Bitwa 40 dni i nocy

Pertraktacje

Ogromny pancerny mega jaszczur Antar – płaski niczym salamandra i szeroki na boki, przebierając krótkimi łapami spełzał w dół zbocza górskiego. Jego ciało zamiast łusek pokryte było pancernymi tarczami kostnymi. Jednak mało, kto wiedział, że naturalny kostny pancerz Antara mieścił się nie zamiast, a na naturalnych kilkunastocentymetrowych łuskach, zaś jego podstawowa warstwa mieściła się tez pod nimi…

Na nim jechał ambasador. Wykwintny jedwabny czerwony strój na łuskowej zbroi podkreślał złoty odcień ciała reptilliona. Nawet jego naturalna łuska zlewała się z odcieniem brązu zbroi….

Pogoda była piękna. Słońce oświetlało ciągnące sie po horyzont zbocza gór, przechodzące łagodnie w krzaczastą nizinę.

Na niebo spłynęły też smoki. W wielu barwach. Wolno szybując spoglądały w dół nie zwracając na siebie uwagi. Ich obecność świadczyła, że wydarzy się coś przedziwnego. Niczym sępy cierpliwie oczekiwały, co stanie się na drodze hordy orków. A było ich dużo…

– Chyba z 500 – szybko oszacował Katan.

„Czemu przepowiednia mówi, że będzie to Bitwa 40 dni i 40 nocy?”, pomyślał. W tym samym momencie jego umysł uruchamiał już pierwszą przemianę zabijając posłańca i jego wierzchowca.

Nim jeszcze martwe ciała opadły na ziemie, zbocza gór jakby eksplodowały. Skały podniosły się i rozpękły na kawałki. Chwilę później z ich wnętrza, z pyłowej mgły, osypując sterty kamieni wygramalały się 10 metrowe pancerne antary. Na grzbietach tych jaszczurów prostowały się szeregi odzianych niczym rycerze reptillionów. Ich tarcze i łuski zaczęły odbijać wschodzące słońce. Refleksy świetlne jednolitą kaskadą pokryły wszystkie zbocza gór od szczytów aż po dno doliny.

Lekko oślepiony Katan odwrócił głowę.

Cala ta jednolita powierzchnia rycerzy-wojowników i ich jaszczurów pokazała mu, że na przestrzeni każdego zbocza doliny nie ma nawet jednego metra, z którego nie wypełzałby wielki jaszczur. Nieustanne osypywanie się resztek skał i hałas towarzyszący temu uświadomiły, że nie tylko wypełzają one na powierzchnię, ale starają się ustawić w rzędy bojowego szyku. Chwilę później stanęły już równo – zwrócone głowami w kierunku wroga z ustawionymi w mur tarczami swych jeźdźców.

Armia słonecznego miasta prezentowała się niesamowicie. Ponad 50 tysięcy wielotonowych, mega pancernych półdinozaurów oczekiwało bitwy. Bitwy, w której powiedzie do boju pół miliona swych zakutych w stal kopijników (średnio 10 na każdym grzbiecie).

Pozycja armii w dół zbocza gór, pozwalająca na rozwinięcie niesamowitej wręcz prędkości szarży. Niespotykane wręcz w świecie natury opancerzenie wierzchowców i ich jeźdźców oraz ponad naturalna gadzia odporność na wszelkie obrażenia zapowiadały starcie, o którym być może nigdy nikomu się jeszcze nie śniło.

Na dole stało zaledwie 300 tysięcy gołych, choć dobrze odżywionych orków. W tej chwili zastanawiały się one tylko, czy mając tylko jednego wodza będą w stanie pokonać dwukrotnie liczniejszego, niesamowicie opancerzonego i słynącego z wręcz nadnaturalnej żywotności wroga. Wroga, któremu normalnie 1/20 cześć wystawionej armii wystarczyłaby do ich rozgromienia.

Obie armie przez moment spoglądały na siebie. Obie przygotowały niezliczoną ilość niespodzianek. Obie przeświadczone były o swojej niepodważalnej przewadze nad drugą stroną. Obu towarzyszyła tez niepodważalna wiara w zwycięstwo.

„Bitwa rozpoczęła się”, pomyślał Katan. „Tylko nie pozwolić na rozwiniecie szarży…” i nim skończył podejmować decyzję, niczym lawa – gadzia armia runęła do przodu.

W jednej chwili pół miliona rycerzy-wojowników i ich pancernych jaszczurów, naraz bez żadnego sygnału płynnie ruszyła w dół zboczy.

Przejęte początkiem bitwy obie armie nie odczuwały narastającej wibracji gruntu, która powoli zaczęła przypominać trzęsienie ziemi.

Orki rozstawiły szerzej swe grube nogi i zwarły szyk. Nie pasowało im, że wróg zmusił ich do zmiany ich ulubionej agresywnej bitewnej taktyki na inną, a już szczególnie na obronną. Sporo ich spojrzeń przez chwilę błagalnie skierowało się w kierunku wodza. Katanowi wydawało się, że więcej już obok siebie stać nie mogą, ale jednak stały – jakby były jedną całością. Mur ciał – niczym czerpiący z siebie energie, jeden organizm.

Zapatrzone jednak we wrogą armię orki powoli rozprzęgały swą uwagę. Pierwsze szeregi nawet zaprzestały stać w swej pozycji obronnej z zaciekawieniem i podziwem obserwując ocean wrogiej armii.

Tylko Katan nim podjął decyzję, kątem oka spostrzegł, że ponad połowa smoków leniwie szybujących na niebie przeszła w lot nurkowy.

Decyzja była jednak jedna i niezachwiana.

W niewiadomym dla siebie błysku inteligencji wybrał moc, o jakiej się mu nawet nie śniło. Spoglądając w twarz niewidzialnym bogom po raz kolejny uwierzył w swą boską namiastkę przyszłej mocy. Objął spojrzeniem maksymalny obszar, gdzie ze stoków prawie 4 połączonych gór pędziła armia wroga. Zagłębiając moc w tysiącu miejsc naraz, na ponad 10 metrowa ich głębokość, Katan uaktywnił eksplozję mocy. I to nie zwykłej. 10 metrów przed chwilą litej – teraz pokruszonej w ostre odłamki, górskiej skały – eksplodowały. Ich prędkość niczym z balisty nadała odłamkom ruch w górę, prosto w trzewia szarżujących olbrzymów. I to naraz w tysiącu miejsc, a sekundę później w kolejnych tysiącach, i tak co sekundę – dalej, dalej, dalej…

Ziemia eksplodowała. A może, kto inny powiedziałby, że góry eksplodowały…

Cała armia wroga znalazła się w jednej pawie chwili w eksplozji zabójczych skał, które w połączeniu z gęstym pyłem i masą czerwonej krwi całkowicie ją zakryły. Ile zginęło w tych pierwszych sekundach nie sposób obliczyć, ale stało się coś, co zaskoczyło nawet Katana…

Z opadniętą szczeka tracił on cenne sekundy nie wierząc, że niesamowicie poraniona i sporo podziurawiona armia reptillionów płynnie wynurzyła się z chmury opadających już skał. Jej przednie szeregi nie utraciły nawet lanc, ani prędkości impetu. W jednej chwili kilka tysięcy rozpędzonych jaszczurów dopadła linii orków i …wykonała ostry skręt w lewo. Pozwoliło to płynnie swym rycerzom nadziać wroga na kopie.

W jednej prawie chwili i to w kilkanaście sekund po wprost niewyobrażalnej rzezi, jakimi musiały był eksplodujące odłamkami skał zbocza górskie, armia orków straciła na całej linii wiele szeregów swych najodważniejszych wojowników. Ale czy straciła?

Katan tym razem nie wierzył patrząc na własną armię. Podziurawieni lub przebici na wylot orkowie nie tylko w większości nie ginęli, ale i nadziewając się głębiej na drzewce próbowali dojść do jego końca.

Żywotność wojenna orków kontra gadzia przebiegłość i niezniszczalność reptillionów nie po raz pierwszy zaskoczyły Katana.

„Jaki wasz kolejny zask…”, prawie wykrzyknął półbóg. Nim jeszcze skończył – dwie setki prawie 50 metrowej długości smoków zionęło w jego armie.

Morze ognia tym razem nie zostawiało żywych. W kilkuset miejscach pojawiły się wypalone orcze cmentarzyska. A w tym samym momencie spadające smoki z lotu nurkowego przechodziły w ślizg, nie przestając ziać lub orać szponami tylnych łap zaskoczonych orków, tnąc przy tym ich prawie na plasterki.

„Godnych sprzymierzeńców mają reptillioni” – pomyślał Katan i …nim jednak upłynęło 30 sekund od pierwszej eksplozji zaczął cofać czas. Niczym antyczny astrolog, w wielu modlitwach do samego siebie, wiedząc, że na pewno zostanie zauważony- zmieniał czas. Teraźniejszość przechodziła w przeszłość i tak etapami krok po kroku, po kilka sekund bitwa zaczynała się w jakimś etapie i znowu cofała się w przeszłość. Za każdym razem Katan modlił się do swej boskości i był zauważany. Za każdym razem jego wiara i samozauważenie ochraniały go od kary, jaką w najłagodniejszej postaci była śmierć.

Wbrew woli innych bogów, wbrew woli natury, mimo niewyobrażalnej dla śmiertelników potencjalnej kary Katan przesuwał bitwę w czasie…. do momentu… gdy samotny jeździec na wielkim spłaszczonym jaszczurze przybył na pertraktacje z nim.

A było to 35 sekund temu…

Bookmark the permalink.

29 Comments

  1. Dobry Boże, i co ja mam teraz napisać? Och, jeszcze potem ktoś gotów stwierdzić, że podnoszę rękę na Stwórcę albo kreuję się na jakiegoś pseudokrytyka. To może tak – przeczytałem do końca. Podoba mi się epicka wizja. Setki tysięcy reptillionów przeciwko setkom tysięcy orków, a w górze mnóstwo smoków: ładne. Podoba mi się pomysł na magię dla zaawansowanych: eksplodujące góry i cofanie się w czasie dla potrzeb korygowania taktycznych błędów.

    Jeśli o poziom literacki idzie, nie podoba mi się już pierwsze zdanie. "Ogromny pancerny mega jaszczur Antar…". Z przykrością muszę dodać, że cała reszta trzyma ten sam stylistyczny poziom, do którego mimo najlepszych chęci nie potrafię się przekonać.

    "Cała ta jednolita powierzchnia rycerzy-wojowników…". "Katanowi wydawało się, że więcej już obok siebie stać nie mogą, ale jednak stały…". "Zapatrzone jednak we wrogą armię orki powoli rozprzęgały swą uwagę".

    Mam wrażenie, że w tekście pojawia się nieścisłość logiczna: w dwóch następujących po sobie akapitach orki zastanawiają się, czy mając jednego wodza zdołają pokonać armię przeciwnika (kierując w stronę Katana błagalne spojrzenia) i są jednocześnie przekonane o swojej niepodważalnej przewadze.

    Oj, nie za dobrze to wygląda, nie za dobrze. Jeśli powieść miałaby zostać wydana w takiej właśnie formie, liczę na sprzedaż w liczbie kilkuset sztuk, ponieważ kupią ją jedynie najbardziej zagorzali i fanatyczni wyznawcy Kryształów (ale czy zdołają przetrwać lekturę do końca, trudno powiedzieć). Jeśli jestem w Waszym mniemaniu zbyt srogi w osądach, przepraszam, ale starając się złagodzić swoją opinię zwyczajnie musiałbym Was oszukać.

  2. Emm noo nie powiem wymagałoby to mocnej redakcji językowo, stylistyczno logicznej…

  3. Nie jesteś osamotniony w surowym osądzie – oczywiście, bardzo cieszy fakt, że A.Sz. w ogóle jeszcze "majstruje" w KC, plusem jest możliwość poznania choć skrawka historii Orchii, jednak poziom literacki jest niewystarczający do tego, by promować system wśród czytelników fantastyki.

  4. Ja sobie lubię poczytać fantasy – ale po przeczytaniu Sapkowskiego, Piekary czy Komudy – to Panowie…. no żenada.

    Proponuj innego rodzaju promocję

  5. Ja mam taki komentarz – zarówno Sapkowski jak i Grzędowicz swego czasu prowadzili warsztaty literackie dla młodych, amatorskich twórców. To było bodajrze w NF – dlatego mam taką radę: należałoby się z tymi cyklami warsztatowymi zapoznać – może nie zrobią z nikogo noblisty ale pozwolą ustrzec się wielu podstawowych błędów.

    A jednym z takich podstawowych bolączek początkujących pisarzy są problemy z przelewaniem wizji wyobraźni na język literacki. Wiem bo sam kiedyś z tym miałem problem. I dlatego jeśli już to brałem się za pisanie autorek a nie książek fabularnych i beletrystycznych 😉

    Ja mniej więcej intuicyjnie łapę o co chodzi w tym fragmencie opowiadania i co autor chciał czytelnikowi przedstawić (a zapewne chciał pokazać talenty Katana i metodę jego walki) – ale niestety braki warsztatowe odstraszają. Nie będę tu się powtarzał po moich przedpiścach – kuleje stylistyka, słownictwo, pojawiają się wewnętrzne sprzeczności, tekst czyta się ciężko i nieprzyjemnie – sprawił mi poważny wysiłek przy czytaniu. Tylko dlatego że jestem fanem Kctów zmusiłem się do przeczytania całości – bo za pierwszym razem odrzuciło mnie już po drugim akapicie. Wytknął bym błędy zdanie po zdaniu i wskazał jak napisać to bardziej strawnie i przejrzyście, bez chaosu myślowego – ale to nie tutaj, bo forma komentarza nie za bardzo na to pozwala. Zakładam że założyliście już odpowiedni temat na forum, prawda? 🙂

    No generalnie kuleje warsztat i tyle – nic więcej i jakże wiele. Widać na pierwszy rzut oka że autor albo nie radzi sobie z prozą, albo dotychczas niewiele pisał fabuł szerzej publikowanych, bo na pewno ktoś te błędy i niedogodności by wychwycił. Szczerze powiedziawszy miałem kiedyś koleżankę z gimnazjum która choć była początkującym amatorem pisała o niebiosa lepiej (z tym że SF nie fantasy więc to trochę inny przypadek, no i ona miała naturalny talent do pióra i intuicję w przelewaniu wyobraźni na papier).

    Dobra wiadomość dla autora jest taka, że kulejący (a raczej kaleki) warsztat literacki można naprawić, ciężką, wieloletnią pracą można go doszlifować – jeśli nawet nie do poziomu zawodowego pisarstwa – to przynajmniej do postaci przyjaznej dla czytelnika, i dlatego należy zacząć już teraz na tym pracować i nie przestawać na laurach. Inaczej kiepsko widzę przyszłość owej powieści, o której autor wspominał (a tym samym kiepsko widzę promowanie systemu książką, co ogólnie jest niekorzystne dla nas wszystkich jako fanów systemu). Nie wiem też na ile jest to reprezentatywna część całości, dlatego od dalszych ocen się wstrzymam.

    Na chwilę obecną niestety to opowiadanie jest na dużo niższym poziomie niż niektóre tzw. "gnioty srococzytacze" 😉 wydawane w realiach "forgotenów" i innych "dragonlansów" badź tych pozycji z linii Black Library, które okazały się porażką. To trzeba poprawić i to obowiązkowo – inaczej nikt tego nie opublikuje, a jeśli autor opublikuje to własnym sumptem to nikt nie będzie chciał tego czytać.

    Jest jest też inne rozwiązanie – w najgorszym wypadku gdyby nie było już innej możliwości – sugerowałbym autorowi nawiązanie współpracy z jakimś zawodowym lub półzawodowym pisarzem i wspólną pracę nad materiałem literackim – to nawet nie musi być pisarz, ważne żeby to był ktoś kto ma przysłowiową "lekkość pióra", bogatą wyobraźnię i elastyczną inwencję, żeby przelać zgrabnie na papier tą historię, którą autor chce opowiedzieć.

    To tyle ode mnie, mam nadzieję że moje uwagi okażą się pomocne…

    Pozdrawiam…

  6. Nie podoba mi się. Pominę kwestie językowe bo sam nie jestem ekspertem no i Keth napisał swoje.
    Może czegoś nie rozumiem, ale czy ta bitwa trwała tylko 35 sekund?? Od momentu pojawienia się ambasadora?? No to szybko poszło. Mnie na paintballu przebiegnięcie 15 metrów pod ostrzałem, zajmowało dłużej.

    Niezła koordynacja taktyczna-jednoczesne wyjście spod ziemi 50 tysięcy antarów. Hmm, czy to oznacza że zbocza były poszatkowane korytarzami i wyjściami dla nich??

    No i ten paragraf:
    [quote]Katan tym razem nie wierzył patrząc na własną armię. Podziurawieni lub przebici na wylot orkowie nie tylko w większości nie ginęli, ale i nadziewając sie głębiej na drzewce próbowali dojść do jego końca.
    Żywotność wojenna orków kontra gadzia przebiegłość i niezniszczalność reptillionów nie po raz pierwszy zaskoczyły Katana.[/quote]
    Też bym nie uwierzył jakbym to zobaczył. Ciężko by im było wejście po wbitej kopi w ciało, na wysokość około dwóch metrów, przy długości takiej kopi pewnie 3 lub 4 metrów. Nie mówiąc o tym że taki reptillion musiałby im zdrowo pomagać i dopingować. [i]Dawaj stary, jeszcze tylko 59 centymetrów, damy radę, ty dojdziesz a ja cię utrzymam.[/i] Chyb jakaś pomyłka zaszła.
    No i cała ta szarża reptillionów, skręca w lewo, hmmm, czy to nie powoduje ze impet zostaje zaprzepaszczony?? To tak trochę wtedy trudno dźgnąć tą kopią?? No ale tu się mogę mylić, bo praktykiem jeźdźcem nie jestem.

    Podsumowując, całość wymaga korekty, zarówno stylistycznej jak i merytorycznej. Jedyne co może ratować taką książkę to akcja. Tutaj wierzę w A.Sa, że może mu się to udać. W każdym razie powodzenia i dzięki za udostępnienie tego fragmentu.

  7. Przedmówcy byli zainteresowani kawałkiem dobrej prozy … a mnie dużo bardziej interesują niuanse systemowe, liczebność wojsk, opis zastosowanych przemian. Zdecydowanie bardziej od doboru używanych słów ważniejsze jest co jest opisywane – historia której tak brakuje w KC. Każdy szczegół który uda się utknąć w zdaniu jest zdecydowanie więcej wart niż piękny słowotok budujący napięcie. Te opowiadanie jest streszczeniem/opisem bitwy przez mistrza gry – a to świat widziany przez MG w rpg jest najważniejszy. Nie jest to zwykły kawałek opowiadania jaki tworzą pisarze – to jest tekst z którego będą korzystać grający i mistrzowie gry. Tekst musi zawierać logikę, zwroty i nazwy urzywane w systemie. Bezpośrednie nazywanie ras, przedmiotów , przemian i czarów jest jak najbardziej porządane. Zmiejsza to pewnie łatwość czytania takiego teksu dla laików ale to nie oni są celem tego tekstu. Jest to tekst użytkowy przeznaczony dla pasjonatów KC. Tekst ma natomiast jedną bardzo poważną wadę … jest zdecydowanie zbyt krótki :):)

  8. Sorry, ale czegoś tu nie zrozumiałem – to to miałobyć opowiadanie pt. raport z sesji? 😐

    Bo ja odniosłem wrażenie że ma to być po prostu krótka forma fabularna pt. opowiadanie, kierowana do trochę szerszego grona niż garstka KCtowców-weteranów.

    I teraz już nie wiem co to miało być. Bo jeśli to jest raport z sesji to jest w porządku 😀

    Czy mogłaby się wypowiedzieć redakcja jako co ten tekst został jej udostępniony? Jako próbka pisarstwa czy jako materiał do gry fabularnej?

    PS>
    Przy czym nawet jeśli to ma być tzw. fluff – to nawet ten fluff, czyli różne opowiadanka i fabularyzowane opisy systemowe, powinien być w znośnej formie literackiej nie męczącej czytelnika niepoprawną stylistyką.

    Co do historii – to niewiele niestety to wnosi – poza liczebnością oddziałów uczestniczących w tej konkretnej bitwie. Tak że merytorycznie też jest tego mało. Aż tak zdesperowany np. ja nie jestem żeby każdy okruszek informacji kwitować ochami i ochami 😉

    A jeśli to nie miał być tekst "też dla laików" to jesteśmy chyba świadkami powstania nowego, literackiego gatunku, takiego interdyscyplinarnego – gdzie interaktywne rozrywka z zakresu kultury popularnej łączy się z tradycyjną beletrystyką 😀 Powinno się to opatentować 😉

  9. Na tekst rzuciłem się wczoraj jak mysz na serr… skończyłem dziś… po którymś tam podejściu 🙁

    Tak rozsądnym okiem, to nie skręcając w szarży antarowa armia przeszłaby przez orków lepiej niż husaria przez chłopów, o pomocy smoków nie wspominając. I jak by to powiedział mój kolega nie mający dostępu do netu ale za to znający prawie całe KC na pamięć (jak Chuck Norris – internet) "Armia reptilionów została pokonana gdy antary trawione były śmiertelną chorobą", te okazy były nad wyraz zdrowe skoro przetrwały "skalne pole minowe".
    Tak sobie siedzę jeszcze i myślę…
    Nawet Jagiełło puścił przodem Litwinów żeby sprawdzili "imprezę" na okoliczność pułapek a Ci nierozsądni reptilioni wysłali całą swoją armię chociaż jak sugeruje autor wystarczyłoby 20%, nie wspominając o smokach. I teraz, stoją sobie te orki zbite w kupie jak sardynki w puszce, nic tylko ziać ogniem i rozdeptywać długą kolumną, bo jak tu szarżować wszystkimi zboczami na mniej licznego przeciwnika jeszcze pięknie skompresowanego na małej przestrzeni?
    I pytanie, które nie daje mi spokoju (a konkretnie dwa): To ten tak pięknie opisany posłaniec zginął niezauważalnie pierwszą przemianą? I na ten sygnał jak rozumiem czekały antary by eksplodować zboczami gór i się ujawnić?

  10. Drogi Mastugu, o ile mi wiadomo, to fragment powieści, którą AS pisze z myślą o normalnym wydaniu. Jeśli zatem ma to być dzieło, za które autor zażąda pieniędzy, to fakt ów zmusza nas do brutalnej szczerości. Inaczej oceniłbym ten tekst, gdyby wyszedł spod klawiatury młodego fana gry i został stworzony jako free fan fiction – wówczas mógłbym sobie pozwolić na nieco pobłażliwości. Jeśli jednak muszę spojrzeć na produkt komercyjny, będę szczery aż do bólu – zakładając, że całość trzyma podobny poziom jak zajawka, książka będzie na dzień dzisiejszy warta swej wagi w gramach (nie znam bieżącego cennika makulatury, ale myślę, że każdy wie, o co mi chodzi).

    Pół nocy myślałem nad tym wszystkim w pracy, a tymczasem Shadowrunner wykorzystał mą nieobecność przy klawiaturze i już wypunktował moje najważniejsze wnioski! (punkt dla kolegi). Ponieważ zaś AS prosił o konstruktywną krytykę, może faktycznie Shadow mógłby rozłożyć ten fragment na czynniki pierwsze w odpowiednim topiku na forum i zaprezentować własną wizję? Nie ukrywam, że ja sam chętnie bym ją porównał z własnym warsztatem.

    Avnarze, co do szarży antarów skręcającej tuż przed zderzeniem z przeciwnikiem w bok… absolutnie nie potrafię sobie tego wyobrazić ani też uzasadnić logicznie. Pancerna jazda winna wszak opierać swą taktykę na wykorzystaniu własnej masy do przełamania szyk wroga, do jego zmiażdżenia! Jak w ogóle przy szarży te jaszczury tak zgrabnie zakręciły na ostatnim metrze? Siła odśrodkowa powinna chyba była wysadzić z siodeł połowę jeźdźców? (ale niech będzie, że mieli solidne uprzęże). A co z tymi antarami, które pędziły w tyle? (bo chyba nie szły w jednym szeregu, prawda). Przecież w pewnym momencie te w głębi szyku musiały zacząć się zderzać z tymi skręcającymi w bok! Analizując pomysł zadawania ciosów kopiami podczas szarży poprzecznej w stosunku do pozycji nieprzyjaciela złapałem się za głowę: ork by tego nie wymyślił! Jedyne wyjaśnienie to gwałtowny zwrot antara połączony z zatrzymaniem się w miejscu tuż nad głowami pierwszego szeregu orków. Jeśli reptillioni zadawaliby pchnięcia ze stacjonarnego gada, pasowałoby to do opisu AS-a, ale wówczas faktycznie traciliby cały impet uderzenia, manewr całkowicie bezsensowny w przypadku broni takiej jak kopia.

  11. [quote]Czy mogłaby się wypowiedzieć redakcja jako co ten tekst został jej udostępniony? Jako próbka pisarstwa czy jako materiał do gry fabularnej?[/quote]
    Jako że to mnie został ów fragment udostępniony śpieszę wyjaśnić choć już od dawna wspominałem co to będzie.
    Ten fragment to niewielki fragment książki/powieści opisującej dzieje Katana. Jego życie i dojście do władzy oraz podbicie Imperium Reptiliońskiego.

  12. Dziękuję Venarze, jest tak jak myślałem – to fragment normalnej powieści literackiej – i jako taki powinniśmy go oceniać (to taka drobna uwaga dla mastuga 😉 ), a nie jako fluff okołoerpegowy…

    A ten cały pomysł z szarża poprzeczną został chyba wymyślony po to, żeby się nikt nie czepiał że nie można w szarszy po prostej nabijać na kopie przeciwników jeśli się jedzie na Antarze bo fizyka nie ta i zasięgu trochę brak. Ale pomysł jest ten po prostu przekombinowany – jak słusznie zauważyli przedpiścy – zupełnie bezcelowy i wbrew zasadom sztuki wojennej. Nawet przecież rydwany skręcały dopiero po stratowaniu piechoty wroga, a nie tuż przed 🙂

  13. No cóż. Wszystkie moje zastrzeżenia do tekstu, zostały już wcześniej rozpisane.

    Miniatura ta bardziej pasuje jako wstęp do rozdziału w podręczniku głównym. I tylko jako wstęp ma jakiś potencjał.

  14. Popieram ogólne przekonanie że tekst jest słaby. Przebrnąć przez tekst jest ciężko. Spodziewałem się naprawdę czegoś specjalnego.

    "Ponad 50 tysięcy wielotonowych, mega pancernych półdinozaurów oczekiwało bitwy. Bitwy, w której powiedzie do boju pół miliona swych zakutych w stal kopijników. * (średnio 10 na każdym grzbiecie)."
    – ta ostatnia adnotacja to dla mniej wykształconej tłuszczy jak rozumiem?

    Cytat swoją złożonością i tym jak mnie porywa przypomina przemówienia pana JK (nie, nie Kennedy'iego).
    I jeszcze te mega półdinozaury…. To skrzyżowanie dinozaurów i …? Generalna tendencja w systemie wskazywałaby na ludzi;P

  15. To teraz ja 🙂

    Na początek zauważam jedno jeśli chodzi o zamieszczony fragment. Wzmożona aktywność 🙂 Jestem w ciężkim szoku ilością i wielkością komentarzy w ciągu tak krótkiego czasu. To niespotykane na portalu od bardzo długiego czasu. Co więcej, wypowiadają się osoby, których wypowiedzi trudno szukać więcej w innych komentarzach czy na forum. Dla mnie jest to czytelny znak, że trzeba Artura prosić o więcej. W myśl powiedzenia "nie ważne co mówią, ważne aby mówili" dzięki temu KC-ty będą wciąż żyły.

    Teraz konkrety.
    Stylistyka i budowa zdań pozostawia wiele do życzenia i zdecydowana większość popiera ten pogląd. Ale to dobrze, Artur właśnie po to udostępnił ten materiał by ludzie zapoznali się z jego "myślą literacką" i będzie miał czas by podjąć odpowiednie kroki by skorygować wszystkie błędy. Przyznacie mi rację, że można i trzeba to zrobić, prawda? Nie oszukujmy się ale ja nigdzie nie widziałem innej jego twórczości literackiej, a Wy?
    Ale żeby tylko nie narzekać. Podobnie jak Kethowi podoba mi się to co A.S. chciał w tym fragmencie pokazać: dwie armie ścierające się na zboczu góry plus potęga magii i przemian.
    Nie doszukiwałbym się też zbytniej logiki, to świat fantasy i czy na pewno chcemy wszystko sobie tłumaczyć racjonalnie i logicznie? Po co psuć sobie wizje, pytaniami o "skręty" czy "nadziewanie".
    Ja podszedłem do tego fragmentu "lekko" i z oczekiwaniem na klimat KC. I pod tym kątem się nie zawiodłem. Chcę więcej, choć oczywiście po korekcie stylistycznej 🙂

  16. Wzrost natężenia komentarzy mieliśmy także po Twoim wywiadzie z A.Sz. w KC-towcu. Ale nie ma się czemu dziwić, bo w końcu wielu już zwątpiło w otwarcie legendarnej szuflady – niezależnie od tego, czy w biurku, czy też w wyobraźni autora.

    [quote]Katan tym razem nie wierzył patrząc na własną armię. Podziurawieni lub przebici na wylot orkowie nie tylko w większości nie ginęli, ale i nadziewając sie głębiej na drzewce próbowali dojść do jego końca.[/quote]
    To niedowierzanie strasznie mnie dziwi, bo przedstawiony efekt przypisałbym działaniu półboskiego czaru Wielka furia.

    Po tych wszystkich głosach krytyki, chciałbym zobaczyć miny dziewczyn, które uparcie broniły paszkwila przypisującego autorstwo KC redakcji MAG-a.

  17. Treant napisał:
    [quote]To niedowierzanie strasznie mnie dziwi, bo przedstawiony efekt przypisałbym działaniu półboskiego czaru Wielka furia.[/quote]
    Słuchaj, ja nie podważam ich Żywotności, woli walki, zażartości, adrenaliny, furii itd. Ale ciężko to zrobić jak masz pod górę, nie?? A antar chyba w kłębie trochę wyższy od konia??
    Słowa bym nie powiedział gdyby z uśmiechem na ustach nadziewali się na piki piechoty, ale tu jest przesada, bo reptillion nie udźwignie takiego ciężaru choćby chciał. A przecież nie chce, bo by wtedy zginął.
    Nie jestem zazwyczaj zbyt krytyczny i staram się znaleźć zawsze coś dobrego i ciekawego, ale w tym tekście nie mogę, sorry. Lepiej by A.S. to poprawił i przemyślał wiele rzeczy. Do Jordana, Eriksona albo Cooka to tutaj dużo brakuje.

  18. [quote]Słuchaj, ja nie podważam ich Żywotności, woli walki, zażartości, adrenaliny, furii itd.[/quote]
    A ja właśnie to podważam, bo zwyczajnie niemożliwe jest utrzymanie linii obrony w obliczu szarżującego wroga. Po pierwsze strach na widok "walca", który zaraz stratuje, po drugie sama masa bojowego jaszczura spowodowałaby, że przebity kopią zostałby wraz z nią (lub jej fragmentem) ciśnięty kawałek dalej i prawdopodobnie chwilę później rozdeptany.
    Nie musimy wcale szukać autorów, których dobre wzory A.Sz. powinien przyswoić aż za granicą – z czytanych przeze mnie poleciłbym Feliksa W. Kresa (książki, których akcja rozgrywa się w świecie Szereru), Konrada T. Lewandowskiego "Most nad Otchłanią", czy Roberta M. Wegnera
    "Opowieści z meekhańskiego pogranicza: Północ – Południe".

  19. Oj takiego Kresa by się jeszcze poczytało… Szkoda, że na Tarczy Szerni się skończyło. Ponoć autor ma niemoc twórczą. Wie ktoś może coś więcej co się z nim dzieje?

    Tak czy inaczej: co bym powiedział na opowieści w świecie KC w stylu Kresa? ME DO WANT! MOAR MOAR MOAR!!!:D

  20. Tego się niestety mozna było spodziewać. AS potrafi robić znakomite opisy istot, ma niezłe pomysły na mechanike i ciekawe pomysły na przygody. Talent literacki nie jest jednak jego mocną stroną. Nie wiem jak venar, ale ja myslę, ze prowadzenie RPG też AS-owi raczej słabo wychodzi.

    Zaprezentowany fragment jest fatalny, co juz przedmówcy zauwazyli.

    Mnie bardzo zastanawia "kto opisał tą bitwę?". tzn Artur Szyndler, ale w historii Orchii, co za kronikarz? Orczy czy gadzi? Czy mozę sam Katan ? Przecież świadomosc cofnięcia czasu ma tylko półbóg, który tego cofnięcia dokonuje. zatem to co nam tu zaprezentowano to wiedza, która mógł miec tylko Katan… zatem conajmniej połowe tego, czego się tu czepiamy mozna zwalić na megalomanię i brak talentu literaciego u samego Katana. Miał w końcu tyle zdolnosci nadnaturalnych, że jak by jeszcze tworzył znakomita literaturę to byłaby przesada.
    Zatem podane tu przesadzne liczby, nielogiczne opisy, naliczanie sekundowe, to wszystko po prostu opowieść w znanym stylu: "taaaaaką rybe złapałem!!"

    🙂

  21. Grał ktoś w serię Total War? Widzieliście co się dzieje jak słonie wpadają w piechotę? Tutaj nawet kopie nie są potrzebne – chyba tylko po to żeby dźgać po skosie na lewo i prawo eliminując większą liczbę orków na raz. A owszem, widząc taką szarżę (bo nie wyczytałem, że to Falanga Aleksandra Wielkiego) nawet Orki szlachetne, najpierw by się obsrały a potem zwiały, bo całej armii to nawet Katan nie wskrzesi. I oni musieli to wiedzieć.

  22. Denver, pamiętaj – one były gołe, ale dobrze odżywione, a kiedy żołądek pełny, to człowiek (tfu, ork) bardziej optymistycznie patrzy w przyszłość 😀

  23. Nie bardzo rozumiem jedną rzecz. Po co rozbierać na czynniki pierwsze każde zdanie i zastanawiać się dlaczego autor wymyślił że3 coś ma być tak a nie inaczej pomimo iż to przeczy prawom logiki, fizyku etc.
    To tak jak w filmie "Avatar" gdzie strzelają z łuków w sposób, który nie daje żadnych szans na celne trafienie a nikt tego reżyserowi czy scenarzyście nie zarzuca jako pozbawione sensu.
    Cieszcie się całością i przekazem zamiast bawić się w "badaczy Pisma Świętego".

  24. Bo to ma być towar – powieść wypuszczona na rynek księgarski – a jako taki musi spełniać przynajmniej minimalne wymogi, aby w ogóle mieć szansę zaistnieć. Na tę chwilę jej wydanie w takiej formie oznacza klęskę i dla autora i dla wydawcy, a my tego baaardzo byśmy nie chcieli! Skąd właśnie ta chora żądza wytknięcia autorowi kłujących w oczy błędów, zanim zrobią to w brutalny i bezwzględny sposób profesjonalni krytycy literaccy… bo wtedy już będzie za późno…

  25. Jasne Keth, zarówno Ty, ja, wielu użytkowników portalu, którzy czytali ten tekst a nawet sam Artur Szyndler zdajemy sobie sprawę, iż styl wymaga poprawy. Co do tego nie ma nikt wątpliwości. Ale zostawmy w spokoju to jak sobie autor wyobraża bitwę czy inne niuanse, które mogą się wydawać nielogiczne.
    Kolejnym przykładem po "Avatarze" to Star Wars III i stateczki z "sikawkami" które gaszą pożar na statku, którym ląduje Anakin. I wiele, wiele innych. Ale całość jest produktem, który się sprzedał. I wierzę, że ta opowieść tez może się sprzedać a wraz z nią, nowe, lepsze KC-ty. Czego sobie i Wam życzę…

  26. Autor prosił o komentarze i spostrzeżenia. Dokładnie to dostał. Chyba lepiej wyłapać wszystko wcześniej?? Zmienić, przeredagować, spojrzeć na całość oczami innych. Tu nie ma na co się obrażać, bo tak jak stwierdziłeś venarze każdy z nas liczy na nowe lepsze KCety.

  27. venar:
    [quote]To tak jak w filmie "Avatar" gdzie strzelają z łuków w sposób, który nie daje żadnych szans na celne trafienie a nikt tego reżyserowi czy scenarzyście nie zarzuca jako pozbawione sensu. [/quote]
    O mylisz sie głeboko. Film jest pełen takich kretynizmów, że się ogladac nie da.

    [quote]Cieszcie się całością i przekazem zamiast bawić się w "badaczy Pisma Świętego".[/quote]
    własnie całosciowy przekaz jest …dość marny 🙁

    [quote]Co do tego nie ma nikt wątpliwości. Ale zostawmy w spokoju to jak sobie autor wyobraża bitwę czy inne niuanse, które mogą się wydawać nielogiczne.
    [/quote] To nie sa niuanse, po drugie to ma byc wizytówka systemu RPG. Wolałbym, zeby nie raziła nielogicznością.

    [quote]Kolejnym przykładem po "Avatarze" to Star Wars III i stateczki z "sikawkami" które gaszą pożar na statku, którym ląduje Anakin. I wiele, wiele innych. Ale całość jest produktem, który się sprzedał.[/quote]WOW. Artur ma taki sam budżet na PROMOCJE i REKLAME swojej ksiazki jak saga "Star Wars" ? (przy okazji dodam, że starwarsy też znalazły się pod druzgocącą krytką).

  28. Grafomania pierwszej wody. Jakiekolwiek dyskusja nad tym tekstem jest kompletna stratą czasu. Opisy Jacka Greczyszyna w "Złym Cieniu" są przy tym "opowiadaniu" maestrią.

  29. mało logiki, styl… nie będę mówił jakie określenie mi przychodzi do głowy ;]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *