Trupiarz

Z pamiętnika młodego trupiarza

Przez otwarte okno z mroku nocy, do małego pokoju na poddaszu, wleciała ćma z małą trupią główką na kudłaty tułowiu. Po zatoczeniu kilku kół owad pomknął w płomień świecy aby w postaci małej ognistej kuli roztrzaskać się o ścianę. Dopiero ta mała katastrofa wyrwała młodego chłopaka siedzącego przy stole z zamyślenia. Musiał byd w tym stanie od kilku chwil, bo pod piórem które trzymał nad bielącym się pergaminu, wykwitło kilka inkaustowych plam. Młodzieniec czym prędzej posypał kleksy białym proszkiem i ubił je kamiennym owalem.

Młodzian westchną wspominając słowa Mistrza. Spisuj dziennik Glocki. Słowo mówione zamiera zbyt szybko, zapisy zostają nawet na wieki. Nasz cech wymiera, niedługo nie będzie komu uczyć młodych. W księgach jedyna nadzieja. Pisz więc chłopcze, pisz wszystko co ważne.

Glocki spojrzał na pusty pergamin. Od czego więc zacząłć. Może od początku.

Jestem Glocki. Glocki z Togar-kir. Urodziłem się jako piąty syn i wcale nie pozostałem tym najmłodszym. Ojciec, podobnie jak i jego ojciec a jego dzid i pradziad, uprawiał agawę i hodował bawoły u ujścia rzeki Burbok. Była bieda. Tak wielka i trwająca tak długo, że nikt nie zdawał sobie z niej sprawy. Katan brał w naturze, kapłani woleli pieniążek. Jednak jakoś się żyło. Do czasu. Jednej nocy coś zabił bawoła. Jak wielka to strata, wie każdy co za posiłek ma zupę z agawy, a roczny podatek do katana wynosi dwa woły. Nie zrozumie ten komu nigdy jadła nie zbywało. Ojciec poszedł do kapłana Katana niosąc w darze nasze zapasy na miesiąc. To był jedyny kapłan w okolicy. Był to ork tak wielki i gruby, że ledwie co wstawał ze swojego krzesła przypominającego tron. Kapłan zorganizował procesję na cmentarz. Podążył tam w swojej lektyce. Wszyscy mieszkańcy Togar-kir ustawili się przy drodze i składali mu ofiary, zbierane ochoczo przez pacholików. Kapłan na cmentarzu wytoczył się z lektyki, poprzechadzał się pod eskortą gwardzistów, trochę pomodlił i wrócił do świątyni.

Nic to nie dało. W nocy coś strasznie poraniło jałówkę i trzeba było ją dobić. Ojciec znów poszedł do kapłana, ten zaś powiedział, że to kara za grzechy, a ojciec powinien odpokutować. Ojciec dał ostatni grosz za odpusty.

Tym razem coś poharatało w nocy owce sąsiada. On też poleciał do kapłana. Kapłan zażądał za modły tak wielką cenę, że tamten pobladł. Nadszedł czas na inne rozwiązania. Sołtys sprowadził takich co to mienili się poszukiwaczami przygód i awanturnikami. Poszli w noc na cmentarz, z czterech wróciło dwóch, wzięli pieniądze i znikli. Przez kilka dni był spokój. Widać to coś żarło tych dwóch co nie wrócili. Jednak później wylazło i zżarło Marbel córkę sołtysa. Sołtys poszedł do kapłana ale obłożono go rózgami i poszczuto psami. Kapłan dowiedział się o tych awanturnikach i odmówił pomocy. Wtedy sprowadzono właśnie jego. Tego, którego teraz zwę Mistrzem. Pamiętam jak targowali się w stodole. Niemal całą noc słyszałem gniewne okrzyki, później zaś lamenty. Jednak dobili targu. Mistrz poszedł na cmentarz w dzień, nie jak tamci w nocy. Nie minęła godzina jak wrócił ciągnąć za koniem trzy usmażone potworzyska. Cisnął je do gnojówki. Przyszła pora na zapłatę. Zwołano wszystkich chłopaków przed postrzyżynami. Staliśmy w rządku i nie wiedzieliśmy co się dzieje. Tymczasem Mistrz chodził i zaglądał nam głęboko w oczy i w zęby. W końcu wskazał palcem na mnie. Pamiętam płacz matki i bezsilne zaciskanie pięści ojca. Przez łzy zapytałem, dlaczego mnie zabiera. Odparł tylko – Mistrz musi mieć ucznia.

Dopiero później dowiedziałem się, że to słowa kodeksu.


Minęły lata. Każdy dzień był okupiony ciężkim wysiłkiem fizycznym, bolesnymi zabiegami uodparniającymi i wieczornym ślęczeniem przy naukach czytania i pisania w różnych językach. Później nad czytaniem ksiąg i sporządzaniu notatek.

Pewnego dnia gdy mistrz pracował dla rajcy Get-warr-garu przy wyłapywaniu przemieńcowi i innszych potworzysk, wezwał mnie do kasztelu, gdzie mieściła się sala obita srebrną blachą. W sali coś strasznie się miotało i wyło tak, że w uszach piszczało. Obok mistrza stał dziesiętnik składający raport.

– Przemienił się dzisiejszej nocy – mówił ork w skórzni – skąd wiedzieliście mistrzu Sumirze. Mistrz jeno wzruszył ramionami i odesłał orka. Gdy ten odszedł wskazał podbródkiem na drzwi i powiedział.
– Ty pierwszy Glocki.

Z żołądkiem pod grdyką podszedłem do niewielkiego okienka i zajrzałem do środka. To coś przestało szaleć. Usiadło i zaczęło kręcić głową jakby mnie wyczuwało. Szybko odskoczyłem od okienka.

– To zombie mistrzu – odparłem szybko.

– Po czym wnosisz – zapytał Mistrz unosząc jedną brew. Jednak zanim zdążyłem odpowiedzieć w korytarzu rozległy się kroki i rzucane z daleka słowa.

– Nie pozwalam! – to krzyczał garnizonowy kapłan Katana, niejaki tan Gurba – Jak śmiesz! Nie masz prawa trupiarzu. To wyznawca Katana. Żądam oddania zwłok Burgia-tuna poborcy podatkowego, którego zwłoki bezprawnie zabrałeś z domu opłakujących go żałobników – zasapany kapłan przystaną łapiąc oddech.

– To go bierz. Jest tam – szybko odparł mistrz i ruszył korytarzem.

Gdy nieco się oddaliliśmy Mistrz zapytał.

– Jakbyś go zabił?

Zastanawiałem się tylko chwilę i odparłem.

– Na zombie najlepsza jest ciężka broń obuchowa. Wziąłbym półtoraręczny młot i tarczę. Tarcza lekka nie przymocowana do przedramienia. Lekką zbroję. Zombie są powolne i niezdarne ale bardzo silne. Atakują dwoma łapskami i paszczą. Najważniejsze to nie dopuścić do bliskiego zwarcia i pochwycenie, bo uduszą.

Musiałem się wrócić, bo Mistrz przystanął przy stojącej za winklem beczce. Otworzył jej wieko. Wewnątrz leżała moja lekka kolczuga i młot.

– No młody teoria zaliczona. Teraz weźmiemy się za praktykę. Krzykacz już poszedł, ale niedługo wróci, musisz się uwijać.

Chwycił za swój nadziak. Gdy się pośpiesznie ubierałem mistrz pytał dalej.

– Co byś z niego wyciął dla alchemika?

– Yyy to zombie niewielki z niego pożytek. Co wprawniejszy alchemik mógłby uwarzyć eliksir zwiększający siłę. Potrzebowałby do tego mięśnie na ekstrakt. Niestety dużo. Co najmniej uda i ramiona. Dużo brudnej roboty.

Mistrz zawsze o to pytał. Ważną częścią naszego dochodu było pozyskiwanie komponentów dla alchemików i innych wytwórców eliksirów.

Ruszyliśmy razem. Ja przodem. Mistrz mnie ubezpieczał. Poszło dobrze.

Niestety przez kapłana i oskarżenia o profanację zwłok musieliśmy uchodzić z Get-warr-garu. Szkoda bardzo mi się tam podobało.


Minęły lata. Jak spoglądam w przeszłość dziwię się, że jeszcze żyję. A to dopiero początek. Przybyło mi nie tylko lat ale i blizn. Dziś nadszedł ten dzień. To moje być albo nie być. Za chwilę ruszam do krypty. To pierwsza w pełni moje misja. Mój egzamin. Przeprowadziłem skrzętne śledztwo. Mistrz udaje, że go to nie interesuje, ale cały czas zerka mi przez ramię. Wszystko wskazuje na to, że zalęgły się tam ghule. Co najmniej pięć. Zabieram posrebrzany młot, małą tarczę, kolczugę, eliksir szybkości i zwój kamiennej skóry. Mistrz się trochę krzywi, że to magia kapłańska, ale przecież sporządził go mag. Co z tego, że miał dwie profesje. Wyruszam. Tak w ogóle to Mistrz jest markotny. Żartuje, że tak i siak będzie musiał szukać nowego ucznia. Jak wrócę będzie musiał mianować mnie na mistrza, a jak nie… to i tak będzie musiał szukać zastępcy. Bo Mistrz musi mieć ucznia…

Kilka słów o trupiarzach

Było to za Lahagana XXVII, władcy Imperium Reptillionów, kiedy to koniugacja ciał niebieskich i ułożenie księżyców stało się tak niekorzystne, że sfera egzystencji mroku, zwana potocznie martwiaczą, czyli królestwo Seta i Morglitha, przybliżyło się niebezpiecznie blisko do Orhii. Choć może użycie określenie Orchia nie powinno być jeszcze używane, bo w owych czasach nawet najznamienitszym astrologom nie śniły się koszmary o panowaniu orków. Jednak w czasach obecnych ta nazwa jest jak najbardziej prawdziwa. Wracając jednak do rzeczy. Zbliżenie obu tych sfer nie było oczywiście fizyczne, ale jak najbardziej astralne. Świat martwiaków zaczął z niezrównaną mocą oddziaływać na Orchię, na którą spadła plaga nieumarłych. Początkowo do władz zaczęła napływać duża liczba skarg od cechu grabarzy, którzy to sprawowali opiekę nad cmentarzami, nekropoliami i licznymi świątynnymi katakumbami oraz asystowali w ostatniej podróży wszystkim nieboszczykom. Coraz częściej ich „klienci” nie chcieli spokojnie leżeć w grobach tylko włóczyli się stwarzając rozliczne problemy. Skargi szły także od rodzin, których seniorzy powstawali z grobów. To był zaledwie pierwszy zwiastun „potopu”.

Wkrótce niemal każdy pochowany bez „sakramentu” zmarły, ci co zginęli gwałtowną niespodziewaną śmiercią, w końcu nawet zwierzęta budziły się drugiego życia. Na żyjących padł blady strach. Młodych siłą wcielano do wojska, mocniej obsadzono garnizony, zamurowywano katakumby, powoływano milicję, wprowadzano godziny milicyjne. Niewiele to dawało. Ataki wzmagały się. Liczba zabitych, tylko zwiększała liczbę wrogów.

Wtedy to kapłaństwo zaczęło wzmacniać swoją pozycję. Oni to przecież od zawsze byli szkoleni do walki ze nieumarłymi. Posiadali ku temu zdolności i czary ale niekoniecznie chęci. Utuczeni na krzywdzie ludzkiej nie palili się do ryzykownej walki twarzą w twarz z martwiakami. Bo cóż to za wróg co jest niezmordowany, nie zna lęku ni litości, którego jedynym celem jest zaspokajanie głodu ciał lub energii życiowej. Opłaty za egzorcyzmy, ciałopalenia, odpusty czy „namaszczenie” umierających zwiększyły się wielokrotnie. Utuczeni kapłani wyciskali każdy grosz ze swych wiernych za wypędzenie ducha czy zmory. Powstawały piękne świątynie i potężne gmach, a ludność biedniała.

Wtedy to arcykapłan Reptilliona Wielkiego, wiedziony swą pychą i samouwielbieniem popełnił wielki błąd. Śmiał odmówić Imperatorowi Lahaganowi XXVII. Pomroki dziejów kryją w jakich to stało się okolicznościach. Jednak krążą plotki, że żona imperatora powstała z martwych, po dość niespodziewanej i zagadkowej śmierci. Ponoć oskarżyła męża
o morderstwo i chęć poślubienia młodszej. Wtedy to arcykapłan odmówił jej wypędzenia w zaświaty. Skrócono go o głowę. Imperatora obłożono anatemą, którą aby zdjąć musiał srodze odpokutować. Wtedy to imperator w całkowitej tajemnicy powołał Zakon Ostatecznej Śmierci. Była to organizacja świecka będąca całkowicie pod jego kontrolą. Legendy głoszą, że w jej utworzeniu brał udział cech grabarzy, wojownicy i magowie.

Zakon Ostatecznej Śmierci miał złamać kapłański monopol na walkę z nieumarłymi. Mieli to być wybitni niszczyciele martwaków. Jednak ich wyszkolenie musiało trwać wiele lat. Wszakże trzeba był stworzyć podwalinę tak wiedzy jak i plan szkoleń tych nowych wojowników. Jednak ziarno padło na podatny grunt. Wieli wybitnych osób w tajemnicy kształtowały nowych wojowników. Tymczasem problem z nieumarłymi począł się nasilać. Ich nieskoordynowane masy zyskały przywódców. Pierwotnie były to martwiaki wyższych typów. Później jednak z ukrycia wychynęli kapłani złych bogów, wietrząc dla siebie okazję. Oni to stali się przywódcami nieumarłych. Poczęli ich ku sobie przyciągać tworząc potworne i niosące zniszczenie armie. Wiele wiosek, miast a nawet całych regionów spustoszono. Zabici natomiast powstawali z martwych i zasilali armię swych morderców.

Lahagan musiał zreorganizować armię, zasilając żołnierzy w kapłanów. Rozpoczęła się wojna wewnętrzna. Kolejne armie trupów rozbijano. Jednak na ich miejsce pojawiały się nowe jeszcze groźniejsze. Władza Lahagana jak i jego imperium zaczęło chwiać się w posadach.

Wtedy to imperator użył swej tajnej broni – Zakonu Ostatecznej Śmierci. Byli to świetnie wyszkoleni zabójcy martwiaków. Ich ogromna wiedza na temat wroga i ich słabych stronach, połączona z wybitnymi zdolnościami walki i niespotykanymi umiejętnościami przeciwdziałającym zdolnościom martwiaków zaczęła odnosić skutki. Jako elitarne oddziały wykorzystano ich do zabijania najgroźniejszych martwiaków jak i przywódcom nieumarłych armii. Z równą bezwzględnością i skutecznością zabijali wampiry, strzygi jak i kapłanów Seta czy Morglitha. Tym ostatnim poróżnili się z klerem. Oni to zawsze przewidywali lepsze traktowanie kapłanów nawet złych bogów. Preferowali ich pojmanie żywcem, sąd boski czy pokuty i nawracanie, ale nie bezwzględne mordowanie bez patrzenia na ich nietykalność i kary boskie.

Jednak niewiele mogli poradzić, czas ich przewag zaczął mijać. Gwiazda ich świetności blednąć. Stracili „monopol” na nieumarłych. Za to Zakon rósł w siłę. Każdy ich sukces wzmacniał ich pozycję. A było ich niemało. Wkrótce Zakon Ostatecznej Śmierci okrzyknięto zbawcami świata.

Kolejne lata były latami ich świetności. Opanowali sytuację na Orchii i zaczęli zdobywać przewagę nad nieumarłymi. To w połączeniu z zanikiem niekorzystnej koniugacji przyczyniło się do ich sukcesu. Wybijali nieumarłych z niespotykaną skutecznością i bezwzględnie tropili i zabijali kapłanów złych bogów. Stan ten trwała przez wiele lat. Imperium rosło w siłę, a kolejni imperatorzy przemijali.

Nadeszło nieuniknione. Martwiaków ubywało, a Zakon tracił na znaczeniu. Sami przybijali gwoździe do wieka swojej trumny. Zasadność ich istnienia malała. Paradoksalnie im byli lepsi tym mniej ich potrzebowano. Zaczął się ich zmierzch. Tętniące niegdyś życiem twierdze opustoszały.

Jednak definitywny koniec nadszedł wraz z Katanem który zniszczył Imperium Reptillionów. Wprowadzone przez Katana równouprawnienie religii było równoznaczne z uznaniem Zakonu za nielegalny. Kapłani Morglitha i Seta śmiali się w twarz zakonnikom, którym kazano opuścić ich twierdze. Gdzieniegdzie, tam gdzie władza morglithtian rosła, zakazano niszczenia nieumarłych jako awatarów ich boga.

Wygnani zakonnicy jednak nie porzucili swojej misji. Kontynuowali ją z ukrycia, tym razem za pieniądze. Po latach restrykcje zmalały i odtworzono ich na zasadach cechu.

W zasadzie można powiedzieć, że zakonnicy podzielili się na dwa odłamy. Większy bardziej postępowy połączył się z Alchemicznym Bractwem Czerwonego Lotosu. Ten oddział zmienił formacje i jej cel. Alchemiczne modyfikacje ciała, zwane Próbą Traw i niszczenie wszelkich potworów za zabicie których ludzie byli skłonni zapłacić. Tak powstali wiedźmini.

Drugi odłam, mniejszy i bardziej konserwatywny, utworzył cech trupiarzy. Czyli najemnych niszczycieli nieumarłych i im pokrewnych stworów.

Mechanika

Kasta: żołnierska.

Nazwa profesji: trupiarz.

Charakter: każdy poza chaotycznym (chaotyczne postacie są za mało cierpliwe aby przejść długotrwałe i wymagające szkolenie).

Rasa: każda choć wśród hobbitów rzadko spotyka się trupiarzy ponad 10 POZ, a wśród elfów ponad 15 POZ.

Kodeks: To zawód o pradawnych korzeniach i tradycjach. Obecnie kodeks traktowany jako wskazówki, nie wymogi. Po przejściu na system cechowy ustalono następujący kodeks:

  • Zabijać nieumarłych – na zlecenie, przestrzegając ustalonych przez cech cen minimalnych.
  • Nigdy nie współpracować z nieumarłymi.
  • Nigdy nie współpracować z kapłanami.
  • Dbać o dobre imię cechu.
  • Konflikty między członkami rozpatrywać pod patronem mistrzów cechowych – rozjemców.
  • Szkolić nowych członków – każdy mistrz musi mieć ucznia.
  • Nie stawiać żadnych bóstw przed innymi (złe bóstwa to nie bóstwa, to demony).
  • Nie pracować dla czcicieli i wyznawców demonów.

Łączenie profesji: brak (tylko w uzasadnionych przypadkach za zgodą MG, ale poza kastą kleryczną i czarnoksiężnikiem).

Broń: trupiarze mogą posługiwać się każdym rodzajem broni. Z racji wrażliwości nieumarłych preferują broń obuchową. Podobnie jak wiedźmini najczęściej noszą dwa rodzaje broni. Jedną zwyczajną oraz drugą do zabijania niebezpieczniejszych nieumarłych. To właśnie ta druga broń świadczy o randze trupiarza i jest jego dumą. Nierzadko jest ona srebrna lub posrebrzana jak i umagiczniona. Dopiero z taką bronią można wybrać się na groźniejsze martwiaki. Rzadko używają broni dystansowej, która w ich zawodzie słabo się sprawdza.

Zbroja: w zasadzie każda. Od lekkich, aż po bardzo ciężkie. Często dostosowana do wroga na jakiego zasadza się trupiarz. Jeżeli mają taką możliwość sięgają po zbroje magiczne lub magicznie wzmocnione.

Magia: trupiarze nie posiadają zdolności rzucania czarów, aczkolwiek sięgają po dostępne jej dla nich formy. Po poinstruowaniu przez magów uczą się wykorzystywać przedmioty magiczne. Potrafią także rzucać czary z pergaminów.

Formacje: Zakon Ostatecznej Śmierci to już tylko legendarna przeszłość. Nawet cech przemija. Prawda jest smutna. Zawód trupiarza zanika. Wiele wiedzy zgromadzonej przez minione wieki zaginęło. Wiele umiejętności zapomniano. Zostali tylko najwytrwalsi. Podstawową jednostką cechu jest Mistrz. U mistrza terminują uczniowie. Jeden najwyżej dwóch naraz. Nieliczni mistrzowie uczą się od siebie nawzajem i wymieniają posiadają wiedzą. Na całym Orkusie Wielkim jest ich zaledwie kilkunastu.

Stronnictwo i posiadłości: zawód trupiarza ze względu na rodzaj celu wiąże się z ciągłym podróżowaniem. Siedziba trupiarza ma zazwyczaj funkcje obronne. Nie ma żadnych wymagań dla z tego tytułu.

Zdolności profesjonalne

Od 0 POZ

  1. Natarcie – zwiększa w walce wręcz szansy TR o 10 pkt. + 10 na każde 3 POZ poprzez analogiczne zmniejszenie Obrony.
  2. Powstrzymanie – zwiększenie OB o 10 pkt. + 10 na każde 3 POZ kosztem TR.
  3. Niezwykła witalność – unikatowa zdolność każdego trupiarza. W wyniku długotrwałego treningu i transów medytacyjnych, każdy trupiarz uczy się kumulować i blokować w ciele duże pokłady energii życiowej. Ta zdolność pozwala także w pewnym stopniu ochronić przed wyssaniem energii życiowej (zdolność martwiaków) po udanym rzucie na odporność nr 5 pomniejszoną o 10/na kolejną ponad pierwszą klasę martwiaka. Ponadto trupiarz zaczyna z podwójną ilością punktów EŻ i regeneruje 1 pkt/ miesiąc a nie rok.
  4. Przycelowanie – dwukrotnie wolniejsze, staranne przymierzenie się do ciosu, zwiększające TR o 10 pkt. + 10 na każde 5 POZ.
  5. Roztrącenie – próba przedarcia się między przeciwnikami (zamiast ataków w tej rundzie): udana, jeśli przeciwnicy zostali zaskoczeni (% rzut na ich akt. SZ minus 1 pkt. na POZ wojownika) i postać utrzymała równowagę (rzut na akt. ZR).
  6. Nadzwyczajna odporność – w wyniku wielokrotnemu poddawania organizmu ciężkim warunkom atmosferycznym, truciznom, klątwom itp. Trupiarze zyskują nadzwyczaj silną odporność. Pozwala to na powtórny rzut na odporność jeżeli pierwszy był nieudany. Dotyczy to odporności nr 2, 6 i 7.
  7. Walka w trudnych warunkach – dwukrotnie zmniejsza ograniczenia zdolności bojowych, spowodowane warunkami zewnętrznymi, np. pogodą, sypkim lub śliskim podłożem itp.
  8. Walka w tłoku – normalna walka bronią jednoręczną na polu o powierzchni 2m2.
  9. Widzenie w ciemnościach – umiejętność widzenia w naturalnych ciemnościach jak w półmroku (zmniejszenie o 10 pkt. TR, OB, UM i szansy udanego wykorzystania zdolności prof.) oraz w półmroku jak w pełnym świetle.
  10. Przyspieszone zdrowienie – samowyleczenie 10 pkt. obrażeń po 8-godzinnym, wygodnym odpoczynku.

Od 1 POZ

  1. Identyfikacja martwego – Rozróżnianie typów martwiaków, z przypomnieniem ich podstawowych zdolności: rzut na MD pomniejszoną o 5 pkt./typ martwiaka.
  2. Ukrycie witalności – trupiarz poprzez koncentrację (rzut na 1/2 MD + 1/10 UM) potrafi ukryć swoje siły witalne stając się niewidzialnym dla martwiaków, „widzących” na zasadzie postrzegania pozazmysłowego (cecha podstawowa martwiaków nr 3). Umiejętność wymaga powolnego poruszania się i brak działań agresywnych. Ukryty trupiarz ma trzykrotnie większą szansę na zaskoczenie nieumarłego.
  3. Wykrycie martwiaka – Po udanym rzucie na (1/2 SZ + 1/10 MD +1/10 UM – 10/typ martwiaka – ponad pierwszy) trupiarz potrafi stwierdzić obecność martwiaka w promieniu 100m/POZ oraz określenie w przybliżeniu odległość i kierunek w jakim martwiak się znajduje. Takie badanie otoczenia trawa k10 R za pierwsze 100m/+10 R za każde kolejne 100m. Umożliwia określić aktualne położenie ale ruchu jeż nie.
  4. Medytacja – umiejętność wpadania w trans medytacyjny po udanym rzucie na koncentrację (1/2 MD + 1/10 INT + 1/10 UM) na liczbę godzin równą poziomowi doświadczenia trupiarza. W transie dwukrotnie łatwiej skorzystać z umiejętności nr 12, 13, 15 i 20. Ponadto potrafi wyleczyd 10obr/1h zużywając na to punkt EŻ. Podczas medytacji dwukrotnie łatwiej go zaskoczyć. Jakiekolwiek obrażenia, nagły hałas, blask itp. mogą wytrącić go z transu jeżeli nie zda testu na odporność nr 4. Podczas medytacji trupiarz może wykonywać powolne ruchy rąk np. kiedy korzysta z przekazania witalności.
  5. Dawna mowa – każdy trupiarz posiada podstawową wiedzę na temat dawnej mowy. Czyli mowy jaką posługują się martwiaki. Po udanym teście na 1/4 MD i 1/10 INT potrafi zrozumieć ogólny sens danego fragmenty tekstu lub wypowiedzi. Analiza tekstu wymaga k 10 dni pracy ze słownikami i zasadami gramatyki na jedno proste zdanie.
  6. Czuły punkt – trupiarze są wybitnymi znawcami anatomii i fizjologii martwiaków. Potrafią określić czuły punkt u każdego znanego martwiaka (udany test na identyfikację martwiaka). Za cenę dwukrotnie wolniejszego ataku mogą wykonać cios w czuły punkt nieumarłego. Jeżeli trafią, a martwiak nie zdoła się zasłonić, uchylić itp. (rzut na 1/2 ZR – 5/POZ trupiarza) taki cios zadaje dwukrotnie większe obrażenia.
  7. Pozyskanie komponentu – Pozwala mechanicznie (przy pomocy noża i wody) oddzielić dany składnik (najczęściej magiczny) np. organ ciała, składnik mieszaniny, tak by można go było wykorzystać później np. jako komponent (trwa śr. 1 godz. na kg. oddzielanej substancji i wymaga rzutu na sumę 1/10 ZR, 1/10 IQ, 1/10 M i 1/10 UM, jednakże przy powtarzaniu tej samej czynności odnośnie danego substraktu, MG może zwiększyć tą szansę). Przy tego typu oddzielaniu traci się ok 50% danego komponentu, ponadto jeśli nie zostanie oczyszczony, to o połowę zmniejsza szansę późniejszego wyjścia dobrego ekstraktu przy robieniu mikstur itp.
  8. Odczytywanie pergaminów – umiejętność rzucania czarów (o ile UM są większe od 30 pkt.) z magicznych pergaminów, udane po rzucie na 1/2 UM zmniejszonymi o 5 pkt. na krąg magii czaru.

Od 10 POZ

  1. Bariera – umiejętność tworzenia z ziół, minerałów i magicznych komponentów kręgu, który stanowi obwód kuli, którego nie potrafić przekroczyć martwiaki danego typu (wymagana wcześniejsza udana identyfikacja martwiaka). Udana po rzucie na 1/10 MD + 1/10 INT + 1/10 UM. Bariera działa przez k 10 dni. Obwód kręgu nie może być większy niż m/poz trupiarza. Każdy dzień przebywania martwiaka za barierą osłabia go zmniejszając jego cechy fizyczne o połowę. Jeżeli martwiak przebywa w kręgu więcej dni niż numer typu z jakiego pochodzi traci kontakt z martwiaczą sferą egzystencji i zostaje zniszczony. Rodzaj użytych komponentów musi być dopasowany do rodzaju martwiaka (np. czosnek do wampira, lina z szubienicy dla szubienicznika, srebro dla martwiaków wrażliwych na ten minerał, przedmioty magiczne dla wrażliwych na magię) oraz indywidualnie dla każdego martwiaka z osobna (jeżeli martwiak zginął przed przemianą poprzez utonięcie to należy tworząc barierę wody, jeżeli go zasztyletowano to narzędzie zbrodni, jeżeli kochał dzieci to jakieś przedmioty do nich należące). Szanse na powodzenie tej umiejętności rosną wraz z wiedzą na temat martwiaka. Szansa powodzenia powinna być modyfikowana przez MG na podstawie modyfikatorów dodatnich lub ujemnych.
  2. Przekazanie witalności – zdolność przekazania własnej energii życiowej innej osobie. Wymaga dotknięcia takiej osoby i zdanie testu na UM. W ten sposób trupiarz może przekazać 2 pkt EŻ/poz. Każdy punkt może wyleczyć 10 obr. Ta unikatowa zdolność trupiarza pozwala przywrócić do życia osobę, która zmarła nie później niż 10 R/POZ od użycia tej zdolności. Oczywiście osoba wskrzeszana musi wykonać udany rzut na odporność nr 4, a każde wskrzeszenie obniża jej PR na zasadach ogólnych.

Tworzenie postaci

Startowe przyrosty współczynników

ŻYW SF ZR SZ INT MD UM CH PR WI ZW
20+ 20+ 10+ + + 10+ + +

Startowe premie do odporności

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
20+ + 10+ 20+ 20+ + 10+

Biegłości

ILOŚĆ STARTOWA DODATKOWE BIEGŁOŚCI MODYFIKATOR PROF. BIEGŁOŚĆ MINIMALNA
6 1/2 +15 50

Przyrost współczynników w wyniku podniesienia POZ doświadczenia

ŻYW SF ZR SZ INT MD UM CH PR WI ZW BGŁ IL.BG B.ODP
4 4 3 3 2 4 1 1+ + 4 1/2 +
Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *