Wojna Rybna – preludium

Płytkie, ale zasobne w ryby i inne wodne stworzenia Morze Perłowe, rozciągające się pomiędzy Ciągiem Wysp Grua i wschodnimi wybrzeżami Ciągu Orkusów, od wieków stanowiło źródło pożywienia dla zasiedlających tę część Archipelagu ludów. Wzrost lokalnych populacji, zwłaszcza na ziemiach Imperium Katańskiego, pociągnął za sobą nieuchronnie zwiększony popyt na żywność, toteż od lata roku 9454 łodzie rybackie i statki połowowe pod banderami Osmundu i Tabadanu coraz częściej pojawiały się na tych samych wodach, początkowo tylko się ignorując, z biegiem czasu jednak budząc pewne napięcia w obu królestwach. Pod naciskiem gildii kupieckich związanych z rybołóstwem dwory Osmunda Brodatego Dziesiątego i Tabarda Drugiego zaczęły odwoływać się do ustalonych kilkaset lat wcześniej granic wód terytorialnych obu państw, próbując w ten sposób rozgraniczyć strefy połowowe i zawczasu uniknąć poważniejszego zatargu dyplomatycznego. Zabiegi posłów spełzły na niczym w obliczu konfliktu interesów pomiędzy chęcią zachowania poprawnych stosunków międzynarodowych i zamiarem pozyskania nowych łowisk. Pomimo przewożonych tam i z powrotem kurierskimi szkunerami listów dyplomatycznych zarzewie konfliktu nadal kiełkowało w wodach Morza Perłowego, objawiając się w trzeciej tercji roku 9454 pierwszymi przypadkami wzajemnego przepędzania się z łowisk przez załogi konkurencyjnych flot rybackich. Spory te – rozwiązywane z użyciem pięści i wioseł, nie zaś ostrej stali – władze początkowo bagatelizowały, kładąc je na karb niesnasek religijnych pomiędzy osmundzkimi asterianami i dagonitami, a wyznawcami El-Amarny, bogini powszechnie czczonej na wybrzeżu Tabadanu.

Naciski ze strony możnych kupców stale jednak narastały, zwłaszcza w przypadku utrzymujących się ze sprzedaży ryb tabadańskich elamarnitów, ponoszących coraz większe straty finansowe z powodu łowiących na ich wodach Osmundczyków. W przedostatnim miesiącu roku 9454 delegacja kupców złożyła na dworze króla Tabarda II petycję proszącą o wzięcie tabadańskich rybaków w obronę. Poirytowany brakiem postępów w rozwiązaniu tej sprawy władca wezwał przed swe oblicze osmundzkiego ambasadora tana Valdora Halmerda, domagając się jednoznacznego stanowiska przeciwnej strony. Uświadomiwszy sobie zdecydowaną zmianę nastrojów w Dunthar-garze Halmerd obiecał przyśpieszyć bieg negocjacji, nie zdołał jednak ugłaskać tymi zapewnieniami niezadowolonego z osmundzkich szykan króla. Tabard II nie zamierzał puścić opieszałości doradców Osmunda Brodatego w niepamięć, wzywając do stolicy jednego z królewskich rezydentów w Ostrogarze, księcia Reegana Brugara.

Odpowiednio poinstruowany i wyposażony w szerokie plenipotencje, książę Brugar powrócił do Ostrogaru tuż przed rozpoczęciem miesiąca świątecznego roku 9454. Jego misją było dotarcie w jak najbliższe otoczenie boskiego By-Rygyna Szóstego i pozyskanie poparcia Imperium dla zarzutów Tabadańczyków wobec Osmundu. Świąteczne obchody okazały się tym razem jeszcze wystawniejsze niż zazwyczaj, uświetniła je bowiem wizyta katańskiej delegacji z Archipelagu Wschodniego. Uczty z udziałem tysięcy możnych gości, pokazy sztuk magicznych, przedstawienia artystyczne, walki potworów i gladiatorów, wyścigi rydwanów – wszystko to wypełniło szczelnie ramy dziesięciodniowego okresu obchodów stanowiąc gwarny żywy ciąg wydarzeń, w których tle toczyły się bezwzględne i szeroko zakrojone gry polityczne.

Plan króla Tabarda II spełzł na niczym, Osmundczycy byli bowiem przygotowani na próbę zjednania sobie Ostrogaru przez Tabadańczyków. Jeden z reprezentujących ich wysłanników miał sposobność spotkać się z księciem Brugarem na jednym z ostatnich bankietów świątecznych, w otoczeniu wpływowych imperialnych magnatów, arcymagów i kapłanów, a także przywódców największych gildii kupieckich Kartarii. Osmundzki dyplomata, będący wytrawnym politycznym graczem tan Jarez Materhaz, obrócił bieg rozmowy w sposób, który w finale dysputy z udziałem wielu wybitnych ostrogarskich osobistości głęboko ośmieszył roszczenia księcia Brugara. Upokorzony na oczach wielu wielkich tego świata tabadański arystokrata opuścił stolicę Imperium z poczuciem niezasłużonego pohańbienia i gorącym postanowieniem wywarcia na politycznym przeciwniku pomsty. Wieści przywiezione przez księcia na Tabadan wzburzyły głęboko króla Tabarda II, sam zaś tan Brugar stał się przywódcą szlacheckiego ugrupowania domagającego się zdecydowanych represji wobec Osmundu.

Szkarłatna toń

Słane przez tana Valdora Halmerda ostrzegawcze pisma, docierające do króla Osmunda dopiero po uprzednim przejściu przez ręce jego najbliższych doradców, nie wywarły na władcy Złotych Królestw większego wrażenia, ponieważ zarówno pełniący rolę królewskich zauszników asteriańscy arcykapłani jak i szefowie siatki szpiegowskiej nie brali pod uwagę możliwości eskalacji konfliktu. Obydwa królestwa jednoczył szereg sojuszniczych traktatów zawartych przez poprzednich władców, toteż mało kto przyjmował do wiadomości obawy nielicznych sceptyków prorokujących możliwość ochłodzenia wzajemnych poprawnych stosunków. Usytuowany pomiędzy wyspami Orkusów Tabadan profitował z wymiany handlowej z Osmundem, odpowiadając za transfer wielu dóbr z południa Archipelagu do północnych krańców ziem Katana. Mgliste przepowiednie osmundzkich astrologów przewidywały co prawda pewne niesnaski, obracając się wokół wizji opadających ku morzu piór, rozstępującego się morza, bijących w ocean błyskawic i wielu innych wieszczeń niekoniecznie kojarzących się jednoznacznie z wybuchem wojny. Uśpieni fałszywym poczuciem bezpieczeństwa doradcy Osmunda Brodatego Dziesiątego nie zalecili wycofania rybackich flotylli ze spornych łowisk, wciąż nie wierząc w pełni treści dyplomatycznej poczty wysyłanej do Osmundu przez ambasadora Halmerda.

Tymczasem na Tabadanie napięcie wciąż rosło. Skupiwszy wokół siebie wielu wpływowych i dumnych możnowładców książę Reegan Brugar stanął na czele nieformalnej Rady Siedmiu, grupy powiązanych z armią i flotą arystokratów posiadających dość władzy, by musiał się z nimi liczyć sam król. Ulegając naciskom ze strony Rady Tabard Drugi polecił prowadzić dalsze odłowy na spornych wodach granicznych, dając jednocześnie oficerom w dowództwie floty prawo do bronienia rybaków siłą. W rezultacie tego początkowo utajnionego rozporządzenia w przeciągu następnych dwóch miesięcy na Morzu Perłowym pojawiły się tabadańskie holki i galery, eskortujące rybackie łodzie i zbierające ich połów transportowe kogi.

Osmundczycy odpowiedzieli takim samym posunięciem, przerzucając w sporny rejon część eskadr marynarki wojennej stacjonujących w portach Osmundu Wschodniego. Okręty pływające pod niebieskozłotymi i czarnozłotymi banderami coraz częściej cięły morskie fale tuż obok siebie, w demonstracyjny sposób mierząc w niedawnych sojuszników z pokładowych balist i kusz wałowych. Sytuacja taka okazała się niebywale niezręczna dla wielu starszych oficerów floty obu królestw, którzy dotąd zwykli ze sobą współpracować i którzy w niektórych przypadkach utrzymywali nawet prywatne kontakty. Nagłe ochłodzenie wzajemnych stosunków podsycane pozakulisowymi rozgrywkami wielu politycznych frakcji doprowadziło do emocjonalnego rozdarcia u wielu kapitanów, nie potrafiących pogodzić szacunku wobec wieloletnich sojuszników oraz pojęcia honoru z rosnącymi pośród kadry oficerskiej nastrojami prowojennymi.

Młodzi arystokraci służący w marynarkach wojennych Osmundu i Tabadanu, przeważni młodsi synowie wielmożów nie mający najmniejszych szans na rodową sukcesję i dziedziczący zaledwie cząstkę rodzinnego majątku, pragnęli niezmiennie wybić się ponad resztę młodej szlachty i dzięki militarnej reputacji zdobyć władzę oraz bogactwo. Długie lata względnego pokoju, zwłaszcza w przypadku położonego w środkowej części Archipelagu Osmundu, nie sprzyjały ambitnym planom szlachetków, ponieważ okazjonalne potyczki z piratami i starcia ze migrującymi stadami trytonów nie wystarczały im do wyrobienia sobie odpowiedniej marki. Nic dziwnego zatem, że wielu z nich tak ochoczo powitało manifesty księcia Reegana Brugara oraz księcia Zaara Adelerta, czołowych przywódców frakcji jastrzębi po obu stronach. Dla tych często ledwie kilkunastoletnich, ale niebywale żądnych chwały, a przy tym z racji swego szlachetnego urodzenia wpływowych ludzi dawne traktaty nie miały większego znaczenia, a umiejętna gra na ich poczuciu patriotyzmu prowadzona przez dworskich agitatorów sprawiała, że nasiona potencjalnej wojny padły na bardzo podatny grunt.

Przy tak ogromnym napięciu nie trzeba było długo czekać na pierwszy znamienny w skutkach incydent. 17.03.9455 osmundzki bryg Reghalder zatrzymał opodal Przylądka Grzywaczy tabadańską kogę Karandil wracającą z pełnymi ładowniami drakonilów złowionych na spornych wodach. Kapitan brygu zarządził abordaż statku rybackiego, co spotkało się z zaciekłym oporem jego załogi. Od słowa do pięści, prowokujące się wzajemnie obie strony sięgnęły w końcu po broń doprowadzając do tragicznego rozlewu krwi, który zakończył się zatopieniem Karandila wraz z całą jego załogą. Wieść o tym incydencie dotarła na obydwa dwory w tym samym czasie, budząc w Osmundzie poczucie słusznie wymierzonej sprawiedliwości, a Tabadanie zaś wściekłość i żądzę zemsty.

Rozkazy mobilizacji postawiły na nogi nadbrzeżne garnizony po obu stronach Morza Perłowego, budząc w końcu z uśpienia i poczucia złudnego bezpieczeństwa wiele organizacji, które dotąd zdawały się nie zauważać płynących z zatargu zagrożeń bądź też starały się je bagatelizować. Posiadające silne wpływy w Osmundzie kulty asteriański i gorlamicki zaczęły wywierać na królewski dwór stonowane naciski mające wstrzymać dalszą eskalację zatargu, ale skupieni wokół księcia Adelerta militaryści nie ustępowali, pozyskując dla swej sprawy poparcie kilku potężnych osmundzkich gildii kupieckich skoncentrowanych na rybołóstwie. Sam książę Adelert, bliski kuzyn króla Osmunda Brodatego Dziesiątego, zdołał sporządzić z pomocą grupy zauszników tajemny raport wskazujący na ekspansjonistyczne zapędy króla Tabarda II i sugerujący, iż Tabadan gotów jest do niespodziewanej zmiany układu sił w regionie. Zręczna interpretacja astrologicznych wieszczeń (w niektórych przypadkach zapewne nawet sfałszowanych) połączona z dużym zaufaniem, jakim cieszył się na dworze książę umocniła rzekomą prawdziwość przedstawionych w raporcie wniosków przekonując króla do wprowadzenia po raz pierwszy od dziesiątek lat stanu wojennego na wschodnim pograniczu Osmundu.

Hierarchowie kultu askabadańskiego, najbardziej przeciwni potencjalnej wojnie i otwarcie wyrażający żądanie załagodzenia konfliktu, zasypali obydwa dwory królewskie pocztą i poselstwami, wymieniając się wzajemnie informacjami o bieżących nastrojach społecznych w obu królestwach za pośrednictwem raportów słanych przez szybkie okręciki pocztowe. Ta właśnie bezkompromisowa współpraca kapłanów Askabadana z Osmundu i Tabadanu miała przysporzyć kultowi w następnych miesiącach ogromnych kłopotów, ściągając na hierarchów po obu stronach podejrzenia o szpiegostwo na rzecz wroga, postawę antypatriotyczną i działanie na szkodę tronu. Kulty Asteriusza, Gorlama, Oriaka, Graama i Arianny w obu królestwach, utrzymujące dotąd trwałe i poprawne stosunki, wykazały dużo większą przezorność ograniczając znacząco lub zawieszając całkowicie swe wzajemne kontakty (przynajmniej oficjalnie).

Podczas gdy w portach gotowiły się do wyjścia w morze kolejne eskadry marynarki, a poselstwa ostatniej szansy krążyły pomiędzy Osmundem, Tabadanem oraz ostentacyjnie wstrzymującym się od wyrażenia swego stanowiska Ostrogarem, w ruch puszczona została starannie zakonspirowana machina szpiegowska.

Uszy i oczy w ciemnościach

Obydwa królestwa pomimo sojuszniczych traktatów od wielu lat utrzymywały na przyjacielskim terytorium siatki szpiegowskie skoncentrowane przede wszystkim na gromadzeniu informacji o znaczeniu gospodarczym – teraz jednak ich działalność została ukierunkowana całkowicie na sektor militarny. Kierowani na mocy królewskich listów do specjalnych jednostek adepci magii częstokroć zmuszeni byli wyrzec się czasowo lojalności wobec macierzystych organizacji, zwłaszcza w przypadku kleryków, wybierając pod silną presją bezwzględną służbę koronie (niemal zawsze za niemą aprobatą hierarchów ich kultów). Chociaż Osmund od wieków odżegnywał się od oddawania czci złym bogom, a ich wyznawcy byli na terenie Złotych Królestw prześladowani i wyjmowani spod prawa, nadzwyczajna sytuacja zmusiła zauszników Osmunda Brodatego X do sięgnięcia po środki, które w czasach pokoju ściągnęłyby na głowę władcy słowa niewiarygodnej krytyki ze strony kręgów asteriańskich. Kierując się zasadą wyboru mniejszego zła oficerowie królewskiego wywiadu przymusili różnymi sposobami do służby czarodziejów parających się nekromancją, wykorzystując tworzone przez nich nieumarłe istoty w roli specyficznych agentów operacyjnych. Istnienie tej utajnionej formacji szpiegowskiej, nadzorowanej przez oddane fanatycznie kultowi Asteriusza, ale nieznane większości hierarchów Bractwo Ezehala, znane było zaledwie garstce doradców króla Osmundu, sam zaś władca wiedziony rozsądkiem wolał nie pogłębiać swej wiedzy na temat źródła spływających do niego raportów, strzeżony w ten sposób przed zarzutami przyzwolenia na ów stan rzeczy w przypadku zdekonspirowania bractwa białych czarnoksiężników.

Tabadańczycy, kulturowo pod wieloma względami silnie związani z Imperium Katańskim, sięgnęli po podobne metody szpiegowskie, nie uchylając się od korzystania z pomocy nekromantów i ich ożywieńczych pomocników. Wojna wywiadów trwała przez lata 9455-9456, poszerzana w krytycznych momentach Wojny Rybnej o sabotaż i skrytobójstwa, ale jej wyniszczająca natura sprawiła, że po niecałych dwóch latach szpiegowskich zmagań horrendalne straty po obu stronach praktycznie unicestwiły obie siatki wywiadowcze.

Bookmark the permalink.

7 Comments

  1. Wstęp do Wojny Rybnej. Co prawda nader skąpy, ale mało ostatnio było nowości na portalu, więc wrzucam do poczytania. Ciąg dalszy chyba po reaktywacji Jimmora…

  2. Bardzo fajne. Czekam na więcej.

  3. Nie doi końca rozumiem o co ci chodzi z martwiakami. Jak niby mają być języczkiem u wagi w tych szpiegowskich działaniach?

    Mówić – nie mówią, aby były przydatne trzeba stworzyć przynajmniej miękkogłowe żeby posiadały pamięć itp itd… Koszt zamiany w martwiaka zabitego wroga w celu uzyskania wiadomości jest raczej wysoki zaś zrobienia z niego pamiętającego coś trupa niska.
    No i szpiedzy raczej radośnie się nie wyrzynają – przynajmniej tak mi się wydaje 🙂

    Kolejna sprawa to przesyłanie informacji – tak duże królestwa spokojnie mogą pokusić się o masowe wykorzystanie w tym celu magii.

  4. [quote]masowe wykorzystanie w tym celu magii[/quote]

    Wszystko jest kwestią podejścia do tego jak bardzo magiczny jest świat orchi. Czy faktycznie co druga psia miska , co trzeci kubek i co piąty garnek są magiczne? Ja osobiście jestem za podejściem które zostało tu zaprezentowane. Magia jest obecna nie można o niej nie wiedzieć i nie słyszeć na orchi ale nie jest powszechna, pospolita i dostępna na każdym kroku. Magia jest używana tylko jeśli naprawdę wymaga tego sytuacja. Jeśli jakaś wiadomość może być dostarczona bez kożystania z magii bo nie musi być juz i natychmiast i bez świadków to można dostarczyć ją drogą tradycyjną. Szczególnie że niektóre dyplomatyczne noty, pisma królewskie i inne wysokiej rangi dokumenty dają zajęcie, prestiż i utwierdzają urzędników w mniemaniu że są bardzo potrzebni .. więc nie chętnie będą wyzybywać się możliwości ich doręczania i przy okazji podróży czy odwiedzin na dworze królewskim. Oczywiście dla najważniejszych dokumentów i tych które muszą być dostarczone bez zwłoki wykożystuje się magię ale zawsze jest ryzyko że czarodziej zginie (a w bardziej pechowym przypadku wraz ze zleceniodawcą albo jak już naprawdę niespodoba się bogom wraz ze swoimy wszyskimi przyjaciułmi i rodziną).

  5. Przyjmuje wytłumaczenie w całości 🙂 – a teraz przydałobysię coś o martwiakach

  6. Martwiaki są "przekaźnikiem" informacji. Zgromadzone i zamknięte w tajnym i dobrze strzeżonym miejscu odbierają myśli od swoich panów. Dzięki "telepatycznej więzi" z martwiakiem na odległość nekromaci(szpiedzy) w służbie korony mogą praktycznie natychmiast przekazywać raporty o ruchach przeciwnika. Nie muszą wypowiadać zaklęć , mieć przy sobie podejrzanych przednotów. Dzięki "więzi" mogą rozmawiać z najwyższymi urzędnikami państwowmi i jednocześnie podświadomie przekazywać wiadomości do nieumarłych sług. Spisywane martwymi rękami na pergaminach raporty odbierane są przez strażników w centrali i przekazywane wyżej aż na dwory królewskie/książęce.

  7. Niemal jak w Riddicku 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *