiednia pora na wyjaśnienia. Pewnego razu, gdy do mistrza ktoś przyszedł podsłuchałem rozmowę. Mówili o jakiś dziwnych zjawiskach dziejących się w pewnym domu, wzywali kapłanów, ale nic to nie dało. Mówili, że jest tylko kilkanaście osób, które są w stanie poradzić coś na tego rodzaju istotę i mój mistrz to jeden z nich. Wtedy wydarzyło się coś nieprzewidzianego. Byłem wtedy, jak mi się wydaje, dobrze ukryty, lecz nie przed mistrzem. Powiedział spokojnie – Chodź tu Mort, wiem że się chowasz. Oto ta osoba – wskazał na mnie – która jest odpowiednia do zabijania tego rodzaju istot. To był dla mnie szok. Lecz jest on jeszcze młody i niedostatecznie wyszkolony, ja się starzeję dlatego muszę się spieszyć – kontynułował.

Mój czas jeszcze nie nadszedł, ale czułem że się zbliża dużymi krokami. Tym czasem mistrz mówił dalej – Dobra, pomogę wam, ale moje usługi nie są tanie i nie gwarantuję, że dom wasz będzie cały po wszystkim.

Tego wieczora długo rozmawiałem z mistrzem, o tym co mówił o mnie oraz o nadchodzącym dniu. Wszystkie informacje przyjmowałem przerażony, choć właściwie ze spokojem. Powiedziałbym nawet, bez paniki. Wiedziałem już wtedy, że będę musiał stawić czoła jednym z najpotężniejszych istot na świecie – demonom.

Długo potem nie mogłem zasnąć, czułem strach i podniecenie zarazem. Bałem się wtedy, ach jak strasznie się bałem, zresztą boję się do dziś, choć w może mniejszym stopniu. Próby jakim dotychczas byłem poddany pozwoliły mi, w dość ograniczony sposób, bronić się przed pierwszą grupą demonów, tak zwanych demonów elementarnych. Aby opanować obronę przed kolejnymi musiałem się naprawdę sporo napocić, lecz nie tylko fizycznie. Zagrożenie życia stawało się coraz większe. Byłem zmuszony do medytacji, ciągłej koncentracji, skupienia uwagi na jednej konkretnej myśli. Nauczyłem się wtedy, choć z początku nie dawałem temu wiary, że każda nawet najdrobniejsza myśl oraz to co się czuje krąży wokół nas w postaci Demonów Myśli. Każda taka myśl wzmacnia odpowiednie demony. Musiałem nauczyć się panować nad własnymi myślami, wyobrażeniami i uczuciami. Mistrz wtedy mówił – Siła Demonów Myśli zależy od siły woli, jaką autor im nadał oraz jak silny jest opór adresata tych myśli. Wszystkie myśli kierują się tam gdzie będziemy chcieli, do osoby, o której myślimy. Jednak musisz uważać, gdyż czasem demony te z niewyjaśnionych powodów nie mogą odnaleźć tej osoby i wracają do adresata. Wykonują wtedy one to czym są przepełnione. Pół biedy, jeżeli są to myśli dobre i przepełnione miłością, lecz gdy przepełnione są nienawiścią, i negatywną energią mogą spowodować śmierć. Ochrona przed tymi demonami jest bardzo trudna i wymaga czasu. Trzeba wtedy przeciwstawić im myśli dokładnie im przeciwne. Trwa to tak długo, aż zwalczą siebie nawzajem. Najgorsze jest to, że nie wolno ci spać, aż do tego momentu, gdyż we śnie jesteś najbardziej na nie narażony. Ale o tym później. Zapytałem wtedy – Wystarczy myśleć o pozytywnych rzeczach, a wszystko będzie w porządku. – Ha… – Odparł. – To nie takie proste, dlatego też oprócz opanowania własnego ciała, co już mam nadzieję, masz za sobą, musisz poskromić swoje myśli. Obserwuj je i swoje reakcje. Twoje poczynania muszą być w pełni kontrolowane przez ciebie, przez twoją świadomość. Obserwacja samego siebie pozwoli ci poznać jakie sytuacje wywołują u ciebie niepożądane myśli i dlaczego? To z kolei pozwoli ci ich uniknąć i przeciwstawić się nim. I pamiętaj nie wysyłaj myśli do demona, a w szczególności, jak staniesz z nim oko w oko, bo niechybnie zginiesz.

– kilka stron z pamiętnika zabójcy demonów

Profesja: Zabójca demonów

Rasy: Każda oprócz hobbitów i gnomów

Charakter: Każdy oprócz złych i chaotycznych

Łączenie profesji: Nie można łączyć z żadną inną

Magia: Chętnie korzystają z magicznego oręża i pancerza, posiadają własne znaki magiczne – patrz niżej. Posiadają własne miecze runiczne do walki z demonami – jest to osobista broń magiczna, zadająca magiczne obrażenia – dokładny opis poniżej.

Zbroja: Każda wedle uznania, choć nie lubią zbroi o ograniczeniach większych niż 1/2.

Zabójcą demonów można stać się tylko będąc wybrany przez mistrza (poprzedniego zabójcę demonów), dzieci są obserwowane i zabierane za młodu.

Współczynniki:
Żyw +20
Sf +20
Zr +10
Sz +10
Int +
Md +10
Um +20
Ch +
Pr +
Wi
Zw k5

Premie do odporności:
1 +10
2 +20
3 +15
4 +20
5 +20
6 +10
7 +10
8 +10
9 +5
10 +10

Biegłości: 4, gdzie jedną poświęca jest na miecz runiczny + 1 biegłość/2 poziomy
Początkowa wartość to 60 +5/poz

Zdolności

Od 0 poziomu

  1. Walka w trudnych warunkach – dwukrotnie zmniejsza ograniczenia zdolności bojowych, spowodowane warunkami zewnętrznymi, np. pogodą, sypkim lub śliskim podłożem itp.
  2. Walka w tłoku – normalna walka bronią jednoręczną na polu o powierzchni 2m2.
  3. Roztrącenie – próba przedarcia się między przeciwnikami (zamiast ataków w tej rundzie): udana, jeśli przeciwnicy zostali zaskoczeni (rzut na ich akt. SZ minus 1 pkt. na POZ wojownika) i postać utrzymała równowagę (rzut na akt. ZR).
  4. Młynek – dwukrotnie wolniejsze ataki podwajające szansę trafienia krytycznego (niestety również dwukrotnie bardziej na nie narażające tego, który tej zdolności używa).
  5. Natarcie – zwiększa w walce wręcz szansy TR o 10 pkt. + 10 na każde 3 POZ poprzez analogiczne zmniejszenie Obrony.
  6. Powstrzymanie – zwiększenie OB o 10 pkt. + 10 na każde 3 POZ kosztem TR.
  7. Przycelowanie – dwukrotnie wolniejsze, staranne przymierzenie się do ciosu, zwiększające TR o 10 pkt. + 10 na każde 5 POZ.
  8. Przyspieszone zdrowienie – samowyleczenie 10 pkt. obrażeń po 8-godzinnym , wygodnym odpoczynku.

Od 1 poziomu

  1. Rozpoznanie demona – rzut na 1/2 mądrości – rozpoznaje typ, główne cechy i zdolności demona. Zazwyczaj niestety nie rozpoznaje wszystkiego od razu, wtedy dodatkowy rzut na 1/4 mądrości – pozwala poznać jakiś jego słaby punkt z czasem.
  2. Odporność na zdolności i czary demona – w praktyce daje to możliwość powtórzenia rzutu obronnego, jeśli pierwszy był nieudany. Ponadto rzuca zawsze najwyżej na 1/2 danej odporności nawet jeśli umiejętność demona stanowi inaczej.
  3. Wyczucie zachwiania równowagi sił – tak jak zdolność nadnaturalna.
  4. Odporność na negatywny plan egzystencji – nie odnosi żadnych złych efektów z powodu przebywania w negatywnych planach egzystencji – jest to wynik szkolenia.
  5. Znaki magiczne zabójcy demonów – na podobnej zasadzie jak u wiedźmina aczkolwiek potężniejsze (w fazie przygotowań).

Od 10 poziomu

  1. Odegnanie demona – Sprawia że demon ucieka/wraca na swój plan egzystencji – udany rzut na 1/4 UM – demon może obronić się przed odegnaniem rzutem na odporność nr 3 pomniejszoną o sumę 1/10 Int, Md, UM i poziomu zabójcy demona.
  2. Furia – po utracie połowy życia w walce z demonem może wpaść w furię na czas 1rundy/na poziom, w której do obrażeń doliczamy całą siłę fizyczną, może wyprowadzić dodatkowy atak w rundzie przez zmniejszenie opóźnienia broni o połowę (nie mniej niż 1sg) oraz otrzymuje o połowę mniej obrażeń. Podczas trwania furii zabójca nie odczuwa ograniczeń szybkości wynikających ze zbroi. Po upływie czasu trwania furii zabójca demonów może w dalszym ciągu kontynuować walkę jednak po jej zakończeniu pada wycieńczony na taki sam długi okres czasu.
  3. Podtrzymanie życia – zachowanie przytomności w agonii oraz ryzykowna umiejętność ignorowania swoich ran (w stanie agonalnym) i wynikającej z nich słabości ciała przez 5 rund + 1 runda na POZ rycerza pod warunkiem wykonania udanego rzutu na szok (odp. nr 4: rzut nieudany oznacza natychmiastowy zgon). Jeśli rzut był udany rycerz może nadal działać, nawet walczyć, jest jednak dwukrotnie wolniejszy (2 razy mniejsza SZ i ilość ataków/rundę).
  4. Zapożyczenie umiejętności – potrafi nauczyć się dowolnej umiejętności z kasty żołnierskiej i rycerskiej o ile znajdzie nauczyciela.

Miecz runiczny zabójcy demonów

Jest to miecz długi podobny do typowego, ale o znacznie szerszym ostrzu zrobiony ze złota. Opóźnienie 4sg, skuteczność 120kł 150tn wytrzymałość 400, obrona 40 ataki 1.

Runy

Runa właściciela – jest to osobista broń zabójcy demonów, miecz runiczny jest przypisany jednemu właścicielowi ponieważ tworząc jego rękojeść, umagicznia ją swoimi kamieniami żywiołów. Każdą inną osobę miecz parzy zadając k10x10 obrażeń na rundę, poprzez porażenie elektrycznością.

Kamienie żywiołów są aktywne zawsze podczas trzymania go przez zabójcę – daje mu to dodatkową odporność na efekty czarów zdolności opartych na ziemi, ogniu, wodzie, powietrzu i podczas gdy trzyma miecz w ręku odnosi tylko połowę obrażeń.

Runa wytrzymałości – Miecz jest wykonany ze złota a wpisane w niego runy tworzą klingę niezwykle odporną na zniszczenie, w praktyce oznacza to, że ma ona 10-cio krotnie większą wytrzymałość na uszkodzenia, ponadto nie odnosi uszkodzeń od niemagicznego oręża.

Runa powrotu – Miecz na życzenie wraca do ręki zabójcy, ale musi być w zasięgu wzroku – czas powrotu to 1 metr/1 segment.

Runa antymaterii – Oprócz normalnych obrażeń zadaje demonom dodatkowo 2k100 obrażeń magicznych, ew. połowę po udanym rzucie obronnym na energię – odp. nr 5.

Bookmark the permalink.

8 Comments

  1. Według mnie profesja nieskończona. Brak ostatnich zdolności profesjonalnych 19 i 20. Brak znaków magicznych. Same zdolności zrobione mocno po łebkach. Według mnie profesja wymaga gruntownego dopracowania. Owszem jest kilka fajnych pomysłów, ale bez ukończenia zupełnie niegrywalna. Lepiej było z tego zrobić wątek na forum i po dopracowaniu wrzucać w formie artykułu. Tak czy inaczej – jest. Zapraszam zatem do czytania i komentowania.

  2. Jeśli uznacie że przedwcześnie się tu znalazła to spoko zdejmijcie, z chęcią nad nią popracuję, zgadzam się że jest niedopracowana

  3. Nie komentują bo się bana boją. Zaznaczę że nie jestem zwolennikiem tworzenia nowych profesji, jeśli można je zastąpić dwuklasowcem już istniejących. A tu stworzyłbym Rycerza/Czarnoksiężnika, podobnie zresztą jak zamiast trupiarza. Fajne zakończenie opowieści, jest jakiś rys o demonach. Rozumiem że jest to klasa żołnierska, sądząc po początkowych umiejętnościach. Zastanawiający jest brak wysadzenia jeźdźca z siodła, czyżby ta umiejętność była nieprzydatna w grze? Ktoś ją kiedyś wykorzystał?
    Dodatki do współczynników: +20 do UM to jak czarodzieje, nawet kapłani mają +10 i tyle bym dał, niezrozumiałe są też dodatki do Ch i Pr. Premie do odporności… Uff! nie jestem pewien czy można złożyć dwie klasy które dadzą tak dużo. No i te +15 i +5 mnie nie przekonują. Dałbym do (2),(3),(4),(5),(10), na żywioły uodparnia go oręż.
    Odporność na negatywny plan egzystencji-tak w ogóle? Za mocne mi się wydaje.
    Odegnanie demona-tak po prostu i koniec, bez fabularnej rozgrywki, nie kupuje, a tak fajnie się zapowiadało w opisie na wstępie.
    Miecz ze złota(dlaczego złota?), powinien służyć TYLKO do walki z istotami innoplanowymi. Złoto miękkie i ciężkie, nawet umagicznione. Miecz to broń o konkretnej konstrukcji i wyważeniu, nie można go sobie tak zrobić szerszego i że będzie skuteczniejszy. Mogłeś ominąć ten dodatek o szerszym ostrzu.
    Dlaczego nie zły? Siły dobra też mają swoje demony, które mogą naruszać równowagę.
    Opisz dokładnie znaki, bo to ważny element tej postaci!!!
    Zbroje do 1/2,1/2? te akurat są nie za dobre. Ja preferowałbym nie ograniczające Zr, lub bardzo ciężkie, może spiżowe, bo te dają dodatkową odporność na magię.
    Reasumując. Na razie postać nie jest przepakowana, oprócz odporności! jak nie przegniesz ze znakami. Może faktycznie na forum? Ale ja i tak wolałbym wspomnianego Rycerza/Czarnoksiężnika, lub Łowce/Maga

  4. Czegoj ją tu wrzucił byśmy mieli możliwość zwrócić ci uwagę na kilka rzeczy. Wykorzystaj te uwagi. Zwłaszcza takich osób jak Venar w stosunku do zrównoważenia postaci czy Keth w stosunku do pisanego wstępu.

    Po pierwsze brakuje umiejętności do kompletu, spójrz jak jest w klasycznych profesjach. Dodał bym tu takie hity jak, unik czy selektywne.

    Po drugie, nie potrafię sobie wyobrazić tego woja.Jak rozumiem chodzą w lekkich zbrojach, raczej. Co z tarczami?

    Po trzecie:

    "15 – Furia – po utracie połowy życia.." Jak rozumiem skoro posiadają furię to to nie są zimni opanowani profesjonaliści walczący z nieznanym koszmarem z innego świata, tylko takie nerwusy typu "Łaaaa!" i napór, leje demona ile wlezie.

    Po czwarte, trzeba się zastanowić do jakiego poziomu gry jest ta postać. Mógłbym zezwolić na grę demonobójcą jeśli pozostali byli w okolicach 7-9 poz.Bo do standardowych zerówek na pewno nie. W tym momencie nie jest to postać zbalansowana do podstawowych profesji.

    Widzę że w odpornościach nie mogłeś się zdecydować co jest kluczowe dla tej profesji więc na wszelki wypadek dałeś plusy do wszystkiego.

    Jak działają runy? Przez potarcie, jeden raz dziennie? Czy jak, szczegóły please?

    Czemu miecz nei ma bonusu do trafienia? Przecież jak już robić profkę z górnej półki to robić. To normalne ze nikt nie pcha runów w miecz o typowym wykonaniu a lepsze mają lepszy balans. Te +30tn w charakterystykach to z czego? Z magi czy z wykonania.

  5. Proszę się nie bać, to że nazwałem się Księciem Ightornem nie oznacza że od razu będę najeżdżał na wasze ziemie z pomocą moich niezastąpionych Ogrów.
    W jednej kwestii chętnie się pokłócę z kolegą Nanatar, uważam bowiem że gracze jak i ich mistrzowie powinni mieć wpływ na to kim chcą grać, a tworzenie nowych profesji to jedna z dróg wplecenia w rozgrywkę czegoś nowego, świeżego, owszem niekiedy nietrafionego, ale nie trzeba wszystkiego wykorzystywać tak jak to autor podaje – modyfikujmy to jak chcemy, kwestia czy nasz mistrz gry to zaakceptuje.
    Co do profesji, cóż nie mam zamiaru się bronić przed słuszną krytyką, bardziej chodziło mi o przedstawienie jakiejś tam swojej wizji na temat pogromcy demonów. Zgadzam się że w niektórych miejscach jest nie przemyślana i faktycznie wymaga skończenia, nie chcę się usprawiedliwiać tym że pomysł powstał około 15 lat temu.
    Co do umiejętności wysadzenia jeźdźca z siodła to kilka razy moi gracze tego używali. Sam tego tutaj nie dałem, chyba dlatego że uznałem ją za zbędną w walce z demonami.
    Z odegnania demona chciałem w sumie zrezygnować sam – i wpleść coś w rodzaju egzorcyzmu w razie opętania przez demona ale nie miałem pomysłu jak to wpleść w profesję żołnierską.
    Co do wspomnianej tarczy – chciałem ją umieścić w znakach zabójcy, z kolei miecz ze złota – chciałem wykorzystać jakiś szlachetny metal a nie chciałem używać mitrylu.
    furia może faktycznie wskazywać że tracą poczucie zmysłów – tu chciałem wprowadzić coś w rodzaju zastrzyku adrenaliny w obliczu znacznie silniejszego przeciwnika – z chęcią przerobię tę umiejętność
    Co do numerków to faktycznie nie miałem też pomysłu jak rozdzielić odporności i +20 do UM to faktycznie za dużo.
    Co do samego miecza i run działają one zawsze – co faktycznie może burzyć zamierzenie run gdyż te albo działają raz dziennie albo są aktywowane przez zaklęcie hasło, mogę zrezygnować z run i po prostu niech będzie to miecz silnie magiczny typowy demonobójca – 30 tnących z wykonania.
    Postaram się pozmieniać i dopisać brakujące rzeczy dopiero w przyszłym tygodniu. Nie dam rady teraz ponieważ zaczynam kolejny tydzień nocek a pracuję po 12 godzin.
    Proszę piszcie, komentujcie, a wręcz wyżywajcie się na moich wypocinach.
    Pozdrawiam wszystkich kacetowców

  6. Nie neguje tworzenia nowych profesji, ale zawsze podchodzę do nich z dystansem. A tak, zmiany są wręcz konieczne w tak starym systemie.
    Szlachetny kruszec na miecz, przyszedł mi do głowy adamandyt. Sprawdziłem w wersji dyskietkowej i napisane tam jest że wytrzymałość X2, a waga i opóźnienie mniejsze o połowę. I wszystko byłoby cacy, tylko jak zmienimy wagę to faktycznie będzie się łatwiej mieczem operowało, powinniśmy dostać nawet bonus do trafienia, przeboleje to mniejsze opóźnienie, ale przy takim spadku wagi zadawałby ów miecz dużo mniejsze obrażenia.
    Mógłby to być jakiś stop adamandyt/srebro/stal/złoto. A przyjmując że jest to broń silnie magiczna to może mieć dowolne parametry. Tylko czy powinno się go używać rozprawiając się z pospolitymi zbirami?
    Nie widzę tez problemu by mimo żołnierskiego fachu mógł zabójca demonów odprawiać ceremonie-egzorcyzmy. Przydałaby mu się też umiejętność odczytywania magicznych pergaminów-jak kupiec.
    Tu temat jest mało widoczny, pomyśl o przeniesienie na forum. Chwała nam bohaterom co wytrzymują po 12h w pracy.

  7. W pełni się zgadzam z Czegojem. Ten półprodukt nadaje się jako wątek forum. Stwórz to tam pogadamy.

    Teraz nie ma co komentować: poszatkowane umiejętności, bonusy do wszystkiego, bonus +15 , złoty miecz ?- karkołomny pomysł…, brak pełnej listy umiejętności

    Całokształt niedopracowany.

  8. Konieczny Egzorcyzm na wzór kapłańskiego czaru, bo nie wszystkie demony to potwory, które można posiekać mieczem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *