Prorok z Wyspy Kamienia

Pierwsze odniesienia związane z miejscem zwanym Wyspą Kamienia można odnaleźć na najstarszych ocalałych mapach Orchii, tych datowanych na ostatnie wieki istnienia Imperium Słońca. Miejsce to, pierwotnie zwane reptilliońskim słowem Ssyrgatch oznaczającym Skałę, z czasem zostało przemianowane na Okar-con, czyli Wyspę Kamienia. Nie jest ona bynajmniej najmniejszą z wysp wschodniej części ciągu Elmanalu, lecz zarazem nie jest też lądem na tyle dużym i samowystarczalnym, aby budować na jego obszarze miasta czy chociażby utrzymać większą społeczność. Położona daleko od morskich szlaków kupieckich, wyspa nigdy nie znajdowała się w centrum zainteresowania żyjących na pobliskich wyspach ciągu Gur elfów czy krasnoludów.

Przez wieki Wyspa Kamienia zamieszkana była jedynie przez ptaki, odwiedzające jej plaże pomniejsze morskie stworzenia oraz niewielkie drapieżniki zasiedlające skaliste zakamarki. Czasami przybijali do niej starożytni wielorybnicy, bywała też czasami schronieniem dla piratów czy uciekinierów z pobliskich krain, wyrzucanych najczęściej na brzeg wyspy falami niszczących sztormy statków.

Reptilliońscy kartografowie nanieśli wyspę na mapy w czysto informacyjnym celu, ze względu na znajdowało się tam źródło słodkiej wody. Żeglarze przepływający w okolicy mogli w łatwy sposób uzupełnić uszczuplone zapasy statków, jednak to nie źródła wody sprawiły, że w pewnym momencie historii miejsce to stało się głównym punktem pielgrzymek wyznawców Gotam-gora.

Czasy starożytne

Starożytne czasy obfitowały w wiele niezwykłych wydarzeń. Z pokolenia na pokolenie przekazywane są opowieści o potężnej magii, kontaktach z boskimi siłami czy wielkich wojnach. Był to też czas, gdy potęga gadziego mocarstwa sięgnęła poza Plan Materialny.

W tym okresie dziejów Orchii pojawiła się także największa liczba półbogów. Gdy o większości z nich zapomniano niedługo po ich śmierci, wiara w kilku przetrwała całe wieki. Jednym z tych, którzy odcisnęli swoje ślady nie tylko w antycznej, ale i teraźniejszej historii Orchii był krasnolud o imieniu Loeb. Czyny dokonane przez tego półboga zostały spisane w świętej księgi kultu Gotam-gora, w czczonym jak największa relikwia Mitrylowym Tomie. Od tego bohatera pochodzi także jeden z powszechnie obecnie znanych symboli kultu: ciężki dwuręczny nadziak, szczególnie ulubiony przez krasnoludy oddające chwałę Bogowi Kamieni.

Przepowiednia

W starożytności reptilliony niepodzielnie rządziły wyspami Archipelagu Centralnego. Przez długi czas nie miały sobie równych w żadnym względzie, zaś wewnętrzna spójność gadziego imperium dodatkowo uodparniała je na obce wpływy. Jednak i oni wiedzieli, że przyjdzie kres ich potęgi. Astrologowie przepowiedzieli, że stanie się to w momencie gdy pośród orczych zastępów pojawi się nowa moc. Siła zdolna obalić góry, scalić rozproszone orcze plemiona w jedną silną pięść, która zdolna było obrócić w perzynę Imperium Słońca. Reptillioni nie wiedzieli jednoznacznie, w jaki sposób objawi się ta tajemnicza moc, toteż skrupulatnie obserwowali większe skupiska zdziczałych, wiodących koczownicze życie orków rozrzuconych po wyspach Archipelagu Centralnego.

Początek podróży

Zgodnie z przekazami zawartymi w Mitrylowym Tomie, Loeb był zwyczajnym wojownikiem służącym na jednym z kupieckich statków opływających wody wysp Elamanalu oraz Gur, niespecjalnie na dodatek bogobojnym. W trakcie jednej z podróży poprzez cieśniny wysp Kupieckich i ciągu Gur na morzu rozszalała się burza, a ogromne fale uniosły pechowego marynarza z pokładu. Przez wiele godzin udawało mu się utrzymać na powierzchni, dopóki wyczerpany i na wpół utopiony nie został wyrzucony na plażę wyspy Ssyrgatch.

Loeb znał to miejsce, opłynął je bowiem kilkakrotnie na pokładach różnych statków; sam też uzupełniał tu wcześniej zapasy słodkiej wody. Wiedząc o źródle udał się do niego bez zwłoki, gdyż właśnie tam mógł go spotkać ratunek z rąk marynarzy odwiedzających statków.
Niestety, nieoczekiwana morska podróż uległa przerwaniu w dniach, gdy kończył się okres wymiany handlowej między wyspami, a otaczające je akweny brały w swe władanie sezonowe sztormy. Przez następne miesiące w pobliżu Ssyrgatch nie pojawił się ani jeden dostrzegalny na horyzoncie żagiel.

Spełnienie przepowiedni

Astrologowie i szpiedzy Imperium Reptillionów śledziły od pewnego czasu poczynania nowego przywódcy koczowniczych orków zwanego Katanem. Watażka ten podróżował między plemionami przepowiadając im świetlaną przyszłość, o ile zjednoczą się pod jego przywództwem przeciwko gadziemu państwu. Niezwykle charyzmatyczny i przejawiający pewne talenty mogące sugerować rodzącą się w nim moc półboga, bez większego trudu przekonywał przesądnych pobratymców do zaciągnięcia się pod jego sztandarem. Rosnące wpływy owego Katana budziły rosnące zatroskanie wpływowych reptillionów – zatroskanie, które w pewnym momencie zmieniło się w zdecydowane postanowienie unicestwienia niebezpiecznego uzurpatora. Twórcy pomysłu wyeliminowania Katana postanowili pozbyć się zarazem również tych darzonych posłuchem wodzów orków, którzy pokłonili się przed rzekomym zbawcą orczego narodu. Tak powstał plan zwabienia Katana i jego popleczników w wybrane miejsce, w którym wszyscy oni mieli następnie ponieść śmierć.

Plan był niesamowicie skomplikowany i wymagał użycia ogromnych funduszy. Przekupiono wielu orków, wprowadzono szpiegów do najbliższego otoczenia Katana. Dodatkowo, aby pokazać siłę gadów i jednocześnie załamać morale plemion, przygotowano iście spektakularną egzekucję. W tym celu astrologowie rozumnych jaszczurów zużyli ogromne ilości mocy i zmienili orbitę niewielkiego ciała niebieskiego krążącego dookoła planety. W czasie, gdy opłaceni szpiedzy umożliwili i doprowadzili do spotkania orków, astrologowie ściągnęli głaz w orbitę feralnej wyspy – wyspy, która miała stać się grobem Katana i nadziei orków na lepszą przyszłość. Spiskowcy nie wzięli jednak pod uwagę tego, że nie są jedynymi zainteresowanymi losem Orchii i że istnieją o wiele potężniejsze siły w znanym im świecie, którym poczynania gadów nie były na rękę.

Nieudana zemsta

Loeb starał się przetrwać w tym samym czasie na Ssyrgath. Żywił się tym, co morze wyrzuciło na brzeg wyspy, schwytanymi ptakami oraz wodą czerpaną z miejscowych źródeł. Mitrylowy Tom opisuje ten okres w życiu krasnoluda jako próbę siły woli przyszłego proroka. Mówi się też, iż Gotam-gor chciał mieć pewność, że krasnolud podoła wyrzeczeniom podjętym w imię swojego bóstwa.

Po miesiącach pobytu na wyspie udręczony i osłabiony Loeb znalazł się na skraju wyczerpania, a jego umysł zaczął podsuwać mu wizje i omamy słuchowe. Krasnolud osuwał się na krawędź szaleństwa, dostrzegając wokół siebie rzekome byty z innych Sfer Egzystencji. Brak jednak szczegółów co do końcowego okresu pobytu Loeba na wyspie. Sama Księga milczy na temat wydarzeń jakich świadkiem stał się tam przyszły prorok. Wiadomo tylko, że u pozornie zwyczajnego źródła życiodajnej wody zaznał oświecenia oraz uzyskał niesamowitą moc. Jego ręce obdarzone zostały darem kształtowania dotykanych kamieni, a stopy pozostawiały wyraźne ślady odciśnięte w najtwardszej skale.

Ogromny gwiezdny meteor – skierowany w miejsce, gdzie samozwańczy pogromca imperium reptillionów miał umrzeć w widowiskowy sposób – podążył ku powierzchni planety po zupełnie innym torze, całkowicie zaskakując realizujących swój plan reptilliońskich magów i astrologów. Wydarty z mocy ich zaklęć, kosmiczny głaz spadł na Ssyrgatch, gdzie na ułamek chwili przed uderzeniem wytracił swą prędkość oszczędzając ludom Orchii niszczycielskiego kataklizmu.

Zamiast tego meteor w niewytłumaczalny zwyczajnymi prawami natury sposób opadł delikatnie przed oczy Loeba przybierając formy człekokształtnego oblicza, które przemówiło wprost do serca i duszy krasnoluda.

Blady strach

Niesamowicie skomplikowany i równie szalony plan przygotowany w jaskiniach Archagasty został zaprzepaszczony przez nagłe pojawienie się kolejnego półboga. Zaskoczone przebiegiem wypadków gady zrozumiały, że właśnie rozpoczyna się czas spełnienia przepowiedni, której zakończeniem będzie zniszczenie ich państwa oraz rozproszenie gadów po Orchii.

Natychmiastowe wysłanie w stronę Ssyrgatch najszybszych statków oraz kilku smoków w celu sprawdzenia co tak naprawdę się stało nie miało już znaczenia. Katan oraz ambasadorowie orczych plemion doszli do porozumienia i zawiązali pakt. Jego bezpośrednim skutkiem było podjęcie broni przez tłamszony do tej pory orczy lud i stawienie oporu gadom. Sam Katan został przywódca powstania, które na zawsze miało zmienić oblicze świata.

Statki wysłane przez reptilliony zniszczył nagły i potężny sztorm. Wysłane przodem smoki zagubiły się w przestworzach i nikt ich już nigdy nie widział.

Obecność

Tymczasem krasnoludowi objawił się Gotam-gor we własnej osobie. Bóstwo, widząc niezłomną wolę krasnoluda, przekazało mu misję zebrania rozproszonych wyznawców w jeden, silny, kult. Aby wspomóc go w zadaniu Gotam-Gor natchną mocą dzierżoną przez krasnoluda broń: ciężki, dwuręczny nadziak, zaś samego wybrańca oznaczył jako swojego półboga.

Niedługo potem do wyspy przybił jeden z pierwszych statków nowego sezonu kupieckiego i zabrał Loeba na swój pokład. Marynarze, widząc energię bijącą od krasnoluda oraz jego broni, porzucili dotychczasowy szlak, aby wspomóc go w misji. Każdy z nich, a było ich czterdziestu, na cześć bóstwa przyjął imię od znanego minerału. Stali się założycielami zakonów, których nazwy wywodzą się bezpośrednio od ich imion. Stąd też pośród wyznawców Gotama występują grupy Złotych, Miedzianych czy też Ametystowych zakonników. Podobno którychś z nich pomógł nowo wybranemu przywódcy orków w stworzeniu zarazy umożliwiającej zatrzymanie głównej siły reptilliońskich armii czyli Kamiennych Antarów. Ich liczba odpowiada też liczbie kolumn jakimi otaczane są place świątyń Gotam-gora.

Tak oto rozpoczęła się epopeja, której wynikiem było powstanie kultu w postaci znanej dzisiejszej Orchii.

Reptilliony w końcu przybyły na wyspę. Nie udało im się jednak przechwycić statku z Loebem, a miejsce upadku głazu wyznaczał niewielki krater z odciśniętymi w kamiennym gruncie wyspy śladami bosych stóp kierujących się w stronę brzegu.

Bookmark the permalink.

5 Comments

  1. To pierwsza część dłuższej opowieści autorstwa Ghasty, opublikowana pierwotnie na jego blogu, ale do przedruku na naszym portalu!

  2. Fajne, solidny kawalek tekstu, co bardzo lubie ale powstrzymam sie z ocena az dowiem sie z czego wynikala zlosliwosc Gotam-gora wzgledem reptillionow.

  3. Ghasta zawsze tworzył fajne teksty do KC. Szkoda, że tak mało. Mam nadzieję, że wróci do świata Orchii z mrocznej odchłani rzeczywistości.

  4. Ghasta dawaj ciąg dalszy! Się mnie to bardzo podoba!

  5. Tan Darugar Gladiator

    Baardzo ciekawy pomysł wart kontynuacji. Cele Gotam-Gora wydają się oczywiste. Wiadomo, że każdy bóg pragnie mieć więcej mocy i współwyznawców. Niepodzielna wówczas władza reptiliońska niespecjalnie dawała pole do popisu (nie była tak tolerancyjna jak władza orków w zakresie religii). Wszelkie zawirowania religijne od zawsze pozwalały mniejszym kultom na pozyskanie nowych współwyznawców. Gotam-gor z pewnością zdawał sobie sprawę z okazji jaką daje rewolucja orcza. Pamiętajmy też o bezimiennych, którzy w ten czy inny sposób wpływają na losy świata. Bez wątpienia nie mogła się obyć tak wielka zmiana na Orchii bez ich udziału.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *