Schizma oriakańska

Wdrożona w życie przy wydatnym wsparciu kultu Oriaka imperialna reforma monetarna (9455-9457) zakończyła się niepodważalnym powodzeniem, ale efekty uboczne tego procesu zaskoczyły wielu jej zwolenników, najbardziej zaś samych pomysłodawców – najwyższego arcykapłana Oriaka kthana Uru Setele oraz duchownych stanowiących grono jego najznamienitszych doradców. Dzięki zręcznej grze politycznej kilku katanickich duchownych i arystokratów, wśród nich tanów Druzgura Bitnego i Urugala Chromego, oriakanie zostali cynicznie wykorzystani przez imperialny dwór, z roli propagatorów słusznej reformy przeistaczając się w kozły ofiarne. Już pod koniec roku 9455 to im właśnie zaczęto przypisywać winę za drakońskie obostrzenia kodeksu karnego Imperium, masowe polowania na niewolników będące powodem cierpień nie tylko łapanych poza Orkusami cudzoziemców, ale w wielu przypadkach również rdzennych mieszkańców ziem Katanów), utrudnienia w obrocie starym bilonem i zmianę zasad podatkowych znoszących na okres półtora roku prawo do regulowania zobowiązań skarbowych barterem.

Rozłam w łonie kultu

Spadek popularności kultu dał się odczuć w pierwszej kolejności w królestwach Osmundu i Tabadanu, gdzie kleryków Oriaka poczęto publicznie obwiniać o autorstwo zakrojonego na szeroką skalę procederu handlu niewolnikami prowadzonego przez Imperium. Obydwa wojujące ze sobą państwa bardzo zaostrzyły w tym okresie przepisy wprowadzając do odwołania prawo wojenne i bacznie przyglądając się wielu dziedzinom życia codziennego dotąd przez wojskowych ignorowanym. W shnyk-ranie 9455 król Osmund Brodaty XI wezwał na sekretną audiencję arcykapłana kthana Dongula Terzeta, Małego Oriacha królestwa Osmundu. Spotkanie odbyło się w niewielkim gronie i za zamkniętymi drzwiami, ale pozornie przez nikogo nie zauważone miało ogromny wpływ na dalszy udział oriakan w życiu publicznym Osmundu. Zasiadających w wielu gildiach i urzędach duchownych Oriaka zaczęto odsuwać od pełnionych obowiązków zastępując ich bardziej ortodoksyjnymi dostojnikami powiązanymi z kultami Asteriusza i Gorlama, otwarcie domagającymi się zamknięcia wód terytorialnych Osmundu dla statków niewolniczych i znajdującymi u przychylnego im króla coraz większe posłuchanie. Świadomy wzburzenia władcy Osmundu Oriach Terzet począł zatem słać coraz bardziej niespokojne listy do Wielkiego Oriacha Setele, prosząc patriarchę kultu o zjednanie sobie katańskich władz i wymuszenie na nich złagodzenia rozmiarów niewolniczego handlu. Do korespondencji tej dołączyły nader szybko podobne w brzmieniu listy słane do Ostrogaru przez arcykapłana kthana Sardaka Holga, Małego Oriacha królestwa Tabadanu.

Szykany polityczne nie były jedynym źródłem strapienia oriakan zamieszkujących ludzkie królestwa. Podjudzani przez kapłanów innych bóstw mieszkańcy tych krain coraz otwarcie demonstrowali swą niechęć do kultu, który zdaniem ultrakonserwatywnych asterian i dagonitów \”objawił swe prawdziwe oblicze stając się symbolem zdeprawowanej chciwości\”. W kilku przypadkach doszło do zbrojnych wystąpień przeciwko miejscom kultu, podpaleń świątyń i prześladowania pomniejszych kapłanów, a chociaż władze obu królestw publicznie napiętnowały te przypadki i obiecały wykryć sprawców, oriakanie w Osmundzie i Tabadanie mieli wszelkie podstawy ku temu, by obawiać się najgorszego. W pierwszych dniach dagin-ranu 9556 doszło opodal Leretonu do napadu i mordu na osobie asteriańskiego duchownego wiozącego ważną pocztę do stolicy królestwa. Napad ów był dziełem zwykłych bandytów, którzy nie dość szybko zorientowali się, komu wbili w plecy sztylety, nim jednakże stało się to publicznie znane, tłuszcza sprowokowana przez charyzmatycznych agitatorów zaatakowała świątynię Oriaka w Burgarandzie usiłując ją spalić. W obliczu otwartej agresji kapłani kultu użyli w swej obronie magii, a straż świątynna broni, tragiczny zaś w skutkach rozlew krwi wywołał ogromne wzburzenie w całym Osmundzie.

Wydarzenia te, a także nieskuteczność zabiegów dyplomatycznych Wielkiego Oriacha, bezskutecznie próbującego wywrzeć presję na dwór katański, a za jego pośrednictwem na zaangażowaną w proces reformy monetarnej radę ostrogarskiej mennicy, doprowadziła do otwartej krytyki kthana Setele ze strony Małego Oriacha Terzeta i jego zauszników. To zapoczątkowało dramatyczne podziały w łonie kultu mogące doprowadzić w przyszłości do znamiennej w skutkach schizmy.

Narastająca niechęć wobec kapłanów Oriaka dała się zauważyć również na samych Orkusach. Wzburzeni ponawianymi przez asterian i dagonitów oskarżeniami oriakanie zaczęli w końcu brać sprawy w swoje ręce, czynnie broniąc kapłanów przed przejawami agresji i nie stroniąc od kamieniowania nieprzychylnych im agitatorów. W kilku przypadkach doprowadziło to do bezpośredniej manifestacji boskiego gniewu, w kilku innych do ulicznych zamieszek i otwartego rozlewu krwi, chociaż interwencja katańskich żołnierzy zapobiegła za każdym razem eskalacji rozruchów.

Obawiając się dalekosiężnych konsekwencji ostrego zatargu z kultami Asteriusza i Dagonina Wielki Oriach kthan Uru Setele pozwolił sobie w końcu na niebywale odważną publiczną krytykę poczynań imperialnych władz, szczególny nacisk kładąc na rabunkowy wręcz charakter działań katańskich łowców niewolników. Wysocy rangą klerycy wielu kultów czekali z niecierpliwością na odpowiedź katańskiego dworu, oczekując głębokiej irytacji boskiego By-Rygyna oraz zdecydowanych represji wobec oriakan z użyciem przemian półboskich włącznie, wymierzony w kthana Setele cios padł jednak z zupełnie innej, nieoczekiwanej strony.

Mały Oriach Tabadanu upublicznił w kosar-ranie 9456 przekonanie, iż Uru Setele popełnił w polityce zewnętrznej kultu zbyt wiele błędów, by móc dalej sprawować swą funkcję i zażądał jego dobrowolnego ustąpienia wraz ze scedowaniem tytułu na samego Dongula Terzeta. Wielki Oriach zareagował błyskawicznie, odrzucając wszystkie postawione mu zarzuty i domagając się wobec duchowieństwa tabadańskiego złożenia ponownych ślubów bezwzględnego posłuszeństwa. Mający za sobą poparcie większości swoich kapłanów kthan Terzet zdecydowanie odmówił, po czym przystąpił do czystek w tabadańskim kulcie, pozbawiając znaczących funkcji wszystkich kleryków przejawiających lojalność wobec najwyższego hierarchy. Mały Oriach Osmundu przyjął postawę neutralną, w obliczu identycznego wezwania do odnowienia ślubów posłuszeństwa postanawiając grać na zwłokę i wynajdując coraz to nowe powody uniemożliwiające natychmiastowe stawiennictwo w Ostrogarze.

Świadomi rozlicznych korzyści płynących z osłabienia tak wpływowego kultu jak religia oriakańska, wysocy rangą kapłani innych bóstw nie ustawali w krytyce poczynań zarówno khtana Setele jak i jego rywala, publicznie głosząc surowe osądy na ich temat. Chociaż wystąpienia te nadal budziły wzburzenie wiernych, tym razem nie spotkały się z równie stanowczym jak poprzednio odzewem w postaci aktów agresji wobec podżegaczy – oriakanie stali się zbyt zatroskani kryzysem w łonie swego kultu, by koncentrować się dalej równie intensywnie na jego zewnętrznej obronie. Uwaga wszystkich znających przynajmniej pobieżnie rozwój wydarzeń czcicieli, w przeważającej mierze duchownych Oriaka, szlachty oraz bogatego mieszczaństwa, skupiona była na wieściach płynących na przemian z Ostrogaru i Tabadanu, wielokrotnie przeinaczanych, wzbogacanych plotkami lub rozmyślnie zmanipulowanych przez wrogich oriakanom wyznawców innych religii.

W gabse-ranie 9456 wszystko stało się znienacka jasne. W oriakańskich świątyniach odczytano listy sygnowane przez kthana Setele – lub w przypadku Tabadanu przez Małego Oriacha – deklarujące zasadność odprawienia ceremonii wskazania przez boga nowego przywódcy kultu. Na miejsce obrzędu wybrana została wielka świątynia Oriaka w Get-warr-garze, będąca po części obiektem sakralnym, po części zaś ogromnym kompleksem składającym się z mennicy, słynnych bibliotek, pracowni jubilerskich oraz laboratoriów alchemicznych badających zagadnienia transmutacji materii wszelkiego rodzaju w metale szlachetnie.

Boska próba

Wieści o tej niezwykle podniosłej ceremonii wprawiły w ożywienie oriakańskich kapłanów na całym Archipelagu Centralnym. Kto tylko spośród kleru Mitrylowego Boga mógł sobie na to pozwolić, przystąpił czym prędzej do organizowania podróży do Get-warr-garu. Wszystkie kongregacje aż po Ciąg Gutum-guru wysłały na Orkus Wielki delegacje, o miejsca w których zabiegali bezpardonowo rozliczni duchowni, nie szczędzący prywatnych funduszy, aby tylko znaleźć się w odpowiednim czasie w wyznaczonej na miejsce ceremonii świątyni (co przez wzgląd na wciąż jeszcze trwającą Wojnę Rybną i konieczność opływania zachodnich krańców Archipelagu stanowiło dla wielu wiernych ogromne wyzwanie). Tłoczny o każdej porze roku Get-warr-gar począł tym razem pękać w szwach, a obroty kupców i właścicieli noclegowni poskoczyły niebywale, ponieważ miejsc w świątynnych kwaterach zabrakło już kilka tygodni przed obrzędem i pośledniejszej rangi oriakańscy duchowni zmuszeni byli szukać schronienia pod wszelakimi dachami.

35 kepon-ranu, po blisko tygodniowym poście i żarliwych modlitwach przeplatanych medytacjami, obaj pretendenci do tytułu Wielkiego Oriacha – kthan Uru Setele i kthan Dongul Terzet – zstąpili w otoczeniu najważniejszych rangą kapłanów kultu do podziemnej auli świątyni zwanej Mitrylową Komnatą. Tam w kulminacyjnym momencie ceremonii każdy z nich zanurzył obmyte wcześniej święconą wodą dłonie w kadzi pełnej roztopionego alchemicznymi substancjami szlachetnego metalu. Zgodnie z wierzeniami oriakan boski pomazaniec wychodził z takiej ceremonii bez szwanku, a pozbawione niebiańskiej protekcji zakusy pretendentów do najwyższego tytułu kultu kończyły się karą pod postacią potwornych i opierających się przez długi czas magii leczniczej oparzeń lub nawet śmierci.

Ta ceremonia stała się jednak precedensem nie mającym dotąd w historii kultu miejsca. Wyczekujący z niebywałym napięciem końca obrzędu duchowni nie ujrzeli żadnego z pretendentów do tytułu, w salach powyżej Mitrylowej Komnaty wybuchło w zamian histeryczne zamieszanie z udziałem najwyższych rangą kapłanów. Świątynia została zamknięta dla wszystkich prócz najdostojniejszych delegatów, a całe miasto pogrążyło się w dzikich spekulacjach. Astrolodzy, posiadacze magicznych kul i szpiedzy stawali na głowach, by dowiedzieć się prawdy, ale ich wysiłki mimo astronomicznych wynagrodzeń spełzły na niczym.

Wydarzenia mające miejsce w Mitrylowej Komnacie pozostały tajemnicą aż do 39 kepon-ranu, kiedy to kthan Razir Gorthuk, głowa kongregacji oriakańskiej w Get-warr-garze, oświadczył publicznie, że boska próba nie została rozstrzygnięta na korzyść żadnego z biorącej w niej udział duchownych. Oświadczenie to wywołało jeszcze większy tumult wśród duchownych i wiernych, umiejętnie podsycany przez niechętne oriakanom kulty. Asterianie i dagonici ponowili atak na kult Oriaka wykorzystując oświadczenie kthana Gorthuka jako dowód na to, że to same bóstwo odwróciło się od swych wiernych i próbując pozyskać nowych czcicieli dla własnych religii. Ulice Get-warr-garu stały się sceną religijnych zamieszek, tłumionych brutalnie przez katańskie wojska powołujące się na imperialny dekret o wolności wyznaniowej. Część wojowniczych antagonistów uspokoiły razy pałek, część zaprzestała burd po spektakularnym zgonie grupki ortodoksyjnych gorlamitów uśmierconych sypiącymi się z bezchmurnego nieba piorunami (zesłanymi w opinii wielu przez samego Oriaka), ostatecznie sytuację opanował zaś kthan Gorthuk występując ponownie publicznie następnego dnia i obwieszczając, że obaj pretendenci do tytułu przeżyli bez szwanku boskie ordalia i podejmą nową próbę, wyznaczoną na orakt-ran roku 9457. Do tego czasu Uru Setele miał pozostać głową oriakańskiego kultu na Archipelagu Centralnym, a Dongul Terzet zachować tytuł Małego Oriacha Tabadanu, wraz z wszelkimi dotychczasowymi wpływami.

Bezprecedensowe rozstrzygnięcie zrodziło jeszcze więcej spekulacji, tym bardziej, że obaj hierarchowie opuścili Get-warr-gar dopiero kilka tygodni później, unikając pomimo rozlicznych próśb wszelkich kontaktów z niższymi rangą duchownymi i podróżując incognito pod osłoną nocy. Pewne plotki, które przeciekły z ich otoczenia mówiły o fizycznych obrażeniach obu kapłanów. Zgromadzenie kleryckie rozjechało się z ciężkimi sercami z powrotem do macierzystych miast zabierając ze sobą wstrząsające wieści i w napięciu wyczekując dalszego rozwoju wydarzeń.

Bookmark the permalink.

7 Comments

  1. Fajne – podejrzewam że trochę nad tym posiedziałeś.

    No i zazdroszczę lekkości pióra 😀

  2. Dłubałem po kawałku przez jakiś czas, co chwila robiąc też inne projekciki. Najbardziej frustrujące jest odkrycie na sam koniec, że przelany na ekran pomysł, który pojawił się w głowie całe tygodnie temu i całe tygodnie powoli był obrabiany, teraz ledwie się mieści na jednej stronie! 😛

    Ta rzekoma lekkość pióra to chyba lekka ironia, co? (przyznaj się, ja nie z tych obraźliwych) – ja osobiście mam wrażenie, że brzmi to ciężko, ale mój problem jest taki, że nie potrafię inaczej 😐

    Aha, jak ktoś ma fajny pomysł na kontynuację tego wątku, niech zarzuci ideą w topiku "Żyjącej Orchii", może coś z tego wyrośnie!

  3. Daj mi trochę czasu – mam pomysł na mały epizod ale wymaga dopieszczenia.

  4. Czasu mamy pod dostatkiem, bez obaw. Siedzę teraz nad kolejną mini-przygodą i odcinkiem ŻO dotyczącym odszczepieńczej enklawy katanickich reptillionów.

  5. To akurat sarkazm nie był – po prostu ja bardzo ciężko 'piszę' dłuższe teksty, a ten czyta się bardzo przyjemnie. Bez 4-5 i więcej krotnego przeczytania i przepisania często to co napiszę nie nadają się do publikacji.

  6. Oggy, jak tam z rozwinięciem wątku ceremonii w Get-warr-garze? Obiecałeś, a ja rzadko co zapominam 😉

  7. Hmmm.. a miałem się brać za Oriaka, ale w sumie, czemu nie, może jak znajdę chwilę to skrobnę tak, by się uzupełniało, bo mnie raczej początki kultu zagościły w głowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *