Zjadacze Ciał

Pewnej pięknej bezchmurnej nocy we frankańskiej Bretonii doszło do niewytłumaczalnego zjawiska, które zdumiało i zatrwożyło stacjonujących w tym regionie anabaptystów. Daleko na północy słup ognia wystrzelił bez ostrzeżenia pod dziwnym kątem w niebo, rozpalając gwiaździste przestworza i przemieniając noc na kilka sekund w pełen ruchliwych cieni dzień. Źródło tego rozbłysku pozostaje tematem zagorzałych debat i niezgłębioną tajemnicą, przez niektórych wiązaną z przejawami materialnej obecności Demiurga na świecie, w opinii innymi rezultatem odrażających eksperymentów prowadzonych przez niewolącego Brytanię szalonego Starożytnego o imieniu Argyre.

Lecz chociaż odległy rozbłysk już się więcej nie powtórzył, kilka dni później stało się coś strasznego, czego nawet najbardziej zorientowani w tajemnicach Europy badacze nie zdołali dotąd powiązać z blaskiem na niebie. Jeden z silnie uzbrojonych patroli anabaptystów polujących na drony feromancerów na pograniczu Bretonii nie powrócił do obozu. Wysłani tropem zaginionych towarzyszy tropiciele odnaleźli jedynie ich ogryzione kości walające się po grząskiej od krwi ziemi pomiędzy porzuconą bronią i zbrojami. Bezwolne marionetki feromancerów nie zwykły zabijać w podobny sposób, toteż tropiciele nie byli w stanie odgadnąć natury i tożsamości napastników.

Zagadka wyjaśniła się jeszcze tego samego dnia, gdy zgraja półnagich barbarzyńców o ciałach wysmarowanych zakrzepłą krwią napadła na jeden z obozów anabaptystów. Zaciekłość tego ataku i całkowite zezwierzęcenie intruzów okazało się traumatycznym przeżyciem dla obrońców – również dla przywykłych już do różnych wynaturzeń i anomalii Szpitalników. Barbarzyńcy sprawiali wrażenie pogrążonych w całkowitym amoku, przejawiając jeszcze większe zdziczenie w chwilach, gdy zostawali ranni. Ci z obrońców, którzy padali pod naporem zajadłego ataku, byli pożerani żywcem na oczach wstrząśniętych braci.

W obliczu takiego zdegenerowania anabaptyści błyskawicznie zmobilizowali swe siły, tropiąc, odnajdując i eksterminując wszystkie rozproszone po okolicy grupki kanibali. Tylko jeden z obcych dał się pojmać żywcem, bynajmniej nie z własnej woli. Zneutralizowany przez Szpitalników i sprowadzony do ich obozowiska, człowiek ów – o ile w przypadku takim w ogóle można jeszcze mówić o człowieczeństwie – poddany został serii zabiegów zakończonych wiwisekcją, która ujawniła obecność w jego ciele dziwnych insektów mogących przypominać tasiemce, infekujących układ nerwowy nosiciela oraz jego mózg. Co jeszcze bardziej zatrważające, jedyną reakcją obiektu doświadczalnego na przeprowadzane na nim zabiegi był pogłębiający się głód, nie zaś jakiekolwiek wrażenie odczuwania cierpienia.

Klątwa Janusa

Szpitalnicy wciąż prowadzą badania nad pasożytami wyjętymi z organizmu Zjadacza Ciał. Słusznie przyjęli, że ten rodzaj infekcji nie ma nic wspólnego z frankańskimi feromancerami, ale wciąż jeszcze nie odkryli prawdziwego źródła skażenia. W rzeczywistości Zjadacze Ciał pochodzą z jednego konkretnego miejsca: z krateru Janusa, pozostałości po upadku asteroidu, który unicestwił Kanał La Manche, południowe wybrzeże Anglii i północne brzegi Francji. Insekty są zatem najpewniej efektem procesu ewolucji pozaziemskich cząstek życia przyniesionych na Ziemię przez Primera, czymś nie mającym nic wspólnego z ziemską naturą.

Zjadacze Ciał są obłąkani w prawdziwym tego słowa znaczenia. Pasożyty w ich układzie nerwowym i krwionośnym kontrolują każdy aspekt życia, wszelkie zachowania. Przeświadczenie kanibali o konieczności zjadania innych żywych istot może być nadrzędnym celem pasożytów zaprogramowanym na ich poziomie komórkowym przez pozaziemskiego wirusa jeszcze przed jego dotarciem na Ziemię.

Pasożyty mają rzecz jasna swoje słabości, aczkolwiek większości z nich Szpitalnicy jeszcze nie odkryli. Ofiary tej infekcji przejawiają wysoką nadwrażliwość na silne światło, co doprowadziło swego czasu do ich pierwszego kontaktu z ludźmi Franki – kiedy nocne niebo nad Brytanią rozpalił pamiętny tajemniczy słup światła, przerażeni tym zjawiskiem Zjadacze uciekli na południowy zachód docierając do pogranicznych obozów bretońskich anabaptystów. Pasożyty nie znoszą też soli, być może ze względu na niepożądane dla nich zmiany PH skóry powodowane kontaktem z tym minerałem. Jaki nie byłby tego powód, to właśnie słona bariera Pustyni Stukova chroni przed atakami Zjadaczy Ciał zachodnią Borkę.

Co jednak najgorsze w przypadku tego wynaturzenia, to praktycznie niemożność jego wyniszczenia. Okresowa liczebność Zjadaczy może się wahać pomiędzy zerem i setkami nosicieli, uzależniona jest bowiem wyłącznie od rozmiarów klanów mających nieszczęście obozować w okolicach Krateru Janusa. Pasożyty ukrywają się w glebie i w wodzie, gdzie potrafią przetrwać całe lata w letargu. Wystarczy, by nieświadomi śmiertelnego zagrożenia przejezdni napili się z pozornie czystego strumienia, by infekcja odrodziła się z zaskakującą mocą.

Opracowano na podstawie materiałów umieszczonych w podręczniku podstawowym Katharsys. Wszystkie prawa autorskie zastrzeżone dla wydawnictwa Sixmorevodka.

Bookmark the permalink.

0 Comments

  1. Zjadacze Cial sa fajnym patentem, ktory przypadl mi do gustu podczas lektury podrecznika. Fajnie ze zostali przyblizeni po polsku. Fajny tekst Keth.

  2. Nie potrafię się doczekać "Czarnego Atlantyku", bo czuję, że to będzie pod względem fluffu prawdziwa bomba! Już "The Killing Game" robiło wrażenie opisem świata i ilustracjami, teraz na pewno nie będzie gorzej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *